Tajny dziennik

Okładka książki Tajny dziennik autora Miron Białoszewski, 9788324018888
Okładka książki Tajny dziennik
Miron Białoszewski Wydawnictwo: Znak Cykl: Miron Białoszewski. Utwory zebrane (tom 15) biografia, autobiografia, pamiętnik
920 str. 15 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Cykl:
Miron Białoszewski. Utwory zebrane (tom 15)
Data wydania:
2012-02-20
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-20
Liczba stron:
920
Czas czytania
15 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324018888
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tajny dziennik w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Tajny dzienniki

Mironlandia – kraina wolności



9168 455 182

Oceny książki Tajny dziennik

Średnia ocen
7,4 / 10
148 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Tajny dziennik

avatar
1376
452

Na półkach: , , , ,

Miron B. jest mi bliski. I nawet nie literacko, bo z jego twórczości znam tylko „Pamiętnik…” i „Karuzelę z madonnami”, a tę ostatnią tylko dzięki temu, że śpiewała ją Ewa Demarczyk.

„Tajny dziennik” przeczytałam dziesięć lat temu i mimo tego upływu czasu tkwi we mnie ta Białoszewszczyzna. Samo życie twórcy, który potrafił patrzeć na świat bez różowych okularów i według mnie trafnie komentować rzeczywistość, pozwoliło spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej perspektywy. I to jego, Mirona patrzenie na świat i bycie w tym świecie uświadomiło mi i ciągle uświadamia jak wiele we mnie samej jest myślenia po Białoszewskiemu.

Ten dziennik jest dla mnie jedną z ważniejszych książek, a Miron tym samym jedną z ważniejszych postaci świata literatury.

Dzięki tym wspomnieniom poznałam też rodzinę Sobolewskich, w wersji udomowionej, z małą wtedy Justynką i jeszcze bez Celi.

Miron B. jest mi bliski. I nawet nie literacko, bo z jego twórczości znam tylko „Pamiętnik…” i „Karuzelę z madonnami”, a tę ostatnią tylko dzięki temu, że śpiewała ją Ewa Demarczyk.

„Tajny dziennik” przeczytałam dziesięć lat temu i mimo tego upływu czasu tkwi we mnie ta Białoszewszczyzna. Samo życie twórcy, który potrafił patrzeć na świat bez różowych okularów i według...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
810
810

Na półkach:

Miron Białoszewski znany mi był dotychczas z „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego” oraz kilku wierszy. Już na tej podstawie dało się wyczuć, że jest trochę pisarskim outsiderem i eksperymentatorem, co mnie akurat urzekło, jako że lubię w literaturze spotykać coś nowego. Niby zwyczajne, a inne, niby od niechcenia, a przemyślane. Z ogromną ciekawością sięgnęłam więc po jego niemal codzienne zapiski, jakie prowadził od końcówki 1975 roku do początku roku 1978.

Bardzo cenię sobie wszelkie dzienniki, gdyż czytając je można najlepiej poznać człowieka. Najczęściej pisane są dla siebie samego, zawierają bardzo prywatne notatki, często plotkarskie, przemyślenia dotyczące literatury, polityki, ludzi, w tym również znanych nam z nazwiska. Trochę nawet niezręcznie się czuję. To zupełnie tak, jakbym zaglądała komuś do mieszkania przez dziurkę od klucza, chcąc przyłapać go na najbardziej intymnych, nie przeznaczonych dla postronnych oczu czynnościach. Ale choć czasem można poczuć się lekko zażenowanym, to przecież i tak nie sposób oprzeć się pokusie.

Przy tak spisywanym dzienniku, jak „Dokładane treści” właśnie, trzeba go sobie dawkować, dzielić na apetyczne porcje i zawsze pozostawać trochę w niedosycie. Gdyż codzienność może znużyć. Nawet czyjaś, podglądana codzienność. Niezbędne w przypadku takiego dziennika okazują się przypisy. Trochę szkoda, że trzeba co rusz sięgać po nie na koniec książki, wygodniej byłoby chyba umieścić je pod tekstem. Są bardzo obszerne i szczegółowe, ale to właśnie dobrze, gdyż Białoszewski opisuje swoje otoczenie posługując się tylko imionami. Trudno byłoby nam bez pomocy przyporządkować te imiona do konkretnych osób, co jest konieczne, by zrozumieć kontekst wypowiedzi.

Mamy tu też rozmowy zasłyszane i prowadzone w tramwaju, u lekarza, w sklepowej kolejce… zwyczajne, prozaiczne życie dotyczy też pisarzy, nawet tych największych.

Podoba mi się bardzo poczucie humoru Białoszewskiego, lekko przewrotne, nieoczywiste. Wiele sytuacji puentuje tak, że chciałoby się te cytaty wynotować, by do nich od czasu do czasu wrócić: „Można bawić się w paradoksy. Powiesił się ze strachu przed śmiercią.” Albo „(…) śnił mi się Stalin na inspekcji w kinie. Był miły, antystalinowski.”

Czasami trudno się zorientować w niuansach towarzyskich, kto się do kogo nie odzywa i za co. Ale już po chwili czytamy z zainteresowaniem o zazdrości Artura Sandauera i o tym, jak nie przepadali za sobą z Adolfem Rudnickim, jeden drugiego nazywał „starym, mściwym Żydem”.

Trudno się też nie uśmiechnąć, gdy czyta się takie kuriozalne kawałki:
„Olgierd powiedział mi przez telefon
- Słuchaj, Miron, w oczy to tak nie miałem śmiałości, ale ty za dużo drukujesz. Jak ktoś tak drukuje, drukuje, to potem może się skończyć.”

Ta polska rzeczywistość drugiej połowy lat siedemdziesiątych wydaje się teraz, z perspektywy czasu jakaś taka spokojna, dużo wolniejsza, mam tutaj na myśli tempo i temperaturę życia. I, rzecz jasna, niesamowicie w porównaniu do czasu dzisiejszego, towarzyska. Ludzie stale się nawzajem odwiedzają, częstują, dyskutują, odprowadzają się wieczorami do domów w tę i z powrotem, gdyż wciąż nie mogą nasycić się rozmową. Nikt się z przyjaciółmi nie umawia uprzednio przez telefon. Po prostu idzie się i puka do drzwi. To życie w latach siedemdziesiątych było jakby prostsze, choć brzmi to jak paradoks, i bardziej bezpośrednie.

Nie widzimy w tym dzienniku wielkiego poety i pisarza, a po prostu zwykłego człowieka, jednego z nas, któremu także zdarzają się lapsusy słowne i nieporozumienia w gronie bliskich znajomych, który nie ma czasami ochoty z kimś się widzieć i umyślnie przechodzi na drugą stronę ulicy, który, jak każdy inny Polak w PRL-u nie załatwi niczego bez łapówki, a sąsiadów, by nie hałasowali, obłaskawia swoimi książkami z dedykacją.

Z drugiej strony, gdy opisze stado przelatujących po niebie wron, to te proste zdania zapadają nam gdzieś w pamięć, a stwierdzenia: „Przygody nieraz są dobre, ale nie za często. Lepsze są wyobrażenia o wszystkim i wspomnienia” trudno nie uznać za genialne.

I tak wszystkiego po trochu mamy w tych zapiskach. Ciekawe i mniej ciekawe, wesołe i zupełnie nie. To książka do powolnego, uważnego czytania, i właściwie głównie dla wielbicieli Białoszewskiego, którzy będą w stanie docenić każdy smaczek, jaki z tych gęsto zapisanych ponad 600 stronic wyłowią.
Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/

Miron Białoszewski znany mi był dotychczas z „Pamiętnika z Powstania Warszawskiego” oraz kilku wierszy. Już na tej podstawie dało się wyczuć, że jest trochę pisarskim outsiderem i eksperymentatorem, co mnie akurat urzekło, jako że lubię w literaturze spotykać coś nowego. Niby zwyczajne, a inne, niby od niechcenia, a przemyślane. Z ogromną ciekawością sięgnęłam więc po jego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
692
533

Na półkach:

Do czytania koniecznie z przypisami, bardzo solidnie zresztą zredagowanymi. Uwielbiam werbel zdań, staccato słów u Białoszewskiego, czasem wpadające w rubato... To ostatnie nie za często :). On pisze tak, jak ja jem ciasto francuskie - kruszy wokół słowa. To kruszenie i słodkie warstwy i warstewki - to clou - ciasta francuskiego i prozy pana Mirona.

Do czytania koniecznie z przypisami, bardzo solidnie zresztą zredagowanymi. Uwielbiam werbel zdań, staccato słów u Białoszewskiego, czasem wpadające w rubato... To ostatnie nie za często :). On pisze tak, jak ja jem ciasto francuskie - kruszy wokół słowa. To kruszenie i słodkie warstwy i warstewki - to clou - ciasta francuskiego i prozy pana Mirona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1118 użytkowników ma tytuł Tajny dziennik na półkach głównych
  • 858
  • 214
  • 46
243 użytkowników ma tytuł Tajny dziennik na półkach dodatkowych
  • 180
  • 28
  • 15
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Miron Białoszewski
Miron Białoszewski
Poeta, prozaik, dramatopisarz, dziennikarz i aktor teatralny. W chwili wybuchu wojny był uczniem III klasy gimnazjum. W okresie okupacji zdał maturę na tajnych kompletach, po czym rozpoczął studia polonistyczne na (również tajnym) Uniwersytecie Warszawskim, których nie mógł ukończyć. W czasie okupacji prowadził w latach 1942–1944 razem ze Stanisławem Swenem Czachorowskim konspiracyjny Teatr Swena. Po kapitulacji powstania warszawskiego został wywieziony razem z ojcem do obozu tymczasowego w Lammsdorf, następnie zostali przydzieleni do budowy w gazowni w Opolu, skąd uciekli do Częstochowy i powrócili do Warszawy w lutym 1945. Pracował najpierw na Poczcie Głównej (przy ul. Nowogrodzkiej),potem jako dziennikarz w "Kurierze Codziennym", "Wieczorze Warszawy" i "Świecie Młodych". Współpracował także z redakcjami czasopism dziecięcych i młodzieżowych, dla których pisał wiersze i piosenki wraz z Wandą Chotomską. Należał do tzw. pokolenia Współczesności. Wiosną 1955 Białoszewski wraz z Lechem Emfazym Stefańskim założyli tzw. "Teatr na Tarczyńskiej", gdzie wystawiał swoje cztery programy sceniczne, zawierające m.in. sztuki "Wiwisekcja" i "Osmędeusze". W inscenizacjach tych brał również udział osobiście (jako aktor) wraz z Ludmiłą Murawską. Debiutował w krakowskim "Życiu Literackim" w 1955 w ramach Prapremiery pięciu poetów obok wierszy m.in. Herberta, a pierwszy tom jego wierszy, "Obroty rzeczy", ukazał się rok później. Następnie wydał tomy poetyckie: "Rachunek zachciankowy" (1959),"Mylne wzruszenia" (1961) oraz "Było i było" (1965). W tym czasie zdobył niemały rozgłos. Dzięki temu i dzięki staraniom wpływowych przyjaciół oraz protektorów otrzymał mieszkanie przy pl. Dąbrowskiego 7, w którym zamieszkał wraz z życiowym partnerem, malarzem Leszkiem Solińskim. Ich związek był powodem wyrzucenia Białoszewskiego w 1953 z redakcji "Świata Młodych" za rzekome naruszenie obyczajów. Po rozpadzie Teatru na Tarczyńskiej założył w mieszkaniu przy pl. Dąbrowskiego z Ludwikiem Heringiem i Ludmiłą Murawską "Teatr Osobny", który działał do 1963. W 1970 zasłynął jako prozaik - po wydaniu "Pamiętnika z powstania warszawskiego", w którym 23 lata po koszmarach wojennych spisał swe przeżycia powstańcze. Niebawem ukazały się dalsze tomy prozy: "Donosy rzeczywistości" (1973),"Szumy zlepy, ciągi" (1976) oraz "Zawał" (1977). W 1976 Białoszewski już po raz ostatni zmienił miejsce zamieszkania, przeprowadził się na ul. Lizbońską 2 m 62 na prawym brzegu Wisły. Tam powrócił do poezji, wydał też wówczas nowe tomy wierszy. Zmarł 17 czerwca 1983 po kolejnym zawale serca.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Tajny dziennik

Więcej
Miron Białoszewski Tajny dziennik Zobacz więcej
Miron Białoszewski Tajny dziennik Zobacz więcej
Miron Białoszewski Tajny dziennik Zobacz więcej
Więcej