rozwińzwiń

Utrata El Dorado. Historia kolonialna

Okładka książki Utrata El Dorado. Historia kolonialna autora V.S. Naipaul, 8373920862
Okładka książki Utrata El Dorado. Historia kolonialna
V.S. Naipaul Wydawnictwo: Noir sur Blanc literatura piękna
530 str. 8 godz. 50 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Loss of El Dorado. A Colonial History
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-08-01
Liczba stron:
530
Czas czytania
8 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
8373920862
Tłumacz:
Maria Zborowska
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Utrata El Dorado. Historia kolonialna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Utrata El Dorado. Historia kolonialna

Średnia ocen
6,8 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Utrata El Dorado. Historia kolonialna

Sortuj:
avatar
285
22

Na półkach: ,

Kupiłem książkę dla czasu hiszpańskiej władzy na wyspie, jednak większość akcji zajmuje czas gdy Trynidad był pod władzą brytyjską. Nie przeszkadza to gdyż książka niesamowicie wciąga!

Kupiłem książkę dla czasu hiszpańskiej władzy na wyspie, jednak większość akcji zajmuje czas gdy Trynidad był pod władzą brytyjską. Nie przeszkadza to gdyż książka niesamowicie wciąga!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
40
21

Na półkach:

Dla mnie to powieść mniej ciekawa od większości pozostałych Naipaula, ale dlatego, że mocno historyczna. Ale początki brytyjskiego kolonializmu na Trynidadzie tak ukazane, że ten epizod wciąga.

Dla mnie to powieść mniej ciekawa od większości pozostałych Naipaula, ale dlatego, że mocno historyczna. Ale początki brytyjskiego kolonializmu na Trynidadzie tak ukazane, że ten epizod wciąga.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Utrata El Dorado. Historia kolonialna na półkach głównych
  • 67
  • 15
23 użytkowników ma tytuł Utrata El Dorado. Historia kolonialna na półkach dodatkowych
  • 14
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

V.S. Naipaul
V.S. Naipaul
Brytyjski prozaik i eseista, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2001. Urodził się 17 sierpnia 1932 roku w Chaguanas, w pobliżu Port-of-Spain w Trynidadzie i Tobago, w rodzinie hinduskich (warna braminów) imigrantów pochodzących z północnych Indii. Jego ojciec, Seeperesad Naipaul, był korespondentem dla „Trinidad Guardian” i pisarzem. Udzielał synowi wsparcia w jego najwcześniejszych literackich wysiłkach i był wzorem dla przyszłego noblisty. Naipaul kształcił się początkowo w Port-of-Spain w Queen’s Royal College, a gdy w 1950 roku wygrał stypendium Oksfordu, wyjechał na studia do Anglii. Dyplom otrzymał w 1953 roku. Po zakończeniu edukacji, od 1954 do 1956, pracował dla BBC jako prezenter (broadcaster for BBC’s Caribbean Voices),a od 1957 do 1961 jako etatowy krytyk literatury beletrystycznej dla „New Statesman”. Mieszkając od 1950 na stałe w Wielkiej Brytanii chętnie wyruszał w rozliczne podróże po Azji, Afryce i po obu Amerykach. Od lat 70. mieszkał w Wiltshire, nieopodal Stonehenge. Zaczynał od powieści na temat brytyjskiej kolonii w Trynidadzie i Tobago, utrzymanych w ironicznym stylu – Masażysta cudotwórca (1957) i Wybory w Elwirze (1958). Międzynarodowy rozgłos zyskał dzięki powieści Dom pana Biswasa (1961),opisującej Anglię z perspektywy przybysza z kolonii. Późniejsze utwory Naipaula są w wydźwięku coraz bardziej pesymistyczne. Zawierają zapisy poszukiwania tożsamości po opuszczeniu ojczyzny. Bywają porównywane do twórczości Josepha Conrada. Niektóre dzieła, np. Partyzanci (1975) czy Zakręt rzeki (1980),mają charakter polityczny, a ostatnio wydane, np. The Enigma of Arrival (1987),A Way in the World (1994) – autobiograficzny. Literatura faktu i eseistyka, będące plonem jego podróży, zajmują równie wiele miejsca w twórczości Naipaula, co beletrystyka. W latach 80. XX wieku był żywo zainteresowany „Solidarnością” i życzliwie o niej pisał. Opisując świat rozpadającej się dawnej kultury kolonialnej, Naipaul spogląda z wnikliwością na Europę zarówno z perspektywy kultur Trzeciego Świata, jak i na tamte kręgi cywilizacyjne z punktu widzenia człowieka Zachodu. Jego twórczość nie była hermetyczna. Zauważyła to Akademia Szwedzka, przyznając mu w 2001 roku literacką Nagrodę Nobla. Akademia zwróciła szczególną uwagę na: powieść z 1987 roku The Enigma of Arrival oraz książki podróżnicze, w których Naipaul krytycznie ocenia wpływ islamskiego fundamentalizmu na życie społeczne i instytucje polityczne w Indonezji, Iranie, Malezji i Pakistanie Among the Believers (1981) i Poza wiarą (1998). W swoim uzasadnieniu Komitet stwierdził, że przyznał nagrodę „za jednolity punkt widzenia i nieprzekupne badania, które zmuszają nas by dostrzec obecność przemilczanej historii”. W 1990 roku otrzymał tytuł szlachecki. Pisał tylko po angielsku. Często cytowane są słowa pisarza: „Prawdziwą moją ojczyzną jest mój język, mój dom to angielszczyzna”. Zmarł 11 sierpnia 2018 w swoim domu, w Londynie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kain José Saramago
Kain
José Saramago
Powieść ciekawa i skłaniająca do przemyśleń, jednak zauważalnie wadliwa. "Kain" jest chyba najbardziej obrazoburczą powieścią Saramago. W książce autor przedstawia dobrze znane biblijne historie i zasady i stawia je na głowie, odwracając perspektywę i zmuszając czytelnika do spojrzenia na nie w nowym świetle. O ile (jak sądzę) większość osób jest w stanie dostrzec brutalność i krwiożerczość Boga w Starym Testamencie, o tyle nigdy przedtem nie został on tak dogłębnie skrytykowany na każdej płaszczyźnie. Na szczególną wzmiankę zasługuje tutaj wątek Jerycha - Rahab przedstawiona jest jako zdrajczyni, zamiast dobrze znanej biblijnej bohaterki, która doprowadziła do wymordowania całej populacji miasta, i to nawet nie w imię większego dobra, jak to przedstawia Biblia. Przyznam, że nigdy wcześniej nie postrzegałem tej historii w taki sposób. A jednak "Kain" ma też sporo widocznych wad. W powieści zirytowała mnie ilość seksu - choć zazwyczaj nie jest on graficznie opisany, to jednak pojawia się dość często i stanowi zwyczajową "uprzejmość", którą tytułowy bohater wymienia z kobietami. Nie wiem, czy ta kwestia jest seksistowska - Lilit jest jednak niezależną kobietą i posiada sporo władzy sama w sobie, a Ewa jest o wiele zaradniejsza i odważniejsza od Adam - ale w pewnym momencie zaczyna się to robić nużące. Mam też pewien problem z zabiciem Abla przez Kaina. Choć cała pozostała krytyka Boga w powieści ma silne podstawy i w wielu przypadkach jest słuszna, to akurat w pierwszym grzechu Kaina wydaje mi się ona dość bezsensowna. Kain oskarża Boga o sprowokowanie go do zabicia brata i przyzwolenia na to, jednak to oskarżenie wydaje się być na wyrost; nie ma żadnych dowodów na to, że Bóg chciał śmierci Abla czy poróżnienia braci, a sam przyznaje później, że nie jest wszechmocny (np. podczas rozmowy z Jozuem o słońcu),więc jest mocno niejednoznaczne, w jakim stopniu był tak naprawdę odpowiedzialny za śmierć Abla. W tym jednym przypadku Kain, zazwyczaj rozsądny, wydaje się być raczej niezdolnym do przyznania własnej winy, a z tego powodu - niesympatyczny. Zakończenie jest jednak świetne i to mówię wprost.
Fox - awatar Fox
ocenił na75 miesięcy temu
Palinka. Prozy z Banatu Matěj Hořava
Palinka. Prozy z Banatu
Matěj Hořava
Matej Horava, Czech z Moraw, przebywając w rumuńskim Banacie tęskni, choć na to wygnanie skazał się sam. Pejzaże wzgórz Banatu, tak różne od łagodności jego ojczystej ziemi, prowokują do wspominania, nasuwają raz za razem obrazy z przeszłości. Autor nawet umyślnie ich nie szuka, jest od tego bardzo daleki, to one go znajdują i nagle zjawiają się jak nieproszone, a wraz z nimi nostalgia, wyraźnie przez nas wyczuwana. Opowiadania w tym zbiorze są niedługie, niektóre króciuteńkie jak mgnienie oka, ot, impresyjki, łaskoczące przez chwilę powiekę zanim umkną znów, spłoszone przypadkowym dźwiękiem. Wczoraj i dzisiaj spotykają się wpół drogi i okazuje się, że wiele je łączy i do siebie przywołuje. Nic tu nie jest statyczne, niemrawe, wprost przeciwnie, zarówno obserwowane na bieżąco zjawiska, obiekty, osoby, jak i te przywoływane wspomnienia żyją, oddziałują, będąc w ciągłym ruchu. O części z nich można rzec: gwałtowne, nieposkromione, jak ogień i jego wzlatujące w górę iskry, czy te z rozpalanych w dzieciństwie ognisk, czy dającego obecnie ciepło i poczucie przytulności pieca, albo z płonących gwałtownie zboczy, które są jak „ocean płomieni przetaczający się po grzbietach wzgórz, celowo rozniecony przez ludzi, a jednak nie do opanowania…” A ile wokół barw, wręcz feeria kolorów, nie dająca odpocząć oczom, tworząca impresjonistyczne złudzenie przenikania plam, nakładania się na siebie fal świetlnych, które rzutują nie tylko na jeden zmysł wzroku, ale na wszystkie zmysły, wprawiając je w pomieszanie. Jak to jest z tymi migawkami z dzieciństwa, że pojawiają się z wszystkimi ulotnościami, znów pachną, brzmią, barwią się zupełnie jak niegdyś, w każdym szczególe. „Jesień, wiatr, pamięć, altanka, której pewnie od dawna nie ma; liście, które uległy rozkładowi, a przecież nigdy nie zginą; moje ręce maleją: dłonie są coraz mniejsze na tle czerwonego jaworowego liścia; a wiatr słucha, wiatr mnie słucha, wichrzy liście na moim zboczu: dawne liście z północy Czech, pochłonięte przez dzisiejszy banacki wiatr…” Autor nie tylko przywołuje obrazy, on na chwilę znów staje się tamtym małym chłopcem z płonącymi jesienną czerwienią liśćmi jawora w drobnych dłoniach. Rumuńska wieś, czeska wieś, tak inne przecież, ale obie odmalowane sensualnie, zmysłowo. To zasługa pióra autora, ale przecież oddaje on to, co go zachwyciło, co zostawiło odciśnięty ślad, który nie tylko nie wyblakł po latach, ale odżył z dawną mocą, jakby tylko wybudził się z chwilowego snu. Gdy autor opisuje dojrzewanie śliwek w sadzie, to widzimy i czujemy ich wzrastanie, formowanie się wokół pestki, pęcznienie i słodycz wypływającego śliwkowego soku, słyszymy jak lekko uderzają o ziemię, zrzucone z gałęzi mocniejszym podmuchem. Nic, tylko schylić się i skosztować. W tej prozie jest poezja. Śliwki dobre na palinkę, palinka znakomita na tęskne wspominanie, a także na rozmowy z ludźmi i z samym sobą. I autor pisze: „Pokażą się gwiazdy; nadejdzie górski, wrześniowy chłód: będę siedział, może zapadnę w lekki sen; będę śnił; i będę pił palinkę…” Zapewne z tej pięknej prozy każdy wyciągnie parę smaczków tylko dla siebie, a więc ockną się z leniwego letargu kolejne powidoki, lekko zamglone przez czas, nasze własne. Wszyscy wszak byliśmy kiedyś dzieciakami ganiającymi po wiejskich łąkach, wdeptującymi z krzykiem w krowie placki i podkradającymi kurom jajka. Przynajmniej ci z nas, którzy mieli jeszcze okazję widzieć prawdziwą wieś. Żarliwa, poetycka, empatyczna proza z Banatu wgryzła się we mnie, a ja poddałam się jej bez reszty. Jest w niej coś przyciągającego, jakaś prawda najgłębsza z najbardziej wewnętrznego miejsca w sercu wyciągnięta i tam też trafiająca. Opisując naturę, chwyta jej esencję, mówiąc o człowieku, przegląda go na wskroś, znajdując to, co ważne, nawet jeśli trzeba sięgnąć głębiej. Czy to staruszki, matka i córka, nie do odróżnienia, czy też rodzina Wojnerów – „złote zęby w ustach, wychudłe, zniszczone twarze, niemal identyczne twarze; zawsze mnie zadziwiało, z jaką siłą rysy poprzednich generacji przenoszą się tu na kolejne pokolenie, modelując je precyzyjnie i nieodwołalnie na własne podobieństwo (…)” Autor lubi nawiasy, średniki i dwukropki. Początkowo to dziwi, później widzimy, że ma swoje uzasadnienie nie tylko w „widzimisię” autora. To złudzenie, jakby jedno zjawisko pociągało następne, połączone z nim, a zarazem rozszerzające o jeszcze więcej sensów, znaków. Z przecinkami, czy wręcz kropkami, rozdzielającymi tekst na pojedyncze zdania, zgubiłby on swój naturalny, jedyny odpowiedni rytm. Okazuje się, że w różnych rejonach świata można poczuć się całkiem swojsko: te same bzy i akacje, stada owiec na zboczach, jesienna, lekko stęchła wilgoć, dźwięk harmonijki o kolorowych klawiszach… Ujęło mnie bardzo wyczulenie autora na szczegół, nawet drobniutki. Któż potrafi jeszcze tyle niuansów wydobyć z głosów niosących się po podwórku sąsiada, albo z twarzy okolicznych ludzi? Najpierw przeanalizować ich wyjątkowość, aby pod koniec uogólnić, wprowadzić pod wspólny mianownik. Dzięki tym podobieństwom nie tak łatwo uciec przed tym, o czym chce się zapomnieć. W najmniej spodziewanym momencie, wystarczy niewielki bodziec wywołujący i na człowieka spada cała jego przeszłość, choć przecież wcale tego nie pragnie. Zamknąwszy „Palinkę” ma się wrażenie, że autor w pełni świadomie odsłonił przed czytelnikami to, co dla niego najważniejsze, najintymniejsze. Pozwolił nam się poznać, zawierzył szczerze swoje myśli, obnażył cały smutek samotności i beznadziejność ucieczki, spotęgowane jeszcze przez surowe banackie warunki i dystans, jaki zwykli utrzymywać mieszkańcy. Możliwe, że uczynił tak z pragnienia podzielenia się z kimś ciężarem, by ten choć trochę zelżał, być może chciał dodać nam otuchy, poczucia, że jeśli mamy podobnie, to nie jesteśmy jedyni. Mam nadzieję, że stojąc tam, „pod rozłożystą morwą (…) na rozdeptanych morwach…”, wiedząc że jego słowa poszły w świat, między ludzi, podniesie jednak głowę, a może nawet prześle lekki uśmiech – nie jest tak źle, zderzyliśmy się z własnym życiem, a teraz idziemy dalej. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na92 lata temu
Trzy pstre tygrysy Guillermo Cabrera Infante
Trzy pstre tygrysy
Guillermo Cabrera Infante
Nie pojmuję z czego wynika tak niska ocena. Kiedy patrzę na słupki ocen mojego "ulubionego" polskiego "pisarza" chyba jedynie dzisiaj promowanego, to mam dreszcze przerażenia i załamki :) ...w porównaniu. Tygrysy to jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Nietuzinkowa! Trudna, lub może po prostu wymagająca. Tak dobra że musiałam ją sobie dawkować. Gdy czytam coś genialnego mam tak, że książka mnie aż dusi, muszę raz po raz zaczerpnąć tchu. Trochę to trwało ale to była przedłużona przyjemność. Inteligentna, świetne poczucie humoru. Ona jest jakby złożona z kilku książek w jedną. Ba! ta Książka to chaos :). Rozdziały niekoniecznie mają coś ze sobą wspólnego, ale mają wspólne flow. Tym to potem dziwniejsze, gdy tak jak ja, nie czyta się jej non stop, tylko robi przerwy. Autor tworzył tu wręcz własne słowotwórstwo, kalambury ze zdań i wyrazów. Jakby rozmowę dwóch ludzi, a raczej ich potyczki słowno-myślowe bezpośrednio przełożyć na papier, bez korekty. Pełna jest nieszablonowych dialogów. Czasem ma się wrażenie, że jaja sobie robił z czytelnika, sprawdzał jego cierpliwość. Nagle coś z innej beczki panie i panowie, tak dla przekory. Może kilka rozdziałów napisał pod wpływem?...nawet jedynie świetnego samopoczucia, bądź odwrotnie?. Dlatego ta książka do zwykłych nie należy, nie jest przeciętna, za to jest bezkompromisowa, to na pewno. Świetnie oddany klimat Kuby, dawnej Kuby rzecz jasna. Infante ją wręcz spersonifikował. Rozdziały "Ona śpiewała Bolera" ( jest zresztą osobna książka autora pod tym tytułem),to już arcydzieło. A jak ktoś dodatkowo lubi barowe, gęste, nocne klimaty i nietuzinkowych ludzi, lub sam uważa się za ćmę barową :D to lektura obowiązkowa, zwłaszcza wyżej wymienione rozdziały. Tłumaczenie uważam za genialne. Czuć to podczas lektury, a posłowie dodatkowo to potwierdza. Tak powinno się tłumaczyć. Z otwartością, dokładnością, wnikliwością, starannością, profesjonalizmem i brakiem narcyzmu i egocentryzmu, co cechuje wielu translatorów. Czegoś tak dziwnego i dobrego w życiu że tak powiem nie czytałam. :D Powinna być wznowiona!
2tonsofbooks - awatar 2tonsofbooks
ocenił na99 miesięcy temu
Scherzo capriccioso. Wesoła fantazja na temat Dvořáka Josef Škvorecký
Scherzo capriccioso. Wesoła fantazja na temat Dvořáka
Josef Škvorecký
Książka Josefa Skvorecky’ego uwiodła mnie nie tylko swą „muzycznością”, gdzie miejsce i na dzieła Antonina Dvořáka, i na jazz (którego pisarz był miłośnikiem) - a bez którego nie byłoby jednej z najwspanialszych symfonii, czyli „Z Nowego Świata” – muzyki, którą tak naprawdę wszyscy znają, choć może nie wszyscy sobie to uświadamiają… Po raz setny można się tu utwierdzić w miłosnym podziwie dla czeskiej literatury - zupełnie inaczej niż polska, lekko ujmującej ważne dla niej tematy czy postacie. Nie ma tu żadnego zadęcia czy koturnowego podejścia (dopiero po pewnym czasie orientujemy się np., kim jest ten cały „Boraks” – ot, jedna z pułapek pisarza na czytelnika). Już poznany Dvořák to ktoś z krwi i kości, tak jak i jego rodzina oraz otoczenie. Można by pomyśleć – po prostu jeden z nas, żaden pomnikowy przykład. A paradoksalnie wcale nie Mistrz jest tak naprawdę głównym bohaterem książki. Równie ważni są zwłaszcza czarnoskóry Will - w zasadzie centralna postać powieści, niezwykle wiarygodnie przedstawiony; uczniowie; wspaniała chlebodawczyni Dvořáka z USA; szwagierka, z którą ma romans; świetny wątek córki Otylki i jej narzeczonego etc. etc. Czeski autor nie byłby sobą, gdyby nie pojawił się tu cudowny wątek piwny. Zachwyca zwłaszcza anegdota, jak to z inicjatywy Dvořáka ława przysięgłych amerykańskiego sądu pije beczkę piwa – dowód rzeczowy przestępstwa nielegalnej jego sprzedaży w knajpie - by próbować osiągnąć wymaganą jednomyślność. Niestety, nie osiąga jej aż do ostatniej kropli trunku. A wobec przepadku dowodu przestępstwa podsądny musi być uniewinniony. Amerykański wymiar sprawiedliwości ma wiele zalet... Ta doskonała książka (jedna z najlepszych Autora, choć konkurencja niemała) to wręcz skrzący się literacki fresk. Odpowiednia to forma dla ukazania bohaterów na tle Ameryki, powoli stającej się mocarstwem, także kulturowym, dzięki „zasysaniu” tego, co najlepsze spoza niej. To się tak czyta, jak potoczyście, wręcz muzycznie, jest napisane. Lektura daje wybitną czytelniczą satysfakcję - choć i sama sporo wymaga, a raczej – właśnie dlatego, że wymaga. No i nie jest to żadne „czytadło”. Żeby nie było za nudno, narratorzy się zmieniają, a czas powieściowy też nie płynie linearnie. Za to wszystko kocham pisarstwo bratanków z południa… PS Niepojęte, tylko jedna opinia oprócz mojej...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na104 lata temu
Wełna Lars Gustafsson
Wełna
Lars Gustafsson
„Jeziora zamarzają i znów tają, bez miłości żyjemy i bez miłości umieramy.” Lars Gustafsson, 1936-2016, szwedzki poeta, filozof, eseista, przyjaciel Zbigniewa Herberta oraz pan Bóg, kapryśny i niesprawiedliwy, obdarzyli bohatera powieści „Wełna” krótkim życiem samotnika zamkniętego w ciasnej klatce szwedzkiej prowincji, hermetycznej, odosobnionej, skrępowanej chroniącą przed chłodem, zimnem i wiatrem „wełną”, jest to zaproszenie do świata codzienności końca lat 60 XX wieku, gdzie nie mówi się nigdy „on umarł” tylko „śmierć go spotkała”, a samotność o piątej rano w zimowe poranki jest najbardziej naturalną rzeczą we wszechświecie. „Człowiek szczęśliwy jest największą zagadką.” Lars Herdin ma 34. lata, mieszka w położonym wśród lasów i jezior Trummelsbergu, jest nauczycielem matematyki, podejmuje próbę ingerencji w życie wybitnie uzdolnionego ucznia, szybko przekonuje się jednak, że „nie należy zwalać na innych ludzi tego, czego nie udźwigną, bo nie mają dość siły.” Retrospekcja, dodająca narracji dramaturgii, pomogła pisarzowi w zbudowaniu wiarygodnego portretu bohatera, obrazu mężczyzny uciekającego przed własnym niespełnieniem, pełnego lęków i obaw, rozczarowanego marnym życiem, przypadkową kobietą, brakiem uzdolnień, kogoś, kto czuje się zbędny, niepotrzebny, kto uważa, że na prowincji „niespełnienie” to dosyć powszechne uczucie, kto „w gimnazjum lubił czytać książki leżąc na dnie dryfującej łodzi”, marzącego, by wyrwać się ze świata obłudy społecznych rytuałów, tęskniącego za życiem czystym i intensywnym. Miniatura literacka. „Horoskopy zawsze dobre, tylko życie takie sobie”.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Psy nad jeziorem Miljenko Jergović
Psy nad jeziorem
Miljenko Jergović
Cyt.: „Ojczyzna jest tam, gdzie ludzie rozumieją twoje dowcipy.” Milenko Jergović, „Psy nad jeziorem” „Psy nad jeziorem” to kolejna zachwycająca powieść Milenko Jergovića, bośniackiego prozaika, poety i publicysty, urodzonego w Sarajewie a od wielu lat mieszkającego i tworzącego w Zagrzebiu. Wydana w 2010 roku, szesnaście lat po jego debiucie prozatorskim i rok po znakomitej „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” ukazuje jak dojrzałym pisarzem stał się Jergović i z jaką lekkością potrafi prowadzić dialog z czytelnikiem. Nano Mazuth, bośniacko – hercegowiński poeta, autor wierszy pt. „Psy nad jeziorem”, który wyemigrował w czasie trwania wojny domowej na Bałkanach do Kanady, przylatuje do Belgradu gnany tęsknotą za rodzinnym krajem. W hotelu, w którym się zatrzymał doznaje udaru, zapada w śpiączkę i trafia do jednego z belgradzkich szpitali. Recepcjonista tego hotelu, Arif Nevzeti, urodzony w Prisztinie, który odnalazł poetę w jego pokoju, zaintrygowany niecodziennym wypadkiem, zaczyna poszukiwać informacji na jego temat i podając się za członka jego rodziny odwiedza go w szpitalu. Tak zaczyna się ta niezwykła opowieść, oniryczna podróż w labiryncie bałkańskich historii. Dwie historie opowiadane przez dwu narratorów, Nano Mazutha i Arifa Nevzeti, przeplatają się i przenikają nawzajem i nie do końca wiadomo co jest prawdą, półprawdą a co jedynie wytworem wyobraźni. Autentyczne i fikcyjne postacie, wydarzenia prawdziwe i te stworzone mocą wyobraźni tworzą opowieść, w której teraźniejszość miesza się z przeszłością i przyszłością a żywi wspominają martwych. To urzekająca i znakomita proza, w której odnaleźć można ślady Borgesa, Bolano czy Gombrowicza, zwariowane historie o lęku przed dentystą, sprzątaczce kleptomance czy kanadyjskich borówkach i jednocześnie zachwycająca opowieść o historii Bałkanów opowiedziana przy pomocy XIX wiecznego czeskiego kryształowego zestawu do wina. Te wszystkie historie przeplatając się i przenikając tworzą niezwykłą opowieść o fascynacji literaturą, kulturą i historią a jednocześnie opowieść o samotności, poszukiwaniu własnej tożsamości i wygnaniu. Ta mieszanka prawdy, półprawdy i zmyśleń, te przeplatające się opowieści Milenko Jergovića tworzą porywającą wręcz prozę. Jak kłamać prawdziwie? Właśnie tak jak Jergović, choć to nie od niego to prawdziwe kłamanie się rozpoczęło. Zaczął Jorge Luis Borges w swojej „Powszechnej historii nikczemności” , prawdziwie kłamał też Danilo Kiš w swoim „Grobowcu dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii”. To tylko niektórzy z prawdziwych kłamców. Czy Milenko Jergović może być tym najlepszym z prawdziwych kłamców?
Sławek - awatar Sławek
ocenił na810 miesięcy temu
Legenda o świętym pijaku i inne opowiadania Joseph Roth
Legenda o świętym pijaku i inne opowiadania
Joseph Roth
Okazało się, że z literatury może być pożytek. Nie wiedziałem, w jaki jeszcze sposób mógłbym dać wyraz swojemu upodobaniu do koloru fioletowego, a po przeczytaniu opowiadania Józefa Rotha pt. „Kariera” już wiem. W utworze tym buchalter Gabriel Stieglecker używa fioletowego atramentu do prowadzenia rachunków. Ja rachunków co prawda nie muszę prowadzić, atrament można zaś zastąpić wkładem do długopisu. Że co? Że niby w 2025 roku nie można już używać długopisu? Można. Będę fioletowym wkładem zapisywać, którą nogą wstałem danego dnia i jaka była pogoda, a jak się rozpędzę, to nawet dodam, co mnie bolało, a co swędziało, wieńcząc wpisy sentencją memento mori. Krajowi sprzedawcy fioletowych wkładów mogą się spodziewać mojego zamówienia na dniach. Podejrzewam, że oddanie się rzeczom martwym, nierzadko w oczach innych przyjmujące formę dziwactwa, przydarza się, kiedy obok nie ma niczego żywego ani nikogo żywego, szczególnie nikogo. Ze wspomnianego opowiadania wynika, że pan Stieglecker nie miał nikogo, tylko pracę buchaltera, w której się zatracił, kaligrafując cyfry fioletowym atramentem. Czasami ktoś jest, ale jakby go nie było. W innym opowiadaniu ze zbioru, „Lewiatanie”, Nissen Pieczennik ma co prawda żonę, ale zrzędliwą, nieczułą, według narratora także spuchniętą, i Nissem Pieczennik też oddaje się rzeczom martwym – koralom, których jest sprzedawcą. Jak się przedobrzy, to to oddanie się rzeczom martwym zaczyna zahaczać niebezpiecznie o mistycyzm. Nissen Pieczennik, małomiasteczkowy Żyd z Kresów, który nigdy nie widział morza, wymyślił sobie w końcu, że spocznie z koralami na jego dnie, w objęciach lewiatana, czy tam w jego paszczy, jak kto woli. Muszę jednak uczciwie przyznać, że nie mam pewności, czy oddanie się rzeczom martwym jest konsekwencją braku żywych istot wokół, czy to właśnie przez oddanie rzeczom martwym nie ma nikogo żywego w naszym życiu. Od tego, co jest skutkiem, a co przyczyną, kiedyś mogło zależeć nasze zbawienie, ale dzisiaj potępieni będziemy i tak z innego paragrafu. --- W tym zbiorze jest parę innych historii, w których oddawanie się rzeczom martwym, nawet jeśli się pojawia, to nie przyjmuje aż tak osobliwej formy, nie zajmuje tyle miejsca – ludzie szukają w tych opowiadaniach miłości, poświęcają się innym, robią karierę albo piją, jak polski emigrant Andrzej Kartak w tytułowej „Legendzie o świętym pijaku”*, i prawie we wszystkich horyzont zdarzeń wyznacza śmierć, we wszystkich człowiek i jego „dzieła” przegrywają z czasem. * O autorze, Józefie Rocie, dowiedziałem się właśnie dzięki „Legendzie o świętym pijaku”, a dokładniej mówiąc – jego filmowej adaptacji z Rutgerem Hauerem.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na96 miesięcy temu
Nienawiść to połowa zemsty Emilios Solomou
Nienawiść to połowa zemsty
Emilios Solomou
"Nienawiść to połowa zemsty, druga połowa to czyn." W dniu 21 kwietnia 1870 roku w greckim miasteczku Dilesi, położonym na beockim wybrzeżu, rozbójnicy porywają czterech wysoko urodzonych Europejczyków - trzech Brytyjczyków i Włocha. Warunkiem ich uwolnienia jest okup oraz zwolnienie zbójców trzymanych w więzieniach i objęcie abolicją tych, którzy nadal przeciwstawiają się władzy. Fakt ten staje się początkiem ostrego kryzysu pomiędzy Grecją a Wielką Brytanią, który ostatecznie pogłębia się z chwilą zamordowania, po dziesięciu dniach, uprowadzonych mężczyzn. Wydarzenia te przeszły do historii jako masakra w Dilesi; stały się one powodem zwrócenia się Europy przeciwko Grecji, odsłaniając równocześnie głęboki kryzys w tym kraju i mocno zakorzenione powiązania polityków ze sprawcami. "Ilu jest w społeczeństwie takich, co krzywdzą innych, pozbawiają ich chleba? A jednak są szanowani, podziwiani. Czemu? Czy są cnotliwi? Czy w społeczeństwie nie ma zbójców? Zbójcy- handlarze, zbójcy- lichwiarze, zbójcy -bankierzy, obłudni zbójcy- politycy." "Greccy rozbójnicy z przeszłości powracają do życia." Równo 143 lata po tych wydarzeniach - 21 kwietnia 2013 roku, kiedy współczesna Grecja pogrąża się w kolejnym głębokim kryzysie, w jednym z hoteli w centrum Aten, dochodzi do makabrycznego, brutalnego morderstwa członków europejskiej Troiki, której przedstawiciele reprezentujący UE mają za zadanie opracowanie planu ratowania gospodarki tego kraju. Schemat dokonanej zbrodni jest niemal tożsamy, jak tej z końca XIX wieku i znów fakt ten wywołuje falę niechęci wobec Grecji. Na miejscu przestępstwa nie ma żadnych śladów, nikt nic nie widział, kamery hotelowe zostały uszkodzone, a policja nie ma najmniejszego punktu zaczepienia. Czy zakodowana wiadomość pozostawiona na miejscu zbrodni będzie stanowiła wskazówkę do powiązania tego zdarzenie z masakrą w Dilesi? Czy Romanos Sergidis, wykładowca uniwersytecki, który szczególnie interesuje się zbójectwem na ziemiach greckich okaże się pomocny przy rozwiązaniu tej tajemniczej zbrodni? Książka nie jest łatwa i w tematyce i w konstrukcji; przeplatają się w niej przemiennie zdarzenia z przeszłości i te współczesne, zagłębiamy się w sposób rozumowania i działania dawnych zbójców, jak i przemyślenia mordercy z 2013 roku, uczestniczymy w działaniach policji, jej bezradności, ale też poznajemy ówczesną rzeczywistość Grecji, w której kryzys doprowadził do bankructw, nędzy, bezdomności, samobójstw. Tylko czy wszystkich dotknął w takim samym stopniu? Czy zrobiono cokolwiek, aby nie dopuścić do ruiny kraju, do krzywdy obywateli? "Apostolu czyta ostatnie strony notatek, które sporządził z materiałów Sergidisa o rzezi w Dilesi. Ma nadzieję, że coś tam znajdzie. Niewidzialną nić, która połączy 'wtedy' z dziś. Wie, że obecne wydarzenia są następstwem innych wydarzeń, których podmuch dociera do naszych czasów, których ślady są wciąż widoczne i w nas i wokół nas."
Anna Lipińska-Czajkowska - awatar Anna Lipińska-Czajkowska
oceniła na82 lata temu

Cytaty z książki Utrata El Dorado. Historia kolonialna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Utrata El Dorado. Historia kolonialna