Diamenty są wieczne

Okładka książki Diamenty są wieczne autora Ian Fleming, 9788383299440
Okładka książki Diamenty są wieczne
Ian Fleming Wydawnictwo: Skarpa Warszawska Cykl: James Bond (tom 4) Ekranizacje: Diamenty są wieczne (1971) kryminał, sensacja, thriller
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
James Bond (tom 4)
Tytuł oryginału:
Diamonds are Forever
Data wydania:
2025-08-13
Data 1. wyd. pol.:
1988-01-01
Data 1. wydania:
2009-01-01
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383299440
Tłumacz:
Tomasz Konatkowski
Ekranizacje:
Diamenty są wieczne (1971)
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Diamenty są wieczne w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Diamenty są wieczne

Średnia ocen
6,3 / 10
435 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Diamenty są wieczne

avatar
1259
712

Na półkach: , , ,

“Teraz już rozumiał, dlaczego diamenty przez stulecia wzbudzały tyle emocji i skąd się brało niemal erotyczne pożądanie, które odczuwali ludzie zajmujący się ich transportem, szlifowaniem i sprzedażą. Byli zniewoleni ich pięknem – tak czystym, że niosło ze sobą pewien rodzaj prawdy, boską władzę, w której obli- czu wszystkie inne przedmioty materialne, na przykład ta odrobina krzemionki, obracały się w glinę.”

Marylin Monroe wypowiadając swoje kultowe słowa “Diamenty to najlepszy przyjaciel kobiety” zapomniała, że nie tylko płeć piękna lubi ich towarzystwo. Inni zainteresowani nie afiszują się z posiadaniem błyskotek, jednak faktem jest, że diamenty to nie tylko najlepsi przyjaciele kobiet, lecz także mafii, która dla ich posiadania potrafi cię zabić bez mrugnięcia.

W swoim dzisiejszym tekście chciałbym opowiedzieć wam o IV tomie przygód Jamesa Bonda, w którym to nasz ulubiony agent odkryje, że “Diamenty są wieczne”. Oddelegowany przez swojego przełożonego, tajemniczego M. dostaje zadanie infiltracji nielegalnego szlaku przewozu tytułowych świecidełek, by następnie przeniknąć w odpowiedzialne za to struktury i porty docelowe. I to w samym centrum Stanów.

Kolejna książka Fleminga to w zasadzie dzieło, o którym zwyczajnie nie ma co się rozpisywać. Bond dostaje kolejną cuchnącą śmiercią sprawę, w której albo ponownie przechytrzy śmierć, albo skończy w nieoznaczonym miejscu na cmentarzu. James Bond bywa próżny, przeświadczony o swojej nieomylności i bylejakości amerykańskiej siatki przestępczej, jednak nawet on będzie musiał zrewidować swoje poglądy na pewne sprawy.

W “Diamenty są wieczne” Fleming kontynuuje sprawdzony schemat, który o dziwo dalej się sprawdza i przyciąga. Agent 007 jedzie do celu, utwierdza się w przekonaniu, że wygrywa, nagle dostaje po dupie i staje się ostrożniejszy. Dopiero, gdy przestaje myśleć o pięknych kobietach i potrzebach ciała, zaczyna być śmiertelnie poważny, a wtedy lepiej zejść mu z drogi.

W kolejnej powieści Iana, nie tylko diamenty są wieczne. Czytajcie i sami odkryjcie co. Nie będę zdradzał tej przyjemności.

Polecam.

“Teraz już rozumiał, dlaczego diamenty przez stulecia wzbudzały tyle emocji i skąd się brało niemal erotyczne pożądanie, które odczuwali ludzie zajmujący się ich transportem, szlifowaniem i sprzedażą. Byli zniewoleni ich pięknem – tak czystym, że niosło ze sobą pewien rodzaj prawdy, boską władzę, w której obli- czu wszystkie inne przedmioty materialne, na przykład ta...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
319
247

Na półkach:

Kolejne spotkanie z agentem 007. Tym razem Bond pod przykrywką rozpracowuje szajkę przemytników diamentów. Jest oczywiście piękna kobieta, karty i martini. Polecam

Kolejne spotkanie z agentem 007. Tym razem Bond pod przykrywką rozpracowuje szajkę przemytników diamentów. Jest oczywiście piękna kobieta, karty i martini. Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
551
66

Na półkach: ,

Jest złol, dama w opałach, strzelaniny i gra w karty. I Bond, James Bond.

Jest złol, dama w opałach, strzelaniny i gra w karty. I Bond, James Bond.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1005 użytkowników ma tytuł Diamenty są wieczne na półkach głównych
  • 623
  • 369
  • 13
315 użytkowników ma tytuł Diamenty są wieczne na półkach dodatkowych
  • 260
  • 13
  • 13
  • 10
  • 7
  • 6
  • 6

Tagi i tematy do książki Diamenty są wieczne

Inne książki autora

Ian Fleming
Ian Fleming
Ian Fleming jako dziecko Valentine Fleming i Evelyn St. Croix Fleming. Jego starszy brat, Peter Fleming, był popularnym autorem książek podróżniczych. Ian kształcił się w elitarnym Eton College, a następnie w Sandhurst, równie elitarnej akademii wojskowej. Następnie uczył się niemieckiego w Kitzbühel w Austrii, a później studiował na Uniwersytecie Monachijskim. Już wtedy najprawdopodobniej był związany z brytyjskim wywiadem wojskowym. Po ukończeniu edukacji zaczął pracować jako dziennikarz agencji Reuters, a potem jako broker giełdowy w firmie Rowe and Pitman, w Londynie. W 1939 r., w przededniu II wojny światowej, został powołany przez admirała Johna Godfreya, szefa British Department of Naval Intelligence, na adiutanta. W służbie tej zasłynął jako twórca idei operacji Ruthless, nigdy ostatecznie nie zrealizowanej, której zadaniem było zdobycie enigmy stosowanej przez Kriegsmarine. Na kartach sensacyjnej książki autorstwa Anthony Mastersa (The Man Who Was M: The Life of Charles Henry Maxwell Knight) Fleming występuje też jako główny organizator akcji ucieczki Rudolfa Hessa z Niemiec, w 1941 r. - jego rzekomy udział w tej akcji jest jednak prawdopodobnie tylko fikcją literacką. Osobiste doświadczenie z pracy w wywiadzie wojskowym stało się kanwą wielu powieści szpiegowskich pisanych przez Fleminga. Pierwsza powieść z udziałem Jamesa Bonda, "Casino Royale", została wydana w 1953 r. Uważa się dość powszechnie, że główna postać kobieca z "Casino Royale" była zainspirowana przez agentkę Krystynę Skarbek, pracującą dla SOE. Fleming napisał łącznie 12 powieści i 9 opowiadań z Jamesem Bondem, agentem 007, w roli głównej. Oprócz tego napisał też bardzo poczytną powieść dla dzieci "Chitty Chitty Bang Bang". Dochód z tych wszystkich książek umożliwił Flemingowi przejście pod koniec lat 50. na dostatnią emeryturę, którą spędził w swojej willi na Jamajce. W trakcie ekranizacji serii filmów z James Bondem, która zaczęła się w 1962 r., Fleming zaproponował swojemu kuzynowi, aktorowi Christopherowi Lee, rolę "czarnego charakteru", Dr. Juliusa No. Aktor ten był też brany pod uwagę przy obsadzaniu roli samego Bonda. W 1964 r., u szczytu powodzenia, Ian Fleming zmarł na zawał serca, w wieku 56 lat, w Canterbury, w Anglii. Jego grób znajduje się w rodzinnej wsi jego żony, Ann Geraldine Mary Fleming (1913–1981),Sevenhampton niedaleko Swindon. Ian Fleming był także cenionym bibliofilem. Jego hobby było gromadzenie rękopisów i pierwszych wydań książek, które "w jakiś sposób zmieniły losy zachodniej cywilizacji". Posiadał on m.in. w swoich zbiorach pierwsze wydanie Mein Kampf Hitlera i rękopis "O pochodzeniu gatunków". Jego zbiory zostały podarowane przez rodzinę dla "Lilly Library", znajdującej się na Uniwersytecie Indiana. W połowie lat 90. Pierce Brosnan, piąty z kolei odtwórca roli Jamesa Bonda, kupił maszynę do pisania, na której Ian Fleming pisał na Jamajce kolejne powieści sensacyjne.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Indeks strachu Robert Harris
Indeks strachu
Robert Harris
Urzeczony rewelacyjnym "Konklawe", postanowiłem przeczytać inne powieści Roberta Harrisa. Wybór padł na "Indeks strachu" - thriller technologiczny z 2011 roku, opowiadający o Alexie Hoffmannie, założycielu funduszu hedgingowego, do którego pewnej nocy włamuje się jakiś typ. Nic nie kradnie, ale uciekając, nokautuje Hoffmanna gaśnicą. Moja pierwsza myśl: kolesia załatwił Grzegorz Braun. Ale to nie był on. Co równie dziwne, tego samego dnia, tylko trochę wcześniej, ktoś przysłał Alexowi pierwsze wydanie dzieła Darwina. Rzecz dosyć kosztowna, a szybki research wykazał, że nie stała za tym ani jego żona, ani wspólnik. No dobra, Alex dostaje w łeb, włamywacz ucieka, żona Alexa wzywa policję i rozpoczyna się dochodzenie - i to wszystko na niespełna dobę przed prezentacją nowego algorytmu VIXAL-4, który ma zrewolucjonizować pomnażanie zysków klientów firmy Hoffmanna oraz samego pana prezesa, oczywiście. Czy włamanie ma coś wspólnego z planowaną prezentacją? Alex zaczyna podejrzewać, że tak, zwłaszcza gdy okazuje się, że ową książkę kupił rzekomo sam. W grę wchodzą dwie możliwości. Pierwsza: ktoś (konkurencja albo utajony wróg) bawi się z nim w kotka i myszkę. Druga opcja jest taka, że Alex wariuje. Ponownie, ponieważ w przeszłości już raz przeszedł załamanie nerwowe. I właściwie cała akcja "Indeksu strachu" skupia się właśnie na tej niepewności: czy faktycznie Alexowi odjeżdża peron i zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością? Czy może ktoś tak to wszystko ustawia, aby przekonać zarówno Alexa, jak i jego najbliższych, że dzieje się z nim coś złego? Na tym motywie bazuje cała intryga i to nie jest złe. Harris potrafi przykuć uwagę, trzymać czytelnika w niepewności. Problem w tym, że "Indeks strachu" ma w sobie zbyt dużo ekonomicznych niuansów i terminologii, które brzmią jak zaklęcia rodem z Hogwartu. I chapeau bas dla Harrisa za to, że zrobił dogłębny research tematu, że naprawdę wszedł w sprawy funduszy hedgingowych głęboko i starał się nam tę zdobytą wiedzę przekazać, ale odniosłem wrażenie, że jest tego ciut za dużo, zwłaszcza że koniec końców niewiele to wnosi do clou całej historii. Trochę inaczej wygląda poruszany w powieści temat nowych technologii i sztucznej inteligencji. Przypomnijmy, że "Indeks strachu" Harris napisał w 2011 roku, czyli ponad dekadę przed boomem na AI. Pod tym względem powieść wydaje się wręcz wizjonerska, a na pewno bardzo na czasie - zwłaszcza że pokazuje nie tylko wielkie możliwości, jakie daje nam sztuczna inteligencja, ale również, jak poważne zagrożenia ze sobą niesie. Robert Harris to znakomity pisarz, który doskonale potrafi posługiwać się słowem i buduje napięcie jak mało kto. I to, co najlepsze u tego autora, znajdziecie w "Indeksie strachu", łącznie z ciekawymi, niejednoznacznymi bohaterami. Sam Alex jest raczej aspołecznym typem, ale mimo to nie życzyłem mu źle - jego trudny charakter pozostaje na akceptowalnym poziomie. Największy problem, jaki mam z tą powieścią, to zbyt ciężki temat. Finanse na poziomie giełdowym to coś, co może nudzić przeciętnego czytelnika - i były momenty, że i ja miałem dość. Te fragmenty trochę zaburzają dynamikę thrillera, ale generalnie "Indeks strachu" oceniam jako powieść dobrą. Chciałoby się powiedzieć „tylko dobrą”, bo po rewelacyjnym "Konklawe" miałem bardzo duże oczekiwania. No właśnie - może za duże? Po dwóch powieściach jeszcze trudno przesądzić, dlatego pewnie niebawem sięgnę po kolejną książkę Harrisa. Dla kogo jest więc "Indeks strachu"? To powieść dla ścisłych umysłów, fanów giełdy i nowych technologii. No i miłośników thrillerów, którzy nie boją się niełatwych tematów finansowych.
Mroczne-Strony - awatar Mroczne-Strony
ocenił na613 dni temu
Pozdrowienia z Rosji Ian Fleming
Pozdrowienia z Rosji
Ian Fleming
“Radość sprawiał mu jedynie wspaniały akt pozbawienia życia, nic innego.” “Ktoś, kto dziesięć, dwadzieścia, sto razy wysłucha agonalnego rzężenia, niezależnie od tego, jak bardzo nieludzką jest istotą, zaraża się - być może przez osmozę, w wyniku kontaktu z umieraniem - wirusem śmierci, który wnika do jego ciała i pożera go niczym rak.” James Bond walczył z tak dużą liczbą wrogich agentów i zaszedł za skórę tak dużej liczbie osób, że wręcz zdziwiłbym się gdyby w końcu jego wrogowie nie przeszli do kontrataku, wymierzając swoją prawicę w stronę wizytówki tajnych służb jej królewskiej Mości. Prezentowany dziś piąty tom przygód agenta 007 pt. “Pozdrowienia z Rosji” to nie tytułowy gest jakiegoś podwójnego agenta Związku Radzieckiego, lecz sprytny plan całego ZSRR, które po ostatnich kompromitacjach postanawia odwdzieczyć się zachodowi uderzając tam, gdzie zaboli ich najmocniej. A gdzie uderzyć, żeby zrobić to z klasą, jednocześnie nie wywołując kolejnej wojny? W samo serce systemu, tam gdzie w cieniu kryje się znienawidzony James Bond. Agent 007 to człowiek z żelaza, jednak nawet w tak szczelnej skorupie znajdzie się miejsce na wbicie noża. Agentura Radziecka dobrze zna Jamesa i jego słabość do kobiet, dlatego pod odpowiednią przykrywką wysyłają mu haczyk i “przynętę ”: piękną Tatianę, która ma go w sobie rozkochać, a następnie zniszczyć tak, żeby cała Europa poczuła jego wstyd. Czy piękne ciało wystarczy, żeby zakręcić go sobie wokół palca? Czy trening najsłynniejszego agenta pójdzie w dal dla pięknego usmiechu? Sami zobaczycie. W końcu są kobiety, dla których palono cały swiat. Jestem fanem uniwersum Fleminga, a jednocześnie z tomu na tom odnoszę coraz większe wrażenie, że James Bond wygrywa, tylko dlatego, że jest odpowiednio wyposażony w kamizelkę kuloodporną z napisem “jestem nie do ruszenia”. Ameryki nie odkrywam, Bond musi przeżyć, a jednocześnie jego wrogowie mogliby się zachowywać w mniej karykaturalny sposób. Kiedy twój wróg leży związany jak baleron, to do niego strzelasz a nie wyjawiasz plan. Ale tak, lekko się dziś czepiam. W każdym razie lektura kolejnego Bonda była czystą i szybką przyjemnością. Każdy czyta po swojemu, ale osobiście zjadam świat 007 w rekordowym tempie. Polecam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na71 dzień temu
Moonraker Ian Fleming
Moonraker
Ian Fleming
“To już był inny człowiek, człowiek do tej pory ukrywający się pod maską. Stworzenie schowane pod płaskim kamieniem, który nieopatrznie podniosła.” “Wśród morza ognia chłopiec stał…” “Iskrzący się blaskiem pocisk opierał się na ściętym stożku stalowej kratownicy ustawionym na podłodze szybu między końcówkami mocno odchylonych do tyłu trójkątnych stateczników, na pierwszy rzut oka ostrych jak chirurgiczne skalpele. Nic nie zakłócało jedwabistego połysku pięćdziesięciu stóp wypolerowanego chromu, jeśli nie liczyć pajęczych odnóg dwóch lekkich rusztowań stojących przy ścianach i utrzymujących rakietę między grubymi blokami piankowej gumy.” Podwójni agenci w garniturach skrojonych na miarę, piękne kobiety z charakterystycznym błyskiem w oku i w końcu on: James Bond. Agent 007, żywa legenda z licencją na zabijanie. W ciągu ostatnich dni przesiąknąłem światem kreślonym przez Iana Fleminga, dlatego dziś chciałbym opowiedzieć wam o „Moonraker” będącym III tomem serii. Czym jest tytułowe słowo, zapytacie? To nazwa powojennego rakietowego systemu obronnego wysp, wokół którego kręci się oś fabularna omawianego dziś tomu. Wielka Brytania goi rany po niedawnej wojnie, obiecując sobie, że nigdy więcej nie dojdzie do masowego ludobójstwa , dlatego wszyscy zgadzają się entuzjastycznie, gdy pojawia się milioner sir Hugo Drax oferujący gotowe rozwiązanie. Patriota, o czystej przeszłości, wręcz krystalicznie lśniący w cieniu brytyjskiej flagi, proponuje bezpieczeństwo, które raz na zawsze zamknie usta czerwonym ze wschodu. Tylko czy to rozwiązanie nie jest mieczem obusiecznym? Tym, co sprawia, że „Moonraker” działa jest stopniowe aczkolwiek konsekwentne dokręcanie śruby czytelnikowi, co w innych okolicznościach moglibyśmy nazwać odkrywaniem kart przy krupierskim stole. Bond opalony i wypoczęty po zasłużonym urlopie sam przyznaje, że teraz czeka go papierkowa robota w biurze, nie podejrzewając, że z pozoru prosta i nieobowiązująca przysługa dla przełożonego, ponownie pochłonie go w zakulisowe sprawy zdolne do wywrócenia kruchego powojennego pokoju. No, bo i co może się stać podczas jednej partyjki kart? Fleming nie rozmieniał się na drobne, a akcja jego powieści ponownie leci do celu niczym śmiercionośna rakieta. Nie ma tu przygotowań. Nie ma jasno opisanej sprawy i kwadratowego wroga, którego nazwisko kończy się na -ov. Jest tylko podskórna intuicja agenta ślizgająca po grze pozorów, trop cienki niczym nitka i oczywiście odliczanie zegara do odpalenia tytułowego „Moonrakera”. Polecam. O ile macie ochotę na powieści szpiegowskie.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na71 dzień temu
Prawdziwe męstwo Charles Portis
Prawdziwe męstwo
Charles Portis
"Cóż, zabiłem nie tego co trzeba i dlatego znalazłem się tutaj teraz." Moi Drodzy ➡️Ta książka to samo życie. Opisy codzienności na Zachodzie mogłyby równie dobrze znaleźć się w fabularyzowanym dokumencie. Połykałem je garściami i wołałem o więcej. A dlaczego? Bo humor towarzyszył im na każdym kroku, bo ironia wychylała się zza każdego pif paf, a barwność, niezwykłość i realność treści towarzyszyła mi od początku do końca. ➡️Żeby uczynić bohaterką powieści dziejącej się na Dzikim Zachodzie czternastoletnią dziewczynkę - trzeba mieć jaja ze stali. Żeby zrobić to wiarygodnie - trzeba być geniuszem. A żeby jeszcze napełnić to mega folklorem prerii, dzikością ludzi i postaciami tak żywymi, że niemalże wyskakującymi z kart książki - trzeba się nazywać Charles Portis. ➡️Nieźle już podjarany filmem, którego mini reckę dałem Wam na story - zasiadłem do tej króciutkiej książki z wielkimi oczekiwaniami. Powiedziałem sobie tak - niech no po pierwszych 10 stronach nie odpłynę - książka idzie do kosza. Nie, nie do kosza - idzie na stos! Stos nieprzeczytanych książek, stos odłożonych książek, stos książek zapomnianych. ➡️Taki stos jest gorszy od stosu z płonącą wiedźmą. Taki stos jest gorszy od spieprzonego stosu atomowego. Ta książka się przestraszyła, wiem to, bo kto by się nie przestraszył? Jest tu jakiś cwaniak? To każdy cwaniak daje trzydzieści a reszta piątaka zarzucając z lekka klasyką 😉 A zatem - przestraszyła się i była rewelacyjna 😊 ➡️Zacząłem uwielbiać Mattie od samego początku i łaskawszym okiem spojrzałem na pyskówki Młodej, dziękując Bogu, że nie dorwała się do tej książki 😉 Przecież, gdyby wzięła przykład z tej czternastolatki - marny mój los. Teraz na każde moje słowo ma 5 a tak miałaby 50 😅 ➡️Krótko i na temat - ta historia wyrywa z butów! Główna bohaterka to chodząca masakra, która zagada każdego, przegada adwokatów, zapyskuje na śmierć rewolwerowców i zniszczy potokiem swych wypowiedzi teksaskich rangersów 😁 Ona jest jak kataklizm - nie do zatrzymania. "- Z początku zastanawiałem się, czy nie skraść ci całusa, chociaż młoda jeszcze jesteś, chora i niespecjalnie atrakcyjna, ale teraz mam poważną chęć sprawienia ci lania pasem. - Jedno i drugie byłoby dla mnie równie nieprzyjemne - odparłam" 😅 ➡️Fabuła jest prosta jak cep - ginie ojciec bohaterki a ona wynajmuje twardego, lubiącego dać w palnik szeryfa, żeby schwytał i zabił zabójcę. Tyle. Motyw zemsty - klasyk. Motyw winy i kary - klasyk. Motyw pijącego bohatera - klasyk. Ta książka jest klasykiem od a do z, w najlepszym tego słowa znaczeniu. "Bo za wszystko trzeba na tym łez padole zapłacić, w taki czy inny sposób. Nie ma niczego za darmo, oprócz łaski Pańskiej. A na nią można wyłącznie zasłużyć." Ha! Lepiej bym nie powiedział. ➡️Dalej - jeśli nie lubujecie się w stonowanym i nie tak ostrym jak u "Braci Sisters" sarkazmie - ta książka nie jest dla Was. Jeśli nie kochacie pełnych ironii dialogów przyprawiających o skurcz śmiechu - ta książka Wam się nie spodoba. Jeśli nie lubicie bohaterów, którzy kupią Was od razu - to Wam się nie spodoba. A jeżeli nie uwielbiacie krwistych, wspaniałych, żywych, niesamowicie dynamicznych scen i postaci - omijajcie to szerokim łukiem! Byłbym zapomniał - jeśli nostalgia nie jest dla Was - omińcie tę książkę. "PAN GOUDY: Wycofał się pan? PAN COGBURN: Tak. Aaron zamachnął się na mnie siekierą. PAN GOUDY: W jakim kierunku się pan cofał? PAN COGBURN: Zazwyczaj cofam się do tyłu sir." 😅 Oooo scena przesłuchania to bajka 😅 ➡️Powiem więcej, każda ze scen w tej książce to majstersztyk. Absolutnie każda. Począwszy od sceny wieszania, przez targi o konie do całego pościgu i prześwietnego finału. A wszystko to okraszone ironią najwyższej próby, często nieuchwytną, ledwo wyczuwalną, ale ona tam ciągle jest. A scena z wręczaniem nakazu szczurowi - 😅😅😅 Do teraz mam skurcze ze śmiechu. Prosty ze mnie chłop 😁 ➡️Znacznie bliżej tej książce do "Brazos" niż to było w przypadku "Braci Sisters" i jeśli szukacie czegoś podobnego - tutaj macie szansę to znaleźć. Oczywista na mniejszą skalę. I w pierwszej osobie, co znakomicie się sprawdza. Jest tu więcej naturalizmu niż w "Braciach", więcej surowego romantyzmu, więcej tęsknoty za Zachodem. ➡️Nostalgia przebija z każdej strony. Widzę te przestrzenie, widzę jeźdźców galopujących przez prerię, czuję dym ogniska, smród oddechu pijanego szeryfa, pragnienie elementarnej sprawiedliwości i dzikość tego kraju. To jest namacalne, to jest bliskie i bardzo prawdziwe. I przy tym wszystkim co chwila parskałem śmiechem jak znarowiony kuc 😅 Mistrzostwo! ➡️Ta opowieść to gawęda snuta przy ognisku, kiedy w niebo z wolna unosi się dym, a daleko na zachodzie gasną ostatnie chwile dnia. I butelka whiskey krąży z rąk do rąk. Taka to książka. ➡️Wszystko to udało się pogodzić z sarkastycznym na wskroś szeryfem, gadułą pierwszej wody, odartym ze złudzeń, który jest niewątpliwą ozdobą tej powieści. Wygląda mi na to, że sarkazm rośnie wraz z ilością wypitej whisky i nie dziwię się wcale, że tak polubiłem ten trunek. "... stary, jednooki zbir postury Grovera Clevelanda. Powiedziałam: stary? Miał podówczas około czterdziestu lat." O jasna cholera, ale się poczułem stary 😅 ➡️A teraz Wam powiem - ta książka jest równie świetna jak "Bracia Sisters", chociaż wyraźnie inna. Momentami nawet lepsza, nie tak drapieżna, jak "Bracia", z tym swoim nieokrzesanym romantyzmem przebijającym przez brutalność i sarkazm, co osobiście uwielbiam. ➡️Jakbym miał ją porównać do czegoś, to do Przygód Hucka Finna i to nie tylko moje zdanie. A wiecie, że Twain to ironista wszechczasów. Mówię poważnie. Odleciałem, zachwyciłem się, jestem oczarowany i na mur przeczytam ją jeszcze nie jeden raz, tym bardziej, że jest taka krótka, co jest jej jedyną wadą. ➡️Mattie to ogień i masakra, jeszcze nie widziałem bohaterki tak młodej a przy tym tak trzeźwo myślącej, sarkastycznej, rezolutnej, zaradnej, pyskatej i jednocześnie uroczej. ➡️Szeryf to mega folklor i bohater czy może raczej antybohater perfekcyjny, wypełniony po brzegi ironią i tysiącem opowieści, chlejący przy tym na umór zaś teksaski ranger wprowadza dodatkowy ogień do wspomnianej dwójki (jakby go jeszcze było mało) i jest postacią niezwykle barwną i niesztampową. A pyskówki szeryfa i rangera to poezja 😅 ➡️Całość to lektura na jedno podejście i zaręczam - nie oderwiecie się od tej książki, dopóki jej nie skończycie 💥 ➡️Oceniam tę powieść na 9/10, niżej się nie da i daję UZJ (Uncelkowy Znak Jakości). Ponownie (po raz kolejny po "Braciach") zabrakło mi po prostu co najmniej dwustu stron. Czułem przeogromny niedosyt po zakończeniu lektury. A jak już przeczytacie książkę - bezwarunkowo obejrzyjcie film z Jeffem Bridgesem. Jest równie znakomity. PS. Porównania do „Braci” były nieuniknione, dobrze się stało, że przeczytałem te książki jedna po drugiej 😊
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na94 lata temu
Lewandowski. Prawdziwy Sebastian Staszewski
Lewandowski. Prawdziwy
Sebastian Staszewski
Od listopada 2025 roku ogromną popularnością cieszy się biografia Sebastiana Staszewskiego pt.: "Lewandowski. Prawdziwy". Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Sine Qua Non. Mimo iż swoją premierę miała 7 listopada minionego roku to zdążyła stać się najlepiej sprzedającą się książką sportową w 2025 roku. Momentalnie zatem podbiła rynek i zyskała bardzo dobre recenzje. Dzięki współpracy z wydawnictwem, również i ja miałem okazję zapoznać się z tą pozycją. Jest to prawdziwa biblia Roberta Lewandowskiego licząca niemal siedemset stron. Oprawiona w twardą okładkę, co czyni ją atrakcyjniejszą, znakomicie prezentuje się na regale. W czasie pięćdziesięciu podróży do trzech różnych krajów, autor przeprowadził rozmowy z ponad 250 osobami nie tylko ze świata piłki. Wśród nich byli piłkarze, trenerzy, selekcjonerzy, znajomi, koledzy, prezydenci, artyści oraz dziennikarze. O powstaniu książki sam bohater dowiedział się na kilka tygodni przed pierwszym spotkaniem z autorem. Był jednak szczery, odpierał zarzuty, sam je formułował, mówił o ludziach, wydarzeniach, a nawet zdał się na samokrytykę. Biografia jest nieautoryzowana, a szkoda. Niemniej jednak Sebastian mógł pytać o wszystko i każde słowo piłkarza mogło być wykorzystane na potrzeby biografii. Podczas trzech spotkać, dziennikarz nagrał blisko dziesięć godzin rozmów, które są opublikowane bez ingerencji piłkarza w treść. Prawdziwy. Nie jest to laurka, ale starannie spisana biografia. Wzloty, upadki, ciężkie tematy, afery - znajdziemy tu wszystko. Wcześniejsze książki Lewego były autoryzowane i głównie były to laurki, jak mawiał Szczęsny" "Robert nie poruszył w nich trudnych tematów". Tutaj znajdziemy wszystkie tematy. W opisie znajdziemy jeszcze notkę: "Po tej książce nigdy nie spojrzysz na Roberta Lewandowskiego tak samo". No i generalnie coś w tym jest. Lewy jest trochę dziwny, oczywiście nie obrażając go, teraz rzeczywiście trochę inaczej na niego patrzę. Przeczytajcie sami i wyróbcie sobie lepszą opinię na temat jednego z najlepszych (a może już najlepszego?) polskiego piłkarza.
SportBooksPl - awatar SportBooksPl
ocenił na83 dni temu
Krwawe żniwo Dashiell Hammett
Krwawe żniwo
Dashiell Hammett
Sięgając po tę pozycję byłem pełen nadziei, bowiem Hammett uznawany jest za prekursora czarnego kryminału. To on jest również autorem znakomitego klasyka "Sokół maltański". A że uwielbiam kino noir, to byłem ciekaw jak zaprezentuje się takie opowiadanie na kartach powieści. No i powalić mnie nie powaliło. Debiutanckie dzieło Hammetta opowiada o bezimiennym detektywie, który przyjeżdża do fikcyjnego miasta Personville (ironicznie zwanym Poisonville) w celu rozwiązania morderstwa. Tam wpada w sam środek przegniłego bagna. W miasteczku gangi, skorumpowani gliniarze, różna masa rzezimieszków to chleb powszedni, a i nasz bohater nie jest świętym. Na papierze wygląda to świetnie, w praktyce nie do końca. Przede wszystkim zabrakło mi jakiegokolwiek zarysowania postaci, nawet o detektywie niewiele wiemy. Treść książki ograniczona jest do niezbędnego minimum, ciągle się coś dzieje, pada dużo nazwisk, więc łatwo się też pogubić. Trudno się z kimkolwiek utożsamić, kimś się przejąć, bo to bardzo papierowe postacie. Dobre są natomiast dialogi, przesycone ironią, cynizmem i stosownymi one-linerami. Ale cóż, tyle mi nie wystarczyło, im dłużej się czytało, tym większa obojętność losami Personville. Nie skreślam jednak Hammetta i po literackiego "Sokoła maltańskiego" z pewnością sięgnę. Liczę też, że styl Raymonda Chandlera bardziej mi podejdzie, jeśli mowa o legendarnych autorach czarnego kryminału.
Pauleta - awatar Pauleta
oceniła na62 lata temu

Cytaty z książki Diamenty są wieczne

Więcej
Ian Fleming Diamenty są wieczne Zobacz więcej
Ian Fleming Diamenty są wieczne Zobacz więcej
Więcej