Rodzina Tótów. Gloria

Okładka książki Rodzina Tótów. Gloria autora István Örkény,
Okładka książki Rodzina Tótów. Gloria
István Örkény Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Klub Interesującej Książki literatura piękna
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Klub Interesującej Książki
Tytuł oryginału:
Tótek. Gloria
Data wydania:
1975-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Camilla Mondral
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rodzina Tótów. Gloria w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rodzina Tótów. Gloria

Średnia ocen
6,9 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rodzina Tótów. Gloria

avatar
472
7

Na półkach:

Pierwsze opowiadanie dość ciekawe, choć mogło by być trochę dłuższe. natomiast drugie opowiadanie mocno rozczarowujące - nie byłem w stanie się kompletnie wdrożyć, wczuć i po pierwszych 40 stronach czekałem już z utęsknieniem na koniec.

Pierwsze opowiadanie dość ciekawe, choć mogło by być trochę dłuższe. natomiast drugie opowiadanie mocno rozczarowujące - nie byłem w stanie się kompletnie wdrożyć, wczuć i po pierwszych 40 stronach czekałem już z utęsknieniem na koniec.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1525
1500

Na półkach:

Świetna to komedia pomyłek, choć czarna a nawet tragikomiczna. Ale to i poważna rozprawka o niemożności porozumienia się ludzi o odmiennych sytuacjach życiowych, doświadczeniach i pozycji społecznej.

Major, goszczący na urlopie w domu podkomendnego (podczas gdy on.….),jest ewidentnie zaburzony, zapewne z racji swego udziału we froncie wschodnim – zresztą jako taki nie może być niewinny. Przypomnijmy: 2. Armia Węgierska brała udział w hitlerowskim Drang nach Osten i została rozbita w 1943 r. w zakolu Donu – straty: 100 tys. ludzi. Inne oddziały przez kilka miesięcy 1944-45 w braterskim przymierzu broni z Panami Niemcami bohatersko broniły przed hordami ze Wschodu Budapesztu, co uczyniło z niego kupę gruzu.

„Zaglądał na przykład podejrzliwie do wylotów rur ściekowych, przez które przed domami przepływała woda w rowach. Uwagę jego zaprzątnął kawałek sznurka, który się wił na betonie, a jego koniec ginął w przydrożnych zielskach. Ominął go ostrożnie i przykazał Tótom: - ostrożnie! Nie nastąpcie na to!

„- Kochana Pani Marisko, gdyby się zjawiła stara kobieta przebrana za popa i chciałaby wymienić plaster miodu na sól, to każcie ją na miejscu zastrzelić”.

„Śniło mi się, że partyzanci mnie porwali. Czułem, że mnie przepuszczają przez maszynkę i czułem, że trzeszczę w ich zębach”.

Major ma też kłopoty z komunikacją międzyludzką, na czym szczególnie cierpi gospodarz domu. Oficer źle bowiem rozumie słyszane słowa albo raczej źle słyszy po wybuchach na froncie.

Gdy np. poczciwy, terroryzowany przezeń gospodarz mówi: „miał pan major ochotę…”, tenże słyszy: „małpa major”.

„Zapadła cisza. Taka cisza, której nie sposób opisać. Taka cisza może panować tylko w grobie, w którym pochowany jest głuchoniemy. Nikt nie śmiał się odezwać, wiedząc że pogorszyłby tylko już i tak napiętą sytuację”.

Nie wolno też przy majorze spać – to kolejne patologiczne przyzwyczajenie frontowe. Dlatego cała rodzina udaje się na spoczynek dopiero gdy świta – z tym, że major cały boży dzień przesypia, jako jedyny oczywiście… .

Rodzina na wiele się godzi i wiele wytrzymuje, ale gospodarz hoduje w sobie gen sprzeciwu. Zakończenie zaskakuje, ale na pewno nie dziwi,

Inne cytaty:

Mówił zawsze to, co powiedziałby każdy, tyle że o sekundę wcześniej.

Natura zaszczepia dzieciom kolec ironii w stosunku do rodziców.

Milczenia nie można źle zrozumieć ani opacznie sobie wytłumaczyć. Są takie chwile (godziny, lata, epoki),kiedy tajemnica długiego życia jest milczenie.

Jest wojna i wszyscy żyjemy w strachu. A przecież walki toczą się bardzo daleko stąd, gazety dzień w dzień piszą o zwycięstwach naszych oddziałów, a mimo to czegoś się boimy.

PS Druga nowelka - do pominięcia.

Świetna to komedia pomyłek, choć czarna a nawet tragikomiczna. Ale to i poważna rozprawka o niemożności porozumienia się ludzi o odmiennych sytuacjach życiowych, doświadczeniach i pozycji społecznej.

Major, goszczący na urlopie w domu podkomendnego (podczas gdy on.….),jest ewidentnie zaburzony, zapewne z racji swego udziału we froncie wschodnim – zresztą jako taki nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
152
24

Na półkach:

"Rodzina Tótów" – fajna, taka trochę mrożkowa, sympatycznie absurdalna w wielu kwestiach.
"Gloria" – chyba nie przemawia do mnie konsekwencja wydarzeń, takie to trochę prowadzące donikąd.

"Rodzina Tótów" – fajna, taka trochę mrożkowa, sympatycznie absurdalna w wielu kwestiach.
"Gloria" – chyba nie przemawia do mnie konsekwencja wydarzeń, takie to trochę prowadzące donikąd.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

90 użytkowników ma tytuł Rodzina Tótów. Gloria na półkach głównych
  • 47
  • 43
19 użytkowników ma tytuł Rodzina Tótów. Gloria na półkach dodatkowych
  • 6
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rodzina Tótów. Gloria

Inne książki autora

Okładka książki Gwiazdy Galaktyki Béla Balázs, József Cserna, Zoltan Csernai, Endre Darázs, Laczkó Géza, Ervin Gyertyán, Gábor Haller, Gyula Hernádi, Mór Jókai, Frigyes Karinthy, István Kaszás, Dezső Kemény, Péter Kuczka, Lajos Mesterházi, István Örkény, Miklós Rónaszegi, Gábor Rubin, Sándor Szathmári, Péter Szentmihályi Szabó, praca zbiorowa
Ocena 7,2
Gwiazdy Galaktyki Béla Balázs, József Cserna, Zoltan Csernai, Endre Darázs, Laczkó Géza, Ervin Gyertyán, Gábor Haller, Gyula Hernádi, Mór Jókai, Frigyes Karinthy, István Kaszás, Dezső Kemény, Péter Kuczka, Lajos Mesterházi, István Örkény, Miklós Rónaszegi, Gábor Rubin, Sándor Szathmári, Péter Szentmihályi Szabó, praca zbiorowa
István Örkény
István Örkény
István Örkény (ur. 05 kwietnia 1912, Budapeszt - zm. 24 czerwca 1979, Budapeszt) pisarz węgierski. Pisał dramaty i powieści w konwencji groteski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kalif bocian Mihály Babits
Kalif bocian
Mihály Babits
Tkwiąc w pułapce snu... . Kiedyś nagle i nieodwracalnie spostrzec można, że w do tej pory nieznanych zakamarkach własnej duszy nawet najbardziej lśniąca biel jest zmieszana z brudem. Kiedyś nagle i bezpowrotnie dostrzec można, że wewnętrzne szlachectwo ducha to równoległy świat dla drugiego naszego "ja" pławiącego się w mroku. Wszystko bowiem co piękne i dobre w rzeczywistości oplata często pajęczyna brzydoty i zła. Tak jak w snach czystego i szlachetnego Eleméra kryją się najbardziej ordynarne pragnienia i perwersyjne myśli. Egzystując w dwóch równoległych wymiarach- jawy i snu, szlachetności i brzydoty - w rozkroku między domniemanym prawdziwym "ja", a tym drugim, ciemnym, ukrytym w podświadomości- "najniższych, nieszczęsnych, grzesznych warstwach świadomości"- Elemér odkrywa stopniowo, że "największego wroga człowiek nosi sam w sobie", a największą trucizną jest jego własny wewnętrzny "duchowy jad"... . Nazwisko tego pisarza (M. Babits) pojawia się wśród nazwisk pisarzy i poetów, skupionych wokół czasopisma "Nyugat" (obok m. in. D. Kosztolányi oraz G. Krudy). Była to węgierska odpowiedź na zachodnioeuropejskie prądy filozoficzne, literackie i myślowe pocz. XX w., która miała duży wpływ na rozwój literatury węgierskiej. Powieść psychologiczna "Kalif bocian" dotyka m. in. problematyki snów i ich korelacji z życiem rzeczywistym. Rozpatrywać ją można także przez pryzmat tematyki dysocjacji osobowości, czy raczej może tożsamości jednostki, obserwując niejako dwa równoległe życiorysy głównego bohatera. Oba zdeterminowane przez środowisko, z którego jednostka się wywodzi. Zwierciadłem dla egzystencji Eleméra urodzonego w bogatej węgierskiej rodzinie wyższych sfer i nieograniczonym dostępem do edukacji jest drugi żywot- dziecka sieroty bez wykształcenia oraz perspektyw na przyszłość. Co ciekawe- jakaś siła popycha alter ego Eleméra także do książek, ale jakże inny jest to rodzaj literatury oraz jej wpływu na życie w zależności od jakości tej egzystencji. . Ciężar tematyki równoważy lekkość pióra. Całość spowita jest klimatem niepokoju, niepewności co do tego, co jest rzeczywistością, a co jedynie snem głównego bohatera. Emocje potęguje pierwszoosobowa narracja (forma autobiografii na podstawie własnych notatek),która obrazuje wewnętrzne rozterki, myśli i objawienia bohatera. Atmosfera duszna, gęsta, nastrój obłędu oraz kroczenia drogą ku autodestrukcji. I finał, który mnie zaskoczył.  Polecam.
Ananke144 - awatar Ananke144
ocenił na88 miesięcy temu
Odraza László Németh
Odraza
László Németh
Opowieść o młodej kobiecie z zubożałej rodziny, do której zaczyna zalecać się bogaty ziemianin. Ona nie żywi do niego uczucia, jednak wszyscy wokół są bardzo przychylni temu związkowi. Nelli czuje się coraz bardziej osaczona, nie chce tych zalotów, jednak wskutek nieszczęśliwej śmierci ojca, pod naciskiem matki zgadza się na ślub. To historia nieszczęśliwego małżeństwa, żony uwięzionej i osaczonej miłością i męża który ja pies oczekuje chociaż najmniejszy oznak ciepła z jej strony. Historia którą da się zmieścić w jednym zdaniu, jednak Laszlo Nemeth robi z niej powolne arcydzieło, nawarstwia, zagęszcza, trzyma w napięciu, mistrzowsko maluje pełny obraz tej sytuacji z wszelkimi niuansami i kipiącymi emocjami. Wszystko poznajemy z perspektywy głównej bohaterki, jesteśmy w jej głowie, niemal namacalnie doświadczamy pączkującej w niej odrazy do męża, która wzrasta jak spiętrzona fala by zalać i opanować ją całą. „Czy ciocia wie co to jest miłość? To ze strony wulgarniejszej istoty pragnienie połknięcia drugiej, po dokładnym oślinieniu jej” to zdanie doskonale obrazuje jej odczucia. Szkoda mi jej było i rozumiałam jej miotanie się w tym małżeństwie na siłę, które było jedynym wyjściem dla kobiety bez majątku w tych czasach ,a jedocześnie jej zachowanie -pogarda dla człowieka który chce ją uszczęśliwić, kapryśność, nieumiejętność pokochania własnego dziecka - budziły niechęć. Autor mistrzowsko balansował te odczucia. Węgierski pisanie w najlepszym wydaniu- powoli, z uwagą na każdy szczegół, z głębią psychologiczną.
uczta_babette - awatar uczta_babette
ocenił na910 miesięcy temu
Wielka gra Tarjei Vesaas
Wielka gra
Tarjei Vesaas
Uwielbiam Vesaasa! Po wspaniałych "Ptakach", genialnym "Pałacu lodowym" i nieco ustępującej tym dwóm "Wiosennej nocy" przyszedł czas na "Wielką grę". Do tej pory moim absolutnym faworytem był "Pałac lodowy", ale po kilkunastu latach przyszedł czas na zdradę - "Wielka gra" powaliła mnie na kolana, i nawet nie wiem, jak do tego doszło. Ktoś porównał tę książkę do "Chłopów", i faktycznie coś jest na rzeczy, ale Vesaas pisze dużo oszczędniej i takie porównanie wielkiej powieści Reymonta do - na pierwszy rzut oka - niepozornej książeczki wydaje się nieco na wyrost. A potem sięgasz po nią, zagłębiasz się w historię i nagle nie możesz jej odłożyć. Per Bufast, którego poznajemy jako sześcioletniego chłopca, przez praktycznie całe swoje dzieciństwo boi się swojego milczącego ojca i w duchu buntuje przeciwko obowiązkowi, który ten na niego nałożył. Jako najstarszy syn musi bowiem przejąć gospodarstwo i nikt nie pyta, czy tego pragnie. A on czuje, że chce żyć po swojemu. Obserwuje swojego milczącego, strasznego ojca, który zdaje się mieć obsesję na punkcie pracy na roli, i wie, że nie chce być taki sam. Towarzyszymy mu podczas dorastania, gdy poznaje przyjaźń oraz wielką miłość, gdy wreszcie zmaga się ze swoimi wcześniejszymi obawami i podejmuje ostateczną decyzję. Decyzję, która sprawia, że staje się czynnym uczestnikiem ów tytułowej Wielkiej Gry. Jeśli coś w szczególności utkwiło mi w pamięci to jest to scena z Botolfem, młodszym bratem Pera. Wciąż mam łzy w oczach, kiedy o niej pomyślę, a nie należę do osób szczególnie wzruszających się nad fabułą. Czy książka ma wady? Tak, jest stanowczo za krótka. Polubiłam bohatera i chętnie bym się dowiedziała, co u niego działo się później. Ale od czego jest wyobraźnia? :)
mayinga - awatar mayinga
oceniła na106 miesięcy temu
Koń z Hogget Tarjei Vesaas
Koń z Hogget
Tarjei Vesaas
Tarjei Vesaas był norweskim powieściopisarzem, poetą i dramaturgiem. Urodził się w 1897 roku. Zmarł w 1970. W swojej ojczyźnie jest zaliczany do jednego z najważniejszych autorów XX wieku. Był kilkakrotnie nominowany do literackiej nagrody Nobla, której jednak nigdy nie zdobył. Ponadto jest również uważany za klasyka literatury języka nynorsk. Tym razem zagłębiłam się w krótkie opowiadania. Vesaas zaprosił minie w podróż po różnych miejscach w Norwegii, przedstawił wielobarwnych, zróżnicowanych bohaterów. Od małych, tych najmłodszych brzdąców, poprzez nastolatków, młode małżeństwo, aż do tych starszych, spracowanych ludzi. Każdy z nich w swoim okresie życia posiada zmartwienia, radości, fascynację otaczającą go przyrodą, lub wielkie zniechęcenie z powodu przytłaczających go problemów. Piękno i tajemnicza przyroda oplata człowieka, a człowiek żyje w bliskości z naturą. Jest pokornym sługa ziemi. Cieszy się kolejnym dniem, choruje, umiera, a przyroda trwa, życie toczy się dalej. Vesaas opisuje szybkie dojrzewanie człowieka do dorosłości w obliczu trudności życiowych, piękne relacje międzyludzkie, których w dobie smartfonów jest coraz mniej w naszym współczesnym świecie. Z wielką delikatnością i szacunkiem traktuje faunę i florę. Jednak nie wszystko w tych opowiadaniach jest piękne, radosne i optymistyczne za to do szpiku kości realne. Do tego język jakim posługuje się autor fascynuje, ale i powoduje, że kolejnymi opowiadaniami człowiek się rozkoszuje, bo ich nie da się na szybko pochłonąć. Je trzeba delektować. Krótkie, treściwe, jedne bardziej ciekawe inne może troszkę męczące, ale na pewno warte uwagi i poświęcenia czasu. Opowiadania, które przenoszą w inny wymiar czasu, w inny, ciekawy świat.
Perzka - awatar Perzka
oceniła na72 lata temu
Życie duże i małe Wilhelm Mach
Życie duże i małe
Wilhelm Mach
”Ja tylko chcę utrwalić, wydobyć spod roztargnienia lat tę chwilę zdumionego niepokoju, to niejasne pożegnanie z dziecinną jednością mojego świata i całego świata, z cudowną naturalną tożsamością swojej osoby i wszystkiego dookoła”. To pozbawione czułostkowości, autentyczne spojrzenie na to, co Minione. A chodzi, co ważne, o czasy, gdy mozaika narodowościowo–religijno-językowa południowo-wschodnich ziemi polskich stanowiła odwiecznie naturalny porządek. Wartością dodaną jest, że tamten nieistniejący już od kilku pokoleń bogaty różnorodnością świat jest przedstawiony z perspektywy dziecka, które wszak zna wyłącznie stan zastany. Stan niestety schyłkowy, tuz przed peerelowską „urawniłowką”. Autor tej zaskakująco dojrzałej, pięknej książki wspomina ów niełatwy do uwierzenia czas, gdy „cerkiew nazywano tu często kościołem, a do prawdziwego kościoła w Miasteczku mało kto chodził czy jeździł, bo było daleko, chyba tylko z dzieckiem do chrztu czy albo żeby wziąć ślub. Bo już co do pogrzebów, to różnie bywało i na cerkiewnym cmentarzu spoczywali zgodnie obok siebie ludzie dwóch obrządków, a jednej wiary”. „W owym czasie zgodny, choć z różnych obyczajów spleciony porządek rzeczy wydawał mi się czymś zupełnie oczywistym i naturalnym”. - Żyliśmy tu razem od niepamiętnych czasów. I było dobrze i nam, i wam. - To się zmieniło, to się kończy – powiedziała ze smutkiem Pani. - Myśmy tutaj niewinni, to prawda, spokojni i zgodni, ale gdzieś stąd dalej, koło granicy, palą się wasze wsie, i giną wasi ludzie, i to robią nasi, cerkiewni, i dlatego przyjdzie nam skutki odcierpieć razem ze wszystkimi. - Chcecie stąd iść, opuścić Wieś? - My nie chcemy. Ale jutro czy pojutrze i tak będziemy musieli. To już wszędzie mówią”. Dziecięcy bohater doznaje tu pierwszych wtajemniczeń w sens, ból, pustkę, a zarazem wspaniałość ludzkiej egzystencji. Jest skazany na szybkie dojrzewanie w nieprzyjaznym świecie, którego brutalne reguły na razie są mu nieznane. Swym wrażliwym umysłem przeczuwa je, w końcu zaś sam ich doświadcza, co wprowadza go w dojrzałość. Na koniec je wspomina. Słusznie ktoś tu wspominał o proustowskich klimatach. Choć realia całkowicie odmienne, to wrażliwość pamiętania nakazuje pominąć taki drobiazg… Szczególnie mocno przemawia gorzkie podsumowanie dojrzałego Autora, podsumowanie każdego z nas: „ Nie zapytałem cię, Ojcze, i już mi nie powiesz nigdy: więc które jest życie duże, a które małe? Gdzie miara? Czy małe jest życie dzieciństwa, skoro przypina skrzydła wszystkiemu jeszcze nie poznanemu – czy duże jest życie dojrzałe, moje życie teraz, gdy wiem o kruchości marzeń, o przemijaniu, gdy tak jestem bezradny wobec nieodwracalności twego odejścia? I w jakie życie, duże czy małe, wstępuje moje dziecko?”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu
Sindbad powraca do domu Sándor Márai
Sindbad powraca do domu
Sándor Márai
Wydawać by się mogło, że to książka kompletnie nieprzyswajalna dla współczesnego czytelnika, w dodatku nie będącego Węgrem. Opowieść starego, z rzadka czytanego pisarza o jeszcze starszym i jeszcze mniej znanym dziś pisarzu, w dodatku wspominająca dziesiątki nazwisk literatów kompletnie nieznanych polskiemu odbiorcy, ma ogromne szanse na wieczne kurzenie się gdzieś w zakamarkach archiwów. Nie wiem nic o czarodzieju pióra - pierwowzorze tytułowego Sindbada, chociaż węgierszczyznę zaszczepiła mi moja niebanalna córka, która postanowiła postudiować sobie Ugrofinów z mocnym uzasadnieniem: „a bo tak”. A po lekturze doszłam do wniosku, że nic więcej nie muszę wiedzieć, żeby docenić mistrzostwo tej powieści i uwierzyć w niezwykły talent Gyulyi Krúdyego. Sindbad budzi się rano biedny i głodny i wyrusza w miasto z mocnym postanowieniem zdobycia pieniędzy, których rozpaczliwie potrzebuje jego rodzina. Żegluje po Budapeszcie niczym Leopold Bloom po swoim Dublinie i pokazuje czytelnikowi swoje miasto, swoje ukochane miejsca i swoją dzienną rutynę, która, przynajmniej z początku, bynajmniej nie jest pracowitym dniem odpowiedzialnego dżentelmena i statecznej głowy rodziny. Bo tak na oko poznajemy wiecznego utracjusza, kapryśnego sybarytę, który nie umie odmówić sobie drobnych acz kosztownych przyjemności, nie stroniącego od kielicha, hazardu, koników, kobiet i długich gawęd z przyjaciółmi. Świadomość, że w domu zostały żona i córka bez środków do życia jest tylko drobnym ziarenkiem piasku mącącym poczucie własnej wygody. Do domu wróci na kolację. Lub późną nocą. Lub za trzy dni, po niekończącej się pohulance. Najważniejsze, że wróci! Jednak ten wiecznie nadąsany, zmęczony życiem hulaka to postać tragiczna i smutna. W ciągu kilkudziesięciu lat stworzył blisko sto pięknych, rozchwytywanych książek. Krytycy go doceniali, Budapesztanie – uwielbiali, koledzy szanowali. A on okazał się zbyt dumny, wzgardliwy i elegancki żeby użerać się z wydawcami o godziwą wierszówkę. A pieniędzy wciąż brakuje! Sindbad policzył, że statystycznie każdemu węgierskiemu twórcy brakuje co najmniej trzy i pół stówy na kawiarnie (a węgierski pisarz mieszka w kawiarni i żywi się czarną kawą i tytoniem),bieżące opłaty, szaleństwa niespokojnego serca (kiedy trzeba spłacić raty za fortepian zamówiony przez pełną fantazji i namiętną kochankę) i inne przejawy wielkopańskiego stylu życia, który już od dawna nie ma racji bytu w potrianońskich Węgrzech. Aż wreszcie, na jakimś tam etapie swej wędrówki Sindbad zasiada z piórem w ręce i pisze! A jak on pisze – namiętnie i w skupieniu, do granic oszołomienia, w ciszy i magii! A spod pióra spływa cały kraj. Sindbad pisze Wielkie Węgry; ludzi o ogromnych ambicjach, które muszą pomieścić się w maleńkich granicach. Pisze melancholię, smutek i milczenie niegdysiejszych wielkich panów, pisze samobójstwa i zrezygnowanie. Pisze węgierskie pory roku, pachnące wyborną pieczenią, umajone pęczniejącymi w słońcu winogronami, z których sok spływa lubieżnie po szyi i łokciach. Pisze miasto i węgierską prowincję, gdzie strudzony wędrowiec, po domowym posiłku w gospodzie, skłania głowę na miękką poduszkę pachnącą myszami. Pisze niecierpliwość kobiet, gorączkowo szykujących się na spotkanie z chłopcem. Pisze ich dobre serca i krągłe ramiona, ich miłość, cierpliwość i wyrozumiałość. Pisze szlachetne wina migocące w delikatnym szkle, pisze truskawkową palinkę, bez łyka której wprost nie można nazywać się Panem. Pisze nieufność i lekką pogardę dla reszty świata, podkreślając, że jego kraj to pełne i skończone dzieło, nie wymagające dodatkowych podniet i inspiracji zza granicy. Troszkę tak jak u Etserhazyego, gdzie jego „ojczulek” był i wszystkimi Węgrami i całymi Węgrami i całą areną dziejów. Pisze świat monarchii i potęgi, który odszedł bezpowrotnie i kultywuje pański gest, na który już nie ma i nie będzie miejsca w nowym świecie. I tak rozumie rolę pisarza – żeby uczciwie i rzetelnie opisywać świat, musi się o niego pokaleczyć, doświadczyć wielu wrażeń, często i upodlić, osmalić sobie skrzydła i poczuć twardość bruku, na który upada, choćby dzieci na chleb nie miały! I taka jest cena uczciwości wobec czytelnika. Jeśli ktoś jest już znużony opowieściami w stylu „kiedyś to było a teraz to nie ma”, niech tego nie czyta. Ale jednak myślę, że warto i należy – bo było dużo, dobrze i piękne i lepiej jest o tym pamiętać.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na108 miesięcy temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Rodzina Tótów. Gloria

Więcej
István Örkény Rodzina Tótów. Gloria Zobacz więcej
István Örkény Rodzina Tótów. Gloria Zobacz więcej
István Örkény Rodzina Tótów. Gloria Zobacz więcej
Więcej