Ostatnia kohorta t. 1

282 str. 4 godz. 42 min.
- Kategoria:
- powieść historyczna
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2005-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2005-01-01
- Liczba stron:
- 282
- Czas czytania
- 4 godz. 42 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 83-60297-03-7
Schyłek VI wieku naszej ery. Imperium Rzymskie dogorywa. Broni się jeszcze tylko stolica (miasto Rzym),oblężona po raz ostatni już przez plemiona barbarzyńców. Pierścień oblężenia przebija grupa straceńców, pragnąca odszukać mityczny ostatni legion (jedyny legion, który pono nie uległ barbarzyńskiej nawałnicy) i sprowadzić go pod mury Rzymu dla ocalenia miasta. Dowodzą tym elitarnym zespołem desperatów dwaj ludzie: konsul Valerianus i najlepszy żołnierz Rzymu, trybun Fulviusz, zwany bogiem wojny Towarzyszy im małżonka konsula, Terencja Sabina, w której Fulviusz jest zakochany...
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Ostatnia kohorta t. 1 w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ostatnia kohorta t. 1
Poznaj innych czytelników
619 użytkowników ma tytuł Ostatnia kohorta t. 1 na półkach głównych- Przeczytane 465
- Chcę przeczytać 149
- Teraz czytam 5
- Posiadam 111
- Ulubione 7
- Waldemar Łysiak 6
- Łysiak 6
- Literatura polska 6
- Powieść historyczna 5
- Chcę w prezencie 4




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ostatnia kohorta t. 1
Przypadkiem zauważone na stronie „Kompromitacje” uwagi „Waldemar Łysiak zgłębia życie Rzymian albo bajka o denarach i wąsach” lat temu parę skłoniły mnie do zajrzenia, czy jest aż tak źle. Powieść zawiera rozliczne błędy, jak jednostki płatnicze, które w późnym Imperium dawno wyszły z obiegu, braki w łacińskiej składni i temuż podobnież.
Jednak jak wyszło na jaw po przejrzeniu pdf błędów tam znacznie więcej i to poważniejszych.
W recenzji „Ostatnia kohorta czyli Łysiak przegrywa z Jeske – Choinskim” (wkrótce znikła, czemu ?): „Książka ta zawiera także sporą dawkę wulgaryzmów, co moim skromnym zdaniem nie dodaje tej książce uroku (…) liczyłem, że autor "zmieści" swą powieść pomiędzy "Gasnącym słońcem" i "Ostatnimi Rzymianami" Teodora Jeske – Choińskiego, a swą dotychczasową twórczością. Niestety zawiodłem się. Dlatego moim subiektywnym zdaniem, jeśli chodzi o opis upadku Rzymu w rywalizacji literackiej Waldemar Łysiak przegrywa z twórczością Teodora Jeske – Choińskiego.” Jeske – Choiński tworzył mniej prostackim językiem, lecz to jedyną różnicą, obie jego wymienione powieści nudnawe, a wiedza żadna, dość powiedzieć, iż swoim Rzymianom zamiast rydwanami każe jeździć „faetonami”, wówczas jeszcze nie znanymi, a właścicielowi wyzwalającemu niewolnika wysyłać go do „cenzora”, który to urząd wówczas już nie istniał. Poziom „Kohorty” podobny.
We „Wstępie” do „Kohorty” pełno bezzasadnych uogólnień, wygłaszanych z równie niepotrzebną wyższością. „Kontemplując dzieła sztuki i ruiny starożytnego Rzymu, obywatel internetowej cywilizacji sądzi, że to jedyne echa tamtego świata sprzed prawie dwóch tysięcy lat. Myli się wierutnie, gdyż, zważywszy mnóstwo aspektów, żyje w tym właśnie świecie, ergo: korzysta z wynalazków rzymskiego państwa lub reprodukuje te wynalazki, nie tylko obyczajowe (jak choćby emancypacja, feminizm, rozwód) prawne (treść kodeksów) czy techniczne (choćby żniwiarka) lecz i wszelkie inne: polityczne, terminologiczne (językowe) administracyjne (urzędy) a i codziennozwyczajowe takoż.” Cóż to za wyraz ? „Obchodzi swój Nowy Rok 1 stycznia, nie wiedząc, że zapoczątkowali to Rzymianie (nie była to u nich cezura astronomiczna, tylko 1 stycznia obejmował swój urząd na rok nowy duet konsulów). Kupuje gazetę, nie wiedząc, iż gazetę codzienną wymyślił Juliusz Cezar ("Acta diurna") pisano ją na papirusie. Wysyła depeszę, nie wiedząc, iż Rzymianie robili to samo telegrafem ogniowym.” Początek długiej i w najlepszym razie mało odkrywczej wyliczanki. Kto „nie wie” tego wszystkiego ? Ktoś przeciętny ? A jak ustalić średnią ? Poza tym „obywatel internetowej cywilizacji” może przecież przeczytać o tym i wielu innych sprawach w sieci.
Duetem jest kompozycja przeznaczona dla dwóch śpiewaków lub utwór muzyczny na dwa głosy (jak podaje Wikipedia) czym miałby być „duet konsulów” ? Telegraf ogniowy, opisany przez Ajschylosa w „Agamemnonie” na długo przed zaistnieniem Imperium pozwalał na przesłanie tylko bardzo ogólnego sygnału. „Kąpie się w nowoczesnej łazience, nie wiedząc, iż takie łazienki (o identycznym co dziś kształcie metalowych i kamiennych wanien) były u Rzymian rzeczą zwyczajną, a wodociągi (akwedukty sprowadzające górską wodę i rozprowadzające ją sieciami liczącymi setki kilometrów) jak również kanalizacja, miały poziom nie gorszy od dzisiejszego. Pije ze szklanki i kieliszka, nie wiedząc, iż te szklane naczynia wymyślili Rzymianie. Zdobi ściany swego mieszkania malarstwem, nie wiedząc, iż taką formę dekoracji lokum wynalazł Rzym.” Zwłaszcza ostatnie zdanie wprowadza w błąd, bowiem tysiące lat wcześniej malarstwo takie było znane na Krecie, wanny i wodociągi również. „Jeździ autostradami, nie wiedząc, że okazałe kamienne „szosy” Imperium Rzymskiego biegły przez Bliski Wschód, północną Afrykę i całą Europę.” Po pierwsze nie całą Europę, po drugie na Bliskim Wschodzie Imperium korzystało z dróg Królestwa Medów i Persów, które znał już Herodot.
Po popisie przelewania z pustego w próżne Wstęp przechodzi właściwych dziejów Rzymu, też bałamutnie, niby Rzym podbijał wbrew sobie „rozliczne podboje (często będące efektem wojen sprowokowanych przez sąsiadów Rzymu) widzimy tu
wszakże i niechęć do podboju dla samego podboju, dla wojny gwoli samej wojny, ergo: krwi i łupu, tym się Rzym różni od późniejszych najeźdźców” że co ?
„ważny czynnik, kłócący się z wizją reklamowaną nam przez francuskie bajeczki o Asterixie: ludność wielu krajów podbitych przez Rzym nie chciała stawać pod sztandarami swych lokalnych wodzów do walki przeciw Rzymowi, odmawiała udziału w zbrojnym "zrzucaniu jarzma", ponieważ to "jarzmo" wcale nie było jarzmem, nie było okupacją, było błogosławieństwem.”
Czyli nie było ani Sakrowira ani królowej Boudiki ani bagaudów ani powstań w 66 i 132 w Judei ?
Przygody Asterixa, jak sam zaznacza, są bajką, jeśli można co zarzucić, to tylko tyle, że rzucanie lwom pokazane jakby było czymś zabawnym a Imperium jest bardziej głupie niż groźne.
„Pax Romana (pokój panujący na całym obszarze Imperium, czyli w praktyce ład i błogi spokój) zapewniał im same korzyści: bezpieczeństwo (wszędzie obowiązywało twarde prawo, jedno dla wszystkich) plus cywilizacyjny postęp (techniczne środki karczowania lasów pod hodowlę i uprawę roli, melioracja, kanalizacja, ułatwianie zbiorów, itd.)”
Powielenie „Schyłku i upadku” Gibbona, który twierdził jakoby dzięki Imperium „barbarzyńcy” poznali uprawę roli. Jednak źródla starożytne, w tym „Pamiętniki” Cezara, świadczą, że znali ją wcześniej.
„Prawa jednego dla wszystkich” nie było i być nie mogło, nawet jeśli pominąć niewolnych, dopiero w III wieku ogół wolnych został obywatelami, a przecież wyzwoleniec nie był równy wolnourodzonemu, ekwita senatorowi i tak dalej, wolni początkowo dzierżawcy z czasem zostali „quasi servi” kimś w rodzaju niewolników, cesarz w ogóle stał ponad prawem, czyż trzeba wyjaśniać takie oczywistości ?
„Męstwo, prostota, surowość obyczajów, prawość charakteru, instynkt społeczny, patriotyzm, te cechy tworzyły ideał Rzymianina. Jeszcze w XIX stuleciu, gdy chciało się powiedzieć o kimś, że jest człowiekiem próby najwyższej, człowiekiem bez skazy, zamiast wielu przymiotników (prostolinijny, dzielny, skromny, szlachetny, dobroczynny, sprawiedliwy, et cetera) wystarczyło użyć jednego tylko słowa. To słowo brzmiało: Rzymianin.”
No tak „będą przed nim giąć kolana, jest to stara twarz Rzymiana” mówi Zły w sztuce Slowackiego, jednak możliwe w XIX wieku było też inne połączenie słów, gdy Irydion zapytuje gladitora, z którego ręki miał zginąć:
– Kto cię przysłał ?
– Człowiek nowy, podlec i tchórz, okrutnik i lichwiarz.
– Ha ! To pewno Rzymianin !
– Zgadłeś.
Oczywiście pisząc „Rzym” Krasiński miał na myśli Petersburg, zatem przykład może nie do końca trafny.
O prawie rzymskim z udawanym znawstwem: „Prawo po raz pierwszy odseparowało się od religii, a stan prawniczy od kapłaństwa. Rzymianie stworzyli coś, czego nie znał ani starożytny Wschód, ani Grecja, ani żadna inna z wcześniejszych kultur PRAWO jako odrębną, całkowicie samodzielną, niepodporządkowaną ani świątyniom, ani władzom świeckim (czyli polityce) dyscyplinę, oraz stan prawniczy jako profesję, tudzież bogatą literaturę prawniczą (nie tylko kodeksową). To PRAWO zrównywało wszystkich ludzi wolnych, biednych i bogatych, utytułowanych i poślednich, białych i kolorowych, płci męskiej i płci żeńskiej.” Prawo, chociaż odróżnione od religii, było przepojone sakralnością, cesarz był równocześnie najwyższym kapłanem, a jego wola prawem, jakim cudem prawo miało by być „niepodporządkowane” ? O braku równości wobec prawa pisałam wcześniej.
Dalej jeszcze gorzej. „Rzym wytworzył system prawny nieomal identyczny co ten, który obowiązuje dzisiaj. Rzymskie "pandekta" (kodeks praw) plus Kodeks Napoleona (mocno czerpiący z rzymskich paragrafów) równa się: każde dzisiejsze cywilizowane prawo, wrogie wszelkim prawom barbarzyńskim (koranicznemu, komunistycznemu, etc).”
Z taką wiedzą na egzaminie z prawa a także z historii przepadłby z kretesem. Pandekty stanowiły zbiór cytatów z prawników, oprócz tego był Kodeks złożony z ustaw czyli cesarskich rozporządzeń. Wystarczy zajrzeć do podręcznika czy choćby Wikipedii, by odróżnić te podstawowe pojęcia. Dalej, jakie „każde cywilizowane” ? Państwa anglosaskie cywilizowane nie są (poza stanem Luizjana, gdzie obowiązuje Kodeks Napoleona) ?
Cywilizowane prawo uznaje handel ludźmi za zbrodnię przeciw ludzkości, rzymskie zaś opierało się na niewolnictwie tak dalece, że jeszcze Justynian (z którego polecenia ułożone zostały Kodeks i Pandekty) definicję własności określił „sit plenissimus et legitimus quisque dominus sive servi sui sive aliarum rerum ad se pertinentium” co znaczy „aby każdy był w najpełniejszym stopniu właścicielem swej własności, czy to niewolnika, czy innych rzeczy do niego należących” (Kodeks księga 7, tytuł 25, ustawa 1). Zatem nie jest „nieomal identyczny” z obecnym.
W ówczesnym i późniejszym świecie niewolnictwo było rozpowszechnione, lecz mogło przybierać różne postacie, w Grecji na ogół (poza Spartą oczywiście) położenie niewolników było lżejsze niż w Rzymie.
Kolejne twierdzenia coraz bardziej niedorzeczne: „Imperium było rodzajem federacji zbiorem państw–prowincji w ramach jednego systemu. Centrala (dwór imperatora tudzież administracja metropolii) sterowała wspólną dla wszystkich polityką prawną, fiskalną i wojskową, lecz cała reszta została oddana narodom. Panowała wszędzie pełna autonomia kulturowa, obyczajowa, językowa i religijna anektowanych terytoriów. Romanizowanie oznaczało: cywilizowanie, pomoc, nie zaś terror okupacyjny. Było więc przeciwieństwem znanej Polakom rusyfikacji czy germanizacji, gdyż lokalnych tradycji nie represjonowano i nie niszczono. Kasowano jedynie zwyrodnienia.”
Jakiej „federacji” ? Te narody same wstępowały ? Sojuz republik swobodnych ?
Co nazywać „zwyrodnieniem” ? Chrześciajnie rzucani lwom za bycie chrześcijanami byli „zwyrodnieniem” ?
O tym z trudem można znaleść pół zdania w innym miejscu „chrześcijaństwo, triumfujące mimo masowego rzucania chrześcijan lwom.” Jeszcze gdzie indziej, że widowiska takie dowodziły upadku obyczajów, lecz dopiero po pierwszych dwóch stuleciach Imperium (jakby nie było tego wcześniej) czego przykładem ma być ukrzyżowanie Laureolusa (o czym była mowa w „Cesarstwie Rzymskim” Zielińskiego) chociaż były jeszcze krwawsze widowiska, plącze przy tym jakoby „nikt nie miał nic przeciwko temu”. Dość poczytać listy Seneki do Lucyliusza.
„wszystkie te bestialstwa działy się wyłącznie w jednym miejscu Imperium: tylko w stolicy, w ponadmilionowym mieście Rzym”
Igrzyska były też poza Rzymem.
„Druidów” pisze Jerzy Gąsowski („Mitologia Celtów” Warszawa 1987) „Rzymianie bezlitośnie tępili jako strażników tradycji narodowej i nosicieli zarzewia buntu”. Gdyby druidzi składali ofiary z ludzi (świadectwa nie są jednolite) nie do końca usprawiedliwiałoby to gnębienie przez Imperium, skoro były w nim znacznie lepiej udokumentowane okrucieństwa, jak igrzyska gladiatorów, Gaj Nemoreński czy te których ofiarą padały Westalki (rzadko, ale jednak).
„Imperium rosło i "cały świat" stawał się coraz większy, aż objął rzeczywiście cały ówczesny zachodni świat od Morza Arktycznego nad Brytanią”
Z geografią też kłopoty, gdzie tam jest Morze Arktyczne ?
„ludność wiejska, woląc lżejsze życie miejskie, parła do miast, zaś wyludnianie się wsi skutkowało zmniejszaniem rolniczych areałów” tak mogło być we wczesnym Rzymie, w późnym na odwrót, to miasta się wyludniały. Skąd wymyslił to lżejsze życie ? Gdyby poczytał tak cenione przez siebie obowiazujące w imperium przepisy wiedziałby może co zawierały: o zakładach pracy przypominających więzienia, zatrudniających „wolnych” pracowników tautowanych jak w Auschwitz. Vide Adam Świętoń „Status prawny rzemieślników pracujących w cesarskich manufakturach w późnym Cesarstwie rzymskim”, „Próby regulacji mobilności społecznej w późnym Cesarstwie Rzymskim” i „Przymus służby wojskowej w późnym cesarstwie rzymskim”.
Wreszcie „upadek Starożytności cofnął cywilizację europejską o około tysiąc lat lub więcej”. Upadek nauki czy sztuki (we wschodnim Cesarstwie po części trwały nadal) nie nastąpił od razu ani nie był wyłącznie dziełem barbarzyńców (co widać na przykład po zamordowaniu Hypatii). Współistnienie Rzymian i barbarzyńców sprawiało mniej trudności niż można by oczekiwać, ustrój społeczny Rzymu był w dużej mierze zgodny z bardziej oczywiście pierwotnym ustrojem Germanów (Géza Alföldy „Historia społeczna starożytnego Rzymu” polecam). Ze Wstępu ciężko byłoby tego domyślić.
Pod koniec Wstępu : „Barbarzyńcy wymierzyli dumnej Romie definitywny cios. W V wieku kilkakrotnie łupili stolicę Cesarstwa (skutkiem czego z ponad miliona mieszkańców miasta Rzym przetrwało ledwie czternaście tysięcy!). Któreś zdobycie "matki miast" musiało być ostatnim, a potem rozwiał się – jak pył antycznych ruin – ślad państwa cezarów mienionego "całym światem" i zapadła długa europejska noc.” W tym czasie zaludnienie musiało być mniejsze „od IV wieku liczba ludności starożytnego Rzymu zaczęła spadać. (Sebastian Ruciński „Czy starożytny Rzym był milionowym miastem ?” s. 306). Skąd „14 tysięcy” ? Poza tym Rzym oblegany był w następnym stuleciu w 546 i 549.
We Wstępie widać też inne oględnie mówiąc nieścisłości, lecz pora przejść do powieści.
Rzym w V wieku był zdobywany trzykrotnie w 410, 455 i 472, jednak oblężenie będące treścią książki zostało wymyślone.
Słownictwo, jak zaznaczyła recenzja, plugawiańskie, w takim zagęszczeniu, jakby ubliżanie było celem samym w sobie, cytaty z obu części.
„– No to, k…, bywaj ! – rzekł kłaniając się Rufus – Każ, k…, otwierać bramę. Chyba że chcesz, k…, abym ją sam otworzył.”
„– Sralis i mazgalis ! – wrzasnął komes"
„– Qho rządzi tajemnica, więc magia tych liczb nie omija Qho ! – zaprzeczył gniewnie – G… się na tym znasz !”
I temuż podobnież, to i owo wykropkowuję.
„Nie wyruszyłem po "Flagellum", egipski idioto” Pochodzący z greki „idiota” w owych czasach oznaczał „człowieka nie piastującego urzędu” jak wyjaśnił Makuszyński w „Szaleństwach panny Ewy”.
Poza tym wystarczył by inny wyraz, co widać w zdaniu: „pyrgaj stąd, głupku !”
„Robił wszystko, by autokrata Vicetii, Honoriusz, przesunął "spytki" (czyli tortury) na kolejny dzień.” W Rzymie znali słowo „spytki” ?
„Nie wiem czy w jego decyzji tkwiło więcej rozwagi (chęci spenetrowania grodu) czy więcej nostalgii (chęci powdychania smrodu miejskiego). Może to drugie, bo nie zaznaliśmy wnętrza gwarnego miasta już od kilku tygodni, i niektórych (mnie również) trawiła tęsknota do "urbs".”
„Urbs” znaczy miasto, w domyśle Rzym, połączenie ani po polsku ani po łacinie. Poza tym jeśli już, należałoby odmienić „urbis” bądź „urbi”, tęsknota, po łacinie „desiderium” łączy się z dopełniaczem lub celownikiem.
„kupców mających glejty vicetyjskie i aquilejskie, nie raptujemy” jak poprzednio ani po polsku ani po łacinie.
Wiedza, jaką można czerpać, pasowałaby do
„Ksiądz Robak ratując przed niedźwiedziem Hrabiego, zastrzelił go”.
Na przykład „dzikusy zdobędą Romę, by wziąć ciało cesarza, „thesaurus” * i resztę łupów” w przypisie „* skarb cesarski (łac.)”
Skarb taki nosił nazwę „fiskus” (fiscus) przetrwałą do dziś. Natomiast „tezaurus” też zapożyczony z greckiego oznaczał znalezisko. „Thesaurus est vetus quaedam depositio pecuniae, cuius non extat memoria, ut iam dominum non habeat: sic enim fit eius, qui invenerit quod non alterius sit” (Skarbem są jakieś dawno ukryte pieniądze, o których nie pozostała pamięć, tak, że nie mają już właściciela. W ten sposób staje się on własnością tego, kto je znajdzie, ponieważ nie są własnością kogoś innego. Digesta księga 41 tytuł 1 fragment 31 paragraf 1 Paulus libro 31 ad edictum)
„Zrobił taką sztuczkę włócznią, jakiej niegdyś uczono kopijników we wschodnich legionach. Stosowali ją strażnicy żydowskich świątyń w Galilei” jakich świątyń? Świątynia była tylko jedna, ta w Jerozolimie, spalona przez wojsko znanego z łaskawości Tytusa; zapewne miał być dom modlitwy, zwany z greckiego synagogą.
„Odźwierny, ujrzawszy pretorianów, zbladł; służący także (w jakimż bowiem innym celu mogła przybyć nocą straż pretorska, jeśli nie dla aresztowania?)”
„Pretorianie” nie są przejęzyczeniem, gdyż parędziesiąt razy „pióropusze pretorianów falowały nad tą ciżbą niby maki polne nad łanem zboża”, „chciałem iść tam, lecz warujący pretorianin nie puścił i kazał mi wracać”, „z mgielnego oparu wyłoniły się płomienie wysokich wojskowych lamp, a za nimi gromada pretorianów. Przynajmniej pół kohorty, wszystkich nie było widać.”, „kiedy ujrzał szeregi pretorianów, zatrzymał się”, „w koczowisku Seranusa Cimbera zastaliśmy kilkudziesięciu pretorianów” et caetera.
Tymczasem pretorianów rozwiązał Konstantyn na początku IV wieku, zastępując ich służbą o nazwie „protectores et domestici” (ochroniarze i domownicy) o czym w powieści coś chyba wiedzą że gdzieś dzownią, skoro równocześnie „Comes domesticorum” objaśniony „dowódca straży przybocznej u monarchów”.
„Skąd się tedy w waszym Piśmie Świętym wziął Książę Mroku vel Niosący Światło, ten Szatan, co kusił Chrystusa ?” Iz 14, 12 mówi o „synu Jutrzenki”, zestawienie z „upadłym aniołem” wygląda na późniejszy pomysł, skoro był biskup Lucyfer z Cagliari zaliczany do świętych.
Można tak jeszcze ciągnąć, lecz lepiej znaleść sobie bardziej zajmujące zajęcie.
Przypadkiem zauważone na stronie „Kompromitacje” uwagi „Waldemar Łysiak zgłębia życie Rzymian albo bajka o denarach i wąsach” lat temu parę skłoniły mnie do zajrzenia, czy jest aż tak źle. Powieść zawiera rozliczne błędy, jak jednostki płatnicze, które w późnym Imperium dawno wyszły z obiegu, braki w łacińskiej składni i temuż podobnież.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednak jak wyszło na jaw po...
Zaliczam autora do najlepszych współczesnych polskich pisarzy.
Już jako nastolatek zaczytywałem się w jego książkach. Pozycje takie jak m/in " Salon 1. Alfabet szulerów " i wypowiedzi autora, pomimo największych nakładów w Polsce doprowadziły autora do wyroku ostracyzmu wydanego przez "Salon".
Jeśli nie wiesz co to jest - przeczytaj książki - dowiesz się.
Autor bosko wszechstronny, popełnił tyle książek na różne tematy, że napewno znajdziesz coś dla siebie.
POLECAM !!!
Zaliczam autora do najlepszych współczesnych polskich pisarzy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJuż jako nastolatek zaczytywałem się w jego książkach. Pozycje takie jak m/in " Salon 1. Alfabet szulerów " i wypowiedzi autora, pomimo największych nakładów w Polsce doprowadziły autora do wyroku ostracyzmu wydanego przez "Salon".
Jeśli nie wiesz co to jest - przeczytaj książki - dowiesz się.
Autor bosko...
To moja pierwsza styczność z Łysiakiem. Jestem zaskoczony na plus. Świetny styl, znakomite dialogi. Książki historyczne to nie mój pierwszy wybór, jednak tutaj, w tle upadajacego Rzymu, filozoficzne przemyślenia na temat świata i natury ludzkiej okazują się nader aktualne.
To moja pierwsza styczność z Łysiakiem. Jestem zaskoczony na plus. Świetny styl, znakomite dialogi. Książki historyczne to nie mój pierwszy wybór, jednak tutaj, w tle upadajacego Rzymu, filozoficzne przemyślenia na temat świata i natury ludzkiej okazują się nader aktualne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLubię czasem przeczytać literaturę, po którą nie sięgnęłabym sama z wyboru. To trochę takie wychodzenie z czytelniczej strefy komfortu, a zawsze dobrze poznać coś innego, nie tylko to co podsuwa nam wewnętrzny algorytm. Właśnie książki Łysiaka był dla mnie zawsze takim przykładem, wychowałam się w domu gdzie półki uginały się pod jego książkami ale nigdy jakoś nie miałam ochoty do nich zajrzeć. Aż do teraz, i powiem z góry że jestem szczerze zaskoczona i to w pozytywny sposób.
Nie będę rozdzielać recenzji na dwa tomy z tego prostego względu, że to jest jedna książka - podejrzewam, że dla wygody czytelnika albo również z innych względów została ona wydana w dwóch tomach, ale drugi to prosta kontynuacja pierwszego. Przenosimy się w czasach do kolebki naszej cywilizacji czyli Starożytnego Rzymu. Który ma się w tragicznej formie, właśnie spektakularnie upada. Autor ładnie oddał tą sytuację dodając do obrazków które opisuje swoje komentarze, dzięki którym łatwiej było zrozumieć co się dzieje i dlaczego. Według mnie to jedna z tych książek, która pomogłaby młodym ludziom w szkole zrozumieć pewne mechanizmy społeczne, gospodarcze, ekonomiczne które doprowadzają do takich sytuacji. W której niebezpiecznie blisko znajdujemy się obecnie w fizycznym świecie, chociaż może wygląda to mniej spektakularnie i jest cięższe do objęcia całościowo umysłem ze względu na globalizację i potężne różnice między krajami na globie. Łysiak potrafi odnaleźć ciekawy balans pomiędzy gawędziarskim tonem swojej historii (o tym co się działo opowiada nam po latach jeden z uczestników sytuacji),oddaniem ówczesnej rzeczywistości, wprowadzaniem elementów historycznych, językowych ówczesnej epoki a przy tym pisaniu w sposób przejrzysty i totalnie zrozumiały dla osoby z dzisiejszych czasów. Troszkę tutaj obyczajowości, romansu (chociaż w bardzo rzeczywistym wydaniu, w ogóle nie słodkim i wyidealizowanym) i przygody, ale nie rozumianej jako pościgi rydwanami i spektakularnych ucieczek z zasadzek. Akcja prowadzona jest w bardzo przyziemny, wręcz powolny sposób co moim zdaniem jest bardzo na plus bo sprawia, że czytelnik nie traci rzeczywistego obrazu tych czasów (wiele filmów i seriali robi głupkowate przekłamania nie dopasowując zachowań ludzi i ich decyzji do standardów czasów, o których opowiadają). Nie jest to zatem książka z brawurową akcją i manewrami wojskowymi, raczej obrazem powolnego odchodzenia w niebyt z bardzo różnych i skomplikowanych przyczyn.
Z chęcią sięgnę po inną książkę autora, jestem bardzo ciekawa czy w podobny sposób prowadzi narrację innych czasów lub jego pozycji z kategorii non-fikcji. Ta okazała się konkretna, momentami subtelnie dowcipna, w pewien sposób edukująca i koniec końców przyjemna w odbiorze, mimo moich początkowych obaw. Polecam i zachęcam do poszerzania swoich czytelniczych horyzontów bo myślę, że warto :)
Lubię czasem przeczytać literaturę, po którą nie sięgnęłabym sama z wyboru. To trochę takie wychodzenie z czytelniczej strefy komfortu, a zawsze dobrze poznać coś innego, nie tylko to co podsuwa nam wewnętrzny algorytm. Właśnie książki Łysiaka był dla mnie zawsze takim przykładem, wychowałam się w domu gdzie półki uginały się pod jego książkami ale nigdy jakoś nie miałam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWitam Wszystkich,
Książka jak dla mnie jest bardzo Ciekawa.
Najbardziej co do mnie przemawia to te przemyślenia i dialogi, które wywołują samoistny uśmiech na mojej twarzy. To dlatego od razu sięgam po tom 2
Moja ocena to mocne 7. Myślę, że kto ją przeczyta doceni jej głębszy sens i zabawne dialogi, które dla mnie są „mistrzostwem świata” ! :)
Pozdrawiam „siła i humor” ;)
Witam Wszystkich,
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jak dla mnie jest bardzo Ciekawa.
Najbardziej co do mnie przemawia to te przemyślenia i dialogi, które wywołują samoistny uśmiech na mojej twarzy. To dlatego od razu sięgam po tom 2
Moja ocena to mocne 7. Myślę, że kto ją przeczyta doceni jej głębszy sens i zabawne dialogi, które dla mnie są „mistrzostwem świata” ! :)
Pozdrawiam „siła i humor” ;)
Chętnie przeczytam więcej "słabych" książek pana Łysiaka.
Chętnie przeczytam więcej "słabych" książek pana Łysiaka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy przeczytałem tytuł wyobraźnia stworzyła książkę. Gdy zacząłem wbijać każde zdanie by w mozole przejść do kolejnego zdałem sobie sprawę że jestem na wojnie. Była to wojna moja prywatna. wywalić książkę do kosza, spalić w ognisku a może utopić? Mimo że spójna opowieść to nudna do potęgi. Jedynej potęgi zdolnej do unicestwienia mojej wiedzy i wyobraźni na temat Rzymu legionów etc. Żałuję że nie ma w Ostatniej Kohorcie absolutnie niczego prócz nudy.
Gdy przeczytałem tytuł wyobraźnia stworzyła książkę. Gdy zacząłem wbijać każde zdanie by w mozole przejść do kolejnego zdałem sobie sprawę że jestem na wojnie. Była to wojna moja prywatna. wywalić książkę do kosza, spalić w ognisku a może utopić? Mimo że spójna opowieść to nudna do potęgi. Jedynej potęgi zdolnej do unicestwienia mojej wiedzy i wyobraźni na temat Rzymu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść napewno nie jest tak dobra jak "Gasnące słońce" albo "Ostatni Rzymianie" Teodora Jeske-Choińskiego. Jest natomiast opatrzona bardzo dobrym wstępem.
Powieść napewno nie jest tak dobra jak "Gasnące słońce" albo "Ostatni Rzymianie" Teodora Jeske-Choińskiego. Jest natomiast opatrzona bardzo dobrym wstępem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Ostatnia kohorta” nie jest złą książką. Klimat książki uzależniony od celu jaki Łysiak przed sobą postawił. Jeśli uznać Sabinusa za „alter ego” autora, to cel przedstawił następująco: „Wiem natomiast dlaczego spisałem tamta marszrutę rzymskiej gromady u boku Fulviusza: aby ci, którzy będą to czytać kiedyś, mogli zobaczyć swoich przodków. Aby ujrzeli sznur widm sunących przez taki sam świat, w poszukiwaniu takich samych wymarzonych spełnień, co się, jak zawsze nie spełnią, lecz ważne jest czy maszerując byłeś istotą wierzącą w nadrzędność dobra. Które istnieć będzie-wbrew wszelkiemu złu władającemu ludzkością-póki ludzie będą chcieli się modlić i będą umieli marzyć”.
Można to uzupełnić kolejnym fragmentem: „Każdy wielki upadek sieje ziarna mądrości-wskazuje czego robić nie wolno, by nie doznać goryczy krachu. Jednak te ziarna zawsze padają na jałową glebę i nie rodzą owoców, które mogłyby ludzkość trwale uszczęśliwić”.
Moim zdaniem Łysiak chciał ukazać ludzkie starania, starania z gatunku takich, których urzeczywistnienie z góry skazane jest na porażkę. Dlatego chciał oddać klimat beznadziei, nieuchronności zagłady, upadku, tego poczucia bezsilności połączonego z nieodwracalną stratą czegoś wielkiego.
I moim zdaniem udało mu się to dość dobrze. Stąd taka a nie inna forma narracji, brak nadmiernej „kwiecistości”, pompatyczności fabuły, ta „szarość” przy opisywaniu zdarzeń i charakterów głównych bohaterów.
„Jestem już zmęczony słowami, które tu kaligrafuje (…) Teraz, gdy musze opisać już tylko zagładę, ręka mi drży… Zrobię to szybko, krótko, bez patosu i nie demonstrując bólu, piórem kronikarza. Zbyt długo pisałem”. Ten fragment przypisany został ostatnim dniom życia Fulviusza i jego kompanii, domyślić się można jednak, że tak naprawdę dotyczy całej książki. Na pierwszy rzut oka, razić mogła postać Fulviusza, sztuczność, „drewnowatość”. Tacy jednak byli legioniści, nawet ci ważniejsi, nie szeregowi. Wystarczy spojrzeć na jakiegokolwiek cesarza (większość z nich to ludzie którzy najwyższą pozycję w Rzymie zawdzięczali legionom),choćby Wespazjana. Fizjonomia tępych oprychów i takiż intelekt, z pominięciem zdolności dowódczych. Wyjątkiem był może Marek Aureliusz, który również pojawia się na kartach tej książki.
Już po zobaczeniu tytułu, można sobie wyobrazić fabułę tej książki. Opisu miasta Rzymu jest mało, bo nie jest to opowieść o Rzymie, a o micie związanym z „ostatnim legionem”. Opisy pożarów, oblężeń, mogłyby się tylko przyczynić do rozmycia tematu. Oddaniem charakteru głównych bohaterów „Ostatniej Kohorty” są też specyficzne dialogi. Choćby Rufusa Regi. Łysiak opisuję Regę jako człowieka będącego w opinii mu współczesnych czarnoksiężnikiem, mającego kontakty z Chińczykami, (o czym świadczy choćby sprawa prochu),nie prowadzącego szablonowego żywota legionisty, walczącego w służbie kolejnych konsulów i ciułającego sestercje na polegionową emeryturę.
Cały opis marszu uciekinierów z Rzymu przesiąknięty jest pesymizmem. Uciekinierzy mijają co chwilę pozostałości dawnego Rzymu, przypominające chwałę sprzed wieków, a to opuszczone castellum, a to zniszczony kościół czy świątynię. Co musieli przeżywać członkowie grupy Fulviusza? Pewnie gorycz, żal i poczucie tracenia czegoś bezpowrotnie.
Łysiak podporządkował formę i fabułę celowi jaki sobie postawił. Ukazał, że nadzieja może być przyczyną zarówno zwycięstw i porażek. W przypadku Fulviusza i jego kohorty była tym drugim. Zagłada Fulviusza i jego legionistów nie nastąpiła w wyniku walk i potyczek. Przeciwko wybawicielom Rzymu sprzysięgła się również przyroda. Czy można sobie wyobrazić coś bardziej przygnębiającego?
Śmierć „ostatniej kohorty” była krótka, szara, bez bitewnego patosu, taką była wędrówka uciekinierów, a co za tym idzie i sama książka. Pesymizm, powiązany z płonną nadzieją na lepsze czasy wyrażał również kierunek ucieczki pozostałych przy życiu Atenajosa i Kaiusa/Sabinusa- Konstantynopol. Atenajos i Kaius nie mogli wiedzieć, że Cesarstwo Wschodnie (Konstantynopol) również upadnie 1000 lat później. Wie jednak Łysiak i ostatnie lata życia bohaterów umiejscowił w miejscu, dla którego akurat upadek starszego „brata” (Rzymu) nie był większym wstrząsem. Możliwe, że była to tkwiąca gdzieś podświadomie w umysłach „sierot po Rzymie” i samego Łysiaka, chęć ukazania ciągłości świata rzymskiego w jego wschodniej postaci.
„Ostatnia kohorta” nie jest może literaturą tej klasy, co wymagająca od czytelnika większego zaangażowania twórczość chociażby Teodora Parnickiego. Wstydu jednak Łysiakowi nie przynosi.
„Ostatnia kohorta” nie jest złą książką. Klimat książki uzależniony od celu jaki Łysiak przed sobą postawił. Jeśli uznać Sabinusa za „alter ego” autora, to cel przedstawił następująco: „Wiem natomiast dlaczego spisałem tamta marszrutę rzymskiej gromady u boku Fulviusza: aby ci, którzy będą to czytać kiedyś, mogli zobaczyć swoich przodków. Aby ujrzeli sznur widm sunących...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedyna książka Łysiaka, której nie strawiłem. Nudna do granic możliwości. Do tej pory wszystko co wpadło mi w ręce oceniałem wysoko - nawet jeśli się nie zgadzałem z tezami zawartymi w danej książce. Książki nawiązujące do historii - wręczy wchłaniałem - bez względu na to jaką epokę opisywały. Po prostu Łysiak potrafi pisać i tyle. Ale nie tym razem. W mojej ocenie kompletna porażka. Nawet nie sięgnąłem po drugi tom, bo przeczytanie pierwszego to była droga przez mękę.
To jedyna książka Łysiaka, której nie strawiłem. Nudna do granic możliwości. Do tej pory wszystko co wpadło mi w ręce oceniałem wysoko - nawet jeśli się nie zgadzałem z tezami zawartymi w danej książce. Książki nawiązujące do historii - wręczy wchłaniałem - bez względu na to jaką epokę opisywały. Po prostu Łysiak potrafi pisać i tyle. Ale nie tym razem. W mojej ocenie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to