Uwielbiamy komiksy, to fakt, ale są wśród nas geeków i tacy (a jest nas całkiem spora grupka), którzy ponad wszystko muszą zaspokoić swoją popkulturową ciekawość i dowiedzieć się, ,,co by się na świecie nie działo, i choćby pod kroplówką w szpitalu człowiek leżał”, jak to wszystko z tym ,komiksem przez wielkie K” się zaczęło. I cóż by tu rzec, ukochane medium rozrywki wielu fanów różnych fikcyjnych światów osadzonych w różnych gatunkach i specyfikach graficznego ich przedstawiania ewoluuje na naszych oczach już od ponad 80 lat. Na początku było trudno, bo narracje graficzne, choć to zabrzmi dla totalnie zielonych, zaczynających przygodę z komiksem fanów: miał służyć jedynie tylko i wyłącznie celom propagandowym, ewentualnie, ,,gdzieś na boku” zapewniać tanią i szybką rozrywkę dla wszystkich ,,tych niższych klas” społecznych które mogłyby wydać jakieś ,,drobne” luźno dyndające w kieszeni, by umilić sobie czas pomiędzy pracą a snem.
Medium komiksowe, co lubię zawsze powtarzać przy okazji recenzowaniu i omawianiu danego komiksu w gatunku superbohaterskim, sci-fi lub thriller w miksie z horrorem, powinno określać się mianem ,,komiksowej myśli ludzkiej”. Bo komiks, to, cóż tu rzec... nie inaczej: rodzaj doznania i informacji o rozmaitych Uniwersach, czy nawet Multiwersach, z konkretnych dużych lub mniejszych wydawnictw, który z formy ,,pulpowej”, ot pasków będących hektar czasu temu dodatkiem do prostych magazynów z opowiadaniami i różnymi niszowymi historyjkami, na przestrzeni wielu dekad wyrósł on obecnie do postaci tak samo dla ogólnej kultury znaczącej, co dajmy na to – choć jest to odważne, nieco prywatne subiektywne spostrzeżenie – literatura klasyczna, piękna, czy doceniana wśród krytyków i czytelników różnogatunkowa beletrystyka: od horrorów począwszy, a na reportażach i pisanej brutalnie i realistycznie literaturze faktu skończywszy. Bardzo istotne w tym kontekście jest to, abyśmy mieli na uwadze iż współczesny komiks, czym by on nie był: może i mangą, może i mroczną adaptacją powieści grozy Lovecrafta czy thrillerem pokroju ,,Sin City”, swój pierwowzór zawdzięcza narodzinom idei i formy amerykańskiego komiksu: narracji graficznych o charakterystycznej tematyce, najbardziej poważanym obecnie na świecie (choć ten trend nie jest tak korzystny dla tego gatunku jak jeszcze jakieś 20-30 lat temu) nurcie superbohaterskim.
Dla niewtajemniczonego w temat ,,anty-nerda", komiksowe przestrzenie, na których rozgrywają się fantastyczne wydarzenia i pisane są te mniej oraz te bardziej lub totalnie heroiczne historie z udziałem multum postaci, piszące ważny rozdział dla rozbudowy i podkreślenia annałów dziedzictwa kulturowego cywilizacji, to takie... niby zwykłe Światy, na których rozgrywają się ,,jakieś tam” totalnie przewidywalne, turbo-stereotypowe superbohaterskie ,,opowiastki”. Jednakże, i tu pojawia się druga odsłona bycia czytelnikiem komiksu, jak i inna, o wiele lepsza i bardziej wymiarowa ,,strona medalu” tego medium: dla kogoś, kto dostrzeże w narracjach graficznych coś dla siebie, cholibka!, kto ,,ułamie” dla swojego własnego Ja nieco z ich fabularno-rysunkowej, całościowej głębi, to ten ktoś z czasem wyrośnie na prawdziwego miłośnika narracji zamkniętych w akcie iluzji ruchu poprzez odpowiednio dozowany rysunek i stosowane plansze oraz ,,kadrowanie. Taki nerd może stwierdzić, że ,,komiksy w całej swej tematycznej i gatunkowej okazałości stanowią potężne, wręcz monstrualne macierze tudzież wymiary – przestrzenie tak rozległe, jak rozległe są granice ludzkiej wyobraźni, na których może rozegrać się nieskończona ilość wydarzeń, z nieskończoną ilością postaci, relacji, historii mniej lub bardziej emocjonalnych, opisanych nieskończoną interpretacją danych gatunków". I ta nasza geekowska wyobraźnia, co ciekawe… jest naprawdę nieskończona, czego przykładem niech będzie jeszcze jeden wniosek: ,,komiksowa myśl ludzka” przez bite 80 lat z lekkim hakiem, dała Światu geeków i zwykłych ,,coniedzielnych czytelników gazetkowej rozrywki” nie tylko ,,jakieś tam Uniwersa”, ale raczej ,,meta-światy” – wymiary z setkami, jak nie z tysiącami Wszechświatów, z multum typami postaci, fantasmagorycznymi istotami, które to żyją na przeogromnej liczbie planet; także z licznymi możliwościami fabularnymi, wątkowymi; z rozgrywającymi się przyprawiającymi o gęsią skórkę, jak i powodującymi lekkie wzruszenie ramion i zniechęcenie, wydarzeniami. W ten sposób, sądzę, koniec końców wyobraźnia ludzka, która jak wiemy nie zna granic zaprowadziła mistrzów komiksu w gatunku superbohaterskim do nie tyle co stworzenia, a ,,wyłonienia z arkan ukrytej głębi heroicznych historii” jednego z najbardziej klasycznych, ikonicznych i wzbudzających szacunek u konserwatywnych fanów komiksu superbohaterskiego, dzieła pośród tego rodzaju medium, wypracowanego w pocie czoła w wydawnictwie DC Comics. Tym tytułem jest ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” autorstwa Marva Wolfmana, George’a Péreza, jako głównych demiurgów publikacji, a także wielu innych sprawnych rąk w pędzlu i ołówku, do których należą m.in. Dick Giordano, Karl Kesel, czy Tom McCraw.
Aby dojść, a właściwie dojrzeć fanowsko i decyzyjnie zarazem do zaopatrzenia się w tak klasyczny komiks w dziejach tego rodzaju mikrokosmosu rozrywki, jakim jest ta właśnie epokowa niniejszym omawiana i opisywana narracja obrazkowa, musiałem przejść niejedną burzę decyzyjną i doświadczyć niejeden komiks od DC Comics traktujący o zagładach Uniwersów i zmianach w jądrze Multiwersum w DC, gdzie wszystko to się na oceanie bezkresu nieskończonej przestrzeni rozgrywa. I tak, po solidnej lekturze, a miało to miejsce ,,jaaaaakiś” szmat czasu temu, co najmniej kilku pozycji z dość oryginalnej koncepcyjnie i fabularnie dla całego DC w sferze komiksu, linii wydawniczej pt. "DC Odrodzenie", w tym kilku z tzw. dziwnej ,,pod-linii” wydawniczej z Odrodzenia, ot ,,Droga do Odrodzenia”, gdzie w tytułach tych realizowały się ,,pewne echa” decyzji wydawnictwa, które w 2011 roku postanowiło rozpocząć swoisty restart całego "Multiversum", które istniało już od kilkudziesięciu lat (patrz – seria komiksów "Flashpoint. Punkt krytyczny", i wydarzenia mające po nich miejsce, które "Multiversum" zastąpiło czymś, co nazwano ,,The New 52”… Tak, jest to dość skomplikowane i pogmatwane), sięgnąłem po coś o wiele bardziej pierwotnego, coś co wywołało pierwszą ,,kolizję” Światów w DC w dziejach komiksów tej marki, coś bez czego koncept ,,Wieloświata” w całym organizmie Komiksu na świecie, nie byłby tym czym jest obecnie, w ogóle być może by nie istniał, a o takich późniejszych klasykach jak ,,Flashpoint” i kolejnym restarcie w DC nikt nigdy by nie usłyszał. ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” okazał się tą tuzą publikacji w komiksie, której po prostu potrzebowałem, a o czym nie wiedziałem, że dzięki jego treści poukładam sobie w głowie ten tygiel historii, który wpłynął na ewolucję całego DC Universe, które to każdy fan doświadcza po dziś dzień. To kilkaset klasycznie pisanych, z widoczną (choć nie do końca perfekcyjną w swoim efekcie) iskrą talentu scenopisarskiego, stron z graficznie nostalgicznie choć twardo uwydatnianą treścią – coś, co dla jednych może być ,,tylko ważnym komiksem”, a dla drugich reprezentantem środowiska prawdziwej sztuki komiksu. Za druk w Polsce odpowiada wydawnictwo Egmont, które to niniejszym recenzowane wydanie ,,Kryzysu” wypuściła na nasz rynek w pięknej twardej okładce i harmonijnie współgrającej kolorystycznie obwolucie. Dostaliśmy w ten sposób potężny fizycznie, jak jakaś akademicka cegła dla studentów Medycyny, dzieło – coś, co przeczytaniu zmieniło moje relacje na linii: ,,fan a Uniwersum DC”, i kto wie, czy nie jest to najbardziej kluczowy dla mojego zrozumienia dziedzictwa DC Unvierse komiks, jakiego doświadczyłem. Plus te kapitalne dodatki ,,zza kulis" pracy nad wydaniem - perełka i sosik do wyjątkowości tej opasłej, ale pięknej lektury!
Gdy się jest fanem komiksu, często jest tak, że nie da się nie reagować dziwacznie, na to co w komiksach się po prostu rozgrywa. Tak, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, co napomknąłem pośrednio powyżej, zareagowałem i Ja po ogarnięciu całości około 370 stron głównej historii w ,,Kryzysie...”. Bo historia tu przedstawiona to jedna z najbardziej złożonych opowieści komiksowych, jakie kiedykolwiek widziałem, czytałem, w ogóle całymi swymi zmysłami, nawet tym ,,szóstym”, jakby będącym intuicją i czymś ,,ponadczasowo-geekowskim” doświadczałem. Trudno ocenić i opisać dokładny zakres fabuły tu zawartej, także samych nakreślonych wątków. Zasięg wizualny i ten narracyjny można opisać więc tak... jakbyśmy mieli do czynienia podczas lektury tego tytułu z komiksowym odpowiednikiem totalnie epickiego, stworzonego porządnie i z arcy-rozmachem, działającego efektownie i efektywnie na widza filmu superheroe z MCU, pt. ,,Avengers: Endgame”, będącym zwieńczeniem 11 lat pracy tak zwanych ,,Faz MCU”, czyli realizacji wszystkich filmów Marvel Studios prowadzących konsekwentnie do jednej dużej historii, mającej zwieńczyć się właśnie w 2019 roku w postaci, mówiąc dość skrótowo: tej ostatecznej, po ,,Infinity War” walki Mścicieli i ich licznych kompanów z prze-potężnym i inteligentnym Thanosem i jego świtą. W ,,Kryzysie…” Wolfmana i Pereza jest podobnie, możliwe, że nawet jeszcze bardziej skomplikowanie i arcyciekawie. Mało tego w narracji naszych artystów komiksu przewinęło się tyle bohaterów, antybohaterów i postaci negatywnych, że gdyby pociągnąć jeszcze inaczej całość tej lektury, cóż, mielibyśmy mało fabuły, ale za to ,,sporooo" encyklopedii postaci z Świata/ów DC.
,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”, co może i jest bardziej subiektywne niż obiektywne – każdy z nas inaczej podchodzi do doświadczenia tak tubalnych, rozgałęzionych na odrębne ,,mikrokosmosy” opowieści, dużych komiksów, ot wydań zbiorczych, prezentujących na dodatek dość solidną, zwartą i całkiem konsekwentną historię zmieniającą oblicze całego Świata, z którego ona pochodzi, jak ta Wolfmana i Pereza – nie jest pozycją dla każdego komiksomaniaka; powiedziałbym, że ,,W & P i spółka" innych artystów tworzących od podstaw do ostateczności całe około 380 stron składających się na niniejsze wydanie, to tytuł dla rasowych wyjadaczy komiksowych, kochających cierpliwie i stoicko spokojnie doświadczać strona po stronie całego wieloetapowego, multiwątkowego, wieloświatowego na płaszczyźnie DC ,,Kryzysu…” tu zawartego. Doszło do tego, choć to pozytywny jak dla mnie skutek potęgi tej historii: sam nie pamiętam ile ten pierońsko skomplikowany komiks, choć delikatnie w około połowy zawartości wybijający z rytmu, ,,roboczo-godzin!” czytałem.
Działo się tu tyle, że niektórych małych wątków nie pamiętam, ani postaci, tym bardziej trudno będzie w pełni opisać o co dokładnie chodziło w tak wyjątkowo dla historii wydawnictwa DC Comics tworzonym wydarzeniu. Określenie, że superbohaterowie z wielu Światów pod sztandarem Monitora muszą przeciwstawić się Anty-Monitorowi, który falami antymaterii będzie anihilował całe Multiversum, praktycznie doszczętnie je niszcząc, to tak jakby totalne uproszczenie. I choćby nie wiem, co się w społeczności / przemyśle komiksowym miało wydarzyć... fakt, faktem ,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” zmienił znacząco porządek w sercu DC, jak i nakreślił jego obecnie realizowaną wtenczas mającą wybrzmieć przyszłość.
Opinia
Mocna historia z udziałem mrocznego rycerza i bardzo realistyczna, widać tutaj że Batman jest tylko człowiekiem i popełnia błędy które puzniej sporo go kosztują i to mi się najbardziej podobało. Fabuła i rysunki również bardzo dobre nic tylko zabierać się za drugi tom.
Mocna historia z udziałem mrocznego rycerza i bardzo realistyczna, widać tutaj że Batman jest tylko człowiekiem i popełnia błędy które puzniej sporo go kosztują i to mi się najbardziej podobało. Fabuła i rysunki również bardzo dobre nic tylko zabierać się za drugi tom.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to