rozwińzwiń

Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą

Okładka książki Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą autorstwa Michaił Bułhakow
Okładka książki Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą autorstwa Michaił Bułhakow
Michaił Bułhakow Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Biblioteka klasyków literatura piękna
536 str. 8 godz. 56 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka klasyków
Data wydania:
2018-11-15
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-15
Liczba stron:
536
Czas czytania
8 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788306035261
Tłumacz:
Irena Lewandowska, Henryk Chłystowski, Andrzej Drawicz
W czterech obszernych tomach gromadzimy wszystko, co z Bułhakowa najwspanialsze, począwszy od wczesnej prozy, teksty krótkie, felietony, opowiadania, powieści, utwory teatralne (zarówno dramaty, jak i powieści okołoteratralne) aż po opus magnum, Mistrza i Małgorzatę w klasycznym i znakomitym literacko przekładzie. Crème de la crème edycji stanowi nowy przekład Białej gwardii według edycji krytycznej z 2015 roku. Przekład Mistrza i Małgorzaty porównano z rosyjską edycją krytyczną - także z 2015 roku.

Tom drugi:
W nocy z drugiego na trzeci (1922) (przeł. Henryk Chłystowski) • Ogień w pałacu chanów (1924) (przeł. Andrzej Drawicz) • Biała gwardia (1925) (przeł. Henryk Chłystowski) • Pod butem (1923-1925) (przeł. Irena Lewandowska) • Listy do władz (1929-1938) (przeł. Irena Lewandowska)

Wybrała i posłowiem opatrzyła Alicja Wołodźko-Butkiewicz.
Średnia ocen
8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą

Średnia ocen
8,1 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą

Sortuj:
avatar
209
58

Na półkach: ,

Fantastyczne. Jedynie "Pod butem" i "Listy do władz" lekko mnie wynudziły. Może to po prostu nie mja bajka.

Fantastyczne. Jedynie "Pod butem" i "Listy do władz" lekko mnie wynudziły. Może to po prostu nie mja bajka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1527
1165

Na półkach: ,

Dzieła.

Państwowy Instytut Wydawniczy zrobił wspaniały prezent miłośnikom literatury. Choć, żeby być bardziej kontrowersyjnym, musiałbym napisać „ćpunom” literackim. Albo pójść tropem metryki czytelników. Dochodzę do wniosku, że trudno będzie dzisiejsze (małe, zbyt małe!) grono czytelników zainteresować „klasyką”. Właściwie nie wiem co by się musiało stać, aby ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnął po teksty, dajmy na to z 1919 roku. No chyba, że właśnie bez literatury obejść się nie może. Jest ona niczym powietrze albo silnie uzależniający narkotyk lub te ktoś jest na tyle stary, że w szkole (albo sam, tak od siebie zwyczajnie) przeczytał „Mistrza i Małgorzatę”.

O Michaile Bułhakowie będzie tu mowa, jeśli jeszcze ktoś się nie zorientował. Otóż PIW w ramach swojej serii „Biblioteki klasyków” wydał cztery, opasłe tomy z dorobkiem literackim genialnego Rosjanina. Czyta się to z największą rozkoszą. Bułhakow świetnie radzi sobie w formie krótkiej. Kapitalna jest minipowieść „Diaboliada” (tom I) zwiastująca treść dzieła wybitnego, które nadejść miało. Ubawić może groteskowe „Psie serce” (tom I). Mamy również elementy biograficzne w postaci „Zapisków młodego lekarza” (tom I),jak również pełniejszy nieco obraz w znakomitej „Morfinie”. To właśnie dla tej ostatniej warto sięgnąć po tom I utworów wybranych.

Cieszy, że wydawnictwo potraktowała szerzej twórczość pisarza i wstawiło też te mniej udane pozycje jak „Poemat Cziczkowa”. Teksty w większości zawierają tłumaczenia znane już polskim czytelnikom. „Biała gwardia” (tom II) doczekała się nowego przekładu. Tom II z kolei zawiera dziennik Bułhakowa, który prowadził go z przerwami, a został skonfiskowany podczas rewizji w 1926 roku. Autor po walce o odzyskanie go, postanowił spalić rękopis, a jak dobrze wiemy „rękopisy nie płoną” i całość znalazła się w archiwach KGB, które przepisała również tekst. Opublikowany w latach 90. trafił do tego zbioru w tłumaczeniu Ireny Lewandowskiej.

To smutny fragment szarpaniny pisarza z niełatwą rzeczywistością. Jeszcze smutniejsze wrażenie robią „Listy do władz” (tom II),w których dramaturg dopomina się o godne traktowanie. Efekt, co wiedzieć należy z historii, jest dojmujący. Chory pisarz, bez pracy i środków do życia, który zwraca się do Stalina o pomoc. Środowisko zieje w jego stronę nienawiścią, a on szkalowany jest jako „nowoburżujski pomiot”. I choć pomoc została mu udzielona, to jednak zezwolenia na wyjazd z kraju już nie dostał, a był jedynie zwodzony i oszukiwany. Bułhakow pozostawił po sobie, miejscami, fragmentaryczne fabuły, strzępki pomysłów oraz talent literacki.

Sporą ciekawostkę można znaleźć na początku wycieczki w twórczość wspaniałego Rosjanina. Chodzi o tekst „Perspektywy na przyszłość” napisany w 1919 roku. W skrócie jest to opis stanu ojczyzny pisarza i jego dość czarnych myśli o przyszłości własnego kraju, jest bliska analogii polskiej rzeczywistości roku 2019. Tu potrzeba cytatów: „Dla wszystkich, którzy odzyskali wreszcie rozum, dla wszystkich, którzy nie wierzą żałosnej mrzonce, że nasza złośliwa choroba przerzuci się na Zachód i powali go, stanie się oczywisty ów wyjątkowy zryw tytanicznej pracy, który wydźwignie kraje zachodnie na nieznany dotąd poziom potęgi. […] My jesteśmy zapóźnieni… Tak bardzo się spóźniamy, że chyba żaden ze współczesnych proroków nie powie, kiedy w końcu ich dogonimy i czy w ogóle dogonimy. […] Tam, na Zachodzie, będą płonęły niezliczone światła elektryczne, lotnicy będą przecinali ujarzmione powietrze, będą tam budować, badać, drukować, uczyć się… A my… My będziemy się bić”.

Tom III uzupełnia obraz pisarza o jego dzieła teatralne i jedną „Powieść teatralną”. Widać, że wyuczony zawód mieszał się tu z fascynacją. Szczególnej uwadze polecam „Szkarłatną wyspę” oraz powieść zamykającą tom. Koniec końców wszystkie trzy tomy unaoczniają pewien proces twórczy pisarza i to dokąd zmierzał. A to z góry wiadomo, gdyż „Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała”.

Inne: http://www.nowamuzyka.pl/author/jaroslawszczesny/

Dzieła.

Państwowy Instytut Wydawniczy zrobił wspaniały prezent miłośnikom literatury. Choć, żeby być bardziej kontrowersyjnym, musiałbym napisać „ćpunom” literackim. Albo pójść tropem metryki czytelników. Dochodzę do wniosku, że trudno będzie dzisiejsze (małe, zbyt małe!) grono czytelników zainteresować „klasyką”. Właściwie nie wiem co by się musiało stać, aby ktoś z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

49 użytkowników ma tytuł Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą na półkach głównych
  • 33
  • 16
18 użytkowników ma tytuł Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą na półkach dodatkowych
  • 11
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Michaił Bułhakow
Michaił Bułhakow
Michaił Bułhakow urodził się jako najstarsze dziecko historyka religii i profesora Kijowskiej Akademii Duchownej Afanasija Iwanowicza (1859–1907) i prowadzącej stancję w Kijowie (dla dzieci swoich krewnych, które przyjeżdżały na studia do Kijowa) Warwary Michajłowny z domu Pokrowskiej (1869–1922). Pisarz miał sześcioro rodzeństwa: Wierę (1892–1973),Nadieżdę (1893–1971),Warwarę (1898–1957),Mikołaja (1898–1966),Iwana (1900–1969) i Helenę (1902–1954). Afanasij Bułgakow zmarł w 1907 r. na chorobę nerek. Mimo skromnych warunków materialnych rodzina Bułhakowów interesowała się teatrem i muzyką, prowadziła nawet amatorską scenę. Michaił Bułhakow kształcił się w Pierwszym Kijowskim Gimnazjum, a od 1909 roku studiował medycynę na Imperatorskim Kijowskim Uniwersytecie św. Włodzimierza. Pomimo rozpaczy rodzin 26 kwietnia 1913 roku poślubił Tatianę Łappę, poznaną w 1908 r. córkę saratowskiego naczelnika izby skarbowej. W 1916 roku ukończył studia i został zmobilizowany do wojska oraz skierowany do miejscowości Nikolskoje w guberni smoleńskiej. Prowadził tam z małżonką szpital, w którym przez rok przyjął ponad 15 000 pacjentów. 18 września 1917 roku został przeniesiony do Wiaźmy. Hasła rewolucji październikowej sprawiły, że rozważał emigrację, lecz ostatecznie pozostał w kraju. Po demobilizacji wrócił do Kijowa i otworzył prywatną praktykę jako wenerolog. W 1918 jego matka wyszła po raz drugi za mąż za chirurga Iwana Woskresieńskiego i zamieszkała nieopodal domu Michaiła. W tym mniej więcej czasie Bułhakowowi udało się wyjść z uzależnienia od morfiny, na które cierpiał od co najmniej roku. Podczas przechodzenia Kijowa z rąk do rąk – z różnych powodów: jako ochotnik lub zmobilizowany, zbieg lub jeniec – trafiał do oddziałów wojskowych walczących stron: bolszewików, Ukraińskiej Republiki Ludowej, białych. Na przełomie października i listopada 1919 r., pełniąc służbę lekarza wojskowego 3. Tieriekskiego Pułku Kozackiego, ewakuował się na północny Kaukaz i trafił do Władykaukazu. Tam, na początku 1920 roku, rozpoczął pracę dziennikarską i postanowił porzucić praktykę lekarską na rzecz pisarstwa. Z tego, co Bułhakow wówczas pisał, zachowało się niewiele, są to wyłącznie sztuki teatralne: Synowie mułły, Samoobrona, Bracia Turbinowie, Paryscy komunardzi i Wiarołomny tata (Gliniani konkurenci). W tym okresie (w marcu 1920 r.) przebył też nawrót tyfusu. W 1921 zamieszkał w Moskwie – pracował m.in. jako reporter, kronikarz, urzędnik oświatowy. Pisywał korespondencje i felietony do różnych gazet. Debiutem literackim były autobiograficzne Notatki na mankietach (zachowane jedynie we fragmentach). Kolejno powstawały Diaboliada (1924) i Biała gwardia (1924),która po częściowym opublikowaniu na łamach czasopisma Rossija zwróciła uwagę krytyki. Oprócz entuzjastycznych pochwał mnożyły się opinie negatywne. Pierwszym płodem literackim było autobiograficzne opowiadanie Morfina, ukończone w 1927 roku. Rok 1919 to praca nad Zapiskami młodego lekarza, które później w latach 1925–1927 ukazywały się w różnych czasopismach, głównie w „Miedicinskim rabotniku”. Trzydziestoletni Bułhakow, walcząc z ciągłym brakiem pieniędzy, szukał pracy, o którą było niezmiernie trudno. Był konferansjerem w małym teatrzyku, współpracownikiem gazety „Raboczij”, reporterem i kronikarzem „Torgowo-Promyszliennogo Wiestnika”. Kontynuował pisanie Notatek na mankietach. 2 lutego 1922 roku dowiedział się o śmierci matki, co miało decydujące znaczenie dla powieści Biała gwardia, zredagowanej ostatecznie w roku 1923 i pomyślanej przez pisarza jako pomnik pamięci matki. Na bazie tej powieści powstał dramat Dni Turbinów (w latach 1926–1929 grany był w Moskiewskim Teatrze Artystycznym (MChAT),ponownie wrócił na afisze w 1932 roku po osobistej interwencji Stalina). Pisarz był także utalentowanym aktorem. Gdy zachorował aktor grający Sędziego w Klubie Pickwicka – zagrał jego rolę. Siedzący na widowni Stanisławski nie poznał go. Któż to? Co za wspaniały aktor! – krzyknął. Z początkiem lat dwudziestych Bułhakowowie zostali zakwaterowani w lokalu nr 50 w kamienicy przy ul. Bolszaja Sadowaja 10. Mieszkanie to, utożsamiane ze słynnym mieszkaniem nr 50 z Mistrza i Małgorzaty, stało się też inspiracją licznych opowiadań. Wiosną 1922 roku Bułhakow zaczął regularną współpracę z pismem „Nakanunie” (z Osipem Mandelsztamem, Siergiejem Jesieninem, Walentinem Katajewem) wydawanym w Berlinie, gdzie w latach 1922–1924 publikował fragmenty Białej gwardii, Zapisków młodego lekarza, wybór Notatek na mankietach, reportaże. W latach 1924–1925 powstały dwa utwory science-fiction – Fatalne jaja oraz Psie serce. Ten drugi, skonfiskowany podczas rewizji w mieszkaniu autora, został mu za wstawiennictwem Gorkiego zwrócony po dwóch latach – publikacji doczekał się dopiero w 1987 roku. Od 1922 r. Bułhakow był inwigilowany przez tajną policję GPU (później NKWD). Wiosną 1923 Bułhakow otrzymał stałą pracę jako redaktor gazety „Gudok” – organu Związku Kolejarzy – do którego napisał około 100 felietonów. W kwietniu 1924 roku Bułhakow rozstał się z pierwszą żoną, aby związać się z poznaną w okresie pracy w redakcji, Lubow Jewgieniewną Biełoziorską. W 1931 roku zawarł trzecie, w końcu udane małżeństwo z Heleną Siergiejewną Szyłowską, która była pierwowzorem Małgorzaty z Mistrza i Małgorzaty. Szyłowska (z domu Nürenberg) pochodziła z Rygi, z rodziny Niemców bałtyckich, była dobrze wykształcona i władała trzema językami. Dla niej to było również trzecie małżeństwo; decydując się na związek z pisarzem porzuciła wygodne życie u boku gen. Eugeniusza A. Szyłowskiego, naczelnika sztabu okręgu moskiewskiego. Stalin umożliwił Bułhakowowi zatrudnienie się w charakterze asystenta reżysera w Teatrze Artystycznym oraz pracę konsultanta w Teatrze Młodzieży Robotniczej. Równolegle do pracy dla teatru Bułhakow kontynuował pisanie Mistrza i Małgorzaty. W roku 1934, na zamówienie Teatru Satyry powstała sztuka Iwan Wasiliewicz – rzecz o przeniesieniu Iwana Groźnego w czasy współczesne pisarzowi. Rok 1934 przyniósł Bułhakowowi kolejny wielki wstrząs – po złożeniu podania o pozwolenie wyjazdu za granicę 7 czerwca pisarz dostał oficjalną odmowę. Wiosną 1935 roku powstała pierwsza wersja sztuki Aleksander Puszkin, kontynuacja Iwana Wasiliewicza. Po krótkiej podróży do Kijowa wiosną 1936 roku Bułhakowowie wyjechali pod Władykaukaz. Jeszcze jesienią 1936 roku Bułhakow podjął na nowo rozpoczęte w 1929 zapiski zatytułowane „Tajemnemu przyjacielowi”, nadając im nowy tytuł Notatki nieboszczyka, które cenzura dopuściła do druku w latach 60. jako Powieść teatralną. Pod koniec 1937 Bułhakow odłożył na zawsze Notatki nieboszczyka i postanowił ukończyć swoją wielką powieść. Szósta wersja książki miała już ostateczną strukturę i tytuł Mistrz i Małgorzata. 28 maja 1938 roku pisarz postawił ostatnią kropkę w ostatniej wersji rękopisu w sześciu zeszytach. Pozostało jeszcze mozolne przepisywanie tekstu na maszynie, czego pod dyktando autora wprowadzającego jeszcze liczne poprawki podjęła się siostra Heleny Siergiejewny – Olga Bokszanska. Po zakończeniu pracy 24 czerwca Bułhakow wyjechał do żony odpoczywającej od kilku tygodni w Lebiedianie. W ciągu miesiąca ukończył przerwaną Mistrzem i Małgorzatą adaptację Don Kichota dla Teatru Wachtangowa. Jesienią 1939 roku wyjechał z żoną do Leningradu i tam zaczął odczuwać pierwsze oznaki choroby: gwałtowne bóle głowy i półślepotę. Diagnoza była jednoznaczna: nerczyca. W grudniu pojechał do sanatorium do Barwichy, gdzie spędził miesiąc, choć lekarze nalegali na dwa. Jako lekarz i świadek śmierci swojego ojca na tę samą dolegliwość, Bułhakow nie miał wątpliwości co do swojej przyszłości – miał świadomość, że pozostało mu sześć miesięcy życia. Jego stan zdrowia na przemian pogarszał się i poprawiał. Przez cały czas byli przy nim żona i przyjaciele. Do 13 lutego 1940 pisarz dyktował ostatnie poprawki do Mistrza i Małgorzaty. To wówczas powstał początek rozdziału 32. „Przebaczenie i wiekuista przystań”. Michaił Bułhakow zmarł 10 marca 1940 o godzinie 16.39. Następnego dnia odbyły się uroczystości żałobne w gmachu Związku Pisarzy Radzieckich, przemówienia pożegnalne wygłosili: Wsiewołd Iwanow, Aleksiej Fajko, Wasilij Toporkow i Boris Mordwinow. 12 marca urnę z jego prochami złożono na cmentarzu Nowodiewiczym w kwaterze MChAT-u graniczącej z kwaterą Teatru Wielkiego. Zarówno w czasie mszy, jak i podczas kremacji nie było, zgodnie z przedśmiertnym życzeniem pisarza, muzyki. 15 marca „Litieraturnaja Gazieta” pisała w nekrologu o twórcy „bardzo wielkiego talentu i wspaniałego kunsztu”, który „przeszedł trudną i skomplikowaną drogę i wejdzie do historii literatury jako wybitny i oryginalny mistrz”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Utwory wybrane. Tom 1. Morfina. Wczesne utwory prozą Michaił Bułhakow
Utwory wybrane. Tom 1. Morfina. Wczesne utwory prozą
Michaił Bułhakow
Dzieła. Państwowy Instytut Wydawniczy zrobił wspaniały prezent miłośnikom literatury. Choć, żeby być bardziej kontrowersyjnym, musiałbym napisać „ćpunom” literackim. Albo pójść tropem metryki czytelników. Dochodzę do wniosku, że trudno będzie dzisiejsze (małe, zbyt małe!) grono czytelników zainteresować „klasyką”. Właściwie nie wiem co by się musiało stać, aby ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli sięgnął po teksty, dajmy na to z 1919 roku. No chyba, że właśnie bez literatury obejść się nie może. Jest ona niczym powietrze albo silnie uzależniający narkotyk lub te ktoś jest na tyle stary, że w szkole (albo sam, tak od siebie zwyczajnie) przeczytał „Mistrza i Małgorzatę”. O Michaile Bułhakowie będzie tu mowa, jeśli jeszcze ktoś się nie zorientował. Otóż PIW w ramach swojej serii „Biblioteki klasyków” wydał cztery, opasłe tomy z dorobkiem literackim genialnego Rosjanina. Czyta się to z największą rozkoszą. Bułhakow świetnie radzi sobie w formie krótkiej. Kapitalna jest minipowieść „Diaboliada” (tom I) zwiastująca treść dzieła wybitnego, które nadejść miało. Ubawić może groteskowe „Psie serce” (tom I). Mamy również elementy biograficzne w postaci „Zapisków młodego lekarza” (tom I),jak również pełniejszy nieco obraz w znakomitej „Morfinie”. To właśnie dla tej ostatniej warto sięgnąć po tom I utworów wybranych. Cieszy, że wydawnictwo potraktowała szerzej twórczość pisarza i wstawiło też te mniej udane pozycje jak „Poemat Cziczkowa”. Teksty w większości zawierają tłumaczenia znane już polskim czytelnikom. „Biała gwardia” (tom II) doczekała się nowego przekładu. Tom II z kolei zawiera dziennik Bułhakowa, który prowadził go z przerwami, a został skonfiskowany podczas rewizji w 1926 roku. Autor po walce o odzyskanie go, postanowił spalić rękopis, a jak dobrze wiemy „rękopisy nie płoną” i całość znalazła się w archiwach KGB, które przepisała również tekst. Opublikowany w latach 90. trafił do tego zbioru w tłumaczeniu Ireny Lewandowskiej. To smutny fragment szarpaniny pisarza z niełatwą rzeczywistością. Jeszcze smutniejsze wrażenie robią „Listy do władz” (tom II),w których dramaturg dopomina się o godne traktowanie. Efekt, co wiedzieć należy z historii, jest dojmujący. Chory pisarz, bez pracy i środków do życia, który zwraca się do Stalina o pomoc. Środowisko zieje w jego stronę nienawiścią, a on szkalowany jest jako „nowoburżujski pomiot”. I choć pomoc została mu udzielona, to jednak zezwolenia na wyjazd z kraju już nie dostał, a był jedynie zwodzony i oszukiwany. Bułhakow pozostawił po sobie, miejscami, fragmentaryczne fabuły, strzępki pomysłów oraz talent literacki. Sporą ciekawostkę można znaleźć na początku wycieczki w twórczość wspaniałego Rosjanina. Chodzi o tekst „Perspektywy na przyszłość” napisany w 1919 roku. W skrócie jest to opis stanu ojczyzny pisarza i jego dość czarnych myśli o przyszłości własnego kraju, jest bliska analogii polskiej rzeczywistości roku 2019. Tu potrzeba cytatów: „Dla wszystkich, którzy odzyskali wreszcie rozum, dla wszystkich, którzy nie wierzą żałosnej mrzonce, że nasza złośliwa choroba przerzuci się na Zachód i powali go, stanie się oczywisty ów wyjątkowy zryw tytanicznej pracy, który wydźwignie kraje zachodnie na nieznany dotąd poziom potęgi. […] My jesteśmy zapóźnieni… Tak bardzo się spóźniamy, że chyba żaden ze współczesnych proroków nie powie, kiedy w końcu ich dogonimy i czy w ogóle dogonimy. […] Tam, na Zachodzie, będą płonęły niezliczone światła elektryczne, lotnicy będą przecinali ujarzmione powietrze, będą tam budować, badać, drukować, uczyć się… A my… My będziemy się bić”. Tom III uzupełnia obraz pisarza o jego dzieła teatralne i jedną „Powieść teatralną”. Widać, że wyuczony zawód mieszał się tu z fascynacją. Szczególnej uwadze polecam „Szkarłatną wyspę” oraz powieść zamykającą tom. Koniec końców wszystkie trzy tomy unaoczniają pewien proces twórczy pisarza i to dokąd zmierzał. A to z góry wiadomo, gdyż „Annuszka już kupiła olej słonecznikowy, i nie dość, że kupiła, ale już go nawet rozlała”. Inne: http://www.nowamuzyka.pl/author/jaroslawszczesny/
Jarek Szczęsny - awatar Jarek Szczęsny
ocenił na87 lat temu
Dół Andriej Płatonow
Dół
Andriej Płatonow
Czy opowieść o zwykłej dziurze w ziemi (dobrze: o wykopie pod fundamenty domu) może być jedną z najlepszych metafor sowiecko-socjalistycznej rzeczywistości w okresie, gdy krzepła władza bolszewicka, a czystki jako model sprawowania władzy dopiero świtał w głowie Najpierwszego (Wąsatego) Obywatela? A wykop to wszak niebagatelny, bo pod fundamenty ogólnoproletariackiego domu przyszłości! Marzenie o socjalistycznej Wieży Babel upada jednak nie na etapie ścian i murów pnących się ku niebu, a już w fazie wykopu pod fundament (“ziggurat obrócony w dół”, jak powie tłumacz w posłowiu); nie trzeba tu żadnego złośliwego bóstwa - sam człowiek niezdolny jest do tego typu wysiłku. Epopeja ludzi niepotrzebnych, ułomnych już tylko poprzez niezgodność z formatujacymi wzorcami ojczyźnianych standardowych typów ludzkich. Nie z myśli a z czynów ma się brać sens bycia człowieka! “To nie jest kraj dla ludzi dawnego typu” chce się powiedzieć; nie ma miejsca dla inteligencji, myślicieli, filozofów, zaradnych burżujów i kułaków. Kolektyw robotniczy jedzie niczym czołg czy walec i staje do walki o to, do czego przeznaczy go akurat socjalistyczna ojczyzna. Po wykopie przychodzi pora na pomoc w kolektywizacji wsi i jej rozkułaczaniu? Aktyw rzuci się z ochotą na nowy odcinek walk. Groteskowość i absurd obrazów demolowanej wsi wcale nie przydaje tej części opowieści humoru; raczej czujemy grozę, rozumiejąc jak niewiele literacka opowieść odbiegać może od jakże świeżych wówczas realnych obrazów porewolucyjnej wsi i zbrodni tam dokonywanych. Applebaum, Pipes czy Grossman dadzą tego opisy mniej literackie, bardziej zaś dokumentalne, ale i typy ludzkie płatonowowskie miały rzekomo swych realnych poprzedników. Język narratora bardzo poetycki, niezrównanie osobny; wymagający skupienia i namysłu nad niemal każdym słowem każdego zdania. Z czymś mi się bardzo kojarzy, choć w dość nieoczywisty sposób i już wiem: czytam Płatonowa a myślę o słowniku Leśmiana. Język zaś postaci w całości zbudowany na rusztowaniach socjalistycznej nowomowy, nie przekazujący treści a jedynie ideologiczną - dość niestrawną - papkę. Świdrujący, sztuczny, niekomunikatywny. Jednocześnie tym pięknym językiem przyglądamy się brudnemu światu, pełnemu jakiegoś ludzkiego nowosowieckiego robactwa. Mam nieodparte skojarzenia ze światami kreowanymi przez późniejszego o niemal wiek (choć wcześniej przeze mnie poznanego) Krasznahorkaia. I ten bolesny wręcz fizycznie dysonans między pięknym językiem, a tym co opisuje: anarchistyczną apokalipsą czynioną przez wykluczone społeczne niziny ludzkie. Jeśli zakaz druku Autora jest rozkazem samego Stalina sankcjonowany, to może to być najpewniejszy znak jakości, jaki pisarzowi można by przyznać. I to ten właśnie przypadek. Równie przenikliwy i równie poetycko piękny, co sama powieść, jest wstęp, jaki podarował jej Andrzej Stasiuk. Oraz posłowie napisane przez tłumacza - Adama Pomorskiego; a samo tłumaczenie wspaniałe.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na106 dni temu
Ameryka Franz Kafka
Ameryka
Franz Kafka
Nie można się bronić, jeśli druga strona nie ma dobrej woli. Autor posiada niezwykłą umiejętność opisywania miejsc i ludzi, których nigdy nie widział. Przykładowo, pisze bardzo żywo i realistycznie o Ameryce, w której nigdy nie był. Albo opisuje bezbłędnie zachowania znane mi z rynku pracy, NFZ czy sądów, chociaż też nigdy ich nie zobaczył. Realistyczność opisów Ameryki można dość łatwo wyjaśnić – książki, fotografie, opisy z ust innych osób. Ale realistyczność tej drugiej części tłumaczy jedynie fakt, że nie umiemy się nadal rozwinąć jako społeczeństwo i powtarzamy te same chore, patologiczne, przemocowe zachowania, które miały miejsce w sumie już sto lat temu (powieść ukazała się w latach 20., ale powstała około 1914 roku). Czytam świeżo po filmie Agnieszki Holland, wszystko mi kołuje w myślach, obrazy latają wewnątrz czaszki i ciężko je poskładać w jakiś sensowny tekst. Uderzyły mnie niesamowite, fotograficzne wręcz opisy miejsc, które pachną znajomo – Metropolis, Portier z Hotelu Atlantic, technokratyczne art deco z Hudsucker Proxy, Patsy jedzący ciastko na schodach albo żarówka młodego Vito Corleone. I to są wszystko wizje późniejsze, więc pytanie czy Ameryka była inspiracją, czy po prostu Kafka jakoś telegraficznie odebrał te prawdziwe obrazy z czyjejś głowy w swojej głowie i opisał? Ale to nie jest po prostu powieść o dawnej Ameryce, to byłoby zbyt normalne i pospolite. Jest więcej, dzieją się rzeczy dziwne, i znowu nie wiemy, czy śnimy, czy to rzeczywistość robi nas w trąbę. W dodatku powieść jest (znów) niedokończona, jak jakaś przeklęta interaktywna zabawa, gdzie samemu trzeba sobie dośpiewać zakończenie. Max Brod mówił, że ostatecznie Teatr Oklahomy miał być szczęśliwym zakończeniem. Ja tego nie kupuję, ta utopia mi pachnie sektą, które w sumie też są mocną częścią Ameryki. I ta sekta złapała Karla w swoje szpony. Prawdziwy tytuł to Der Verschollene, Zaginiony, i tak się właśnie można poczuć w trakcie czytania, jakby się było daleko od domu i bezpieczeństwa. Jest tu całe spektrum emocji, od złości, bezradności, strachu, lęku, frustracji, po momenty tak absurdalne, że w sumie trudno się nie roześmiać. Przykładowo, scena z rzygającym do windy Robinsonem - trochę jak moment w filmie Holland, gdy poważny dyrektor wygłasza peany na cześć instytucji, która jest taka niesamowicie zorganizowana, a tu z sufitu kapie woda do podstawionego na szybko garnka. Odnalazłam się w tych emocjach, odnalazłam się w korytarzach, które nie mają końca ani wyjścia (paradoks chyba, bo w nich raczej człowiek się gubi). Jedyne co mnie rozdrażniło, to wątek z Bruneldą, ale czuję, że gdyby była okazja, by go rozwinąć bardziej, może kryłoby się za nim coś więcej.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na83 miesiące temu
Pod jesienną gwiazdą Knut Hamsun
Pod jesienną gwiazdą
Knut Hamsun
Długo musieliśmy poczekać na polski przekład tej książki (aż 115 lat),która wchodzi w skład tzw "Trylogii wędrowca", jednak dzięki wydawnictwu Czuły Barbarzyńca możemy zapoznać się z tym arcydziełem, mam nadzieję, że niebawem ukażą się kolejne tomy, bo nie mogę się wprost doczekać co będzie dalej. W sumie od dawna już chciałem sięgnąć po coś Hamsun'a, ale przypadek sprawił, że ta pozycja stała się moją pierwszą, wypatrzyłem ją pośród tysiąca innych książek w Taniej Księgarni Dedalus, a że stwierdziłem, iż cena jest dość adekwatna wysupłałem tych parę dyszek, ale nie żałuję zakupu ani trochę, warto było. Z tego co udało mi się wyczytać głównym bohaterem jest sam autor i opowieść ta zawiera cechy wyraźnie autobiograficzne, a informacja, że dodatkowo jest melancholijna zachęciły mnie do zagłębienia się w tę lekturę. W skrócie proza ta przedstawia człowieka zmęczonego wielkomiejskim zgiełkiem, neurastenika, który ucieka na prowincję w celu odnalezienia równowagi, ciszy i spokoju w otaczające go przyrodzie, lubi wędrować po lesie czy odwiedzać cmentarze. Będąc na stancji u gospodyni spotyka starego druha z młodzieńczych lat i postanawia nająć się razem z nim do różnych prac, jak się okazuje bohaterowi nie brakuje umiejętności inżynierskich, w trakcie służby na dworze zakochuje się bez pamięci w żonie kapitana Falkenberg'a, a jego miłość przeradza się w obsesję i wbrew zdrowemu rozsądkowi, i odmowy ze strony chlebodawczyni szuka z nią kontaktu. Mnie udało się wczuć w rolę głównego protagonisty, jego tułanie się z miejsca na miejsce jest metaforą do szukania sensu życia na tym marnym padole ziemskim, po drodze natrafia na różnych ludzi, z którymi jednak nie może złapać głębszych więzi i kolejno zaczyna się rozczarowywać, sens odnajduje w miłości, niestety ta pozostaje nieodwzajemniona. Ze swojej strony mogę tylko polecić, jestem zachwycony, na pewno sięgnę po więcej twórczości Knut'a Hamsun'a.
Morbius - awatar Morbius
ocenił na81 rok temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu
Niewinni Hermann Broch
Niewinni
Hermann Broch
Przed plemię kołtunów stawiać lustro czyli powieść ku zadowoleniu autora Nie dajcie się zwieść pozorom. Forma „Niewinnych” zapowiada się jako opowiadania – to tylko trick autora, który zupełnie przez przypadek wprowadza nas w wątki, które będą nam towarzyszyć aż po koniec powieści. Powieści niezwykłej, poskładanej z postaci przedziwnych, zupełnych kuriozów psychologicznych, z pogranicza szaleństwa i stojących na progu zbrodniczych namiętności, książki tak gęstej od dzikiej atmosfery arystokratycznego domu, w którym żyją kobiety upadłe (ale jakże literacko smakowity jest ten upadek, to ich zepsucie!),że czytałem Brocha z wielkim zaciekawieniem, przygryzając z rodzącego się ukradkiem niepokoju paznokcie, czując się jak tonący w grzęzawisku dwuznaczności, których to byłem w pełni świadomy, a mimo to dawałem się im zatopić. Nie da się wystarczająco streścić „Niewinnych”. Niech zatem będzie, że to historia młodzieńca o imieniu A., który wynajmuje pokój u baronowej, której córka „jest w ogóle przeciwna odnajęciu pokoju”. Tej samej baronowej, która jest jej więźniem. Domem opiekuje się stara pokojówka Zerlina, która działa „ręka w rękę z Hildegardą”, wszystkiemu zaś przygląda się portret zmarłego dawno pana tego domu. Im dalej zagłębiamy się w skrywaną za kotarą mroczną rodzinną historię baronowej i poznajemy zaburzony charakter Hildegardy, im bardziej Zerlina zaczyna wpływać na postanowienia A., mamy ochotę krzyknąć: zwiewaj stamtąd, głupcze! Wszystko rozstrzyga się w fenomenalnym i całkowicie zaskakującym finale. Broch niczego nam nie ułatwia – każda z części „Niewinnych” zaczyna się wierszowanym głosem sięgającym lat minionych – 1913, 1923 i 1933, gdyż wielowarstwowa powieść powstała w sposób nieco dziwaczny (to słowa Brocha). Dlaczego zostały wprowadzone i jaką mają rolę, tego zdradzić nie mogę – może dlatego, że sam tego nie wiem (ha,ha),a może zupełnie z innych powodów? O moralności, zgniliźnie i fasadowości uczuć wyższych. O upadku pewnych klas społecznych w przededniu wielkiej wojny i poniekąd o tym, czy świat ten musiał upaść i tak. Także o naturze zła, namiętnościach bliskich każdemu człowiekowi, poświęceniu i godzeniu się na ustępstwa. O terrorze wreszcie, o samotnikach zamkniętych w czterech ścianach, którzy mrokiem zatruwają innych i są siedliskiem najpodlejszych z uczuć. Jedyni w swoim rodzaju „Niewinni”. Polecam absolutnie!
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na71 rok temu
Wieś Iwan Bunin
Wieś
Iwan Bunin
Po lekturze „Ojców i dzieci” postanowiłam pozostać jeszcze w wiejskich klimatach carskiej Rosji i sięgnąć po „Wieś” Iwana Bunina (Literacki Nobel 1933). Już „Ojcowie i dzieci” nie byli sielanką, ale „Wieś” budzi przerażenie. „Panie Boże, co za kraj! Czarnoziem na półtora arszyna – i to jaki! – a pięć lat nie przechodzi bez głodu. Miasto na całą Rosję sławne z handlu zbożem – a do syta jada w nim chleb może ze stu ludzi! A jarmark?! Nędzarzy,głuptaków, ślepców i kalek tak potwornych, że aż strach ogarnia i mdło się robi, po prostu cały pułk!” Akcja powieści toczy się w okresie wojny rosyjsko-japońskiej i rewolucji z 1905 roku, czyli jakieś 45 lat później, niż u Turgieniewa. Bunin maluje portret rosyjskiej wsi grubą czarną kreską. Ta wieś jest ciemna, dzika i zacofana, ale nie może być inna, skoro Rosja to kraj liczący „przeszło sto milionów analfabetów”. Bohaterami „Wsi” są dwaj bracia. Starszy, Tichon Krasow, posiada zmysł do interesów i jest majętnym wiejskim dorobkiewiczem. Do wszystkiego doszedł własnym sprytem i pracą. Z kolei Kuźma to pół- a może nawet ćwierćinteligent, któremu marzy się kariera pisarza. Dla jednego wieś jest rajem i ostoją, dobrze się w niej czuje, ceni sobie spokój i tu chciałby dokonać żywota. Drugi postrzega wieś jako więzienie, z którego najchętniej czmychnąłby, ale nie tam, gdzie pieprz rośnie, tylko do wielkiego miasta. Zdaniem Bunina, obaj mają o rosyjskiej wsi mylne wyobrażenia. Nie jest to lektura łatwa, a miejscami nie jest też przyjemna: „Zajrzał do wnętrza i w półmroku zobaczył piec, nary, stół, a na ławie pod oknem - korytko trumienki. Leżało w nim martwe dziecko o dużej, prawie nagiej główce i sinawej twarzyczce... Za stołem siedziała gruba ślepa dziewka i wielką drewnianą łyżką wyławiała z miski rozmoczone w mleku kawałki chleba. Muchy, niby pszczoły w ulu brzęczały nad nią i łaziły po twarzyczce trupa, a potem wpadały do mleka, ale ślepa, siedząc prosto jak statua i wybałuszając w ciemność zaszłe bielmem oczy, jadła i jadła...". Smacznego! Ale Bunin potrafi też zachwycić: „Z oddali, głucho jak spod ziemi, dochodził wciąż narastający grzmot i nagle cała okolica zatrzęsła się od huku: daleko, przecinając szosę, świecąc łańcuchem białych, rozjarzonych elektrycznością okien, przeleciał południowo-wschodni ekspres, niby latająca wiedźma, rzucając na wiatr przeświecające pąsem warkocze dymu”. Na koniec - ciekawostka! Otóż okazuje się, że szpitale w carskiej Rosji działały niemal tak samo, jak pracują nasze SOR-y prawie 120 lat później: „Trzeba było pójść do szpitala. Ale w szpitalu przez dwie godziny czekał w kolejce, siedział w korytarzu pełnym hałasu...”.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na82 lata temu
Budowniczy ruin Herbert Rosendorfer
Budowniczy ruin
Herbert Rosendorfer
Oto smakowita ze wszech miar, ale wymagająca od nas kapki zacięcia i uwagi, by chwycić wszystkie wątki, powieść-abstrakt, nasycona nieograniczoną żadnymi przestrzeniami wyobraźnią Herberta Rosendorfera, przeobrażoną w literowy ciąg (SATOR AREPO…) i ubraną w zdania, które stają się wyprawą w miejsca przedziwne i z ludźmi dotąd niespotykanymi, że gdy wreszcie trafimy się do budowniczych ruin, zadajemy sobie pytanie, co my właściwie tu robimy. I dlaczego tak bardzo nam się to wszystko podoba. Streścić „Budowniczych” się nie da (byłoby to wariactwo). Można zacząć od podróży pociągiem z wagonem wypełnionym sześciuset zakonnicami i nieznajomym, który łapie narratora za nogi, po czym wynurza się spod siedzenia i zaczyna opowiadać (Einsteinik okazuje się być kryminalistą, ale na szczęście zostawia w przedziale podziurawiony zmyślnie kartonik). Można. Ale po co? To przecież sam początek, ba, pierwsza strona, a im dalej w las, tym więcej opowieści, a w nich znów następnych, które to przenoszą nas w kolejne i… i tak bez końca. Lekturze „Budowniczych” towarzyszył mi rechot (mój własny, donośny, całkiem niepohamowany) i nieprzemijające wrażenie zaskoczenia pomieszane z „oszałamiającym poczuciem wielości”. Toż to barkowy przesyt w złoconych ramach, krzykliwa melodrama plus kryminał, sensacja polityczna w warunkach postapokaliptycznego świata podziemi (!),nasycona zupełnie nieprawdopodobnymi rodowymi historiami (to dlatego w jednej z nich pewien szlachcic nieprzypadkowo czyta Potockiego). Szkatuł(k)a, w której po wielokroć umieszczono inne, a każda z nich wypełniona niedorzecznościami totalnie urokliwymi, które wciągają nas głębiej i głębiej, aż sami już nie wiemy, jak to wszystko może się skończyć. Rewelacja, TENET i OPERA. Absolutnie polecam – zwłaszcza że na koniec czeka posłowie Adama Lipszyca. ROTAS. Jedyny brak zdziwienia to okładka by Łukasz Piskorek i Fajne Chłopaki – już mi brak słów, żeby podziw wyrażać, więc kłaniam się nisko, perliście, zamaszyście. Plus doskonałe tłumaczenie Ryszarda Turczyna i mamy dzieło kompletne.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Utwory wybrane. Tom 2. Biała gwardia. Utwory prozą