rozwińzwiń

Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii

Okładka książki Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii autora Carl Gustav Jung, 9788389158628
Okładka książki Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii
Carl Gustav Jung Wydawnictwo: Wydawnictwo KR nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
649 str. 10 godz. 49 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Symbole der Wandlung. Analyse des Vorspiels zu einer Schizophrenie
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1998-01-01
Liczba stron:
649
Czas czytania
10 godz. 49 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389158628
Tłumacz:
Robert Reszke
Średnia ocen

8,3 8,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii

Średnia ocen
8,3 / 10
28 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii

Sortuj:
avatar
912
817

Na półkach: ,

Zaczyna się bardzo niemrawo. Przebijamy się przez setki przykładów z tekstów religijnych, wierszy, utworów, opisów rzeźb i obrazów, jak to u Junga, i dopiero w pobliżu połowy książki klaruje się sedno: libido jako energia psychiczna (życiowa),(a nie czysto seksualna) błąd Freuda, psychologiczna symbolika kazirodztwa, związek libido z wiarą, sztuką i wewnętrznym rozwojem, potrzeba odcięcia uczuciowej pępowiny od rodziców, początki schizofrenii.

Wolałbym przeczytać ten tom przed "Aionem".

I jak zwykle przypominam niezaznajomionym z twórczością Junga, aby zaczęli od "Człowiek i jego symbole", "O rozwoju osobowości" oraz "Typy psychologiczne".

---------------------------------------------------

„Mit jest bowiem tym, o czym jeden z Ojców Kościoła powiada: „W co wszędzie, zawsze i wszyscy wierzą” (Wincenty z Lerin),a zatem człowiek, który – jak mu się wydaje – żyje bez mitu lub poza mitem, jest wyjątkiem. Ba, jest to człowiek wręcz wykorzeniony, który nie ma prawdziwej więzi ani z przeszłością, z życiem przodków (które zawsze żyje w nim),ani z istniejącym w danym czasie społeczeństwem ludzkim”.

„W mgnieniu oka uprzytamniamy sobie, że tu, na tym miejscu, gdzie się teraz znajdujemy, gdzie jesteśmy czymś zajęci, gdzie dokądś pędzimy, już dwa tysiące lat temu kwitło życie, trwała podobna krzątanina, choć w nieco innej formie, że ludźmi targały podobne namiętności, mimo że i oni przekonani byli o wyjątkowości swego bytu”.

„(…) Wgląd tego rodzaju powiada nam bowiem, że podstawowe konflikty targające człowiekiem są zawsze takie same – niezależnie od miejsca i czasu. To, co przepełniało Greków dreszczem, jest ciągle jeszcze prawdziwe, ale my będziemy się mogli o tym przekonać dopiero wtedy, gdy wyrzekniemy się podłego złudzenia późniejszych czasów, które każą nam mniemać, że jesteśmy inni – na przykład bardziej moralni – niż Starożytni. Po prostu udało nam się zapomnieć, że z ludźmi Antyku wiąże nas nierozerwalna więź. W ten sposób staje przed nami otworem droga do zrozumienia ducha Starożytności – droga, której wcześniej nie znaliśmy – droga wewnętrznego współodczuwania z jednej strony, z drugiej zaś droga intelektualnego zrozumienia. Przedzierając się przez zawalone gruzem fundamenty własnej duszy, poznajemy żywy sens kultury antycznej i właśnie w ten sposób zdobywamy ów stały punkt znajdujący się poza właściwą nam sferą – punkt wyjścia, skąd możemy rozpocząć proces obiektywnego pojmowania prądów Starożytności”.

„Dla indywiduum zajmującego postawę typową dla współczesności jest nie do pomyślenia, by sen zsyłał jakiś istniejący niezależnie od nas bóg, czy też by sen proroczo przepowiadał przyszłość. Jeśli jednak owo starożytne ujęcie przełożymy na język psychologii, wówczas otrzyma ono bardziej zrozumiałą formę, to znaczy: marzenie senne powstaje z nieznanej nam części duszy i zajmuje się przygotowaniem nadchodzącego dnia i związanych z nim wydarzeń.
Dawna wiara powiada, że do śniącego przemawia językiem symbolicznym bóstwo lub demon, a wykładacz snów musi przetłumaczyć tę zagadkową mowę. Jeśli zechcemy ująć to bardziej współcześnie, powiemy, że marzenie senne jest serią obrazów z pozoru paradoksalnych i nonsensownych, zawiera ono jednak materiał myślowy, który – o ile tylko zostanie przetłumaczony – zdradzi jasny sens”.

„Język tworzony jest przez myślenie i [język] tworzy myślenie” Piotr Abelard

„W tym miejscu można wysunąć zarzut, że skłonności dzieci do mitologizowania zaszczepiło im wychowanie. Ale zarzut ten jest zbyteczny, bo czyż ludzie kiedykolwiek oderwali się od mitu? Każdy człowiek miał oczy i wszystkie zmysły, by spostrzec, że świat jest martwy, zimny i nieskończony, nigdy jeszcze nie widział Boga, nigdy też nie musiał wnioskować o jego istnieniu pod presją świadectwa własnych zmysłów. Wręcz przeciwnie, człowiek musiał odczuć nader silną potrzebę wewnętrzną, która można wyjaśnić jedynie na podstawie irracjonalnej siły instynktu, aby wydać z siebie owe religijne treści wiary, których absurdalność podkreślał już Tertulian. A zatem owszem, można ukrywać przed dzieckiem treści dawnych mitów, niepodobna jednak zabronić mu odczuwania potrzeby mitologii, nie mówiąc już o możliwości odebrania mu zdolności do tworzenia jej. Można powiedzieć, że gdyby się udało za jednym zamachem wyplenić ze świata wszystkie tradycje, to następne pokolenie na nowo zaczęłoby tworzyć całą mitologię i historię religii. Tylko niewielu indywiduom udaje się w epoce buty intelektualnej odrzucić bagaż mitologii; zbiorowość nigdy się jednak od niej nie uwolni. Całe Oświecenie na nic się tu nie zda – co najwyżej zniszczy formę przejawu, która i tak przemija, nigdy jednak nie wyrwie z korzeniami twórczego popędu”.

„Na podstawie różnorodnych doświadczeń wiemy, że jeśli ktoś chętnie opowiada swe fantazje lub marzenia senne, to bardzo często chodzi tu nie tylko o pilne, lecz również aktualne nader przykre problemy osobiste”.

„Chrześcijaństwo dzięki wiekowej pracy edukacyjnej do tego stopnia okiełznało zwierzęcą popędowość Starożytności i następujących po niej wieków barbarzyństwa, że można było uwolnić duży potencjał sił popędowych i wykorzystać go do wzniesienia zrębów cywilizacji. Skutki tego procesu wychowania ujawniły się zrazu w fundamentalnej zmianie postawy, czyli w ucieczce od świata i dążeniu do zaświatów – obie te cechy znamionują pierwsze wieki chrześcijaństwa. W epoce tej poszukiwano tego, co wewnętrzne, abstrakcji duchowej. Od natury stroniono. Przywołam w tym miejscu wspomniany przez Bruckhardta fragment z Wyznań św. Augustyna: „Oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, wysoko wzniesione morza, szeroko rozlane rzeki. Ocean otaczający ziemie, obroty gwiazd. A obok siebie samych obojętnie przechodzą””.

„Za sprawą przemieszczenia centrum uwagi ze świata wewnętrznego na świat zewnętrzny poznanie natury nieskończenie się pogłębiło w porównaniu z dawniejszym stanem wiedzy, lecz wprost proporcjonalnie do tego obniżył się poziom poznania i znajomości świata wewnętrznego. Zainteresowanie religijne, które w normalnym stanie rzeczy powinno być czynnikiem najsilniejszym, przeto i decydującym, odwróciło się od świata wewnętrznego, a formy dogmatyczne istnieją w naszym dzisiejszym świecie jedynie na zasadzie dziwacznych, niezrozumiałych przeżytków, i są łatwym łupem dla krytykanctwa wszelkiej maści. Nawet psychologia współczesna tylko z największym wysiłkiem może dopominać się o prawo duszy do istnienia, tylko z największym mozołem może przedstawiać wiarygodne dowody na potwierdzenie tego, że dusza jest formą bytu, że posiada dające się zbadać właściwości, a zatem może być przedmiotem nauki empirycznej; psychologia współczesna dwoi się i troi, by wykazać, że dusza nie wegetuje na garnuszku świata zewnętrznego, lecz że również posiada autonomiczne wnętrze, że nie przedstawia li tylko świadomości „ja”, lecz zasadniczo jest bytem, co do którego istnienia można wnosić nie wprost. Nastawieniu takiemu mit, to znaczy dogmat kościelny, jawi się jako zbiór wypowiedzi absurdalnych, ponieważ nieprawdopodobnych. Racjonalizm współczesny ma żyłkę oświeceniową, zachowuje się zatem tak, jak gdyby jego tendencje obrazoburcze przyczyniły się wręcz do poprawienia stanu moralności. Ludzie zadowalają się dziś powszechnie niezbyt inteligentnym ujęciem, które każe im wierzyć, iż wypowiedź dogmatyczna oznacza konkretną niemożliwość, ale prawie nikomu nie przyjdzie do głowy, że może ona stanowić symboliczny wyraz pewnej treści ideowej. Bo przecież nie podobna tak od razu powiedzieć, na czym polega ta idea, to zaś, czego „ja” nie wie, po prostu nie istnieje. Dlatego ta oświecona głupota nie uznaje nieświadomego bytu psychicznego”.

„Już teraz możemy powiedzieć na podstawie materiału, jaki mamy tu do dyspozycji, że naszym zdaniem w wypadku tej ofiary niewątpliwie chodzi o zerwanie więzi z matką, czyli o wyrzeczenie się wszystkich więzi i ograniczeń, jakie dusza z okresu dzieciństwa przeniosła w wiek dorosły”.

„Wybornie i zbawiennie dla siebie postępujesz, jeśli… w dalszym ciągu zdążasz ku doskonałości ducha, której nierozsądnie jest tylko życzyć sobie, skoro od ciebie zależy jej osiągnięcie. Nie trzeb wznosić rąk ku niebu ani błagać stróża świątyni, by pozwolił nam zbliżyć się do samego ucha posągu – jak gdybyśmy mogli być wtedy łatwiej wysłuchani przez bóstwo: Bóg jest w pobliżu ciebie, jest On z tobą, jest w tobie samym. Powiadam ci, Lucyliuszu: przebywa w nas święty duch, który widzi i pilnuje wszystkich naszych złych i dobrych uczynków. Nikt zaiste nie może być mężem prawym bez Boga. A czyż zdoła ktoś wznieść się bez pomocy Boga ponad przypadek? On ci to daje wzniosłe i szlachetne rady. W każdym prawym człowieku «Bóg jakiś mieszka, choć wcale nie mamy pewności, jaki»” Seneka

„Nasze rozumowanie pokazuje, że wprowadzonemu przez Freuda terminowi „libido” bynajmniej nie brak konotacji seksualnych, ale że wyłącznie i jednostronnie seksualną definicję tego pojęcia należy odrzucić. Appetitus i compulsio to cechy wszystkich popędów i automatyzmów. Tak jak nie można dosłownie traktować metafor seksualnych na poziomie językowym, tak też nie należy w ten sposób traktować odpowiednich analogii w procesach popędowych, symptomach i marzeniach sennych. Seksualna teoria automatyzmów psychicznych to przesąd, którego nie sposób utrzymać. Już sam prosty fakt, że ogółu zjawisk psychicznych nie podobna wywodzić z j e d n e g o popędu, zabrania nam definiowania libido w sposób jednostronny”.

„Refleksja ta prowadzi nas do pojęcia libido, które rozszerza się, przechodząc w pojęcie z a m i e r z e n i a w ogóle. Jak pokazuje przytoczony wcześniej cytat z pracy Freuda, tak naprawdę zbyt mało wiemy o naturze instynktów ludzkich i ich dynamice psychicznej. Byśmy mogli zaryzykować i przyznać pierwszeństwo jakiemuś jednemu popędowi. Zachowalibyśmy się zatem ostrożniej, gdybyśmy mówiąc o libido, rozumieli przez to pewną wartość energetyczną, która może się przejawiać w dowolnej dziedzinie – na przykład władzy, głodu, nienawiści, seksualności, religii itd. – a mimo to nie musi ono być jakimś specyficznym popędem, jak trafnie mówi Schopenhauer: „Wola jako rzecz sama w sobie różni się całkowicie od swego przejawu i jest zupełnie wolna od wszystkich jego form, w które wchodzi dopiero, kiedy się pojawia, które dotyczą więc tylko jej przedmiotowości, a jej samej są zaś obce””.

Zaczyna się bardzo niemrawo. Przebijamy się przez setki przykładów z tekstów religijnych, wierszy, utworów, opisów rzeźb i obrazów, jak to u Junga, i dopiero w pobliżu połowy książki klaruje się sedno: libido jako energia psychiczna (życiowa),(a nie czysto seksualna) błąd Freuda, psychologiczna symbolika kazirodztwa, związek libido z wiarą, sztuką i wewnętrznym rozwojem,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
283
136

Na półkach:

Rzetelna praca badawcza. Nienajłatwiejsza dla mniej przygotowanych czytelników, nie porywa jak inne prace Junga, ale warta lektury.

Rzetelna praca badawcza. Nienajłatwiejsza dla mniej przygotowanych czytelników, nie porywa jak inne prace Junga, ale warta lektury.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
515
15

Na półkach: ,

trzeba uzbroić się w dużą dozę cierpliwości przy czytaniu, ponieważ autro by wyjaścić swoje tezy dokonuje wielu dygresji, aby na końcu powrócić do wyjaśnienia zagadnienia podjętego na początku

trzeba uzbroić się w dużą dozę cierpliwości przy czytaniu, ponieważ autro by wyjaścić swoje tezy dokonuje wielu dygresji, aby na końcu powrócić do wyjaśnienia zagadnienia podjętego na początku

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

295 użytkowników ma tytuł Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii na półkach głównych
  • 244
  • 49
  • 2
31 użytkowników ma tytuł Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii na półkach dodatkowych
  • 14
  • 6
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii