Batman - Ziemia Jeden: Tom 1

Okładka książki Batman - Ziemia Jeden: Tom 1
Geoff JohnsGary Frank Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Batman: Ziemia Jeden (tom 1) Seria: DC Deluxe komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Batman: Ziemia Jeden (tom 1)
Seria:
DC Deluxe
Tytuł oryginału:
Batman: Earth One
Data wydania:
2015-04-22
Data 1. wyd. pol.:
2015-04-22
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328110182
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Batman - Ziemia Jeden: Tom 1 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Batman - Ziemia Jeden: Tom 1

Średnia ocen
7,7 / 10
261 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
249
18

Na półkach:

Mocna historia z udziałem mrocznego rycerza i bardzo realistyczna, widać tutaj że Batman jest tylko człowiekiem i popełnia błędy które puzniej sporo go kosztują i to mi się najbardziej podobało. Fabuła i rysunki również bardzo dobre nic tylko zabierać się za drugi tom.

Mocna historia z udziałem mrocznego rycerza i bardzo realistyczna, widać tutaj że Batman jest tylko człowiekiem i popełnia błędy które puzniej sporo go kosztują i to mi się najbardziej podobało. Fabuła i rysunki również bardzo dobre nic tylko zabierać się za drugi tom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

389 użytkowników ma tytuł Batman - Ziemia Jeden: Tom 1 na półkach głównych
  • 307
  • 82
207 użytkowników ma tytuł Batman - Ziemia Jeden: Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 95
  • 50
  • 26
  • 13
  • 8
  • 5
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Batman - Ziemia Jeden: Tom 1

Inne książki autora

Okładka książki Geiger, vol. 5 Gary Frank, Geoff Johns
Ocena 0,0
Geiger, vol. 5 Gary Frank, Geoff Johns
Okładka książki The Flash: Rebirth Geoff Johns, Francis Manapul, Ethan Van Sciver
Ocena 0,0
The Flash: Rebirth Geoff Johns, Francis Manapul, Ethan Van Sciver
Okładka książki Green Lantern Compendium Two: The Sinestro Corps War Dave Gibbons, Geoff Johns, Ivan Reis, Peter J. Tomasi
Ocena 0,0
Green Lantern Compendium Two: The Sinestro Corps War Dave Gibbons, Geoff Johns, Ivan Reis, Peter J. Tomasi
Okładka książki Green Lantern Compendium One: Rebirth Dave Gibbons, Patrick Gleason, Geoff Johns, Ethan Van Sciver
Ocena 0,0
Green Lantern Compendium One: Rebirth Dave Gibbons, Patrick Gleason, Geoff Johns, Ethan Van Sciver
Okładka książki Geiger, vol. 4 Gary Frank, Geoff Johns
Ocena 0,0
Geiger, vol. 4 Gary Frank, Geoff Johns
Okładka książki Redcoat, vol 2 Bryan Hitch, Geoff Johns
Ocena 0,0
Redcoat, vol 2 Bryan Hitch, Geoff Johns
Okładka książki Stowarzyszenie Sprawiedliwości: Powrót! David S. Goyer, Geoff Johns, Michael Lark, James Robinson, William Rosado, Mark Waid
Ocena 6,1
Stowarzyszenie Sprawiedliwości: Powrót! David S. Goyer, Geoff Johns, Michael Lark, James Robinson, William Rosado, Mark Waid
Geoff Johns
Geoff Johns
Amerykański twórca komiksów i scenariuszy telewizyjnych, producent telewizyjny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Superman: Czerwony syn Mark Millar
Superman: Czerwony syn
Mark Millar Kilian Plunkett Dave Johnson
Interesują mnie alternatywne światy i historie typu „co by było gdyby”, dlatego po Czerwonego Syna sięgnąłem z dużą ciekawością. Na co dzień nie jestem wielkim fanem Supermana, ale sam koncept tej opowieści mnie kupił. Mark Millar — twórca znany m.in. z The Ultimates czy Kick-Ass — wziął na warsztat ikonę amerykańskiej popkultury i postawił ją w zupełnie innym kontekście historycznym. Tutaj Kal-El nie ląduje w Kansas, lecz w ZSRR i dorasta w realiach radzieckiego systemu. To odwrócenie mitu Supermana jest sercem tej historii. Zamiast symbolu amerykańskiego snu dostajemy symbol potęgi komunizmu. Ten zabieg otwiera pole do wielu ciekawych rozważań politycznych i ideologicznych. Fabularnie to naprawdę solidna opowieść, z kilkoma twistami, które potrafią zaskoczyć. Podobało mi się, jak Millar bawi się znanymi postaciami z uniwersum DC. Wonder Woman, Brainiac czy przede wszystkim Lex Luthor (wraz z Lois Luthor) zostali przedstawieni w odświeżony, ale logiczny sposób. Szczególnie relacja Luthora z Supermanem jest tu ciekawie rozpisana — jako starcie dwóch wizji świata, a nie tylko klasyczne dobro kontra zło. Klimat komiksu jest chłodny, momentami wręcz propagandowy w tonie — i to działa. Czuć ciężar ideologii, kontrolę, napięcie między wolnością jednostki a bezpieczeństwem zbiorowym. To nie jest typowa historia o pelerynie i ratowaniu świata, ale bardziej polityczna przypowieść o władzy i jej konsekwencjach. Jeśli chodzi o stronę wizualną, jest poprawnie. Dave Johnson i Kilian Plunkett wykonali solidną robotę, choć kreska nie wyróżnia się szczególnie na tle komiksów z początku lat 2000. Momentami ma lekko kreskówkowy charakter, co nie zawsze idealnie współgra z ciężarem tematu, ale ogólnie spełnia swoje zadanie.
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Kryzys tożsamości Brad Meltzer
Kryzys tożsamości
Brad Meltzer Rags Morales Alex Sinclair Michael Bair
Wpadłem ostatnio mocno. W wir nowości, w permanentne śledzenie zapowiedzi, gorączkowe planowanie zakupów. Jakże łatwo się w tym zagubić, czytać średnie i średnie plus nowości, zapomnieć o tym, że są jeszcze Ważne Komiksy do przeczytania. Czasem jednak się udaje po nie sięgnąć, w dużym stopniu za sprawą warszawskiej Biblioteki Komiksowo. Toteż złapałem ostatnio “Kryzys tożsamości”, często wymieniany jako jeden z bardziej wartościowych komiksów ze stajni DC. Jego wyjątkowość ma polegać na tym co zwykle, czyli na Świeżym Podejściu do Superbohaterów, na uczłowieczeniu ich, pokazaniu bardziej obyczajowych dramatów i wyzwań. Jednak na początku wita nas ohydna kreska. Dobra, jestem uprzedzony trochę. Jest szczegółowa, dynamiczna, zrozumiała, to po prostu ta kiczowata, pstrokata kreska superhero lat dziewięćdziesiątych, której szczerze nie znoszę. Na tym tle nie ma pozytywnych zaskoczeń. Na poziomie scenariusza, cholera, są. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci żony jednego z mniej znanych superbohaterów, po której rozpoczyna się śledztwo (również wewnętrzne), budzi się nieufność, ale i strach o bliskich, których przecież nikt nie ma prawa mieć na celowniku, temu w końcu ma służyć ukrywanie tożsamości. To dość tragiczna historia, która zaiste z innej perspektywy patrzy na instytucję superbohaterów. Mimo ogromnej gwardii postaci, komiks ma w sobie ogrom intymności, opiera się w dużym stopniu na (zaskakująco wiarygodnych) dialogach. Widzimy tu bohaterów rozdartych, bohaterów złych, pogrążonych w żałobie, przerażonych. Widzimy żywe, przyziemne relacje. Pojawiają się tu też zaskakująco ponure, szokujące, ciężkie tematy i rozwiązania fabularne. Ktoś może powiedzieć, że próbują na siłę szokować, ale mną na pewnym poziomie ten komiks autentycznie wstrząsnął. A na pewnym wzruszył. Jest to też w końcu na pewnym poziomie naprawdę przyzwoity i sprawnie poprowadzony kryminał. To historia intensywna emocjonalnie, pełna żalu, przestrzeni na przemyślenia, opowiedziana z wyczuciem i delikatnością. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na 8 1 rok temu
Batman Noir. Trybunał Sów Greg Capullo
Batman Noir. Trybunał Sów
Greg Capullo Scott Snyder James Tynion IV Rafael Albuqerque
“Trybunał Sów” to moje czwarte podejście do komiksowego uniwersum Batmana po “Roku Pierwszym”, “Zabójczym Żarcie” i “Człowieku, Który Się Śmiał” - przez wielu moich znajomych, którzy od dawna siedzieli w tym uniwersum, “Trybunał Sów” miał być czymś co wyrzuci mnie z kapci i sprawi, że będę chciał czytać już tylko to co wymyślił Scott Snyder. Tymczasem okazało się wręcz odwrotnie, a mój szacunek do poprzednich komiksów o Batmanie jeszcze bardziej wzrósł. Brzmi to trochę jak początek skrajnie negatywnej recenzji, jednak ta wcale tak nie będzie wyglądała - chcę po prostu na początku zaznaczyć, że mimo styczności z dość dobrym komiksem, nie dał mi on aż tylu pozytywnych bodźców co inne komiksy o Batmanie wydane w serii wydawniczej DC COMPACT. “Trybunał Sów” pióra Scotta Snydera, opatrzony ilustracjami Grega Capullo to najgrubszy z dotychczasowych tomów DC COMPACT traktujących o Batmanie i może być nie lada niespodzianką dla fanów Mrocznego Rycerza, bowiem zawiera w sobie wszystkie 11 zeszytów, a także dwa dodatkowe mini-opowiadania, stanowiące łącznie spójną opowieść o największej tajemnicy miasta Gotham, czyli o tytułowym Trybunale Sów. I muszę przyznać, że sama koncepcja owego komiksu z miejsca mnie kupiła, uwielbiam bowiem historie spiskowe oraz motyw organizacji rządzących światem, stąd też “Trybunał Sów” wydawał mi się komiksem idealnie skrojonym pode mnie. Okazało się jednak, że mimo świetnego pomysłu, sposób przedstawienia tej historii był daleki od ideału i sprawił, że końcowo zamiast czuć się tą opowieścią zafascynowany to byłem znużony. Wdzięczny za możliwość zapoznania się z tą historią, ale jednak znużony. Problem według mnie leży w tym, że niniejsza powieść graficzna, mimo swoich dużych rozmiarów, paradoksalnie nie mieści w sobie dużo uporządkowanej treści - narracja jest dość chaotyczna, wydarzenia wydają się być wplątywane w nić fabularną w zależności od potrzeby, i mimo świetnych konceptów, miejscami po prostu rozkojarzają, a nie nastrajają. Świetnym według mnie pomysłem było ukazanie psychologicznego aspektu tej opowieści i przedstawienie psychiki Batmana w bardzo, ale to bardzo mroczny sposób - to zdecydowanie największy atut “Trybunału Sów” i osobiście uważam, że gdyby autorzy skupili się jedynie na tym to byłby to jeden z najciekawszych komiksów o Batmanie w historii. Autorzy jednak nie koncentrują się jedynie na tym wątku i próbują wsadzić do swojego dzieła wszystko co się da, w konsekwencji czego powstaje nam dzieło pompatyczne, ale pełne ukrytych pułapek. Podobnie mają się ilustracje autorstwa Grega Capullo - z jednej strony zachwycające i dopieszczone (zwłaszcza we wspomnianych sekwencjach psychozy) by za chwilę zmienić się w przeciętne i nieinteresujące panele. Najbardziej widać to po profilach bohaterów - Bruce Wayne dosłownie wygląda jakby cierpiał na prognatyzm żuchwy, podczas gdy jak zakłada maskę Batmana to wada zgryzu magicznie się cofa. Takich głupotek jest więcej, jednak nie sposób zabrać Capullo tego, że gdy trzeba zachwycić czytelników nastrojowymi panelami to ten zdecydowanie potrafi to zrobić. Podsumowując, nie jest to komiks zły, wręcz powiedziałbym, że jest komiksem bardzo dobrym, jednak przez wzgląd na zbytni chaos i brak uporządkowanej konsekwencji nie jest on tak dobry, jak mógłby być w alternatywnej rzeczywistości. Otrzymujemy powieść graficzną z rewelacyjną koncepcją, jednak z brakiem odpowiedniego pomysłu na siebie przez co mimo fascynujących intryg, psychozy czy scen walki to nie pozwala czytelnikowi skupić się w dostateczny sposób na żadnej z tych kwestii i w konsekwencji powoduje znużenie. Niemniej jednak polecam ten komiks dla bardziej doświadczonych czytelników i fanów uniwersum, którzy wiedzą czego mogą się po “Trybunale Sów” spodziewać i znajdą przyjemność w odkrywaniu wielu ukrytych nawiązań i easter-eggów. Jeśli spodobało Ci się co tu napisałem to zapraszam na mojego Instagrama (kulturiada) po więcej recenzji i ciekawostek ze świata kultury, będę niezwykle wdzięczny za każdy rodzaj wsparcia :) https://www.instagram.com/kulturiada/
KULTURIADA - awatar KULTURIADA
oceniła na 6 3 miesiące temu
Kryzys na nieskończonych ziemiach Marv Wolfman
Kryzys na nieskończonych ziemiach
Marv Wolfman George Pérez
Uwielbiamy komiksy, to fakt, ale są wśród nas geeków i tacy (a jest nas całkiem spora grupka), którzy ponad wszystko muszą zaspokoić swoją popkulturową ciekawość i dowiedzieć się, ,,co by się na świecie nie działo, i choćby pod kroplówką w szpitalu człowiek leżał”, jak to wszystko z tym ,komiksem przez wielkie K” się zaczęło. I cóż by tu rzec, ukochane medium rozrywki wielu fanów różnych fikcyjnych światów osadzonych w różnych gatunkach i specyfikach graficznego ich przedstawiania ewoluuje na naszych oczach już od ponad 80 lat. Na początku było trudno, bo narracje graficzne, choć to zabrzmi dla totalnie zielonych, zaczynających przygodę z komiksem fanów: miał służyć jedynie tylko i wyłącznie celom propagandowym, ewentualnie, ,,gdzieś na boku” zapewniać tanią i szybką rozrywkę dla wszystkich ,,tych niższych klas” społecznych które mogłyby wydać jakieś ,,drobne” luźno dyndające w kieszeni, by umilić sobie czas pomiędzy pracą a snem. Medium komiksowe, co lubię zawsze powtarzać przy okazji recenzowaniu i omawianiu danego komiksu w gatunku superbohaterskim, sci-fi lub thriller w miksie z horrorem, powinno określać się mianem ,,komiksowej myśli ludzkiej”. Bo komiks, to, cóż tu rzec... nie inaczej: rodzaj doznania i informacji o rozmaitych Uniwersach, czy nawet Multiwersach, z konkretnych dużych lub mniejszych wydawnictw, który z formy ,,pulpowej”, ot pasków będących hektar czasu temu dodatkiem do prostych magazynów z opowiadaniami i różnymi niszowymi historyjkami, na przestrzeni wielu dekad wyrósł on obecnie do postaci tak samo dla ogólnej kultury znaczącej, co dajmy na to – choć jest to odważne, nieco prywatne subiektywne spostrzeżenie – literatura klasyczna, piękna, czy doceniana wśród krytyków i czytelników różnogatunkowa beletrystyka: od horrorów począwszy, a na reportażach i pisanej brutalnie i realistycznie literaturze faktu skończywszy. Bardzo istotne w tym kontekście jest to, abyśmy mieli na uwadze iż współczesny komiks, czym by on nie był: może i mangą, może i mroczną adaptacją powieści grozy Lovecrafta czy thrillerem pokroju ,,Sin City”, swój pierwowzór zawdzięcza narodzinom idei i formy amerykańskiego komiksu: narracji graficznych o charakterystycznej tematyce, najbardziej poważanym obecnie na świecie (choć ten trend nie jest tak korzystny dla tego gatunku jak jeszcze jakieś 20-30 lat temu) nurcie superbohaterskim. Dla niewtajemniczonego w temat ,,anty-nerda", komiksowe przestrzenie, na których rozgrywają się fantastyczne wydarzenia i pisane są te mniej oraz te bardziej lub totalnie heroiczne historie z udziałem multum postaci, piszące ważny rozdział dla rozbudowy i podkreślenia annałów dziedzictwa kulturowego cywilizacji, to takie... niby zwykłe Światy, na których rozgrywają się ,,jakieś tam” totalnie przewidywalne, turbo-stereotypowe superbohaterskie ,,opowiastki”. Jednakże, i tu pojawia się druga odsłona bycia czytelnikiem komiksu, jak i inna, o wiele lepsza i bardziej wymiarowa ,,strona medalu” tego medium: dla kogoś, kto dostrzeże w narracjach graficznych coś dla siebie, cholibka!, kto ,,ułamie” dla swojego własnego Ja nieco z ich fabularno-rysunkowej, całościowej głębi, to ten ktoś z czasem wyrośnie na prawdziwego miłośnika narracji zamkniętych w akcie iluzji ruchu poprzez odpowiednio dozowany rysunek i stosowane plansze oraz ,,kadrowanie. Taki nerd może stwierdzić, że ,,komiksy w całej swej tematycznej i gatunkowej okazałości stanowią potężne, wręcz monstrualne macierze tudzież wymiary – przestrzenie tak rozległe, jak rozległe są granice ludzkiej wyobraźni, na których może rozegrać się nieskończona ilość wydarzeń, z nieskończoną ilością postaci, relacji, historii mniej lub bardziej emocjonalnych, opisanych nieskończoną interpretacją danych gatunków". I ta nasza geekowska wyobraźnia, co ciekawe… jest naprawdę nieskończona, czego przykładem niech będzie jeszcze jeden wniosek: ,,komiksowa myśl ludzka” przez bite 80 lat z lekkim hakiem, dała Światu geeków i zwykłych ,,coniedzielnych czytelników gazetkowej rozrywki” nie tylko ,,jakieś tam Uniwersa”, ale raczej ,,meta-światy” – wymiary z setkami, jak nie z tysiącami Wszechświatów, z multum typami postaci, fantasmagorycznymi istotami, które to żyją na przeogromnej liczbie planet; także z licznymi możliwościami fabularnymi, wątkowymi; z rozgrywającymi się przyprawiającymi o gęsią skórkę, jak i powodującymi lekkie wzruszenie ramion i zniechęcenie, wydarzeniami. W ten sposób, sądzę, koniec końców wyobraźnia ludzka, która jak wiemy nie zna granic zaprowadziła mistrzów komiksu w gatunku superbohaterskim do nie tyle co stworzenia, a ,,wyłonienia z arkan ukrytej głębi heroicznych historii” jednego z najbardziej klasycznych, ikonicznych i wzbudzających szacunek u konserwatywnych fanów komiksu superbohaterskiego, dzieła pośród tego rodzaju medium, wypracowanego w pocie czoła w wydawnictwie DC Comics. Tym tytułem jest ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” autorstwa Marva Wolfmana, George’a Péreza, jako głównych demiurgów publikacji, a także wielu innych sprawnych rąk w pędzlu i ołówku, do których należą m.in. Dick Giordano, Karl Kesel, czy Tom McCraw. Aby dojść, a właściwie dojrzeć fanowsko i decyzyjnie zarazem do zaopatrzenia się w tak klasyczny komiks w dziejach tego rodzaju mikrokosmosu rozrywki, jakim jest ta właśnie epokowa niniejszym omawiana i opisywana narracja obrazkowa, musiałem przejść niejedną burzę decyzyjną i doświadczyć niejeden komiks od DC Comics traktujący o zagładach Uniwersów i zmianach w jądrze Multiwersum w DC, gdzie wszystko to się na oceanie bezkresu nieskończonej przestrzeni rozgrywa. I tak, po solidnej lekturze, a miało to miejsce ,,jaaaaakiś” szmat czasu temu, co najmniej kilku pozycji z dość oryginalnej koncepcyjnie i fabularnie dla całego DC w sferze komiksu, linii wydawniczej pt. "DC Odrodzenie", w tym kilku z tzw. dziwnej ,,pod-linii” wydawniczej z Odrodzenia, ot ,,Droga do Odrodzenia”, gdzie w tytułach tych realizowały się ,,pewne echa” decyzji wydawnictwa, które w 2011 roku postanowiło rozpocząć swoisty restart całego "Multiversum", które istniało już od kilkudziesięciu lat (patrz – seria komiksów "Flashpoint. Punkt krytyczny", i wydarzenia mające po nich miejsce, które "Multiversum" zastąpiło czymś, co nazwano ,,The New 52”… Tak, jest to dość skomplikowane i pogmatwane), sięgnąłem po coś o wiele bardziej pierwotnego, coś co wywołało pierwszą ,,kolizję” Światów w DC w dziejach komiksów tej marki, coś bez czego koncept ,,Wieloświata” w całym organizmie Komiksu na świecie, nie byłby tym czym jest obecnie, w ogóle być może by nie istniał, a o takich późniejszych klasykach jak ,,Flashpoint” i kolejnym restarcie w DC nikt nigdy by nie usłyszał. ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” okazał się tą tuzą publikacji w komiksie, której po prostu potrzebowałem, a o czym nie wiedziałem, że dzięki jego treści poukładam sobie w głowie ten tygiel historii, który wpłynął na ewolucję całego DC Universe, które to każdy fan doświadcza po dziś dzień. To kilkaset klasycznie pisanych, z widoczną (choć nie do końca perfekcyjną w swoim efekcie) iskrą talentu scenopisarskiego, stron z graficznie nostalgicznie choć twardo uwydatnianą treścią – coś, co dla jednych może być ,,tylko ważnym komiksem”, a dla drugich reprezentantem środowiska prawdziwej sztuki komiksu. Za druk w Polsce odpowiada wydawnictwo Egmont, które to niniejszym recenzowane wydanie ,,Kryzysu” wypuściła na nasz rynek w pięknej twardej okładce i harmonijnie współgrającej kolorystycznie obwolucie. Dostaliśmy w ten sposób potężny fizycznie, jak jakaś akademicka cegła dla studentów Medycyny, dzieło – coś, co przeczytaniu zmieniło moje relacje na linii: ,,fan a Uniwersum DC”, i kto wie, czy nie jest to najbardziej kluczowy dla mojego zrozumienia dziedzictwa DC Unvierse komiks, jakiego doświadczyłem. Plus te kapitalne dodatki ,,zza kulis" pracy nad wydaniem - perełka i sosik do wyjątkowości tej opasłej, ale pięknej lektury! Gdy się jest fanem komiksu, często jest tak, że nie da się nie reagować dziwacznie, na to co w komiksach się po prostu rozgrywa. Tak, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, co napomknąłem pośrednio powyżej, zareagowałem i Ja po ogarnięciu całości około 370 stron głównej historii w ,,Kryzysie...”. Bo historia tu przedstawiona to jedna z najbardziej złożonych opowieści komiksowych, jakie kiedykolwiek widziałem, czytałem, w ogóle całymi swymi zmysłami, nawet tym ,,szóstym”, jakby będącym intuicją i czymś ,,ponadczasowo-geekowskim” doświadczałem. Trudno ocenić i opisać dokładny zakres fabuły tu zawartej, także samych nakreślonych wątków. Zasięg wizualny i ten narracyjny można opisać więc tak... jakbyśmy mieli do czynienia podczas lektury tego tytułu z komiksowym odpowiednikiem totalnie epickiego, stworzonego porządnie i z arcy-rozmachem, działającego efektownie i efektywnie na widza filmu superheroe z MCU, pt. ,,Avengers: Endgame”, będącym zwieńczeniem 11 lat pracy tak zwanych ,,Faz MCU”, czyli realizacji wszystkich filmów Marvel Studios prowadzących konsekwentnie do jednej dużej historii, mającej zwieńczyć się właśnie w 2019 roku w postaci, mówiąc dość skrótowo: tej ostatecznej, po ,,Infinity War” walki Mścicieli i ich licznych kompanów z prze-potężnym i inteligentnym Thanosem i jego świtą. W ,,Kryzysie…” Wolfmana i Pereza jest podobnie, możliwe, że nawet jeszcze bardziej skomplikowanie i arcyciekawie. Mało tego w narracji naszych artystów komiksu przewinęło się tyle bohaterów, antybohaterów i postaci negatywnych, że gdyby pociągnąć jeszcze inaczej całość tej lektury, cóż, mielibyśmy mało fabuły, ale za to ,,sporooo" encyklopedii postaci z Świata/ów DC. ,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”, co może i jest bardziej subiektywne niż obiektywne – każdy z nas inaczej podchodzi do doświadczenia tak tubalnych, rozgałęzionych na odrębne ,,mikrokosmosy” opowieści, dużych komiksów, ot wydań zbiorczych, prezentujących na dodatek dość solidną, zwartą i całkiem konsekwentną historię zmieniającą oblicze całego Świata, z którego ona pochodzi, jak ta Wolfmana i Pereza – nie jest pozycją dla każdego komiksomaniaka; powiedziałbym, że ,,W & P i spółka" innych artystów tworzących od podstaw do ostateczności całe około 380 stron składających się na niniejsze wydanie, to tytuł dla rasowych wyjadaczy komiksowych, kochających cierpliwie i stoicko spokojnie doświadczać strona po stronie całego wieloetapowego, multiwątkowego, wieloświatowego na płaszczyźnie DC ,,Kryzysu…” tu zawartego. Doszło do tego, choć to pozytywny jak dla mnie skutek potęgi tej historii: sam nie pamiętam ile ten pierońsko skomplikowany komiks, choć delikatnie w około połowy zawartości wybijający z rytmu, ,,roboczo-godzin!” czytałem. Działo się tu tyle, że niektórych małych wątków nie pamiętam, ani postaci, tym bardziej trudno będzie w pełni opisać o co dokładnie chodziło w tak wyjątkowo dla historii wydawnictwa DC Comics tworzonym wydarzeniu. Określenie, że superbohaterowie z wielu Światów pod sztandarem Monitora muszą przeciwstawić się Anty-Monitorowi, który falami antymaterii będzie anihilował całe Multiversum, praktycznie doszczętnie je niszcząc, to tak jakby totalne uproszczenie. I choćby nie wiem, co się w społeczności / przemyśle komiksowym miało wydarzyć... fakt, faktem ,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” zmienił znacząco porządek w sercu DC, jak i nakreślił jego obecnie realizowaną wtenczas mającą wybrzmieć przyszłość.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 9 6 miesięcy temu
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Alan Moore
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje
Alan Moore Dough Mahnke Brian Bolland Ed Brubaker
[Recenzja dotyczy wydania z roku 2012, która należy do serii "Mistrzowie Komiksu"] Oto dzieło, które znajduje się w mojej ścisłej czołówce jeżeli chodzi o ranking najlepszych komiksów o Batmanie. Alan Moore uznawany jest (według mnie jak najbardziej słusznie) za jednego z najwybitniejszych scenarzystów opowieści obrazkowych i swój kunszt pisarski potwierdza w "Zabójczym Żarcie". Do tej opowieści wracam raz na kilka lat i nawet parokrotne przeczytanie nie ujmuje niczego z jej jakości. Moore napisał kompleksowe dzieło, które teraz doceniam nawet bardziej niż w momencie kiedy zapoznałem się z nim po raz pierwszy dekadę temu. Fabuła koncentruje się na jednym z nieskończonych starć toczonych pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a jego nemezis, czyli Jokerem. Kolejny raz Klauni Książę Zbrodni ucieka z Azylu Arkham, aby urzeczywistnić wyjątkowo osobliwe przeświadczenie, które zrodziło się w jego chaotycznym i nieprzeniknionym umyśle szaleńca. Otóż według Arcywroga Batmana wystarczy tylko jeden wyjątkowo zły dzień, aby przeżyta trauma doprowadziła do obłędu każdą osobę, nawet tę najbardziej zrównoważoną i odporną psychicznie. W celu udowodnienia swojej tezy, że szaleństwo może dotknąć wszystkich, Joker tym razem przedsięweźmie wszelkie możliwe środki, żeby zniszczyć psychikę Komisarza Jamesa Gordona: najlepszego i najszlachetniejszego policjanta w Gotham City. W tym celu posłuży się jego córką Barbarą, która stanie się ofiarą wyjątkowo brutalnego ataku. Napaść na rodzinę Gordonów to tylko środek do celu jakim jest zastawienie kolejnej pułapki na Batmana, w którego poczytalność Joker nie wierzy i liczy na to, że w końcu próby obnażenia przed Zamaskowanym Krzyżowcem jego faktycznego stanu psychicznego zakończą się sukcesem. "Zabójczy Żart" to dzieło przełomowe, ponieważ było jednym z pierwszych tytułów powstałych w drugiej połowie lat 80 XX wieku, które zredefiniowały gatunek komiksów superbohaterskich wprowadzając do nich niespotykaną do tej pory fabularną jakość i głębię dzięki dojrzałemu przedstawianiu poruszanych wątków. Na uwagę w omawianym tytule zasługuje przede wszystkim postać Jokera, ponieważ to o nim tak naprawdę jest ta opowieść. Scenarzysta przedstawia genezę tego najsłynniejszego adwersarza Człowieka Nietoperza, ale oprócz świetnie poprowadzonej retrospekcji jego geniusz objawił się też w sugestii, że historia narodzin tego złoczyńcy ukazana w tym komiksie jest tylko jednym z wielu możliwych wariantów. Jeżeli chodzi o charakter i osobowość Błazeńskiego Księcia Zbrodni w niniejszej pozycji to jest to ta jego wersja, która najbardziej mi się spodobała i którą najbardziej cenię. Nemezis Batmana w interpretacji Alana Moore'a to człowiek złamany przez egzystencję w irracjonalnym świecie, pełnym okrucieństwa i braku głębszego sensu. Absurdalna rzeczywistość i rządzący nią ślepy los, które Jokerowi tak brutalnie objawiły się w chwili, kiedy doświadczył "najgorszego dnia w swoim życiu" sprawiły, że zamiast walczyć i buntować się przeciwko wszechobecnej niesprawiedliwości i stojącemu za nią złu wybrał najbardziej racjonalne rozwiązanie, jakie przyszło mu do głowy: mianowicie oszalał. W tym komiksie arcywróg Mrocznego Rycerza nie jest uosobieniem chaotycznego zła, psychopatycznym błaznem, seryjnym mordercą czy gangsterem o wyjątkowo zabójczym poczuciu humoru, tylko zrozpaczonym nihilistą, dla którego życie to chory żart. Jedynym remedium na potworność i bezsens egzystencji jest ucieczka w śmiech i obłęd, ponieważ walka jest z góry skazana na porażkę i podjęcie się jej również świadczy o pewnego rodzaju zaburzeniach psychicznych. Z tego też powodu Joker nieustępliwie próbuje udowodnić Batmanowi, że tak naprawdę obaj są szaleni, tylko każdy na swój swoisty sposób. Ten doskonale napisany konflikt światopoglądowy pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a Błazeńskim Księciem Zbrodni doprowadzi do niezapomnianej konfrontacji w zrujnowanym wesołym miasteczku, po której nic już nie będzie takie jak dawniej. Na 46 stronach mamy do czynienia z ambitną, niejednoznaczną, klimatyczną a do tego niesamowicie wciągającą opowieścią pełną symbolicznych odniesień. Alan Moore wzorowo panuje nad materią fabularną, a każda scena jest perfekcyjnie powiązana ze swoją poprzedniczką i następczynią, dzięki czemu tworzą organiczną jedność. Na osobne uznanie zasługuje zakończenie komiksu, z jednej strony niesamowicie satysfakcjonujące, a z drugiej przez swoją niejednoznaczność umożliwia wielość interpretacji. Także warstwa graficzna, za którą odpowiada Brian Bolland swoją jakością dorównuje scenariuszowi. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jaki przeczytałem, ilustracje są wręcz wybitne i zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Doskonałe projekty postaci (fenomenalny wygląd Jokera), rozmach kompozycyjny i dynamiczne przedstawienie scen akcji, a także wzorowe ukazanie emocji na twarzach bohaterów i bohaterek składają się na perfekcyjną kreskę. Posiadam wersję "Zabójczego Żartu", w której rysownik własnoręcznie pomalował swoje plansze i osobiście dużo bardziej niż oryginalne kolory wykorzystane przez Johna Higginsa podoba mi się paleta barw wybrana przez Briana Bollanda, ponieważ dużo bardziej pasuje ona do klimatu całej opowieści i korzystnie wpływa na tę specyficzną atmosferę, jaką niniejsza pozycja może się poszczycić. Ten komiks pomimo genialnego scenariusza nie byłby aż tak udany, gdyby był narysowany przez inną osobę. Recenzowany tytuł to obowiązkowa pozycja dla fanów i fanek Batmana i/lub Jokera, a także wszystkich osób ceniących ambitne historie obrazkowe z pięknymi ilustracjami. Jest to komiks, który poleciłbym wszystkim nieprzekonanym do opowieści superbohaterskich. Jeszcze raz podkreślę, że Alanowi Moore'owi udało się napisać, a Brianowi Bollandowi narysować jedną z najlepszych powieści graficznych o Mrocznym Rycerzu, jakie powstały. Z pewnością jest to najlepsza historia, w której Joker jest ważną postacią i pełni w fabule istotną rolę. Jeżeli ktoś miałby w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to powinien być to właśnie "Zabójczy Żart".
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na 10 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Batman - Ziemia Jeden: Tom 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Batman - Ziemia Jeden: Tom 1