Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania

Okładka książki Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania
Flannery O'Connor Wydawnictwo: Książka i Wiedza Seria: Koliber literatura piękna
127 str. 2 godz. 7 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Koliber
Tytuł oryginału:
Good Country People
Data wydania:
1974-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1974-01-01
Liczba stron:
127
Czas czytania
2 godz. 7 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Skibniewska
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania

Średnia ocen
7,4 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
218
215

Na półkach:

W trakcie remontu generalnego zaczęły się pojawiać w naszym domu książki nie tyle nawet zapomniane ile takie, o których w ogóle nie wiedziałem, że je mamy. Poza półką hańby należy się pewnie jeszcze półka znalezisk nieoczekiwanych. I oto 13 tomik serii " z kolibrem". Autorka do tej pory mi nieznana, o fascynującej biografii. Trzy krótkie opowiadania o wybitnej sile rażenia. Dojmująco sarkastyczne poczucie humoru osiąga zenit w ostatnim, imho najlepszym opowiadaniu. Tytuł całości to jednocześnie tytuł pierwszego opowiadania, spokojnie całość można by nazwać "zło nasze powszednie". Z całą pewnością sięgnę po więcej.

W trakcie remontu generalnego zaczęły się pojawiać w naszym domu książki nie tyle nawet zapomniane ile takie, o których w ogóle nie wiedziałem, że je mamy. Poza półką hańby należy się pewnie jeszcze półka znalezisk nieoczekiwanych. I oto 13 tomik serii " z kolibrem". Autorka do tej pory mi nieznana, o fascynującej biografii. Trzy krótkie opowiadania o wybitnej sile rażenia....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

205 użytkowników ma tytuł Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania na półkach głównych
  • 108
  • 97
48 użytkowników ma tytuł Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania na półkach dodatkowych
  • 32
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania

Inne książki autora

Okładka książki Misterium i maniery. Pisma przygodne w wyborze i opracowaniu Sally i Roberta Fitzgeraldów Robert Fitzgerald, Sally Fitzgerald, Flannery O'Connor
Ocena 6,9
Misterium i maniery. Pisma przygodne w wyborze i opracowaniu Sally i Roberta Fitzgeraldów Robert Fitzgerald, Sally Fitzgerald, Flannery O'Connor
Okładka książki The Dark Descent Robert Aickman, Clive Barker, Ambrose Bierce, Michael Bishop, Algernon Blackwood, Robert Bloch, Ray Bradbury, Ramsey Campbell, Robert W. Chambers, Lucy Clifford, John Collier, Philip K. Dick, Charles Dickens, Thomas M. Disch, Harlan Ellison, Dennis Etchison, William Faulkner, Charles L. Grant, Nathaniel Hawthorne, Shirley Jackson, Henry James, Montague Rhodes James, Stephen King, Russell Kirk, Joseph Sheridan Le Fanu, Tanith Lee, Fritz Leiber, H.P. Lovecraft, Richard Matheson, Edith Nesbit, Fitz-James O'Brien, Flannery O'Connor, Joyce Carol Oates, George Oliver Onions, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Joanna Russ, Michael Shea, Robert Smythe Hichens, Theodore Sturgeon, Iwan Turgieniew, Karl Edward Wagner, Manly Wade Wellman, Edith Wharton, Gene Wolfe, Walter de la Mare
Ocena 7,3
The Dark Descent Robert Aickman, Clive Barker, Ambrose Bierce, Michael Bishop, Algernon Blackwood, Robert Bloch, Ray Bradbury, Ramsey Campbell, Robert W. Chambers, Lucy Clifford, John Collier, Philip K. Dick, Charles Dickens, Thomas M. Disch, Harlan Ellison, Dennis Etchison, William Faulkner, Charles L. Grant, Nathaniel Hawthorne, Shirley Jackson, Henry James, Montague Rhodes James, Stephen King, Russell Kirk, Joseph Sheridan Le Fanu, Tanith Lee, Fritz Leiber, H.P. Lovecraft, Richard Matheson, Edith Nesbit, Fitz-James O'Brien, Flannery O'Connor, Joyce Carol Oates, George Oliver Onions, Charlotte Perkins Gilman, Edgar Allan Poe, Joanna Russ, Michael Shea, Robert Smythe Hichens, Theodore Sturgeon, Iwan Turgieniew, Karl Edward Wagner, Manly Wade Wellman, Edith Wharton, Gene Wolfe, Walter de la Mare
Flannery O'Connor
Flannery O'Connor
Mary Flannery O'Connor – powieściopisarka i nowelistka amerykańska. Ukończyła anglistykę i socjologię w stanowym college'u dla kobiet. Cierpiała na toczeń rumieniowaty, przez co od 1951 roku przebywała na farmie czekając na śmierć. Jej hobby była hodowla pawi. Była żarliwą katoliczką na terenach zamieszkanych głównie przez protestantów. Nigdy nie wyszła za mąż, za to dużo korespondowała, była zżyta z matką (która zmarła w 1997 roku). Ukończyła ponad 30 opowiadań i dwie powieści. Była typową pisarką z południa USA, co oznaczało regionalną scenerię i groteskowych bohaterów, postaci z moralną skazą i sprawy rasowe.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jaśnie pani i generał George Meredith
Jaśnie pani i generał
George Meredith
Zdaniem Meredith komedia to walka między rozumem i pasją, a ta krótka opowieść jest tego doskonałym przykładem. „Jaśnie pani i generał” to krótka komedia brytyjskiego pisarza George’a Meredith. W jego twórczości widać wpływy Moliera. Jak u Francuza, zawiłość i zwroty akcji prowadzą do pozytywnego zakończenia z morałem. Lady Camper, nowa sąsiadka emerytowanego żołnierza Wilsona Opla, jest jakby wcieleniem komedii. Zakusy podstarzałego generała są szybko ucinane przy akompaniamencie polotu, którego Opel nawet nie rozumie. Fabuła rozwija się dzięki córce Opla i siostrzeńcowi Camper – ich miłość i małżeństwo są warunkiem zamążpójścia kobiety. Zanim jednak do tego dochodzi, Wilson Opel ma powiedziane, że jego obiekt westchnień ma 70 lat. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało, nie może przecież złamać raz danego słowa, więc dalej gra w przegraną grę... Po serii szyderczych karykatur z nierozumnym Oplem na czele, Lady Camper wyznaje, że tak naprawdę może w istocie zostać panną młodą (bo ma tylko 40 lat), ale samolubstwo generała ją odpycha. Skupiając się na swoim romansie, nie zauważył bowiem, że jego córka zakochała się w siostrzeńcu Lady Camper, dodatkowo żałując jej posagu. Siła komedii, jej spryt i przenikliwość – a więc i Lady Camper działającej w jej imieniu – zmienia podejście generała i pozwala na happy end. Książka jest przyjemna, w sam raz na długie popołudnie. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Ziemia tragiczna Erskine Caldwell
Ziemia tragiczna
Erskine Caldwell
No muszę powiedzieć, że tu Caldwell "mię zajemponował", bo stworzył dziełko niebanalne i wartościowe. Temat wydaje się zwyczajny i mocno w literaturze eksploatowany - historia biednej rodziny ze wsi, która zwabiona obietnicami dobrze płatnej pracy przybywa do miasta i słabo sobie radzi. To "słabo" stanowi raczej eufemizm, bo sytuacja tych ludzi jest wręcz tragiczna. Mieszkają na rozpadającym się osiedlu da biedoty, w którym od miesięcy zalegają z opłatami czynszowymi, ojciec jest od dawna bezrobotny i jakiś taki słaby na ciele i umyśle, matka choruje i zmaga się z alkoholizmem, młodsza córka, odkrywszy uroki płatnej miłości, hula po mieście i świetnie się bawi jako trzynastoletnia prostytutka - to są sceny zdecydowanie nie dla współczesnej wrażliwości i myślenia o opiece nad dziećmi. Starsza córa wydaje się jakimś oparciem dla rodziców, bo czasem wpada coś ugotować i podrzucić parę dolarów, w dodatku ma w miarę przyzwoitego chłopa, który o nią dba. Wszystko bez nadziei, jakichkolwiek wskazówek, drogowskazów moralnych czy w ogóle jakiegoś planu sięgającego dalej niż do wieczora. Byle cokolwiek zjeść, wypić kielicha jak jest okazja i pofiglować w łóżku - z kimkolwiek pod ręką - sąsiadką, koleżanką córki czy przygodną dziewuchą z zamtuza. Więc niby kolejna czarna obyczajówka, jednak jest w niej sporo godnych uwagi momentów. Jeden z nich to znów system, który bezlitośnie "tasuje" ludzi, wykorzystuje ich naiwność i nakłania do emigracji zarobkowej, a jak już wyciśnie z nich ostatnie poty - pozbywa się ich bez najmniejszych ceregieli. Pachnie "Gronami gniewu", chociaż w znacznie mniej monumentalnym i bardziej humorystycznym wydaniu. Ten czarny, groteskowy humor bardzo podnosił jakość czytania i dawał mi momenty niemal gromkiego śmiechu, mimo smętnych okoliczności życia bohaterów. Rozmowy ojca rodziny z pracownicą opieki społecznej to czysty absurd i zderzenie dwóch światów, które nie mają szans na spotkanie i porozumienie. Spence ni w ząb nie rozumie czego taka ładna panienka od nich chce i dlaczego się smuci z powodu ucieczki z domu młodszej córki. Z kolei młoda, wymuskana i naiwna do bólu społecznica przemawia do niego górnolotnym językiem z podręczników, niby po angielsku ale jakby w "klingońskim" i też ni w ząb nie rozumie, jak można tak żyć jak te bidoki. I ta wojna wreszcie (mowa o I WW) jest tak realna, jakby była jednym z głównych bohaterów opowieści. Pokazano, jak przeorała amerykańskie społeczeństwo i jak wielu narobiła krzywd. Nasz Spence został zwerbowany do roboty w fabryce prochu podtrzymującej wojenną gospodarkę i przez jakiś czas czuł się jak krezus. Po wojnie zakład zamknięto, ludzie poszli na bruk, a ci mniej zaradni zostali z niczym. Przez karty książki przewijają się weterani walk, którzy cudem uniknęli śmierci i polegli, których rodziny zostały na lodzie po utracie ojca, czy brata. Nie wróżę rodzinie Spence'a wielu sukcesów w przyszłości, zwłaszcza, że ten mógłby postarać się bardziej dla wydobycia się z dna, zamiast powtarzać w nieskończoność, że dla ludzi z jego wykształceniem nie ma pracy w "tymkraju". Jednak nie wszystko da się zwalić na indywidualny charakter - problem "pasów rdzy" i braku pojęcia, co robić z ludźmi masowo tracącymi robotę z powodu zamykanych dużych fabryk, jest i nam dobrze znany i wciąż aktualny nie tylko w Ameryce.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 4 miesiące temu
Sługa boży Erskine Caldwell
Sługa boży
Erskine Caldwell
Ludzie, co ja czytam, co ja czytam - czy ochrona zdrowia i MOPS mnie słyszą?! Czysta patologia to amerykańskie Południe sprzed stu lat. To ludzie o horyzontach znacznie ciaśniejszych niż horyzont, na który spoglądają całymi dniami. Życie płynie leniwie, sennie a jedyną rozrywką jest wizyta sąsiada z galonem samogonu. Nieodłączni czarni tkwią w swych chatach i lepiej lub gorzej zasuwają na plantacji "Pana". A "Pan" w tej powieści to przecudowny gospodarz o mózgu zżartym bezczynnością i alkoholem i inteligencji niższej niż holenderska depresja. Ale łóżkowo sprytny dość - ożenił się z piętnastolatką, mimo, że nie zdążył "odżenić się" z poprzednią żoną, z którą ma syna. Poprzednia żona nie widziała swego sześciolatka od półtora roku, bo hulała po świecie świadcząc usługi bezpośrednie własnym ciałem. Sześciolatek nie mieszka z ojcem, bo woli buszować w murzyńskim osiedlu, a tato niespecjalnie namawia go do powrotu. Mały podobno jest zarażony kiłą, tatuś nawet kupił mu lekarstwo, lecz od wielu miesięcy trudno mu złapać tego "dzikusa" i napoić syropem. Powtarzam zatem - czy MOPS mnie słyszy? Nikt nie słyszy, za to do osiedla przybywa tajemniczy, ekscytujący wszystkich (zwłaszcza kobiety!) kaznodzieja, który robi z mieszkańcami osady co tylko chce i owija sobie naiwnych wieśniaków wokół palca. Wody z mózgów im nie robi, bo oni właściwie nie posiadają tychże. Ale jak on nawracał, uuuuch!!! A czemu tu się dziwić, kiedy kościoła w osadzie nie ma w ogóle, żaden duchowny z prawdziwego zdarzenia nie zawitał tam od lat, a szkoła - chociaż jest, to działa góra cztery miesiące w roku. Bieda fizyczna bije w oczy, bieda duchowa poraża, a piętnastoletnia żona Claya powtarza w nieskończoność o kaznodziei - "Jak żyję nie widziałam takiego faceta". Co to dziecko widziało w swoim życiu? Tylko śmierć swego ojca, po której natychmiast wyszła za mąż za "nieodżenionego" faceta. MOPS, mayday, mayday (xD)!!! Mocne to i na szczęście przełamane zdrową dawką humoru Autora.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 4 miesiące temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na 8 1 rok temu
Kraksa Friedrich Dürrenmatt
Kraksa
Friedrich Dürrenmatt
Jawiły mu się obrazy blade, twarzyczka synka, w półmroku wioska, przy której zdarzyła się kraksa, jasna wstęga szosy, pagórek z kościołem, szumiący dąb, olbrzymi, zalesione wzgórza, świecące w górze niebo - wszędzie, bez końca...przeciętny człowiek w bezmyślnej poniewierce co prze przez życie, bo chce mieć lepiej. Nie bacząc na innych, osiąga sukces - w przemyśle tekstylnym. Występki, szwindle, cudzołożenie. Los figle płata - awaria Studebakera, trzeba we wsi przenocować. A tam, impreza życia - wykwintne sery, dymiące półmiski, Bordeaux w koszyczkach - z emerytowanymi przedstawicielami prawa. Wielkie żarcie. I co się dzieje? Bierze udział w zabawie, grze, procesie, niewinny przecież - tym upojony - wyznaje co nieco przed groteskowym sądem. Za oknem wisi późny księżyc, cieniutki sierp, lekki szum drzew. W kieliszkach iskrzy się Château Pavie 1921. Uświadomiono mu, mniema, że poznał siebie. Ach doceniony, kochany, głębszym człowiekiem się czuje, godnym szacunku, przyjaźni uczonych i wykształconych mężów (teraz koniaku z pękatych kieliszków). Jakby zawierał znajomość z człowiekiem, którym sam jest, a którego spotkał gdzieś tam kiedyś tylko przelotnie. I okazało się, że zaplanował coś pięknego i dokonał tego, takie szczęście (szampana polejcie). Więc jednak żył prawdziwym życiem, był bohaterem, co za tym idzie (na czworakach) wyzbywa się pragnień - cóż pozostaje? Ktoś jednak zepsuł wspaniałe przyjęcie... gwiazdy blednące od dalekiego wschodu słońca, ostry krzyk ptaków, rześkość i rosa.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na 9 1 rok temu
Trudno o dobrego człowieka Flannery O'Connor
Trudno o dobrego człowieka
Flannery O'Connor
Flannery O’Connor „Trudno O Dobrego Człowieka” 7/10 (tytułowe 10/10!) Flannery O’Connor - jedna z mistrzyń samego Stephena Kinga („Trudno O Dobrego Człowieka” jest na jego liście poleceń w „Danse Macabre”), to autorka w Polsce mniej znana (choć ostatnio wyszedł prawie kompletny zbiór jej opowiadań), a bardzo niesłusznie, bo jej twórczość jest uznawana za kanon nowoczesnej literatury amerykańskiej. O’Connor tworzyła tzw. „southern gothic” - w jej wydaniu nie można tego oczywiście traktować jako gatunkowego „horroru”, ale istotnym tematem, przewijającym się przez jej opowiadania jest mrok przyczajony w duszy człowieka, a czasem pojawia się w nich krwawa plama okrucieństwa i przemocy. Najbliżej będzie jej do Shirley Jackson (z tomu „Loteria”), ale w niektórych momentach zachwyceni będą fani Cormaca McCarthy’ego, a nawet Jacka Ketchuma (!). („Trudno O Dobrego Człowieka”). Trudno O Dobrego Człowieka 10/10 Amerykańska rodzina wybiera się na wakacje na Florydę. Mąż, żona, troje dzieci i babcia. Babcia narzeka, że wyjeżdżają na Florydę, wolałaby Tennessee, stara się zniechęcić syna strasząc go, że właśnie na Florydzie uciekł z więzienia groźny morderca, Niezgoda (Misfit). Nikogo jednak nie obchodzą jej opowieści. W drodze kobieta zaczyna namawiać do krótkiego objazdu, by pokazać dzieciom starą posiadłość. Mimo niechęci syna, wykorzystując zainteresowanie wnuków, udaje jej się namówić wszystkich do skrętu w polną drogę. Droga jest długa, ciężka, terenowa, wściekłość syna narasta, i w pewnym momencie babcia ze zgrozą uświadamia sobie, że wszystko pomyliła, a dom znajduje się w innym stanie. Zanim jednak zdąży komukolwiek przekazać tę wiadomość, dochodzi do wypadku - auto spada do rowu. Oszołomieni pasażerowie wychodzą z przewróconego samochodu, żona w szoku trzyma się za złamany obojczyk. Puste, zakurzone pole, wokół nikogo, znikąd pomocy. Wkrótce jednak na drodze pojawia się inne auto. Kiedy wszyscy oddychają z ulgą, wysiadają z niego trzej mężczyźni a babcia z narastającą zgrozą rozpoznaje w jednym z nich Niezgodę, takiego samego, jak na zdjęciu w gazecie… + „Trudno O Dobrego Człowieka” rzekomo ma być religijnym moralitetem, traktującym o „łasce pańskiej” która spływa w finale na zbrodniarza - ale niech mnie kule biją, jeśli jego przekaz ma cokolwiek wspólnego z pochwałą Boga Miłosiernego, już raczej przypomina on budzące grozę makabreski starotestamentowe. To absolutnie przerażający southern gothic, opowiadanie najczarniejsze z czarnych, mroczne niczym powieści McCarthy’ego, pełne narastającej grozy eksplodującej w drastycznym, ketchumowskim finale, pełnym nie nadziei zbawienia a nihilizmu, drwiny z losu ludzkiego i gniewnej zadumy nad „wolą Boga”. Co ciekawe, „Trudno” rozpoczyna się niczym komedia i przez dłuższy czas skrzy się zgryźliwym poczuciem humoru. Jednak końcowe, mrożące krew w żyłach sceny zetrą uśmiech z twarzy czytelnika. 10/10 - absolutny niezbędnik dla fana literackiego horroru. + Mrok, zbrodnia i śmierć pojawiają się również w „Widok Na Las” - dziadek jest zakochany bez pamięci w swojej wnusi, ale reszty rodziny - swej córki, jej męża i pozostałych dzieci specjalnie nie lubi. Dziwnym nie jest, zważywszy, że zięć to gbur i, jak się okazuje, sadysta regularnie bijący swą córeczkę. Co dziwne, wydaje się, że ta bardziej szanuje ojca - przemocowca niż dziadziusia gotowego położyć jej wszystko u stóp. Kiedy pewnego dnia dziadek na złość zięciowi i córce postanawia sprzedać przydomowy trawnik pod stację benzynową, ukochana wnusia stanowczo dołącza do potępienia tej decyzji. Gdy doprowadzony do szału jej niegrzecznością dziadek postanawia, śladem ojca, wlepić niesfornej dziewczynce parę pasów, dochodzi do dramatu… O’Connor bawi się z czytelnikiem, zwodzi jego emocje - początkowo dziadek (taki amerykański Maciej Boryna) wydaje się, mimo swego zmierzłego charakteru, bohaterem pozytywnym, zwłaszcza na tle odrażającego, sadystycznego taty dziewczynki, w finale jednak wszystko staje na głowie a czytającego wali w twarz erupcja nagłej makabry. 9/10 - genialne + Starotestamentowym okrucieństwem przepełniona jest również „Rzeka”. Nowoczesne małżeństwo, postępowe, niewierzące i w tym braku wiary wychowujące jedynego syna. Opiekunka, gorliwa chrześcijanka, pewnego dnia zabiera małego na chrzest w wodach rzeki. Dzień później, po awanturze między nie interesującymi się nim rodzicami, samotny chłopiec wychodzi, by w wodach rzeki poszukać Królestwa Chrystusowego. Nie bardzo wiadomo, czy opowiadanie ma wzmóc wyrzuty sumienia u „nowoczesnych niewiernych” czy raczej zaszokować „boskim” sadyzmem? Mocna lektura - 7/10. + Z postępakami w ogóle O’Connor się nie patyczkuje. Oto „Kulawi Będą Pierwsi” - owdowiały opiekun społeczny za punkt honoru stawia sobie „wyprowadzenie na ludzi” czarnego sieroty z poprawczaka. Przyjmuje go do domu, hołubi (lekceważy i zaniedbuje przy tym własnego syna) nie spotyka się jednak z wdzięcznością. W swym „postępowym” szale jest jednak skoncentrowany wyłącznie na sobie, nadęty własną „prawością” i „szlachetnością” nie zwraca zupełnie uwagi na to, jak jest odbierany przez obu chłopców, nie zauważa ich potrzeb emocjonalnych, co doprowadzi do kapitalnego, mrocznego finału (8/10). + Innym „postępakiem” jest nowoczesny syn towarzyszący swej „tępej”, konserwatywnej matce podczas jazdy autobusem. Kobieta jest jawną i obrzydliwą rasistką, czemu daje wyraz w wygłaszanych poglądach i zachowaniach, a postępowy i nowoczesny syn zaciska z wściekłości zęby, strofuje matkę a przy tym rozpamiętuje swe rozliczne „krzywdy”. Na koniec opowiadania jednak to on okazuje się jednak naprawdę zły - to on jest nieczuły i niewdzięczny, Za karę zostanie sam bez szansy okupienia swych krzywd. (Dość podobnie ukształtowany jest „Dreszcz”). + Dusznym klimatem amerykańskiego południa, obłudy przesycone są dwa inne opowiadania. (w obu pojawia się figura Złowrogiego Przybysza, gotowego zniszczyć szarą codzienność). W „Ocalisz Życie, Może Swoje Własne” matka za wszelką cenę chce znaleźć męża dla swej ociężałej umysłowo dziewczyny, gotowa jest za to dużo zapłacić, kupujący jednak okaże się dużego kalibru niegodziwcem. W „Poczciwi Wiejscy Ludzie” jest trochę na odwrót. Postępowa, wykształcona (tyle, że nieatrakcyjna i kaleka), ateistyczna dziewczyna początkowo lekceważy wędrownego sprzedawcę Biblii, którego, jako tytułowego „poczciwego wiejskiego człowieka” polubiła jej matka. Niemniej krew nie woda - chłopak jest chłopak, a dziewczyna dziewczyną - wkrótce więc dwoje młodzi spotkają się tete a tete. Tym razem nie ma makabrycznego finału, otrzymujemy za to jeszcze jedno wejrzenie wgłąb mroku, spoczywającego na dnie ludzkiej duszy. + Z innych opowiadań warto jeszcze zwrócić uwagę na przewrotny „Przybytek Ducha Świętego” - wychowywane w pobożności dziewczęta przeżyją szok, kiedy odwiedzając prowincjonalny wędrowny lunapark natrafią - jako atrakcję - na pokaz….hermafrodyty (sic!), i „Sztuczny Murzyn”, jeszcze jeden gorzki moralitet, w którym opisując wyprawę do miasta dziadka ze swym wnukiem, w scenie rodem z biblijnego zaparcia się św. Piotra O’Connor ujawni ludzką słabość - obłudę i tchórzostwo w obliczu zagrożenia. + Co charakterystyczne, Flannery O’Connor była gorliwą katoliczką, kwestia wiary i roli człowieka wobec Boga stanowi istotę, sedno przekazu zawartego w jej opowiadaniach, ale zaiste, nie są to komunały wygłaszane przez znudzonych kapelonków na niedzielnych kazaniach, nie są to puste, obrane z treści zaklęcia hierarchów czy innych „zawodowych katolików”. O, jeśli uznać twórczość O’Connor za naznaczoną religijnością, to nie ma tu banalnych recept i komunałów, za to pełno znaków zapytania i wyzwań stawianych wierze, a wszystko to z literacką i psychologiczną maestrią. O taką ewangelizację chodzi! Tytułowe opowiadanie to dla fanów grozy „must read”, bezwzględny kanon, pozostałe już niekonieczne - ale lektura Flannery O’Connor będzie dla wszystkich fanów amerykańskiej prozy, dla fanów Stephena Kinga, ale i dla fanów literackiego weirdu znakomitą przygodą (nb. rzadko zdarza się autor, który łączy w sobie narracyjność Kinga i dziwaczność weird fiction. Flannery O’Connor, obok np. Shirley Jackson, ma taką umiejętność). PS. Jasne, że punktem wyjścia było Danse Macabre, ale sam King to byłoby za mało, jeszcze by ta O’Connor latami na półce leżała, gdyby nie Olga Kowalska z Wielkiego Buka, która mi na pilną konieczność lektury „Trudno…” zwróciła uwagę. 100 razy tak! - Dzięki Olga! PPS. Jest dostępne nowe wydanie - prawie kompletny zbiór opowiadań O’Connor - i najprawdopodobniej po niego sięgnie osoba, która dziś chciałaby poznać jej twórczość, ja jednak czytałem stare, jeszcze PRLowskie wydanie, zawierające wybór najbardziej znanych i znaczących jej dokonań.
Galfryd - awatar Galfryd
ocenił na 7 3 lata temu
Ragtime E. L. Doctorow
Ragtime
E. L. Doctorow
Ameryka na początku XX, okres szalonego rozwoju i zmian społecznych. Napływ emigrantów, slumsy, praca dzieci, ludzie umierający na ulicach, wielomilionowa armia bezrobotnych. Strajki w fabrykach, związki zawodowe, emancypacja, rasizm i walka z nim. Z drugiej strony początek wielkich fortun, wynalazków, pojawiających się okazji i szybkich awansów społecznych, czas, gdy powiedzenie „od pucybuta do milionera” miało sens i było możliwe. Wiek rozumu i ucieczki od niego. „Ameryka stała na progu dwudziestego wieku, była krajem parowych kopaczek i lokomotyw, statków powietrznych, motorów spalinowych, telefonów i dwudziestopięciopiętrowych gmachów. Ale, rzecz ciekawa, nawet najwięksi pragmatyści mieli skłonność do okultyzmu.” Na tym tle historia jednej zamożnej rodziny, czarnego pianisty i owdowiałego emigranta z Europy, których losy przeplatają się z realnymi postaciami tej epoki - tancerki Eweliny Nesbit i jej, skazanego za zabójstwo architekta Stanforda White’a, męża Harry’ego K.Thaw, iluzjonisty Harry’ego Houdini , czy anarchistki i aktywistki Emmy Goldman. Narracja skacze pomiędzy tymi bohaterami i wątkami, sprawiając, że ma się wrażenie, iż bohaterowie tej książki są jedynie pretekstem dla pokazania losów prawdziwej bohaterki jaką jest Ameryka- kraj możliwości, ale też upadku dla niektórych. To powieść pędząca w rytmie tytułowego ragtime’u, wielowątkowa i bardzo filmowa. Przeniesiona na ekran w 1981 roku przez Milosa Formana. Miałam wrażenie zbytniej „powierzchowności” i skakania po wątkach ale warto sięgnąć dla klimatu, wskroś amerykańskiego, przesiąkniętego nostalgią za czasami możliwości i formowania, które już się nie powtórzą i dla obrazów, które jak film przewijają się w głowie podczas lektury.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na 6 3 miesiące temu
Miriam Truman Capote
Miriam
Truman Capote
Zniewolenie – to słowo przyszło mi do głowy jako klamra spinająca wszystkie opowiadania z tego tomiku. Zniewolenie cudzą charyzmą, własnymi nieokreślonymi lękami, nadmierna pewność siebie lub przeciwnie – jej brak. Takie są cztery intrygujące postaci kobiece lekko zagubione w sobie i w rzeczywistości – bohaterki czterech krótkich opowiadań z tego tomiku. Do tego jeszcze tajemnica, dreszczyk grozy i szerokie pole do popisu jeśli idzie o interpretację zdarzeń. Sylwia z „Pana Bidy” to młoda dama, która usiłuje ułożyć sobie życie w wielkomiejskiej dżungli, na własny rachunek i nie będąc uzależniona od ludzi użyczających jej dachu nad głową. Tymczasem ta samodzielność prowadzi ją do absurdalnego uzależnienia od przedziwnego człowieka, który skupuje ludzkie sny. Od razu przypomniał mi się Murakami, u którego ktoś czytał sny z czaszek jednorożca, gruby pomysł, wow! Nasza bohaterka szybko blednie, chudnie a mimo to żyje w stanie nienormalnej ekscytacji. W końcu znajdzie się w stanie, gdzie nikt już nie może jej nic zabrać ani ukraść. Może to właśnie szczęście? „Dzieci w dniu urodzin” miały szczęście zapoznać się z rezolutną i nieco wyniosłą panną Bobbit. To dziewczę bardzo młode (normalne dziewczynki w jej wieku grają w klasy i czeszą lalki) ale tak pewne siebie, urocze i świadome własnej niewątpliwej wartości, że już wkrótce owija sobie wokół paluszka całą bandę nieokrzesanych wioskowych chłopaczysków, podporządkowuje swej woli nawet dorosłych i rządzi w miasteczku jak udzielna księżna. Koniec nastąpił zbyt szybko by upewnić się, czy była to charyzmatyczna cwaniara – socjopatka, czy zmotywowana młoda dama z wielką szansą na sławę… Z kolei tytułowa Miriam to śliczne małe dziewczątko o srebrzystych warkoczach i żelaznej stanowczości, które nawiedza starszą samotną wdowę, od lat żyjącą według nudnej rutyny i w której życiu chyba nigdy nie działo się nic ekscytującego. Czy Miriam to zmieni? Według mnie starsza pani chyba spotkała i odnalazła samą siebie sprzed lat. Może dalsza część jej losów okaże się bardziej radosna? A może przeciwnie – Miriam zaprowadzi ją do domu dla obłąkanych? Studentka Kay z „Drzewa nocy” wraca pociągiem z pogrzebu krewnego i dostaje się pod „opiekę” dziwacznej pary, ni to pijaków, ni to oszustów, oczajduszów czystej wody, wobec których dziewczyna odczuwa całą symfonię uczuć – od odrazy, poprzez lęk, współczucie, fascynację i … zniewolenie. A wokół nich upiorna noc, huk pociągu i obudzone wszystkie strachy z usłyszanych w dzieciństwie opowieści… Przyznam, że lektura „Śniadania u Tiffanyego” była dla mnie mniej fascynującą przygodą niż oglądanie ślicznej Audrey Hepburn w ekranizacji. Te opowiadania „siadły” znacznie mocniej. Naprawdę warto poczytać!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 10 miesięcy temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem), która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na 6 4 miesiące temu

Cytaty z książki Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poczciwi wiejscy ludzie. Opowiadania