Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja

Okładka książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja autorstwa Steve Perry, Ron Randall
Okładka książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja autorstwa Steve Perry, Ron Randall
Ron RandallSteve Perry Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Cienie Imperium (tom 2) Seria: Star Wars Legendy komiksy
120 str. 2 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Cienie Imperium (tom 2)
Seria:
Star Wars Legendy
Tytuł oryginału:
Star Wars: Shadows of the Empire: Evolution
Data wydania:
2017-09-20
Data 1. wyd. pol.:
2017-09-20
Liczba stron:
120
Czas czytania
2 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328118898
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Niewydana dotąd w Polsce kontynuacja kultowego komiksu Cienie Imperium, której akcja rozgrywa się wkrótce po wydarzeniach z filmu Powrót Jedi. Przywódca przestępczej organizacji Czarne Słońce, książę Xizor, zginął z ręki Dartha Vadera. Zabójczyni, która była prawą ręką Xizora - android Guri - szuka sobie miejsca w galaktyce. Jej cybernetyczny umysł skrywa cenne tajemnice, więc Guri staje się pożądaną zdobyczą, ściganą zarówno przez łowców nagród, jak i przez rebeliantów z Lukiem Skywalkerem na czele. W kolekcji Star Wars Legendy prezentujemy najciekawsze pozycje z dorobku wydawnictwa Dark Horse Comics, które przez ćwierć wieku publikowało komiksy osadzone w uniwersum Gwiezdnych Wojen.
Średnia ocen
6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja

Średnia ocen
6,3 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja

avatar
1400
1351

Na półkach:

Lubię wracać do komiksów z Star Wars Legendy, bowiem jest tam bardzo dużo dobrych, przynajmniej z mojego punktu widzenia, pozycji. Nieraz wypadają ciekawiej od obecnego kanonu, choć oczywiście są w nim wyjątki pokroju "Darth Vader", który aż się prosi, aby został zekranizowany. Z "Cieniami Imperium" miałem styczność bardzo dawno temu, jednak nie odebrało mi to grama przyjemności z czytania "Cienie Imperium: Ewolucja". Dalsze losy droida-replikantki imieniem Guri, będącej zabójczynią, na usługach księcia Xizora, są ciekawe. W pewnym punktach odstają mocno od tego do czego przyzwyczaiły nas filmowe Gwiezdne Wojny, ale komiks nadal zachował ich ducha. Niestety nie wszystko tutaj mi się podobało, dlatego sam album ciężko mi ocenić.

Głównym mankamentem jest tutaj kreska, która w moich oczach nie spełniała do końca tego, o czym komiks opowiada. Jeśli idzie o kolorystykę to jest super. Wspomnienia głównej bohaterki są przedstawione w sepii, do tego odpowiednio rozmieszczone dymki z tekstem, a poszczególne kadry są z sobą płynnie połączone. Dzięki temu otrzymujemy obraz przeplatających się wspomnień, o których Guri stara się zapomnieć, ale nie może tego uczynić. Jej oprogramowanie zmusza ją do wykonywania konkretnych poleceń, mimo że wola pragnie czegoś innego. Odnajduje jednak środek do osiągnięcia swojego celu, gdy jej władca umiera. Ten tom właśnie opowiada tą drogę, zaczynając się w momencie gdy Xizor już nie żyje, a Guri pragnie być wolna. Na tym polu fabuła oraz rysunek naprawdę dobrze się spisują i przykuwają uwagę czytelnika.

Prawdziwy problem pojawia się przy scenach akcji, a tych jest od groma. Okładka prezentuje się świetnie, sugerując, ze dostaniemy dynamiczne pojedynki, masę wystrzelonej amunicji i kopczyk trupów. W pewnym sensie tak własnie jest, tylko, że całość wygląda zbyt sztywno i "czysto". W pierwszym wypadku chodzi mi o same kadry w scenach gdzie powinno czuć się dynamikę tego co rozgrywa się na naszych oczach. Postacie są tak sztywno narysowane, że kompletnie tego nie czułem. Kiedy dochodzi do masowej wymiany ognia i trupy padają na lewo i prawo, to całość potrafi być ukazana w 3-4 kadrach, będących pokazem slajdów. Niestety nieudanym pokazem, bo mamy sytuację pokroju: wyciągamy broń, wszyscy strzelają, wiwat mamy zwycięzcę. Trzy ujęcia i koniec. Żadnego przejścia między nimi, żadnej dynamiki, nic. Równie dobrze moglibyśmy walczyć przeciwko makietom i miałoby to więcej akcji.

Kolejny problem, jest dużo poważniejszy, bo mocno psuł mi przyjemność lektury tego albumu. Mimo masowej rozwałki, kraks, przemierzania przez Guri bagien i walk z potworami, Kobieta ani razu się nie ubrudziła. Pal licho, ze właśnie wyszła z grzęzawiska, zaraz potem zaatakował ją stwór, z którym stoczyła bardzo trudną walkę. Ma podarte, do tego w seksowny sposób, ciuszki i... tyle. Zero brudu, krwi, ran, błota czy nawet gałązki we włosach. Takie zagrywki mamy niestety przez cały komiks i dotyczą one wszystkich postaci. Mogą się one walać w smarze, a po wszystkim na ich ciele i ubraniu nie będzie odrobiny brudu. Dosłownie tylko w jednej scenie widzimy niewielką plamę krwi, po tym jak delikwentowi... niemal wyrwano serce. Poważnie? Te cukierkowe, niemal lalkowe, wiecznie czyste oblicza, doprowadzały mnie do frustracji. Nie pasowało to kompletnie do konwencji fabuły, gdzie trup ściele się gęsto, a postacie nieraz babrają się w szambie.

Na plus należy zaliczyć jednak sam scenariusz. Potrafi kilka razy zaskoczyć, jest trochę nietypowy jak na Gwiezdne Wojny i ma ciekawych bohaterów. Do tego dobrze rozlokowany humor, głównie w postaci wtrętów Hana Solo i jego przekomarzań z Leią. Niezła z niej zazdrośnica, ale nie ma co się dziwić, skoro Han co chwila, choć faktycznie nie z własnej winy, wpada w objęcia młodych kobiet. Dodawszy do tego Lando Calrissiana oraz kilka innych postaci, dostaniemy rasowe widowisko z świata Star Wars, proszące się o ekranizację. Zresztą sam finał jest świetny i chętnie bym poczytał o dalszych losach Guri.

Mimo moich zastrzeżeń co do rysunku, który z podanych wcześniej powodów mnie nie kupił, to komiks czytało mim się dobrze. Miła, lekka lektura, trochę nietypowa jak na to uniwersum, o ciekawie nakreślonym głównym wątku. No i finale, który bezie w pełni zrozumiały, tylko dla osób mocniej siedzących w Star Wars. Mimo wszystko, nawet osoby nie mające z tą marką zbyt wiele wspólnego, mogą spokojnie sięgnąć po ten album, czerpiąc z niego sporo dobrej lektury. Nie powiem, aby ten komiks zmienił mój pogląd na Star Wars i że będę nagle kolekcjonować komiksy z tego uniwersum, ale przyjemnie się go czytało.

Lubię wracać do komiksów z Star Wars Legendy, bowiem jest tam bardzo dużo dobrych, przynajmniej z mojego punktu widzenia, pozycji. Nieraz wypadają ciekawiej od obecnego kanonu, choć oczywiście są w nim wyjątki pokroju "Darth Vader", który aż się prosi, aby został zekranizowany. Z "Cieniami Imperium" miałem styczność bardzo dawno temu, jednak nie odebrało mi to grama...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
687
610

Na półkach: ,

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

Powieść Steve'a Perry'ego "Cienie Imperium" dla wielu miłośników "Gwiezdnych wojen", w szczególności starszych fanów pamiętających czasy sprzed filmowych prequeli i sequeli, opowieść wręcz legendarna. Pierwotnie na projekt składały się powieść, gra komputerowa oraz komiks i właśnie po to ostatnie medium sięgnięto tworząc kontynuację niesamowitych "Cieni Imperium". Za scenariusz, podobnie jak za treść książki, odpowiada Steve Perry.

Kontynuacja to nietypowa gdyż spora część bohaterów oryginalnych "Cieni Imperium" w momencie jej akcji już nie żyje. Niegdysiejsza prawa ręka księcia Xizor - bossa organizacji Czarne Słońce - replikantka Guri cudem ocalała i wyrusza w nietypową misję. Jest istotą jedyną w swoim rodzaju, automatem doskonale imitującym organizm ludzki i właśnie te ludzkie pragnienia są jej motywacją, aby wymazać przeszłość. Guri chce zacząć nowe życie z czystą kartą. Jak rychło się przekonujemy Guri i jej wiedza zgromadzana przez lata służby u Xizora jest niesamowicie cenna. Na poszukiwanie replikantki rusza łowca nagród realizujący zlecenie kuzynki księcia chcącej przejąć stery przestępczej organizacji, a także Leia Organa, Luke i Han chcący pozyskać informację Guri dla dobra Nowej Republiki. Sprzeczne interesy i motywacje doprowadzają do nieuchronnej konfrontacji.

Tak wygląda z grubsza zarys fabuły komiksu autorstwa Perry'ego i Randalla. I nie powiem całkiem to zachęcające, wiele obiecuje i rozbudza oczekiwania. "Cienie Imperium" ze swoją intrygą i świetną akcją na wielu polach jest wzorem niedoścignionego ideału, a kontynuacja niestety nie wytrzymuje tego porównania. Sama postać Guri wydaje się wykorzystana jedynie na pół gwizdka. Podobało mi się jej dążenie do realizacji celów, ale opowieść jest zbyt krótka, aby wszystko dobrze rozbudować i rozłożyć odpowiednio akcenty. Psychologia postaci jest szczątkowa, a szkoda bo materiał po jaki sięgnięto dawał duże pole do popisu. Intryga poprowadzona jest po łebkach brak całości odcieni szarości, wszystko wydaje się spłycone. Także ilustracje niezachwycającą, nie są to jakieś koszmary na jakie można się natknąć w komiksowym uniwersum "Gwiezdnych wojen", ale nie mają nic co przyciągałoby uwagę czytelnika. Wychodzi na to, że "Cienie Imperium - Ewolucja" to pozycja bardzo nieobowiązkowa.

https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2020/11/cienie-imperium-ewolucja.html

https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma

Powieść Steve'a Perry'ego "Cienie Imperium" dla wielu miłośników "Gwiezdnych wojen", w szczególności starszych fanów pamiętających czasy sprzed filmowych prequeli i sequeli, opowieść wręcz legendarna. Pierwotnie na projekt składały się powieść, gra komputerowa oraz komiks i właśnie po to ostatnie medium sięgnięto tworząc...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
672
668

Na półkach:

Gwiezdne Wojny potrafią zaskakiwać swoich fanów, i będą to robić zawsze dopóki, dopóty miłośnicy tej gigantycznej marki, rozlewającej swe łączniki z żywą i kosmiczną Mocą w każdy nieokryty ich wpływem zakamarek popkultury, będą pokładać w niej zaufanie; a jak obecnie widzimy, mimo licznych zawirowań i lekkiego skłócenia skrajnie prawicowych fanów Star Wars z "Disney’em" – właścicielem "Lucasfilm Ltd." nie zanosi się na utratę takowego zaufania, ot specyficznej, ciepłej relacji miłośników marki do tego czym ona jest, co, i jak sobą reprezentuje. Gwiezdne Wojny nieustannie utrzymują swój charakterystyczny dryg, to nietuzinkowe tempo rozwoju, zwłaszcza zaskakując widzów ich kinowych obrazów, poprzez wprowadzenie elementu świeżości: Epizody filmowe Star Wars - od VII do IX i liczne spin-offy do głównych Epizodów, przedstawiające ,,nowe” spojrzenie według Nowego Kanonu sagi Lucasa na przyczynek do tego, dlaczego historia w jej głównych rozdziałach filmowych potoczyła się tak, a nie inaczej, co, i dlaczego ją wywołało. Z drugiej strony, jednak, poprzez ciągły kontakt z Klasyką Gwiezdnych Wojen – części głównego trzonu produkcji: od IV do VI, oraz liczne pozycje beletrystyki, gier video i komiksów z zakresu Legend, właśnie, miłośnicy Uniwersum mają niesamowitą okazję – i powinni to wykorzystać - do trzymania się ulubionego segmentu tematycznego spośród przeogromnych możliwości wyzierających wprost z serca macierzy Gwiezdnych Wojen, wiedząc, że zawsze, ,,na podorędziu” jest dostępna ,,ogólna Klasyka”, jak i ich Nowy Kanon. Jest z czego wybierać, a moim zdaniem częste sięganie po starwarsowskie dzieła spośród multum pozycji Legend jest dla miłośnika Uniwersum bardzo budujące: pozwala mu na stworzenie sobie podstawy, dzięki której o wiele lepiej i płynniej będzie mu zrozumieć ewoluujący obecnie, pełny galaktycznych treści Nowy Kanon. Nastała pora, aby pochłaniać kolejne cegiełki informacji ze świata Legend, tym razem porzucając powieści z tego tzw. Starego Kanonu na rzecz jego komiksów.

Z poprzednikiem powieści graficznej: "Star Wars: Cienie Imperium: Ewolucja", o której rozprawiam w swych recenzyjnych deliberacjach, "Star Wars: Cienie Imperium", niestety, na moją geekowską niekorzyść, w ogóle nie miałem styczności. Mimo iż są to Legendy, i gwiezdnowojenne historie obrazkowe są tu na równi istotne co powieści z utworzonego, i zarazem od razu w 2014 roku zamkniętego Kanonu Legend, komiksowy świat Galaktyki podtrzymywanej przez wypełniające ją potężne pole energii zwanej Mocą, nie jest mi do końca znany. Ten szczególny rodzaj rozszerzania treści Uniwersum Gwiezdnych Wojen, dopiero co wyłania się ku moim fanowskim gustom i oczekiwaniom. Po przeczytanym niedawno wydaniu "Star Wars: Darth Vader i dziewiąty zamachowiec", odniosłem wrażenie, że komiksy ukazujące realia panujące w Galaktyce są niczym nieoszlifowany diament, albo kwiat o charakterystycznym pięknie, które to trzeba umieć dostrzec, aby dla czytelnika zaczęły być czymś w pełni wartościowym, a nie tylko ,,zapychaczem” wolnego czasu lub miejsc na kolekcjonerskich półkach. "Dziewiąty Zamachowiec" okazał się bardzo dynamiczną historią, co najistotniejsze, wynoszącą mrocznego Lorda Sithów do rangi niezwykle potężnego wojownika Ciemnej Strony Mocy, a nie tylko sługusa i tępego przedłużenia woli Imperatora Palapatine’a. Największą zasługą tego, że ów komiks zrobił na mnie tak pozytywne wrażenie była intensywność ukazywanej tu historii i piękna szata graficzna, tak drobiazgowa, momentami ostra, a momentami ciepła i głęboka w kwestii zastosowania czerni dobrze wypełniającej kontury i cień, zwłaszcza sylwetkę Dartha Vadera. A jak było w przypadku komiksu "Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja"? Czy komiks podtrzymuje intensywność dobrego, pierwszego wrażenia z "Dziewiątego Zamachowca"?

Scenarzystą niniejszym omawianej powiastki graficznej, jest nie kto inny, jak Steve Perry - autor licznych powieści i komiksów nie tylko z macierzy Gwiezdnych Wojen, ale i z rzeczywistości innych fantastycznych, fikcyjno-naukowych Uniwersów. Do momentu sięgnięcia po "Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja" byłem, mówiąc krótko i dosadnie, nastawiony dość neutralnie - będąc, jakby jednym procentem poza równoważną połowę przechylającą moją opinię w stronę negatywnego odbioru - do dorobku Perry’ego, głównie ze względu na zbyt wynaturzone przedstawienie historii z Uniwersum Obcego. Z tym konkretnym komiksem zrobiłem jednak wyjątek, w tym sensie, że chciałem sprawdzić, czy właśnie tu autor może odzyskać moje zaufanie – świat ,,Gwiezdnych Wojen” jest mi bardzo cenny, a dla tego Uniwersum zwłaszcza jestem bardzo wybredny. Na zweryfikowanie przeze mnie pracy Perry’ego dla sagi Lucasa, długo nie czekałem; od razu, gdy kurier doręczył mi komiks wziąłem się nie tylko za jego lekturę, ale i za analizę skutków jego ,,scenopisarskich możliwości” i elementów rysunku: kadry, plansze, kolor, ekspresja postaci i oddanie rysunkiem ogólnej atmosfery Uniwersum Gwiezdnych Wojen. "Cienie Imperium. Ewolucja" okazało się tego rodzaju narracją, wątkami poszczególnych postaci i rysunkiem, których od tego komiksu oczekiwałem. Steve Perry, jako twórca historii nie wypadł tu aż tak rewelacyjnie, żeby od razu stawiać mu pomniki ze złota i kapliczki ku czci jego osoby. Jednak Perry, jako autor – współtwórca całej historii licząc fabułę i będącą jej przedłużeniem grafikę - odnalazł się tu o rzędy wielkości lepiej niż w niektórych powieściach, które tworzył lub współtworzył, np. dla Uniwersum Obcego: "Obcy: Wojna Samic". Od pierwszej strony komiksu poznajemy Guri – androida, który we wcześniejszych historiach komiksów i beletrystyki osi czasu Legend został przejęty przez Lorda Vadera i wykorzystany do zabicia Xizora – przywódcy liczącego się w Galaktyce syndykatu zbrodniczego, "Czarnego Słońca". Nie jest to błędem, ale i nie stanowi dobrze przemyślanej decyzji: przeczytanie "Cieni Imperium: Ewolucji", jeśli nie zaznajomiło się z początkami historii Guri w poprzednich wydaniach komiksów z niniejszego cyklu.

Gdy po nacieszeniu naszych oczu dość dynamiczną okładką "Cieni Imperium: Ewolucji", sugerującą zazębiającą się niczym w kluczowych scenach kina sensacji, akcję, kierujemy nasz wzrok i zmysły uważnie, z pierwszej na drugą stronę, z drugiej na trzecią, z trzeciej na kolejne strony itd., i zyskujemy przekonanie, że główną postacią, która aż nadto ściąga na siebie kłopoty i przyciąga fabułę tejże narracji obrazkowej jest wyszkolony do zabijania, o zaawansowanych wdrożonych do systemu SI sieciach neuronowych, Android, Guri. Dzięki przejęciu na siebie ciężaru stania się jądrem fabuły, Guri swym przykładem potwierdza plus komiksu: nieznajomość wydania "Cienie Imperium", przy takim posłużeniu się sylwetką kobiety androida, jakiego tu doświadczyliśmy, nie będzie przeszkodą do zrozumienia krótkiej, wielowątkowej, lecz nie angażującej wszystkich cegiełek fabularnych tak samo, przez co historia stała się płytsza, powieści tu wykreowanej w zbyt rozcieńczonej, rozmytej barwą i momentami fatalnymi proporcjami ukazywanych w widoku z oddali w stosunku do szerokich kadrów, grafiki.

Guri dość mocno osadza się w konstrukcie fabularnym komiksu. Mijamy pierwsze jego strony i Guri, bez emocji na twarzy – choć rysunek jej facjaty, jak i ogólny rysunek postaci ludzkich był zbyt sztywny, jakby android miał twarz, ba, ciało pokryte woskiem lub silikonem, i następnie wygładzone – atakuje niedobitki Imperium, rozsadzając kilkoma pociskami protonowymi w przestrzeni kosmicznej masywny imperialny Niszczyciel. To potrafiło nas zaskoczyć i podkreślić to, do czego Guri będzie usilnie, mimo iż nie jest istotą ludzką, po ludzku dążyć. Szlaki losu kierują ją ku Massadowi Thrumble – byłemu pracownikowi Imperium, ekspertowi badającemu i konstruującemu droidy. Jej cel przez wielkie ,,C" jest prosty: uwolnienie się spod władzy Czarnego Słońca, skorumpowanych ,,poimperialnych” agentów, naukowców i innych Organizacji, które chciałyby wykorzystać jej skonstruowane do walki w każdym calu robotyczne ciało i umysł. Pozostaje tylko usunąć ,,agresywny” kod w oprogramowaniu Guri, i praktycznie rzecz biorąc: będzie po sprawie. I tu zaczynają się przysłowiowe ,,schody”. By operacja zmiany tożsamości androida na ,,samo-zależną” w ogóle doszła do skutku, zabójcza robotyczna piękność koniecznie musi odnaleźć Spindy Caveela, który posiada droida chirurgicznego Massady – jako jedynego spośród organicznych bądź nie istot, potrafiącego takiej modulacji świadomości i filtru oprogramowania SI Guri, dokonać. Dodajmy do tego podstęp Falleenki, dla której Xizor był nie tylko tej samej rasy istot przedstawicielem, ale i wujem zarazem, która to grając na dwa fronty, czyli poprzez przybranie tożsamości innych sylwetek, tworząc dodatkowo wizerunki postaci mających ukryć jej istnienie i wprowadzić nieco więcej zamieszania, pragnęła, wręcz do tego dążyła, aby mieć Guri dla siebie, a ,,teoretycznie" wszystko będzie jasne. Android miał być bronią, dzięki której Falleenowie wrócą na ,,fotel przywódcy” Czarnego Słońca. Guri byłaby jej orężem, któremu nikt spośród członków syndykatu nigdy by się nie sprzeciwił.

Okolice ¾ fabularnej części komiksu. Jego rysunki, na rozciąganych, zbyt szerokich, skierowanych na wartką akcję kadrach, za bardzo przyspieszają bieg fabularny komiksu, skracając fabułę i ,,napełniając ją” widocznymi lukami w prowadzeniu historii poszczególnych wątków; jakby Gwiezdne Wojny w wydaniu komiksowym, w tej historii szczególnie, chciano opowiedzieć grafiką, bo przecież za pomocą grafiki – ruchomego obrazu, czyli filmu, z sagą George’a Lucasa w ogóle zaczęliśmy się zapoznawać. Miłym dla oka było ujrzenie trzech stron wymuszonej ,,potyczki” w jednym miejscu na Coruscant, stron, które ,,walczyły” o to samo, o Guri. Luke, Han Solo, Leia, Lando Calrissian i inni – cała ekipa Rebelii znana z klasycznej trylogii filmowej Star Wars, owszem byli częścią "Cieni Imperium: Ewolucji", lecz ich udział w tej historii nie do końca potrafił zadowolić; był raczej akcentem w całej fabule komiksu, którego najlepszą częścią była wyjątkowo dobrze wyniesiona z filmu na karty komiksu i wydatnie podkreślana relacja typu ,,kto się czubi ten się lubi” między Hanem a Leią Organą. Finał biegu fabularnego narracji, jak dla mnie, okazał się zbyt pozytywny i przewidywalny, lecz, tak jak wspominałem wyżej, Steve Perry spisał się tu o wiele lepiej niż miał to dotychczas w zwyczaju w powieściach, które pisał, i które to przeczytałem.

Gwiezdne Wojny potrafią zaskakiwać swoich fanów, i będą to robić zawsze dopóki, dopóty miłośnicy tej gigantycznej marki, rozlewającej swe łączniki z żywą i kosmiczną Mocą w każdy nieokryty ich wpływem zakamarek popkultury, będą pokładać w niej zaufanie; a jak obecnie widzimy, mimo licznych zawirowań i lekkiego skłócenia skrajnie prawicowych fanów Star Wars z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

36 użytkowników ma tytuł Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja na półkach głównych
  • 29
  • 7
15 użytkowników ma tytuł Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja na półkach dodatkowych
  • 4
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja

Inne książki autora

Steve Perry
Steve Perry
Autor powieści ze świata Gwiezdnych Wojen, Obcego i Conana. Książką "Star Wars: Shadows of the Empire" przez 10 tygodni okupował Listę Bestsellerów The New York Timesa. Zanim został pełnoetatowym pisarzem, był m.in. instruktorem pływania, ratownikiem, monterem zabawek, sprzedawcą pamiątek i aluminium, agentem wypożyczającym samochody, instruktorem sztuk walki, prywatnym detektywem, pielęgniarzem i asystentem lekarza. Rocznik 1947. Autor opowiadań, scenariuszy do programów animowanych, niebeletrystycznych artykułów, recenzji, esejów. Pisywał dla "Batman: The Animated Series" obsypanego nagrodami Emmy. Wśród bestsellerów The New York Times'a umieścił także 7 powieści z serii Net Force Toma Clancy'ego, których był współautorem. Najlepiej przeniósł na papier Men in Black. Obecnie pracuje nad 54 powieścią. Adept indonezyjskiej sztuki walki Penjak Silat Sera. Zagrał w największym, kiedykolwiek utworzonym , zespole gitarowym (Księga Guinessa).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja przeczytali również

Star Wars: Karmazynowe Imperium 2 - Rada we krwi Randy Stradley
Star Wars: Karmazynowe Imperium 2 - Rada we krwi
Randy Stradley Mike Richardson Paul Gulacy
W przeszłości w uniwersum Gwiezdnych Wojen panował spory nieład. Brakowało spójnej osi czasu łączącej w sposób chronologiczny wydarzenia, powstawało pełno książek i komiksów o alternatywnych wydarzeniach, a wiele postaci, ras czy frakcji nie było dokładnie sprecyzowanych. W efekcie tego dominowały domysły oraz teorie na ten czy iny temat. Podobny los spotkał Gwardię Imperialną, przyboczną straż Imperatora Palpatine, odzianą w charakterystyczne czerwone stroje. Tak naprawdę niewiele było o nich wiadomo, jednak w 1997 roku Mike Richardson i Randy Stradley podjęli się zadania opisania tej frakcji. Tak powstało Karmazynowe Imperium, które zostało przyjęte bardzo ciepło. Po sukcesie serii, która zakończyła się w 1998, jesienią tego samego roku scenarzyści wraz z rysownikiem Paulem Gulacy, który stworzył rysunki również do pierwszej serii, przedstawili Karmazynowe Imperium II: Rada we krwi. Obecnie wydawnictwo Egmont wznowiło wydanie obu tych albumów, z tego względu, że jakiś czas temu powstała trzecia część Karmazynowego Imperium. Komiksy trafiły do działu "Legend" gdyż obecnie Disney dzierżący prawa do marki Star Wars, wrzucił tam wszystko poza główną serią filmową i komiksami z nią związanymi. W moim odczuciu był to dobry ruch z ich strony, ale jeszcze lepszy w przypadku Egmontu, gdyż przypomniał nam dlaczego warto było poznać przygody Kira Kanosa. Opisana tu przygoda jest kontynuacją wydarzeń z poprzedniego tomu, choć jego znajomość nie jest potrzebna do pełni szczęścia. Skrót tego co miało miejsce wcześniej dostajemy na wstępie w formie dobrze znanej nam z filmów osadzonych w tym uniwersum. Kir Kanos, ostatni ocalały członek Gwardii Imperialnej, po śmierci Palpatina postanawia zemścić się na wszystkich, którzy przyczynili się do zdrady Imperatora. Z tego powodu Rada Imperium wyznacza za jego głowę nagrodę, jednak jeszcze tego samego dnia, jeden z radnych ginie w zamachu. Tymczasem szef piratów Grappa Hutt ma swoje własne plany co do obecnej sytuacji w sprawie słabnącego Imperium. Gdy zgłasza się do niego nowy najemnik imieniem Kenix Kil, postanawia wykorzystać sytuację aby umocnić się na lokalnym rynku wymiany surowców i informacji. Opowieść jest porządnym kryminałem politycznym, gdzie dwie strony zażarcie rywalizują z sobą o schedę po niestabilnym Imperium. Rada tymczasowa ma tutaj nielichy problem. Kolejne światy przyłączają się do Nowej Republiki, brakuje im stanowczego wodza, Kanos szaleje i wyżyna, jak zakładają, kolejnych członków rady, a na domiar złego mają na karku jeszcze piratów i kłopotliwą córkę Barona D'asty, człowieka sędziwego jednak nadal bardzo wpływowego. Są zatem ostrzeliwani ze wszystkich stron, zatem postanawiają posadzić na tronie marionetkę w postaci Xandela Carivusa. Człowieka mało znaczącego, na którego łatwo wpłynąć i zdaje się być niegroźny. Jednak i tutaj czeka ich niespodzianka, o czym czytelnicy dowiadują się bardzo szybko, przy czym nie wszystko jest takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Najwięcej dzieje się jednak na dworze Grappy Hutta. To tam ma miejsce znaczna część akcji oraz właśnie w otoczeniu "wielkiego robala" spotkamy główne postacie tej przygody czyli Kira Kanosa i Mirith Sinn. Dawni wrogowie obecnie będą zmuszeni do zawiązania sojuszu. Klasyczny obrazek, jednak tutaj zrobiony umiejętnie i w kilku miejscach potrafiący zaskoczyć. Do tego solidnie oraz, co ważniejsze, przyjemnie. Sam Kir Kanos jest postacią naprawdę ciekawą, przykuwający uwagę czytelnika, choć jednocześnie łatwo go rozszyfrować. Dużo trudniej natomiast odczytać zamiary Mirith Sinn, co w tym wypadku jest świetnym zagraniem bo uzupełnia ona swego "partnera" z planu. Co do stylu to po pierwsze należy bardzo pochwalić prace Dave'a Dormana odpowiedzialnego za okładki do tej serii. W albumie zamieszczono prace do wszystkich zeszytów na jakie składa się Rada we krwi i najciekawszą z nich wybrano jako okładkę główną albumu. Aż się prosi aby tak wyglądał cały komiks. Z drugiej strony nie można odbierać zasług Paulowi Gulacy, gdyż jego prace są naprawdę dobre i świetnie oddają klimat uniwersum Gwiezdnych Wojen. Jedyne co mi osobiście miejscami przeszkadzało to twarze ludzkich postaci. Były jakieś takie sztywne. Jakby pozbawione wyrazu czy emocji, co stało w konflikcie z ich kwestiami czy sytuacją w jakiej się znaleźli. Jednak z mojej strony byłby to jedyny zarzut, a jak wiadomo w estetyce sporo robi prywatny gust odbiorcy. Rada we krwi to świetna kontynuacja Karmazynowego Imperium co zawdzięcza głównie świetnie napisanemu scenariuszowi. Tom ten zamyka poniekąd niemal wszystkie sprawy Kanosa, choć daje pole na ewentualną kontynuację. Ta powstała i zapoznamy się z nią w listopadzie tego roku, jak informuje nas o tym komiks w posłowiu. Sięgając po ten album miałem troszkę wątpliwości czy uda się interesująco pociągnąć fabułę, ale na szczęście moje troski okazały się bardzo na wyrost. Co prawda warto znać pierwszą część serii, jednak nie jest to konieczne. Zatem zachęcam gorąco do sięgnięcia po ten komiks, szczególnie jeśli ktoś lubi wartką akcję.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Opowieści Jedi: Dawni rycerze Tom Veitch
Opowieści Jedi: Dawni rycerze
Tom Veitch Pamela Rambo Christian Gossett Janine Johnson David Roach Mike Barreiro Hugh Fleming
Recenzja komiksu „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” to komiks osadzony w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”, który przenosi czytelnika tysiące lat wstecz, do czasów świetności Zakonu Jedi. Publikacja ta stanowi część serii „Star Wars Legendy” i została wydana przez Egmont Polska w 2016 roku. Fabuła i struktura Komiks opowiada historię młodego Jedi, Ulic Qel-Dromy, który staje przed wyzwaniem obrony planety Onderon przed inwazją. Wraz z grupą towarzyszy, w tym mistrzem Nomi Sunrider, Ulic angażuje się w konflikt, który prowadzi do odkrycia mrocznych tajemnic i zagrożeń dla całej galaktyki. Narracja łączy elementy polityczne, wojenne oraz osobiste dylematy bohaterów, tworząc złożoną i angażującą historię. Styl i język Scenariusz autorstwa Toma Veitcha jest dynamiczny i pełen zwrotów akcji, co utrzymuje napięcie przez całą lekturę. Dialogi są klarowne, choć momentami mogą wydawać się nieco patetyczne. Rysunki, stworzone przez zespół artystów, w tym Christiana Gossetta i Janine Johnson, są szczegółowe i oddają charakterystyczny styl „Gwiezdnych Wojen”. Kolorystyka komiksu jest stonowana, co podkreśla powagę przedstawianych wydarzeń. Opinie czytelników Na portalu Lubimyczytać.pl komiks posiada średnią ocenę 6,2/10 na podstawie 31 ocen. Zalety Głębokie zanurzenie w uniwersum „Gwiezdnych Wojen” i przedstawienie mniej znanych aspektów historii Jedi. Dynamiczna fabuła z licznymi zwrotami akcji, które utrzymują zainteresowanie czytelnika. Wysokiej jakości ilustracje oddające klimat klasycznych filmów. Wady Miejscami dialogi mogą wydawać się zbyt patetyczne, co może wpływać na naturalność postaci. Niektóre wątki mogą być trudne do zrozumienia dla osób niezaznajomionych z uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Podsumowanie „Opowieści Jedi: Dawni Rycerze” to komiks, który zadowoli zarówno fanów „Gwiezdnych Wojen”, jak i miłośników dobrze skonstruowanych opowieści o bohaterach i ich dylematach. Choć nie jest pozbawiony drobnych mankamentów, stanowi wartościowy dodatek do literatury związanej z tym uniwersum.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na65 lat temu
Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy Tom Taylor
Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy
Tom Taylor Colin Wilson
https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/ Dla mnie najazd Yuzzhan zawsze był czymś wyjątkowo abstrakcyjnymi i unikałem historii opisujących ten wyjątkowo wyniszczający i zmieniający na zawsze obraz, znanej z filmów i publikacji sprzed inwazji, galaktyki konflikt. Temat ten był dla mnie jakiś niedostępny już przez sam fakt braku możliwości zrozumienia idei rasy Yuzzhan Vong i ich organicznych, żywych statków kosmicznych. No zalatywało mi to czymś zupełnie nieakceptowalny i niepasującym do tego co w "Gwiezdnych wojnach" pokochałem od zawsze. I niespecjalnie się to zmieniło po przeczytaniu komiksu Star Wars Legendy. Inwazja: Uchodźcy cały czas, gdzieś z tyłu głowy, miałem taką myśl, że to nie "Gwiezdne wojny", ale co? Nie powiem, że komiks jest zły, bo nie jest. Wprowadza w konflikt pokazując inwazję na jedną z planet przybliżając rasę Yuzzhan i metody ich działania. A są to wyjątkowe zakapiory uwielbiające cierpienie, żyjące w sposób zupełnie odmienny od nam znanego. Momentami sceny są jak z horroru, jest dużo walki, jest też krwawo z czego raczej "Star Wars" nigdy nie słynęły. Starcie dwóch tak różnych cywilizacji musiał zaowocować konfliktem wyjątkowo spektakularnym i tutaj mamy tego zapowiedź. Do bohaterów znanych z filmów dołączają nowi i od razu zastają rzuceni w wir walki tak bezpardonowej, że ciężko to porównać do czegoś co miało już miejsce. Bardzo podoba mi się, że twórcy przedstawili tu swoja wizję filmowych bohaterów nie siląc się na dokładne ich odwzorowanie, czy wręcz na przerysowywanie filmowych kadrów.
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na74 lata temu
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia Jesus Saiz
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia
Jesus Saiz Charles Soule
Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku. Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali. „Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie. Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp. Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów. Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu
Star Wars. Czystka John Ostrander
Star Wars. Czystka
John Ostrander Douglas Wheatley Haden Blackman Chris Scalf Alexander Freed Jim Hall Marco Castiello Andrea Chella Michael Atiyeh
Album Gwiezdne Wojny Czystka to zbiór czterech różnych historii, które mają 2 wspólne elementy, pierwszym są ukrywający się Jedai a drugim Darth Vader - akcja przedstawionych wydarzeń dzieje się bowiem niebawem po wykonaniu Rozkazu 66 - który poluje na wspomniane niedobitki rycerzów Jedai. Po przeczytaniu opisu na okładce album nie spodziewałem się niczego dobrego, spodziewałem się mało oryginalnych i zarazem nudnych historii, jednak po przeczytaniu omawianej pozycji muszę stwierdzić, że album Gwiezdne Wojny Czystka nie tylko nie jest zły, ale wręcz jest nawet dobry. Mój pozytywny odbiór omawianego dzieła wynika z tego, że  Jedai jak i Darth Vader zostali przedstawieni w intrygujący sposób (przynajmniej dla mnie). W omawianym albumie w bardzo obrazowy sposób ukazano zarówno zalety jak i wady użytkowników jasnej strony mocy. Trudno nie odnieść wrażenia, że Zakon Jedai był skazany na porażkę. Darth Vader został z kolei ukazany jako postać niezwykle potężna i groźna, ale i zarazem mało kompetetna w zarządzaniu zasobami imperium. - wspomniany mroczny lord został przedstawiony jako typowy rzeźnik ogarnięty obsesja zniszczenia zakonu Jedai, który dopiero uczy się być mądrym i sprytnym dowódca - Historie zebrane w obranym albumie nie są na pewno mega oryginalne ani nie rozbudowują one uniwersum, ale mi osobiście bardzo przyjemnie się je czytało. Jeśli chodzi o aspekty wizualne, to każda historia ukazana w albumie cechowała się inna oprawa wizualna, nie powiem, by jakiś styl graficzny był naprawdę brzydki czy ładny, każdy bez wątpienia czymś się wyróżniał (niektóre style znacznie się od siebie różniły). Podsumowując, uważam album "Gwiezdne Wojny: Czystka" za dobrą pozycję, bez żadnych wielkich głupot, ale również bez rewelacji. Jeśli masz wolna chwile i chcesz coś sobie luźnego przeczytać, to zdecydowanie możesz sięgnąć, między innymi po ocenianą tutaj pozycję.
VanGreg95 - awatar VanGreg95
ocenił na73 lata temu
Star Wars: W cieniu Yavina Brian Wood
Star Wars: W cieniu Yavina
Brian Wood Carlos D'Anda
W Uniwersum Gwiezdnych Wojen – tematycznie dość rozległym, ale niepotrzebnie według wielu fanów i krytyków podzielonym na Nowy i Stary Kanon, tzw. „Legendy” – niepodzielnie króluje treść audiowizualna: film, serial animowany i aktorski, oraz treść pisana: głównie powieść. Bez względu na to, czy we Wszechświecie gdzie króluje Galaktyka tworzona i spajana przez Moc, gdzie mamy dualistyczną koncepcję dobra i zła w postaci Ciemnej i Jasnej Strony Mocy doświadczamy oddzielonych w 2014 roku od obecnego Kanonu Legend, czy smakujemy samej esencji nowokanonicznych treści Uniwersum, które w rzeczywistości zaczęły ,,budować” go wokół kinowego "Epizodu VII", "Star Wars: The Force Awakens", przeważnie skupiamy się albo na filmie, albo na książce. Rzadziej są to seriale animowane i komiksy. I na komiksach należy się na dłużej w niniejszych deliberacjach zatrzymać, gdyż sekwencyjne historie obrazkowe, to również istotny nośnik informacji, który nie tylko według mnie, ale również zdaniem innych miłośników fenomenu marki "Star Wars", w takim samym stopniu wpływa na naszą wiedzę o gwiezdnowojennym Uniwersum, co najbardziej rozchwytywane filmy z Klasycznej Trylogii, z trylogii Prequeli, czy, o iście nieskończonym zasobie wiedzy, słynne powieści z Legend. Gwiezdne Wojny, to naprawdę coś bardzo specyficznego, coś inaczej popkulturowo kategoryzowanego. Spowodowały one, że każdy zagłębiający się w ich jestestwo fan – najliczniejsze produkty, formy przekazu, i idee, które prezentuje – odnosi wrażenie, a przynajmniej tak jest w większości, że franczyza zapoczątkowana przez George'a Lucasa stworzyła nowy wspaniały wymiar, w którym popkultura jest ważnym elementem życia Cywilizacji, którą tworzymy, ba, życia każdego z nas. Choć ciężko to jednoznacznie rozstrzygnąć, dzięki fenomenowi Gwiezdnych Wojen w coraz większym stopniu miłość i szacunek do popkultury staje się tak samo wysoki i dojrzały, co uznanie, podziw i ,,zasmakowanie” w kierunku kultury pięknej. I tak, kontynuując myśl z powyższego ustępu, komiks w szczególności powinien być uznawany jako dzieło pośrednie tj. pomost pomiędzy kulturą masową a kulturą piękną. Zapewne jest to kontrowersyjny pogląd, ot dziwaczny trop refleksyjny, ale sama budowa komiksu: sekwencyjne, układane na planszach obrazy, jeden po drugim, w różnych proporcjach, gdzie kadry mają różny rozmiar, kształt, właściwość i wydźwięk, a narracja wpisywana w dymki na kadrach, dorysowane do postaci, lub w ,,kwadraty” odpowiednie dla narratora, wskazywałaby na taką możliwość. Obraz od zawsze jest uważany za bardzo ekspresyjną formę przelania treści artysty, jego założeń, czy emocji, co kieruje nas ku sztuce i kulturze pięknej. Dodajmy do tego narrację, wynikającą z wcześniej przygotowanego scenariusza, a otrzymamy czytany od lewej do prawej, od góry do dołu... komiks. Sęk w tym, że właśnie sam komiks może być sztuką, i wyrzucajmy tego tropu myślowego do kosza. Poruszająca, inteligentna, z odpowiednią do fabuły emocjonalnością, grafika, może sprawić, że przez komiks będzie przezierał artyzm, coś kluczowego, innego, jedynego w swoim rodzaju. Historie obrazkowe z Uniwersum Gwiezdnych Wojen, które nie są aż tak popularne, jak gwiezdnowojenna powieść czy film - ten trend z racji dostępności komiksów zdaje się zmieniać na lepsze - może i nie są ,,artystyczną duszą” i chwytającą za serce formą wyrazu kultury, ale są za to cennym nabytkiem informacyjnym, na które to każdy doświadczony fan Uniwersum Mocy i Skywalkerów powinien zwrócić uwagę. Obraz ożywiony narracją, odpowiednio dynamicznie się prezentujący, jako komiks, dla słynnych galaktycznych historii, na punkcie których od 1977 roku szaleje świat, pozwoli być najbliżej filmowi - pierwowzorowi, od którego prawie każdy późniejszy miłośnik Uniwersum rozpoczął swą niezapomnianą wędrówkę z Mocą, świszczącymi mieczami świetlnymi i batalią statków w przestrzeni kosmicznej, mającą rozstrzygnąć przyszłość Galaktyki. Komiksy, tak jak powieści i inne treści kreujące każdą, nawet najmniejszą mikrocząstkę gwiezdnowojennego Uniwersum, podzielone są na te należące do ,,Legend”, i te będące częścią „Nowego Kanonu”. Najmocniej, choć to z lekka sugestywne założenie, oddziałuje na fanów marki Star Wars komiks, a może i cała ich seria, ze ,,Starego Kanonu”, będącego najwierniejszym pod względem śledzenia i odwzorowywania treści Kanonem w ogóle, do kinowych Epizodów Sagi: od I do VI. Z mojej geekowskiej perspektywy, zacząłem coraz bardziej doceniać narracje obrazkowe Legend. Wywarły one na mnie chyba solidniejsze, dużo głębsze wrażenie, niżeli duża część beletrystyki, czy to ze Starego, czy z Nowego Kanonu. Żywiej i intensywniej, jak wspomniałem wyżej, kreują one wydarzenia, różne wątki, kształtują postacie, niżeli powieści z identycznego Kanonu, zwłaszcza, gdy taki komiks przedstawia odpowiednio dobrą historię z okresu przed rokiem zerowym w chronologii wydarzeń na osi czasu Legend, którym była ,,Bitwa o Yavin” z kinowego "Epizodu IV" Star Wars, najsłynniejszego filmu z całej Sagi, bądź opowiada cały cykl wydarzeń pomiędzy Epizodami IV – VI, tworzącymi "Klasyczną Trylogię" filmów Uniwersum. To właśnie "W cieniu Yavina" od Briana Wooda jest jednym z tych najbardziej oldschoolowych, archetypowych w stosunku do treści filmów Star Wars z lat 1977-1983, komiksów, z którym w Kanonie Legend można się zetknąć. I co istotne, niesamowite jest to, że jako entuzjasta tejże Sagi mogę doświadczyć tak ważnej dla niej narracji graficznej, dopisującej wiele istotnych kwestii do całego jestestwa Wszechświata Gwiezdnych Wojen. Jednym słowem mamy tu klimat ,,Klasycznej Trylogii”, zamkniętej w formie komiksu. No cóż, piękno 42 lat historii franczyzy na pewno wciska się w dzieło Briana Wooda, poruszając nostalgię fana Gwiezdnych Wojen, w odważny, szczery i cudowny sposób. Komiks rozpoczyna się z hukiem, niczym w rytm otwierającej każdy filmowy Epizod Sagi, dźwięcznej, pięknej kanonady orkiestry symfonicznej Johna Williamsa. W około 2 miesięcy ,,czasu galaktycznego”, który odpowiada naszemu czasu, po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, Luke i Leia, jako ważne w Sojuszu Rebeliantów osobistości i bohaterowie gaszący zapał apodyktycznego Imperium, wlatują w przestrzeń jakiegoś odległego Układu Planetarnego zlokalizowanego na Zewnętrznych Rubieżach – a wszystko to na kartach komiksu, i to jeszcze w momencie jego otwarcia, co samo w sobie jest rzeczą niezwykłą. Fani nie są przyzwyczajeni do widoku Lei Organy zasiadającej za sterami X-winga, ani do momentu, w którym wiedząc, że Hoth będzie Bazą Rebelii w kinowym "Epizodzie V" Star Wars, nagle stają się świadkami poszukiwania planety dostatecznie wystarczającej dla potrzeb Sojuszu. I tu się zaczyna dynamika komiksu, podkreślona przez solidną, dokładną, dającą monstrualną ilość, jak na gwiezdnowojenny komiks, szczegółów rzeczy martwych, przedmiotów, statków floty Rebelii, i Niszczycieli czy myśliwców TiE Imperium. Graficznie - w określeniu rozkładu koloru wypełniającego postacie komiksu, od najbardziej klasycznych, jak Luke Skywalker, Han Solo, Chewbacca, Wedge Antilles i inni, można by rzec, że "W cieniu Yavina" wypadło w neutralnie zadowalający sposób. Barwa postaci, głównie kolory przesunięte w kierunku jasnych tonów, była aż nadto ,,pastelowa”, zbyt pełna, nierozmazana, nawet nieostra. Natomiast czerń stanowiła dominantę, wyznacznik i główny atut kolorystów, którzy wykonali w tym wydaniu wyjątkowo dobrą robotę: Darth Vader nosił nie czarny skafander, hełm i resztę odzienia, lecz hebanowy, smolisty ciężki opalizujący kolor agresywnej ropy, zatrważający i wdrażający chłód do umysłów czytelników – takiego mrocznego Lorda chce się w komiksach „Legend” oglądać. Taki rozkład ostrości ,,kreski” – przy szczegółowości w budowie mega struktur, czy fizjonomii różnych istot, plus kolor i tusz (kreślenie cienia i kontrastu światła) ciągnie się przez całą historię, zawartą w tejże narracji obrazkowej Briana Wooda. Fabularnie, rzeczywiście, oprócz uzupełnienia historii multum wydarzeń rozegranych na tkance Galaktyki pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego Star Wars, dotyczących multum postaci, wątków itp., "W cieniu Yavina” dało nam zupełnie nowe spojrzenie na najważniejsze sylwetki ,,Klasycznej Trylogii” Sagi Gwiezdnych Wojen. Leia, przykładowo, w ujęciu Briana Wooda, okazała się walczakiem na równi mocnym, co Luke, Han, i najlepsze asy Sojuszu; mało tego, Leia genialnie manewruje X-wingiem, i zaraża pewnością siebie, charyzmą, zdolnościami strategicznymi, i silną osobowością, pozwalającą jej stłumić żal, próbujący rozerwać jej serce po stracie ojczystego Alderaana. Pozycja Luke’a – i jest to lekką wadą w kreacji tej postaci – została w tyle za Organą, nawet za Hanem i Chewbaccą, którzy byli tu ważni, ale epizodyczni, jakby mieli zrobić to, co swoje i na tym koniec. Skoro mamy kogoś z Rebelii, to pora na kogoś z Imperium. Uwydatnienie osobowości Vadera, okraszonej piękną szatą graficzną dla jego fizyczności, było dość konkretne i klasyczne: Lord Sithów wypowiadał się w konkretny, tyraniczny i tytaniczny sposób, z trudnością akceptując zdanie innych, i czując pogardę do niższych rangą w Imperium i wszystkich ,,rebelianckich szumowin”, a z Imperatorem będąc wciąż w napiętej, ale jednak, związanej mocno relacji: Mistrz – lojalny sługa i uczeń. Konstrukt fabuły komiksu był bardzo prosty, lecz rozwinięcie go w ciekawą wielowątkową, dynamiczną historię, narodziło się jako coś godnego ,,Klasycznej Trylogii” Epizodów Star Wars – utrzymanego w jej konwencji. Zadanie Sojuszu polegało na zdobyciu dodatkowego zaopatrzenia militarnego, przydatnego do walki z Imperium, przy nieustannym deptaniu Sojuszowi po piętach przez samą flotę Vadera. Równie istotne było to, aby Rebelia odnalazła stały bądź tymczasowy Azyl czy Bazę zaopatrzeniowo-rozładunkową dla swojej armii i floty. W wydaniu nie zabrakło również powiewu tajemnicy, związanej z ,,niby-tajemniczym" szpiegiem pracującym dla Imperatora, który miał wpłynąć na wykonanie przez Sojusz złych ruchów, i powiadamiać o wszystkim, co robią jego wojska i najważniejsze organy decyzyjne. Summa summarum, w niniejszej pozycji komiksowej Briana Wooda, solidnie obeznany z franczyzą fan Uniwersum znalazł wszystko to, co uzupełni jego apetyt na informacje z realiów Gwiezdnych Wojen pomiędzy końcem IV a początkiem V Epizodu kinowego. Gdyby nie te niekiedy ,,disneyowskie” barwy, tło i kontur postaci, finalnie byłoby wybornie. W konsekwencji jednak mamy mocne ,,bardzo dobrze” dla całego komiksu.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na86 lat temu
Star Wars Legendy. Yaviński artefakt Mike Kennedy
Star Wars Legendy. Yaviński artefakt
Mike Kennedy
https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma Zebrani w pałacu Jabby na Tatooine uwielbiający rywalizację huttowie postanawiają zdobyć legendarny, a co ważniejsze i bezcenny, artefakt. Werbują w tym celu różne ekipy mające zapewnić im sukces w tym karkołomnym wyścigu po bogactwo i splendor. Jak możemy się domyślić zlecenie trafia do takich osób jak Han Solo czy Lando Calrissian, ale i znanych łowców nagród. Pojawia się zatem Bossk wraz z Dengarem oraz IG-88, jest też ekipa złożona z 4-LOM'a, Zuckussa i Sardu Sallowe. W tle plącze się jeszcze ślamazarny Greedo oraz ekipa Jawów, a nad wszystkim czuwa Boba Fett. Oczywistym jest, że możemy spodziewać się sporego zamieszania. I kto by pomyślał, że pod tą wyjątkowo paskudną okładką będzie skrywała się taka satysfakcjonująca opowieść. Myślę, że wielu odstraszy od komiksu właśnie rzeczona okładka, a i karykaturalna kreska ilustratora nie wszystkim się spodoba. Mnie to jednak przekonało bo było czymś zupełnie innym niż zazwyczaj. Fakt, trzeba się przekonać i przyzwyczaić do stylistyki bliższej kreskówką z Cartoon Network niż Star Wars, tym nasyconym barwom, prawdziwiej ich kipieli, ale w mojej ocenie warto. Fajnie to podkreśla elementy humorystyczne, których w komiksie nie brakuje. A sama opowieść to takie klasyczne zmaganie się rywalizujących ekip w celu zgarnięcia głównej nagrody w postaci legendarnego artefaktu. Jest sporo zwrotów akcji, podstępów, a przy tym bohaterowie wypadają całkiem przekonująco. https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2021/07/star-wars-legendy-yavinski-artefakt.html
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na64 lata temu
Star Wars: Mroczne Imperium II: Kres Imperium Tom Veitch
Star Wars: Mroczne Imperium II: Kres Imperium
Tom Veitch Cam Kennedy Jim Baikie
https://www.facebook.com/KsiazkiIlubCzasopisma Imperium niepierwszy to raz chce odbudować swoją dominację i pokrzyżować szyki Nowej Republice tworzącej ład oparty na demokracji i poszanowaniu praw najsłabszych. W twierdzy Imperatora na niedostępnej planecie Byss Palpatine, wbrew zapobiegliwym sługom, wciela swojego zdeprawowanego ducha w ciało ostatniego ocalałego klona. Gotowa jest też jego nowa superbroń - galaktyczne działo zdolne do zniszczenia każdego obiektu w galaktyce. Rozpoczyna się wyścig z czasem, kolejne światy upadają, Imperium sieje strach i terror. Luke Skywalker nie ustaje w staraniach restauracji Zakonu Jedi, poszukuje kolejnych miejsc dawnego kultu oraz osób wrażliwych na Moc. Nowa Republika chce uderzyć na Byss, aby ostatecznie pogrążyć siły ciemności w otchłani zapomnienia. Także Leia i Han Solo mają swoją rolę do odegrania - starzy znajomi jednak nie śpią, Boba Fett jest na ich tropie! Bohaterowie nie zdają sobie sprawy, iż Palpatine poza dominacją nad światem i zemstą na Skywalkerze, pragnie jeszcze jednego - nowego ciała, które może zapewnić mu jeszcze nienarodzone dziecko Lei i Hana. Nawet nie ma sensu odkrywać wszystkich szczegółów tego pasztetu jaki stworzył scenarzysta Tom Veitch, ale już z tego zarysu fabuły, który Wam przedstawiłem, można wywnioskować, że jest to festiwal odgrzewanych kotletów. A kto widział już "Skywalker.Odrodzenie" dostrzeże podobieństwa, których podczas lektury komiksu znalazłem naprawdę sporo. Wobec tego całego nonsensu, którego symbolem jest dla mnie Luke Skywalker biadolący po śmierci każdego użytkownika Mocy, że o jaka to szkoda, bo odbudowa Zakonu Jedi się opóźni - życie absolutnie nieważne, jedynie liczą się wielkie idee - muszę przyznać, że ubawiłem się przednio. Zarówno Imperator jak i Luke wyglądają jak wampiry, a całość jest narysowana i pokolorowana w tak specyficzny sposób, że jednych na wstępie odrzuci, innych zaciekawi choć ciężko powiedzieć, że komiks jest ładny. Nieładny, ale intrygujący na pewno. Twórcy wykorzystują ciekawe motywy mieszając zaawansowane technologie z prastarą magią i nie da się tego czytać analizując każdy element bo wtedy całość trzeba odrzucić jako stek bzdur. I co ciekawe podobnie sprawa ma się do filmu "Skywalker.Odrodzenie". Taka moja konkluzja na koniec - "Mroczne Imperium II – Kres Imperium" to już historia, przeniesiona pod szyld legend, śmiejąca się okrutnie zza grobu płaczącym za expanded universe fanom. https://ksiazkiilubczasopisma.blogspot.com/2020/01/powrot-imperatora.html
GrzegorzIgnacy - awatar GrzegorzIgnacy
ocenił na66 lat temu
Star Wars Komiks: 4/2018 Darth Vader: Mroczny Lord Sithów Giuseppe Camuncoli
Star Wars Komiks: 4/2018 Darth Vader: Mroczny Lord Sithów
Giuseppe Camuncoli Charles Soule
Darth Vader jest jedną z największych, a może i największą, ikoną marki Star Wars. Śmiem rzecz, że jest jej ojcem. Tak, tak, wiem - słaby suchar, ale mnie śmieszy. Przyznaję, że zawsze sięgam w ciemno po komiksy, gdzie w tytule znajduje się jego imię. Prawie zawsze to zwiastun dobrej lektury, przynajmniej jak na standardy tego uniwersum. Raz jest bardziej naiwna, innym razem mniej, ale często towarzyszy jej spory mrok. Nie inaczej jest i tym razem, gdzie Mroczny Lord Sithów wyrusza na wyprawę, mającą raz na zawsze przenieść go na mroczną ścieżkę mocy. Fabuła komiksu zaczyna się mniej więcej tam gdzie kończy się film "Zemsta Shithów", a konkretniej w ambulatorium Imperatora Palpatine. Anakin dowiedziawszy się o śmierci swej ukochanej wpada w szał i uwalnia niekontrolowane pokłady mocy, atakując tym samym swego mistrza. Gdy szał opada, Imperator karze za to swego ucznia, aby potem zlecić mu misję - zdobycia miecza świetlnego. Bowiem prawdziwy Sith nie otrzymuje miecza. On go sobie bierze. Tak prezentuje się ogólny rys fabularny tej opowieści i przyznaję, że trzyma poziom. Akcji jest tutaj od groma, ale nie przytłoczyła mnie podczas lektury. Do tego batalie to prawdziwa uczta dla oka. Aż chętnie zobaczyłbym ekranizację tego komiksu, w stopniu jeden do jednego, może z rozwinięciem niektórych wątków. Z pewnością wypadłby o niebo lepiej, niż obecne kinowe produkcje filmowe tej marki. Sama postać Vadera, jeszcze nie jest do końca ukształtowana. Nadal w głębi jego duszy siedzi osoba Anakina Skywalkera, ale ma niewiele do powiedzenia. Mroczny Lord się rodzi i każdy kto stanie na jego drodze musi umrzeć. Nie obowiązuje go żaden kodeks moralny, etyczny czy poczucie winy. To monstrum bez sumienia, które jest bardziej przerażające od swego mistrza, choć całkowicie mu oddane. Palpatine jest potężny, ale poziomem nienawiści, bezduszności i zła, nie dorównuje tutaj swemu uczniowi. Tak. To jest obraz Dartha Vadera, na jaki zawsze czekałem w kinie. Bezduszna, wyrachowana maszyna do zabijania, która jednocześnie ma własny rozum. Mordercza mieszanka. Może kiedyś doczekam się takiego filmu, z tą postacią w roli głównej. Mieliśmy kilka świetnych scen w "Rogue 1", ale to stanowczo za mało. Pragnę filmu na takim poziomie jak ten komiks, czy historia Vadera za czasów gdy poznał Doctor Aphrę. Swoją drogą moja ulubioną postać z obecnego kanonu. Na razie to jednak marzenia, bo patrząc po tym co Disney zrobił w "Solo", raczej nie prędko, o ile kiedykolwiek, doczekam takiego dzieła. Na szczęście pozostają komiksy, takie jak ten tu przedstawiony, które skutecznie nadrabiają ekranowe niedoróbki.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na93 lata temu

Cytaty z książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: Cienie Imperium. Ewolucja