Sołdat

Okładka książki Sołdat
Nikołaj Nikulin Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN Seria: Literatura faktu PWN reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Seria:
Literatura faktu PWN
Tytuł oryginału:
Vospominaniâ o vojne
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Naukowe PWN
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377052310
Tłumacz:
Agnieszka Knyt
Tagi:
wojna II wojna światowa Rosja ZSRR armia czerwona wspomnienia karty historii
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,7 / 10
748 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
840
718

Na półkach:

[...]
W 2007 roku ukazały się wspomnienia Nikołaja Nikulina. Sołdat to zbiór zapisków i wspomnień z pobytu w wojsku radzieckim podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Nikulin był tym szczęściarzem, jednym z niewielu z szacowanych dwudziestu milionów, któremu udało się przejść i przeżyć cały szlak bojowy od Leningradu do Berlina. To co zapamiętał i o czym rozmawiał spisał w 1975 roku, mając jednak świadomość, że jego zapiski szybciej zainteresowałyby KGB niż jakiegokolwiek wydawcę.

Nie jest to dzieło o jakichś specjalnych walorach literackich, raczej kronika z perspektywy zwykłego żołnierza. Tego, który dla dowódców Armii Radzieckiej był niczym więcej niż tylko mięsem armatnim, które można było szybko zastąpić innymi młodymi.
[...]
całość:
https://www.speculatio.pl/soldat/

[...]
W 2007 roku ukazały się wspomnienia Nikołaja Nikulina. Sołdat to zbiór zapisków i wspomnień z pobytu w wojsku radzieckim podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Nikulin był tym szczęściarzem, jednym z niewielu z szacowanych dwudziestu milionów, któremu udało się przejść i przeżyć cały szlak bojowy od Leningradu do Berlina. To co zapamiętał i o czym rozmawiał spisał w...

więcej Pokaż mimo to

1
avatar
122
14

Na półkach:

Patrząc z dzisiejszej perspektywy wojny w Ukrainie ,pozycja niezwykle pouczająca a może nawet daje odrobinę optymizmu. Ciekawa lektura dla wszystkich zainteresowanych tą tematyką z pozycji historyka lub obserwatora obecnej rzeczywistości.

Patrząc z dzisiejszej perspektywy wojny w Ukrainie ,pozycja niezwykle pouczająca a może nawet daje odrobinę optymizmu. Ciekawa lektura dla wszystkich zainteresowanych tą tematyką z pozycji historyka lub obserwatora obecnej rzeczywistości.

Pokaż mimo to

2
avatar
272
261

Na półkach:

Nikołaj Nikulin był jednym z nielicznych sowieckich żołnierzy, któremu udało się przejść cały szlak bojowy. Czterokrotnie ranny, po każdej rekonwalescencji, odsyłany był z powrotem na front. Wiele kart tej historii spisał na bieżąco, w poczuciu, że nie dożyje następnego dnia, nie przeżyje kolejnego ataku. Uporządkował swoje zapiski dopiero 30 lat po wojnie, w 1975 roku. Za ich upublicznienie i zaprzeczanie mitom Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w czasach Związku Radzieckiego, groziły mu łagry, dlatego bezcenne świadectwo Nikulina świat ma okazję poznać dopiero teraz.

Nikołaj Nikulin był jednym z nielicznych sowieckich żołnierzy, któremu udało się przejść cały szlak bojowy. Czterokrotnie ranny, po każdej rekonwalescencji, odsyłany był z powrotem na front. Wiele kart tej historii spisał na bieżąco, w poczuciu, że nie dożyje następnego dnia, nie przeżyje kolejnego ataku. Uporządkował swoje zapiski dopiero 30 lat po wojnie, w 1975 roku. Za...

więcej Pokaż mimo to

4
Reklama
avatar
4987
561

Na półkach: , , ,

Wydawałoby się, iż w kraju i w narodzie, który tak ucierpiał w wyniku spisku III Rzeszy i ZSRR, który tak się obnosi z pamięcią o tych cierpieniach, powinno być szczególnie promowane wszystko, co obnaża mechanizmy prowadzące do tego, że Rosja była i jest taka, jaka jest, co odkrywa zbrodnie i co pozwala nie zapomnieć o zagrożeniu wciąż wiszącym nad wschodem Europy. Nie zawsze się tak jednak dzieje i dlatego postanowiłem sięgnąć po Sołdata Nikolaja Nikulina, by przekonać się, czy jest o tej książce cicho, gdyż jest słaba, czy też jest ona podobnie jak The Soviet Story (2008) kolejnym paradoksem polegającym na tym, iż choć powinna być promowana ze wszystkich sił, sprawia wrażenie na siłę zapomnianej, co nieodparcie nasuwa myśli o teoriach spiskowych na temat infiltracji Polski przez służby wielkiego sąsiada. Wybrałem wersję audio przygotowaną we współpracy z Ośrodkiem KARTA...

Nikolaj N. Nikulin (Nikolaj Nikolaevič Nikulin, oryg. Никола́й Никола́евич Нику́лин ) 1923 - 2009 musiał być zaiste niezwykłym człowiekiem. Ten radziecki i rosyjski historyk sztuki, profesor, pamiętnikarz, członek korespondent Rosyjskiej Akademii Sztuk, czołowy badacz i członek Rady Naukowej Ermitażu, specjalista w dziedzinie malarstwa renesansu północnego, autor wielu publikacji zawodowych, powszechnie znany jest jednak… jako autor książki Wspomnienia o wojnie teraz wydanej w Polsce pod tytułem Sołdat.

Wchodzącemu w dorosłość Nikulinowi nie było dane ganiać za dziewczynami, czym od wieków zajmowali się osiemnastolatkowie na całym świecie, nawet w Rosji Stalina. Miał pecha, trafił w zły moment dziejów i jako młodzieniec poszedł, podobnie jak cały niemal naród, na wojnę z Niemcami. Wylądował na najgorszym być może odcinku frontu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Jako zwykły żołnierz pierwszoliniowy, jako nieliczny z milionów, przeszedł cały szlak bojowy rosyjskiej armii od od walk w otaczających oblężony Leningrad bagnach do zdobycia Berlina. Wielokrotnie odznaczany, w tym Orderem Czerwonej Gwiazdy, Medalem za odwagę i Medalem za obronę Leningradu, czterokrotnie ranny, po każdej rekonwalescencji odsyłany był z powrotem na front. W tajemnicy spisywał na bieżąco niektóre swoje przeżycia pewien, że nie dożyje końca wojny. Dopiero w 1975 zredagował wspomnienia w formie jednego opracowania. Z wiadomych względów, które stają się oczywiste dla każdego, kto książkę przeczytał, długo wstrzymywał się z jej opublikowaniem, co nastąpiło w roku 2007. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, co to było dla Rosji i Rosjan. Czegoś takiego w naszej historii nie było. On nie odbrązowił Stalina, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, Armii Czerwonej, jej bohaterów i odznaczeń, oraz całego ZSRR. On to wszystko, co było podstawą świadomości społecznej Rosji i Rosjan, wywrócił na lewą stronę i rzucił w błoto. Nie wskazywał na błędy i wypaczenia, ale na zło będące główną cechą ustroju, państwa i narodu. Zastanawiam się, czy ktoś, kto by Polsce i Polakom zrobił coś takiego, mógłby pozostać w kraju. A on został i to też daje do myślenia…

Kiedy tylko zacząłem słuchać świetnego wstępu od razu zrozumiałem, że to dzieło jedyne w swoim rodzaju. Choć Nikulin ostateczną formę nadał wspomnieniom dopiero w połowie lat siedemdziesiątych, to uczynił rzecz niezwykłą, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Autor, człowiek wykształcony i mający już za sobą liczne publikacje naukowe, na pewno byłby w stanie pisać językiem bogatym, wyszlifowanym, albo chociaż poprawniejszym, ale wielką zaletą Sołdata jest, iż nie tylko nie tylko nie wygładził stylu ani nie stworzył przemyślnej kompozycji, ale potrafił się cofnąć perspektywą do czasu opisywanych wydarzeń przywracając poza samymi wydarzeniami również ograniczoną percepcję i perspektywę jaką ma przemęczony człowiek, wystraszony i zgłodniały. Pierwszy raz spotkałem w literaturze tak ukazaną zależność, że im bardziej na polu walki widzenie staje się szerokie (oczy dookoła głowy), tym myślenie staje się bardziej tunelowe. Zachowana prostota języka i skrótowość formułowania myśli, która się zawsze rodzi w takiej sytuacji, niezwykle podnosi autentyczność tego dzieła. Przed przystąpieniem do lektury nie wiedziałem o autorze niemal niczego, a w szczególności tego, iż po wojnie był naukowcem oraz krytykiem sztuki, i tak zostało do końca lektury. Niewielu na jego miejscu zdołało by się powstrzymać; cofnąć się w czasie i przy pisaniu stać się na powrót tym, kim się było kiedyś – no po prostu super.

Ostatnio pojawiło się kilku autorów, zarówno wspomnień, reportaży, jak i fikcji literackiej oraz opracowań naukowych, którzy pokazali iż wojna, zwłaszcza na froncie wschodnim, to nie żadna piękna opowieść o bohaterstwie, o walce za kraj, o patriotyzmie, ale coś być może gorszego niż obozy zagłady. Słuchając co to znaczyło być rosyjskim szeregowcem w bagnach pod Leningradem od razu przypomniałem sobie książkę Ржевская мясорубка Gorbaczewskiego. Ale o ile ten ostatni autor wzbogaca swe wspomnienia o wiedzę powojenną, o szerszy kontekst, wyjaśniając na przykład, czego brakuje u Nikulina, polityczne przyczyny, które doprowadziły do zezwierzęcenia, któremu zwłaszcza na terenie Niemiec uległa Рабоче-Kрестьянская Красная Aрмия, to pierwszy z nich szuka przyczyn „od dołu”. Te dwie perspektywy się uzupełniają, lecz w efekcie Nikulin zdecydowanie przewyższa Gorbaczewskiego, a w dodatku zachowując siermiężność opowieści bije innych autorów na głowę subiektywnym autentyzmem. Zwłaszcza obraz walk na przedpolach Leningradu zrobił na mnie takie wrażenie, iż to miejsce wydało mi się zdecydowanie bardziej przerażające niż obozy koncentracyjne.

Wiarygodność Sołdata podnosi również skromność autora, który wielokrotnie podkreśla, iż to, że przeżył, zawdzięcza jedynie wojennemu szczęściu nieudacznika i pomocy dobrych ludzi. Tę skromność widać na przykład, gdy wspomina jak strącił swój pierwszy samolot, ale od razu zaznacza, że nie sam, bo cała okolica do niego strzelała z czego mogła, wobec czego nie sposób ustalić, kto naprawdę trafił, a każdy, kto twierdzi, że akurat on, to kłamca. Dodaje, że nawet gdy w innych przypadkach naprawdę wiadomo było kto jest szczęśliwcem, który upolował faszystowskiego lotnika, to i tak sukces szedł na konto obrony plot żeby ci, którzy byli z tego rozliczani, mieli lepsze statystki.

Jeśli jesteśmy przy uczciwości i odwadze… Już samo napisanie i wydanie tych wspomnień wymagało wielkiej motywacji. Jest w książce jednak jedna rzecz, o której autor wspomina niejako na marginesie, ale ma ona dla mnie znaczenie kardynalne w ocenie jego charakteru. W czasie II wojny przed wstąpieniem do Partii trzeba było przejść okres kandydacki. Tymczasem Nikolaj Nikolaevič nie tylko o legitymację partyjną nie zabiegał, ale gdy w uznaniu zasług wojennych otrzymał ją bez okresu kandydackiego i bez proszenia o nią, to dar WKP(b) odrzucił. Chyba tylko wspomnianemu wojennemu szczęściu zawdzięczał, że nie postawiono go za to pod ścianą.

Ten epizod jest fenomenalnym przyczynkiem do oceny tych wszystkich Polaków, którzy za PRL wstąpili do PZPR, a teraz udowadniają, że inaczej nie było można. Można było! Można… Może nie miałoby się lodówki, lepszego mieszkania albo awansu, ale można było! No, ale to tylko taka dygresja i wracajmy do tematu.

Piekła frontu wschodniego z opisów Nikulina nie będę tu przybliżał. Koszmar! To trzeba usłyszeć albo przeczytać samemu.

Tragedia wojny, pomijając ofiary wśród cywilów, kojarzy nam się z zabitymi i rannymi, ale Nikulin podkreśla od samego początku, że wbrew powszechnym stereotypom ofiary wojny wśród żołnierzy to poza zabitymi nie tylko ci bez rąk, bez nóg, ale praktycznie wszyscy szeregowi żołnierze z pierwszej linii, którzy przetrwali wojnę i stali się neurastenikami, alkoholikami, chorymi na depresję i tak dalej. Wszyscy, którzy przetrwali są ofiarami… Wszyscy, którzy przetrwali w szeregu na pierwszej linii, bo ci wyżej i dalej… No i się zaczyna…

Nikulin jeszcze dosadniej niż nawet Gorbaczewski ujawnia obraz totalnej degrengolady w ruskiej armii, która wcale nie minęła z przejęciem przez Armię Czerwoną inicjatywy na froncie wschodnim. Autor wyraźnie podkreśla to, co zawsze mnie uderza, że na jednego żołnierza niemieckiego zabitego w walce przypadało wielu zabitych przeciwników, czego nie da się wytłumaczyć sprzętem ani dowodzeniem, lecz jedynie głupotą przeciwników III Rzeszy, głównie Rosjan, których jedyną taktyką było pchanie kolejnych mas ludzkich, często bezbronnych, wprost w ogień z tym przeświadczeniem, że może któryś w końcu zabije Niemca, a jak nie, to poprzez wymuszone zużycie amunicji, sprzętu i niemieckiego „materiału ludzkiego” w końcu da jakieś zwycięstwo. Podkreśla kontrast pomiędzy armią radziecką a armiami klasycznymi, głównie niemiecką, który swój finalny efekt ukazuje do dziś w odznaczeniach za walkę. Hitlerowcy, jak wszystkie „porządne” armie mieli odznaczenia podzielone na te za walkę bezpośrednią i te, które można było dostać „za zasługi”, przy czym tak naprawdę powodem do dumy i zazdrości były tylko te pierwsze, a Rosjanie nie tylko mogli dostać wszystkie odznaczenia nie widziawszy nigdy frontu na oczy, ale nawet, w praktyce, mogli je sobie sami nadawać, jeśli tylko stali odpowiednio wysoko w łańcuchu pokarmowym.

Nikulin jest chyba pierwszym pisarzem, który tak wyraźnie akcentuje główne zło wojny. Nie są nim ani nieprzeliczone miliony ofiar wojskowych i cywilnych, nie są nim potworne zniszczenia w majątku i kulturze. Jest nim wybicie najlepszych, najuczciwszych, najodważniejszych, najmłodszych. Wielokrotnie podkreśla negatywny dobór poprzez wojnę – przeżywali, zarówno w armii jak i w cywilu, głównie kombinatorzy, złodzieje, tchórze, lizusi, oszuści, politycy i inne kreatury. Oni przeżywali, oni się rozmnażali i następne pokolenia są z ich krwi, a nie z krwi obrońców i bohaterów. Utraconych genów i moralnego kręgosłupa nie da się, w przeciwieństwie do majątku i populacji, odbudować. Trawestując biblijne powiedzenie, że cisi odziedziczą Ziemię, można powiedzieć, iż to źli, tchórzliwi i nikczemni ją posiądą. Bo oni właśnie się tą krwią bohaterów napaśli. I dotyczy to każdej wojny i każdego narodu, każdego kraju, choć Rosji w szczególności. I, mam wrażenie, Polski też...

Nikulin głośno krytykuje organizacje kombatanckie podkreślając, co jest zbieżne z wrażeniami innych podobnych weteranów, że zwłaszcza z frontu wschodniego i szczególnie ze strony rosyjskiej praktycznie nie ma wojennych weteranów spośród szeregowych żołnierzy pierwszoliniowych. Kombatanci w zdecydowanej większości to gaciowi i inni pracownicy służb oraz oficerowie tyłowi, i to oni z reguły piszą „wspomnienia wojenne”. Szkoda tylko, że nie wspomniał o wykończeniu w ZSRR milionów wojennych inwalidów po wojnie, no ale mógł o tym nie wiedzieć, albo nie chciał już nadto mieszać do wspomnień wojennych tych tragedii i zbrodni powojennych.

Ciekawym zabiegiem jest wzbogacenie własnych opowieści o relacje spotkanego po wojnie żołnierza niemieckiego, który walczył na tym samym odcinku co autor, tylko po przeciwnej stronie. W książce nawet znawcy tematu znajdą drobiazgi, które ich zainteresują, jak na przykład wyjaśnienie paradoksu – czemu znienawidzony przez Rosjan Reichstag nie został zburzony w trakcie walk, tak jak niemal całe centrum hitlerowskiej stlicy? Albo ciekawostek takich jak to, dlaczego zalegający na ulicach miast puch z pierzyn jest nieodłącznym elementem wspomnień świadków momentów wyzwalania przez Armię Czerwoną kolejnych krajów spod okupacji niemieckiej.

Bardzo ciekawe, świadczące o ostrości obserwacji i głębokości refleksji jest spostrzeżenie, iż choć dla wielu narodów Rosjanie byli nie tylko wyzwolicielami, ale i nowymi okupantami, to jednak w pewnym sensie cały czas sami dla siebie nimi byli. Książka Nikulina pozwala głębiej wczuć się w „rosyjską duszę”, ale nie tę białą, tylko tę czerwoną, którą w dużym stopniu Rosja Putina odziedziczyła po ZSRR. Sołdat, choć napisany prostym językiem oraz celowo ubogi, z licznymi powtórzeniami pewnych kwestii i problemów, jest niezwykle wartościowy nie tylko w odniesieniu do wojny i historii Rosji, lecz i naszej. I nie tylko historii. I jest mocnym przypomnieniem o moralności, którą można próbować zachować w każdych okolicznościach, albo odrzucić dla byle korzyści….

Na koniec szczególik, przy którym aż się uśmiechnąłem. Nikulin jest pierwszym znanym mi autorem, który przeżył i opisał swe osobiste doświadczenia w bojowym użyciu działa zwanego „Żegnaj ojczyzno!” To taka „kropka nad i” dla tych, którzy wiedzą o co chodzi, mówiąca ile ten człowiek przeszedł. Przeszedł, przeżył i… zajął się historią oraz sztuką. A potem znów zaryzykował i wydał wspomnienia. Jestem pełen podziwu.

Nie wiem, czy jest w stanie tę książkę docenić ktoś, kto dotąd niewiele czytał, niewiele przeżył. Mam wielką nadzieję, że tak. Bo to jedna z tych książek, które mogłyby ulepszyć świat. Mogłyby, gdyby ludzie czytali…

Polecam gorąco jak nigdy.

recenzja ukazała się na moim blogu:
https://klub-aa.blogspot.com/2022/02/sodat-nikolaj-n-nikulin-o-tym-czym-jest.html

Wydawałoby się, iż w kraju i w narodzie, który tak ucierpiał w wyniku spisku III Rzeszy i ZSRR, który tak się obnosi z pamięcią o tych cierpieniach, powinno być szczególnie promowane wszystko, co obnaża mechanizmy prowadzące do tego, że Rosja była i jest taka, jaka jest, co odkrywa zbrodnie i co pozwala nie zapomnieć o zagrożeniu wciąż wiszącym nad wschodem Europy. Nie...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
148
44

Na półkach:

10/10. Za smutną "Erykę".

10/10. Za smutną "Erykę".

Pokaż mimo to

1
avatar
159
137

Na półkach:

Literatura faktu, ale również krytyki wojny, postawy dowództwa armii czerwonej, wszechobecnej zemsty na wrogach…

Literatura faktu, ale również krytyki wojny, postawy dowództwa armii czerwonej, wszechobecnej zemsty na wrogach…

Pokaż mimo to

2
avatar
1536
1535

Na półkach:

Jest taki film "Wróg u bram" w reżyserii Jean-Jacquesa Annauda, o oblężeniu Stalingradu, dzięki któremu po raz pierwszy uświadomiłam sobie ludzki koszt zwycięstw Armii Czerwonej i jednocześnie tragedię jej zwykłego, frontowego, szeregowego żołnierza. Bezwzględność systemu presji i przyczynę wygranych walk w dwóch, początkowych scenach batalistycznych, których potwierdzenie ich historycznego faktu znalazłam w tej książce – "z przodu ogień wroga, a jeśli dasz krok do tyłu, dostaniesz kulkę od oddziału zaporowego. Strach zmuszał żołnierzy, by pójść na śmierć".
I szli. Nie mieli wyjścia.
Śmierć była wszechobecna, czekając na końcu każdej obranej drogi. Z ręki wroga lub swoich. Śmierć w walce, śmierć kosząca z automatu wycofujące się oddziały bez rozkazu, śmierć poprzez rozstrzelanie po nieudanej bitwie, śmierć po dostaniu się do niewoli albo po powrocie z niej, śmierć w wyniku donosu i śmierć za dezercję, która nie zawsze nią była, bo "mądry Gospodarz na Kremlu wszystko świetnie rozumiał, wiedział i tłumiąc wszystkich swoją żelazną wolą, rozkazywał tylko: „Atakować!”” Chociaż nie. Był jeden sposób na uniknięcie walki na froncie – samostrzał. Dosyć częsty. W ręce, nogi poprzez bochenek chleba lub trupa, by nie zostawić śladu prochu, ale i on, po zdemaskowaniu, też kończył się śmiercią.
Na cud zakrawa więc zachowanie życia przez autora, który na linię frontu trafił w 1941 roku w wieku osiemnastu lat. Cztery kolejne lata tułaczki w okopach, ziemiankach, czy spania na gołej ziemi, od Leningradu do Berlina, były koszmarem, który przeżył dzięki czterokrotnie odniesionym ranom i zwykłemu szczęściu, które sprzyjało mu wyjątkowo. Zbiegom niewytłumaczalnych okoliczności, pozwalających na wymykaniu się ostateczności. To, co przeżył, czego doświadczył, nijak się ma do obrazu bohaterskiej, ładnej, wyidealizowanej wojny opisywanej przez Konstantina Simonowa czy Michaiła Szołochowa. Jak sam autor podsumował – agitka. To właśnie z niezgody na nią, na fałszowanie historii, na wysyłanie do GUŁ-agu tych, którzy żądali prawdy, na umieszczenie wojennych inwalidów w domach opieki społecznej o specjalnym reżimie na wyspie Waałam, by oczyścić ulice z żebrzących kalek, na weteranów-uzurpatorów, którzy wojnę spędzili na tyłach wojsk, nie oddając ani jednego strzału, na miejsca pełne sterczących, niepochowanych jeszcze kości poległych kilkadziesiąt lat po wojnie, na pomniki z nadętą frazą – "Nikt nie jest zapomniany, nic nie jest zapomniane". – brzmiącą jak szyderstwo z ofiar wojny, na traktowanie żołnierzy, jak nawóz i mięso armatnie i wreszcie, na wojnę jako taką – "największe draństwo, jakie kiedykolwiek wymyślił rodzaj ludzki". Wspomnienia spisane również z rozżalenia, poczucia niesprawiedliwości, a może nawet ze złości.
Jednak to nie jedyny powód.
Drugim była chęć uwolnienia się od makabrycznych obrazów przeszłości, jak podkreślił w rozdziale Od Autora. Psychoterapeutyczna próba (początkowo bez planów publikacji) "wyrzucenia z zakamarków pamięci […] siedzące głęboko nikczemności i draństwa, żeby uciec od przytłaczających obrazów".
Są przytłaczające. Bardzo.
A ich siła nacisku rosła wraz z ilością gromadzących się trupów, których nie nadążano usuwać. Widziane oczami "nie z generalskiej wieży, skąd widać pełen obraz, a z dołu – jak żołnierz, który czołga się na brzuchu po błocie frontowym, a czasem w to błoto pada na twarz", wysysając z niego wodę przesiąkniętą krwią, prochem, trupim jadem, mając przed oczami efekt maszynki do ludzkiego mięsa – góry trupów z różnych okresów walk, stare, zmumifikowane na mrozie i nowe, w stanie rozkładu, wdeptane w glinę okopu. "Tu plecy, tam rozpłaszczona twarz, dłoń – żółte, pod kolor ziemi. Chodzimy wprost po nich". Do tego wszechobecny smród, wszy, głód, choroby, odmrożenia i strach przed donosem. Nie znalazłam w tej książce szlachetnego, dobrodusznego Miszy przy ognisku i harmoszce z pieśnią na ustach i duszą rosyjską na ramieniu. Znalazłam zastraszonego, wiecznie pijanego Iwana, którego uwaga krążyła wokół trzech tematów – wojny, jedzenia i seksu, pod dowództwem świadomie wysyłających go na pewną śmierć, "w bałaganie, złym planowaniu, słabym rozpoznaniu, braku współdziałania między oddziałami i różnymi rodzajami wojsk, […] wśród idiotyzmu, tępoty, braku odpowiedzialności dowódców".
Obraz porażającej podłości ustroju bolszewickiego zamieniająca żołnierzy w biernych i uległych na froncie, a poza nim historię przemiany o tym, jak "dobrzy, spokojni mężczyźni rosyjscy stali się potworami. Byli straszni w pojedynkę, a w masie zachowywali się tak, że nie da się opisać". Opisała to anonimowa autorka w swoich wspomnieniach pod tytułem "Kobieta w Berlinie".
I w tej warstwie wspomnień można wpaść w pułapkę usprawiedliwiania zwierzęcego zachowania się żołnierzy, bo "Rokossowski działał według najświetniejszych tradycji Suworowskich: Chłopaki, oto twierdza! Tam są baby i wino! Zdobędziecie – zabawa przez trzy dni! A odpowiadać będą Turcy!" Zdobywali więc miasta, grabili mienie i gwałcili kobiety niemalże w ciągłym, pijackim widzie przy aprobacie samego Stalina. Wprawdzie potem próbowano to ukrócić, ale, jak podsumował autor, "za późno: dżin wyskoczył z butelki". Na tym tle wyjście z życiem autora wspomnień z tej apokalipsy upodlenia, nie było jedynym cudem. Drugim był cud wyniesienia nie tyle nienaruszonego systemu wartości moralnych wpojonego mu przez rodziców, ludzi wykształconych, ile umocnienie się ich, paradoksalnie, dzięki właśnie tym wojennym przeżyciom. To dlatego rozumiem przyczyny i mechanizmy zachowania się żołnierzy, ale ich nie usprawiedliwiam, bo niezłomna postawa autora przy twardych zasadach humanizmu, na to mi nie pozwoliła. Takich jak on było niewielu, bo takich, jako niewygodnych, aresztowano i rozstrzeliwano. Jednak jeśli byli, to robili, co mogli uczynić w ograniczonym zakresie tak, jak autor, który w ostateczności zadaje bardzo mądre pytanie – "Kto zwyciężył Niemców? Stalin i jego partia? Czy Djakonow i jemu podobni?" Djakonow pokroju autora – dodam.
I tutaj muszę przytoczyć pierwsze zdania tłumaczki, poprzedzające tekst wspomnień – "W książkach o wojnie zazwyczaj wiele jest statystyk, bohaterskich czynów, zwycięskich bitew i wielkich porażek, a mało prawdy o człowieku. Ta książka jest inna".
To prawda. Jest inna.
Bezkompromisowa i dlatego okrutna w swojej prawdzie, chociaż i tak, jeśli wierzyć w zapewnienie autora, napisana powściągliwie. Wspomnienia pisane w 1975 roku, a czytane ponownie po wielu latach, wydały mu się "wygładzone, najpotworniejsze epizody nienazwane. Wiele spraw przedstawiłem o wiele łagodniej". Jeśli ta wersja miała być „łagodna”, to mnie ona w zupełności wystarczy, by zrozumieć upodlenie człowieka, nie przekraczając krytycznego momentu, za którym jest już tylko znieczulenie od nadmiaru negatywnych bodźców.
To jedna z tych pozycji, która historię II wojny światowej pisze na nowo. To takie pozycje, jak ta czy "Strażnik GUŁagu" Iwana Czistiakowa, udowadniają, że temat wojny, wbrew pozorom, nie został wyczerpany. A jak sam autor stwierdził, "w rzeczywistości nawet nie zaczęto pisać jej prawdziwej historii".
Zaczął ją autor i jemu podobni, którzy już nadeszli i na pewno nadal będą nadchodzić.
Będę wsłuchiwała się w ich wersje z ogromną uwagą, bo, jak zauważa autor, "przez wieki ludzkość siedziała na beczce z prochem, a teraz przesiadła się na bombę atomową".
Na jednej takiej siedzi w Korei Północnej Kim Dzong Un.
naostrzuksiazki.pl

Jest taki film "Wróg u bram" w reżyserii Jean-Jacquesa Annauda, o oblężeniu Stalingradu, dzięki któremu po raz pierwszy uświadomiłam sobie ludzki koszt zwycięstw Armii Czerwonej i jednocześnie tragedię jej zwykłego, frontowego, szeregowego żołnierza. Bezwzględność systemu presji i przyczynę wygranych walk w dwóch, początkowych scenach batalistycznych, których potwierdzenie...

więcej Pokaż mimo to

10
avatar
11
9

Na półkach:

Nie sposób opisać tę książkę, po prostu należy przeczytać. Słowa "wstrząsająca", "szokująca", "otwierająca oczy" nie oddają w 10% wrażenia jakie wywiera na człowieku. W dobie rosnących w siłę ruchów nacjonalistycznych powinna być przeczytana przez każdego człowieka.
Dziś przez wielu polityków, działaczy, producentów filmowych itp. wojna przedstawiana jest jak przygoda życia, festwial dzielnych rycerzy, a organizowanym rekonstrukcjom bitew towarzyszy istnie piknikowa atmosfera. Proponuję przeczytać "Sołdat" a odkryjecie piekło, którego nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić.

Nie sposób opisać tę książkę, po prostu należy przeczytać. Słowa "wstrząsająca", "szokująca", "otwierająca oczy" nie oddają w 10% wrażenia jakie wywiera na człowieku. W dobie rosnących w siłę ruchów nacjonalistycznych powinna być przeczytana przez każdego człowieka.
Dziś przez wielu polityków, działaczy, producentów filmowych itp. wojna przedstawiana jest jak przygoda...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
1147
172

Na półkach:

Autor wspomnial ze te zapiski z wojny pozwolily mu pokonac syndrom wojenny. I to jest glowny atut tej ksiazki.

Autor wspomnial ze te zapiski z wojny pozwolily mu pokonac syndrom wojenny. I to jest glowny atut tej ksiazki.

Pokaż mimo to

1
avatar
124
29

Na półkach:

Jedna z mocniejszych pozycji spośród książek, które trafiły w moje ręce. Kwintesencja bezsensu wojny.... tracą wszyscy... polegli, uczestnicy, postronni nawet dygnitarze z pozoru najmniej, ale również. Autor ukazuje jak z życiem nie liczył się Stalin: Kamraci napierajcie, jak zginiecie przyjdą następni...
Mocny jest fragment spotkania bohatera z własnym odpowiednikiem po drugiej stronie barykady z Fritzem.... Niemiec gardzi Rosjanami czuje się lepszy i brzydzi się bezmyślnością rosyjskiej armiii uważa, że tylko przewaga liczebna zwyciężyła. Liczne zdania, że żadna dywersja żadni szpiedzy nie dali by tyle co idiotyzm i bezmyślność rosyjskich dowódców oraz bezradna uległość rosyjskich soldatów. Po ludzku szkoda mi Misz, Wołodji, Nikołajów, Walerijów i tysięcy innych niewinnych młodych ludzi, którzy oddali krew bezsensownie.... Nigdy więcej wojny to postaram się przekazać własnym dzieciom!

Jedna z mocniejszych pozycji spośród książek, które trafiły w moje ręce. Kwintesencja bezsensu wojny.... tracą wszyscy... polegli, uczestnicy, postronni nawet dygnitarze z pozoru najmniej, ale również. Autor ukazuje jak z życiem nie liczył się Stalin: Kamraci napierajcie, jak zginiecie przyjdą następni...
Mocny jest fragment spotkania bohatera z własnym odpowiednikiem po...

więcej Pokaż mimo to

7

Cytaty

Więcej
Nikołaj Nikulin Sołdat Zobacz więcej
Nikołaj Nikulin Sołdat Zobacz więcej
Nikołaj Nikulin Sołdat Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd