rozwińzwiń

Wołanie puszczyka

Okładka książki Wołanie puszczyka autora Hervé Bazin,
Okładka książki Wołanie puszczyka
Hervé Bazin Wydawnictwo: Czytelnik Cykl: Rodzina Rezeau (tom 3) Seria: Nike literatura piękna
301 str. 5 godz. 1 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Rodzina Rezeau (tom 3)
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
Cri de la chouette
Data wydania:
1977-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
301
Czas czytania
5 godz. 1 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Krystyna Byczewska
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wołanie puszczyka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wołanie puszczyka

Średnia ocen
7,2 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wołanie puszczyka

Sortuj:
avatar
860
843

Na półkach:

”Krzyk sowy” (w Polsce ukazała się pod tytułem „Wołanie puszczyka”) – trzeci tom, czy też ostatnia, zamykająca część (po „Żmiji w garści” i „Śmierci małego konika” - polski przekład pod tytułem: „Świat się kończy”) powieści Harve Bazin’a o rodzinie Rézeau. Falcoche, kostyczna, apodyktyczna i surowa matka bohatera, znana nam ze „Żmiji w garści”, po dwudziestu latach nieobecności zjawia się w życiu swego już dorosłego syna Jeana.

Przepełniona zgryźliwym humorem a jednocześnie ciepłą nostalgią, napisana językiem przepięknym na granicy poezji, jedna z tych powieści, które tworzą literacki dorobek naszej cywilizacji.

”Krzyk sowy” (w Polsce ukazała się pod tytułem „Wołanie puszczyka”) – trzeci tom, czy też ostatnia, zamykająca część (po „Żmiji w garści” i „Śmierci małego konika” - polski przekład pod tytułem: „Świat się kończy”) powieści Harve Bazin’a o rodzinie Rézeau. Falcoche, kostyczna, apodyktyczna i surowa matka bohatera, znana nam ze „Żmiji w garści”, po dwudziestu latach...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

57 użytkowników ma tytuł Wołanie puszczyka na półkach głównych
  • 29
  • 28
24 użytkowników ma tytuł Wołanie puszczyka na półkach dodatkowych
  • 15
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Hervé Bazin
Hervé Bazin
Herve Bazin ur.17.04.1911r. Współczesny pisarz francuski. Debiutował przed wojną jako poeta, współzałożyciel libertyńskiej grupy literackiej „Coquille” (Muszla). Pochodził ze środowiska mieszczańskiego. Skłócony z rodziną, wcześnie się usamodzielnił, zarabiając na utrzymanie i kończąc jednocześnie studia. Podczas okupacji aktywnie działał w Ruchu Oporu. Zyskał rozgłos powieściami autobiograficznymi „Żmija w garści” (1948, wyd. pol. 1975) i „Świat się kończy” (1949, wyd. pol. 1976),w których znalazły wyraz drastyczne stosunki panujące w rodzinie Bazina. Również takie jego utwory jak: La Tetecontre les murs (Głową o mury, 1949),Leve-toi et marche (Wstań i idź, 1952),L'Huile sur le feu (Oliwa do ognia, 1954) i „Kogo śmiem kochać” (1956,wyd. Pol. 1958) utrzymane w tonie buntu przeciwko tradycyjnej obyczajowości mieszczańskiej, anomaliom społecznym i nieetycznemu postępowaniu ludzi. Dopiero powieścią „W imię syna” (1961, wyd.pol. 1963) Bazin wyzwolił się z kompleksu niekochanego, opuszczonego dziecka i dał w tym utworze obraz mądrej, powściągliwej miłości rodzicielskiej. Interesującą próbę przedstawienia związku dwojga ludzi podjął w powieści „Małżeństwo” (1967, wyd. pol. 1971). Jest także autorem krótkich form prozatorskich – tomów opowiadań „Le Bureau des mariages” (1951) i „Chapeau bas” (1963),z których pochodzi niniejszy wybór. Bazin, kontynuator tradycyjnej prozy realistycznej i psychologicznej, czerpiący inspiracje z bacznej obserwacji życia i znajomości ludzkich bohaterów, jest pisarzem bardzo poczytnym.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dżamila Czingiz Ajtmatow
Dżamila
Czingiz Ajtmatow
Lubię akcje czytelnicze za to, że zachęcają mnie do sięgnięcia do literatury z rejonów, na które inaczej pewnie nie zwróciłabym uwagi. Tym razem w literacką podróż udałam się do Kirgistanu. "Dżamila" to nowelka rozgrywająca się na stepach na granicy Kirgisko-Kazchskiej, wśród pracujących w kołchozie potomkach nomadów. Wydarzenia poznajemy przy pomocy pierwszoosobowej relacji artysty. Punktem wyjścia opowieści jest namalowany przez niego obraz, przedstawiający widok z dzieciństwa. Nowelka ma mocno nostalgiczny klimat. Mężczyzna wspomina bowiem dzieciństwo, a konkretnie jednej krótki okres związany ze swoją bratową — tytułową Dżamilą. Nie chcę zdradzać fabuły, bo utwór jest krótki. Powiem więc jedynie, że opowieść kręci się wokół wspomnianej kobiety i mężczyzny, który przybywa do wioski. Trzeba przyznać, że jest to książka mocno retro. Fragmenty o pracy w kołchozie, gdzie każdy pracuje z zapałem, z dzisiejszej perspektywy są trochę koślawe. "Dżamila" broni się jednak ciekawym przedstawieniem dziecięcej psychiki. Opisy życia na stepie mają sporo uroku i uczą o tym, jak wygląda(ło) życie w aule. Sam wątek uczuciowy mnie nie porwał, ale chyba nie ma w tym nic dziwnego. Rzecz w końcu ma około 90 stron i wszystko dzieje się bardzo szybko. Nie jest to literatura wybitna, ale z powodzeniem przybliża nieznany większości z nas świat. https://www.instagram.com/kiczcock/
PaniKiczcock - awatar PaniKiczcock
ocenił na61 rok temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Świat się kończy... Hervé Bazin
Świat się kończy...
Hervé Bazin
Kontynuacja "Żmii w garści" opisuje dalsze losy bohatera, który wkracza w dorosłość i próbuje sobie ułożyć życie na przekór knowaniom nikczemnej rodzicielki. Wraz z latami traci on, niestety, werwę i energię młodego urwisa, gotowego do walki i buntu, miast tego przygniata go codzienność i troska o chleb. Sama antagonistka okazuje się zaś nie tak demoniczna jak to się przez pryzmat dziecięcych oczu wydawało: jej zło jest tak prozaiczne, że zasługuje raczej na litość niż gniew. I jak autor to opisuje, strąca to ją z piedestału złej bogini, godnej heroicznej walki. Koniec końców zamiast dążeć do faktycznej kary lepiej jest pozostawić ją, aby się dusiła we własnej złości, jak i spróbować znaleźć szczęście we własnym życiu rodzinnym. W pewien sposób można uznać to, za znanym przysłowiem, za najlepszą zemstę, wydaje się jednak, że przegrali na tej wojnie wszyscy: tak bohater, pokiereszowany i spustoszony, jak i jego bracia, którzy wyrośli na żałosnych, małych dupków oraz sama jędzopa, siejąca truciznę w zasadzie po nic. I ten gorzki wydźwięk unosi się nad książką, brakuje tego awanturniczego wydźwięku optymistycznego, młodocianego buntu, jaki można było zaobserwować w części poprzedniej. Jest to teraz pozycja daleko bardziej obyczajowa. Całość stała się gorzka i smak ten pozostawia raczej przykre wrażenie, co i odzwierciedla sama ocena, niższa niż u poprzedniczki.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na64 lata temu
Żmija w garści Hervé Bazin
Żmija w garści
Hervé Bazin
Psychologia uczy nas, że naszą osobowość najbardziej kształtują i rzeźbią lata dojrzewania. Chłonna, nieukształtowana psychika dziecka formowana jest przez jego środowisko w umysł dorosłego człowieka. Zmienić coś później jest niemalże niemożliwością. W środowisku naszego dorastania rodzi się charakter, poczucie prawd i zasady moralne. Tam, gdzie nas tłamszono kwitnie bunt, tam gdzie dano nam rozkwitnąć rodzą się talenty. Powieść Bazina, oparta ponoć bardzo mocno na wątkach autobiograficznych, jest właśnie powieścią o dojrzewaniu. Tu jednak daleko od kochanego rodzinnego domu i normalnych warunków. Zamiast tego mamy tu matkę - królową pszczół, która nienawidzi własnych dzieci i tłamsi je, podobnie jak i swego słabego, nieudolnego męża, odwracającego wzrok i potulnie godzącego się na wszelkie machinacje. Wieczna musztra, policzkowanie (i dziabanie widelcem przy stole),oszczędzanie na jedzeniu i ubraniach, tysiące dobrych przykrości i złośliwości budzą w trójce dzieci gwałtowne uczucia gniewu i sprzeciwu, które z czasem przeradzają się w ponurą, toksyczną wojnę pokoleń. Wszystko opisane z perspektywy jednego z synów, buntownika z potworem nad głową, w którym kiełkuje nienawiść zrodzona latami spijania tych trucizn. Z jednej strony wszystko to jest szalenie ponure i czyta się to niczym pamiętnik więźnia, wiecznie poniżanego i niemalże bez szans o walki o swoją godność, którą musi wydzierać po kawałku podstępami i machinacjami; z drugiej strony opisane jest to z pewnym odcieniem humoru i chwackiej energii, gdy z czasem owa walka o wpływy w domu zamienia się w swoistą grę, gdzie trzeba podchodzić przeciwnika i - paradoksalnie - nauczyć się od niego jego własnych niegodziwości, by nimi dogodnie odpowiedzieć we właściwej chwili. A że latka lecą, matka się starzeje a młodzi rosną, więc siłą rzeczy przewaga powoli przechyla się w ich stronę. Jędzowata megiera (przezywanych przez młodych gniewnych "jędzopą") jest jednak tego dobrze świadoma, a jej przewaga potężna. Jest to o tyle interesujące, że mierzy się z mitem nieskończonej miłości macierzyńskiej jak i rzekomej większej empatii i dobroci płci pięknej; tymczasem i wśród kobiet nie brakuje osób z gruntu nikczemnych, których złość i wieczny, cierpki gniew przelewany jest na innych, łącznie z własnymi dziećmi; nie brakuje ludzi, którzy źle sobie wspominają spotkania z niejedną taką żmiją. Naturalnym zaś skutkiem i efektem takiej ekspozycji na wieczny niegodziwej despotki jest to, że dla młodego bohatera kobiety jako płeć stają się kolektywnie niegodziwe i godne pogardy. Jego nienawiść wyrosła na żyznych gruntach, a doznane krzywdy na zawsze go ukształtowały. Oto i efekt całych tych zmagań - człowiek równie skalany złem co ona, który w gniewie demoluje wnętrza kościołów jako wyraz swego buntu przeciwko fałszywym autorytetom owej dewotki. Przepchnięci do muru chłopcy myśleli nawet o zbrodni - jak opisano, po całych tych latach upokorzeń i wiecznych prześladowań byłoby to dla nich niczym zabicie szczura czy innego szkodnika. Cała ta analiza w jego wspomnieniach zdaje się mówić, że jednak stanie się on lepszym człowiekiem. Stara zaś jędza zapewne będzie tylko gorzknieć w miarę upływu lat. Ale o tym pewnie przekonam się w kontynuacjach, po które z ciekawością sięgnę.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na74 lata temu
Interesujący mężczyźni Nikołaj Leskow
Interesujący mężczyźni
Nikołaj Leskow
Książka Interesujący mężczyźni Mikołaja Leskowa zapowiadała się dobrze i miałem nadzieje na ciekawą historie. Wydana w serii koliber nowelka przykuła moją uwagę, bo lubię sięgać po dawnych autorów rosyjskich nie tylko związanych z opowieściami niesamowitymi. Dlatego gdy wpadła w moje ręce dałem jej szansę. Książka Interesujący mężczyźni jest opowieścią bohatera, który swoją historie opowiada pozostałym w jakiej wtedy uczestniczył. Przenosimy się do prowincjonalnego garnizonu, gdzie grupa oficerów bawi się w najlepsze. Historia jednego z nich młodego oficera zakochanego w swojej wybrance staje się obiektem romantycznej opowieści jaką dostajemy. Autor dobrze sobie radzi z nakreśleniem tła obyczajowego i konwenansów jakie wtedy panowały. Nieszczęśliwa miłość i ograbiony z kosztowności Polak staje się pretekstem na ukazanie życia jakie wtedy prowadzono. Z wnikliwością wplata w powieść obyczajową lekki wątek kryminalny mający spory wpływ na późniejsze wydarzenia jakie dostajemy w tym przypadku. Wszystko zgrabnie ze sobą łączy tworząc klimatyczną historię, którą czyta się szybko i wciąga od pierwszych stron. Życie w garnizonie zostaje przedstawione w sposób ciekawy i oficerowie oddają się zabawie jak granie w karty na pieniądze. Jednakże po pewnym czasie czuć tajemnicę ze względu na młodego oficera jaki wydaje się nieobecny. Nieszczęśliwa miłość i wybory jego pomału stają się interesujące prowadząc do tragedii jaka następuje. Autor kreśląc postacie bohaterów potrafi z nich wycisnąć wiele podczas ich tworzenia i zarysowania. Stają się ludźmi z krwi i kości mających swoje problemy. Jednocześnie uwikłani w swoje sprawy i konwenansów stają się bohaterami wydarzeń jakie następują. Prowadzi to wszystko do stworzenia opowieść jaką snuje bohater ze swojego życia, których jest świadkiem i narratorem jednocześnie. Nie pozbawionej uroku podczas czytania i klimatu dzięki przedstawieniu życia oficerów w garnizonie. Wydarzeń jakimi są świadkami i odkrywaniu tajemnic jakie każdy może skrywać. Bardzo podoba mi się klimat w tym przypadku, który sprawia, że wciągnęła mnie opowiedziana historia od samego początku. Wkradający się w to wszystko postać Polaka uwikłanego w sprawę wprowadza elementy kryminalne. Nieoczywiste wszystko zostaje aż do zakończenia, gdzie autor wyjaśnia wszystko dotyczące kradzieży i tragizmu sytuacji młodego oficera zakochanego w swej wybrance. Książka Interesujący mężczyźni jest opowieścią o dawnych czasach splecioną w interesującą a zarazem tragiczną historie miłosną osadzoną w prowincjonalnym garnizonie, gdzie kradzież staje się motorem napędowym tragicznych wydarzeń. Autor dobrze sobie poradził tworząc ciekawą i wciągającą opowieść z nieszczęśliwa miłością, dramatem bohatera i kryminalnym wątkiem pojawiającym się czasami. Osadzoną w czasach dawniejszych pośród oficerów dodając jej uroku na każdym kroku. Sięgając po książkę zawierającą nowelkę byłem ciekawy co dostanę, bo liczyłem na dobrą i wciągającą historie. Nie zawiodłem się i może jakiś drobny niuans pojawił się w fabule. Jednak pamiętając kiedy powstała nowelka nawet teraz czyta się z przyjemnością i zainteresowaniem. Nie zestarzała się czego obawiałem się przed sięgnięciem, ale napisana została w style jak kiedyś pisana co dodało jej klimatu od początku. Nie przeszkadzało mi w zupełności i miło spędziłem s książką czas. Akcja została poprowadzona z wyważeniem czyli nie za szybko, ale też nie za wolno w sam raz do takiej historii i tragicznej miłości. Wydarzenia wciągają od pierwszych stron i sama opowieść bohatera będącego świadkiem zdarzeń była świetnie przedstawiona przez niego. W miarę szybko poprowadzonych i nie pozwalających się nudzić w czasie czytania. Na pewno finał książki jest wyjaśniający wszystko, lecz także spinający nie tylko tragiczne wydarzenia, lecz także wątek kradzieży ze sobą. Ukazując perfidie wyborów i wpływów na tragedię jaka rozegrała się. Książka Interesujący mężczyźni jest pozycją dobrą, ukazującą nieszczęśliwą miłość, zapalające dramatyczne zdarzenia w postaci kradzieży, bogatego Polaka chcącego odzyskać swoją własność, tajemnice młodego oficera i tragizmu sytuacji w jakiej znaleźli się bohaterowie. Bardzo ciekawa nowelka, chociaż krótka i zwięźle napisana przez autora, którą czyta się świetnie, wciąga i nie pozwala oderwać się. Mikołaj Leskow stworzył ciekawą i klimatyczną fabułę obyczajową łącząc ją z dramatem i wątkiem kryminalnym jaki pojawia się za sprawą kradzieży. Przeczytałem z przyjemnością dobrze bawiąc się przy niej i może dlatego mam chętkę do zaznajomienia się z innymi jego utworami jak będę miał ku temu okazje.
Magnis - awatar Magnis
ocenił na71 rok temu
Zbieracze ziół Anatolij Kim
Zbieracze ziół
Anatolij Kim
Jedna z tych książek, kiedy czytelnik ma ochotę, by rzucić wszystko i odwiedzić położoną u wybrzeży Rosji wyspę Sachalin, choćby po to, żeby usłyszeć dalekie uderzenia fal oceanu lub chrzęst lodu na falach morza, urodzony w Kazachstanie w roku 1939 Anatolij Kim, poeta i prozaik koreańskiego pochodzenia, spędził na wyspie dzieciństwo i młodość, wielka mała proza skomponowana w tonacji wzniosłego żalu, ubrana w kostium polifonicznych mikropowieści „Lotos”, „Zbieracze ziół” i „Słowicze echo”, odzwierciedla prostotę i urodę życia, literatura piękna o „świetlanej pamięci mateńkach” oraz bezcelowości wystawiania życiu rachunków za krzywdy i cierpienia, takie książki czyta się „w milczeniu pełnym smutku, zachwytu i pojednania ze światem”, by zrozumieć „jak mało zatrzymuje wspólna pamięć i równocześnie, jak bezcenne jest to, co potrafi przechować”. W mikropowieści „Zbieracze ziół” cicha i zwyczajna dobroć ludzi świadomych własnej śmiertelności ocala życie innym. W mikropowieści „Lotos” w domku nad brzegiem morza, zbudowanym z „niemalowanych tarcic i desek ze starych skrzyń”, po latach nieobecności zjawia się syn, by podczas burzliwej zimowej sachalińskiej nocy pożegnać odchodzącą z doczesności do wieczności matkę, przejście ze świata żywych w świat zmarłych urasta w tym utworze do rangi poezji, matka staje się dla syna „muzyką, śniegiem, błękitem przestworzy”, nieodwracalność straty podkreślona bladym światłem zimowego poranka sprawia, że nie sposób tego pożegnania zapomnieć, dalekie chorały wspomnień z odchodzącego do przeszłości życia brzmią melodyjnie i czysto, misterium przeistoczenia pozwala nam, czytelnikom, raz jeszcze przemierzyć dalekie drogi macierzyńskiej miłości oraz zobaczyć „świat w prawdziwym świetle, w jego jedności, takim, jakim jest - i że mną, i beze mnie.” Połączenie konwencji realistycznej z poetycką, poetyckiej z filozoficzną, filozoficznej z baśniową. „To samotna aria, której króluje kryształowa pieśń wiatru, melodyjnie opowiadająca o tobie samym, o tym, że jesteś stary, masz siwe wąsy, idziesz brzegiem morza, odwiedziwszy właśnie grób matki, i że dziś po raz ostatni widziałeś miejsce jej wiecznego odpoczynku, wkrótce i ty legniesz na jednym z moskiewskich cmentarzy - jakże daleko, jak daleko od tej rozległej zatoki.” „Łańcuch ziemskich lat, niby karawana przelotnych ptaków, połączył dzień moich narodzin z dniem śmierci. Jeden z tych ptaków nagle jakby zakoziołkował w powietrzu i runął w dół, wypadł z szyku przyjaciół, raniony kulą w pierś okrutnego myśliwego. Później ów myśliwy zabił jednego po drugim jeszcze wiele ptaków z ciągnącego sznura, ale ten stał się pierwszą ofiarą” „Zrozumiałem wówczas, że śmierć nie jest ostateczną prawdą i że o wiele więcej niż ona znaczy zwyczajna miłość jednego członwieka do drugiego.” Mocną stroną książki jest wiara w nieśmiertelność dobrych ludzi, nie sposób nie polecać.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na91 dzień temu
Krzyk z głębokości Georges Duhamel
Krzyk z głębokości
Georges Duhamel
Duhamel (1884 – 1966),lekarz i autor, nieznany mnie bliżej ani dalej; autor bardzo wielu książek; w Wikipedii najciekawsze: "...W 1926 r. ogłosił w prasie apel o uwolnienie więźniów politycznych w Polsce. Apel, nieuzgodniony ze stroną polską, spowodował bojkot ze strony polskiego środowiska literackiego podczas wizyty w kraju w tym samym roku. Zajmowała się nim wtedy późniejsza pisarka i feministka Irena Krzywicka, z którą się zaprzyjaźnił." Omawianą książkę popełnił w 1951 r. Jak mało znaczy w jego dorobku, może świadczyć fakt, ze anglojęzyczna Wikipedia w ogóle jej nie wymienia. A w ogóle zauważyłem szokujące różnice w Wikipedii między wersjami francuską i angielską, a polską. Po polsku - mała wzmianka, tam - szerokie opracowanie, w którym podkreślono Nagrodę Goncourtów, członkostwo Akademii Francuskiej, unanimizm i wymieniono ponad 100 tytułów. Omawiana książka to autoportret paskudnego dziada, francuskiego przemysłowca Felixa Tallemanda, podobno oportunisty. Podobno, bo tak go określają zagraniczne recenzje, lecz dla nas takie określenie kolaboranta, mordercy, złodzieja i szmalcownika jest nie do przyjęcia; to po prostu szuja!! Trudno pisać recenzje o negatywnym bohaterze, a szczególnie, gdy nie wzbudza sympatii ani przez chwilę. Również jego krzyk sumienia, krzyk z głębi jego jestestwa o wybaczenie nie sprawia wrażenia szczerości. Naumyślnie używam "krzyk z głębi" zamiast "..z głębokości", bo jakoś bardziej mnie pasuje takie określenie miejsca jego zgryzoty, która siedzi jak kamień w żołądku. No cóż, dostaliśmy niemiłą historię małego człowieczka, który do grobowej deski się nie zmienił. Nie zdradzam Państwu treści, bo książkę warto samemu przeczytać, tym bardziej, że tylko w Polsce nie jest popularny.
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na610 lat temu
Słońce śmierci Pandelis Prévélakis
Słońce śmierci
Pandelis Prévélakis
„Jakiż piękny jest świat! Jaki piękny, mój Boże!”. Na początek łyżka dziegciu, niestety. Seria Nike zajmuje, jeśli nie pierwsze, to na pewno bardzo ważne miejsce na mojej czytelniczej półce, ale czasem irytuje mnie niedbalstwo wydawnictwa Czytelnik. O pomstę do nieba wołają, pomijając już fakt mikroskopijnego druku, co niewątpliwie męczy wzrok, ale to przecież seria kieszonkowa, te posklejane strony, i z brzegu i na środku, niewyraźny blady druk świadczący o oszczędzaniu na tuszu, raz udało mi się nawet złożyć do kupy pomieszany zupełnie tekst. Tak więc, jeśli chodzi o jakość, to niestety niczego dobrego o tej serii powiedzieć nie można. Ale co z książką Pandelisa Prévélakisa? Początek nie wywołał u mnie zachwytu, wręcz wydawało mi się, że radość z czytania w tym przypadku nie będzie moim udziałem. A jednak udało mi się tę radość odnaleźć na kolejnych stronach tekstu, i piękno i smutek tworzące liryczny nastrój. Słońce śmierci to książka o zabarwieniu historyczno-folklorystycznym; grecka wieś i życie jej prostych mieszkańców w obliczu I wojny światowej, barbarzyństwa i degradacji człowieczeństwa; baśnie i przypowieści ludowe, pieśni żałobne i greckie zwyczaje; jest młodość i dojrzewanie wśród oliwnych gajów i pięknych dziewcząt, jest nienawiść i zemsta, i rozpacz matek martwych synów. I to palące słońce śmierci, śmierci głodowej, od ran wojennych, z ręki brata. I ta skaza człowiecza, ta śmiertelna choroba genetyczna, tocząca każde istnienie, począwszy od dnia narodzin, ten genetyczny balast w świadomości, tam gdzieś z tyłu głowy ta myśl, że życie zawsze kończy się tym samym. A więc, czy spieszyć się z życiem? Czy może, jak w piosence Perfectu, po co się spieszyć, przecież do końca życia mamy czas? A może jednak, jak pisał ksiądz Jan Twardowski, spieszmy się? „W duszy człowieka niepodobna czytać…”.
Pan_Poker - awatar Pan_Poker
ocenił na81 rok temu
Karnawał Gerhart Hauptmann
Karnawał
Gerhart Hauptmann
WWW.MILCZENIELITER.PL www.facebook.com/milczenieliter *** Większość moich podejść do twórczości laureatów literackiej Nagrody Nobla to porażka: książki niejadalne, przeintelektualizowane i zwyczajnie nudne. Ogłaszam: oto wyjątek! 5 opowiadań urodzonego w Szczawnie Zdroju, a później zamieszkałego w Szklarskiej Porębie i Jagniątkowie Hauptmanna trochę się wprawdzie zestarzało, ale nie na tyle, by uczynić lekturę niemiłą. Najlepsze z nich to dwa pierwsze: "Karnawał" opowiada historię żaglomistrza Kielblocka. Kielblock uwielbia się bawić, nie przepuszcza żadnej zabawy we wsi. Mieszka z żoną, małym synem Gustawkiem oraz babką. To właśnie milczącej staruszce powierza opiekę nad Gustawkiem, wychodząc z żoną na kolejną potańcówkę. I to staruszka odegra kluczową rolę w tym debiutanckim , a już bardzo dobrym, opowiadaniu Hauptmanna. "Dróżnik Thiel" jest jeszcze lepszy. Tytułowy dróżnik tęskni za swą przedwcześnie zmarłą żoną. Ku jej czci urządza małe sanktuarium w swej dróżniczej budce. Hauptmann szybko zagęszcza atmosferę, w trakcie lektury czytelnik ma nieodparte wrażenie, że jakaś tragedia wisi w powietrzu. Przyroda współgra tutaj z tym, co czuje Thiel. Jest mrocznie, tajemniczo. To bez wątpienia najlepsza część zbioru. "Apostoł" - dla kontrastu, najsłabsze opowiadanie. Nacechowane biblijnie, kompletnie do mnie nie trafiło. "Kilof". Bohater odwiedza hotel "Pod pruską koroną" tuż przed jego zniszczeniem. To właśnie w tym hotelu, 68 lat wcześniej, matka wydała go na świat. Przyzwoite opowiadanie, stanowiące dowód olbrzymiej fantazji autora. Może nie przypaść do gustu, ale gwarantuję, że nie domyślicie się, co w nocy spotka gościa hotelu. "Strzały w parku". Gawędziarski thriller z nutką romansu i Afryką w tle. Dobra robota. Każde z opowiadań w "Karnawale" jest "z innej parafii", może poza tytułową historią oraz "Dróżnikiem Thielem". Na upartego można jednak znaleźć kilka punktów wspólnych: wirujący w powietrzu złowrogi niepokój, dynamicznie dostosowująca się do akcji przyroda i nieskrępowana wyobraźnia autora. Moim zdaniem - warto. Mocne 6,5.
MilczenieLiter - awatar MilczenieLiter
ocenił na65 lat temu

Cytaty z książki Wołanie puszczyka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wołanie puszczyka