"Cóż, zabiłem nie tego co trzeba i dlatego znalazłem się tutaj teraz."
Moi Drodzy
➡️Ta książka to samo życie. Opisy codzienności na Zachodzie mogłyby równie dobrze znaleźć się w fabularyzowanym dokumencie. Połykałem je garściami i wołałem o więcej. A dlaczego? Bo humor towarzyszył im na każdym kroku, bo ironia wychylała się zza każdego pif paf, a barwność, niezwykłość i realność treści towarzyszyła mi od początku do końca.
➡️Żeby uczynić bohaterką powieści dziejącej się na Dzikim Zachodzie czternastoletnią dziewczynkę - trzeba mieć jaja ze stali. Żeby zrobić to wiarygodnie - trzeba być geniuszem. A żeby jeszcze napełnić to mega folklorem prerii, dzikością ludzi i postaciami tak żywymi, że niemalże wyskakującymi z kart książki - trzeba się nazywać Charles Portis.
➡️Nieźle już podjarany filmem, którego mini reckę dałem Wam na story - zasiadłem do tej króciutkiej książki z wielkimi oczekiwaniami. Powiedziałem sobie tak - niech no po pierwszych 10 stronach nie odpłynę - książka idzie do kosza. Nie, nie do kosza - idzie na stos! Stos nieprzeczytanych książek, stos odłożonych książek, stos książek zapomnianych.
➡️Taki stos jest gorszy od stosu z płonącą wiedźmą. Taki stos jest gorszy od spieprzonego stosu atomowego. Ta książka się przestraszyła, wiem to, bo kto by się nie przestraszył? Jest tu jakiś cwaniak? To każdy cwaniak daje trzydzieści a reszta piątaka zarzucając z lekka klasyką 😉 A zatem - przestraszyła się i była rewelacyjna 😊
➡️Zacząłem uwielbiać Mattie od samego początku i łaskawszym okiem spojrzałem na pyskówki Młodej, dziękując Bogu, że nie dorwała się do tej książki 😉 Przecież, gdyby wzięła przykład z tej czternastolatki - marny mój los. Teraz na każde moje słowo ma 5 a tak miałaby 50 😅
➡️Krótko i na temat - ta historia wyrywa z butów! Główna bohaterka to chodząca masakra, która zagada każdego, przegada adwokatów, zapyskuje na śmierć rewolwerowców i zniszczy potokiem swych wypowiedzi teksaskich rangersów 😁 Ona jest jak kataklizm - nie do zatrzymania.
"- Z początku zastanawiałem się, czy nie skraść ci całusa, chociaż młoda jeszcze jesteś, chora i niespecjalnie atrakcyjna, ale teraz mam poważną chęć sprawienia ci lania pasem.
- Jedno i drugie byłoby dla mnie równie nieprzyjemne - odparłam" 😅
➡️Fabuła jest prosta jak cep - ginie ojciec bohaterki a ona wynajmuje twardego, lubiącego dać w palnik szeryfa, żeby schwytał i zabił zabójcę. Tyle. Motyw zemsty - klasyk. Motyw winy i kary - klasyk. Motyw pijącego bohatera - klasyk. Ta książka jest klasykiem od a do z, w najlepszym tego słowa znaczeniu.
"Bo za wszystko trzeba na tym łez padole zapłacić, w taki czy inny sposób. Nie ma niczego za darmo, oprócz łaski Pańskiej. A na nią można wyłącznie zasłużyć."
Ha! Lepiej bym nie powiedział.
➡️Dalej - jeśli nie lubujecie się w stonowanym i nie tak ostrym jak u "Braci Sisters" sarkazmie - ta książka nie jest dla Was. Jeśli nie kochacie pełnych ironii dialogów przyprawiających o skurcz śmiechu - ta książka Wam się nie spodoba. Jeśli nie lubicie bohaterów, którzy kupią Was od razu - to Wam się nie spodoba. A jeżeli nie uwielbiacie krwistych, wspaniałych, żywych, niesamowicie dynamicznych scen i postaci - omijajcie to szerokim łukiem! Byłbym zapomniał - jeśli nostalgia nie jest dla Was - omińcie tę książkę.
"PAN GOUDY: Wycofał się pan?
PAN COGBURN: Tak. Aaron zamachnął się na mnie siekierą.
PAN GOUDY: W jakim kierunku się pan cofał?
PAN COGBURN: Zazwyczaj cofam się do tyłu sir." 😅
Oooo scena przesłuchania to bajka 😅
➡️Powiem więcej, każda ze scen w tej książce to majstersztyk. Absolutnie każda. Począwszy od sceny wieszania, przez targi o konie do całego pościgu i prześwietnego finału. A wszystko to okraszone ironią najwyższej próby, często nieuchwytną, ledwo wyczuwalną, ale ona tam ciągle jest.
A scena z wręczaniem nakazu szczurowi - 😅😅😅 Do teraz mam skurcze ze śmiechu. Prosty ze mnie chłop 😁
➡️Znacznie bliżej tej książce do "Brazos" niż to było w przypadku "Braci Sisters" i jeśli szukacie czegoś podobnego - tutaj macie szansę to znaleźć. Oczywista na mniejszą skalę. I w pierwszej osobie, co znakomicie się sprawdza. Jest tu więcej naturalizmu niż w "Braciach", więcej surowego romantyzmu, więcej tęsknoty za Zachodem.
➡️Nostalgia przebija z każdej strony. Widzę te przestrzenie, widzę jeźdźców galopujących przez prerię, czuję dym ogniska, smród oddechu pijanego szeryfa, pragnienie elementarnej sprawiedliwości i dzikość tego kraju. To jest namacalne, to jest bliskie i bardzo prawdziwe. I przy tym wszystkim co chwila parskałem śmiechem jak znarowiony kuc 😅 Mistrzostwo!
➡️Ta opowieść to gawęda snuta przy ognisku, kiedy w niebo z wolna unosi się dym, a daleko na zachodzie gasną ostatnie chwile dnia. I butelka whiskey krąży z rąk do rąk. Taka to książka.
➡️Wszystko to udało się pogodzić z sarkastycznym na wskroś szeryfem, gadułą pierwszej wody, odartym ze złudzeń, który jest niewątpliwą ozdobą tej powieści. Wygląda mi na to, że sarkazm rośnie wraz z ilością wypitej whisky i nie dziwię się wcale, że tak polubiłem ten trunek.
"... stary, jednooki zbir postury Grovera Clevelanda. Powiedziałam: stary? Miał podówczas około czterdziestu lat."
O jasna cholera, ale się poczułem stary 😅
➡️A teraz Wam powiem - ta książka jest równie świetna jak "Bracia Sisters", chociaż wyraźnie inna. Momentami nawet lepsza, nie tak drapieżna, jak "Bracia", z tym swoim nieokrzesanym romantyzmem przebijającym przez brutalność i sarkazm, co osobiście uwielbiam.
➡️Jakbym miał ją porównać do czegoś, to do Przygód Hucka Finna i to nie tylko moje zdanie. A wiecie, że Twain to ironista wszechczasów. Mówię poważnie. Odleciałem, zachwyciłem się, jestem oczarowany i na mur przeczytam ją jeszcze nie jeden raz, tym bardziej, że jest taka krótka, co jest jej jedyną wadą.
➡️Mattie to ogień i masakra, jeszcze nie widziałem bohaterki tak młodej a przy tym tak trzeźwo myślącej, sarkastycznej, rezolutnej, zaradnej, pyskatej i jednocześnie uroczej.
➡️Szeryf to mega folklor i bohater czy może raczej antybohater perfekcyjny, wypełniony po brzegi ironią i tysiącem opowieści, chlejący przy tym na umór zaś teksaski ranger wprowadza dodatkowy ogień do wspomnianej dwójki (jakby go jeszcze było mało) i jest postacią niezwykle barwną i niesztampową. A pyskówki szeryfa i rangera to poezja 😅
➡️Całość to lektura na jedno podejście i zaręczam - nie oderwiecie się od tej książki, dopóki jej nie skończycie 💥
➡️Oceniam tę powieść na 9/10, niżej się nie da i daję UZJ (Uncelkowy Znak Jakości). Ponownie (po raz kolejny po "Braciach") zabrakło mi po prostu co najmniej dwustu stron. Czułem przeogromny niedosyt po zakończeniu lektury. A jak już przeczytacie książkę - bezwarunkowo obejrzyjcie film z Jeffem Bridgesem. Jest równie znakomity.
PS. Porównania do „Braci” były nieuniknione, dobrze się stało, że przeczytałem te książki jedna po drugiej 😊
OPINIE i DYSKUSJE o książce Diamenty są wieczne; Rok Barana
“Teraz już rozumiał, dlaczego diamenty przez stulecia wzbudzały tyle emocji i skąd się brało niemal erotyczne pożądanie, które odczuwali ludzie zajmujący się ich transportem, szlifowaniem i sprzedażą. Byli zniewoleni ich pięknem – tak czystym, że niosło ze sobą pewien rodzaj prawdy, boską władzę, w której obli- czu wszystkie inne przedmioty materialne, na przykład ta odrobina krzemionki, obracały się w glinę.”
Marylin Monroe wypowiadając swoje kultowe słowa “Diamenty to najlepszy przyjaciel kobiety” zapomniała, że nie tylko płeć piękna lubi ich towarzystwo. Inni zainteresowani nie afiszują się z posiadaniem błyskotek, jednak faktem jest, że diamenty to nie tylko najlepsi przyjaciele kobiet, lecz także mafii, która dla ich posiadania potrafi cię zabić bez mrugnięcia.
W swoim dzisiejszym tekście chciałbym opowiedzieć wam o IV tomie przygód Jamesa Bonda, w którym to nasz ulubiony agent odkryje, że “Diamenty są wieczne”. Oddelegowany przez swojego przełożonego, tajemniczego M. dostaje zadanie infiltracji nielegalnego szlaku przewozu tytułowych świecidełek, by następnie przeniknąć w odpowiedzialne za to struktury i porty docelowe. I to w samym centrum Stanów.
Kolejna książka Fleminga to w zasadzie dzieło, o którym zwyczajnie nie ma co się rozpisywać. Bond dostaje kolejną cuchnącą śmiercią sprawę, w której albo ponownie przechytrzy śmierć, albo skończy w nieoznaczonym miejscu na cmentarzu. James Bond bywa próżny, przeświadczony o swojej nieomylności i bylejakości amerykańskiej siatki przestępczej, jednak nawet on będzie musiał zrewidować swoje poglądy na pewne sprawy.
W “Diamenty są wieczne” Fleming kontynuuje sprawdzony schemat, który o dziwo dalej się sprawdza i przyciąga. Agent 007 jedzie do celu, utwierdza się w przekonaniu, że wygrywa, nagle dostaje po dupie i staje się ostrożniejszy. Dopiero, gdy przestaje myśleć o pięknych kobietach i potrzebach ciała, zaczyna być śmiertelnie poważny, a wtedy lepiej zejść mu z drogi.
W kolejnej powieści Iana, nie tylko diamenty są wieczne. Czytajcie i sami odkryjcie co. Nie będę zdradzał tej przyjemności.
Polecam.
“Teraz już rozumiał, dlaczego diamenty przez stulecia wzbudzały tyle emocji i skąd się brało niemal erotyczne pożądanie, które odczuwali ludzie zajmujący się ich transportem, szlifowaniem i sprzedażą. Byli zniewoleni ich pięknem – tak czystym, że niosło ze sobą pewien rodzaj prawdy, boską władzę, w której obli- czu wszystkie inne przedmioty materialne, na przykład ta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne spotkanie z agentem 007. Tym razem Bond pod przykrywką rozpracowuje szajkę przemytników diamentów. Jest oczywiście piękna kobieta, karty i martini. Polecam
Kolejne spotkanie z agentem 007. Tym razem Bond pod przykrywką rozpracowuje szajkę przemytników diamentów. Jest oczywiście piękna kobieta, karty i martini. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest złol, dama w opałach, strzelaniny i gra w karty. I Bond, James Bond.
Jest złol, dama w opałach, strzelaniny i gra w karty. I Bond, James Bond.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTe wszystkie wydarzenia w książce nierealne. Za łatwo się Bondowi wszystko udaje. Sama intryga nie porwała i czekałem tylko do końca książki.
Te wszystkie wydarzenia w książce nierealne. Za łatwo się Bondowi wszystko udaje. Sama intryga nie porwała i czekałem tylko do końca książki.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo kolejnej książce myślę sobie: po co oni w tych starych filmach tyle kombinowali
Po kolejnej książce myślę sobie: po co oni w tych starych filmach tyle kombinowali
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ dotychczasowych części przygód Jamesa Bonda ta część wypada najsłabiej. Nie jest to zła książka ale też jakoś wybitnie nie wciąga. Bond jest jakiś mało bondowski, fabuła w porządku ale jakoś mało ekscytuje. Książka doczekała się ekranizacji w 1971 roku gdzie zagrał Sean Connery. Film wypada lepiej niż książka. Wydaje się, że ten spadek formy w twórczości Iana Fleminga spowodowany jest tym, że był "kreatywnie wyczerpany" po poprzednio stworzonej bardzo dobrej powieści "Moonraker". Ale nie ma się co martwić bo zaraz po "Diamenty są wieczne" mamy arcydzieło w całym cyklu. Mowa oczywiście o "Pozdrowieniach z Rosji". To piąta książka z cyklu a drugi film powstały w 1963 gdzie główną rolę grał Sean Connery.
Z dotychczasowych części przygód Jamesa Bonda ta część wypada najsłabiej. Nie jest to zła książka ale też jakoś wybitnie nie wciąga. Bond jest jakiś mało bondowski, fabuła w porządku ale jakoś mało ekscytuje. Książka doczekała się ekranizacji w 1971 roku gdzie zagrał Sean Connery. Film wypada lepiej niż książka. Wydaje się, że ten spadek formy w twórczości Iana Fleminga...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ pierwszych pięciu przeczytanych części o JB ta niestety jest nudna i bez życia. Akcja toczy się w sennym, ślimaczym tempie i mam wrażenie jakby ta książka była napisana trochę na siłę. Nie polecam zaczynać serii o Agencie 007 od tej pozycji.
Z pierwszych pięciu przeczytanych części o JB ta niestety jest nudna i bez życia. Akcja toczy się w sennym, ślimaczym tempie i mam wrażenie jakby ta książka była napisana trochę na siłę. Nie polecam zaczynać serii o Agencie 007 od tej pozycji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUwielbiam Bonda, ale trzeba przyznać, że starzeje się nie najlepiej. Nostalgia jednak pozostaje!
Uwielbiam Bonda, ale trzeba przyznać, że starzeje się nie najlepiej. Nostalgia jednak pozostaje!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka o Bondzie napisana przez Iana Fleminga. James ma tym razem powstrzymać przemyt diamentów. W tym celu podszywa się jako przemytnik i wkracza do świata gangsterów w Ameryce.
Powieść niestety jest dość nudna. Sporo kartek trzeba przełożyć zanim zacznie się coś dziać. Postacie nie zapadły mi jakoś szczególnie w pamięć. Amerykańscy gangsterzy byli przedstawieni jak jakiś rodzaj parodii. Szef gangu z westernowym miasteczkiem?
Były dwa momenty w książce, które zawierały jakiś "suspense" i akcję. Lecz na całokształt książki jest to zdecydowanie za mało.
Rozumiem, że książka dawno była napisana, ale zdecydowanie brakuje jej ciekawych momentów. Czuje się szczerze zawiedziony. Mój zapał na kolejne książki zdecydowanie spadł. Robię sobie przerwę od przygód Bonda. Może wrócę za jakiś czas.
Kolejna książka o Bondzie napisana przez Iana Fleminga. James ma tym razem powstrzymać przemyt diamentów. W tym celu podszywa się jako przemytnik i wkracza do świata gangsterów w Ameryce.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść niestety jest dość nudna. Sporo kartek trzeba przełożyć zanim zacznie się coś dziać. Postacie nie zapadły mi jakoś szczególnie w pamięć. Amerykańscy gangsterzy byli przedstawieni...
Dobrze poprowadzona historia, interesujący bohaterowie i niezmiennie czarujący James Bond.
Dobrze poprowadzona historia, interesujący bohaterowie i niezmiennie czarujący James Bond.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to