Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju

Okładka książki Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju autora Georges Flipo, 9788373924635
Okładka książki Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju
Georges Flipo Wydawnictwo: Noir sur Blanc kryminał, sensacja, thriller
330 str. 5 godz. 30 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
La commissaire n’a point l’esprit club
Data wydania:
2014-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-15
Liczba stron:
330
Czas czytania
5 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373924635
Tłumacz:
Krystyna Arustowicz
Średnia ocen

5,4 5,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju

Średnia ocen
5,4 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju

avatar
1103
1103

Na półkach: ,

134/180/2022
Łomojbożyczku, a co to niby ma być? Czyta się nawet nieźle, ale intryga słaba. Jak dla mnie za dużo zmyłek, motywów i podejrzanych od Sasa do lasa. I ta komisarz, idiotka jakaś. Kto ją awansował w tej policji? Chyba, że z wiekiem jej się na mózg rzuciło. Nie wiem, jakim cudem udało jej się rozwiązać sprawę, chyba "udało się" to kluczowe słowo. Głównie zajęta jest wzdychaniem do jednego podwładnego, nielubieniem drugiego, a w przerwach czytaniem wierszy. A na koniec zaczyna też wzdychać do tego wcześniej nielubianego. Durna gęś.
I jeszcze te ksywki: parę zarządzającą Kinga i Reine (czyli króla i królową) jeszcze można łyknąć, ale kokosie, kiki i kochasie? Nawet nie mam chęci szukać w oryginale, jak to autor sobie umyślił. Nie zapominajmy jeszcze o hejtytamach i hejtytamkach...
Żenada, żenada. Ani jednego pozytywu nie widzę. A sorry, okładka bardzo udana. I nic poza tym.

134/180/2022
Łomojbożyczku, a co to niby ma być? Czyta się nawet nieźle, ale intryga słaba. Jak dla mnie za dużo zmyłek, motywów i podejrzanych od Sasa do lasa. I ta komisarz, idiotka jakaś. Kto ją awansował w tej policji? Chyba, że z wiekiem jej się na mózg rzuciło. Nie wiem, jakim cudem udało jej się rozwiązać sprawę, chyba "udało się" to kluczowe słowo. Głównie zajęta...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
860
859

Na półkach: , , , , ,

Nie czytałam, co prawda pierwszej części książki autorstwa Pana Georges Flipo o pracy Komisarz Viviane Lancier z III Wydziału Kryminalnego Policji, ale można wiele wywnioskować, kiedy zapoznaje się z początkowymi wątkami umieszczonymi w tej kryminalnej niezwykle zaprezentowanej powieści.

Komisarz Viviane Lancier jako główna bohaterka kryminału autorstwa Pana Georges Flipo pt. ''Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju'' skrywa w sobie bardzo dużo wad i zalet. W sprawach zawodowych jest na ogół zasadnicza, pracowita, spostrzegawcza, dokładna. Bawiły mnie jedynie w trakcie czytania te momenty jej zachowania, kiedy robiła zakupy. Odnosiłam wrażenie, że nie lubi ich wykonywać, gdyż często podczas nich jest zamyślona.

Nie ukrywam, że kiedy zapoznawałam, się z całościową treścią tego kryminału to zastanawiałam, się czemu Pani komisarz, zamiast myśleć, pod względem miłosnym to zbyt często fantazjowała, nadając przy tym zbyt dużą liczbę cech charakteru pracujących z nią podwładnymi.

Zwróciłam uwagę na tutaj na charakter podejścia pracy pani komisarz, która nie była zadowolona od samego początku, że musi wyjechać i działać w nowej sprawie zabójstwa jako incognito.

Trudno było mi tak naprawdę rozszyfrować jej nietypowe zachowania, gdyż ona sama była dla mnie największą zagadką oraz charakter pracy, z którym musiała się na ten czas zmagać.

Być może autor chciał tutaj jej osobę przedstawić, że jako kobieta nie jest łatwo, gdyż kręcą się wokół niej koledzy z pracy, którzy mogą jej zazdrościć lub życzyć źle.

Najbardziej podobał mi się porucznik Willy, który bardzo się stara być pracowity i pomysłowy. Nie poddaje się i wciąż szuka nowych rozwiązań zagadki, a przy okazji stara się stworzyć w trakcie wykonywanej pracy odpowiednią atmosferę.

Poznajemy tu mocne i słabe charaktery bohaterów, ale nie ukrywam, że nie brakuje tu opisanych sytuacji bardzo zabawnych, które dla co poniektórych zachowania bohaterów drugoplanowych są dla mnie nieco niezrozumiałe.

Przyznam, że wyjątkowo autor utrudniał, kim kto ukrywa się pod maską prawdziwego mordercy, a to daje wiele do myślenia, gdy zapoznajemy się z główną jej treścią tematyczną.

Oficynie Literackiej Noir sur Blanc dziękuję za podarowanie mi do zrecenzowania egzemplarza książki autorstwa Pana Georges Flipo pt. ''Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju''.

Polecam przeczytać ten kryminał.

Nie czytałam, co prawda pierwszej części książki autorstwa Pana Georges Flipo o pracy Komisarz Viviane Lancier z III Wydziału Kryminalnego Policji, ale można wiele wywnioskować, kiedy zapoznaje się z początkowymi wątkami umieszczonymi w tej kryminalnej niezwykle zaprezentowanej powieści.

Komisarz Viviane Lancier jako główna bohaterka kryminału autorstwa Pana Georges...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
284
21

Na półkach: ,

Pierwszą cześć czytałam już jakiś czas temu, ale wydaje mi się, że ta bardziej przypadła mi do gustu. "Pani komisarz nie znosi poezji" jakoś nie mogłam zmęczyć.

Pierwszą cześć czytałam już jakiś czas temu, ale wydaje mi się, że ta bardziej przypadła mi do gustu. "Pani komisarz nie znosi poezji" jakoś nie mogłam zmęczyć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

67 użytkowników ma tytuł Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju na półkach głównych
  • 40
  • 27
15 użytkowników ma tytuł Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Georges Flipo
Georges Flipo
Urodzony w Marcq-en-Baroeul w północnej Francji, mieszka w tej miejscowości do dwudziestego roku życia. Następnie przenosi się do Paryża, gdzie kończy studia menedżerskie w Essec, Wyższej Szkole Handlowej, i podejmuje pracę w reklamie. Nadal utrzymuje więzi z rodzinnymi stronami i często tam bywa. W 2002 roku zaczyna próbować swoich sił w pisarstwie i tworzyć nowele. Bierze udział w licznych konkursach literackich i jest laureatem wielu nagród. Kontynuuje działalność pisarską w radiu (Radio France, Radio Bleu). W audycji „Les petits polars” („Kryminałki”) zostanie w ten sposób nadanych około siedemdziesięciu jego tekstów. W 2007 roku ukazuje się jego pierwsza powieść, za którą otrzymuje Grand Prix de l’Humour Noir. Każda z jego książek (wydał do tej pory trzy zbiory nowel i pięć powieści) cieszy się przychylną opinią krytyków, którzy podkreślają różnorodność jego inspiracji, płynność stylu, przenikliwość spojrzenia, a także kąśliwe poczucie humoru.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pani komisarz nie znosi poezji Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji
Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji. Naprawdę. Viviane nie znosi zresztą wielu rzeczy. Swojego niskiego wzrostu, życia na dietach, które nie przynoszą efektu i butów na wysokich obcasach. Lubi za to swoją pracę. Jednak nie wtedy, kiedy za sprawą nadgorliwości nowego podwładnego, zmuszona jest rozwiązać tajemniczą sprawę, w której zasadniczą rolę zdaje się odgrywać sonet przypisywany Charles’owi Baudelaire’owi. Kiedy trup ściele się gęsto, a znienawidzone przez panią komisarz media naciskają na wyniki śledztwa, Viviane zaczyna tracić cierpliwość. Brak zamiłowania do poezji nie pomaga. Pomaga za to nowy podwładny Augustin Monot, elokwentny, oczytany, doskonały w kontaktach z dziennikarzami. Momentami pani komisarz go za to nie znosi. Ale jednocześnie docenia, choć nie zawsze daje mu to odczuć. A poza tym ma do niego słabość 😉 Za to ja mam słabość do pani komisarz. Rewelacyjnie wykreowana postać. Bezpośrednia, wybuchowa, oddana swojej pracy, swoimi podwładnymi dowodzi “twardą ręką” i nie szczędzi im kąśliwych uwag, ale jednocześnie myśli o nich “moi ludzie” i ceni bardziej niż wskazują na to pozory. Czyta się dobrze. Momentami można mieć co prawda poczucie lekkiego chaosu w śledztwie, ale to za sprawą głównej bohaterki, więc przymknęłam na to oko. Dla mnie zresztą to Viviane była główną atrakcją tej historii, a sprawa, którą prowadziła była poniekąd tłem dla jej osobowości. Chociaż nie znaczy to, że intryga jest nieudana. Wręcz przeciwnie. Jest sprytnie pomyślana i oryginalna. Doskonale pasuje do nieszablonowej osobowości pani komisarz. Książkę polecam przede wszystkim wielbicielom nietypowych kryminałów i ciekawych postaci oraz absurdalnego humoru. Mnie się podobało i na pewno sięgnę po kontynuację 😊
Kasiag - awatar Kasiag
ocenił na81 rok temu
Ostatni Lapończyk Olivier Truc
Ostatni Lapończyk
Olivier Truc
Dla mnie to jedno z arcydziel gatunku. I oto dlaczego: Paradoks: czytam bardzo wiele powieści sensacyjnych (kryminałów, szpiegowskich, thrillerów),ale niezbyt je lubię, gdyż rzadko kiedy można napotkać na coś godnego uwagi. W większości powieści kryminalne są schematyczne, głupie, źle napisane i naiwne. A te braki, zwielokrotnione często elementarną literacką nieporadnością, autorzy usiłują nadrabiać piętrzeniem absolutnie niewiarygodnej – historycznie, psychologicznie, geografinie.. - fabuły lub, co gorsza, epatowaniem okrucieństwem. Najczęściej też autorzy takich powieści nie mają na dobrą sprawę nic do powiedzenia. Oczywiście, nie ma to przełożenia na komercyjny wymiar, niekiedy nawet odnoszę wrażenie, że im głupsza, prosta do prostactwa myśli i słowa, i gorsza powieść, tym więcej zdobywa czytelników. I, logiczne, tym chętniej wydawnictwa takie badziewie tłuką. Więc nawet autorzy bardziej ambitni zniżają się do poziomu komercyjnie opłacalnego. Od tych wszystkich wad wolna jest powieść „Ostatni Lapończyk” Oliviera Truca. Najpierw o autorze. Olivier Truc to francuski dziennikarz, mieszkający od ponad 20 lat w Szwecji, specjalizujący się, najogólniej, w problemach Arktyki i Północy. Zna region, jego problemy, zna mechanizmy polityki światowej (pisuje nawet do „Le Monde”) i społeczne realia krajów skandynawskich. Gdy więc osadza akcję swojej powieści kryminalnej „Ostatni Lapończyk” w realiach północnej Norwegii, w społeczności tubylczej ludności Saamów, to jesteśmy pewni, że wie, o czym pisze. I obraz społeczeństwa Saamów, opis obyczajów, wierzeń, problemów politycznych i społecznych – dokładny, dziennikarski – jest absolutnie wielką zaletą tej powieści. To nie jest durna opowieść w stylu „zabili go i uciekł”. To rzetelne studium. Atrakcyjne, urzekające, fantastyczne. Intrygę powieści (jest, oczywiście, morderstwo, jest historia sięgająca dziesięciolecia wstecz, jest tajemnica i trochę magii, a wszystko to we wspaniale opisanej surowej scenerii Dalekiej Północy) zagmatwał Olivier Truc wystarczająco zawile, ale nie cudacznie. Bohaterowie „Ostatniego Lapończyka” z zagadkową, mroczną postacią Aslaka, pasterza reniferów, oraz dwójką policjantów – Klemetem i Niną, wyraziści, zróżnicowani, psychologicznie (w sensie literackim) spójni. Rozwiązanie tajemnicy morderstwa i skradzionego artefaktu – zaskakujące, a zarazem logiczne i wiarygodne. Nie mam słów uznania dla takiego sposobu pisania. Czekam z niecierpliwością aż na napisanie czegoś podobnego stać będzie któregoś z polskich autorów kryminałów. Nie bardzo tylko pasuje do tej wyjątkowej powieści sposób jej reklamowania – banalny, płaski i wręcz mylący – z jakim się spotkałem. No bo napisać o takiego poziomu powieści słowa: „mrożący krew w żyłach thriller…”, to nic nie powiedzieć.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na101 rok temu
Sezon łowiecki Andrea Camilleri
Sezon łowiecki
Andrea Camilleri
„Sezon łowiecki” to powieść, która mieni się tysiącem odcieni. Na pierwszy rzut oka, zaserwowana zostaje czytelnikom sprawnie skonstruowana intryga kryminalna. Jednak nie tylko ona budzi zainteresowanie. Zastanawiać może nietypowy tytuł, jakim opatrzył Camilleri swoją powieść. I tak jak wieloma odcieniami mieni się historia, tak i tytuł okazuje się wieloznaczny. Klimat wręcz urzekający, postacie tak barwne, a całość pisana jest z taką lekkością, że czyta się naprawdę z ogromną przyjemnością. Małe sycylijskie miasteczko Vigata. Do miasta przybywa parowiec. Na pokładzie oprócz mieszkańców Vigaty znajduje się także tajemniczy przybysz. Jej akcja toczy się właśnie tak, jak życie w XIX wiecznym, sycylijskim miasteczku, dość zapyziałym, gdzie zdegenerowany markiz albo baron mają prawo wymierzyć kopniaka, a kobiety w żałobie nie opuszczają domu. Gdzieś w tle, cały czas wibruje rozedrgany erotyzm w różnych, zaskakujących postaciach. Autor prowadzi wśród kolejnych wydarzeń, które już to zaskakują, już to bawią, a akcja, która usypia naszą czujność, raptem dramatycznie się zmieni Nietypowy to kryminał Camilleriego. Sama kryminalna intryga być może na kolana nie powala, ale nie o nią głównie w powieści Camilleriego chodzi. Co tak naprawdę dzieje się w Vigacie? Kto macza palce w tajemniczych i mrożących krew w żyłach wydarzeniach? To już musicie sprawdzić sami czytając powyższą książkę.
Stefan Horn - awatar Stefan Horn
ocenił na710 miesięcy temu
Głowa Niobe Marta Guzowska
Głowa Niobe
Marta Guzowska
Akcja powieści „Głowa Niobe” rozgrywa się w pałacu w Nieborowie i rzeczywiście znajduje się tam rzeźba głowy Niobe – mitologicznej matki siedmiu synów i siedmiu córek. Mityczna Niobe obraziła swoją pychą matkę Apollina i Artemidy – Latonę. Nie chciała się pokłonić i złożyć ofiary Latonie, za co została ukarana. Patrzyła jak na jej oczach Apollo i Artemida zabijają strzałami z łuku jej dzieci. Przy życiu pozostało jedynie dwoje: Chloris i Amyklas. Zrozpaczoną Niobe Zeus zamienił w kamień. Głowa Niobe znajdująca się w Nieborowie, została wykuta przez rzymskiego rzeźbiarza na podstawie oryginału z IV wieku p.n.e. Trafiła do Nieborowa w 1802 roku jako dar dla księżnej Radziwiłłowej, od carycy Katarzyny II. Podobno z Rzymu do Petersburga trafiła przez Anglię. Takie jest historyczne osadzenie kolejnego kryminału archeologicznego Marty Guzowskiej. Głównym bohaterem jest Mario Ybl, profesor Mario Ybl – jak zwykł poprawiać swoich rozmówców zwracających się do niego Panie Ybl. Wybitny antropolog zaproszony na międzynarodową konferencję naukową do pałacu w Nieborowie. Czytelnicy, którzy czytali pierwszą powieść Marty Guzowskiej „Ofiara Polikseny”, znają już tego zarozumiałego, irytującego i nie pozbawionego poczucia humoru bohatera. Tych, którzy spotykają go po raz pierwszy informuję, że w części pierwszej swoich przygód ze środowiskiem archeologów jest jeszcze bardziej irytujący, cyniczny i sarkastyczny. Ale i w pierwszej i w tej powieści Ybl prowadzi własne śledztwo. Mario cierpi na nyktofobię. Nyktofobia to silny, skrajny lęk przed ciemnością, zaburzenie które utrudnia codzienne funkcjonowanie, zwłaszcza gdy wokół zapadają ciemności. W Nieborowie po pierwszym dniu międzynarodowej konferencji naukowej dochodzi do makabrycznego odkrycia. Na marmurowym postumencie zamiast głowy Rzymianki – kamiennej – znajduje się prawdziwa, odcięta głowa jednej z uczestniczek konferencji. Za oknem nieborowskiego pałacu szaleje zamieć śnieżna. Uczestnicy zostają odcięci od świata i nikt nie może do nich dotrzeć. A organizator konferencji nie chcąc siać paniki wśród naukowców, próbuje im wmówić, że to głupi żart, a odcięta głowa należy do manekina. Kolejna noc przynosi kolejne okaleczone zwłoki. Morderca rozpoczyna z uczestnikami konferencji rodzaj dziwnej zabawy w chowanego. Zaskakujące zwroty akcji wciągają czytelnika w atmosferę tajemniczych wydarzeń nieborowskiego pałacu.
Mariola - awatar Mariola
oceniła na72 miesiące temu
Londyn we krwi James Craig
Londyn we krwi
James Craig
Londyn we krwi?! Oby tylko! Był jeszcze w spermie i kale! Chociaż ciśnie mi się na usta dosadniejsze słowo potoczne, bardziej adekwatnie oddające brutalny, agresywny świat męskiej władzy bezpardonowo osiąganej nie tylko w polityce, ale i uwidocznianej w życiu seksualnym bohaterów. Bo to bardzo męski świat. Mało w nim kobiet, a jeśli były, to stanowiły dopełnienie, a raczej tło, jako żony lub kochanki. A jeśli już pojawiały się w roli partnerek zawodowych, posiadały silną, zdecydowaną, również agresywną osobowość. To ścisły klub, do którego nie może należeć każdy czytelnik, bo ten świat może się albo podobać, albo napawać obrzydzeniem. Nie tylko licznymi, brutalnymi scenami analnymi, ale i wszechodczuwalnym złem, którym przesiąknięci byli bohaterowie. No, może poza głównym bohaterem, inspektorem Johnem Carlyle’em z londyńskiej policji. Ja należałam to tej drugiej grupy czytelników. Chociaż przyznam się, że właśnie ta niedostępność i chęć zajrzenia za nią, pociągała mnie. Czytałam więc, trochę się krzywiąc, a jednocześnie przerzucając kartki ponaglana niezdrową ciekawością świata polityki i władzy, by poznać kolejne sekwencje układanki, z których inspektor Carlyle musiał nie tylko ułożyć obraz zdarzenia rozegranego w 1984 roku wśród studentów najbardziej elitarnego klubu na najbardziej elitarnej uczelni, kierującego się zasadą – reguły są dla innych, ale i znaleźć tego, który mu te elementy podrzucał. Mordercę nietypowego, bo chcącego być złapanym. Mściciela gotowego ponieść karę w imię niepopularnej sprawiedliwości. I, mimo że kluczowe wydarzenie z przeszłości było najważniejszym, bo inicjującym akcję fabuły, to jednak autor nie zdecydował umieścić go w intro. Chcąc skomplikować główny wątek i utrudnić mi rozwiązanie zagadki kryminalnej, rozpoczął powieść od morderstwa. Ważnego, ale jednocześnie pierwszego z kilku następnych, wplatając między nie i wydarzenia teraźniejsze, dygresyjne migawki z przeszłości ofiar i inspektora. Do tego dołożył dwa wątki niosące przesłanie sprawiedliwości i uczciwości, scalające historię studentów, a potem polityków decydujących o… właściwie o wszystkim. Dokładnie tak, jak napisano na okładce tytułowej. Jednak mimo tych zabiegów opowieść była dla mnie bardzo poprawna, napisana zgodnie z regułami dobrego warsztatu pisarskiego. W moim przypadku oznaczało to brak współzawodnictwa z prowadzącym sprawę, a tym samym niezbyt ekscytujące odkrywanie kolejnych tropów śledztwa razem z inspektorem Carlyle’em i doznawanie olśnień oraz skojarzeń faktów dokładnie w tym samym momencie, co śledczy. Od kluczowej sceny z przeszłości opowieść stała się dla mnie wręcz przewidywalna. Brakowało mi mężczyzny mądrzejszego i szybszego ode mnie. Takiego, który byłby o jeden krok przede mną. Adrenaliny, jaką daje niepewność i nieprzewidywalność fabuły z finałowym zaskoczeniem. Sznurka uwagi, na którym inspektor poprowadziłby mnie tam, dokąd by zechciał. No, ale skoro wpuszcza się do elitarnego klubu dla mężczyzn kobietę, to może zdarzyć się wszystko. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na65 lat temu
Śmierć w Pont-Aven Jean-Luc Bannalec
Śmierć w Pont-Aven
Jean-Luc Bannalec
Klasyka śledztwa Stara jestem. Na każdego przyjdzie pora i fajnie jak będzie mógł się pochwalić PESELEM. Bo jak mam taki numer, w którym data urodzenia jest widoczna. Mój wniosek potwierdziła książka Jeana Luca Bannaleca „Śmierć w Pont-Aven”. Młodzi ludzie rozczytują się we współczesnych kryminałach, o których zdanie mam wyrobione (profilerzy, laboratorium, trup w częściach),a ja nadal zachwycam się utworami, w których najważniejszy jest umysł detektywa. Tak jest w przypadku wymienionej książki. Wydana w 2014 roku jest tradycyjnym kryminałem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Oto takie sobie miasteczko we francuskiej Bretanii szykuje się do sezonu, bo jedynie w sezonie letnim ożywa. Na co dzień jest cichą i nudną mieściną. Do niej, niejako za karę zostaje „zesłany” komisarz Dupin. Nudzi się, bo nic się nie dzieje. Stara się, ale ciągle uważany jest za „obcego” , bo Bretania tak szybko obcych nie akceptuje. Może nie akceptuje ich wcale? Tu trzeba się urodzić. Przyjezdny zawsze zostanie przyjezdnym. I nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się trup. Zamordowany trup, nie jakiś tam zawał czy śmierć naturalna. Fakt, nieboszczyk liczył sobie ponad dziewięćdziesiąt wiosen, ale normalnie nie zszedł z tego padołu. Rozpoczyna się śledztwo. Takie zwyczajne. Policjanci zbierają dowody, komisarz przesłuchuje i obserwuje. Czy wszyscy są podejrzani? Raczej podejrzanych nie ma. Każdy ma alibi i brak motywów do zabicia jurnego jeszcze staruszka. Jednym słowem w postaci wielu – brak punktu zaczepienia. Co prawda ten nie lubi tego, a tamten podpadł kiedyś temu i zabić powinien właśnie tego, a nie właściciela hotelu. I tak sobie brniemy poprzez śledztwo. Przyglądamy się również słynnej Bretanii. Niektórzy recenzenci uważają, iż właśnie opis tej krainy jest największą wartością powieści. Mnie akurat nie wciągnęły, ale to rzecz gustu. Przypomniałam sobie natomiast kto to był Paul Gauguin. Dowiedziałam się również, iż malarska „szkoła z Pont-Aven” istniała naprawdę i nie jest to fikcja kryminalnej powieści. W końcu intryga zostaje rozwiązana. Oczywiście dzięki przenikliwemu umysłowi komisarza, który korzysta głównie z pomocy historyka sztuki. Żadnych profilerów. Żadnych badań DNA. Żadnych komputerów, przepraszam - raz był wykorzystany - tylko umysł człowieka. Umiejętność kojarzenia faktów, dociekliwość w przesłuchaniach, myślenie, myślenie, jeszcze raz myślenia. I to mi się najbardziej w kryminałach podoba. Bo co to za frajda złapać mordercę jak się ma całe współczesne laboratorium w sąsiednim pokoju, zdobycze nauki, wszechobecną inwigilację, kamery na każdym kroku, logowania telefonów komórkowych i tym podobne cuda wianki. Złap przestępcę bez tego. Potrafisz?
gks - awatar gks
ocenił na72 miesiące temu

Cytaty z książki Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju