Kronika ptaka nakręcacza

Okładka książki Kronika ptaka nakręcacza
Haruki Murakami Wydawnictwo: Muza Seria: Pocket (Wyd. Muza) literatura piękna
672 str. 11 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Pocket (Wyd. Muza)
Tytuł oryginału:
Nejimakidori kuronikuru / ねじまき鳥クロニクル
Wydawnictwo:
Muza
Data wydania:
2013-07-24
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Data 1. wydania:
2003-01-01
Liczba stron:
672
Czas czytania
11 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377585078
Tłumacz:
Anna Zielińska-Elliott
Tagi:
literatura japońska poszukiwanie sensu życia poszukiwanie własnej tożsamości rodzina spotkanie śmierć śmierć w rodzinie utrata pracy
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Oceny

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
294
50

Na półkach:

Z początku ciekawa i wciągająca, chociaż z pozoru niewiele się dzieje, klimat dziwności i niezwykłości przykuwa zainteresowanie. Niestety sam koniec książki, w moim uznaniu okazał się być nieprzemyślany, jakby autor nie wiedział dokąd zmierza z opowieścią, zostawia czytelnika z domysłami i niedopowiedzeniem, oczekiwałam czegoś konkretniejszego po takim rozwoju postaci i wydarzeń. Sam pomysł i realizacja nietuzinkowe, dużo realizmu magicznego, całkiem sporo fabuły rozgrywa się w snach bohatera.

Z początku ciekawa i wciągająca, chociaż z pozoru niewiele się dzieje, klimat dziwności i niezwykłości przykuwa zainteresowanie. Niestety sam koniec książki, w moim uznaniu okazał się być nieprzemyślany, jakby autor nie wiedział dokąd zmierza z opowieścią, zostawia czytelnika z domysłami i niedopowiedzeniem, oczekiwałam czegoś konkretniejszego po takim rozwoju postaci i...

więcej Pokaż mimo to

avatar
3
3

Na półkach:

Tytuł adekwatny do treści. Warta przeczytania. Czasem emocje i przemyślenia pozostają dłużej niż fakty - taki to właśnie styl ma Murakami.

Tytuł adekwatny do treści. Warta przeczytania. Czasem emocje i przemyślenia pozostają dłużej niż fakty - taki to właśnie styl ma Murakami.

Pokaż mimo to

avatar
206
180

Na półkach:

Jak zwykle można liczyć na Murkamiego i jego pokręcone historie. Po jakim czasie wszystkie zaczynają mi się zlewać w jedno bingo Murakamiego.

Jak zwykle można liczyć na Murkamiego i jego pokręcone historie. Po jakim czasie wszystkie zaczynają mi się zlewać w jedno bingo Murakamiego.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
73
42

Na półkach:

Książka którą przeczytałem z polecenia i ... rozwaliła mi łep.
Jest to powieść która cały czas zadziwia i wprowadza w stan niezrozumienia sytuacji.
Bardzo dobre!

Książka którą przeczytałem z polecenia i ... rozwaliła mi łep.
Jest to powieść która cały czas zadziwia i wprowadza w stan niezrozumienia sytuacji.
Bardzo dobre!

Pokaż mimo to

avatar
31
11

Na półkach:

Tajemnicza, pełna metafor, świetna, chyba najlepsza w dorobku tego autora, choć wraz z kolejnymi udowadnia, że wyobraźnia i sposób widzenia świata, bardzo odrębne, unikalne zestawienia w obrazach skojarzeniach dowodzą, że to pisarz wyjątkowy i zasłużenie doceniany w tak wielu krajach świata.

Tajemnicza, pełna metafor, świetna, chyba najlepsza w dorobku tego autora, choć wraz z kolejnymi udowadnia, że wyobraźnia i sposób widzenia świata, bardzo odrębne, unikalne zestawienia w obrazach skojarzeniach dowodzą, że to pisarz wyjątkowy i zasłużenie doceniany w tak wielu krajach świata.

Pokaż mimo to

avatar
71
33

Na półkach:

Dziwna, może nawet dziwaczna książka. Niby realistyczna, ale momentami klimat staje się mocno odrealniony, oniryczny. Czasem fascynująca, czasem na pograniczu znużenia. Na pewno nie polecam jej komuś, kto od powieści oczekuje wartkiej i klarownej fabuły - tekst ciągnie się w nieskończoność i chwilami człowiek nie wie, czy wszystko to zmierza do jakiegoś sensownego celu. Mimo to przeczytałam ją do ostatniego zdania, choć zajęło mi to prawie dwa tygodnie. Sama nie wiem, co mi się w niej podobało, ale jestem pewna, że będzie to książka, która na długo zapadnie mi w pamięć.

Dziwna, może nawet dziwaczna książka. Niby realistyczna, ale momentami klimat staje się mocno odrealniony, oniryczny. Czasem fascynująca, czasem na pograniczu znużenia. Na pewno nie polecam jej komuś, kto od powieści oczekuje wartkiej i klarownej fabuły - tekst ciągnie się w nieskończoność i chwilami człowiek nie wie, czy wszystko to zmierza do jakiegoś sensownego celu....

więcej Pokaż mimo to

avatar
24
3

Na półkach:

Genialna książka, choć niełatwa

Genialna książka, choć niełatwa

Pokaż mimo to

avatar
63
14

Na półkach:

To książka właściwie o ludzkich relacjach w świecie niezrozumiałych dla mnie konwenansów i zahamowań, tj. kulturze japońskiej. To też opowieść o pewnym emocjonalnym wypaleniu. Dobra ku przestrodze.

To książka właściwie o ludzkich relacjach w świecie niezrozumiałych dla mnie konwenansów i zahamowań, tj. kulturze japońskiej. To też opowieść o pewnym emocjonalnym wypaleniu. Dobra ku przestrodze.

Pokaż mimo to

avatar
213
198

Na półkach:

Totalnie zakręcona powieść, której akcja toczy się na pograniczu snu i jawy. Jak dla mnie trochę przydługa, ale napisana w oryginalnym stylu Murakamiego.

Totalnie zakręcona powieść, której akcja toczy się na pograniczu snu i jawy. Jak dla mnie trochę przydługa, ale napisana w oryginalnym stylu Murakamiego.

Pokaż mimo to

avatar
277
249

Na półkach:

W ramach bonusu, zamieszczam tutaj dodatkowo (ponad pierwotną recenzją) drobną adaptację fragmentu tekstu mistrza, nieznacznie przeze mnie udoskonalonego – dla lepszej orientacji ewentualnych amatorów kontaktu z jego niepowtarzalną prozą… :D :P

-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-

Makaron zadzwonił, gdy gotowałem właśnie telefon. Za otwartym kuchennym oknem, sroka złodziejka trajkotała rytmicznie uwerturę Rossiniego, którą podśpiewywałem wcześniej i był to idealny akompaniament do gotowania telefonu, bowiem jego dzwonek zaprogramowałem właśnie na tę srokę… to znaczy właściwie na uwerturę – ale mniejsza o to.

Gdy usłyszałem dzwonek makaronu, pomyślałem początkowo, że to dzwoni telefon, ale przecież telefon właśnie gotowałem. Co prawda włączyłem dopiero płytę, postawiłem na niej garnek i wypełniłem go dużą ilością wody – lać wodę lubię najbardziej, w całym procesie gotowania… – jednak nie zdążyła się ona jeszcze podgrzać, choć telefon już do niej włożyłem.

Po krótkim stosunkowo namyśle, postanowiłem zatem odebrać makaron. Odebrałem, a mimo to dzwonek nie ustawał. Zrozumiałem wtedy, że to jednak dzwoni telefon i przypomniało mi się, że przecież jest wodoszczelny a lekko wzrastająca temperatura wody nie zdążyła widocznie wywrzeć na nim jakiegokolwiek większego wrażenia, dlatego dzwonił sobie w garnku jak gdyby nigdy nic. Wyjąłem go zręcznym ruchem, tak żeby nie zamoczyć ozdobnego mankietu mojej białej koszuli z żabotem, w której mam zwyczaj zazwyczaj gotować, wcisnąłem guzik i odezwałem się:

– Filharmonia, słucham – właściwie zupełnie nie wiem dlaczego tak powiedziałem. Możliwe, że jakiś wpływ miała na to sroka złodziejka a właściwie uwertura, podśpiewywana przeze mnie, ale nie jest to do końca pewne.

– Filharmonia? – usłyszałem w słuchawce zdziwiony głos kobiety, który jednak – z czego zdałem sobie sprawę po chwili – wcale nie był zdziwiony. – Dzwoniłam co prawda do pralni, ale jestem elastyczna i potrafię się dostosować – powiedziała kobieta, uśmiechając się w bardzo miły sposób. A przynajmniej tak to sobie wyobraziłem.

– No cóż – odchrząknąłem po chwili namysłu – nie jestem pewien czy będę mógł pani pomóc, bo nie mam właściwie żadnego doświadczenia w praniu. Jednak gdyby to pani odpowiadało, to mogę dla pani ugotować makaron.

Kobieta milczała przez dłuższą chwilę a chwila ta przedłużała się. Mniej więcej po czterdziestu sześciu minutach ciszy, która swoją bolesną pustką zaczęła mi już przewiercać nos – bo słuchawkę lubię trzymać przy nosie a nie przy uchu – przyszło mi do głowy, że może kobieta się rozłączyła.

– Czy pani tam jest? – zapytałem ostrożnie, żeby nie spłoszyć tej ciszy a jednocześnie nie przestraszyć kobiety.

– Ależ tak, oczywiście, jestem – usłyszałem w odpowiedzi głos mężczyzny, co lekko mnie zaniepokoiło. – Czy mógłby pan coś zrobić dla mnie? – zapytała, ponownie kobiecym głosem, i znowu zapadła cisza. Tym razem postanowiłem działać szybciej.

– A czego pani oczekuje? – spytałem krótko i konkretnie, co w moim przypadku było czymś niezwykłym, podobnie jak niezwykła była ta kobieta, która chcąc uprać odzież w pralni, zadzwoniła do filharmonii… czy może do mojej kuchni – ale nie czułem szczególnej potrzeby by tę akurat kwestię wyjaśniać.

– Ja? – zapytała zdziwiona. – Właściwie niczego nie oczekuję, jak również nikogo – nie jestem z nikim na nic umówiona. Chciałabym jedynie poprosić pana o drobną przysługę, oczywiście o ile nie sprawi to panu choćby najmniejszego kłopotu. Otóż chciałabym, żeby opuścił pan spodnie zsunął bieliznę i intensywnie się zmasturbował a następnie jednym zdecydowanym ruchem obciął sobie napletek i natychmiast go połknął – jednak tak, bym nie usłyszała najmniejszego dźwięku ani odgłosu i wszystko mogła sobie tylko wyobrazić – dokładnie w taki sposób, jak tego pragnę. To potrwa krótko a ból nie będzie zbyt mocny. Bardzo pana proszę. I proszę też, żeby o nic pan niepotrzebnie nie pytał. W przeciwnym razie, będę musiała ponownie zadzwonić do pralni a połączenie z panem natychmiast przerwać. Kiedy pan skończy, proszę tylko zagwizdać tę uwerturę Rossiniego, którą podśpiewywał pan wcześniej…

Wyjrzałem przez okno, przez chwilę spojrzałem też na makaron i poczułem zdziwienie.

– Przepraszam, ale muszę jednak o coś zapytać a pani będzie musiała odpowiedzieć na moje pytanie, o ile nie sprawi to pani choćby jakiegoś małego problemu – powiedziałem grzecznie, jednak stanowczo. – Czy jeżeli się ostro i szybko, bezgłośnie zmasturbuję, tak jak pani tego pragnie, ale nie obetnę potem i na koniec nie połknę napletka, to czy nie sprawi to pani jakiegokolwiek dyskomfortu? Choćby małej przelotnej frustracji. Chodzi o to, że jestem obrzezany… więc jeżeli miałoby to rzutować ujemnie na pani doznania, to niestety nie będziemy mogli zrealizować pani planu. – Czekając na jej odpowiedź, jednocześnie intensywnie odczuwałem uderzającą mnie, spienioną, zieloną, oślizgłą falę wątpliwości, która oblepiała mnie całego powodując narastającą senność i powolne oddzielanie się mojej świadomości od ciała i makaronu: „skąd ona wiedziała… że podśpiewywałem w kuchni uwerturę właśnie Rossiniego a nie jakąś inną?!”. Uchwyciłem się tego pytania, niczym ostatniej brzytwy, którą dostrzega tonący w zakładzie fryzjerskim zalewanym potężną falą tsunami…

-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-


Nie polecam. Ale, jak zwykle, przekonać każdy musi się sam - nazwisko znane a tytuł popularny. :)

Czy w ogóle jest to literatura? Uważam, że kwestia dyskusyjna. Całość skąpana jest w na tyle gęstym sosie magiczno-tajemnym i rzekomo duchowym, iż uważam, że gdyby ten sos odcedzić, to dopiero ukazałby się główny składnik potrawy - według mnie na talerzu zostałoby wówczas coś dosyć bezkształtnego i mało apetycznego, niestety.

Cała potrawa, nawet razem z tym gęstym sosem, jak dla mnie przypomina gumowy stek do przeżucia - nic fajnego, choć żując metodycznie i cierpliwie niby głód da się w jakiś sposób nasycić. Jednak żeby serwować sobie taki gumowy stek, mając jakiś inny wybór, to według mnie, trzeba być trochę masochistą... i to nawet jeśli ktoś ma szczególną skłonność do potraw podlanych obficie sosem - tego rodzaju, o jakim wspomniałem.

Mało przyjemną całość pogarszają jeszcze sceny seksu, jakieś takie... też niezbyt smaczne i czasem serwowane na ostro i z zaskoczenia (według mnie, nie wiadomo po co, tak właściwie). Równie nieprzyjemne dla mnie były pojawiające się wstawki opisujące drastycznie skrajne, szokujące okrucieństwo. Coś okropnego i również nie wiem po co człowiekowi czytać o czymś takim... i po co autorowi to opisywać? Choć przyznam, że nie miałem wrażenia, że chodzi o zwykłe epatowanie czytelnika, to jednak nie dostrzegłem też niezbędności takich scen w tej opowieści. Nie wiem, może po prostu jakaś patologia autora związana z potrzebą wypisywania z siebie takich treści i serwowania ich innym...??

Książka wydaje się mieć bogatą warstwę obyczajową, jednak na ile wiernie oddaje w niej autor specyfikę obyczajowości japońskiej a na ile fantazjuje sobie swobodnie polewając wszystko tym wspomnianym sosem rzekomo (według mnie) głęboko introspektywnej duchowości? Trudno powiedzieć (jeśli ktoś nie zna Japonii i Japończyków), dlatego nie jest też dla mnie jasne czy ta książka posiada chociaż walor poznawczy w obszarze japońskich obyczajów.

W sumie biorąc - całość mnie nie przekonuje. Wydaje mi się nawet, że dyskusyjne są walory literackie tej książki. Co do fabuły, przesłania, inspiracji, piękna, i te pe i te de... to raczej niczego wartościowego w tych obszarach nie dostrzegłem i nie zaczerpnąłem z tej lektury.

Tak właściwie, to chyba stracony czas... Wrażenia pozostawiające we mnie jakiś mętny wewnętrzny osad, czasem lekki szok, czasem rozdrażnienie, znudzenie, jakieś odczucia niechęci i jałowości... Całość dosyć nużąca, bo nie budząca w duszy jakiegoś jasnego tonu, nie przekazująca ani piękna ani nadziei, ani niczego mądrego czy ciekawego o życiu i ludziach. Gdyby wypłukać ten cały gęsty "nawiedzony sos", w którym głęboko zanurzony spoczywa "ptak nakręcacz", to można by nawet podejrzewać, że ta kronika, to po prostu nudnawe zapiski nie całkiem zdrowego grafomana... ;P

A wszystko to przydarzyło mi się przez to, że spodobało mi się pierwsze zdanie - banalne a jednak budzące moje zainteresowanie: "Telefon zadzwonił, gdy gotowałem w kuchni makaron". No cóż, po przeczytaniu dalszych zdań, rozwleczonych na ponad sześciuset kolejnych stronach, oświadczam dobitnie i jednoznacznie: gdyby telefon zadzwonił teraz (i to nawet gdybym właśnie gotował makaron), to w życiu bym go już nie odebrał... Murakami, ze swoim ptakiem... ;)) do mnie już niech pan nie dzwoni!! :D

p.s.
ponad połowę książki odsłuchałem - bardzo dobrze czytane przez Grzegorza Jurkiewicza (uff... wreszcie jakiś plus! ;))

W ramach bonusu, zamieszczam tutaj dodatkowo (ponad pierwotną recenzją) drobną adaptację fragmentu tekstu mistrza, nieznacznie przeze mnie udoskonalonego – dla lepszej orientacji ewentualnych amatorów kontaktu z jego niepowtarzalną prozą… :D :P

-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-*-

Makaron zadzwonił, gdy gotowałem właśnie telefon. Za otwartym kuchennym oknem, sroka złodziejka...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Haruki Murakami Kronika ptaka nakręcacza Zobacz więcej
Haruki Murakami Kronika ptaka nakręcacza Zobacz więcej
Haruki Murakami Kronika ptaka nakręcacza Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd