Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje
[Recenzja dotyczy wydania z roku 2012, która należy do serii "Mistrzowie Komiksu"]
Oto dzieło, które znajduje się w mojej ścisłej czołówce jeżeli chodzi o ranking najlepszych komiksów o Batmanie. Alan Moore uznawany jest (według mnie jak najbardziej słusznie) za jednego z najwybitniejszych scenarzystów opowieści obrazkowych i swój kunszt pisarski potwierdza w "Zabójczym Żarcie". Do tej opowieści wracam raz na kilka lat i nawet parokrotne przeczytanie nie ujmuje niczego z jej jakości. Moore napisał kompleksowe dzieło, które teraz doceniam nawet bardziej niż w momencie kiedy zapoznałem się z nim po raz pierwszy dekadę temu.
Fabuła koncentruje się na jednym z nieskończonych starć toczonych pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a jego nemezis, czyli Jokerem. Kolejny raz Klauni Książę Zbrodni ucieka z Azylu Arkham, aby urzeczywistnić wyjątkowo osobliwe przeświadczenie, które zrodziło się w jego chaotycznym i nieprzeniknionym umyśle szaleńca. Otóż według Arcywroga Batmana wystarczy tylko jeden wyjątkowo zły dzień, aby przeżyta trauma doprowadziła do obłędu każdą osobę, nawet tę najbardziej zrównoważoną i odporną psychicznie. W celu udowodnienia swojej tezy, że szaleństwo może dotknąć wszystkich, Joker tym razem przedsięweźmie wszelkie możliwe środki, żeby zniszczyć psychikę Komisarza Jamesa Gordona: najlepszego i najszlachetniejszego policjanta w Gotham City. W tym celu posłuży się jego córką Barbarą, która stanie się ofiarą wyjątkowo brutalnego ataku. Napaść na rodzinę Gordonów to tylko środek do celu jakim jest zastawienie kolejnej pułapki na Batmana, w którego poczytalność Joker nie wierzy i liczy na to, że w końcu próby obnażenia przed Zamaskowanym Krzyżowcem jego faktycznego stanu psychicznego zakończą się sukcesem.
"Zabójczy Żart" to dzieło przełomowe, ponieważ było jednym z pierwszych tytułów powstałych w drugiej połowie lat 80 XX wieku, które zredefiniowały gatunek komiksów superbohaterskich wprowadzając do nich niespotykaną do tej pory fabularną jakość i głębię dzięki dojrzałemu przedstawianiu poruszanych wątków.
Na uwagę w omawianym tytule zasługuje przede wszystkim postać Jokera, ponieważ to o nim tak naprawdę jest ta opowieść. Scenarzysta przedstawia genezę tego najsłynniejszego adwersarza Człowieka Nietoperza, ale oprócz świetnie poprowadzonej retrospekcji jego geniusz objawił się też w sugestii, że historia narodzin tego złoczyńcy ukazana w tym komiksie jest tylko jednym z wielu możliwych wariantów. Jeżeli chodzi o charakter i osobowość Błazeńskiego Księcia Zbrodni w niniejszej pozycji to jest to ta jego wersja, która najbardziej mi się spodobała i którą najbardziej cenię.
Nemezis Batmana w interpretacji Alana Moore'a to człowiek złamany przez egzystencję w irracjonalnym świecie, pełnym okrucieństwa i braku głębszego sensu. Absurdalna rzeczywistość i rządzący nią ślepy los, które Jokerowi tak brutalnie objawiły się w chwili, kiedy doświadczył "najgorszego dnia w swoim życiu" sprawiły, że zamiast walczyć i buntować się przeciwko wszechobecnej niesprawiedliwości i stojącemu za nią złu wybrał najbardziej racjonalne rozwiązanie, jakie przyszło mu do głowy: mianowicie oszalał.
W tym komiksie arcywróg Mrocznego Rycerza nie jest uosobieniem chaotycznego zła, psychopatycznym błaznem, seryjnym mordercą czy gangsterem o wyjątkowo zabójczym poczuciu humoru, tylko zrozpaczonym nihilistą, dla którego życie to chory żart. Jedynym remedium na potworność i bezsens egzystencji jest ucieczka w śmiech i obłęd, ponieważ walka jest z góry skazana na porażkę i podjęcie się jej również świadczy o pewnego rodzaju zaburzeniach psychicznych. Z tego też powodu Joker nieustępliwie próbuje udowodnić Batmanowi, że tak naprawdę obaj są szaleni, tylko każdy na swój swoisty sposób.
Ten doskonale napisany konflikt światopoglądowy pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a Błazeńskim Księciem Zbrodni doprowadzi do niezapomnianej konfrontacji w zrujnowanym wesołym miasteczku, po której nic już nie będzie takie jak dawniej. Na 46 stronach mamy do czynienia z ambitną, niejednoznaczną, klimatyczną a do tego niesamowicie wciągającą opowieścią pełną symbolicznych odniesień. Alan Moore wzorowo panuje nad materią fabularną, a każda scena jest perfekcyjnie powiązana ze swoją poprzedniczką i następczynią, dzięki czemu tworzą organiczną jedność. Na osobne uznanie zasługuje zakończenie komiksu, z jednej strony niesamowicie satysfakcjonujące, a z drugiej przez swoją niejednoznaczność umożliwia wielość interpretacji.
Także warstwa graficzna, za którą odpowiada Brian Bolland swoją jakością dorównuje scenariuszowi. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jaki przeczytałem, ilustracje są wręcz wybitne i zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Doskonałe projekty postaci (fenomenalny wygląd Jokera),rozmach kompozycyjny i dynamiczne przedstawienie scen akcji, a także wzorowe ukazanie emocji na twarzach bohaterów i bohaterek składają się na perfekcyjną kreskę. Posiadam wersję "Zabójczego Żartu", w której rysownik własnoręcznie pomalował swoje plansze i osobiście dużo bardziej niż oryginalne kolory wykorzystane przez Johna Higginsa podoba mi się paleta barw wybrana przez Briana Bollanda, ponieważ dużo bardziej pasuje ona do klimatu całej opowieści i korzystnie wpływa na tę specyficzną atmosferę, jaką niniejsza pozycja może się poszczycić. Ten komiks pomimo genialnego scenariusza nie byłby aż tak udany, gdyby był narysowany przez inną osobę.
Recenzowany tytuł to obowiązkowa pozycja dla fanów i fanek Batmana i/lub Jokera, a także wszystkich osób ceniących ambitne historie obrazkowe z pięknymi ilustracjami. Jest to komiks, który poleciłbym wszystkim nieprzekonanym do opowieści superbohaterskich. Jeszcze raz podkreślę, że Alanowi Moore'owi udało się napisać, a Brianowi Bollandowi narysować jedną z najlepszych powieści graficznych o Mrocznym Rycerzu, jakie powstały. Z pewnością jest to najlepsza historia, w której Joker jest ważną postacią i pełni w fabule istotną rolę. Jeżeli ktoś miałby w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to powinien być to właśnie "Zabójczy Żart".
OPINIE i DYSKUSJE o książce Batman: Człowiek, który się śmieje i Azyl Arkham
Graficznie ciekawa rzecz (tylko ten font wypowiedzi Jokera był strasznie nieczytelny i działał mi na nerwy),fabularnie mnie nie porwał (geniusz?) tej historii, za 3 dni nie będę pamiętać, że to czytałam.
Graficznie ciekawa rzecz (tylko ten font wypowiedzi Jokera był strasznie nieczytelny i działał mi na nerwy),fabularnie mnie nie porwał (geniusz?) tej historii, za 3 dni nie będę pamiętać, że to czytałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAbsolutnie wybitne graficznie dzieło, pełnokrwisty komiks artystyczny wyłącznie lekko przystrojony w szatki człowieka-nietoperza. Treściowo z początku jest trochę bardziej banalnie, ale z czasem rozkręca się w zniewalający sposób.
Rzecz do wielokrotnego powrotu, nieustanny haj wizualny. I myślę, że z czasem dobije u mnie do noty maksymalnej, tylko potrzebuje ku temu tych kilku powrotów.
Absolutnie wybitne graficznie dzieło, pełnokrwisty komiks artystyczny wyłącznie lekko przystrojony w szatki człowieka-nietoperza. Treściowo z początku jest trochę bardziej banalnie, ale z czasem rozkręca się w zniewalający sposób.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz do wielokrotnego powrotu, nieustanny haj wizualny. I myślę, że z czasem dobije u mnie do noty maksymalnej, tylko potrzebuje ku temu tych...
Omg!!
Omg!!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPewne książki, filmy, komiksy czy ogólnie dzieła sztuki są albo wielbione i wynoszone pod niebiosa, bądź mieszane z błotem. Wg mnie ten komiks należy do tej kategorii.... Dla mnie to dno, scenariusz to nic innego jak pseudo artystyczny bełkot (być może pod wpływem czegoś mocniejszego),czy to miało być wejrzenie w głąb duszy/umysłu Batmana? Diagnoza obłąkania? Szkoda było mojego czasu na ten komiks. Rysunki idealnie do tego pasują, nie da się tego ani czytać, ani oglądać (choć niektóre kadry - przyznam są piękne ale dajmy na to 10 świetnych na powiedzmy 200 kadrów to za mało) a temu, kto wpadł na pomysł żeby dialogi Jokera pisać taką czcionka i takim kolorem to naprawdę tylko "pogratulować"... Oby jak najmniej takich "arcydzieł".
Pewne książki, filmy, komiksy czy ogólnie dzieła sztuki są albo wielbione i wynoszone pod niebiosa, bądź mieszane z błotem. Wg mnie ten komiks należy do tej kategorii.... Dla mnie to dno, scenariusz to nic innego jak pseudo artystyczny bełkot (być może pod wpływem czegoś mocniejszego),czy to miało być wejrzenie w głąb duszy/umysłu Batmana? Diagnoza obłąkania? Szkoda było...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiksowa podróż w głąb Batmana poprzez spotkania z jego wrogami. Po mojej podróży z "Sandmanem" moją pierwszą reakcją na Arkham było "całkiem całkiem", ale scenariusz z notatkami autora dołączony do wydania zdecydowanie podniósł moją ocenę. Dodatkowo, warto docenić kreskę i narrację oraz całą mnogość odwołań, cytatów i innego bogactwa.
Komiksowa podróż w głąb Batmana poprzez spotkania z jego wrogami. Po mojej podróży z "Sandmanem" moją pierwszą reakcją na Arkham było "całkiem całkiem", ale scenariusz z notatkami autora dołączony do wydania zdecydowanie podniósł moją ocenę. Dodatkowo, warto docenić kreskę i narrację oraz całą mnogość odwołań, cytatów i innego bogactwa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCakiem cakiem
Cakiem cakiem
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChyba najmroczniejsza część Batmana jaką czytałam. Rysunki przyprawiające o dreszcze. Jest mrocznie, jest brudno, jest psychodelicznie. Bardzo dobry komiks.
Chyba najmroczniejsza część Batmana jaką czytałam. Rysunki przyprawiające o dreszcze. Jest mrocznie, jest brudno, jest psychodelicznie. Bardzo dobry komiks.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWspółczesny komiks artystyczny – a takim bez wątpienia jest "Azyl Arkham" – rzadko kiedy otrzymuje należytą atencję w dyskursie akademickim, zdominowanym nadal przez teksty kanoniczne i literaturę wysoką. Tymczasem dzieło Morrisona i McKeana stanowi żywy dowód na to, że komiks może być nie tylko rozrywką, lecz także medium ekspresji artystycznej i psychologicznej rangi porównywalnej z powieściami Franza Kafki, Thomasa Manna czy Stanisława Lema. "Azyl Arkham" to utwór, który łączy gęsty symbolizm, refleksyjność psychologiczną, oniryczną narrację i niepokojącą warstwę plastyczną, tworząc tym samym arcydzieło na przecięciu mitu, traumy i groteski.
Już sama konstrukcja narracyjna komiksu przywodzi na myśl narracje modernistyczne i postmodernistyczne. Fabuła osnuta wokół nocy, w której Batman zmuszony jest wejść do opanowanego przez szaleńców Azylu Arkham, zostaje przepleciona retrospekcjami z życia Amadeusa Arkhama – założyciela instytucji. Morrison świadomie unika linearności, zacierając granice pomiędzy przeszłością a teraźniejszością, jawą a snem, racjonalnością a obłędem. Narracyjnie i ideowo blisko temu dziełu do takich utworów, jak "Zamek" Kafki czy "Czarodziejska góra" Manna, w których przestrzeń instytucji (szpital, azyl, sanatorium) staje się metaforą duszy i kondycji człowieka.
Najmocniejszym walorem komiksu pozostaje jednak jego warstwa plastyczna. Dave McKean, znany ze swego ekspresjonistycznego stylu, stworzył obrazy niepokojące, gęste, niemal klaustrofobiczne. Jego prace nie są jedynie ilustracją narracji, lecz współtworzą ją i nadają jej dodatkowe, nieraz opresyjne znaczenie. Malarstwo, kolaż, fotografia, typografia – wszystko to łączy się w psychodeliczny amalgamat, w którym odbiorca nieustannie balansuje między estetycznym zachwytem a lękiem. McKean jest tu nie ilustratorem, lecz współautorem, artystą współtworzącym opowieść nie mniej niż scenarzysta.
Psychologia postaci w "Azylu Arkham" to kolejny element, który stawia ten komiks w rzędzie wybitnych dzieł kultury współczesnej. Batman, zazwyczaj przedstawiany jako niezłomny obrońca porządku, zostaje tu skonfrontowany nie tylko z galerią swych przeciwników, ale i z własną traumą. Joker, w tej wersji bardziej sadystyczny i enigmatyczny niż kiedykolwiek, staje się nie tylko przeciwnikiem, lecz wręcz dwoistym alter ego Batmana. Wypowiedź Jokera: "Kiedy normalni ludzie mają zły dzień, krzyczą, przeklinają... Ja zmieniam się w potwora!" – to nie tylko ekspozycja jego stanu psychicznego, lecz też metafora zbiorowej neurozy współczesnego świata.
Z punktu widzenia psychologii, "Azyl Arkham" to studium rozszczepienia osobowości, projekcji lęków i konfrontacji z cieniem w rozumieniu jungowskim. Batman nie tyle pokonuje swoich wrogów, co raczej konfrontuje się z własnymi archetypami: Matka, Ojciec, Potwór, Szaleniec, Dziecko. Azyl jako przestrzeń zamknięta, ale psychicznie otwarta, staje się areną wtórnej inicjacji.
Nie bez znaczenia pozostaje też warstwa intertekstualna. Morrison świadomie korzysta z ikonografii uniwersum DC, ale też z szerokiej palety odniesień kulturowych: od mitologii greckiej (nawiązania do Labiryntu i Minotaura),przez Biblię (postać Amadeusa jako Hioba),po psychoanalizę Freuda i Junga. Takie łączenie kodów wysokich i popularnych to znak rozpoznawczy literatury postmodernistycznej, w której Morrison jest nie tylko uczniem, ale pełnoprawnym mistrzem.
Niektórzy krytycy zarzucają komiksowi nadmierne komplikowanie, przesycenie symboliką, czy wręcz efekciarstwo. Jest to jednak zrozumiałe tylko wtedy, gdy zapomnimy, że mamy do czynienia z utworem na wskroś psychologicznym i onirycznym. Jak każdy sen, tak i ten komiks nie daje się w pełni rozkodować logicznie – jego moc tkwi w emocjonalnym rezonansie, jaki wywołuje.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że "Azyl Arkham" to kamień milowy w historii komiksu jako formy literacko-artystycznej. To dzieło, które może być analizowane na seminariach z literatury porównawczej, psychopatologii, kulturoznawstwa i historii sztuki. Wydobywa z medium komiksu jego pełną ekspresyjność, wykraczając daleko poza granice popularnej narracji superbohaterskiej.
W czasach, gdy popkultura coraz częściej dryfuje w stronę prostoty i natychmiastowej gratyfikacji, dzieła takie jak "Azyl Arkham" przypominają, że sztuka może być wymagająca, niepokojąca i jednocześnie – dogłębnie satysfakcjonująca.
Grant Morrison i Dave McKean stworzyli komiks, który należy do kanonu – nie tylko komiksowego, ale szerzej: współczesnej literatury artystycznej. "Azyl Arkham" to nie tylko opowieść o Batmanie, ale przede wszystkim o kondycji człowieka uwikłanego w traumy, maski i mitologie własnej tożsamości.
Współczesny komiks artystyczny – a takim bez wątpienia jest "Azyl Arkham" – rzadko kiedy otrzymuje należytą atencję w dyskursie akademickim, zdominowanym nadal przez teksty kanoniczne i literaturę wysoką. Tymczasem dzieło Morrisona i McKeana stanowi żywy dowód na to, że komiks może być nie tylko rozrywką, lecz także medium ekspresji artystycznej i psychologicznej rangi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, co się wydarzyło, ale ocena uśrednia skrajności, jakie wywołała u mnie ta lektura. Obrazki to często melanż zdjęcia z techniką malarską. Musiałem często przerywać czytanie, bo szybko męczyłem się interpretowaniem tego, co widzę i czytam. "Malarstwo" 10/10 - to arcydzieło, które świetnie współgra z niepewnością, bardziej insynuacją, niż klarownością treści. Często tasowane, a później mieszane i przenikające się są 2 wątki: założyciela azylu Arkham i Batmana. Są tu odniesienia do bogów, czy Chrystusa.
Są też inne impresje, które przedstawiają perspektywę ze strony nie jakiejś obiektywnej prawdy, a spojrzenia chorych umysłów na rzeczywistość i sugestii, że Batman sam taką rzeczywistość sobie kreuje. Finał to już w ogóle jest interesujący.
Mimo wszystko treść dla mnie słabo przystępna, a to trochę też nuży, właściwie krótka i prawie nie ma tam akcji, która by mnie wciągnęła. Ale błędem jest tego nie zobaczyć - to ryje mózg, nudne i niezwykłe.
Nie wiem, co się wydarzyło, ale ocena uśrednia skrajności, jakie wywołała u mnie ta lektura. Obrazki to często melanż zdjęcia z techniką malarską. Musiałem często przerywać czytanie, bo szybko męczyłem się interpretowaniem tego, co widzę i czytam. "Malarstwo" 10/10 - to arcydzieło, które świetnie współgra z niepewnością, bardziej insynuacją, niż klarownością treści. Często...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak jak „Superman na wszystkie pory roku” nie był komiksem o Człowieku ze Stali, tak „Batman. Azyl Arkham” nie jest o Mrocznym Rycerzu. To właśnie „Poważny dom na poważnej ziemi” jest tutaj głównym bohaterem – mrocznym, skrywającym wiele tajemnic, bólu i cierpienia.
Ta powieść graficzna (bo słowo „komiks” nie oddaje jej charakteru) to jedna z najbardziej przejmujących i dusznych opowieści w historii Gotham. Fabuła jest prosta – Joker przejmuje Arkham i żąda, by Batman wszedł do środka. Wraz z nim zagłębiamy się w labirynt szaleństwa, który stopniowo pochłania nie tylko bohaterów, ale i czytelnika. Historia Amadeusza Arkhama przeplata się z losami Batmana, ukazując, że granica między bohaterem a jego przeciwnikami jest cienka jak ostrze brzytwy.
Grant Morrison serwuje nam opowieść, która zostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Lektura potrafi fizycznie boleć, co tylko potwierdza, jak świetnie jest skonstruowana i zilustrowana. Dave McKean tworzy oniryczny, niepokojący świat, który wydaje się bardziej koszmarem niż rzeczywistością. Jego surrealistyczna, ekspresyjna kreska podkreśla atmosferę szaleństwa, jaka wypełnia Arkham.
Nie jest to jednak lektura łatwa ani przystępna. Eksperymentalny styl narracji i abstrakcyjna warstwa graficzna sprawiają, że niektórzy uznają ten komiks za chaotyczny. Dla fanów klasycznych przygód Batmana, pełnych dynamicznej akcji, Azyl Arkham może okazać się trudny do przełknięcia. Ale to właśnie w tej odmienności tkwi jego siła.
A jeśli komuś w czasie lektury przyjdzie na myśl gra wideo „Batman: Arkham Asylum” z 2009 roku, to wcale się nie zdziwię. Twórcy czerpali z tego tytułu pełnymi garściami, co tylko podkreśla, jak wielki wpływ miał ten komiks na późniejsze dzieła osadzone w świecie Batmana.
Jednym z najczęściej dyskutowanych aspektów „Azylu Arkham” jest teoria, że Bruce Wayne wcale nie jest Batmanem, lecz jednym z pacjentów Azylu. W tej interpretacji wszyscy złoczyńcy, z którymi się mierzy, to jedynie wytwory jego wyobraźni, a cała misja wejścia do Arkham to symboliczna podróż w głąb jego umysłu. Można zauważyć, że w wielu momentach Batman nie zachowuje się jak zwycięski bohater – jest niepewny, podatny na wpływy i wydaje się tracić poczucie rzeczywistości. Niektóre dialogi sugerują, że jego tożsamość jako Mrocznego Rycerza może być iluzją, a on sam – jedynie kolejnym pacjentem zatrzaśniętym w murach Azylu. Komiks celowo zostawia wiele niedopowiedzeń, co tylko wzmacnia tę teorię i pozwala na wielorakie interpretacje. To otwarte zakończenie sprawia, że czytelnik sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie – czy Batman kiedykolwiek opuścił Arkham?
„Batman. Azyl Arkham” to coś więcej niż komiks – to podróż w głąb szaleństwa, psychologiczna rozgrywka, która testuje zarówno Batmana, jak i czytelnika. To historia, która pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi i zmusza do refleksji nad tym, gdzie kończy się bohater, a zaczyna szaleństwo. Czy Batman naprawdę opuścił Arkham, czy też nigdy nie był na wolności? Czy złoczyńcy to rzeczywiste postacie, czy tylko wytwory jego umysłu? To opowieść, która może was pochłonąć – jeśli tylko odważycie się wejść do środka. Polecam bardzo, ale przygotujcie się na to, że nie będzie to łatwa lektura.
Tak jak „Superman na wszystkie pory roku” nie był komiksem o Człowieku ze Stali, tak „Batman. Azyl Arkham” nie jest o Mrocznym Rycerzu. To właśnie „Poważny dom na poważnej ziemi” jest tutaj głównym bohaterem – mrocznym, skrywającym wiele tajemnic, bólu i cierpienia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa powieść graficzna (bo słowo „komiks” nie oddaje jej charakteru) to jedna z najbardziej przejmujących i...