Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach

Okładka książki Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach autora Walter R. Borneman, 9788365855695
Okładka książki Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach
Walter R. Borneman Wydawnictwo: Napoleon V historia
450 str. 7 godz. 30 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Admirals: Nimitz, Halsey, Leahy, and King--The Five-Star Admirals Who Won the War at Sea
Data wydania:
2017-11-22
Data 1. wyd. pol.:
2017-11-22
Data 1. wydania:
2012-05-01
Liczba stron:
450
Czas czytania
7 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365855695
Tłumacz:
Mateusz Grzywa
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach

Średnia ocen
8,0 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach

avatar
501
491

Na półkach:

Moim zdaniem bardzo ciekawa analiza sylwetek i dokonań 4 najważniejszych amerykańskich dowódców marynarki, czasów drugiej wojny światowej.

Moim zdaniem bardzo ciekawa analiza sylwetek i dokonań 4 najważniejszych amerykańskich dowódców marynarki, czasów drugiej wojny światowej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
30
30

Na półkach:

Mi ta książka podobała się bardzo. Temat jest niszowy ale po polsku nic lepszego chyba nie znajdziecie.

Mi ta książka podobała się bardzo. Temat jest niszowy ale po polsku nic lepszego chyba nie znajdziecie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
104
102

Na półkach: ,

Bardzo długo szukałem tej książki w wersji papierowej, ale okazuje się, że niepotrzebnie.
Wygląda na to, że nie da się skondensować do 400 stron historii 4 admirałów, którzy w tak fundamentalny sposób wpłynęli na historię II WŚ. To zaledwie 100 stron na osobę, więc nieco przydługi esej.
Sporo faktów nie było mi znanych, przyznaję. A życiorysy Halsey'a, Nimitza, Kinga i Leah'ego sprzed 1939r (a raczej 1941r) już w ogóle. Ale z drugiej strony sporo ważnych faktów, które poznałem z innych źródeł, albo nie pojawiło się w tej książce, albo zostało potraktowanych bardzo zdawkowo. Przykładem, który szczególnie mocno mnie rozczarował, był brak jakiejkolwiek rozbudowanej analizy Bitwy pod Savo, jakby nie było największej amerykańskiej porażki morskiej, w całej jej historii. Autor zamknął sprawę tej bitwy krótkim stwierdzeniem, że "King i Nimitz spotkali się i usiedli do analizy tych wydarzeń". I tyle - nic więcej. Zdecydowanie za mało.
Plus za opisy trudnej kohabitacji z MacArthurem.
Może miałem inne oczekiwania? Powinienem był potraktować tę książkę, jako książkę obyczajową, biografię x4, a nie jako książkę historyczną? Może z takim podejściem bardziej by mi się podobała?
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak sięgnąć po właściwe biografię tych admirałów (a przynajmniej trzech z nich, bo nie oszukujmy się - Leahy chyba będzie na końcu listy zainteresowań wszystkich geeków II WŚ na morzu)

Bardzo długo szukałem tej książki w wersji papierowej, ale okazuje się, że niepotrzebnie.
Wygląda na to, że nie da się skondensować do 400 stron historii 4 admirałów, którzy w tak fundamentalny sposób wpłynęli na historię II WŚ. To zaledwie 100 stron na osobę, więc nieco przydługi esej.
Sporo faktów nie było mi znanych, przyznaję. A życiorysy Halsey'a, Nimitza, Kinga i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

84 użytkowników ma tytuł Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach na półkach głównych
  • 52
  • 29
  • 3
38 użytkowników ma tytuł Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach na półkach dodatkowych
  • 19
  • 10
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005 Thomas E. Ricks
Fiasko. Amerykańska awantura wojenna w Iraku 2003-2005
Thomas E. Ricks
To jest pozycja, która w dość dużym stopniu odnosi się do dziedziny, w której zostałem wyedukowany (licho bo licho, ale jednak) przez nasze państwo, więc siłą rzeczy odbierałem Fiasko na dwóch poziomach: z ciekawością, jak każdy inny czytelnik, ale i bardzo krytycznie (bo przez pryzmat określonych oczekiwań),jak osoba, które ma jakieś (umiarkowane, wcale nie ogromne) pojęcie o omawianej materii (przynajmniej w zakresie polityki). Krótkie podsumowanie i skrótowa opinia poniżej. A jeszcze niżej... rozbudowana opinia, bo nie mogłem się powstrzymać ;P Fiasko, wbrew ewentualnym sugestiom jakoby było czymś więcej, jest po prostu pisanym na gorąco publicystycznym komentarzem do amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku. Takie podejście wiąże się z oczywistymi korzyściami, ale i słabościami. Fajnie, że widać tutaj różne spojrzenia i autor nie ograniczył się jedynie do oficjalnych opinii, a nawet przeciwnie: chętnie zderzył je z tym co ludzie zaangażowani w "aferę" faktycznie myśleli. Z drugie stron wywód nastawiony głównie na prezentacje opinii jest chaotyczny, momentami zaś niepotrzebnie dramatyzowany. Widać tutaj ogrom pracy: autor utopił swoją książkę w ogromie cytatów, zebrał wypowiedzi pracowników cywilnych, szeregowców, poruczników, kapitanów, pułkowników, generałów, polityków z dołu piramidy, z środka piramidy i z wierzchołka piramidy, z lewa, prawa, środka... I to jest połowa problemu: po prostu cytatów jest za dużo. To ten typ publicystyki, w której pomiędzy cytatem a faktem stawia się znak równości - znamy to z uczelni: nie pisz o swoich wnioskach i przemyśleniach, ale cytuj kogoś, kogokolwiek, będzie lepiej. W tym ujęciu Fiasko to przede wszystkim obszerny katalog czyichś wypowiedzi - lepiej by się materii książki przysłużyło ograniczenie do zaledwie 20% tychże, ale za to lepiej wyselekcjonowanych i poddanych krytycznej ocenie. Niezależnie od tego Fiasko robi dobrą robotę w innym zakresie: dostarcza naprawdę niezłego spojrzenia na wojnę w Iraku dla osób, które nie są zbytnio zaangażowane w temat, lub które wiedzą tylko tyle, ile dowiedziały się z ulubionego kanału informacyjnego. Jest to zatem lektura lepsza niż żadna i bez wątpienia mająca swoje mocne strony, ale zarazem nadmiernie rozbudowana, chaotyczna, dość subiektywna i momentami po prostu odtwórcza. Teraz pora na dłuższą polemikę. Zacznę od tego, że oczywiście zgadzam się z autorem co do ogólnej krytyki inwazji na Irak - była źle przygotowana i jeszcze gorzej umocowana w prawie międzynarodowym oraz tragicznie przeprowadzona. Stanowiła potężne obciążenie dla USA, zarówno polityczne, jak i finansowe, a jej rezultaty okazały się co najmniej głęboko rozczarowujące. Bez wątpienia Irak był błędem Busha i chyba faktycznie zostanie mu on zapamiętany jako najważniejsza wpadka. Był też Irak błędem i wtopą niemal całej struktury amerykańskiej polityki i wojskowości. O tym pisze autor: o systemie kontroli, który zawiódł, o hierarchii wojskowej, która nie stanęła na wysokości zadania, o milionie nadużyć, nieporozumień, kłamstw i wypaczeń. Irak to porażka pod wieloma względami porównywalna do Wietnamu, jednak mniej krwawa i mniej problematyczna społecznie. Ukazanie tego w jednej pozycji ma swoją wartość. Nieco gorzej wygląda rzecz w szczegółach. Nie do końca zgadzam się z autorem w ramach jego krytyki doktrynalnej armii amerykańskiej. Autor sugeruje, że skupienie się na wygrywaniu bitew i oddanie prymatu szczeblowi operacyjnemu działań zbrojnych okazało się błędem, który w efekcie uniemożliwił USA uzyskanie korzyści z militarnego sukcesu uderzenia na Irak. Jego zdaniem Armia powinna myśleć nie tylko o niszczeniu przeciwnika, lecz również o tym, co po zwycięstwie. Mimo, że przytoczył kilka interesujących cytatów - każdy autorstwa osoby o większych kompetencjach niż ja (co przyznaję uczciwie) - ja widzę w tym klasyczne narzekanie typu "tak źle i tak niedobrze". Armia opiera się na organizacji, organizacja armii opiera się na doktrynie - doktryna zaś, to właśnie swego rodzaju filozofia próbująca zdefiniować co jest ważne i gdzie jest środek ciężkości działań zbrojnych. Armia nie jest w stanie być wszystkim i realizować wszystkich zadań - żadna, nawet amerykańska. Autor nawet nie zająknął się jakim cudem US Army - stworzona przecież do obrony interesów największego mocarstwa na Ziemi - miałaby jednocześnie wygrywać wojny pełnoskalowe i asymetryczne, ze szczególnym uwzględnieniem tak zwanych działań counterinsurgency, czyli przeciwko szeroko rozumianym rebeliantom. Jak, drogi autorze? Do tej pory wynaleziono tylko dwie metody radzenia sobie z powstańcami: wyrżnięcie w pień zarówno samych bojowników, jak i tych frakcji społeczeństwa, które ich karmią lub pacyfikowanie na poziomie ekonomicznym i politycznym (oddziaływania miękkie). To zaś już wymaga działania czynników politycznych i cywilnych, podczas kiedy wojskom przysługuje w takim układzie rola wspomagająca, nie zaś wiodąca. Poza tym, wbrew temu co pisze autor, szczebel operacyjny nie odpowiada za wygrywanie bitew, ale właśnie łączenie sukcesów taktycznych z wymogami strategii (operacja to składowa wielu działań) - nadal jednak mówimy o strategii w takim zakresie, jaki zostaje przydzielony wojsku do realizacji. W USA wojsko nie ma możliwości prawnych i organizacyjnych tworzenia polityki międzynarodowej, nie decyduje też o zakresie własnych działań. Czemu wojsko miałoby się zastanawiać nad tym jak kontrolować społeczeństwo jakiegoś obcego kraju, zwłaszcza jeśli sama koncepcja inwazji na ów kraj jest przez owe wojsko kontestowana jako bezsensowna, a politycy nie sygnalizują takiej potrzeby? Autor wpadł w pułapkę, która ilustruje problem często spotykany w literaturze publicystycznej: zbieranie całej dostępnej krytyki, bez wnikania na ile dana krytyka ma sens, a na ile jest po prostu narzekaniem dla narzekania. Przy kompletnej polaryzacji amerykańskiego systemu politycznego właściwie cały estabilishment - z wliczeniem także wojskowego i okołowojskowego - ma w Stanach Zjednoczonych logiczną skłonność definiowania opinii przez pryzmat sympatii politycznych. Sam autor też ślizga się po pewnych wnioskach - buduje je nijako niechcący i szybko porzuca, jeśli tylko nie pasują do jego wizji. Przykładem niech będzie zysk polityczny wyniesiony przez administrację Busha z inwazji na Irak - autor w zasadzie sam wiedzie nas do zrozumienia, że dla tej ekipy wojna sama w sobie była opłacalna, z uwagi na możliwość rozładowania napięć społecznych i wykazania stanowczości gabinetu, a więc z tego powodu parcie do inwazji miało sens polityczny. Autor siada jednak na płocie - jego zdaniem to, że coś muczy i daje mleko wcale nie powinno oznaczać, że jest to krowa. Krzyczy, że coś jest bez sensu, podczas kiedy owe coś ma sens, który autorowi nie musi się podobać (jako i nie musi się podobać nam). Brzydki i zły sens, to nadal sens. Dalej, w kwestii słabości: książka poświęcona jest militarnej obecności USA w Iraku, ale w rzeczywistości zdecydowana większość focusu poszła na jednostki Armii, a spośród nich na dwie dywizje - 4. Dywizję Piechoty będącą przykładem samego zła i 101. Powietrznodesantową, którą z kolei ukazano jako niemal idealną. Pierwsze informacje o Gwardii Narodowej pojawiają się gdzieś w okolicy 60% i są lakoniczne, a przecież GN zapewniała do 1/3 całości amerykańskich sił w Iraku. Marines też są potraktowani po macoszemu i też dopiero w okolicy 60% książki autor poświęca im nieco więcej uwagi, pisząc o ich powrocie do Iraku... choć zapomniał wspomnieć jak wyglądał charakter ich obecności zanim w ogóle opuścili Irak. Osobna kategoria to błędy merytoryczne, na szczęście dość nieliczne, ale za to łatwe do wychwycenia (np. JDAM to nie jest "Joint Direction Attack Munition" ale "Joint Direct Attack Munition" i nie są to bomby precyzyjne ale ogonowe zestawy adaptacyjne przekształcające zwyczajne, "głupie" bomby w amunicję sterowaną. Na to nakłada się kiepska redakcja - na początku jeszcze całkiem niezła, ale w miarę posuwania się w głąb książki coraz gorsza, aż w drugiej połowie wręcz tragiczna: czasami losowa kolejność wyrazów, liczne literówki czy wprost zagubione wyrazy sugerują, że nikt tego chyba nie czytał, a korektę prowadzono na podstawie tego co podkreślił edytor tekstu. Koniec końców Fiasko to całkiem niezła pozycja, ale nie dość dobra. Trochę zbyt jednostronna i wcale nie chodzi mi o szukanie obiektywnych powodów inwazji na Irak - wystarczy wskazać te polityczne, bowiem to właśnie one są przecież kluczowe dla ludzi trzymających władzę. Być może w zbyt wielkim stopniu oczekiwałem pozycji politologicznej i polemicznej, a dostałem bardzo rozbudowany artykuł dziennikarski, pisany z zewnątrz i "z góry". Fiasko nie polemizuje, po prostu krytykuje. To, że krytykuje, poniekąd słusznie, jest okay, z tym nie dyskutuję. Jednak po książce tych gabarytów spodziewałbym się więcej niż tylko mielenia tych samych argumentów. Nie traktując Fiaska w kategoriach polemicznych otrzymujemy dobrą i treściwą pozycję dziennikarską, przedstawiającą wiele szczegółów związanych z politycznym i wojskowym przygotowaniem inwazji na Irak, pozwalającą nam zajrzeć za kulisy złożonych procesów decyzyjnych lub po prostu dostrzec jak polityka wielkiego mocarstwa de facto zależy od woli pojedynczych osób, mających w sobie dość determinacji by skierować nawę państwową w nowym kierunku. W tym zakresie brakło mi odpowiednio błyskotliwych wniosków - autor chyba sam nie dostrzegł pełnego potencjału swojego dzieła, ale te wnioski można wyciągnąć samemu.
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na63 miesiące temu
Wschodzące Słońce. Schyłek i upadek Cesarstwa Japonii 1936-1945. Tom I John Toland
Wschodzące Słońce. Schyłek i upadek Cesarstwa Japonii 1936-1945. Tom I
John Toland
Sięgający po tą książkę powinni mieć na uwadze dość ważną kwestię. Owa publikacja została wydana (wersja angielska) na początku lat 70-tych. Co to oznacza? Choćby to, że szereg źródeł dotyczących rozmaitych spraw odkryto i upubliczniono wiele lat później. Nie zostały one uwzględnione w tekście głównym. O np. negocjacjach japońsko-amerykańskich napisano tutaj prawie 100 stron. Poruszono np. sprawę nieporozumień językowych i to właśnie niezrozumienie ma być wg. autora decydującym czynnikiem, który doprowadził do wojny. W tamtym czasie opinia publiczna w USA nie wiedziała jak bardzo administracja prezydenta F.D. Roosevelta została spenetrowana przez sowiecką agenturę. Dzisiaj autorzy raczej zdają sobie sprawę z tego iż owa agentura mogła oddziaływać na decyzje polityczne i dążyć do konfliktu USA-Japonia poprzez pośrednie wpłynięcie na negocjacje. Praktycznie cały rozdział owej książki musiałby zostać przebudowany gdy tymczasem ZSRR w tej pozycji nie odgrywa większej roli. Nie licząc oczywiście kwestii mandżurskiej, pomocy dla Nacjonalistycznych Chin oraz ewentualnego marszu Japonii w kierunku Syberii. Najważniejszym atutem tej książki było i jest: 1. Próba wytłumaczenia zachodniemu czytelnikowi czym jest dialektyczna mentalność japońska, pełna sprzeczności. 2. Przekrojowe ukazanie konfliktu. Część pierwsza zaczyna się od Incydentu Mandżurskiego, a kończy się masakrą na Saipanie. Opisami umierających cywilów. 3. Mnoga ilość relacji Japończyków i ogólnie ukazywanie ich stanowiska oraz punktu widzenia. Nawet na poziomie osobistym. Od Cesarza, Premiera na zwykłych szeregowych i cywilach kończąc. Ale ta książka jest napisana przez Amerykanina (i czasami się on myli np. odnośnie Bitwy na Morzu Jawajskim, która nawet wówczas nie była tą największą do tamtego etapu wojny). Zatem starcie to przede wszystkim konflikt amerykańsko-japoński, z mikrym dodatkiem brytyjskim. Czasami nawet autor bierze stronę Japończyków jak choćby w incydencie na moście Marco Polo w Pekinie. Zrzuca winę na "stronę trzecią" (komunistów) podczas gdy od początku była to inicjatywa armii mandżurskiej, która wykorzystała pretekst ("zaginięcie" japońskiego żołnierza) do rozpoczęcia wojny z Chinami. Same Chiny są tutaj raczej marginesem. Po rzezi w Nankinie stają się tłem w tym Pierwszym Tomie. Zaletą tej książki jest też bardzo płynny styl. Dobrze się to czyta.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na87 miesięcy temu
Zagłada Wehrmachtu. Kampanie 1942 roku Robert Citino
Zagłada Wehrmachtu. Kampanie 1942 roku
Robert Citino
Z Zagładą Wehrmachtu miałem sporo problemów. Większych i mniejszych - niektóre pewnie można określić mianem nieistotnych, jednak moim zdaniem monografie historyczne są bardzo elitarnym rodzajem literatury. Jeśli nie wymagam od nich więcej (a powinny być perfekcyjne, bo wszak opisują materię historyczną),to na pewno nie mogę wybaczyć niższego poziomu niż w beletrystyce. Moja opinia, niestety, będzie bardzo krytyczna - skupiam się w niej na rzeczach, które mi się nie spodobały, po części dlatego, że nic w tym opracowaniu mnie nie rzuciło na kolana. Książka jest dość banalna. Miewa dobre momenty i zdarza się autorowi wchodzić na wyższe obroty, jednak całość jest mało spójna, pozbawiona jakiejś grubszej myśli przewodniej (no, niby jest nią zagłada Wehrmachtu, ale czy rzeczywiście?) i po prostu dość chaotyczna. Zacznę od tłumaczenia, które moim zdaniem nie dowiozło. A raczej tłumaczenie i redakcja, bowiem ta druga powinna wygładzić nierówności i usprawnić niuanse gramatyczne i logiczne wynikające - czasami - z szybkiego, dosłownego tłumaczenia. Tutaj tego brakło. Wiele zdań aż kłuje w oczy kuriozalnymi szykami wyrazów - ewidentny znak, że przekładano treść jeden do jednego bez uwzględnienia specyfiki języka polskiego. Oczywiście nie dotyczy to całego tekstu. Z grubszych problemów: autorowi brakuje precyzji wypowiedzi. Wiele terminów jest słabo zdefiniowanych a Citino posługuje się nimi cokolwiek losowo. Przykładowo, w temacie armii pruskiej pisze, że łańcuch dowodzenia zakładał przekazywanie jedynie bardzo ogólnych wytycznych z góry na dół, a "podwykonawcy" mieli realizować te rozkazy jak uznali za stosowne. Niewiele dalej dowiadujemy się, że pruska armia uwielbiała bardzo precyzyjnie planować swoje działania. Jedno - wbrew pozorom - nie wyklucza drugiego: drobiazgowe planowanie operacyjne nie wyklucza przestrzeni na inicjatywę na poziomie taktycznym, ale poprzez brak precyzji wypowiedzi nie wiadomo czy autor nie wie o czym pisze czy po prostu nadużywa skrótów myślowych - i to jest jeden z wielu przykładów, kiedy czytelnik musi odrobić pracę za autora, dopowiedzieć sobie o co autorowi chodziło i doszlifować jego wypowiedź we własnej głowie. Skrótów myślowych w tej monografii jest bardzo dużoj. Nadmienię jeszcze, że niektóre z nich zahaczają o niewiedzę lub błędną faktografię - załóżmy jednak, że to nie tyle błędy, co po prostu ekstremalne uproszczenia faktów. Przykładowo: stwierdzenie, że w 1941 roku T-34 był dobrym czołgiem, a przy tym lepszym od niemieckich jest teoretycznie zgodne z rzeczywistością, ale praktycznie już nie, gdyż pierwsze modele (T-34-76) były w zasadzie opancerzonymi trumnami, a ich użyteczność na polu bitwy była po prostu znikoma - wartość czołgu zaś przejawia się w jego użyteczności taktycznej i operacyjnej, nie zaś w ocenie teoretycznej. Skoro już o czołgach mowa, to autor jest jednym z nielicznych historyków chwalących amerykański M3 (choć w wersji brytyjskiej, czyli M3 Grant) i uznających jego wyższość nad konstrukcjami niemieckimi. Jakimi konkretnie? Nie wiadomo, bowiem autor zdaje się mieć ograniczoną świadomość co do tego jaki sprzęt użytkowali Niemcy, a już zupełnie pomija wersje poszczególnych typów, co de facto jest krytycznym błędem - z tego tytułu autorowi wychodzi, że Panzerkampfwagen III (podstawowy niemiecki czołg "krążowniczy", aż do wprowadzenia Pantery) był czołgiem gorszym od M3, z kolei pojawiający się w trakcie bitwy o El Alamein Pz IV został określony jako "nowy" czołg (choć był produkowany od 1936 roku). Mimo wszystko nie uważam by były to błędy, a właśnie uproszczenia, czasami dość ekstremalne. Faktycznie, w 1942 roku wdrożono PzIV w wersji z lufą uniwersalną zamiast krótkiej i grubej przeznaczonej głównie do pocisków odłamkowo-burzących i taki właśnie model trafił do Afrika Korps - konkretnie: PzKpfw IV Ausf. F2. I faktycznie w Afrika Korps działało sporo czołgów lekkich, które mogły być względnie łatwym celem dla M3, jednak Pz III w wersji F (najpopularniejszy z czołgów średnich Afrika Korps aż do El Alamein) posiadał podobny pancerz jak M3 i podobne działo kalibru 37 mm, a był niższy i tym samym stanowił trudniejszy do trafienia cel, w dodatku był po prostu bardziej dopracowany. Tak naprawdę w tym momencie sam robię to za co krytykuję autora: upraszczam. Odnosząc się do monografii - czasami lepiej jest pewnych tematów nie ruszać niż ruszać je ledwo-ledwo czy też stosując nieprecyzyjną formę wypowiedzi, pozwalającą na mnogość interpretacji. Nie lubię kiedy historycy ulegają złudzeniu, że powinni się wypowiadać na każdy temat, zwłaszcza jeśli szkoda im miejsca w monografii na detale i szczegóły. Osobnym zarzutem, choć powiązanym z owym brakiem precyzji, jest lenistwo intelektualne autora przejawiające się brakiem jednolitego systemu prezentowania danych. Przykładowo: opisując siły użyte w ramach danej operacji potrafi wymienić osobno czołgi i osobno bataliony pancerne sugerując, że wymienione luzem czołgi działały poza formacjami (sic!) albo że owe bataliony miały jakieś dodatkowe czołgi (sic!) - tak czy siak przypomina to sumowanie książek i biblioteczek, tak jakby ktoś chwalił się, że przeczytał osiemnaście książek i pół biblioteczki. Co to komu mówi? Tylko tyle, że autor albo sam nie wiedział, albo celowo uznał, że dane nie muszą być spójne. Notabene sam tytuł książki jest skrótem myślowym, albo próbą naciągnięcia faktów: zagłada Wehrmachtu bowiem nie dokonała się w 1942. Tak po prawdzie, nie dokonała się nawet w 1945 roku, bowiem Wehrmacht kapitulował ciągle jeszcze mając znaczące zasoby bojowe. W kwestii drobiazgów - przytyk, jak sądzę, do wydawnictwa - temu wydaniu brakuje dobrych jakościowo map. Te które zamieszczono to bardziej szkice orientacyjne niż mapy. I jest ich bardzo niewiele, dosłownie kilka sztuk. O ile przy kampanii w Afryce łatwo sobie przypomnieć gdzie plus minus leżały Tobruk czy El-Alamein, tak na wschodnim teatrze działań raczej trudno osadzić miejsce wydarzeń uwzględniając gargantuiczną skalę i mnogość nazw poszczególnych miejscowości. Ostateczne zastrzeżenie to brak spójnej myśli przewodniej i czegoś, co w gruncie rzeczy uzasadniałoby lekturę monografii przez średnio lub wyżej zaawansowanych odbiorców. Sam nie jestem historykiem, a w mojej wiedzy są dziury tak ogromne, że przepłynąłby przez nie Tirpitz, a jednak trudno mi przypomnieć sobie, czy książka dostarczyła mi jakiejkolwiek świeżej wiedzy czy chociażby nowatorskiej analizy i interpretacji zdarzeń. Powiem więcej: wszystko o czym napisał Citino było już napisane, w dodatku było napisane obszerniej i lepiej. Stąd, koniec końców, odniosłem wrażenie, że Zagłada Wehrmachtu została przewidziana jako pozycja popularnohistoryczna, zapewne cenna jako otwieracz oczu dla odbiorców, którzy mają naprawdę podstawową wiedzę i… tyle. Jako napisałem wcześniej: w niniejszej opinii głównie krytykowałem. To nie oznacza, że książka jest licha. Wręcz przeciwnie, jako pozycja popularnonaukowa jest okay. Banalna i nie wykraczająca poza granice wytyczone przez dziesiątki innych pozycji na rynku, ale nadal dobra. Bez wątpienia na pochwałę zasługuje pietyzm z jakim autor opracowywał przypisy do swojego tekstu - oprócz czasami ciekawych komentarzy zawierają odniesienia do bogatej literatury przedmiotowej (sama bibliografia jest bardzo obszerna),nierzadko wzbogacone o opinie autora o poszczególnych pozycjach. Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, to lektura Zagłady Wehrmachtu może mu pomóc "pójść za ciosem" i trafić na bardzo wartościowe źródła. Jako osoba głodna nowych opracowań, które wnoszą coś nowego do tematu zamiast mielić ciągle te same fakty, jestem lekturą Zagłady Wehrmachtu zawiedziony. Zwłaszcza, że nawet jeśli zaakceptujemy średni poziom zaawansowania tej monografii, to z łatwością mógłbym wymienić przynajmniej kilka pozycji, które oferując mniej więcej ten sam poziom wiedzy (lub wyższy) są po prostu przyjemniejsze w lekturze. 6/10
failsafedb - awatar failsafedb
ocenił na61 rok temu
Dzień bitwy. Wojna na Sycylii i we Włoszech 1943-1944 Rick Atkinson
Dzień bitwy. Wojna na Sycylii i we Włoszech 1943-1944
Rick Atkinson
„Dzień bitwy” to monumentalna, dogłębna i barwnie napisana opowieść o jednym z kluczowych, a jednocześnie najbardziej krwawych etapów II wojny światowej — kampanii aliantów na Sycylii i na półwyspie Apenińskim w latach 1943–1944. Autor, znany amerykański historyk i laureat Nagrody Pulitzera, po raz kolejny łączy rzetelne badania źródłowe z narracją przypominającą najlepsze reportaże i literaturę faktu. Atkinson, autor słynnej ,,Armii o świcie'', pisze w sposób staranny, klarowny i przystępny, co czyni tę obszerną książkę (ponad 800 stron) zaskakująco „czytelną”. Jego narracja płynie swobodnie od strategicznych rozważań najwyższych dowódców po codzienne doświadczenia zwykłych żołnierzy. Dzięki temu zarówno miłośnicy historii wojskowości, jak i czytelnicy szukający mocnych, emocjonalnych relacji znajdą tu coś dla siebie. Jedną z największych zalet książki jest przedstawienie wojny z perspektywy ludzi, a nie tylko suchych dat czy ruchów armii. Atkinson umiejętnie wplata relacje żołnierzy i opisuje codzienne życie na froncie, dzięki czemu czytelnik może niemal „poczuć” temperaturę walk, strach i absurd działań wojennych. Widać tu zarówno bohaterstwo, jak i tragizm – bez glorifikacji, ale z głębokim zrozumieniem ludzkich losów. Autor prezentuje szeroki kontekst strategiczny kampanii, ukazując zarówno alianckie plany i kontrowersje wokół inwazji we Włoszech, jak i skomplikowaną współpracę między dowództwami amerykańskim a brytyjskim. Dzięki temu lektura daje pełniejszy obraz tego, dlaczego kampania włoska trwała tak długo i jakie były jej kluczowe wyzwania. „Dzień bitwy” to książka napisana z wielkim kunsztem i pasją. Łączy solidne badania historyczne z narracyjną lekkością, dzięki czemu nawet wymagający tom staje się fascynującą lekturą. Dla osób zainteresowanych historią II wojny światowej, a zwłaszcza mniej znaną kampanią włoską, to pozycja niemal obowiązkowa. Polecam serdecznie.Naprawdę warto.
caharin7 - awatar caharin7
ocenił na92 miesiące temu
Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953 Max Hastings
Wojna koreańska. Wielki konflikt 1950-1953
Max Hastings
„Świetnie się czyta” „Wojna Koreańska…” to książka z gatunku „cegła” którą świetnie się czyta. Język autora jest przystępny, a sposób pisania potrafi wciągnąć czytelnika. Publikacja opisuje całość konfliktu od linii frontu po gabinety przywódców. Jest to uogólniony opis, jednak zawierający wszystkie ważne wydarzenia, które miały wpływ na Wojnę Koreańską. Autor przy każdym z nich nieco zwalnia i pozwala sobie na analizę tego co się stało. Dzięki temu czytelnik poznaje dodatkowe składowe, takie jak dymisja głównodowodzącego, które modelowały starcie. Autor przedstawia nam też postacie z imienia i nazwiska, ich wspomnienia i przeżycia. Pozwala to całości zdarzeń nie być anonimowymi i mieć swoich bohaterów. Pisarz zwraca uwagę na cierpienia ludności cywilnej i efekt zderzenia kultur zachodniej i azjatyckiej, który to był pośrednią przyczyną wybuchu wojny. Niezrozumienie mentalności narodu koreańskiego doprowadziło do tragedii. Bardzo ciekawy jest wątek straszaka atomowego i który zadziałał głównie na Europę, która lękała się eskalacji konfliktu. Nie jest pominięty wątek jeńców obu stron. Niezmiernie interesującym jest wątek obozów jenieckich ONZ na którymi, po przeniknięciu doń komunistycznych agentów, nikt nie był wstanie do końca zapanować. Wielką wadą książki jest brak jakichkolwiek map. Trzeba wspomagać się innymi, co nie ułatwia czytania. W środku znajdziemy kilka zdjęć i to wszystko. Wydanie jest starannie w twardej oprawie, szyte, na dobrym papierze. Książkę polecam każdemu, kto interesuje się historią tego konfliktu i Azji.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na84 miesiące temu
Krążownik Kormoran Theodor Detmers
Krążownik Kormoran
Theodor Detmers
Ponad pięćdziesiąt lat musieli czekać polscy Czytelnicy na przetłumaczenie wspomnień dowódcy legendarnego krążownika pomocniczego „Kormoran”, komandora Theodora Detmersa, opowiadających o jednym z ciekawszych starć morskich – z australijskim krążownikiem „Sydney” – podczas II wojny światowej. Po raz pierwszy ukazały się one w 1959 roku. W naszym kraju ich wydaniem zajęła się – w ramach „Serii z Kotwiczką” – Oficyna Wydawnicza Finna. Wspomnienia Detmersa powstały na podstawie prowadzonego w trakcie rejsu prywatnego dziennika. Komandor Theodor Detmers (1902–1976) był doświadczonym dowódcą. Do Reichsmarine wstąpił w 1921 roku, podczas wojny dowodził niszczycielem „Hermann Schoemann”, a następnie „Kormoranem” – przerobionym ze zwykłego statku handlowego krążownikiem pomocniczym. Po jego zatonięciu w 1941 roku przez sześć kolejnych lat przebywał w niewoli. Głównym zadaniem „Kormorana” było „przeszkadzanie” w funkcjonowaniu linii żeglugowych aliantów na Atlantyku i Oceanie Indyjskim. Rejs Detmersa i podwładnych trwał dokładnie 352 dni. W jego trakcie „Kormoran” zatopił jedenaście alianckich jednostek, o łącznym tonażu 68 724 BRT. Kres tego imponującego wyczynu przyniosło dość nieoczekiwane dla niemieckiego dowódcy starcie z wspomnianym już krążownikiem „Sydney”. Starcie zakończone zwycięstwem, choć pyrrusowym, gdyż poważnie uszkodzonego w boju „Kormorana” trzeba było zatopić. Momentami można odnieść wrażenie, że akcja książki wcale nie dzieje się w czasie globalnego konfliktu. Podwładni Detmersa łowią rekiny, organizują imprezy z przebierankami z okazji przepłynięcia równika, próbują łapać albatrosy i tylko od czasu do czasu zdarza im się zatopić jakiś statek. Brzmi zupełnie jak skrót powieści o karaibskich piratach, a nie o marynarzach dumnej Kriegsmarine. Ciekawie przedstawiono codzienną służbę na okręcie „od kuchni”, a także przygotowania i treningi przez wypłynięciem w misję. Przyznam, że zanim przeczytałem pierwszą stronę książki, już byłem uprzedzony co do stylu autora. Spodziewałem się „suchego” żołnierskiego języka, żywcem wziętego z raportów składanych przełożonym. Fragmentami rzeczywiście tak było, ale trzeba też dodać, że podczas lektury zdarzały się także przebłyski literackiego talentu, o który trudno by podejrzewać niemieckiego służbistę. Tekst skrzy się nawet odrobiną humoru, na przykład gdy niemieccy marynarze dla zmylenia wroga postanawiają nazwać swój okręt… „Wiaczesław Mołotow” (Sowieci byli wówczas neutralni, dlatego „Kormoran” podszywał się pod nich przez cały rejs przez Atlantyk. Na Oceanie Indyjskim banderę radziecką zastąpiła japońska, a następnie holenderska). Nie wiem, na ile język powieści jest zasługą Detmersa, a ile od siebie dodali redaktorzy i autor przekładu Marek Jurczyński (podziękowanie za fachowe przypisy). W każdym razie książkę czyta się przyjemnie i przeczytanie niewiele ponad dwustu stron zajęło mi zaledwie dwa popołudnia. Książka jest w twardej oprawie, strony są szyte, a między okładkami znajdziemy kilkanaście fotografii i schemat techniczny „Kormorana”. Niestety wydawcy nie ustrzegli się wpadek. Od drobnych literówek (na przykład Gotehafen zamiast Gotenhafen) po brakujące w spisie treści dwa rozdziały. Błędy są także w wspomnianym schemacie tytułowego okrętu. Szkoda, że nie dodano mapki obrazującej rejs „Kormorana”. Aż się o to prosiło, ponieważ trudno wymagać od Czytelnika, aby śledził lekturę z mapą akwenów w drugiej ręce, by po współrzędnych poznać miejsca zatopienia upolowanych przez niemiecki okręt statków. Nie są to jednak niedociągnięcia, które odwiodą miłośników tego typu lektury od sięgnięcia po wspomnienia komandora Detmersa. Warto!
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na62 lata temu
Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 Robert Forczyk
Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939
Robert Forczyk
Są błędy. Np. Autor myli dwupłatowce obserwacyjne z górnopłatami albo nie zna losów i ilości polskich trałowców. Gdybologię "co by było" należało sobie darować bo wymaga uwzględnienia zbyt wielu danych. Ocena polityczna działań Francji i Wlk. Brytanii jest powierzchowna i emocjonalna, krzywdząca. Autor też nie powinien nazywać wiceprezydenta Wallaca "przygłupem". Ignorancja Kołymska 1944 była konsekwencją planów Roosevelta względem Stalina, magadańskiego złota i powojennego ONZ. Wallace miał nie widzieć "nic złego". Tak samo jak nikt nie dopytywał się o losy amerykańskich lotników, którzy wyskoczyli nad ZSRR i trafili do łagrów. Poza tym książka jest przydatna. Opisuje przygotowania Polski i Niemiec do wojny, rozwój ich przemysłów, koncepcję na armie... oraz polskie braki. Autor nie skupia się na skali taktycznej co od dekad robią polscy mitomani. Nie interesują go dokonania batalionów lecz grup armii, armii, korpusów i grup operacyjnych. Skala taktyczna pozwala Polakom kamuflować skalę porażki i amatorszczyzny Wojska Polskiego gdyż historycy skupiają się na tych wygranych potyczkach. W skali operacyjnej i strategicznej widzimy to jak bardzo było źle. Bez planu, bez talentu i umiejętności, bez wyszkolenia. Bez jakiejś koncepcji, gdy nie tylko armie ale same dywizje ulegały rozpadowi podczas odwrotu. Doceniam zwłaszcza podział na Północ, Centrum i Południe. Nic tak nie ukazuje dobrze porażki jak skupienie się w jednym rozdziale na niezsynchronizowanych działaniach armii "Łódź", "Poznań", "Kraków" i "Prusy", którymi nieudolnie próbował sterować Naczelny Wódz. Polacy mieli problemy nawet ze sterowaniem dywizjami, synchronizowaniem działań rodzajów broni. Co zresztą jest opisane w sekcji poświęconej BOS - Systemowi Bojowemu Wehrmachtu i Wojska Polskiego. Gdzieś tam jest też ZSRR ale w tej książce jego działania są epizodyczne, nieco mniej niż armii słowackiej. Ogólnie warto przeczytać jako sensowną odskocznię od krajowej "wrześniowej" literatury.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na723 dni temu
Inżynierowie Hitlera. Todt, Speer i inni Blaine Taylor
Inżynierowie Hitlera. Todt, Speer i inni
Blaine Taylor
Właściciele tych dwóch nazwisk stali za sukcesami Hitlera na polu militarnym, przemysłowym i architektonicznym. Fritz Todt i Albert Speer to również bohaterowie popularnej książki autorstwa Blaine’a Taylora pt. „Inżynierowie Hitlera. Todt, Speer i inni”, której szóste już wydanie ukazało się w mojej ulubionej i wielokrotnie Wam polecanej serii Sekrety Historii od Wydawnictwa RM. Książka Taylora to propozycja dla czytelników zainteresowanych mechanizmami funkcjonowania III Rzeszy od strony zaplecza technicznego i organizacyjnego. Autor zagląda za kulisy państwa totalitarnego, pokazując, jak wielką rolę odegrali inżynierowie, architekci i menedżerowie przemysłu w służbie nazizmu. To właśnie oni przekuwali ideologię w beton, stal i logistykę, bez których światowy konflikt na taką skalę nie byłby możliwy. Centralne postaci tej narracji: Todt i Speer to ludzie wybitni w swoim fachu, ale uwikłani w system zbrodni. Autor demaskuje ich zafałszowane przez propagandę wizerunki, obala mity, które sami wokół siebie tworzyli i udowadnia, że z pełną premedytacją działali na rzecz niemieckiej machiny wojennej. Nie umniejsza jednak ich dokonaniom pokazując, jak rozwój autostrad, monumentalnych projektów architektonicznych i przemysłu zbrojeniowego stały się synonimem społecznej kontroli, niewolniczej pracy więźniów, gigantycznych kosztów ludzkich oraz chaosu organizacyjnego, który z czasem coraz bardziej trawił III Rzeszę. Mimo dużej liczby nazwisk i faktów, książkę czyta się sprawnie. Nie jest to publikacja stricte naukowa: momentami upraszcza się tu złożone procesy lub formułuje tezy w sposób nad wyraz subiektywny. Dla jednych będzie to wada, dla innych zaleta, zwłaszcza jeśli traktują te książkę jako wprowadzenie do wymagającego głębszej refleksji tematu. „Inżynierowie Hitlera” to lektura, która uświadamia, że za militarną potęgą III Rzeszy stali nie tylko fanatyczni ideolodzy, ale również wykształceni specjaliści, gotowi podporządkować swój talent zbrodniczemu systemowi. Polecam, bo to gorzka, ale potrzebna lekcja historii.
z_kultury_ - awatar z_kultury_
ocenił na83 miesiące temu

Cytaty z książki Admirałowie. Nimitz, Halsey, Leahy oraz King. Pięciogwiazdkowi admirałowie, którzy zdobyli dla Stanów Zjednoczonych panowanie na morzach

Ciekawostki historyczne