Kraj bez kapelusza

Okładka książki Kraj bez kapelusza autora Dany Laferrière, 9788362376070
Okładka książki Kraj bez kapelusza
Dany Laferrière Wydawnictwo: Karakter Seria: Seria Literacka Karakteru literatura piękna
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Literacka Karakteru
Tytuł oryginału:
Pays sans chapeau
Data wydania:
2011-09-04
Data 1. wyd. pol.:
2011-09-04
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362376070
Tłumacz:
Tomasz Surdykowski
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kraj bez kapelusza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Kraj bez kapelusza

Średnia ocen
6,8 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kraj bez kapelusza

avatar
1137
1137

Na półkach: , ,

Zawsze chętnie sięgam po autorów z krajów, z których jeszcze nie miałem do czynienia z tamtejszą literaturą. Czasem dzięki temu wynajduję prawdziwe perełki, czasem odkrywam coś zupełnie nowego, nierzadko egzotycznego, dowiaduję się zaskakujących rzeczy o miejscach, ludziach czy wydarzeniach tak całkowicie mi obcych. Czymś takim okazała się znakomita powieść „Kraj bez kapelusza” autorstwa pochodzącego z Haiti Dany’ego Laferrière.

I na Haiti dzieje się również akcja powieści. Główny bohater wraca tam po wielu latach emigracji i odkrywa na nowo trochę już zapomniany świat. A czytelnik razem z nim odwiedza stare, znajome zakątki, spotyka dawnych przyjaciół i znajomych, przypomina sobie specyficzne smaki, zapachy, widoki. Ale nie to jest najważniejszym wątkiem tej powieści, bowiem autor wplata w fabułę wątki metafizyczne, dotyczące zmarłych, ale też nieumarłych, bo jak się okazuje Haitańczycy bardzo wierzą w istnienie zombie. Dzięki autorowi mamy okazję przyjrzeć się wierzeniom jego pobratymców a także związanych z tym tradycjami, rytuałami i przesądami. Ta książka bowiem jest gęsta od tego, świat realny przeplata się silnie z tym nierealnym, a co najważniejsze – autor ani tego nie wyśmiewa ani nie wychwala. Jak gdyby chciał czytelnikowi przedstawić po prostu jak się w tej kwestii na Haiti sprawy mają.

Jednocześnie ta książka jest też o tożsamości. O tym co dziedziczymy ale nie w takim materialnym sensie. Ale też o tym czy miejsce urodzenia determinuje to kim się jest, kim się człowiek z biegiem lat staje. Laferrière porusza też w swojej powieści problem rażących różnic społecznych jakie dzielą mieszkańców Port-au-Prince, czyli miasta w którym dzieje się akcja. Nie brakuje też spostrzeżeń na temat Amerykanów oraz zarzutów pod względem traktowania i postrzegania Haitańczyków przez Amerykanów. Ta powieść jest bowiem jak mozaika, wątków jest tu bowiem wiele a każdy jest interesujący i ważny.

Ciekawa powieść, kolejna już ze stajni Karakteru, które po raz kolejny udowodniło, że na dobrej literaturze się zna i taką też wydaje. Polecam.

Zawsze chętnie sięgam po autorów z krajów, z których jeszcze nie miałem do czynienia z tamtejszą literaturą. Czasem dzięki temu wynajduję prawdziwe perełki, czasem odkrywam coś zupełnie nowego, nierzadko egzotycznego, dowiaduję się zaskakujących rzeczy o miejscach, ludziach czy wydarzeniach tak całkowicie mi obcych. Czymś takim okazała się znakomita powieść „Kraj bez...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1921
1920

Na półkach:

Autor tej książki, Haitańczyk, wyjechał ze swojego kraju w 1976 roku, mając 23 lata, nienawiść w sercu do ówczesnego reżimu Duvalierów i gorycz zawartą w słowach – "Mój ojciec, również dziennikarz, został wydalony z kraju przez François Duvaliera. Jego syn, Jean-Claude, powiódł mnie na wygnanie. Ojciec i syn prezydenci. Ojciec i syn, wygnańcy". Powrócił dopiero po dwudziestu latach. I ten właśnie wątek autobiograficzny wykorzystał w tej powieści, by napisać o swoich z nim związkach. O miłości do ojczyzny umierającej na jego oczach, w której nic się nie zmieniło od dnia wyjazdu.
Wyposaża więc głównego bohatera w swoje nazwisko i imię Stary Gnat używane przez jego matkę, nadaje mu profesję pisarza-prymitywisty, sadza pod mangowcem z przejrzałymi owocami o uderzającym słodko-mdlącym zapachu, przy koślawym stoliku z maszyną do pisania i każe stukać w klawisze remingtona z wściekłością, żalem, gniewem lub radością o tym, co czuje i co widzi wokół siebie niczym sejsmograf. Z tego rozdwojenia powstaje opowieść o kraju na jawie i we śnie.
Ten pierwszy, widziany okiem zdystansowanego reportażysty, rejestruje fakty, anegdoty i absurdy z życia w Port-au-Prince. W przeludnionej stolicy z rażącym podziałem na dzielnicę bogatych, względnie zamożnych i skrajnie biednych mieszkających w slumsach, pełnych nędzy i wegetacji na widoku publicznym, w ciasnocie odbierającej prawo nawet do chwil intymnych, w kakofonii dźwięków i nieustannego hałasu cichnącego "tylko między pierwszą a trzecią nad ranem", z ograniczonym dostępem do wody i w duchocie potęgowanej przez wysokie temperatury, pod których wpływem intensywność smrodu ludzkich i zwierzęcych ekskrementów, odpadków, padliny i zawartości rynsztoków zabija wszelkie zapachy indywidualne. A pośród tego szlamu wierzący w zombi i praktykujący wudu mieszkańcy, doprowadzeni do szaleństwa nie przez głód, ale przez "słońce, potem apetyt na władzę i w końcu seks". Bo na Haiti każdy chce zostać prezydentem, a jakby zostali nimi wszyscy to i tak znalazłby się co najmniej jeden, co chciałby zostać prezydentem prezydentów".
Takim Haiti widzą obecni w nim Amerykanie, nie potrafiąc dostrzec jego drugiej strony. Tej pulsującej nocą, funkcjonującej w umysłach ludzi, widocznej w marzeniach, historii, pasji, tradycji i wierzeniach. Tej opisanej, widzianej i przede wszystkim odczuwanej przez bohatera każdą cząstką ciała, jako kraju we śnie. Pełnego realizmu magicznego, szamanów, zombi, bóstw, snów na jawie i wędrówek po świecie zmarłych nazywanych „krajem bez kapelusza”, "bo nikt nigdy nie został pochowany razem z kapeluszem" i w którym umarli są szczęśliwsi od żyjących, bo żaden z nich stamtąd nigdy nie wrócił.
Dla bohatera te dwa naprzemiennie opisywane kraje, to jedno, nierozerwalne Haiti, będące dla niego jak matka, która nigdy nie opuściła wyspy. Jest z nim tożsama. Jedno bez drugiego nie istnieje. Razem są warunkiem szczęśliwego funkcjonowania bohatera w świecie, „tam”, dla którego jest kolejnym Murzynem, a dla matki-kraju zawsze księciem. Bez którego na obczyźnie był "nawet szczęśliwy, ale jakby obok życia".
Ta powieść to wyznanie miłości autora do umierającego kraju swoich przodków, krzywdzonego przez nieumiejętnie rządzących przywódców, pożeranego przez konsumpcjonizm Zachodu i dominowanego przez komercjalizm religii chrześcijańskiej.
Jednak tej wyznawanej rozpaczy, żalu, smutku i bezsilności nie widziałam w powieści bezpośrednio. Odczytywałam je między wierszami, dopowiadałam we wnioskach z opisywanych sytuacji, wysnuwałam z puenty bardziej, czując, niż rozumiejąc. Były bardzo dobrze ukryte pod grubą warstwą ironii, absurdu i groteski, wywołujących nieszczery śmiech, pełen żółci. Uderzający z siłą pocisku prosto w splot słoneczny, po którym nie wiedziałam, czy płakać, śmiać się czy milczeć? Dlatego nie określiłabym tej książki jako napisanej z humorem, mimo że uśmiech nie schodził mi z twarzy podczas jej czytania. Autor odcina się od tego pojęcia, który dla niego jest domeną zrozpaczonych, twierdząc, że "kiedy w jakimś kraju wszyscy mają poczucie humoru, to znaczy, że nie ma nic innego do roboty". To właśnie ironia zmusza do krytycznego myślenia i działania.
Ta myśl zabrzmiałaby bardzo optymistycznie na zakończenie tej powieści o kraju, którego w takim stanie już nie ma. Zniszczyło je trzęsienie ziemi, jakie Haiti nawiedziło w 2010 roku, grzebiąc nadzieję autora na lepsze czasy dla Port-au-Prince. Rok po tragedii sytuacja wcale nie jest lepsza niż w jej dniu, a słowa matki głównego bohatera nabrały przerażająco realnego wymiaru – "To miasto jest wielkim cmentarzem".
Nie muszę być Haitanką, by poczuć przesłanie tej opowieści, a potem je zrozumieć. Wystarczy, że posiadam własny kraj, który kocham.
Emocje są zawsze takie same.
naostrzuksiazki.pl

Autor tej książki, Haitańczyk, wyjechał ze swojego kraju w 1976 roku, mając 23 lata, nienawiść w sercu do ówczesnego reżimu Duvalierów i gorycz zawartą w słowach – "Mój ojciec, również dziennikarz, został wydalony z kraju przez François Duvaliera. Jego syn, Jean-Claude, powiódł mnie na wygnanie. Ojciec i syn prezydenci. Ojciec i syn, wygnańcy". Powrócił dopiero po...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
351
347

Na półkach:

Ta powieść jest jak puch - lekka i delikatna. I tak samo opisuje to, co osobom spoza Haiti wydaje się mroczne, ciemne, nieludzkie.
No, bo Haiti to wudu, to związki śmierci z życiem, która czai się za każdym rogiem. To także bieda, ogromny podział społeczny na tych, co mają wszystkiego w nadmiarze i tych, co nie mają nic.
To wszystko tu jest. Jest zupełnie naturalne, wszak to taki kraj i tacy ludzie. Bohater i narrator wraca na Haiti po dwudziestu latach. Wyjechał, bo chciał pobyć gdzie indziej. No, to pobył, coś tam w dalekim świecie robił... A tu nic się nie zmieniło. Jak się miało zmienić, skoro wyrósł w rodzinie, która nie miała w ogóle potrzeby zmian, nawet przeprowadzka (ale w obrębie tej samej dzielnicy) była koniecznością, nie wyborem.
Najbardziej zmienił się on sam.
Dany Laferriere tak pięknie o tym wszystkim opowiada, o spotkaniu z przyjaciółmi, dawnymi miłościami i kiedyś magicznymi miejscami, że aż żal, że książka jest taka cienka. To zaledwie 280 stron.
A już zupełnie powaliły mnie haitańskie przysłowia towarzyszące każdemu rozdziałowi, niemal genialne w swej prostocie i pokazujące, jakimi bystrymi obserwatorami są haitańczycy. I jaki mają dystans do otaczającej rzeczywistości! To np.: Nie wieszaj kapelusza tam, gdzie nie może sięgnąć twoja ręka. Albo: Byk o długim ogonie nie powinien skakać przez ogień.
Rozbawiły mnie także dyskusje porównawcze "prymitywnych" wierzeń z "wyższą" religią chrześcijańską... To powinna być lektura obowiązkowa dla ortodoksów każdej religii.
I chociaż nie dowiemy się, co jest z tymi mieszkańcami osady Bombardopolis, bo badania wciąż trwają - spotkanie z Haiti w tym wydaniu było wspaniałą przygodą.

Ta powieść jest jak puch - lekka i delikatna. I tak samo opisuje to, co osobom spoza Haiti wydaje się mroczne, ciemne, nieludzkie.
No, bo Haiti to wudu, to związki śmierci z życiem, która czai się za każdym rogiem. To także bieda, ogromny podział społeczny na tych, co mają wszystkiego w nadmiarze i tych, co nie mają nic.
To wszystko tu jest. Jest zupełnie naturalne, wszak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

199 użytkowników ma tytuł Kraj bez kapelusza na półkach głównych
  • 100
  • 99
46 użytkowników ma tytuł Kraj bez kapelusza na półkach dodatkowych
  • 29
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Kraj bez kapelusza

Inne książki autora

Dany Laferrière
Dany Laferrière
Dany Laferrière (ur. 1953 r. na Haiti) zaczynał jako dziennikarz prasowy i radiowy. W 1976 roku, po zamordowaniu przez reżim Duvalierów jego przyjaciela, wyemigrował do Kanady, a potem do Stanów Zjednoczonych. Zadebiutował w 1985 roku prowokacyjną powieścią "Jak bez wysiłku kochać się z Murzynem" (PIW, 2004, przeł. Jacek Giszczak). Charakterystycznymi cechami pisarstwa Laferrière’a są humor, swoista pikanteria oraz ironiczny dystans, z jakimi traktuje poważne skądinąd kwestie tożsamości, emigracji i kondycji rodzinnego kraju zdewastowanego przez dyktatury. W Polsce poza jego debiutem ukazał się także "Smak młodych dziewcząt" (Świat Książki, 2009, przeł. Jacek Giszczak). W 2009 roku Laferrière otrzymał Nagrodę Médicis za powieść "L’Énigme du retour". Jest także autorem scenariuszy filmowych, kilka z jego powieści zostało zekranizowanych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Kraj bez kapelusza

Więcej
Dany Laferrière Kraj bez kapelusza Zobacz więcej
Dany Laferrière Kraj bez kapelusza Zobacz więcej
Więcej