Kryzys na nieskończonych ziemiach

Okładka książki Kryzys na nieskończonych ziemiach autora George Pérez, Marv Wolfman, 9788328116603
Okładka książki Kryzys na nieskończonych ziemiach
Marv WolfmanGeorge Pérez Wydawnictwo: Egmont Polska Seria: DC Deluxe komiksy
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Seria:
DC Deluxe
Tytuł oryginału:
Crisis on Infinite Earths
Data wydania:
2016-04-13
Data 1. wyd. pol.:
2016-04-13
Data 1. wydania:
2005-10-12
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328116603
Tłumacz:
Tomasz Sidorkiewicz
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kryzys na nieskończonych ziemiach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kryzys na nieskończonych ziemiach

Średnia ocen
6,7 / 10
167 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kryzys na nieskończonych ziemiach

avatar
668
664

Na półkach: ,

Uwielbiamy komiksy, to fakt, ale są wśród nas geeków i tacy (a jest nas całkiem spora grupka),którzy ponad wszystko muszą zaspokoić swoją popkulturową ciekawość i dowiedzieć się, ,,co by się na świecie nie działo, i choćby pod kroplówką w szpitalu człowiek leżał”, jak to wszystko z tym ,komiksem przez wielkie K” się zaczęło. I cóż by tu rzec, ukochane medium rozrywki wielu fanów różnych fikcyjnych światów osadzonych w różnych gatunkach i specyfikach graficznego ich przedstawiania ewoluuje na naszych oczach już od ponad 80 lat. Na początku było trudno, bo narracje graficzne, choć to zabrzmi dla totalnie zielonych, zaczynających przygodę z komiksem fanów: miał służyć jedynie tylko i wyłącznie celom propagandowym, ewentualnie, ,,gdzieś na boku” zapewniać tanią i szybką rozrywkę dla wszystkich ,,tych niższych klas” społecznych które mogłyby wydać jakieś ,,drobne” luźno dyndające w kieszeni, by umilić sobie czas pomiędzy pracą a snem.

Medium komiksowe, co lubię zawsze powtarzać przy okazji recenzowaniu i omawianiu danego komiksu w gatunku superbohaterskim, sci-fi lub thriller w miksie z horrorem, powinno określać się mianem ,,komiksowej myśli ludzkiej”. Bo komiks, to, cóż tu rzec... nie inaczej: rodzaj doznania i informacji o rozmaitych Uniwersach, czy nawet Multiwersach, z konkretnych dużych lub mniejszych wydawnictw, który z formy ,,pulpowej”, ot pasków będących hektar czasu temu dodatkiem do prostych magazynów z opowiadaniami i różnymi niszowymi historyjkami, na przestrzeni wielu dekad wyrósł on obecnie do postaci tak samo dla ogólnej kultury znaczącej, co dajmy na to – choć jest to odważne, nieco prywatne subiektywne spostrzeżenie – literatura klasyczna, piękna, czy doceniana wśród krytyków i czytelników różnogatunkowa beletrystyka: od horrorów począwszy, a na reportażach i pisanej brutalnie i realistycznie literaturze faktu skończywszy. Bardzo istotne w tym kontekście jest to, abyśmy mieli na uwadze iż współczesny komiks, czym by on nie był: może i mangą, może i mroczną adaptacją powieści grozy Lovecrafta czy thrillerem pokroju ,,Sin City”, swój pierwowzór zawdzięcza narodzinom idei i formy amerykańskiego komiksu: narracji graficznych o charakterystycznej tematyce, najbardziej poważanym obecnie na świecie (choć ten trend nie jest tak korzystny dla tego gatunku jak jeszcze jakieś 20-30 lat temu) nurcie superbohaterskim.

Dla niewtajemniczonego w temat ,,anty-nerda", komiksowe przestrzenie, na których rozgrywają się fantastyczne wydarzenia i pisane są te mniej oraz te bardziej lub totalnie heroiczne historie z udziałem multum postaci, piszące ważny rozdział dla rozbudowy i podkreślenia annałów dziedzictwa kulturowego cywilizacji, to takie... niby zwykłe Światy, na których rozgrywają się ,,jakieś tam” totalnie przewidywalne, turbo-stereotypowe superbohaterskie ,,opowiastki”. Jednakże, i tu pojawia się druga odsłona bycia czytelnikiem komiksu, jak i inna, o wiele lepsza i bardziej wymiarowa ,,strona medalu” tego medium: dla kogoś, kto dostrzeże w narracjach graficznych coś dla siebie, cholibka!, kto ,,ułamie” dla swojego własnego Ja nieco z ich fabularno-rysunkowej, całościowej głębi, to ten ktoś z czasem wyrośnie na prawdziwego miłośnika narracji zamkniętych w akcie iluzji ruchu poprzez odpowiednio dozowany rysunek i stosowane plansze oraz ,,kadrowanie. Taki nerd może stwierdzić, że ,,komiksy w całej swej tematycznej i gatunkowej okazałości stanowią potężne, wręcz monstrualne macierze tudzież wymiary – przestrzenie tak rozległe, jak rozległe są granice ludzkiej wyobraźni, na których może rozegrać się nieskończona ilość wydarzeń, z nieskończoną ilością postaci, relacji, historii mniej lub bardziej emocjonalnych, opisanych nieskończoną interpretacją danych gatunków". I ta nasza geekowska wyobraźnia, co ciekawe… jest naprawdę nieskończona, czego przykładem niech będzie jeszcze jeden wniosek: ,,komiksowa myśl ludzka” przez bite 80 lat z lekkim hakiem, dała Światu geeków i zwykłych ,,coniedzielnych czytelników gazetkowej rozrywki” nie tylko ,,jakieś tam Uniwersa”, ale raczej ,,meta-światy” – wymiary z setkami, jak nie z tysiącami Wszechświatów, z multum typami postaci, fantasmagorycznymi istotami, które to żyją na przeogromnej liczbie planet; także z licznymi możliwościami fabularnymi, wątkowymi; z rozgrywającymi się przyprawiającymi o gęsią skórkę, jak i powodującymi lekkie wzruszenie ramion i zniechęcenie, wydarzeniami. W ten sposób, sądzę, koniec końców wyobraźnia ludzka, która jak wiemy nie zna granic zaprowadziła mistrzów komiksu w gatunku superbohaterskim do nie tyle co stworzenia, a ,,wyłonienia z arkan ukrytej głębi heroicznych historii” jednego z najbardziej klasycznych, ikonicznych i wzbudzających szacunek u konserwatywnych fanów komiksu superbohaterskiego, dzieła pośród tego rodzaju medium, wypracowanego w pocie czoła w wydawnictwie DC Comics. Tym tytułem jest ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” autorstwa Marva Wolfmana, George’a Péreza, jako głównych demiurgów publikacji, a także wielu innych sprawnych rąk w pędzlu i ołówku, do których należą m.in. Dick Giordano, Karl Kesel, czy Tom McCraw.

Aby dojść, a właściwie dojrzeć fanowsko i decyzyjnie zarazem do zaopatrzenia się w tak klasyczny komiks w dziejach tego rodzaju mikrokosmosu rozrywki, jakim jest ta właśnie epokowa niniejszym omawiana i opisywana narracja obrazkowa, musiałem przejść niejedną burzę decyzyjną i doświadczyć niejeden komiks od DC Comics traktujący o zagładach Uniwersów i zmianach w jądrze Multiwersum w DC, gdzie wszystko to się na oceanie bezkresu nieskończonej przestrzeni rozgrywa. I tak, po solidnej lekturze, a miało to miejsce ,,jaaaaakiś” szmat czasu temu, co najmniej kilku pozycji z dość oryginalnej koncepcyjnie i fabularnie dla całego DC w sferze komiksu, linii wydawniczej pt. "DC Odrodzenie", w tym kilku z tzw. dziwnej ,,pod-linii” wydawniczej z Odrodzenia, ot ,,Droga do Odrodzenia”, gdzie w tytułach tych realizowały się ,,pewne echa” decyzji wydawnictwa, które w 2011 roku postanowiło rozpocząć swoisty restart całego "Multiversum", które istniało już od kilkudziesięciu lat (patrz – seria komiksów "Flashpoint. Punkt krytyczny", i wydarzenia mające po nich miejsce, które "Multiversum" zastąpiło czymś, co nazwano ,,The New 52”… Tak, jest to dość skomplikowane i pogmatwane),sięgnąłem po coś o wiele bardziej pierwotnego, coś co wywołało pierwszą ,,kolizję” Światów w DC w dziejach komiksów tej marki, coś bez czego koncept ,,Wieloświata” w całym organizmie Komiksu na świecie, nie byłby tym czym jest obecnie, w ogóle być może by nie istniał, a o takich późniejszych klasykach jak ,,Flashpoint” i kolejnym restarcie w DC nikt nigdy by nie usłyszał. ,,Kryzys na nieskończonych Ziemiach” okazał się tą tuzą publikacji w komiksie, której po prostu potrzebowałem, a o czym nie wiedziałem, że dzięki jego treści poukładam sobie w głowie ten tygiel historii, który wpłynął na ewolucję całego DC Universe, które to każdy fan doświadcza po dziś dzień. To kilkaset klasycznie pisanych, z widoczną (choć nie do końca perfekcyjną w swoim efekcie) iskrą talentu scenopisarskiego, stron z graficznie nostalgicznie choć twardo uwydatnianą treścią – coś, co dla jednych może być ,,tylko ważnym komiksem”, a dla drugich reprezentantem środowiska prawdziwej sztuki komiksu. Za druk w Polsce odpowiada wydawnictwo Egmont, które to niniejszym recenzowane wydanie ,,Kryzysu” wypuściła na nasz rynek w pięknej twardej okładce i harmonijnie współgrającej kolorystycznie obwolucie. Dostaliśmy w ten sposób potężny fizycznie, jak jakaś akademicka cegła dla studentów Medycyny, dzieło – coś, co przeczytaniu zmieniło moje relacje na linii: ,,fan a Uniwersum DC”, i kto wie, czy nie jest to najbardziej kluczowy dla mojego zrozumienia dziedzictwa DC Unvierse komiks, jakiego doświadczyłem. Plus te kapitalne dodatki ,,zza kulis" pracy nad wydaniem - perełka i sosik do wyjątkowości tej opasłej, ale pięknej lektury!

Gdy się jest fanem komiksu, często jest tak, że nie da się nie reagować dziwacznie, na to co w komiksach się po prostu rozgrywa. Tak, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa, co napomknąłem pośrednio powyżej, zareagowałem i Ja po ogarnięciu całości około 370 stron głównej historii w ,,Kryzysie...”. Bo historia tu przedstawiona to jedna z najbardziej złożonych opowieści komiksowych, jakie kiedykolwiek widziałem, czytałem, w ogóle całymi swymi zmysłami, nawet tym ,,szóstym”, jakby będącym intuicją i czymś ,,ponadczasowo-geekowskim” doświadczałem. Trudno ocenić i opisać dokładny zakres fabuły tu zawartej, także samych nakreślonych wątków. Zasięg wizualny i ten narracyjny można opisać więc tak... jakbyśmy mieli do czynienia podczas lektury tego tytułu z komiksowym odpowiednikiem totalnie epickiego, stworzonego porządnie i z arcy-rozmachem, działającego efektownie i efektywnie na widza filmu superheroe z MCU, pt. ,,Avengers: Endgame”, będącym zwieńczeniem 11 lat pracy tak zwanych ,,Faz MCU”, czyli realizacji wszystkich filmów Marvel Studios prowadzących konsekwentnie do jednej dużej historii, mającej zwieńczyć się właśnie w 2019 roku w postaci, mówiąc dość skrótowo: tej ostatecznej, po ,,Infinity War” walki Mścicieli i ich licznych kompanów z prze-potężnym i inteligentnym Thanosem i jego świtą. W ,,Kryzysie…” Wolfmana i Pereza jest podobnie, możliwe, że nawet jeszcze bardziej skomplikowanie i arcyciekawie. Mało tego w narracji naszych artystów komiksu przewinęło się tyle bohaterów, antybohaterów i postaci negatywnych, że gdyby pociągnąć jeszcze inaczej całość tej lektury, cóż, mielibyśmy mało fabuły, ale za to ,,sporooo" encyklopedii postaci z Świata/ów DC.

,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach”, co może i jest bardziej subiektywne niż obiektywne – każdy z nas inaczej podchodzi do doświadczenia tak tubalnych, rozgałęzionych na odrębne ,,mikrokosmosy” opowieści, dużych komiksów, ot wydań zbiorczych, prezentujących na dodatek dość solidną, zwartą i całkiem konsekwentną historię zmieniającą oblicze całego Świata, z którego ona pochodzi, jak ta Wolfmana i Pereza – nie jest pozycją dla każdego komiksomaniaka; powiedziałbym, że ,,W & P i spółka" innych artystów tworzących od podstaw do ostateczności całe około 380 stron składających się na niniejsze wydanie, to tytuł dla rasowych wyjadaczy komiksowych, kochających cierpliwie i stoicko spokojnie doświadczać strona po stronie całego wieloetapowego, multiwątkowego, wieloświatowego na płaszczyźnie DC ,,Kryzysu…” tu zawartego. Doszło do tego, choć to pozytywny jak dla mnie skutek potęgi tej historii: sam nie pamiętam ile ten pierońsko skomplikowany komiks, choć delikatnie w około połowy zawartości wybijający z rytmu, ,,roboczo-godzin!” czytałem.

Działo się tu tyle, że niektórych małych wątków nie pamiętam, ani postaci, tym bardziej trudno będzie w pełni opisać o co dokładnie chodziło w tak wyjątkowo dla historii wydawnictwa DC Comics tworzonym wydarzeniu. Określenie, że superbohaterowie z wielu Światów pod sztandarem Monitora muszą przeciwstawić się Anty-Monitorowi, który falami antymaterii będzie anihilował całe Multiversum, praktycznie doszczętnie je niszcząc, to tak jakby totalne uproszczenie. I choćby nie wiem, co się w społeczności / przemyśle komiksowym miało wydarzyć... fakt, faktem ,,Kryzys na Nieskończonych Ziemiach” zmienił znacząco porządek w sercu DC, jak i nakreślił jego obecnie realizowaną wtenczas mającą wybrzmieć przyszłość.

Uwielbiamy komiksy, to fakt, ale są wśród nas geeków i tacy (a jest nas całkiem spora grupka),którzy ponad wszystko muszą zaspokoić swoją popkulturową ciekawość i dowiedzieć się, ,,co by się na świecie nie działo, i choćby pod kroplówką w szpitalu człowiek leżał”, jak to wszystko z tym ,komiksem przez wielkie K” się zaczęło. I cóż by tu rzec, ukochane medium rozrywki wielu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
275
167

Na półkach:

Komiks dobry i wart przeczytania. Pamiętać należy jednak, że wydany został w roku 1985, a to jest gwarancją tego, że wielu osobom się nie spodoba. Jeśli dodamy do tego, że akcja często skacze z miejsca na miejsce, pojawiają się niezliczone tabuny peleryniarzy, teksty są raczej przeciętne a humoru brak, to grono zadowolych z tego komiksu nie powinno być zbyt duże. Mnie osobiście komiks nie zachwycił i czasem wręcz usypiał, ale doceniam to, że jest napisany całkiem sensownie i bardzo dobrze narysowany (jak na lata 80-te to rysunki Pereza to musiała być petarda). Klasyka w naprawdę dobrym wydaniu.

Początkującym miłośnikom komiksów go nie polecam, ale dobrze zapoznani ze światem DC weterani, powinni mieć z tego wydania trochę więcej frajdy.

Komiks dobry i wart przeczytania. Pamiętać należy jednak, że wydany został w roku 1985, a to jest gwarancją tego, że wielu osobom się nie spodoba. Jeśli dodamy do tego, że akcja często skacze z miejsca na miejsce, pojawiają się niezliczone tabuny peleryniarzy, teksty są raczej przeciętne a humoru brak, to grono zadowolych z tego komiksu nie powinno być zbyt duże. Mnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
307
261

Na półkach:

Za dużo się dzieje. Rozumiem że skala ma pokazać tytułowy wielki kryzys ale kryzys to ja miałem z przebrnięciem przez ten tom.

Za dużo się dzieje. Rozumiem że skala ma pokazać tytułowy wielki kryzys ale kryzys to ja miałem z przebrnięciem przez ten tom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

272 użytkowników ma tytuł Kryzys na nieskończonych ziemiach na półkach głównych
  • 199
  • 73
163 użytkowników ma tytuł Kryzys na nieskończonych ziemiach na półkach dodatkowych
  • 89
  • 43
  • 11
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Kryzys na nieskończonych ziemiach

Inne książki autora

Okładka książki Tuzy Jokera. 13 klasycznych opowieści o zbrodniczym klaunie. Jim Aparo, Gene Colan, Gerry Conway, José Luis García-López, Paul Levitz, Doug Moench, Don Newton, Len Wein, Marv Wolfman
Ocena 5,6
Tuzy Jokera. 13 klasycznych opowieści o zbrodniczym klaunie. Jim Aparo, Gene Colan, Gerry Conway, José Luis García-López, Paul Levitz, Doug Moench, Don Newton, Len Wein, Marv Wolfman
Okładka książki Blade Epic Collection. His Name Is... Blade Gene Colan, Marv Wolfman
Ocena 0,0
Blade Epic Collection. His Name Is... Blade Gene Colan, Marv Wolfman
Okładka książki Kosmiczne spotkania Paul Levitz, Jim Starlin, Curt Swan, Roy Thomas, Len Wein, Marv Wolfman
Ocena 5,3
Kosmiczne spotkania Paul Levitz, Jim Starlin, Curt Swan, Roy Thomas, Len Wein, Marv Wolfman
Okładka książki Tomb of Dracula Omnibus Vol. 1 Gene Colan, Marv Wolfman
Ocena 0,0
Tomb of Dracula Omnibus Vol. 1 Gene Colan, Marv Wolfman
Okładka książki Amazing Spider-Man Epic Collection. Nine Lives Has the Black Cat John Byrne, Keith Pollard, Marv Wolfman
Ocena 0,0
Amazing Spider-Man Epic Collection. Nine Lives Has the Black Cat John Byrne, Keith Pollard, Marv Wolfman
Okładka książki Fantastic Four Epic Collection. Four No More Sal Buscema, John Byrne, Keith Pollard, Marv Wolfman
Ocena 0,0
Fantastic Four Epic Collection. Four No More Sal Buscema, John Byrne, Keith Pollard, Marv Wolfman
Okładka książki Blade Epic Collection. Nightstalkers D.G Chichester, Gene Colan, Ron Garney, Marv Wolfman
Ocena 0,0
Blade Epic Collection. Nightstalkers D.G Chichester, Gene Colan, Ron Garney, Marv Wolfman

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman: Zagłada Gotham Mike Mignola
Batman: Zagłada Gotham
Mike Mignola Richard Pace Troy Nixey
Niby Batman… a jednak Mignola nadaje mu swój bardzo charakterystyczny styl. Od pierwszych kadrów widać to, że Batman: Zagłada Gotham będzie historią mroczną, nieco nadnaturalną, prawie jak Hellboy. Mignola uwielbia wszelkie motywy demoniczne i ponadnaturalne. Tu też ich nie mogło zabraknąć. Właściwie fabuła nie różni się też od innych historii tego autora, chociaż jest on tylko jednym z twórców scenariusza. Drugim jest Richard Pace, ale to właśnie Mignola jest wiodący. To po prostu widać. No więc w skrócie fabuła sprowadza się do tego, że jest sobie Cthulopodobny stwór, który chce przejść przez bramę wymiarów i zniszczyć ludzkość. I tylko jedna osoba może temu zapobiec… 🦇 Grzechy Gotham I jak Nietoperza przystało to wszystko dzieje się z Gotham, które jest przeklęte przez grzechy swoich założycieli. A winy ojców przechodzą na synów, więc to właśnie Bruce Wayne ma za zadanie im zadośćuczynić, zamknąć bramę i wygnać stwora. W tym celu jednak musi bardzo wiele poświęcić… Akcja dzieje się w 1928 roku, co fajnie jest podkreślane na rysunkach, np. w technologii, której Batman używa, czy w kostiumach. Wgl cały komiks ma fantastyczny klimat. Mroczny, ale także specyficzny dla lat ‘30. 🦇 Świetna rozrywka Czy mimo podobieństw i znanych motywów podobał mi się Batman: Zagłada Gotham? Zdecydowanie tak. Bo stosunkowo prosta fabuła to jedno, zresztą prosta nie znaczy słaba. Ale to, to co mnie do niego ciągnie, to specyficzny mroczny klimat rysunków i rozwiązań fabularnych Mignoli i spółki. No i ta kreska, która choć stworzona przez Troya Nixeya, to jednak nie chce mi się wierzyć, że Mignola nie dorzucił swoich pięciu groszy. Albo Nixey się motzno Mignolą inspirował. W każdym razie wyszło świetnie. W tym komiksie znajdziemy też ulubione przez Mignolę postacie jak Ra’s Al-Ghul, Iog-Soth, czy rybopodobne demoniczne sługi. Dodatkowo są tu jeszcze dwie króciutkie historyjki – jedna o Batmanie narysowana w czerni, bieli i czerwieni. Druga jest o Demonie Etriganie, o jego początkach. W bardzo charakterystycznej kresce specyficznej dla lat ‘70. Kolorowo i dużo się dzieje. Te dodatkowe materiały są super, zawsze lubię gdy wydawca czymś mnie na koniec zaskoczy. Mignola nie zaskakuje, ale trzyma wysoki poziom. To kawał naprawdę przyjemnej historii.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 rok temu
Harley Quinn: Miejska gorączka Charlie Adlard
Harley Quinn: Miejska gorączka
Charlie Adlard Sam Kieth Jimmy Palmiotti Darwyn Cooke Jim Lee Tony S. Daniel Amanda Conner Dave Johnson Bruce Timm Walter Simonson Becky Cloonan Adam Hughes Dan Panosian Scott Williams Stephane Roux Chad Hardin Sandu Florea Art Baltazar
"Harley Quinn: Gorączka w mieście" Z przyjemnością chciałbym podzielić się moją opinią na temat komiksu "Harley Quinn: Gorączka w mieście", wydanego przez Hachette Polska. Jest to fascynujące i zaskakujące połączenie dwóch wersji postaci Harley Quinn - klasycznej z 1999 roku oraz nowszej odsłony z 2014. Ten komiks dostarczył mi ogromnej przyjemności podczas czytania, a jednocześnie świetnie się przy nim bawiłem. Pierwszym aspektem, który zwrócił moją uwagę, jest różnorodność stylów graficznych. Dzięki niemu mamy okazję zapoznać się z różnymi podejściami do rysunku i designu postaci. Taka mieszanka stylów nadaje całości świeżości i nie pozwala na moment nudzić się podczas lektury. Jeśli chodzi o fabułę, komiks porusza tematy samotności ludzi starszych oraz relacji Harley z innymi postaciami z uniwersum DC. Widać w nim Harley jako psycholożkę w domu opieki, uczestniczkę derby wrotkarskich, a także jako cel łowców nagród. Warto zwrócić uwagę na niektóre bardziej brutalne sceny, które mogą nie przypaść do gustu każdemu czytelnikowi, ale są one nierozerwalnie związane z charakterem głównej bohaterki. Część opinii na temat komiksu podkreśla jego chaotyczność lub zbyt dużą objętość. Moim zdaniem, jest to konsekwencja połączenia dwóch różnych er tworzenia tej postaci w jedno wydanie. Wielu może to być jednak dodatkowym atutem, pozwalającym na pełniejsze zrozumienie ewolucji postaci. Często pojawiają się porównania tej wersji Harley do postaci Deadpoola. Jej nieprzewidywalność, poczucie humoru oraz tendencja do łamania czwartej ściany są cechami wspólnymi dla obu tych postaci. "Harley Quinn: Gorączka w mieście" to obowiązkowa pozycja dla fanów tej postaci, ale także dla tych, którzy chcą poznać jedną z bardziej ikonicznych postaci DC w nieco innej, bardziej osobistej odsłonie. Z pełnym przekonaniem polecam ten komiks każdemu miłośnikowi gatunku i zachęcam do poznania fascynującej historii Harley.
GeekPiotr - awatar GeekPiotr
ocenił na82 lata temu
Trójca Matt Wagner
Trójca
Matt Wagner
Kolejna pozycja od pana Wagnera. Chciałem to przeczytać bezpośrednio po Świcie mrocznego księżyca zgodnie z chronologiczną kolejnością jednak jak sprawdzałem Matt stworzył Trójce na pare lat przed dwoma miniseriami o Batmanie składającymi się na Świt. W każdym razie zgodnie z wydarzeniami DC kolejność to Świt, a następnie Trójca. Komiks od samego początku pokazuje nam przyziemne problemy z życia kogoś z wielkimi mocami jak kontrola zbyt dobrego wzroku i słuchu, ale też oddziaływanie na inne obiekty tak kruche z perspektywy kogoś kto ma gigantyczną siłę jak moment gdy Superman próbował zmienić trajektorię wbijając się w blachy jak w masło. Dochodziła tu fizyka, siła pędu. Świetne, naprawdę świetne i potrzebne. Co do rysunków. Styl Matta subiektywnie do mnie trafia i to bardzo. Tak w Świcie jak i tutaj w Trójcy. Wiedziałem już czego mogę oczekiwać i że będzie dobrze. To jak napisana została tutaj nasza trójca. Też jest ok. Cechy charakterów, sposoby myślenia. Wszystko się zgadza i pasuje. Budującą się relacja między bohaterami, różnice w ich poglądach na takie tematy jak niesienie pomocy. Zostało to tutaj ujęte właściwie. Jedyne na co mogę zwrócić uwagę to to, że Batman Wagnera bardziej podobał mi się w Świcie mrocznego księżyca. Jednak zdaję sobie sprawę, że tam autor mógł w pełni poświęcić uwagę tej postać, a dodatkowo i co chyba jeszcze ważniejsze był już z tą postacią bardziej zaznajomiony m.in po Trójcy właśnie i mógł swoją koncepcje tej postaci dalej rozwijać. Komiks warty zaznajomienia i poświęcenia mu czasu.
Blacezard - awatar Blacezard
ocenił na78 miesięcy temu
Batman: Narodziny Demona Dennis O'Neil
Batman: Narodziny Demona
Dennis O'Neil Tom Grindberg Mike W. Barr Norm Breyfogle Jerry Bingham
GŁOWA DEMONA - CZĘŚĆ 3 Batman: Narodziny Demona - Część 3: opowiadanie z 1992 roku autorstwa amerykańskiego pisarza komiksów Dennisa O'Neila (m.in.: "Batman"). Ostatnia część trylogii poświęcona Ras'owi Al-Ghulowi ("Narodziny Demona"),to doskonałe zwieńczenie, a zarazem podsumowanie tego znakomicie wykreowanego czarnego charakteru. Głowa Demona to postać wyrastająca ponad przeciętność w galerii łotrów Batmana. Żyjący od czterech stuleci dzięki kąpielom w Jamach Łazarza, przywódca Ligi Asasynów stanowi wzorowy model arcywroga dla Mrocznego Rycerza. To również jedna z niewielu postaci, która zarazem potrafi stać się jego sprzymierzeńcem. Dennis O'Neil oddał wielbicielom DC wielką przysługę przywracając Batmanowi jego mroczny charakter, który mocno ucierpiał od kiedy zaczęły pojawiać się u jego boku takie postacie jak Robin, czy Batgirl (oczywiście w zależności od danej historii). Między innymi posłużyła temu kreacja w 1971, właśnie takiej postaci jak Ra's Al-Ghul: wroga, a niekiedy sprzymierzeńca, posiadającego logiczne motywy działania oraz dorównującego Mrocznemu Rycerzowi zarówno sprawnością fizyczną, jak i inteligencją. A teraz ciekawostka: Ra's Al-Ghul aka Głowa Demona, jak dotąd dwukrotnie pojawił się na dużym ekranie: - "The Dark Knight Rises" reż. Ch.Nolan 2012r. - "Batman Begins" reż. Ch.Nolan 2005r. A w rolę wcielił się Liam Neeson (m.in.: "Schindler's List").
Książkoman_LC - awatar Książkoman_LC
ocenił na107 lat temu
Catwoman: Na tropie Catwoman Rick Burchett
Catwoman: Na tropie Catwoman
Rick Burchett Darwyn Cooke Cameron Stewart Ed Brubaker Lee Loughridge Matt Hollingsworth Mike Allred Brad Rader Giulia Brusco
Catwoman jest jedną z najpopularniejszych postaci bezpośrednio powiązanych z Batmanem. Jednakże doczekała się swojej regularnej serii komiksowej dopiero w 1993 r. Seria ta jest obecnie reliktem swojej epoki, kiedy to kobiety przedstawiano wyidealizowany sposób, a fabuła to głównie niezbyt pomysłowa sensacja. Trochę świeżości do komiksów z tą postacią postanowił wprowadzić Ed Brubaker, późniejszy autor znakomitej serii „Gotham Central”, w 2002 r. komiksem „Wielki Skok Seliny”. Tytuł okazał się na tyle dużym sukcesem, że ten sam scenarzysta zajął się później nową regularną serią z tą bohaterką. To właśnie komiksy o Catwoman ze scenariuszem Eda Brubakera zawiera omawiane wydanie zbiorcze. Tom rozpoczyna wspominany wcześniej „Wielki Skok Seliny”. Tytułowa bohaterka dowiaduje się o pociągowym transporcie pieniędzy należących do gangsterów. Selina zbiera więc zespół i postanawia ukraść gotówkę. Jest to typowa opowieść o skoku. Większą część komiksu zajmują przygotowania do samej akcji, by w finale ją ostatecznie przeprowadzić. Jednakże nie oznacza to, że nie ma tu żadnej intrygi. Na pociąg z pieniędzmi czyhają też inni, a w całą sprawę miesza się prywatny detektyw poszukujący Seliny. Dzięki temu akcja nie jest monotonna, a bohaterowie muszą zmagać z coraz to nowymi problemami. Przy tym też nie ma tu właściwie żadnych elementów typowych dla komiksów bohaterskich, a bohaterka nie zakłada nawet swojego kostiumu, przez co można się czuć jakby oglądało się dobry film sensacyjny. Podobały mi się tutaj drugoplanowe postacie. Najbardziej w pamięć zapada doświadczony złodziej Stark, z którym Selinę zdaje się łączyć szczere uczucie, do którego jednak żadne nie chce się przyznać. Dużą rolę też odgrywa tu detektyw Sam Bradley, który działa według swojego specyficznego kodeksu moralnego i niczym Batman ma relację z bohaterką na zasadzie wróg-sojusznik. Trochę gorzej wypada pewien młody przestępca, który pomaga bohaterom – miałem nadzieję, że bardziej go rozbudują. Za to bardzo poruszającym motywem jest trzecioplanowa postać Chantel, która jest trochę cichym bohaterem tej opowieści. Następna opowieść to tytułowa „Na tropie Catwoman”, która oryginalnie była publikowana w odcinkach łamach serii „Detective Comics” numery 759-762. Akcja rozgrywa się w tym samym czasie co początek „Wielkiego Skoku Seliny”. Głównym bohaterem jest prywatny detektyw Slam Bradley, któremu burmistrz Gotham zleca odnalezienie Seliny Kyle. Ta opowieść to z kolei kryminał noir, gdzie większą rolę odgrywa ponury klimat niż rozwiązanie zagadki. Detektyw musi mierzyć się z różnymi zbirami i w trakcie śledztwa sam zaczyna mieć wątpliwości moralne. Przy tym też sam bohater sięga często po brutalne metody, ale też gotowy jest do poświęceń. Świetna opowieść. Kolejna historia czyli „Coś na ból” to początek regularnej serii „Catwoman”. W East Endzie, dzielnicy Gotham City, dochodzi o serii morderstw na prostytutkach. Policja działa bardzo opieszale, więc Selina Kyle zakłada ponownie kostium Catwoman, żeby odnaleźć mordercę. Opowieść ta to całkiem istotne element ewolucji postaci. W wielu komiksach była ona głównie złodziejką i awanturniczką. Tutaj jednak staję się obrończynią East Endu. Opowiada się po stronie osób nieakceptowanych przez społeczeństwo, którym zarówno policja, jak i inni superbohaterowie nie są zbyt chętni do pomocy. Tutaj już twórcy nie unikają nawiązań do szerszego uniwersum. Powraca tu Holly Robinson, koleżanka głównej bohaterki znana z komiksu „Batman – Rok pierwszy”, a sama Selina korzysta z pomocy doktor Leslie Thompkins. Nawet Batman się tu pojawia się, ale jest on jedynie postacią epizodyczną – dzięki temu nie zabiera głównej bohaterce jej opowieści. Bohaterka może tutaj odegrać rolę detektywa. Posługuje się zarówno sprytem, jak i też brutalną siłą; ale w odróżnieniu od Batmana może też korzystać ze swoich kobiecych atutów. Mam mieszane uczucia co do rozwiązania samej zagadki, bo wolałbym coś bardziej przyziemnego, ale może zostanie to jeszcze później rozwinięte. Za rysunki w tym tomie do tej pory odpowiadał Darwyn Cooke, artysta znany z historii „Batman – Ego” czy „Nowa Granica”. Jego kreska może kojarzyć się z tą znaną z serialu animowanego „Batman – The Animated Series”, gdzie kobiety są zgrabne i drobne, a mężczyźni mocno zbudowani. Jednakże udaje mu się uniknąć nadmiernej seksualizacji wyglądu postaci, co widać chociażby po projekcie nowego kostiumu Catwoman. Odrzucony tu zostaje obcisły fioletowy strój z lat 90., a zamiast tego bohaterka dostaje bardziej praktyczne czarne wdzianko. Niestety czasami odnosiłem wrażenie, że artysta za bardzo się spieszył, bo niektóre kadry wychodzą bardzo niestarannie. Tom zamyka historia „Przebrania”, gdzie to Holly Robinson rusza tropem policjanta działającego w ukryciu. W wyniku tego Selina musi bardziej zainteresować się policją działającą w East Endzie. Będzie musiała przy tym zwrócić się o pomoc do starego przyjaciela. Początek historii opowiadany jest z perspektywy Holly Robinson. Można dzięki temu dokładniej poznać jej charakter, a także przeszłość. Okazuje się ona bardziej wnikliwą obserwatorką rzeczywistości niż Catwoman, ale przy tym jednak ma pewne ograniczenia i zmaga się z własnymi demonami. Opowieść ta porusza znany już z komiksu „Batman – Rok pierwszy” problem skorumpowania policji z Gotham. Podobnie jak Człowiek-Nietoperz we wspominanym komiksie, bohaterka ma tylko paru sojuszników, którzy jej pomogą. W odróżnieniu jednak o Batmana nie boi się grać nieczysto. Tutaj też w drobnych rolach pojawiają się postacie z szerszego uniwersum. Policjant Crispus Allen jest tu miłym smaczkiem. Jednakże prawdziwym szokiem może być ostatnia strona, która zapowiada bardzo sensacyjne wydarzenia w życiu bohaterki. Tutaj już rysują Brad Rader i Cameron Stewart. Ich rysunki wydają mi się bardziej sztywne i mnie pomysłowe niż te Cooke'a. Jednakże udaje im się stworzyć parę efektownych kadrów. Tom zawiera też posłowie Kamila Śmiałkowskiego. Jest to bardzo ogólne omówienie postaci Catwoman w różnych mediach, a także krótko opisani są twórcy. Szkoda, że więcej miejsca nie poświęcono na wcześniejsze przygody bohaterki z lat 90., bo przydałoby się chociażby wyjaśnienie dlaczego jest uważana za zmarłą. Jeśli ktoś kupuje ten komiks tylko dla Batmana, to się zawiedzie. Jeśli jednak poszukuje się dobrego komiksu o Catwoman, gdzie bohaterka nie jest jedynie miłym dla wzroku elementem, to trafił w dziesiątkę. Tom przekonał mnie do tej postaci i z chęcią sięgną po kolejne.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 lat temu
Superman: Czerwony syn Mark Millar
Superman: Czerwony syn
Mark Millar Kilian Plunkett Dave Johnson
Interesują mnie alternatywne światy i historie typu „co by było gdyby”, dlatego po Czerwonego Syna sięgnąłem z dużą ciekawością. Na co dzień nie jestem wielkim fanem Supermana, ale sam koncept tej opowieści mnie kupił. Mark Millar — twórca znany m.in. z The Ultimates czy Kick-Ass — wziął na warsztat ikonę amerykańskiej popkultury i postawił ją w zupełnie innym kontekście historycznym. Tutaj Kal-El nie ląduje w Kansas, lecz w ZSRR i dorasta w realiach radzieckiego systemu. To odwrócenie mitu Supermana jest sercem tej historii. Zamiast symbolu amerykańskiego snu dostajemy symbol potęgi komunizmu. Ten zabieg otwiera pole do wielu ciekawych rozważań politycznych i ideologicznych. Fabularnie to naprawdę solidna opowieść, z kilkoma twistami, które potrafią zaskoczyć. Podobało mi się, jak Millar bawi się znanymi postaciami z uniwersum DC. Wonder Woman, Brainiac czy przede wszystkim Lex Luthor (wraz z Lois Luthor) zostali przedstawieni w odświeżony, ale logiczny sposób. Szczególnie relacja Luthora z Supermanem jest tu ciekawie rozpisana — jako starcie dwóch wizji świata, a nie tylko klasyczne dobro kontra zło. Klimat komiksu jest chłodny, momentami wręcz propagandowy w tonie — i to działa. Czuć ciężar ideologii, kontrolę, napięcie między wolnością jednostki a bezpieczeństwem zbiorowym. To nie jest typowa historia o pelerynie i ratowaniu świata, ale bardziej polityczna przypowieść o władzy i jej konsekwencjach. Jeśli chodzi o stronę wizualną, jest poprawnie. Dave Johnson i Kilian Plunkett wykonali solidną robotę, choć kreska nie wyróżnia się szczególnie na tle komiksów z początku lat 2000. Momentami ma lekko kreskówkowy charakter, co nie zawsze idealnie współgra z ciężarem tematu, ale ogólnie spełnia swoje zadanie.
CzytamDymki - awatar CzytamDymki
ocenił na71 miesiąc temu
Luthor Brian Azzarello
Luthor
Brian Azzarello Lee Bermejo
Postać Supermana to w znacznej mierze symbol nadziei. Tak widzi go większość ludzi, a bohater zasłużył na takie postrzeganie swoimi czynami. Jednak czy jest to ktoś, komu można ufać w stu procentach? Co, jeśli pewnego dnia coś przestawi się w jego głowie i stwierdzi, że nie chce pomagać i wspierać, ale rządzić? Zważywszy na działania Supermana, taki scenariusz nie jest szczególnie prawdopodobny, ale czy można go odrzucić? Według Lexa Luthora – nie można. Człowiek ze Stali i jego najstarszy wróg to bardzo barwna para, a Brian Azzarello podchodzi do jej sportretowania w sposób nowatorski. W momencie powstania tego komiksu nie było jeszcze zbyt modne zadawanie takich pytań, o jakich pisałem powyżej, a sam Superman prezentował się zupełnie inaczej, bardziej „kreskówkowo”. Dlatego to, co zaproponował nam scenarzysta, było ekscytującym novum. Lex Luthor jest w tym komiksie genialnie nakreślony. Teoretycznie mamy do czynienia z altruistą, który chce wyzwolić pełny potencjał rasy ludzkiej. Uważa, że jesteśmy w stanie sięgnąć nieba i nie potrzebujemy do tego pozaziemskich inspiracji. Wspaniała motywacja. Tyle że Luthor jest przy okazji w stanie posunąć się do największego draństwa, byle swój cel osiągnąć. Brudne zagrywki są jednak wykonywane w białych rękawiczkach, rękami innych – tak, by samemu się nie pobrudzić i w razie potrzeby wszystko zamieść pod dywan. Biznesmen, któremu na sercu leży dobro innych? Tak, ale przy okazji także bezwzględny gangster, dla którego życie niewiele znaczy. Niby paradoks, ale jak się okazuje, wcale nietrudny do pogodzenia. Ten relatywizm moralny wybrzmiewa na kartach tego komiksu w wielu scenach naprawdę mocno, co robi kolosalne wrażenie. „Luthor” ze swoim ponurym wydźwiękiem z pewnością był jedną z inspiracji filmowej interpretacji postaci Supermana autorstwa Zacka Snydera. Tam też mrok i pesymizm były podstawowymi składnikami artystycznej wizji. I raz na jakiś czas chętnie przeczytam komiks o Supermanie tego właśnie typu, pisany bardzo na poważnie, zakładający, że latający kosmita naprawdę mógłby w naszym świecie istnieć, a inni mogliby mieć wątpliwości względem jego mocy i motywacji. Jednak kluczem jest właśnie zwrot „raz na jakiś czas”. Bo mimo wszystko Superman zyskał sławę właśnie swoim altruizmem i dobrocią. Dlatego też „Luthor”, choć generalnie jest komiksem światowej klasy, stanowi dla mnie raczej odskocznię od tego, jak Supermana chcę widzieć na co dzień. Bardzo poważna w wydźwięku opowieść okraszona została godnymi tego ilustracjami. Każdy kto choć trochę interesuje się komiksem, wie w jakim stylu rysuje Lee Bermejo. Słowo klucz to „realizm”. Kolejne kadry to piękne grafiki, które tylko uprawdopodabniają w oczach czytelnika świat, w którym bohater z symbolem „S” na piersi ratuje ludzi z opresji. Przy tym scenariuszu, przy tych wszystkich trudnych pytaniach, nie można było tego narysować w innym stylu. Jakkolwiek nie patrzylibyśmy na postać Supermana, i kimkolwiek by dla nas ten bohater nie był, warto docenić klasę stworzonego przez duet Azzarello/Bermejo albumu. To jeden z tych tytułów, tytułów, które przetarły szlak dla poważniejszego podejścia do komiksu i urealnienia kolorowej opowiastki o niezniszczalnym herosie, a w mniejszej skali - zwyczajnie bardzo angażująca historia, którą warto znać. Także jeśli nie jest się fanem Człowieka ze Stali. Może w takim przypadku nawet jeszcze bardziej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/luthor-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na87 miesięcy temu
Kryzys tożsamości Brad Meltzer
Kryzys tożsamości
Brad Meltzer Rags Morales Alex Sinclair Michael Bair
Wpadłem ostatnio mocno. W wir nowości, w permanentne śledzenie zapowiedzi, gorączkowe planowanie zakupów. Jakże łatwo się w tym zagubić, czytać średnie i średnie plus nowości, zapomnieć o tym, że są jeszcze Ważne Komiksy do przeczytania. Czasem jednak się udaje po nie sięgnąć, w dużym stopniu za sprawą warszawskiej Biblioteki Komiksowo. Toteż złapałem ostatnio “Kryzys tożsamości”, często wymieniany jako jeden z bardziej wartościowych komiksów ze stajni DC. Jego wyjątkowość ma polegać na tym co zwykle, czyli na Świeżym Podejściu do Superbohaterów, na uczłowieczeniu ich, pokazaniu bardziej obyczajowych dramatów i wyzwań. Jednak na początku wita nas ohydna kreska. Dobra, jestem uprzedzony trochę. Jest szczegółowa, dynamiczna, zrozumiała, to po prostu ta kiczowata, pstrokata kreska superhero lat dziewięćdziesiątych, której szczerze nie znoszę. Na tym tle nie ma pozytywnych zaskoczeń. Na poziomie scenariusza, cholera, są. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci żony jednego z mniej znanych superbohaterów, po której rozpoczyna się śledztwo (również wewnętrzne),budzi się nieufność, ale i strach o bliskich, których przecież nikt nie ma prawa mieć na celowniku, temu w końcu ma służyć ukrywanie tożsamości. To dość tragiczna historia, która zaiste z innej perspektywy patrzy na instytucję superbohaterów. Mimo ogromnej gwardii postaci, komiks ma w sobie ogrom intymności, opiera się w dużym stopniu na (zaskakująco wiarygodnych) dialogach. Widzimy tu bohaterów rozdartych, bohaterów złych, pogrążonych w żałobie, przerażonych. Widzimy żywe, przyziemne relacje. Pojawiają się tu też zaskakująco ponure, szokujące, ciężkie tematy i rozwiązania fabularne. Ktoś może powiedzieć, że próbują na siłę szokować, ale mną na pewnym poziomie ten komiks autentycznie wstrząsnął. A na pewnym wzruszył. Jest to też w końcu na pewnym poziomie naprawdę przyzwoity i sprawnie poprowadzony kryminał. To historia intensywna emocjonalnie, pełna żalu, przestrzeni na przemyślenia, opowiedziana z wyczuciem i delikatnością. Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Kryzys na nieskończonych ziemiach

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Kryzys na nieskończonych ziemiach