Sezon łowiecki

Okładka książki Sezon łowiecki
Andrea Camilleri Wydawnictwo: Noir sur Blanc kryminał, sensacja, thriller
176 str. 2 godz. 56 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
La stagione della caccia
Data wydania:
2014-01-15
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-15
Liczba stron:
176
Czas czytania
2 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788373924628
Tłumacz:
Maciej Brzozowski
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sezon łowiecki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sezon łowiecki

Średnia ocen
5,8 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
670
670

Na półkach:

„Sezon łowiecki” to powieść, która mieni się tysiącem odcieni. Na pierwszy rzut oka, zaserwowana zostaje czytelnikom sprawnie skonstruowana intryga kryminalna. Jednak nie tylko ona budzi zainteresowanie. Zastanawiać może nietypowy tytuł, jakim opatrzył Camilleri swoją powieść. I tak jak wieloma odcieniami mieni się historia, tak i tytuł okazuje się wieloznaczny.

Klimat wręcz urzekający, postacie tak barwne, a całość pisana jest z taką lekkością, że czyta się naprawdę z ogromną przyjemnością.
Małe sycylijskie miasteczko Vigata. Do miasta przybywa parowiec. Na pokładzie oprócz mieszkańców Vigaty znajduje się także tajemniczy przybysz.

Jej akcja toczy się właśnie tak, jak życie w XIX wiecznym, sycylijskim miasteczku, dość zapyziałym, gdzie zdegenerowany markiz albo baron mają prawo wymierzyć kopniaka, a kobiety w żałobie nie opuszczają domu.
Gdzieś w tle, cały czas wibruje rozedrgany erotyzm w różnych, zaskakujących postaciach. Autor prowadzi wśród kolejnych wydarzeń, które już to zaskakują, już to bawią, a akcja, która usypia naszą czujność, raptem dramatycznie się zmieni Nietypowy to kryminał Camilleriego.

Sama kryminalna intryga być może na kolana nie powala, ale nie o nią głównie w powieści Camilleriego chodzi. Co tak naprawdę dzieje się w Vigacie? Kto macza palce w tajemniczych i mrożących krew w żyłach wydarzeniach?
To już musicie sprawdzić sami czytając powyższą książkę.

„Sezon łowiecki” to powieść, która mieni się tysiącem odcieni. Na pierwszy rzut oka, zaserwowana zostaje czytelnikom sprawnie skonstruowana intryga kryminalna. Jednak nie tylko ona budzi zainteresowanie. Zastanawiać może nietypowy tytuł, jakim opatrzył Camilleri swoją powieść. I tak jak wieloma odcieniami mieni się historia, tak i tytuł okazuje się wieloznaczny.

Klimat...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Sezon łowiecki na półkach głównych
  • 54
  • 36
21 użytkowników ma tytuł Sezon łowiecki na półkach dodatkowych
  • 9
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Sezon łowiecki

Inne książki autora

Andrea Camilleri
Andrea Camilleri
Andrea Camilleri, włoski reżyser teatralny oraz pisarz, autor powieści kryminalnych. Twórca postaci komisarza Salvo Montalbano. Urodził się i wychował na Sycylii (gdzie wstąpił do partii komunistycznej), jednak przez wiele lat mieszkał i pracował w Rzymie. W latach 1948 - 1950 studiował reżyserię - spektakle (Beckett, Ionesco) wystawiał od wczesnych lat 50. Współpracował z telewizją RAI, wykładał na uczelniach teatralnych i filmowych. Był autorem wierszy, opowiadań i eksperymentalnych powieści, sławę przyniósł mu cykl powieści kryminalnych rozgrywających się w fikcyjnym sycylijskim miasteczku Vigata. Swego głównego bohatera, miejscowego komisarza policji, obdarzył nazwiskiem będącym włoską wersją nazwiska katalońskiego pisarza Manuela Vázqueza Montalbána. Pierwsza powieść z Montalbano ukazała się w 1994. Kryminały Camilleriego to bardzo specyficzne twory. Być może „sympatyczne opowiastki” nie są najszczęśliwszym ich określeniem, bo bez trudu można wskazać sporo przygnębiających tematów, pomijając już nawet morderstwa i prowincjonalne machlojki, pyskówki i aferki, które stanowią niejako clue jego powieści, a jednak, czy może raczej pomimo wszystko, proza Sycylijczyka ma w sobie mnóstwo ciepła i uroku. Camilleri bezbłędnie oddaje nastrój włoskiego południa. Jego powieści, okraszone przyjemną dawką złośliwości, pachną słońcem i aromatycznym jedzeniem, mają uwodzicielsko małomiasteczkowy klimat i, co nie mniej ważne (a może nawet najważniejsze) zupełnie zmyślne kryminalne zagadki. Główny bohater powieści kryminalnych - Salvo Montalbano - jest smakoszem. W każdej książce trafimy na opisy jego posiłków, a czasem nawet na skrótowy przepis na wspaniałe (i często proste) danie kuchni południowo-włoskiej. Montalbano jest w stanie nadłożyć sporo drogi do celu jeśli przy okazji odwiedzi mało znaną, ale "powalającą", lokalną restaurację. Salvo Montalbano nie jest postacią z brązu. To raczej typ budzącego sympatię everymana. W jego postaci Camilleri połączył budzącą zaufanie prostoduszność z zupełnie ludzką dawką wad, które z komisarza czynią postać bardziej wiarygodną. Salvo lubi zjeść, popić i powzdychać do kobiecych wdzięków, miewa parszywy nastrój, bywa upierdliwy i bezczelny, zdarza mu się kłamać, a frustracje z dziką rozkoszą rozładowuje na podwładnych z posterunku, a jednak jest to postać na swój sposób ujmująca. Co nie podoba mi się w powieściach Camilleriego to konstrukcja kobiecych postaci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pani komisarz nie znosi poezji Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji
Georges Flipo
Pani komisarz nie znosi poezji. Naprawdę. Viviane nie znosi zresztą wielu rzeczy. Swojego niskiego wzrostu, życia na dietach, które nie przynoszą efektu i butów na wysokich obcasach. Lubi za to swoją pracę. Jednak nie wtedy, kiedy za sprawą nadgorliwości nowego podwładnego, zmuszona jest rozwiązać tajemniczą sprawę, w której zasadniczą rolę zdaje się odgrywać sonet przypisywany Charles’owi Baudelaire’owi. Kiedy trup ściele się gęsto, a znienawidzone przez panią komisarz media naciskają na wyniki śledztwa, Viviane zaczyna tracić cierpliwość. Brak zamiłowania do poezji nie pomaga. Pomaga za to nowy podwładny Augustin Monot, elokwentny, oczytany, doskonały w kontaktach z dziennikarzami. Momentami pani komisarz go za to nie znosi. Ale jednocześnie docenia, choć nie zawsze daje mu to odczuć. A poza tym ma do niego słabość 😉 Za to ja mam słabość do pani komisarz. Rewelacyjnie wykreowana postać. Bezpośrednia, wybuchowa, oddana swojej pracy, swoimi podwładnymi dowodzi “twardą ręką” i nie szczędzi im kąśliwych uwag, ale jednocześnie myśli o nich “moi ludzie” i ceni bardziej niż wskazują na to pozory. Czyta się dobrze. Momentami można mieć co prawda poczucie lekkiego chaosu w śledztwie, ale to za sprawą głównej bohaterki, więc przymknęłam na to oko. Dla mnie zresztą to Viviane była główną atrakcją tej historii, a sprawa, którą prowadziła była poniekąd tłem dla jej osobowości. Chociaż nie znaczy to, że intryga jest nieudana. Wręcz przeciwnie. Jest sprytnie pomyślana i oryginalna. Doskonale pasuje do nieszablonowej osobowości pani komisarz. Książkę polecam przede wszystkim wielbicielom nietypowych kryminałów i ciekawych postaci oraz absurdalnego humoru. Mnie się podobało i na pewno sięgnę po kontynuację 😊
Kasiag - awatar Kasiag
ocenił na 8 1 rok temu
Zabójcza gra Rex Stout
Zabójcza gra
Rex Stout
Za książkę odpowiadają (co nie będzie wcale wielkim odkryciem): autor, tłumacz i wydawca. I dla każdego z nich mam parę zdań. Czasem miłych... A czasem nie. Zatem do rzeczy. Rex Stout opublikował opiniowaną przeze mnie powieść mając już za sobą blisko pół wieku życia (w tym przeszło 20 lat pisarskiej kariery) oraz napisanych i wydanych ponad 40 opowiadań i 10 powieści. Mając na uwadze te fakty, naturalnym jest, że liczyłem na coś więcej, na zaskoczenie. Dostałem je, a i owszem, ale nie w tej materii, co do której żywiłem dość spore nadzieje. Zagadka, a raczej jej brak, to rzecz na miarę taniej powiastki sensacyjnej, a nie poważnej powieści detektywistycznej, której mianem – chyba przez pomyłkę – tak wielu określa „Zabójczą grę”. A jest różnica. I to całkiem spora. Czytelnikowi tak naprawdę nie dane jest dojść do ładu ze wszystkimi przedstawionymi mu wydarzeniami. Może jedynie obserwować jak działa detektyw i jak dochodzi do wszystkich swoich wniosków, co – i tu nie zgadzam się z niektórymi opiniodawcami – robi jak najbardziej właściwie i logicznie. Niemniej ogół tej historii jest dość zajmujący, ale w porównaniu z debiutem Agathy Christie – podówczas młodej, bo dwudziestokilkuletniej – intryga przedstawia się kiepsko i jest (zwłaszcza konstrukcja narzędzia zbrodni) mocno, ale to mocno naciągana. Ponadto pewien gad nie odgrywa w tej powieści, co sugerowałby oryginalny tytuł, aż tak znaczącej roli. Jego motyw nie jest też czymś nowym w gatunku, że wymienię chociażby „Nakrapianą przepaskę...” Conan Doyle'a, w której ów motyw wykorzystany jest, uważam, o wiele bardziej pomysłowo. Z Edmundem Wilsonem, swego czasu wielce szanowanym krytykiem, w temacie żanru nie zgodziłbym się w wielu punktach, niemniej w artykule pt.: „Why do people read detective stories?” zawarł o książkach Stouta trafną uwagę, którą po przeczytaniu „Zabójczej gry” całkowicie potwierdzam (tu cytat): „...they were full of long episodes that led nowhere and had no real business in the story”. Gdy więc skreślić niepotrzebne, „Zabójcza gra” nie byłaby już powieścią, lecz opowiadaniem. Potwierdza to sam autor, bowiem pierwsza przygoda o Wolfie – za anglojęzyczną Wikipedią – „ukazała się w skróconej formie w The American Magazine (listopad 1934) pod tytułem «Point of Death»”. – Co pan powie, można prościej...?! – zapytałby Jacek Balcerzak. – Jak widać – odpowiedziałbym. – Można. Co ciekawe, Howard Haycraft w swym, nie przeczę, znaczącym dziele „Murder for Pleasure” umieścił „Zabójczą grę” na liście siedemdziesięciu ośmiu kamieni węgielnych naszego ukochanego, skupionego na zbrodni gatunku. Osobiście kłóciłbym się z tą decyzją, ale zmilczę już. Lećmy dalej. Jednym ze sztandarowych elementów noweli/powieści detektywistycznej, który zawdzięczamy Poemu, jest postać narratora – niezbyt bystrego przyjaciela głównego bohatera. I pan Stout także nam go zafundował. I mamy więc Archiego. I tym gorzej dla nas. Co innego jednak Nero Wolfe, prawdziwy oryginał. Parafrazując znany dowcip o „Aryjczyku”: skromny jak Poirot, flegmatyk jak Holmes i szczupły jak Fell. Ale oni przynajmniej ruszają się z fotela, rzekłby ktoś. A ja odpowiem, że to nie ważne, bo Wolfe'a nie da się nie lubić. Urzekł mnie łakomstwem. Urzekł też i samoironią. Samoironia to jedna z tych rzeczy, które cenię sobie nadzwyczaj silnie. Można by rzec - całą tuszą! Znaczy się... duszą, tak. Całą duszą! Dla Nero Wolfe'a sięgnę po kolejne powieści Stouta (że tak zrymuję niefachowo), a humory Archiego jakoś przeboleję. Nad Panią tłumaczką nie będę się zbytnio znęcał, bo i za dużo przecież nie zawiniła. Wiem dobrze, na czym polega operacja „Tytuł”, a na kilka powtórzeń i drobną niekonsekwencję w przekładzie nazw własnych... No, niech będzie. Przymknę już na nie oko. Albo nawet i dwa. Z kolei wydawnictwo zrugać należy porządnie! Co za baran – albo też stado baranów – zdecydowało, że kluczowy punkt akcji warto by tak czytelnikom zaspoilerować?! I to na dodatek na dwóch stronach okładki, w dwóch różnych formach, bo i w słownej, i w graficznej! Choć sam autor zrobił podobnie oryginalnym tytułem, to jednak mało kto jest na tyle dociekliwy, że przed przeczytaniem książki sprawdziłby co ów niezrozumiały zbitek słów oznacza. Fer-de-Lance? Co to jest, do cholery? A jeśli już odkryłby, że to pospolita nazwa pewnego bardzo jadowitego stworzenia, to i tak znaczyłoby to dla niego tyle, co nic. Idąc drogą Wolfe'a ja również przeprowadziłem małe śledztwo. I w efekcie oskarżyć muszę Wydawnictwo o składanie fałszywych zeznań: W 2000 roku, na XXXI Boucherconie, powieści Rexa Stouta o Nero Wolfie wcale NIE ZOSTAŁY uznane za „Najlepszą Serię Kryminalną Stulecia”, a sam Stout NIE ZDOBYŁ tytułu „Najlepszego Pisarza Kryminałów XX wieku”. A dowód? Bardzo proszę: Z głównej strony organizatora Boucherconu: http://www.bouchercon.com/history/past-bouchercons/ W obu tych kategoriach laureatką została wspomniana tu już wcześniej AGATHA CHRISTIE – prawdziwa mistrzyni powieści detektywistycznej jak i również całego gatunku powieści kryminalnej. Quod erat demonstrandum PS Do Osób Decyzyjnych Wydawnictwa Dolnośląskiego: Reklama reklamą, ale okłamywanie kupującego – we wszystkich wydanych przez Wasze wydawnictwo książkach Rexa Stouta, w biogramie ich autora, widnieją te same błędne informacje, których fałsz udowodniłem powyżej – i „odbieranie” komuś jego zasłużonych nagród – w tym wypadku Agacie Christie i jej serii o Herkulesie Poirocie, serii publikowanej przez Wasze wydawnictwo znakomicie, co się chwali, a jakże – jest zwyczajnie głupie i nie na miejscu. J.
Adrian-Monk - awatar Adrian-Monk
ocenił na 6 6 lat temu
Ulotna doskonałość Gianrico Carofiglio
Ulotna doskonałość
Gianrico Carofiglio
Czasem mam tak, że muszę odpocząć od serii, żeby na nowo móc odkrywać kryminalne intrygi wraz z ulubionymi bohaterami. Bardzo podoba mi się styl Gianrico Carofiglio, ten  perfekcyjny balans pomiędzy sensacją a życiem prywatnym głównego bohatera. Mecenas Guido Guerrieri również bardzo mi przypasował, taki  inteligentny, przystojny ogarnięty  facet to  rzadkość w tym  gatunku. Skuszona okładkowym opisem, gwarantującym dobrą rozrywkę w miłym towarzystwie, sięgnęłam po czwartą część przygód adwokata z Bari. Czy Ulotna doskonałość sprostała pokładanym w niej oczekiwaniom? Mecenas Guerrieri nie narzeka na brak  nowych  zleceń, po kolejnym  miłosnym  rozczarowaniu zatraca się w pracy. Wizyta znajomego z dawnych lat  wytrąca Guido z codziennej rutyny, po usłyszeniu niecodziennej prośby postanawia oddać się małemu śledztwu. Jakiś czas temu zaginęła studentka, zaniepokojeni  rodzice są nieusatysfakcjonowani przeprowadzonym przez policję śledztwem i  oczekują podjęcia dalszych kroków, mających na celu  odnalezienie dziewczyny. Mecenas Guerrieri ma za zadanie sprawdzić, czy funkcjonariusze zrobili wszystko, co tylko  mogli, żeby odszukać Manuelę, a jak dobrze wiadomo, nikt nie lubi wytykania błędów. Mężczyzna ma zamiar bliżej poznać życie dziewczyny, spotyka się z kolejnymi osobami z otoczenia dziewczyny oraz studiuję akta sprawy, sprawdzając, czy nie doszło do jakichś zaniedbań proceduralnych. Caterina, bliska przyjaciółka Manueli oferuje swoją pomoc, dobrze znała zaginioną i wiele o niej  może powiedzieć. Na jaw wychodzą niewygodne fakty z życia studentki,  która nie była tak niewinna, jak opisują to jej rodzice. Czy mecenasowi uda się odkryć prawdę na temat tajemniczego zaginięcia Manueli? Gianrico Carofiglio nieźle namieszał w życiu osobistym swojego  głównego  bohatera, zamiast dać mu czas na odsapnięcie po nieudanym związku, od razu uwikłał go  w kolejną  miłosną intrygę. Guido Guerrieri daje się omotać seksownej Caterinie, w której towarzystwie  odbiera mu  rozum, co jest wydarzeniem niecodziennym. Włoski pisarz, z zawodu prawnik, idealnie oddaje mroczny klimat przestępczego półświatka, choć tym  razem stawia na niejednoznaczność, w opisywaniu  kolejnych  wydarzeń. Adwokat przeistacza się w dociekliwego detektywa, co ciekawe Guido Guerrieri świetne sobie radzi w nowej roli, a koleje obowiązki nie sprawiają mu żadnej trudności. Tym razem  nie miałam do  czynienia z typową prawniczą robotą, ale w takim wydaniu była to  interesująca odmiana, dająca nowe spojrzenie na dobrze znaną mi serię. Pomiędzy opisami miłosnych rozterek ambitnego  mecenasa a wątkami dotyczącymi prywatnego śledztwa zachowany został stosowny balans, co mnie osobiście bardzo  ucieszyło.  Gianrico , bo we wcześniejszych tomach tych  elemntów brakowało. Carofiglio  położył duży nacisk  na stworzenie odpowiedniej atmosfery, w tej części na próżno szukać wartkiej akcji czy mocnej sensacji, ale da się odczuć to charakterystyczne napięcie, bardzo  intensywne w sytuacjach trudnych. Postać zaginionej  studentki również  mnie zaintrygowała, biorąc pod uwagę wyraźny rozdźwięk między jej prawdziwym życiem a tym, jak postrzegali ją najbliżsi, dziewczyna była na swój sposób charakterna. Kolejne kroki w układance przedstawione zostały bardzo  naturalnie, co nadało im całkiem ciekawego kolorytu. Ulotna doskonałość wyróżnia się na tle pozostałych  tomów serii rozbudowanym tłem społeczno- obyczajowym, które dotyczy  wszystkich wprowadzanych  postaci, a nie tylko kwestii  związanych  z burzliwym  życiem intymnym  głównego bohatera.  Miłośnicy klasycznych prawniczych kryminałów mogą czuć lekki niedosyt, ze względu na brak stosownej otoczki, sama byłam usatysfakcjonowana tym, co otrzymałam, brakowało mi  wcześniej szczegółów z życia prywatnego poszczególnych  osób. W tej rozgrywce istotnym elementem jest psychologia, emocje  i  diametralnie różna percepcja poszczególnych wydarzeń. Najbardziej niejednoznaczną bohaterką okazała się wspomniana wcześniej Caterina, która z jednej strony chce pomóc, a z drugiej świadomie i z premedytacją niszczy efekty śledztwa, doprowadzając mecenasa do  stanu seksualnej  ekstazy. Otrzymałam popis wyrafinowanej sztuki  manipulacji  na najwyższym poziomie, który wytrącił mnie z równowagi i  dał do myślenia. Nie jest to typowe dochodzenie, bo nie wiadomo, kto jest  podejrzanym, a kto tylko świadkiem. Gianrico Carofiglio daje czytelnikowi czas na wyrobienie sobie własnego zdania na temat Manueli. Kolejne kompromitujące dziewczynę fakty podrzucane są mimochodem, podsycając, już i  tak bardzo duszną, atmosferę niedopowiedzeń. Samej zdarzyło mi się kilkukrotnie zmienić zdanie na temat zaginionej  studentki, która przestała odgrywać rolę pozytywnej postaci, z ofiary przeradzając się w kata. Autor trochę w tym  fabularnym kociołku namieszał, dodając garść toksycznych emocji i niejednoznacznych sytuacji o  charakterze kryminalnym, podał w wątpliwość moje wcześniejsze spostrzeżenia.   Zakończenie może nie było jakimś zaskoczeniem, ale dobrze dopięło ten  scenariusz.  Cieszę się, że nadal mogę polegać na umiejętnościach Gianrico Carofiglio, który kreśli bardzo  udane i  wewnętrznie spójne kryminalne intrygi. Ulotna doskonałość trzyma niezły poziom, nie jest spektakularna, ale posiada ten  niepowtarzalny charakter. Autor tworzy wewnętrznie spójne historie, które intensywnie oddziałują na zmysły,  skłaniając do licznych ocen moralnych. Książka śmiało sprosta wymaganiom miłośników literatury kryminalnej z literą prawa w tle. Polecam!
Magda - awatar Magda
oceniła na 6 5 lat temu

Cytaty z książki Sezon łowiecki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sezon łowiecki