Grochów

Okładka książki Grochów autora Andrzej Stasiuk, 9788375362886
Okładka książki Grochów
Andrzej Stasiuk Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią literatura piękna
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Data wydania:
2012-03-28
Data 1. wyd. pol.:
2012-03-28
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375362886
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Grochów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Grochów i



Przeczytane 4465 Opinie 121 Oficjalne recenzje 154

Opinia społeczności książki Grochówi



Książki 4890 Opinie 1342

Oceny książki Grochów

Średnia ocen
7,2 / 10
813 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Grochów

avatar
85
26

Na półkach:

O odchodzeniu ludzi, zwierząt i chwil. O znikaniu wspomnień i miejsc.

O odchodzeniu ludzi, zwierząt i chwil. O znikaniu wspomnień i miejsc.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
106
93

Na półkach:

Dużo o tej śmierci się naczytałem ostatnio. Nie żebym narzekał. Kolejny raz owocne spotkanie z mistrzowską prozą-poezją Stasiuka. Medytacja nad przeszłym (a może nigdy nie przeszłym, wciąż trwającym?) życiem, nad dzieciństwem, dorastaniem, wrastaniem w okrutny świat i powolnym oswajaniem się z prawdą. Odwieczną prawdą, która w pewnym momencie każe nam się pakować i przeprawiać przez wody Styksu. Zmysłowe opowiadania-wspomnienia, które zabierają w nas świat widziany przez autora i ludzi, których znał, z którymi żył, i z którymi w pewnym sensie umierał. Piękne, napakowane często głęboką, filozoficzną treścią, a przecież tak krótkie.

„[…] Gładka, wypolerowana powierzchnia codzienności usłużnie podsunie nam nasze własne, płaskie odbicie jako głębię”. s.13

„Potem, gdy już umarła, często wyobrażałem sobie śmierć. Mimowolna wizja była zawsze ta sama: stara kobieta o dobrotliwej i trochę ironicznej twarzy, twarzy mojej babki”. s.14

„[…] Było w niej to wszystko, czym żywi się prawdziwa proza. Szczegół, zmysł obserwacji, lekki dystans do przedmiotu, lekka autoironia, lekkość opisu i przyprawione goryczą ciepło”. s.23

„[…] Mijam ją kilkanaście razy dziennie, przestępuję przez udręczone ciało i są chwile, gdy czuję ukłucie zniecierpliwienia. Tak jakby razem z jej życiem stygły we mnie dobre uczucia dla niej. Jest w tym jakieś niezależne od woli okrucieństwo. Pochylam się i głaszczę. To, co kiedyś było odruchem, staje się świadomą czynnością”. s.35

„[…] Płacimy ludziom w lateksowych rękawiczkach, by za nas wdychali tę woń. Płacimy za to, by towarzyszyli umieraniu. W końcu płacimy za to, by w jakimś sensie umierali za nas. Bo przecież uczestnicząc w śmierci innych ludzi, w śmierci bliskich, sami trochę umieramy, sami stajemy się trochę bardziej śmiertelni. Po prostu kupujemy kolejną usługę, by nie tracić własnego czasu. Żeby nie wdychać tej woni”. s.37

„Jest nas coraz więcej i coraz więcej będzie nas umierać. Coraz bardziej samotnie. Przynajmniej do czasu wynalezienia nieśmiertelności. Ale zdaje się, że nawet ta wynaleziona w przyszłości nieśmiertelność będzie po prostu przedłużającą się w nieskończoność samotnością. Bo o czym w końcu będzie rozmawiać taki nieśmiertelny ze śmiertelnymi, których na nieśmiertelność nie stać?”. s.39

„[…] Człowiek powinien przewidywać zdarzenia i w razie potrzeby wyprzedzać ich bieg. Zdaje się, że dzięki temu znaleźliśmy się tutaj, gdzie dzisiaj jesteśmy. I nic nas nie zatrzyma. Będziemy się pozbywać bezużytecznego życia. Skoro nauczyliśmy się je wydłużać, damy sobie prawo do jego skracania, ponieważ od jakiegoś czasu wydaje się nam, że wszystko jest w naszych rękach. W dawnych czasach, przed epoką humanizmu, śmierć była okrutna, przychodziła jak zwykle za wcześnie, ale życie trwało do swojego końca. Decydował o tym los. Los powoli odchodzi w przeszłość. Nie będzie już losu. Na razie usuwamy go z naszej codziennej przestrzeni do szpitali i umieralni. Potem weźmiemy się za czas. Będziemy decydować, kiedy ma nadejść”. s.40

„Co się dzieje z czasem, który minął? Dokąd odchodzą zdarzenia, które były naszym udziałem? Gdzie na przykład jest dzisiaj ten letni dzień, gdy wsiadaliśmy w Zagórzu do pociągu po dwudziestogodzinnej jeździe stopem przez cały kraj, gdzieś znad morza?”. s.56

„Gdzie chciałeś wtedy być? Dokąd szedłeś? Garwolińską do końca i w prawo Makowską wzdłuż torów w stronę Olszynki? Czy gdy chcemy się wymknąć, to zawsze wracamy? Zwijamy się jak embrion? Żeby nas było jak najmniej i żeby nie zajmować miejsca, nie stawiać oporu nicości? Nie wiem”. s.67

„[…] Więc co? Umieramy ledwo zmienieni? Ledwo napoczęci, ponieważ nie możemy odnaleźć różnicy między nami kiedyś a nami teraz? I gdy ona przychodzi, to nie wiemy, jak się zachować? Ponieważ nie dzieliła z nami naszych dni ani losu? Ponieważ przyszła na gotowe”. s.73

„Brakuje mi go. Nawet nie dlatego, że umarł. Do tego można się przyzwyczaić. Po prostu trochę inaczej się myśli o czyimś życiu jako rzeczy dokonanej. Trzeba się przyzwyczaić, że już nic się nie zmieni i będziemy mieli tylko przeszłość. Ale brakuje mi miejsca, gdzie jest. Nie żebym od razu chciał odwiedzać grób. W każdym razie niekoniecznie. Ale chciałbym wiedzieć, że istnieje w jakiejś materialnej postaci. Leży półtora metra pod ziemią w określonym miejscu, którego już nie zmieni. Że gdzieś spoczywają dowody na jego istnienie i na istnienie tego wszystkiego, co przechowuje pamięć”. s.91-92

„[…] Przez ułamek chwili był jeszcze widzialny, a potem zniknął już na zawsze, nie do odnalezienia. Trochę wpadło mi do oka, ale łza zaraz wypłukała pył”. s.94

Dużo o tej śmierci się naczytałem ostatnio. Nie żebym narzekał. Kolejny raz owocne spotkanie z mistrzowską prozą-poezją Stasiuka. Medytacja nad przeszłym (a może nigdy nie przeszłym, wciąż trwającym?) życiem, nad dzieciństwem, dorastaniem, wrastaniem w okrutny świat i powolnym oswajaniem się z prawdą. Odwieczną prawdą, która w pewnym momencie każe nam się pakować i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
66
12

Na półkach:

Pierwszy raz płakałam czytając Stasiuka - opowiadanie „Suka”.

Pierwszy raz płakałam czytając Stasiuka - opowiadanie „Suka”.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2059 użytkowników ma tytuł Grochów na półkach głównych
  • 1 355
  • 694
  • 10
319 użytkowników ma tytuł Grochów na półkach dodatkowych
  • 219
  • 29
  • 20
  • 15
  • 14
  • 12
  • 10

Tagi i tematy do książki Grochów

Inne książki autora

Andrzej Stasiuk
Andrzej Stasiuk
Polski prozaik, poeta, publicysta, eseista, dramaturg, wydawca. Autor kilkudziesięciu książek o różnym charakterze gatunkowym i wielu felietonów prasowych („Tygodnik Powszechny”, „Gazeta Wyborcza” i inne). Wydalony kolejno: z liceum ogólnokształcącego, technikum, zasadniczej szkoły zawodowej. We wczesnych latach osiemdziesiątych zaangażowany w działalność ruchu Wolność i Pokój. Zdezerterował z wojska, za co półtora roku spędził w więzieniu. W 1987 roku wyjechał z Warszawy i zamieszkał w Wołowcu, w Beskidzie Niskim. Laureat wielu nagród, m.in. Nagrody Literackiej Nike (2005),Nagrody Literackiej Gdynia (2010),Nagrody Nowa Kultura Nowej Europy im. Stanisława Vincenza (2011),Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w dziedzinie literatury (2011),Nagrody Literackiej m. st. Warszawy (2015),Austriackiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury europejskiej (2016),Nagrody im. Nicolasa Bouviera (2018) oraz nagrody Orzeł Stulecia (2021). Jego książki są tłumaczone na niemal wszystkie języki europejskie, a także na koreański. Wraz z żoną Moniką Sznajderman prowadzi Wydawnictwo Czarne.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tartak Daniel Odija
Tartak
Daniel Odija
W 2003 roku Tartak znalazł się na liście dziewięciu najbardziej cenionych książek prozatorskich, wielokrotnie nominowany był też (i nagradzany) w prestiżowych konkursach literackich. Książka ta określana bywa jako manifest społeczny, badający współczesne obszary nędzy i beznadziei, upominający się o wykluczoną prowincję. Autor łączy w niej realistyczne, obyczajowe sprawozdania i lokalne anegdoty z filozoficznymi komentarzami wiejskiego bajarza. Trochę tu klimatu sennych obrazów, jak z Domu dziennym, domu nocnym Olgi Tokarczuk. Dzięki temu książki nie można sprowadzić do publicystycznego obrazka. Odija faktycznie opowiada o ponurej i biednej prowincji, pozbawionej nadziei. Ale nie jest to reporterski głos, zaangażowany społecznie i politycznie, lecz raczej przypowieść o ludziach, których przetrąciło życie, "pogrobowcach" PRL wpasowanych w ramy półrealnej baśni. Ten mityzujący styl pięknie nawiązuje do podobnych klimatów prozy Andrzeja Stasiuka, Magdaleny Tulli, Pawła Huelle, Piotra Szewca, Lidii Amejko czy Pawła Sołtysa. Klimat opowieści zręcznie podkreśla prosty język, pozbawiony patosu, pompowanego dramatyzmu i wielkich słów. Pomimo tego (dlatego?) Tartak budzi silne emocje... Autor w uroczy sposób przechodzi z poziomu szczegółowego sprawozdania z drobnych wydarzeń, do szeroko kreślonych obrazów, wykraczających poza opisywane chwile ("nie wiedział, kiedy zacząć płakać i z tego wszystkiego zapomniał w ogóle o płaczu, a przecież było mu bardzo smutno. No i na kilka dobrych lat zapomniał, jak się płacze."),realistyczny opis miesza z baśniowym przedstawieniem, a biblijny język narracji z rzeczowością spostrzeżeń i wulgaryzmami bohaterów książki - całej panoramy dziwacznych, trochę strasznych i trochę komicznych indywiduów.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na76 lat temu
Znikająca Europa Andrzej Stasiuk
Znikająca Europa
Andrzej Stasiuk Jurij Andruchowycz Mircea Cărtărescu Karl-Markus Gauß Swietłana Wasilenko Christoph Ransmayr Fatos Lubonja Tatjana Gromača Marius Ivaškevičius Geert Mak Lídia Jorge
Książka niezwykle nostalgiczna, widać że pisana przez bardzo wrażliwych autorów, prozaików z zacięciem poetyckim. Jest zbiorem esejów napisanych przez kilkunastu autorów, głównie z terenów Europy Środkowo-Wschodniej. Motywem, który je spaja, jest proces zaniku albo transformacji – książka została zredagowana i wydana 20 lat temu, kiedy opisywane w niej procesy miały miejsce. Autorzy dotykają miejsc peryferyjnych, położonych zupełnie poza centrum - o większości tych miejsc w ogóle wcześniej nie słyszałem, były dla mnie obce, ale autorzy w niezwykle głęboki sposób potrafili wydobyć w nich pewną symbolikę przemijania. Pokazują, że to, iż coś jest w Europie, nie znaczy, że będzie trwałe, wpisane w krajobraz i przestrzenie, bo również może zniknąć. Nie chodzi tylko o wsie i wioski, ale też miasta i miejscowości. Książka ma melancholijny wydźwięk – niektóre eseje mają charakter filozoficzny, wiele jest literackich metafor, a wszystko po to, by pokazać, że Europa nie jest miejscem li tylko rozwoju. Są przestrzenie podlegające daleko idącej degradacji albo znikaniu, obszary, które nie wpisują się w nowoczesny trend modernizacyjno-globalizacyjny, są niejako wystawione na poza integracji europejskiej. Czytało mi się ją dość dobrze, choć miejscami musiałem się mocno skupić, bo lektura wymagała uważności ze względu na liczne odniesienia poetycko-filozoficzne. Mam poczucie, że treść tej książki jest dziś dużo bardziej aktualna niż w chwili wydania, bo współczesne procesy transformacyjne znacznie bardziej ingerują w przestrzeń, więzi społeczne i demografię. Pewne wskaźniki demograficzne będą skutkowały nie tylko zmianami na mapie, lecz także przemianami w mentalności i relacjach lokalnych społeczności.
Arek - awatar Arek
ocenił na610 dni temu
Opowieści chłodnego morza Paweł Huelle
Opowieści chłodnego morza
Paweł Huelle
(Pisane w dniu pogrzebu Autora) To rzecz o ”drugiej stronie” - życia, świata, nas samych – tam, „gdzie załamują się prawa fizyki”. Opowiadania pełne i magii, i całkiem realistycznych plag ludzkości. Tego, co nierozpoznawalne, ale jakoś niewytłumaczalny sposób wyczuwalne. Czego możemy się tylko domyślać, ale co ma jakiś własny stan istnienia… . Okryty ciepłą kołderką nostalgii, nie mogę się zgodzić z jakże licznymi tu opiniami, jakoby ten tom opowiadań Huellego miałby być gorszy od pozostałych. Być może, jeśli za kryterium takiej oceny ktoś uzna częsty brak tradycyjnej - powiedziałbym nawet: schematycznej – akcji. Te opowiadania są po prostu inne, a ich realizm – umowny na pierwszy rzut oka. No bo skoro „jest inny świat”…. Choć nie, jest nieco realizmu np. w „Ucieczce do Egiptu”: atak na uchodźców jeszcze z lat 90. – czeczeńskich uchodźców. Jeszcze wtedy niewyróżniających się tak jak dzisiejsi, o wiele bardziej znienawidzeni i zohydzani. Jeszcze wtedy, gdy pewna partia występowała na rzecz tamtych, ale wyłącznie jako żywego dowodu bestialstwa Putina i tylko jako swego paliwa – tak dziś myślę, bo przez swe ośmioletnie działania ta partia takie prawo sama mi dała, choćby kopulację „uchodźcy” z koniem publicznie prezentując na ministerialnej konferencji.…. I morze, to słynne „chłodne morze” obecne w każdym z tekstów, zarazem jako przeznaczenie, a może klątwa, ale na pewno więcej niż tylko „coś, gdzie dużo wody”…… I jeszcze o tym jest to rzecz, jak wielkie znaczenie, nie tylko symboliczne, ma Księga. Nie tylko ta święta dla jakiejś wspólnoty religijnej, ale i choćby katalog szwajcarskiego domu towarowego z zabawkami. Wszak to my nadajemy znaczenie zawartości zadrukowanego, przyciętego i razem sklejonego papieru. A zatem dla mnie ten zbiór także jest Księgą…. Znakomite jest opowiadanie o Menonitach, społeczności, którą unicestwił hitleryzm, a która odcisnęła swe piętno na Żuławach i okolicach. Pozostały po nich domy podcieniowe i osuszone przez nich tereny ujścia Wisły. No i to ”Mimesis”… Wspaniałe, mocno niepokojące „Öland ” o pokornym pasterzu owiec na szwedzkiej wyspie (byłem, wspaniała – i te brodźce!),którego odwiedza gość z przeszłości… Najpiękniejsze według mnie to „Franz Carl Weber” - zachwycająco-wstrząsające, choć akurat tu w ogóle ani magii, ani morza. Ale poraża losem ojca narratora. Najpierw w mieście, „skąd wyjechał do Sankt Petersburga zaplombowanym wagonem Lenin” (poważny błąd Autora niedostrzeżony przez Wydawcę! – od 1914 r. był to już Piotrogród) wygrał on szczęśliwy los na loterii, by niedługo potem przegrać swój życiowy los na UB… A do tego wspaniała postać kobieca jak najbardziej zasadnie protestująca swą milczącą obecnością gdzie się da przeciw pewnemu biskupowi Sanctae Romanae Eccclesiae (spokojnie, nie naszemu),której nasz narrator oczywiście pomaga ujść przed karzącą ręką nie-sprawiedliwości… Huelle zawsze był piewcą sierpniowego zrywu 1980 i późniejszych przemian – co słusznie nazywa rewolucją. „Cokolwiek sądziłem o niej później, często krytycznie, nie zmieniało to oczywiście cudownego faktu: przyniosła wolność, a naszym przeciwnikom nie spadł choć włos z głowy” (co wielu uznaje za skandal i dowód „zmowy”…) . A zarazem trochę w nim żalu: „ – Wydawało nam się, że o coś walczymy (…). Ale tak naprawdę byliśmy uzależnieni od naszych strażników. Nawet, jak ich zabrakło, mogliśmy rozmawiać tylko o nich (…). Kilkanaście lat po upadku reżimu ludzie w jego kraju wciąż najchętniej rozmawiają o tym, kto na kogo donosił i kto był, czy też nie był tajnym agentem policji politycznej”. PS Inny błąd, raczej wydawnictwa, gdy w „Ukielu” mowa o „krzyku wodnego ptactwa (…) nurków”. Niestety, nie ma takich ptaków, są zaś nury (np. lodowiec albo rdzawoszyi),właśnie teraz zalatujące do nas z Północy. Krzyk tych pięknych, tajemniczych ptaków brzmi jakby dochodził z zaświatów i to chodzi narratorowi gdy wspomina zmarłą żonę…. I jeszcze parę cytatów: „Nigdy jeszcze nie czytał i nie grał tej muzyki. Była przejrzysta jak fugi Bacha, podniosła jak fraza Haendla, wesoła jak takty Vivaldiego, melancholijna jak pieśń Schuberta”. „Zirytowali go politycy: nawet dziecko kłamałoby z większym wdziękiem niż ci panowie oskarżający się nawzajem. Przypominali pijanych, spoconych tragarzy, wyrywających sobie walizkę jedynego pasażera, na jakimś prowincjonalnym, źle oświetlonym, dawno zamkniętym dworcu”. „Marzyć jest niebezpiecznie, bo sny ofiarowują rzeczy niemożliwe i dlatego po przebudzeniu najlepiej wziąć się zaraz do roboty”. „Znał się na ludzkich twarzach i wiedział, do jakiego stopnia spojrzenie czyichś oczu skrywa nikczemność albo dobroć duszy”. W dniu pochówku Pawła Huelle szczególnie wybrzmiewa takie jego zdanie: „Nie miał złudzeń: wszystkie religie bezczelnie kłamały. Bezczelnie, bo z tamtych zaświatowych krain nikt nigdy przecież nie dał znaku”..... Da znak?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Pióropusz Marian Pilot
Pióropusz
Marian Pilot
Nieczęsto zdarza sie obcowac z książką, która w tak zuchwały i zarazem pokorny sposób wkracza w samo jądro ludzkiego istnienia. Pióropusz Mariana Pilota nie jest powieścią w zwyczajnym rozumieniu tego słowa. To raczej rozedrgany, językowy manifest pamięci – pamięci nie tylko jednostkowej, lecz także zbiorowej, zakorzenionej w ziemi, w dialekcie, w ciele i w duszy człowieka, który nigdy nie został naprawdę wysłuchany. Pilot pisze tak, jakby każda litera była wykuwana z samej istoty człowieczeństwa – z bólu, śmiechu, hańby i rozpaczy. Jego język – pełen kolokwializmów, neologizmów, śladów gwary i poetyckich zgrzytów – nie poddaje się łatwo. Czytelnik nie może się tu wygodnie rozsiąść. Musi uczestniczyć. Musi cierpieć i śmiać się razem z narratorem, który nie jest jedynie jednostką, lecz echem tysięcy podobnych głosów, tłumionych przez historię, przez systemy, przez rodzinę, przez samego siebie. Nie ma tu ornamentu dla ornamentu. Każde słowo zdaje się być umieszczone w tekście z niepojętą precyzją, chociaż na pierwszy rzut oka panuje w tej prozie chaos. Ale to nie chaos, to życie – nieobrobione, surowe, takie, jakie jest naprawdę. Narrator Pióropusza – w swoim dziecięcym, a zarazem dojmująco dojrzałym spojrzeniu – przypomina człowieka, który błąka się między światłem a cieniem, nie wiedząc, po której stronie ma stanąć, a może nawet – nie wierząc, że wybór w ogóle istnieje. Pilot potrafi uczynić z rzeczy najmniejszych – z gestów matki, z pędu wiejskiego roweru, z chłodu łyżki do zupy – znaki transcendencji. Pokazuje, że nawet w najbardziej błahym zdarzeniu tli się coś świętego, coś przeklętego, coś, co nie pozwala spać spokojnie. W tym tkwi jego siła – nie w fabule (która nie biegnie, lecz meandruje jak niespokojny strumień),nie w dramaturgii (która się nie wspina, lecz zapada),lecz właśnie w tym nieustannym pulsowaniu między językiem a uczuciem. Lektura Pióropusza nie daje ukojenia. To nie jest książka, po której człowiek odetchnie z ulgą. To książka, która wierci się w duszy. Która nie pozwala o sobie zapomnieć. I – co najważniejsze – która nie pozwala zapomnieć o tych wszystkich, których głosów nie słyszymy na co dzień: wiejskich dzieci, ojców przesiąkniętych goryczą, matek osaczonych obowiązkiem, dziadków, którzy nie potrafią mówić, ale pamiętają wszystko. W Pióropuszu nie ma zbędnych słów. Jest tylko prawda – nieraz okrutna, nieraz liryczna, zawsze nieunikniona. To arcydzieło pokory i odwagi. Arcydzieło literatury, która nie chce być elegancka ani wygodna, lecz prawdziwa. A to, moim zdaniem, najtrudniejsze. I najbardziej potrzebne. Moja recenzja z portalu "nakanapie"
Aleksy - awatar Aleksy
ocenił na1011 miesięcy temu
Opowiadania na czas przeprowadzki Paweł Huelle
Opowiadania na czas przeprowadzki
Paweł Huelle
Paweł Huelle, polski pisarz i prozaik, nauczyciel języka polskiego, wykładowca na kierunku reżysersko-operatorskim i wykładowca filozofii. To nazwisko, które co jakiś czas przewijało się mi przed oczami, zanim w moje ręce trafiły „Opowiadania na czas przeprowadzki”. Pierwsze z nich prowadzą czytelnika do okresu powojennego, nad Mołtawę, gdzie jeszcze dobrze tam przez lata zakorzeniony duch niemieckości ciągle unosi się nad Gdańskiem, a traumatyczny koszmar wojny nadal jest obecny w niełatwych polsko-niemieckich relacjach. Polacy, którzy po zasiedleniu tych terenów nie od razu poczuli się tam jak w swojej ojczyźnie i Niemcy, którzy pomimo świadomości nowych granic ciągle odczuwali, że są u siebie. Wszechobecne ślady niemieckości, jednym tak obce, drugim tak bliskie, potwierdzały paradoks tej sytuacji. W pierwszych opowiadaniach jawi się przed czytelnikiem powojenna Polska, naznaczona trudnościami i problemami rozkwitającego PRL-u. To zwyczajne historie o codziennym życiu, w których szczególnie widoczna jest dbałość o wychowanie dziecka w klimacie rodzinnych wartości. Opowiadania budzą sentyment do dawno minionych czasów, kiedy relacje sąsiedzkie były niezwykle bliskie, dzieci swobodnie i bez nadzoru dorosłych penetrowały okoliczne zakamarki, mężczyźni byli szarmanccy, a kobiety kojarzono z ciepłem ogniska domowego. Te pierwsze historie widziane i opisane są z poziomu kilkulatka. Bohater pierwszego opowiadania, tytułowy stół, to zdobycz powojenna. Zwyczajny, wysłużony mebel, wokół którego toczą się rozważania na temat życia, egzystencji i ludzkich priorytetów. Stół jawi się tu jako symbol. Symbol spajania rodziny, przemijania ale też pojmowania etyki. Opowiadania rosną i dojrzewają wraz z bohaterem, zmieniając dziecięce widzenie świata w dorosłe postrzeganie rzeczywistości. Wrażenie robi opowiadanie „Wuj Henryk”, nie tylko z powodu doskonałego szkicu głównego bohatera czy pojawiających się tu elementów baśniowych, ale również z powodu zaskakująco trafnej wizji przyszłości Polski i jej miejsca w Europie. W zbiorze poruszony został też problem traumy dziecięcej, rzutującej na resztę życia i stanowiącej nieuleczalne źródło emocjonalnego chłodu. To plon braku miłości ojcowskiej, pomimo jego fizycznej obecności. Nigdy nie uleczony ból, który ostatecznie kończy się w szpitalu psychiatrycznym. Każde z opowiadań ma własny, wyjątkowy klimat, odrębną historię, odmienne emocje i przesłanie. Wszystkie mają własną, niepowtarzalną interpretacją rzeczywistości. Potrafią rozbawić, wzruszyć, zasmucić, otulić melancholią. Pierwsze historie, widziane i opisane oczami kilkulatka rysują jego świat budowany na ufności, ciekawości i poznawaniu rzeczywistości Z każdym kolejnym wzrasta dojrzałość narratora. Jednocześnie pojawia się tu coraz śmielej wprowadzany duch mistycyzmu, gdzie splatające się różnorakie linie czasowe nadają narracji metafizyczny wydźwięk. Wysoko należy ocenić styl, w jakim Paweł Huelle napisał swoje opowiadania. Udało mu się oczarować czytelnika stworzonym przez siebie światem, w którym wyobraźnia z lekkością maluje przed oczami wypełnione czereśniami, gruszami i renklodami sady, a aromat czarnych, dojrzałych w słońcu porzeczek, kurz upalnego lata czy woń kadzidła w świątyni odbiera się wszystkimi zmysłami. Paweł Huelle okazuje się być finezyjnym obserwatorem i doskonałym analitykiem relacji międzyludzkich. Jego bohaterowie to intrygujące, bogate wewnętrznie postaci, a język opowiadań pod względem literackim znakomity. „Opowiadania na czas przeprowadzki” to jedna z tych książek, po których zamknięciu czuje się niedosyt. Bo chciałoby się więcej i więcej……I choć przede mną do odkrycia jeszcze cały dorobek literacki Pawła Huelle, to jednocześnie żal, że już nic nie wyjdzie spod jego pióra.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Grochów

Więcej
Andrzej Stasiuk Grochów Zobacz więcej
Andrzej Stasiuk Grochów Zobacz więcej
Andrzej Stasiuk Grochów Zobacz więcej
Więcej

Video

Video