Straszna noc i inne opowiadania

Okładka książki Straszna noc i inne opowiadania autora Anton Czechow, 8305119807
Okładka książki Straszna noc i inne opowiadania
Anton Czechow Wydawnictwo: Książka i Wiedza literatura piękna
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Страшная ночь: удивительные истории
Data wydania:
1989-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1947-01-01
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
8305119807
Tłumacz:
Natalia Gałczyńska, Maria Dąbrowska, Irena Bajkowska, Aleksander Wat, Jan Brzechwa, Jarosław Iwaszkiewicz, Jerzy Pomianowski, Jerzy Brzęczkowski, Jerzy Wyszomirski, Janina Brzechwa, Zofia Koczorowska, Maria Mongirdowa
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Straszna noc i inne opowiadania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Straszna noc i inne opowiadania

Średnia ocen
7,3 / 10
29 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Straszna noc i inne opowiadania

avatar
110
81

Na półkach:

7.5

7.5

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
770
240

Na półkach: ,

Nie lubię zbytnio opowiadań, ale jakoś tak się złożyło, że kolej padła na tę pozycję. Co ciekawe, nawet przypadła mi do gustu. Nie wszystkie opowiadania zostały w mej pamięci... Część była o miłości, z części można się było uśmiać, a nad innymi zastanowić. Jednak najbardziej podobało mi się to tytułowe - jak w nocy je czytałam, to tak się chichrałam, że prawie męża obudziłam ;)

Nie lubię zbytnio opowiadań, ale jakoś tak się złożyło, że kolej padła na tę pozycję. Co ciekawe, nawet przypadła mi do gustu. Nie wszystkie opowiadania zostały w mej pamięci... Część była o miłości, z części można się było uśmiać, a nad innymi zastanowić. Jednak najbardziej podobało mi się to tytułowe - jak w nocy je czytałam, to tak się chichrałam, że prawie męża obudziłam ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
829
783

Na półkach: ,

Czy to jeszcze podszywająca się pod filozoficzną nutę, nieszkodliwa niefrasobliwość? A może jednak potężne działa ironii z których prawdą się rżnie na odlew każdemu, kto na to zasłużył. Z pewnością zrobiono to mocno ale subtelnie, tak po pisarsku, jak tego wymaga sytuacja, kiedy soda przestaje pomagać na dolegliwości ciała a wódka nie jest już w stanie ukoić problemów duszy. Anton Czechow potrafi przyłożyć porządnie i pewnie skuteczniej, niż niejeden pełen ekspresji hulaka z przydrożnej traktierni. Jego arsenał broni jest imponujący. Aluzje, półsłówka, udawane zachwyty nad fałszywymi klejnotami. A wśród nich rezonuje prawda, bo to przecież o nią w tym wszystkim chodzi. Dla niej te niezliczone pozerstwa i krętactwa. Obłuda nie ma szans w nierównej walce z krytycznym piórem rosyjskiego pisarza. Chwała ludzkości, że wydała na światło dzienne zajadłego wroga skołtunionych umysłów.

Z wcale nie udawaną przyjemnością miałem okazję popatrzeć na odbicia bohaterów Czechowa z krzywego zwierciadła. Można by przypuszczać, że należałoby do nich podejść z kancelaryjną obojętnością, tak jak to robił rosyjski mistrz przenikliwości. Półżartem, półserio, przypatrywać się im z bezpiecznej odległości aby nie wzbudzić wśród nich niepotrzebnych odruchów głębszego zrozumienia świata. Obserwować ich zaśniedziałe rangi i komisje śledcze. Zagryzając kostką cukru gorącą herbatę dopingować ich sławę do tego, żeby rozeszła się po całej Rosji. Wiele im nie potrzeba do rozłożenia skrzydeł głupoty. Tu kogoś tumanią, tam innego wyzywają od szałaputów. Pomiędzy wódką a przekąską czas płynie szybko i radośnie. Dzięki temu bawię się świetnie a moje oko cieszą przewrotne finały.

Jednak krytycznym spojrzeniem Antona Czechowa nie zawsze należy się weselić. Bo cóż by pozostało z jego opowiadań, gdybyśmy odłożyli wszystkie żarty na bok? A właśnie chodzi o to, że ma pozostać solidny osad refleksji. Ukazana w jego krótkich utworach absurdalność sytuacji pokazuje, jak wiele wymownych znaków zapytania stoi na drodze ludzkiej ciemnoty. To one stanowią probierz ukrytego dna, przemawiają za brakiem jednoznacznego wyjaśnienia przyczyn tych wszystkich krótkich satyr. A naszym czytelniczym zadaniem jest umiejętne odgadnięcie kształtów karykaturalnych portretów, ułożenie na "małej" prozie "wielkich" metafor. Humor Czechowa i zawarta w nim synteza ludzkich charakterów to tylko wstęp do głębokiej analizy "przedziwnego kraju cudów". Nie mam tu na myśli konkretnego organizmu społecznego. Proza Antona Czechowa może mieć zastosowanie w przypadku każdego systemu, w którym człowieczeństwo stanowi atrapę.

Cóż to jest sprawiedliwość? W pytaniu rosyjskiego pisarza czai się lekka drwina. Bezstronność sprawia tylko kłopot, przecież "wszystko na tym świecie można". Więc wypada jedynie wpisać się do księgi zażaleń życia i czekać cierpliwie przez kilkadziesiąt lat, a nuż uda się nam umknąć spod miażdżącego walca losu. Każdy z bohaterów Czechowa ma ten sam kłopot. Od registratora kolegialnego aż po najwyższy urzędniczy tytuł czai się niepewność jutra. Upływający czas, niczym precyzyjny chirurg dokonuje cięć wprawną ręką aparatu państwowego. Czasami niektórym udaje się uciec. Korzystają z zamieszania wywołanego przez alkohol i znikają w krótkich formach Antona Czechowa. A ci, którym nie udało się umknąć... mogą zachowywać już tylko pozory.

Czy to jeszcze podszywająca się pod filozoficzną nutę, nieszkodliwa niefrasobliwość? A może jednak potężne działa ironii z których prawdą się rżnie na odlew każdemu, kto na to zasłużył. Z pewnością zrobiono to mocno ale subtelnie, tak po pisarsku, jak tego wymaga sytuacja, kiedy soda przestaje pomagać na dolegliwości ciała a wódka nie jest już w stanie ukoić problemów...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

69 użytkowników ma tytuł Straszna noc i inne opowiadania na półkach głównych
  • 43
  • 24
  • 2
31 użytkowników ma tytuł Straszna noc i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 19
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Straszna noc i inne opowiadania

Inne książki autora

Anton Czechow
Anton Czechow
Rosyjski nowelista i dramatopisarz. Klasyk literatury rosyjskiej. Mistrz „małych form literackich”, w której przeważały obrazki obyczajowe, miniatury z życia urzędników, kupców, ziemian i chłopów, łączące komizm z wyraźnymi akcentami krytyki społecznej. Znany głównie z dramatów odtwarzających tragizm powszedniej egzystencji zwykłych, przeciętnych ludzi, zazwyczaj pozbawionych woli działania, w których konflikty ukazywał w aspekcie ogólnoludzkim, społeczno-psychologicznym, a zarazem czysto rosyjskim. Anton Czechow pochodził z niezamożnej rodziny kupieckiej. Urodził się w Taganrogu, mieście położonym nad Morzem Azowskim. Po ukończeniu gimnazjum w rodzinnym mieście udał się na studia medyczne do Moskwy. Fakultet ukończył w 1884 roku, jednak zawód lekarza zupełnie go nie interesował. Już jako student medycyny publikował utwory humorystyczne i satyryczne: Śmierć urzędnika (1883 r.),Kameleon (1884 r.),łączące liryzm z ironią. Pisał na ogół krótkie utwory, gdyż jak sam twierdził sztuka pisania jest sztuką skracania, a zwięzłość jest siostrą talentu. Główna część jego dorobku powstała w długim okresie prowadzenia praktyki lekarskiej, zanim jeszcze jego dzieła przebiły się do szerszej publiczności. Jego nowele były publikowane w tym czasie, ale cieszyły się niezbyt dużym zainteresowaniem czytelników, zaś jego skomplikowanych i trudnych do adaptacji sztuk nikt nie chciał wystawiać. W lipcu 1890 roku udał się w podróż na Sachalin, miejsca zesłania politycznych i kryminalnych skazańców. Efektem wyprawy była napisane przez Czechowa dzieło Wyspa Sachalin, które w Rosji wywołała silny społeczny odzew. Teatrem interesował się od młodzieńczych lat, kiedy to jako gimnazjalista zabiegał, by go wpuszczono na spektakle teatru zawodowego, zabronione dla młodzieży szkolnej. Przez całe życie pisał felietony teatralne oraz opowiadania z życia rosyjskiej sceny. Swoją pierwszą, czteroaktową sztukę Płatonow (Bez ojcowizny),napisał mając około dwudziestu lat. Sztukę dał do przeczytania aktorce Marii Jermołowej, lecz została mu ona zwrócona. Wartość jego sztuk odkrył dopiero Konstantin Stanisławski, słynny twórca MChAT-u, który premierą Mewy (1898) przyczynił się do rozgłosu Czechowa. Trzy kolejne sztuki pisane na zamówienie MChAT-u (Wujaszek Wania, Trzy siostry, Wiśniowy sad) cieszyły się podobną popularnością co Mewa i są do dzisiaj najbardziej znanymi utworami Czechowa. Duet Stanisławski-Czechow na przełomie XIX i XX w. praktycznie zdominowała działalność MChAT-u. Obaj się świetnie rozumieli i wspólnie stworzyli podwaliny naturalizmu w teatrze, znacznie wyprzedzając swoją epokę. Istotą tego teatru było zerwanie ze sztucznymi konwencjami gry aktorskiej i zachowywanie się na scenie w możliwie jak najbardziej naturalny sposób. W 1901 r. Czechow poślubił Olgę Knipper, ulubioną aktorkę Stanisławskiego, która grała większość pierwszoplanowych ról kobiecych w sztukach Czechowa. Chorował na gruźlicę, jednak pomimo choroby udał się w morderczą podróż na wyspę zesłańców, by zebrać materiały do książki o katorżnikach (Sachalin). Na zachodzie jego sztuki rozpropagował A.S. Suworin, zamożny właściciel prawicowego dziennika „Nowoje Wriemia”, który za własne pieniądze drukował i wystawiał dzieła Czechowa w Paryżu i Londynie oraz finansował i organizował podróże Czechowa po Europie Zachodniej. Czechow zmarł 15 lipca 1904 roku na skutek wyniszczenia gruźlicą. Pochowano go z honorami na Cmentarzu Nowodziewiczym w Moskwie. Do dziś jego książki są w zestawie lektur. Należą ponadto do podstawowego kanonu literatury światowej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom pani Tellier Guy de Maupassant
Dom pani Tellier
Guy de Maupassant
Zasłużony mecenat Flauberta; najwyższej światowej klasy nowelistyka. Utwory mądre, oryginalne, koherentne, wnikliwe. Mimo że pochodzą z etapu twórczości Francuza, który umownie nazywa się paryskim (czyli jeszcze nie naturalizm, i nie rollercastery w stylu „Horli”),to już wtedy Maupassant przedstawił się światu jak Fidiasz krótkiej formy. Gorzką nutę miesza z pełnym absurdu humorem, jakby Molier przemieszał się z Balzakiem. Dramaty społeczno-rodzinne doprawia postaciami takimi jak Fredrowski Cześnik (np. urzędnik Boissel ze „Spadku”, który każdemu dałby po pysku, ale powstrzymuje się, żeby nikogo nie zabić). GdM oczywiście nie zostawia żadnego komentarza, żadnego Tołstojowego programu naprawczego, zamiast tego kreśli opracowanie ludzkich ułomności, w tym wypadku mieszczańskiego urzędnictwa. SPADEK 9/10 Historia rodziny, która otrzyma spadek po bogatej ciotce, jeżeli para młoda w ciągu trzech lat doczeka się potomka, inaczej bajońska suma przejdzie na rzecz organizacji charytatywnych. GdM fenomenalnie obrazuje degeneracje życia rodzinnego i zawodowego oraz zmiany zachowań bohaterów w obliczu nadchodzącego „bankructwa”. Pikanterii scenariuszowi dodaje fakt, że w zasadzie warunek otrzymania spadku sprowadza się do krótkiej fizjologicznej czynności, co przywodzi dodatkowych frustracji. Bohaterów oczywiście nie zamartwia los rodzica, dobrobyt ewentualnego potomka, ani nawet czy samo małżeństwo ma jakiś niefinansowy sens. Kontrolowani jakby wyższą wolą podporządkowują swoje życie egoizmowi, ale – to największy dramat w „Spadku” – żaden z nas się temu nie dziwi i obserwujemy to wszystko współwinni z głównymi bohaterami, knując jak zjeść ciastko i mieć ciastko jednocześnie. Po drodze doświadczymy zalążków dyskusji mających miejsce w dzisiejszej humanistyce: o kryzysie męskości i przemocy domowej, a sam „Spadek” możemy traktować jako antenata współczesnych korpo-stories. NASZYJNIK 7,5/10 20-stronicowa igraszka, w której czytelnik wpada w typową pułapkę bajkowego schematu myślenia, w którym występki (w tym przypadku chciwość) zostają ukarane, a cnotliwość unosi rękę w znaku victorii. Rozbioru tego utworu mógłby bez trudu dokonać słynny rozkładacz bajek, Władimir Propp. W zakończeniu noweli jednak nie ma podziału nagród między cnotliwymi; jest przykra, jakże prawdziwa, ironia losu. Bajka przełamana finałem z życia wziętym, podsumowując. Morał sprowadzić można też do jakże wymownego: nie opłaca się być uczciwym i biednym. DOM PANI TELLIER Utwór tytułowy skomentował sam wydawca w opisie, jak i gremium czytelników w sekcji komentarzy. Z lenistwa nie będę się już produkował, dodam tylko na marginesie, że to kolejny utwór Francuza, który kompozycyjnie przypomina mi bajkę: trzy damy jak trzy świnki.
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na81 rok temu
Wieś Iwan Bunin
Wieś
Iwan Bunin
Po lekturze „Ojców i dzieci” postanowiłam pozostać jeszcze w wiejskich klimatach carskiej Rosji i sięgnąć po „Wieś” Iwana Bunina (Literacki Nobel 1933). Już „Ojcowie i dzieci” nie byli sielanką, ale „Wieś” budzi przerażenie. „Panie Boże, co za kraj! Czarnoziem na półtora arszyna – i to jaki! – a pięć lat nie przechodzi bez głodu. Miasto na całą Rosję sławne z handlu zbożem – a do syta jada w nim chleb może ze stu ludzi! A jarmark?! Nędzarzy,głuptaków, ślepców i kalek tak potwornych, że aż strach ogarnia i mdło się robi, po prostu cały pułk!” Akcja powieści toczy się w okresie wojny rosyjsko-japońskiej i rewolucji z 1905 roku, czyli jakieś 45 lat później, niż u Turgieniewa. Bunin maluje portret rosyjskiej wsi grubą czarną kreską. Ta wieś jest ciemna, dzika i zacofana, ale nie może być inna, skoro Rosja to kraj liczący „przeszło sto milionów analfabetów”. Bohaterami „Wsi” są dwaj bracia. Starszy, Tichon Krasow, posiada zmysł do interesów i jest majętnym wiejskim dorobkiewiczem. Do wszystkiego doszedł własnym sprytem i pracą. Z kolei Kuźma to pół- a może nawet ćwierćinteligent, któremu marzy się kariera pisarza. Dla jednego wieś jest rajem i ostoją, dobrze się w niej czuje, ceni sobie spokój i tu chciałby dokonać żywota. Drugi postrzega wieś jako więzienie, z którego najchętniej czmychnąłby, ale nie tam, gdzie pieprz rośnie, tylko do wielkiego miasta. Zdaniem Bunina, obaj mają o rosyjskiej wsi mylne wyobrażenia. Nie jest to lektura łatwa, a miejscami nie jest też przyjemna: „Zajrzał do wnętrza i w półmroku zobaczył piec, nary, stół, a na ławie pod oknem - korytko trumienki. Leżało w nim martwe dziecko o dużej, prawie nagiej główce i sinawej twarzyczce... Za stołem siedziała gruba ślepa dziewka i wielką drewnianą łyżką wyławiała z miski rozmoczone w mleku kawałki chleba. Muchy, niby pszczoły w ulu brzęczały nad nią i łaziły po twarzyczce trupa, a potem wpadały do mleka, ale ślepa, siedząc prosto jak statua i wybałuszając w ciemność zaszłe bielmem oczy, jadła i jadła...". Smacznego! Ale Bunin potrafi też zachwycić: „Z oddali, głucho jak spod ziemi, dochodził wciąż narastający grzmot i nagle cała okolica zatrzęsła się od huku: daleko, przecinając szosę, świecąc łańcuchem białych, rozjarzonych elektrycznością okien, przeleciał południowo-wschodni ekspres, niby latająca wiedźma, rzucając na wiatr przeświecające pąsem warkocze dymu”. Na koniec - ciekawostka! Otóż okazuje się, że szpitale w carskiej Rosji działały niemal tak samo, jak pracują nasze SOR-y prawie 120 lat później: „Trzeba było pójść do szpitala. Ale w szpitalu przez dwie godziny czekał w kolejce, siedział w korytarzu pełnym hałasu...”.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na82 lata temu
Sędzia i jego kat Friedrich Dürrenmatt
Sędzia i jego kat
Friedrich Dürrenmatt
Pasjonujące starcie prawa z bezprawiem. Zwycięskie, bo z użyciem bezprawnej metody wymierzenia sprawiedliwości, bardzo dalekiej od kodeksowej. Kolejna znakomita rzecz szwajcarskiego mistrza, mocno oldskulowa. Zasadniczo nie czytam kryminałów i to od dawna (30 lat?),choć we wczesnej młodości zaczytywałem się klasyką gatunku. Ale to wszak mistrz Friedrich Dürrenmatt, to i nie mogłem doznać zawodu (choć niezapomniana „Kraksa” jeszcze lepsza). Co ważne: żadnej tu rozwlekłości, żadnych wątków ubocznych. To 83 strony skondensowanego tekstu, pisanego w szczęśliwych czasach, gdy nie płacono od metra i kilograma słowa pisanego ku satysfakcji uszczęśliwionych konsumentów. Tutaj sama esencja - żadna pulpa. Choć fabuła wciągająca, to na główny plan wychodzi kwestia skuteczności organów ścigania w rozgrywce z niepokonanym – wydawałoby się - przeciwnikiem. Uniwersalna to rzecz zawsze i wszędzie, zwłaszcza że Zły jest świetnie umocowany w elitach polityczno-biznesowych i korzysta z ich parasola. Odwieczny związek organów ścigania z władzą polityczną znajdzie tu swój dramatyczny finał, mimo wszystko – dający nadzieję na ukaranie zła. Starszy, doświadczony policjant wie, że wygrać można tylko przy zastosowaniu, hmm… niekonwencjonalnych metod. Notabene główny bohater nieco przypomina mi szeryfa z „W samo południe” (jednego z najprawdziwszych westernów, gdy radzić trzeba sobie nie tylko samemu, ale przede wszystkim - wbrew wszystkim). Zresztą sympatie czytających Bärlach zdobywa niemal na pierwszych stronicach, gdy mowa o jego działalności we Frankfurcie w latach 30. „Powodem (…) był policzek wymierzony pewnemu przedstawicielowi ówczesnego nowego rządu niemieckiego. O rękoczynie tym wiele wówczas mówiono we Frankfurcie, w Bernie zaś oceniano go rozmaicie, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej w Europie – początkowo oburzano się, później uważano ów postępek za karygodny, ale niejako zrozumiały. Wreszcie uznano, że była to jedyna postawa, jaka przystała Szwajcarowi – ale to dopiero w roku 1945”. W tym sarkazmie Autora odnajdujemy całą Szwajcarię z jej bezwzględnie bojaźliwą neutralnością. Nakazywała ona władzom kraju stosować „pushbacki”. Każdy uciekinier z Trzeciej Rzeszy, usiłujący nielegalnie przekroczyć święte granice kraju Wilhelma Tella, mógł być pewien, że zostanie „ cofnięty do linii granicy” (chyba że miał naprawdę duże pieniądze albo był „kurierem z Warszawy” Janem Nowakiem-Jeziorańskim, o którego upomnieli się Brytyjczycy, ale to już był początek 1945 i jasne było, kto wygra wojnę..). Tematem książki jest śledztwo w sprawie zabójstwa policjanta i to nie byle jakiego, a w kręgu podejrzanych też żadna płotka. Wydaje się, że Bärlach – wyzbyty iluzji, "śmiertelnie chory" samotnik w podeszłym wieku - od początku wie, kto, co i dlaczego. W sumie okazuje się istnym demiurgiem wszystkiego, co się dzieje. Nie będę pisał o szczegółach, by nikomu nie odbierać przyjemności samodzielnego poznania fantastycznej intrygi. Tym razem ograniczę się do cytatów, które najwyżej zaostrzą apetyt na tę klasykę gatunku, lekko a szlachetnie staroświecką w najlepszym tego słowa znaczeniu. W finale mamy wręcz diaboliczny opis kolacji. „Zdawało się, że nie interesuje go nic prócz jedzenia: bez miłosierdzia po raz drugi spiętrzył na talerzu górę ryżu, polał go sosem, a na wierzchu ułożył jeszcze jeden kotlet cielęcy”. „- Co z pana za człowiek, panie komisarzu! Na to Bärlach odparł poważnie: - Jestem starym, dużym, czarnym kocurem, który chętnie pożera myszy”. „Mam tylko pewną koncepcję, kto mógłby wchodzić w rachubę jako morderca. Ale ten, kogo to dotyczy, musi jeszcze dostarczyć dowodów, że jest nim istotnie”. „Jeśli ten, kogo podejrzewam, jest mordercą, sam go pan wykryje, co prawda – w przeciwieństwie do mnie – posługując się niezawodną metodą naukową; jeśli nim nie jest, znajdzie pan prawdziwego mordercę, a wtedy zbyteczne byłoby wymieniać nazwisko tego, kogo ja niesłusznie podejrzewam”. „Wpatrywał się w bestię nieulękły, ale jak zaczarowany. W ten sposób właśnie Zło rzucało wciąż na niego swój urok – wielka tajemnica, której rozwiązanie zawsze go nęciło”. „Patrzyli na siebie twarzą w twarz, zda się wieczność całą, mimo że trwało to zaledwie kilka sekund. Żaden z nich nie wyrzekł ani słowa, a oczy obu były jak kamienie”. „Wiadomo, sobota (…). Urzędnicy pokazują kły, dlatego tylko, że mają nieczyste sumienie, bo w ciągu całego tygodnia nie zrobili nic rozsądnego”. „ - Stawałem się coraz doskonalszym zbrodniarzem, ty zaś coraz doskonalszym kryminologiem”. „Po nim się można zawsze spodziewać zarówno zła, jak i dobra i tylko przypadek rozstrzyga”. „Stał tak, a gdzieś w jego mieszkaniu stał tamten, noc była między nimi, cierpliwa, okrutna noc, która pod swym okrutnym płaszczem kryła zabójczego węża, nóż szukający jego serca”. „Tak spotykali się po raz ostatni: myśliwy i zwierzyna, zastrzelona, leżąca u jego stóp”. „Uczyniłem z ciebie moją najgroźniejszą broń, gdyż tobą kierowała rozpacz, morderca musiał znaleźć innego mordercę”. „- Poszczuł pan nas na siebie jak zwierzęta! - Dziką bestię na inna dziką bestię – padło nieubłaganie z drugiego fotela. - Pan był sędzią, a ja katem”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Kraksa Friedrich Dürrenmatt
Kraksa
Friedrich Dürrenmatt
Jawiły mu się obrazy blade, twarzyczka synka, w półmroku wioska, przy której zdarzyła się kraksa, jasna wstęga szosy, pagórek z kościołem, szumiący dąb, olbrzymi, zalesione wzgórza, świecące w górze niebo - wszędzie, bez końca...przeciętny człowiek w bezmyślnej poniewierce co prze przez życie, bo chce mieć lepiej. Nie bacząc na innych, osiąga sukces - w przemyśle tekstylnym. Występki, szwindle, cudzołożenie. Los figle płata - awaria Studebakera, trzeba we wsi przenocować. A tam, impreza życia - wykwintne sery, dymiące półmiski, Bordeaux w koszyczkach - z emerytowanymi przedstawicielami prawa. Wielkie żarcie. I co się dzieje? Bierze udział w zabawie, grze, procesie, niewinny przecież - tym upojony - wyznaje co nieco przed groteskowym sądem. Za oknem wisi późny księżyc, cieniutki sierp, lekki szum drzew. W kieliszkach iskrzy się Château Pavie 1921. Uświadomiono mu, mniema, że poznał siebie. Ach doceniony, kochany, głębszym człowiekiem się czuje, godnym szacunku, przyjaźni uczonych i wykształconych mężów (teraz koniaku z pękatych kieliszków). Jakby zawierał znajomość z człowiekiem, którym sam jest, a którego spotkał gdzieś tam kiedyś tylko przelotnie. I okazało się, że zaplanował coś pięknego i dokonał tego, takie szczęście (szampana polejcie). Więc jednak żył prawdziwym życiem, był bohaterem, co za tym idzie (na czworakach) wyzbywa się pragnień - cóż pozostaje? Ktoś jednak zepsuł wspaniałe przyjęcie... gwiazdy blednące od dalekiego wschodu słońca, ostry krzyk ptaków, rześkość i rosa.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na91 rok temu
Kim wreszcie ten chłopak ma zostać? Kiedy wojna wybuchła; Kiedy wojna się skończyła Heinrich Böll
Kim wreszcie ten chłopak ma zostać? Kiedy wojna wybuchła; Kiedy wojna się skończyła
Heinrich Böll
Książka noblisty utwierdza w przekonaniu, że małe może być ważne i że na zaledwie ponad stu stronach można nieraz zawrzeć więcej niż w grubym tomiszczu o niczym. Całość składa się z trzech części. Pierwsza (co ciekawe, napisana najpóźniej) to zbeletryzowane wspomnienia autora z dzieciństwa i młodości, gdy dorastał w Niemczech po dojściu Hitlera do władzy. Boll ciekawie, a jednocześnie prosto pisze o swojej rodzinie, skupiając się zwłaszcza na matce, która była dla niego moralnym autorytetem. Jak przeżyć w totalitarnym państwie, gdy nie jest się zwolennikiem nazizmu? To pytanie towarzyszy bohaterom od początku do końca. Akcja drugiej i trzeciej części rozgrywa się podczas wojny i tuż po jej zakończeniu. Mimo iż bohaterowie są fikcyjni, można odnaleźć tu echa poglądów autora i nawiązania do jego biografii (na przykład scena, w której młodzi niemieccy żołnierze przybywają do zniszczonego domu jednego z nich, a przedmioty kojarzące się z matką wywołują falę wspomnień). Opowieść stworzona przez noblistę to krótki, ale bardzo wymowny i dający do myślenia głos w sprawie niszczycielskiej siły terroru, wojny, a także wolności przynależnej każdemu człowiekowi. Wielka historia sprawia jednak, że ludzie często są tej wolności pozbawieni, odbiera im się możliwość decydowania o sobie albo prowadzi do sytuacji przypominającej grecką tragedię, w której każdy wybór będzie złem. Trudno przejść obok tej książki obojętnie. To literatura, o której długo się pamięta, która wzbudza emocje i nie daje spokoju. A to cenię i lubię, więc polecam z czystym sumieniem.
allison - awatar allison
ocenił na97 lat temu

Cytaty z książki Straszna noc i inne opowiadania

Więcej
Anton Czechow Straszna noc i inne opowiadania Zobacz więcej
Anton Czechow Straszna noc i inne opowiadania Zobacz więcej
Więcej