Ulica Gołębia

Okładka książki Ulica Gołębia autorstwa Kornel Filipowicz
Okładka książki Ulica Gołębia autorstwa Kornel Filipowicz
Kornel Filipowicz Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Głowy Wawelskie literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Głowy Wawelskie
Data wydania:
1966-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1966-01-01
Język:
polski

Ta książka nie posiada jeszcze opisu.

Średnia ocen
7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ulica Gołębia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ulica Gołębia

Średnia ocen
7,3 / 10
11 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Ulica Gołębia

avatar
1309
398

Na półkach: ,

Historia grupy studentów w przededniu wybuchu wojny. Bardzo dobrze oddaje nastroje społeczne jakie panowały w Polsce w ostatnich latach przed wojną. Filipowicz zgrabnie wplótł je w codzienne losy bohaterów. Wiele się można dowiedzieć o życiu w tamtym okresie. Nie jest to może jakieś wybitne dzieło, ale jak najbardziej warte zapoznania.

Historia grupy studentów w przededniu wybuchu wojny. Bardzo dobrze oddaje nastroje społeczne jakie panowały w Polsce w ostatnich latach przed wojną. Filipowicz zgrabnie wplótł je w codzienne losy bohaterów. Wiele się można dowiedzieć o życiu w tamtym okresie. Nie jest to może jakieś wybitne dzieło, ale jak najbardziej warte zapoznania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1695
733

Na półkach: , , ,

Rok 1933, Kornel Filipowicz zabiera nas w świat studentów, pokolenia urodzonego na początku I wojny światowej. Pokolenia, którego umysły trawi niepokój i niepewność czasów, w których przyszło im żyć. Bieda, kombinowanie jak związać koniec z końcem, jak przeżyć gdy jedyne czym możemy wypełnić żołądek to ciepła herbata. Ale przede wszystkim: co myśleć, jak się zachować? Długie, czasami nocne rozmowy, pierwsze gorące uczucia, ale także śmierć bliskiej osoby.
Klimat krakowskich ulic: Gołębiej, Grodzkiej czy Dolnych Młynów z "cygarfabryką", ale także ziemi cieszyńskiej i domu rodzinnego, "wychowania leśnego", wiejskich problemów, wsi zależnej od "swoich ludzi" przysyłanych z góry do pilnowania porządku.
Powieść nostalgiczna, pełna smutku. Wspaniały obraz czasu międzywojnia.

Rok 1933, Kornel Filipowicz zabiera nas w świat studentów, pokolenia urodzonego na początku I wojny światowej. Pokolenia, którego umysły trawi niepokój i niepewność czasów, w których przyszło im żyć. Bieda, kombinowanie jak związać koniec z końcem, jak przeżyć gdy jedyne czym możemy wypełnić żołądek to ciepła herbata. Ale przede wszystkim: co myśleć, jak się zachować?...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
997
952

Na półkach: , , , , ,

„...Okolica była też przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian "cygarfabryką", rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu i co tydzień, w sobotę, ożywiała okoliczne szynki i sklepiki. W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki, wierzyciele i handlarze sznurowadeł, lusterek i prezerwatyw, sklepikarze i dziewczęta pragnące pójść do kina, a potem na spacer – wszyscy czekali, aż syrena oznajmi koniec pracy, a z bramy zaczną wychodzić ludzie z pieniędzmi w kieszeniach...”

"...Przedstawicielstwo "Fotoemalii" na teren mało eksploatowany(...)zaopatrując nowożeńców w "trwałe pomniki tego wielkiego dnia", jak reklamował zdjęcia ślubne, wykonywane na lekko wypukłej płytce emalioanej blachy, na których para małżeńska, o różowych wyrazistych twarzach i czarnych ondulowanych włosach, uśmiechała się do siebie w aureoli uformowanej z czegoś puszystego, waty czy obłoków. Artykuł ten nie był tani, ale znajdował odbiorców; biedni, zaharowani ludzie czuli nieodpartą potrzebę przekazania dzieciom swojej utraconej młodości, pokazania im gładkiej, uśmiechniętej twarzy, jaką mieli lat temu dwadzieścia, zanim poryły ją głębokie bruzdy, a miał węglowy wżarł się głęboko w pory skóry..."

Filip Kornelowicz przenosi nas w lata 1933 - 1939 do Krakowa ulicy Dolnych Młynów, która była enklawą tytoniową...dzisiejsza enklawa restauracji, pubów i barów. Przed wojną mieściła się tam Państwowa Fabryka Cygar i Wyrobów Tytoniowych będąca jednym z filarów polskiej gospodarki okresu II RP.
Początkiem działalności polskiego przemysłu tytoniowego była fabryka wyrobów tytoniowych w Krakowie, która mieściła się przy ul. Dolnych Młynów.
Należała do Austriaków (C.K. Fabryka Tytoniu, Kaiserliche Koenigliche Tabakfabrik)i powstała w 1876 r. w celu zaopatrzenia w tytoń żołnierzy licznie obsadzających fortyfikacje Twierdzy Kraków.
Ogromne zainteresowanie i zapotrzebowanie na tytoń poza Krakowem powstają kolejne fabryki: tytoniu w Winnikach pod Lwowem i warszawskiej Ochocie oraz cygar w Zabłotowie w Małopolsce Wschodniej.
Spożycie wyrobów tytoniowych wzrosło i przekładało się na zwiększenie wpływów budżetowych. W 1925 r. na głowę przypadało średnio 598 gramów tytoniu, a pięć lat później już 692 gram.
Uruchomiono kolejne fabryki w Białymstoku, Bydgoszczy, Gronie, Kościanie, Kowlu, Łodzi, Monasterzyskach, Poznaniu, Radomiu, Starogardzie, Wilnie i Wodzisławiu. W 1928 r. Polski Monopol Tytoniowy stanowi produkcję wynoszącą rocznie ponad 10 milionów sztuk papierosów.

Tytułowa ulica Gołębia zachęca do poznania żródeł historycznych.
Ulica Gołębia jest jedną z najstarszych ulic Krakowa. Została wytyczona już w czasie wielkiej lokacji miasta w roku 1257. Obecnie biegnie jednym traktem od ulicy Brackiej do Krakowskich Plant - długość 265 metrów. Odchylenie i krzywizna jest znakiem historii, gdyż były to dwa samodzielne organizmy komunikacyjne. Odcinek od ulicy Wiślnej do murów miejskich był określany jako ulica Ostatnia, zaś fragment od Brackiej do Wiślnej jako bezimienny zaułek.
Kiedy po 1400 roku, z funduszy Jadwigi, król Jagiełło zaczął od nowa organizować instytucje akademickie, ulica Ostatnia weszła w skład tak zwanego kwartału uniwersyteckiego (ostatnia stała się Gołębią niższą, a ta bezimienna- Gołębią Wyższą. Scalone dwie Gołębie dopiero w 1881 roku, a historia pozostawiła swój ślad w postaci krzywizny oraz charakteru zabudowy. Na części skierowanej ku plantom dominuje zabudowa uniwersytecka, zaś od ulicy Brackiej kamienice czynszowe o mniejszej wartości estetycznej. W roku 1830, na Gołębiej zapłonęły, pierwsze na ziemiach polskich lampy gazowe. Karol Mohr prowadził eksperyment z użyciem gazu koksowniczego. Pomysł bardzo nowatorski i realizacją trzeba było czekać aż do roku 1857, kiedy to na stałe pojawiło się oświetlenie miejskie.
Spacerując dzisiejszą ulicą warto przyjrzeć się kamienicom, architekturze i detalom, i ich historii sięgającej XIX wieku i otwiera ją ówczesna własność hrabiostwa Ankwiczów, ich córki Henrietty, wieszcza Adama Mickiewicza i ich nieszczęśliwej miłości, która stała się przyczyną powstania dwóch wierszy: „Do mojego Cicerone” i „Do Henrietty” oraz widzenia Ewy w IV scenie, III części „Dziadów”.
Kolejni właściciele to Florian Straszewski, który był pomysłodawcą Plant...ale i sławnym organizatorem "obiadów" z partyjką kart, które przyprawiały biedną małżonkę o paplitacje serca, gdy zastanawiała się, ileż to osób może wpaść tym razem.
Następnym właścicielem był Karol Klonass Zręcki, współwłaściciela pierwszej na świecie kopalni ropy naftowej.
Dom nr 3 związany jest z kombatantem powstania listopadowego dr Józefem Placerem (1803- 1871). Całe życie spędził w Krakowie, gdzie ukończył medycynę i pracował jako chirurg i położnik w szpitalu świętego Łazarza.
Dom nr 4 zagościł rzemieślnika Roberta Jahoda - introligatora, który w sposób artystyczny nadał różnorakim drukom formę artystyczną.
Dom nr 7 to dawna bursa Ubogich.
Dom nr 11. Collegium Minus.
Dom nr 13. Collegium Physicum, zwane też Witkowskiego.
Dom nr 18 Na początku XVI wieku powstały tutaj dwie budowle: jedna drewniana, a druga murowana. Połączenie obu nastąpiło dopiero na początku XIX wieku, kiedy to wspominany Franciszek Bogucki, zakupił działki w drodze licytacji, tworząc przejazd do stajni i wozowni zajazdu znajdującego się obok. Zabudowa spłonęła w 1950 roku. Po tym zdarzeniu kamienicę wyremontowano, zachowując barokowy, XVII- wieczny, boniowany portal. W latach 20-tych XX wieku mieściła się tutaj ambasada Czechosłowacji.
Kończymy spacer przy numerach 22-24 Collegium Novum i Dąb Wolności. Drzewo zostało posadzone w 1919 roku w celu upamiętnienia odzyskania niepodległości.

Dwudziestolecie międzywojenne to szczególny czas dla Polski i Europy, nasz kraj po 123 latach wraca na mapę świata i Europy, ale to czas wielkich zmian. Rozwój i zmiany społeczno - ekonomiczno - polityczne, alter ego Filipowicza - Jan Borecki i Michał Jaroń zaczynają studia na UJ, okres studencki to czas organoleptyki i marzeń, i złudzeń, które pozostają gorzkim niesmakiem kontra 1933 rok, gdy Adolf Hitler zostaje kanclerzem Niemiec. Faszyzm i socjalizm rosną w siłę po przeciwnych stronach barykady. III Rzesza pod wodzą Hitlera zajęła w 1938 roku terytorium Czechosłowacji i Austrii. Był to jednak tylko początek brutalnych działań wojennych. W 1939 roku Hitler podpisał z Józefem Stalinem pakt...a dalej już wiemy, że 21 lat względnego pokoju skończyło się...

Warto sięgnąć po tę książkę, która była wydana w 1955 roku, to początek twórczości prozaika, który stał się mistrzem małych form, piękna polszczyzna i opisy, oddanie klimatu i perfekcyjna drobiazgowość, zwyczajna niezwyczajność, autobiograficzne wątki i namacalność autora, nieporadność i toporność w dialogach zatrzymana w czasoprzestrzeni ulicy Gołębiej, uchwycenie i zaobserwowanie zmian społeczno - polityczno - ekonomiczno - obyczajowych, zapachu tytoniu, monidła i zbliżającego się końca pewnego świata...porządek społeczny zachwieje się i nie wróci do poprzedniego stanu.

„...Okolica była też przyjemna, ruchliwa: pobliska wytwórnia papierosów, zwana przez krakowian "cygarfabryką", rozsiewała wokół duszny aromat tytoniu i co tydzień, w sobotę, ożywiała okoliczne szynki i sklepiki. W dzień wypłaty, na długo przed otwarciem szerokiej, warownej, podobnej do wrót więzienia bramy fabryki, wystawały już na chodnikach matki z dziećmi, prostytutki,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Ulica Gołębia na półkach głównych
  • 28
  • 14
14 użytkowników ma tytuł Ulica Gołębia na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy Kornel Filipowicz, Wisława Szymborska
Ocena 7,6
Najlepiej w życiu ma Twój kot. Listy Kornel Filipowicz, Wisława Szymborska
Okładka książki Projekt mężczyzna Janusz Anderman, Hanna Bakuła, Miron Białoszewski, Jacek Bierut, Anna Bolecka, Agnieszka Drotkiewicz, Błażej Dzikowski, Kornel Filipowicz, Natasza Goerke, Anna Janko, Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Miłka O. Malzahn, Łukasz Orbitowski, Jerzy Pilch, Grażyna Plebanek, Marta Podgórnik, Małgorzata Rejmer, Tadeusz Różewicz, Zyta Rudzka, Hanna Samson, Piotr Siemion, Justyna Sobolewska, Mariusz Szczygieł
Ocena 5,1
Projekt mężczyzna Janusz Anderman, Hanna Bakuła, Miron Białoszewski, Jacek Bierut, Anna Bolecka, Agnieszka Drotkiewicz, Błażej Dzikowski, Kornel Filipowicz, Natasza Goerke, Anna Janko, Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Miłka O. Malzahn, Łukasz Orbitowski, Jerzy Pilch, Grażyna Plebanek, Marta Podgórnik, Małgorzata Rejmer, Tadeusz Różewicz, Zyta Rudzka, Hanna Samson, Piotr Siemion, Justyna Sobolewska, Mariusz Szczygieł
Kornel Filipowicz
Kornel Filipowicz
Filipowicz Kornel (1913-1990),polski prozaik. Jako student biologii w Uniwersytecie Jagiellońskim był działaczem lewicowych organizacji ZMS i MOPR. Współredaktor miesięcznika Nasz Wyraz (1936-1939),sympatyzującego z lewicą i poetycką awangardą. W okresie okupacji, po ucieczce z niemieckiej niewoli pracował w kamieniołomach w Zagnańsku pod Kielcami 1940-1943. Współpracował z konspiracyjną grupą lewicową Polska Ludowa w Krakowie. Aresztowany w 1944, przeszedł przez obozy koncentracyjne Gross-Rosen i Oranienburg. Nawiązywał w swoich utworach do czasu II wojny światowej, np. w debiutanckim tomie opowiadań Krajobraz niewzruszony (1947),cyklu powieściowym Nauka o ziemi ojczystej (tom 1-2, 1950-1955),Niepokój młodego serca (tom 1-2, 1955-1958),Ogród pana Nietschke (1965). Mistrz krótkich form prozatorskich: mikropowieści i opowiadań, w których zastosował pogłębioną analizę psychologiczną, m.in. Profile moich przyjaciół (1954),Ciemność i światło (1959),Biały ptak (1960),Romans prowincjonalny (1960),Pamiętnik antybohatera (1961),Mój przyjaciel i ryby (1963),Mężczyzna jak dziecko (1967),Śmierć mojego antagonisty (1972). Współautor (wraz z T. Różewiczem) scenariuszy m.in. do filmów Miejsce na ziemi (1960),Głos z tamtego świata (1962).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Ulica Gołębia przeczytali również

Samotność Ewa Szelburg-Zarembina
Samotność
Ewa Szelburg-Zarembina
Kojarzona z wierszami dla dzieci ("Idzie niebo ciemną nocą...") Ewa Szelburg-Zarembina pisała również dla doroslych. I to jak! Kiedy po powstaniu warszawskim trafiła do obozu w Pruszkowie, rozpoznał ją wierny czytelnik, Niemiec, i uratował jej życie. Prawdopodobnie zaczytywał się w jej wydanej w połowie lat 30. "Wędrówce Joanny", uwielbianej przez krytyków i czytelników, tłumaczonej na inne języki. Po wojnie skupiła się na tworczości dla najmłodszych (liczne wiersze, "Chłopiec z perły urodzony", "Przez różową szybkę"). Dziś pisarka ta jest niemal zapomniana, chyba nawet jej utworów dla dzieci nie ma już na liście lektur. Pod koniec lat 80. nakręcono popularny serial oparty na pisanym przez 30 lat cyklu "Rzeka kłamstwa" (w skład ktorego weszła wspomnina "Wędrówka Joanny"),ale renesans Szelburg-Zarembiny nie nastąpił. "Samotność" to kilkanaście opowiadań wydanych na początku lat 60. Akcja toczy się we Włoszech, gdzie autorka przez kilka lat towarzyszyła mężowi, attaché kulturalnemu. Te historie są wstrząsająco smutne, świetnie napisane. Króciutkie, lapidarne, bez jednego zbędnego słowa. O tytułowej samotności i o starszych kobietach, które się z nią mierzą, nawet jeśli mają rodzinę. Są niepotrzebne, odsunięte na margines, traktowane obojętnie. Nawet przez własne dzieci, które żyjąc w pędzie nie zwracają uwagi na swoje coraz bardziej kruche, zagubione, wyobcowane matki. Opiekują sie nimi, owszem. Nawet ściągają z szarej powojennej Polski do swoich bogatych krajów. Ale nie mają dla nich czasu. Z bardzo pesymistycznym klimatem opowiadań współgrają genialne rysunki Olgi Siemaszko, wielka szkoda, że nie mogę ich tu dołączyć. Bardzo mnie poruszyły te historie. Będę szukała innych książek Szelburg-Zarembiny. Świetna proza! 8/10
Agata - awatar Agata
oceniła na81 rok temu
Opowieść o Såmie Per Olof Sundman
Opowieść o Såmie
Per Olof Sundman
Miłość, umiejętność wybaczania i dobre serce to jedne z bardzo ważnych, jeśli nie najważniejszych zalet, jakie każdy człowiek powinien posiadać i się nimi charakteryzować. Ale nie zawsze tak jest, niestety. W pogoni za pieniądzem, robieniem kariery, zdobywaniem kolejnych lajków, często zatracamy te jakże podstawowe, przypisane nam od urodzenia umiejętności empatii, współodczuwania, umiłowania drugiego człowieka. Wydawać by się mogło, że czasami lepiej ukrywać prawdziwe uczucia, żeby nie zostać zdradzonym czy oszukanym, a nawet wyśmianym. Żeby nie cierpieć. Ale czy tak powinno być? Może jednak warto się trochę sparzyć, dostać po d....e, żeby wzmocnić swój charakter, swoją moc w sposób naturalny, ludzki. Bo takie "granie" kogoś kim tak naprawdę nie jesteśmy może się dużo gorzej skończyć. Poza tym jest to chyba dość męczące i może doprowadzić do obłędu tak cały czas udawać i musieć się kontrolować na każdym kroku. Nie wiem, tak przypuszczam... Uczucia z jakimi mają do czynienia bohaterowie Opowieści o Samie są prawdziwe, bolesne i dramatyczne. Brak zrozumienia, empatii, nieumiejętność wybaczenia, zdrada i żądza zemsty to bardzo pierwotne instynkty nad którymi powinniśmy umieć zapanować. Dla człowieka o kryształowym sercu i czystych intencjach pewne zachowania, zdrada w szczególności zawsze będą bardzo bolesnym i traumatycznym przeżyciem, ale nie oznacza to, że należy rezygnować z siebie, ze swojego prawdziwego ja, poddawać się presji otoczenia czy otaczających nas osób. Bycie sobą wbrew wszystkim i wszystkiemu może być ciężkie, ale nie niemożliwe do zrealizowania i takie przesłanie, z którym w całości się zgadzam ja wyniosłam z tej opowieści. Serdecznie polecam.
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na64 lata temu
Listy do pani Z. Kazimierz Brandys
Listy do pani Z.
Kazimierz Brandys
Zarówno głęboki, jak i zaskakująco aktualny, a dość gorzki, za to piekielnie inteligentny, zapis samoświadomości polskiego inteligenta (co tu dużo gadać: lewicowego) z przełomu lat 50.; i 60. Autor rozbiera na czynniki pierwsze „kłopoty z Polska” i z samym sobą, z etosem wymarłej już inteligencji, stosunkiem do Europy oraz inne tematy ważne dla pokolenia dawnych pisarzy. Wiele tu wspaniałych tekstów, np. o tym, jak obcować z arcydziełami sztuki: ”Pierwszy więc warunek: wybierać. Nie oglądać wszystkiego – przeprowadzić selekcję. Zatrzymywać się tylko przy tym, co naprawdę obchodzi, co samo zatrzymuje. Odjąć wzrokowi obowiązki – pozostawić mu tylko wrażliwość. Nie patrzyć – raczej szukać spojrzenia sztuki, poczuć je na sobie”. Z tą refleksją kojarzy mi się wizyta w Zwingerze sprzed 40 już niemal lat. Gdy szedłem do sali mistrzów holenderskich, okiem zaledwie rzuciwszy na mocno plakatową „Madonnę sykstyńską” Rafaela, spostrzegłem radzieckiego turystę. Na tyle mnie zadziwił, że dłuższy czas obserwowałem tylko jego, a nie obrazy - Facet – który najwyraźniej nie czytał Brandysa - szedł równym krokiem gwardzisty po galerii. Każdy obraz obdarzał spojrzeniem przez jakieś 2-3 sekundy, lekko tylko zwalniając. „Zaliczył” zatem wszystkie malowidła - dziś by zapewne z co drugim robił selfie… …. | Autor kocha Włochy, jak każdy człowiek zakochany w sztuce i radości życia, czego brakuje krajowi nad Wisłą. Przykuwają uwagę teksty o zatłoczonym pełnym spalin i głosów Rzymie. Do mnie szczególnie mocno trafił tekst o jednym z najpiękniej położonych miast świata, niezapomnianym Orvieto: „Góra okręcona autostradą, trzeba wrzucić drugi bieg. Najbardziej patetyczna ekspozycja miejsca, jaką zdarzyło mi się widzieć; umocowane na wysokim cokole, obwarowane, zamknięte – miasto w chmurach”. Świetna analiza „W samo południe”. Dlaczego szeryf został sam? „Smith wyszedłby z fuzją przed próg, gdyby wiedział na pewno, że Brown także wyjdzie z fuzją przed próg, a prawdopodobnie Brownowi brakło tej samej pewności co do Smitha. W rezultacie kilkuset Brownów i Smithów zamknęło się w domu ”. Najważniejsze zaś, że „w filmie nie pada słowo oskarżenia pod adresem natury ludzkiej. Nikt nie został nazwany bohaterem, ale i nikt nie został ogłoszony tchórzem”. Najbardziej poruszający był dla mnie esej o psie Autora, olbrzymim buldogu, który „nie znał swojej siły, był samą ufnością. Czasem napadały go inne psy. Reagował na to zdumieniem (...) tak samo zdumiewało go, że sam wzbudza strach (…),gdy dzieci przed nim uciekały, nawet ich nie gonił, siadał i dziwił się. (…) Skakał na ludzi znienacka, żeby polizać ich w twarz. Padali przeważnie na twarz”. I tylko nie wiem jednego: czy ta psia figura miała kogoś lub coś symbolizować…. Niektóre teksty mogłyby powstać i dziś, np.:: „Co powie lewica? Co powie prawica? Co rzekną pryncypialiści, a co realiści? Wszyscy tkwimy w kleszczach podwójnej opinii publicznej i od dawna nie wiemy, kim naprawdę jesteśmy”. „W życiu bywa różnie (jak kiedyś rzekł Heidegger),toteż może się zdarzyć, że na Żoliborzu zamieszka świniowaty kołtun”. „Zawiść, która szarpie Polaków jest ogromna (…) Sukces bliźniego musi być zrównany z ziemią, w której obydwaj będą kiedyś leżeć i w której leżą ich przodkowie”. ”Na rodaków trzeba się wściekać, nasz patriotyzm polega bowiem na zdenerwowaniu. Być patriotą w Polsce jest to szczególny stan, doprowadzający nieraz do poważnych zaburzeń psychicznych”. „Pani przyjaciel padł ofiara napaści prasowej. Nie jest pani pewna, jak się w takich razach należy zachować. Udawać nieżywego. Tak jak przy spotkaniu z niedźwiedziem: położyć się i nie oddychać. (…) Napastnikowi - tłumaczył - nie trzeba przeszkadzać być świnią”. „Nasze polemiki osobiste są podobne do śmiertelnych zapasów; przeciwnicy walczą z oczami nabiegłymi krwią, od czasu do czasu słychać charkot. We Francji, Anglii czy we Włoszech traktuje się to mniej serio: insynuacje, oszczerstwa i repliki codziennie latają w powietrzu i publiczność przygląda się temu z uśmiechem”. „Przeciętny warszawiak, dla którego problem polega na tym, jak się dostać do tramwaju między 15 a 17, jest słabo zaangażowany w sferę lęków kosmicznych”. Wiele tu mocno ironicznych, i chyba nie na czasie wobec dzisiejszej wojny kulturowej, rozważań na temat naszego (?) europejskiego statusu… ”Jesteśmy kresowiakami Europy i na kresach tworzymy o niej mity”. „- Bądź Europejczykiem – słyszałem jego (ojca) stłumiony, gniewny głos.. Nigdy nie wpadło mu na myśl, dlaczego z nas dwóch zawsze ja musiałem być Europejczykiem; widocznie już wtedy to pojecie było elastyczne”. ”- Bądź Europejczykiem” – powtarzam to sobie w różnych sytuacjach. Słowo „Europejczyk” było dla moich rodziców imieniem chrzestnym człowieczeństwa. Mówili: - Prawdziwy Europejczyk! – zachwycając się czyjąś bezinteresownością, a jednocześnie narzekali na egoizm Anglików, skąpstwo Francuzów i krętactwo Włochów”. „Czy Pani sądzi, że nad moim łóżeczkiem nie wisiał książę Józef skaczący do Elstery? Europa jest usiana miejscami polskich skoków narodowych, niech Pani tylko policzy: Kahlenberg, San Domingo, Somosierra, Elstera, Monte Cassino”. ”Co mnie olśniewa u wielkich realistów: umiejętność naturalnego ukazania całości poprzez jej część, procesu – w zdarzeniu, zjawiska - w fakcie”. I jeszcze sporo przemyśleń egzystencjalnych.. „Od dawna podejrzewam, że najniebezpieczniejsze dla człowieka są sytuacje, w których najlepiej się czuje. Zdradza się z tym od razu: łatwiej ukryć rozpacz niż zadowolenie z siebie” „W procesie poszlakowym prócz sądu bierze udział opinia publiczna, tzn. tysiące ludzi gorzej poinformowanych o faktach niż o przykazaniach. (…) Dla tysięcy ludzi staje się Pani winna, ponieważ myśl, że sprawca może ujść bezkarnie jest dla nich trudniejsza do zniesienia niż myśl, że niewinny może być skazany”. To co Autor kiedyś przeżył, jest w nim żywe (a złowrogim cieniem wisi i dziś).., „Codziennie po przekroczeniu bramy uniwersyteckiej (w końcu lat 30.) znajdowaliśmy się w świecie rządzonym przez nienawiść i strach. Za sztachetami, na Krakowskim, ślicznie ubrane kobiety i panowie w eleganckich garniturach szli do kawiarni lub kupowali krawaty w „Old England” - u nas łamano kości i bito żelazem w twarz (…). Nie mieliśmy najmniejszych złudzeń, że faszyzm w Polsce jest gotowy”. „Dla nich Naród jest instancją nie podlegającą krytyce, synonimem zdrowego instynktu, niezachwianą i jednolitą opoką – my natomiast wiemy na pewno, że w narodzie są wartości dobre i złe, i że bywają dni, gdy złe mogą przeważyć”…. „Dlatego wybuch wojny moje pokolenie powitało czymś w rodzaju ulgi (…) Ci, dla których decydującym przeżyciem było zetkniecie się z faszyzmem we własnym narodzie, przyjęli jako ocalenie fakt, że w ciągu jednej wrześniowej nocy faszyzm stał się śmiertelnym wrogiem ich narodu, że podłość przyszła z zewnątrz. (…) Kraj uniknął spodlenia. Wiedzieliśmy, że idą dni złe, ale czystsze”. Niezwykła jest też – chyba prawdziwa – opowieść, jak Autor, prawnik z wykształcenia, uniknął wcielenia do korpusu sędziów wojskowych w latach 40. Uratowała go… literatura. W tym kontekście genialne myśli o tym, jak upadać, a konkretnie spadać z konia – a naprawdę chodzi oczywiście o Upadek. I na koniec jeden z najpiękniejszych cytatów: „Gdybym miał wybierać, wolałbym być latarnią morską niż żaglowcem, dachem niż chmurą, a nawet wyrzutnią niż pociskiem międzyplanetarnym”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na73 lata temu
4447 Anna Jókai
4447
Anna Jókai
Anna Jókai ur. 24 listopada 1932 w Budapeszcie, zmarła 5 czerwca 2017 roku. Była węgierską pisarką i nowelistką. W 1966 debiutowała krótkimi tekstami na łamach węgierskich czasopism literackich. Pierwszą powieść, zatytułowaną „4447” napisała w 1968 roku. Dziwny tytuł owej powieści nie uchyla nam nawet rąbka tajemnicy o czym będziemy czytać zagłębiając się w kolejne strony książki. Tymczasem autorka zaprasza nas na ulicę Tamo 36 do Józsefváros, peszteńskiej części miasta, położonej w bezpośrednim centrum Budapesztu. Tu znajduje się stara, zdezelowana kamienica na parceli numer 4447, którą zamieszkuje rodzina Szapper. A jest ich niemało. Gyula Szapper mąż głównej bohaterki Niusi to stary alkoholik. Córka Eszter ma już swoją rodzinę, męża i syna. Jonika oczko w głowie Niusi, to syn państwa Szapper. Jonika to inteligentny leń i obibok. Babcia Karolina to 86 letnia staruszka, mama pani Szapper. Oprócz tego mieszkanie, a właściwie jeden pokój dzielą z Jancim, przystojnym, zwariowanym "wynalazcą", najprawdopodobniej schizofrenikiem. W kamienicy mieszka również brat Niusi, Jóska zagorzały komunista wraz z żoną Manci, działaczką partyjną. Cała akcja, wszystkie wątki powieści toczą się w jednym miejscu, w zasadzie prawie wyłącznie w mieszkaniu państwa Szapper. Autorka nie rozprasza uwagi czytelnika nadmierną ilością szczegółów, eksponuje jedynie te najbardziej istotne, jednoznacznie wskazujące na najważniejsze cechy bohaterki. Niusia to herszt baba. Stoi na straży i rządzi wszystkim i tak właściwie wszystkimi. Postać Niusi jest zawsze na pierwszym planie, bez jej udziału nie może zapaść żadna decyzja, gdyż pierwsze i ostatnie słowo zawsze należy do niej. Niusia panuje niepodzielnie, konsekwentnie uprawiając grę pozorów. Kieruje się w życiu zasadą, że można złamać każdą normę moralną, byleby nic nie wyszło na jaw. Swoje brudy należy prać we własnym domu, a na zewnątrz zachować wizerunek porządnej rodziny. Obcowanie z nią staje się dla czytelnika przeżyciem dostarczającym zarazem niemałej dawki śmiechu, jak i refleksji. Chociaż pani Szapper jest w utworze bohaterką wielu komicznych scen, w ostatecznym rozrachunku ich wymowa nie nastraja wcale optymistycznie. Postępowanie jej budzi gorycz i odrazę. Autorka ukazuje drobnomieszczański styl życia. Obnaża zakłamanie osób, które zachowują standardy etyczne tylko pozornie, kierując się w życiu jedynie własnym interesem i wygodą. Tego rodzaju ludzie tworzą świat wartości na opak. Deklarują przywiązanie do zasad moralnych, lecz zmieniają ich sens. Wykorzystują je dla zaspokojenia własnych niskich potrzeb i zapominają o nich, kiedy są im niepotrzebne. Demaskuje i eksponuje zjawisko kołtunerii. Ukazuje, jak pieniądz przesłania bohaterom, a właściwie to najbardziej Niusi świat i sprawia, że żadne wyższe uczucia, pragnienia, potrzeby nie mają znaczenia. Tak właściwie można by jeszcze bardzo długo rozprawiać o tej niewielkiej objętościowo powieści, zawierającej niesamowite przesłanie, ukazującej przywary wielu rzeczywistych rodzin drobnomieszczańskich, skrywane pod poduszką przyzwoitości, którymi rządziła obłuda, zakłamanie i skrzywiona moralność. Kreując Szapperów pisarka zmierzała do napiętnowania i rozprawienia się z wadami takich rodzin. Czytając maiłam wrażenie, że cofnęłam się w czasie o kilkadziesiąt lat, kiedy czytałam naszą rodzimą "Moralność Pani Dulskiej" tak bardzo podobna treścią do niej jest"4447" I choć początkowo denerwowała mnie forma i przekaz ważnej treści, tak później z wielką frajdą przysiadałam, żeby w odrobinie wolnego czasu przeczytać choć kilka stron.
Perzka - awatar Perzka
oceniła na82 lata temu
Zabezpieczanie śladów Włodzimierz Odojewski
Zabezpieczanie śladów
Włodzimierz Odojewski
Pochodzę z rodziny, która przeżyła gehennę na Wschodzie zgotowaną im przez Sowietów. Od dziecka słyszałam o zbrodniach dokonanych na Polakach przez Rosjan od rodziny i znajomych Dziadków i Mamy. Po osiemdziesiątym roku najpierw w książkach z drugiego obiegu, a później z oficjalnych wydawnictw mogłam czytać o losach innych ludzi, skazanych na tę gehennę. Wtedy dzięki mojej Mamie, która kupowała wszystkie ukazujące się książki na ten temat, mogłam przeczytać bardzo dużo pamiętników i wspomnień. Dlatego moje podejście do tej lektury wygrzebanej z własnej biblioteczki różni się od odbioru ludzi, którzy na szczęście tego nie doświadczyli. Oczywiście czytając o tragicznych losach, często kończących się śmiercią Polaków w radzieckich łagrach, przy wyrębie tundry, budowie kolei i kanałów, w syberyjskich kopalniach zawsze jestem przerażona i uświadamiam sobie, że ludzie ludziom zgotowali ten los. To samo dotyczy przerażającej zbrodni katyńskiej, gdyż mój Dziadek, jako podoficer KOP (Korpusu Ochrony Granicy) mógł tam trafić. Na szczęście z jakiegoś powodu Rosjanie umieścili go w więzieniu, a później wywieźli na Syberię, dzięki temu przeżył. Najwięcej wzruszeń dostarczyło mi pierwsze opowiadanie, gdyż są zbieżne z losami mojej rodziny, wywieziony też tak jak bohater opowiadania do Kazachstanu, a wywieziony został z Husiatynia w powiecie Kopyczyńskim. Moja Mama urodziła się w Kopyczyńcach, a razem z rodzicami mieszkała w Husiatynie, gdzie Dziadek służył w KOP-ie. Moja Babci z Mamą i jej siostrą, która nie przeżyła, wyruszyły tą samą drogą do Kazachstanu. Najbardziej wstrząsnęły mną opowiadanie „Ku Duszyńskiemu Wzgórzu idzie las” i wywiad autora udzielony dla „Przeglądu Polskiego” w Nowym Jorku, 20 lipca 1089 roku. W opowiadaniu pisze o Zbrodni Katyńskiej i pamięci o niej. To opowiadanie jest szkatułkowe, w opowieści reportera toczące się w latach siedemdziesiątych na Zachodzie zawarte jest opowiadanie o polskim żołnierzu, który przeżył rozstrzeliwanie żołnierzy w Katyniu i uciekł. Oczywiście wstrząsające są losy żołnierza, któremu nikt nie wierzy i traktują go jak wariata. Jednak tak samo walka o prawdę Katyńską była dla mnie pasjonująca. Tłumaczono bohaterowi opowiadania, dziennikarzowi, że świat nie chce wiedzieć, gdyż wiedza zakłóciłaby mu sen, utrudniałoby trawienie i czeka tylko, aż umykająca z latami prawda zatrze się sama w ludzkiej pamięci i przepadnie. Zarzucano mu rusofobię i, że Polacy lubią rozdrapywać rany i rozdzierać szaty, że nienawiść podniosłeś do rangi uczuć pożytecznych. Nie pomogły tłumaczenia, że chodzi o pamięć i prawdę. W wywiadzie pisze o swoich doświadczeniach z wydawnictwami, gdy wyjechała na zachód i tam próbował wydać swoje książki. Wydawnictwa nie chciały narażać się na krytykę sowiecką i na przykład bojkotem tych wydawnictw na Międzynarodowych Targach w Rosji Także po około dziesięciu latach od wyzwolenia Polski, w wolnej Polsce przestały się ukazywać książki dotyczące Polaków zamordowanych przez Rosjan i wywiezionych do Rosji. Może właśnie tymi samymi powodami kierowali się polscy wydawcy, gdy przestali wydawać książki o tej tematyce. W wywiadzie autor pisze: „Sowieci, którzy nas okupowali, tak jak okupowali nas Niemcy, popełnili na naszym narodzie równie jak Niemcy, popełnił na naszym narodzie równie jak Niemcy straszliwe zbrodnie. I pragnęli tego samego. Przez wyniszczenie naszej inteligencji, w ogóle ludzi zdolnych myśleć samodzielnie, chcieli przetrącić kręgosłup narodu, podporządkować, stworzyć z nas bezwolną masę niewolników. Jeżeli zaczęlibyśmy przeliczać ich zbrodnie na obszar, na którym uzyskali panowanie, na liczbę podbitej ludności i czas okupacji – Ne wiem, czy te zbrodnie nie okazałyby się większe od niemieckich.” Nie można podać dokładnej liczbę Polaków wywiezionych do Rosji, szacuje się, że od 300 tysięcy do miliona, a nawet 3 miliony. Teraz przejdźmy się po księgarniach lub stronach internetowych wydawnictw i zobaczymy ile na ten temat, znajdziemy książek. Głownie znajdziemy tam książki o Holokauście. Nie umniejszając nic gehennie, jaką przeżyli Żydzi za sprawą Niemców na terenach Polski, ale nie tylko Żydzi gineli, gineli też Polacy z rąk Niemców i Rosjan. Czyżby nadal boimy się krytyki sowietów i ich niezadowolenia? Przyznaję się, że nic nie wiedziałam o Włodzimierzu Odojewskim. Dopiero po przeczytaniu książki zaczęłam szukać informacji o nim. Okazało się, że był cenionym autorem, laureatem licznych nagród, był uważany za jednego z najlepszych prozaików. Jego książki zostały przetłumaczone na 20 języków, czym niewielu Polskich pisarzy może się pochwalić. Jednak może przez tematykę swoich książek jest nadal pisarzem zapomnianym. „Jeżeli nawet Boga nie ma, to jest pamięć. Może ludzka pamięć jest jakimś przejawem Boga. Może nawet ona sama jest Bogiem. Trzeba coś robić, żeby nie wygasła” – pisał Włodzimierz Odojewski w jednej z opowieści z tomu pod znamiennym tytułem „Zabezpieczanie śladów”. Warto tę pamięć podtrzymywać czytając takie książki.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na85 miesięcy temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Między snem a snem Kornel Filipowicz
Między snem a snem
Kornel Filipowicz
Książka wydana w 1980 roku z doskonałą ilustracją autorstwa Jacka Palucha, na białym tle (ząb czasu naznaczył okładkę odcieniami szarawo - żółtawymi)miedziana, posągowa głowa z typem urody androgynicznej, twarz przedzielona klamrą czasu rozdzielająca część twarzy, z mocnym akcentem prawostronnego cieniowania i wyżłobionymi rysami egzystencjalnych doświadczeń. Klasycyzm z surrealizmem mistrza zwięzłej formy nowelkami przenosi nas w XIX wieczną literaturę. Fabuła i oś narracji bardzo statyczna, zatrzymana w czasoprzestrzeni, nieśpiesznie, niemlże leniwie delektujemy się barwnością, bogactwem językowym. Tytuł staje się klamrą scalającą dziewięć opowiadań, które utrzymane w scenerii snu i jawy, odrealnienia, magicznego realizmu z kontrą brutalnej rzeczywistości. Zamknięte w formikarium (miniaturowe insektarium obrazuje przekrój społeczno-polityczno-ekonomiczno-socjologiczny-obyczajowy),które staje się podróżą do meandrów umysłu prozaika. W labiryncie wspomnień spotkamy się z dziecięcym / młodzieńczym czasem, zweryfikujemy obraz wyobrażeń z faktografią, zatrzymamy się i zatęsknimy za imaginacją, fantasmagorią, organoleptyką doznań odległego czasu i miejsca. Kornel Filipowicz im starszy tym lepszy, nie sposób nudzić się, wciąż można odkrywać świat na nowo i wciąż dostrzegać stare - nowe zjawiska zmieniającej się globalnej wioski. Uniwersalność, ponadczasowość i warszatowo - językowo doskonały.
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na74 lata temu
Trismus Stanisław Grochowiak
Trismus
Stanisław Grochowiak
Przerażająca opowieść komendanta obozu dla tzw. “uprzywilejowanych” Żydów, a zarazem jeden z najlepszych obrazów esesmańskiej mentalności w polskiej literaturze. Wydawało mi się, że w zasadzie znam najważniejsze dzieła wartościowej (niestety - istotne to dziś zastrzeżenie) literatury obozowej, tymczasem okazało się, że przez lata pominąłem ważną pozycję. Wartością tej niezbyt obszernej opowieści z 1963 r. jest równie znakomity, jak i wiarygodny, portret psychologiczny istotnego trybika w hitlerowskiej maszynerii śmierci. A chodzi o obóz, którego więźniowie mogą być wykupywani przez rodziny lub organizacje z zagranicy. Początkowi hitlerowcy chcieli na Żydach zarabiać, zanim zaczęli ich systemowo zabijać… Zupełnie nie do wiary wydaje się fakt, że Grochowiak, wybitny wszak poeta, w wieku dwudziestu kilku lat napisał tak dojrzałą i wiarygodną rzecz (przy której jeszcze bardziej uwidacznia się mizeria tak dziś rozplenionej literaturki typu “holo-polo”). Zwraca uwagę wysokojakościowy charakter tej opowieści, której styl mógłby być wzorcem, gdyby nie to, co napisałem wyżej…. Według definicji słownikowej “trismus” to «kurczowe zwarcie szczęk». Bardzo to adekwatne w kontekście narratora, nieświadomego, że będąc buldogiem wobec “wrogów Rzeszy”, nie może być jednocześnie czułym pieseczkiem dla własnej żony… Retoryczne byłoby wszak pytanie, czy można mieć taką “pracę”, a jednocześnie być normalnym mężczyzną, czułym mężem, a w niedalekiej przyszłości troskliwym tatusiem… Gdy w 1943 r. Glückauf odwiedza Adolf Eichmann, szef komórki RSHA ds. żydowskich, z poleceniem likwidacji obozu, narrator początkowo próbuje “bronić swoich Żydów”, ale bynajmniej nie przed śmiercią - chodzi mu wyłącznie o własny prestiż komendanta. I tylko jeden drobny błąd rzeczowy: w konferencji w Wannsee nt. “ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej” nie uczestniczyli, jak pisze Autor, “wszyscy komendanci obozów zagłady” - byli oni jedynie szczeblem wykonawczym, a nie decyzyjnym tej największej “zbrodni zza biurka”... “Byłem po prostu SS-obersturmfürerem pełniącym obowiązki komendanta małego obozu koncentracyjnego w Glückauf, który otrzymał wezwanie +Lebensbornu+ do uregulowania swoich spraw rodzinnych, aby z kolei umożliwić sobie awans i trwałą już nominację służbową”. “– Jest pan również komendantem obozu. Nie umówiliśmy tego aspektu w naszej rozmowie. W obozach dzieją się rzeczy godne tylko oczu mężczyzn. Fuehrer nie życzy sobie, aby synów naszego narodu rodziły kobiety o postrzępionych nerwach i ponurej wyobraźni. (...) Niech pan ją otacza zielenią, kwiatami dobrocią”. “Byłem narodowym socjalistą, ale to oznaczało tylko tyle, że nie przebudowując myślenia, przebudowałem jedynie uczucia. “Mając 24 lata, w tym trzy lata stażu w SS, byłem w gruncie rzeczy skautem, wychowanym na zasadach etyki z książek Amicisa, Molnara i Karola Maya”. “Powiedział mi coś więcej: choćby to, że architektura uczy także, jak jednym fachowym ciosem zwalić w gruzy katedrę w Reims i pałace Leningradu. Nie owijał w bawełnę faktu, że jako architekt będę fachowcem od niszczenia murów, jako esesman specjalistą od unicestwiania ciał”. “Nie odczuwałem żadnej dysharmonii: staliśmy nad brzegiem nowego, radosnego świata, do którego jednak nie było innej drogi, jak przez cierpienie nasze i cierpienie naszych ofiar. To było bezwzględnie okrutne, ale było i oczywiste”. “Kto chce rządzić, musi ograniczać wolność, musi prześladować i więzić. Prawdziwy humanizm (niech już będzie, wyjdę wam naprzeciw z tym obiegowym słowem) polega właśnie na uświadomieniu sobie tejże konieczności. (...) Myślę o uświadomieniu zimnym i trzeźwym, a czym będzie ono okrutniejsze, tym więcej przyniesie dobrodziejstw. Ten kto wie, że więzić musi, będzie więzić celowo i sposób zorganizowany, dbając o logikę więzienia i jego głęboko skryte piękno”. “Gdyby nie konieczność wojny, zwierzęcy upór nieprzyjaciół, uczuciowa świadomość krzywd wyrządzonych narodowi niemieckiemu wszędzie, gdzie tylko to było możliwe, gdyby - powtarzam – nie rosnący z dnia na dzień gniew i chęć zemsty, obozy koncentracyjne przeszłyby do historii jako niczym nieskalane krynice społecznego zdrowia”. “Obcując z Himmlerem, zawsze odczuwałem jakieś ciepłe fale, które zdawały się emanować z jego głosu (oczywiście gdy nie przemawiał),z jego gestu, łagodnych oczu, ukrytych za szkłami. To był człowiek do rdzenia dobry. I właśnie jemu idea powierzyła zadania najbardziej twarde, bezwzględne, często wręcz takie, że wzdragało się przed nimi serce”. Narrator i o sobie ma zdecydowanie zbyt dobre mniemanie: “Mały Żydek- intelektualista, którego naszedł z nagła dziwny pomysł buntu, też skorzystał na moim małżeństwie. Ukarałem go jedynie godzinną stójką pod zimnym prysznicem”. Nie jest też wolny od typowych racjonalizacji swych zbrodni: “A jednak nie chcę sprawiać wrażenia fanatyka, który czując się uskrzydlony obowiązkiem wierności sobie, nie liczy się całkiem z faktami”. W miarę klęsk na froncie wschodnim system, jak i komendant, stają się coraz bardziej krwiożerczy. “Straszny krzyk niemieckich matek biegł po całej niemieckiej ziemi. Co prawda gęsty śnieg uciszał te zawodzenia, ale wiedzieliśmy że tam – gdzieś, gdzie nawet myślą nie potrafiliśmy sięgnąć, tak samo napełnia wiecznym milczeniem otwarte usta i oczy naszych martwych synów i braci. Rozdzierający ból po każdej wieści z frontu, wzrastająca nienawiść wobec wroga, ale zarazem konieczność czujności wobec wszelkich objawów defetyzmu lub rezygnacji we własnych szeregach”. “Nie starczyło mi czasu, aby ocknąć się po wiadomości o śmierci jednego z przyjaciół, a już musiałem brać udział w posiedzeniu sądu dla zdrajców (często ojców i matek poległych chwalebnie żołnierzy),którzy z osobistej klęski ważyli się wróżyć klęskę Führera”. “Egzekucję zarządzono na godzinę 12:00 w południe, a już o świcie do Glückauf ściągały podwody i autokary z widzami. Często zjeżdżano całymi rodzinami, nie wyłączając dzieci, wszyscy odświętnie ubrani, z odświętnym podnieceniem, nieprzekraczającym jednakże granic powagi”. “Nigdy nie potępiałem i nie mogę potępiać masowych pacyfikacji, o ile wynikają one z historycznej konieczności, a nie z sadyzmu”. “Polacy to naród brudny, przykry w bliższym kontakcie, krnąbrny. Thomas skarży się na nostalgię, dręczy go (podobno choroba wśród Niemców w Guberni powszechna!) nacisk wrogiego, pełnego nienawiści otoczenia”. Toksyczność związku narratora i Dunki ujawnia się bardzo prędko, dla niego na tle niemożności zajścia żony w ciążę, czyli - jak to mówili tacy jak on - “dania dziecka Fuehrerowi”. Jeśli do tego dodamy względy, jakie Nelli, kierowana obcym mężowi poczuciem ludzkości, okazuje Astrid, żydowskiej dziewczynce z obozu…. Wszystko staje się jasne w notatkach dla żony, umieszczanych we wspólnie prowadzonym przez obojga dzienniku, a pisanych przez niego w stylu poleceń kaprala dla rekrutów. “Jestem narodową socjalistką, nie lubię Żydów i boję się ich, ale Astrid jest tylko biednym i bezradnym dzieckiem. Czy mamy prawo być aż tak surowi? Nie, nie rozumiem tego”. “Nazwać zachowanie się mojej żony normalnością byłoby śmieszne. W tym jest jakiś bunt, ale jaki?”. “Fakt, że żona tego urzędnika zanosi Żydówce pomarańcze, że spędza u jej łóżka długie kwadranse, nie jest objawem dobrej woli, ale karygodnej głupoty i nieodpowiedzialności. Nie wspominam już o wyraźnych zaniedbaniach w gospodarstwie domowym, o całkowitym rozprzęgnięciu się atmosfery rodzinnej”. “Jestem kobietą, której codziennie wypomina się jej bezpłodność. Specjaliści z Monachium stwierdzili mimo wszystko coś innego. Jeśli szuka się z kobietą kontaktu jedynie w celu jej zapłodnienia, gdy ona o tym wie i pamięta, być może paradoksalnie nie jest wtedy zdolna spełnić tak gorliwych oczekiwań”. “Przyjmijmy, że nigdy nie będę miała dzieci. Czy powinna więc dziwić kogokolwiek moja skłonność do obcego dziecka, choćby nawet urodziła je Żydówka? Ale nie! Astrid nie ma nic żydowskiego. Jest po prostu śliczna i mądra. Zebrała się wokół niej nienawiść świata, której nie potrafię zrozumieć”. “Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej (zwłaszcza na wschodzie) nabiera tempa. (...) Niełatwo dokonać takiej roboty, a jednak ktoś musi się jej podjąć. Trafiło na nas. Być może, iż wnukowie nie będą myśleć o nas w tonacji sielankowej, ale tylko dzięki nam będą szczęśliwi. Nelli nie chcę tego niestety pojąć. Mój Boże, jest ostatecznie kobietą”. “Niech wie, że on też może być ohydny. Upił się dla Gizelli Ratke! Gizela Ratke zgłosiła się do monachijskiego Domu Matki (suka!),a on się upił do nieprzytomności (głupiec)”. “Pozostało kilka miesięcy do końca wojny, te kilka miesięcy możemy jakoś przetrzymać. Czas wojny nie jest odpowiednim okresem dla przeprowadzania rozwodów. Potem jednak będziemy mieli rozwiązane ręce”. “- A choćby i zdechła! Przecież wreszcie jesteśmy razem!”. “Więźniowie-Niemcy otrzymali łaskę śmierci przez rozstrzelanie. Śmierć w samochodzie-komorze gazowej była zarezerwowana wyłącznie dla Żydów”. “Kiedy zwłoki bezwolnie stoczyły się z platformy auta, można było rozpoznać kobietę, obronnym gestem zaciskającą w ramionach kilkunastoletnią dziewczynę”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na95 dni temu

Cytaty z książki Ulica Gołębia

Więcej

– Wiem, do czego zmierzasz, to Twój konik: sztuka jako ratunek przed śmiercią psychiczną, przed rozterką filozoficzną, przed szaleństwem. Niech będzie. Nie mam nic przeciwko temu, aby sztuka była ratunkiem.

– Wiem, do czego zmierzasz, to Twój konik: sztuka jako ratunek przed śmiercią psychiczną, przed rozterką filozoficzną, przed szaleństwem. Ni...

Rozwiń
Kornel Filipowicz Ulica Gołębia Zobacz więcej

(...) zapadła wczesna, spokojna noc krakowska, pogasły światła – a trzej młodzi ludzie wiedli jeszcze długo spór, który wyrażał cały niepokój i niepewność trawiącą umysły ich generacji, pokolenia urodzonego na początku wojny światowej, wojny, co zmieniła tak radykalnie oblicze Europy, nie dając jej jednak pokoju. Ich ojcowie brali udział w tej ogromnej rzezi na wszystkich frontach: pod Verdun, pod Gorlicami, nad Piave i wśród jezior mazurskich. Przechowywali w szufladach odznaczenia za dzielność, zachowali z tych czasów różne, mniej lub więcej wesołe wspomnienia, ale zgadzali się wszyscy, że było to jedno wielkie, bezsensowne świństwo. Nie ukrywali też przed swoimi synami obaw, że prawdopodobnie im też przyjdzie brać udział w czymś podobnym. Pewien stary profesor uniwersytetu, wykładający historię ustrojów, zapuściwszy się w dygresje polityczne, miał zwyczaj powtarzać mrużąc oko i potrząsając kozią bródką: "Proszę sobie zapamiętać, na każde pokolenie jedna wojna. Historia nie użycza nam wiele przykładów na wyjątki od tej zasady, w sam raz jednak tyle, żeby potwierdzić regułę...".

(...) zapadła wczesna, spokojna noc krakowska, pogasły światła – a trzej młodzi ludzie wiedli jeszcze długo spór, który wyrażał cały niepokó...

Rozwiń
Kornel Filipowicz Ulica Gołębia Zobacz więcej

- Jesteśmy bardzo samotni wobec przyrody.
- I skazani tylko na siebie.

- Jesteśmy bardzo samotni wobec przyrody.
- I skazani tylko na siebie.

Kornel Filipowicz Ulica Gołębia Zobacz więcej
Więcej