
Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą

304 str. 5 godz. 4 min.
- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Seria:
- Arcydzieła Literatury Polskiej
- Data wydania:
- 2010-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2010-01-01
- Liczba stron:
- 304
- Czas czytania
- 5 godz. 4 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788376237541
- Ekranizacje:
- Sanatorium Pod Klepsydrą według Braci Quay (2025)
"Sklepy cynamonowe dają pewną receptę na rzeczywistość, statuują pewien specjalny rodzaj substancji.
Substancja tamtejszej rzeczywistości jest w stanie nieustannej fermentacji, kiełkowania utajonego życia.
Nie ma przedmiotów martwych, twardych, ograniczonych. Wszystko dyfunduje poza swoje granice, trwa
tylko na chwilę w pewnym kształcie, ażeby go przy pierwszej sposobności opuścić."
"W jakiś sposób historie te są prawdziwe, reprezentują moją manierę życia, mój los szczególny.
Dominantą tego losu jest głęboka samotność, odcięcie od spraw codziennego życia". ( Z listów B. Schulza do S.I. Witkiewicza)
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą
Poznaj innych czytelników
5155 użytkowników ma tytuł Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą na półkach głównych- Przeczytane 3 668
- Chcę przeczytać 1 431
- Teraz czytam 56
- Posiadam 623
- Ulubione 220
- Lektury 77
- Chcę w prezencie 30
- Literatura polska 27
- Klasyka 24
- Lektury szkolne 16








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod Klepsydrą
Uwielbiam literaturę piękną i książki pisane poetyckim językiem, ale chyba przez dłuższy czas po nic podobnego nie sięgnę. Ogromnie wymęczyły mnie te opowiadania. To jest dosłownie o niczym; coś, co spodobałoby mi się w krótkiej opowieści, ale ok. 300 stron samych dziwnych, wymyślnych metafor i opisów pogody? Jak dla mnie trochę za dużo. Przerost formy nad treścią.
Uwielbiam literaturę piękną i książki pisane poetyckim językiem, ale chyba przez dłuższy czas po nic podobnego nie sięgnę. Ogromnie wymęczyły mnie te opowiadania. To jest dosłownie o niczym; coś, co spodobałoby mi się w krótkiej opowieści, ale ok. 300 stron samych dziwnych, wymyślnych metafor i opisów pogody? Jak dla mnie trochę za dużo. Przerost formy nad treścią.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMIT ZAŁOŻYCIELSKI
Gwiazdki wybiłyby poza skalę po sto kroć, gdyż jest to jedna z trzech książek budujących moją miłość do literatury, ale sęk w tym, że jest tu za mało gwiazdek.
Znam wielu takich jak ja, którzy nawet po latach widzą szycia i pakuły tego arcydzieła, ale sentyment i mgła nostalgii przyćmiewa racjonalizm.
Można iść tropami, Meyrlink i jego genialny Golem, Mann, Proust.
Bruno był pierwszy w naszej niszy i niewątpliwie jest ojcem założycielem tłustej prozy poetyckiej, a może nawet poetyckiej proxy.
I ta sztetlowość niczym inkluzje w bursztynach, które nam bezpowrotnie zniszczyli potomkowie niemieckich filozofów.
I ta naftowa Galicja, której ślady można jeszcze odczytać w układzie choćby Gorlic.
I ten cień wielkiej prozy, która jest gdzieś ukryta, ale nadal nie ma komu jej odkryć czyli mitologiczna księga - Mesjasz, toż to nasz galicyjski Święty Graal.
I te polichromie z dziecięcego pokoju gestapowca, które zdjęto ostrożnie i wywieziono, żeby je podziwiać gdzieś na bliskim wschodzie.
Mówię sobie - a może i dobrze, tam by podeszły wilgocią i zjadłby je grzyb, a zgniły tynk spadł między kapsle, szkło i puszki.
Kiedyś oglądałem film - Uratowane z potopu, o wyłowionej z Wisły kamieniarce warszawskich pałaców, które skrzętnie skuli Szwedzi, praktycznie skuli nam cały renesans i barok z fasad, ale nie wszystkie dowieźli.
W filmie występują szwedzcy historycy i mówią ze stoickim spokojem, że w zasadzie to oni tylko zamrozili nasze dziedzictwo, które by uległo zagładzie podczas innych wojen, więc te skarby wciąż istnieją nienaruszone. Trudno im odmówić racji.
I być może tak jest w przypadku Schulzowych, naściennych grafik.
Chyba nikt bardziej w literaturze nie uosabia tęsknoty za snem tamtych czasów od Bruna.
No i wreszcie przesłynny film o cofaniu czasu z wspaniałym Nowickim.
MIT ZAŁOŻYCIELSKI
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGwiazdki wybiłyby poza skalę po sto kroć, gdyż jest to jedna z trzech książek budujących moją miłość do literatury, ale sęk w tym, że jest tu za mało gwiazdek.
Znam wielu takich jak ja, którzy nawet po latach widzą szycia i pakuły tego arcydzieła, ale sentyment i mgła nostalgii przyćmiewa racjonalizm.
Można iść tropami, Meyrlink i jego genialny Golem,...
"Sklepy cynamonowe", "Sanatorium pod klepsydrą" czyli 'tamte lata, tamte dni...'/'czy to jawa czy sen?'
"Sklepy cynamonowe", "Sanatorium pod klepsydrą" czyli 'tamte lata, tamte dni...'/'czy to jawa czy sen?'
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJesień, jesień, aleksandryjska epoka roku, gromadząca w swych ogromnych bibliotekach jałową mądrość 365 dni obiegu słonecznego. O, te poranki starcze, żółte jak pergamin, słodkie od mądrości jak późne wieczory! Te przedpołudnia uśmiechnięte chytrze jak mądre palimpsesty, wielowarstwowe jak stare pożółkłe księgi! Ach, dzień jesienny, ten stary filut-bibliotekarz, łażący w spełzłym szlafroku po drabinach i kosztujący z konfitur wszystkich wieków i kultur! Każdy krajobraz jest mu jak wstęp do starego romansu. Jakże się świetnie bawi, wypuszczając bohaterów dawnych powieści na spacer pod to zadymione i miodne niebo, w tę mętną i smutną, późną słodycz światła! Jakich nowych przygód dozna Donkiszot w Soplicowie? Jak ułoży się życie Robinsonowi po powrocie do rodzinnego Bolechowa?
Jesień, jesień, aleksandryjska epoka roku, gromadząca w swych ogromnych bibliotekach jałową mądrość 365 dni obiegu słonecznego. O, te poranki starcze, żółte jak pergamin, słodkie od mądrości jak późne wieczory! Te przedpołudnia uśmiechnięte chytrze jak mądre palimpsesty, wielowarstwowe jak stare pożółkłe księgi! Ach, dzień jesienny, ten stary filut-bibliotekarz, łażący w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo pozycja z rodzaju pozawijanej w kilkanaście warstw opakowania wytwornej bombonierki, którą dostało się w prezencie od nadzianej (hehe) koleżanki. Nie można po prostu zeżreć wszystkiego za jednym posiedzeniem jak paczki chipsów Lays, bo skutki byłyby żałosne dla całego organizmu. Trzeba raczej dawkować sobie po jednej, po aptekarsku, z niesamowitą ostrożnością.
Najlepiej zzuć buty, rozsiąść się wygodnie po turecku na ławce w parku i przy akompaniamencie zwierzęco-roślinnym skubać sobie ostrożnie wyciągniętą z szeleszczącego opakowania czekoladkę, zastanawiając się, jaki tym razem trafi się smak – bo są różne.
Niektóre smakują jak dzieciństwo, jak lato, słodkimi dojrzałymi czereśniami, szczenięcymi zauroczeniami, babim latem. Inne są słodko-gorzkie, dotykają przemijania, starości, rozpływania się. Są słodkie, niewinne, zdecydowanie niedubajskie, i są takie, gdzie pod warstwą czekolady czai się likier z procentami. I jak już zjesz taką czekoladkę, to pochodź z jej smakiem na języku przez jakiś czas, zanim połasisz się na kolejne, bo inaczej ona zje ciebie.
Uroczo czytało się, gdy autor opisywał rzeczy, o których wiemy, że w życiu prywatnym bardzo lubił – jak pójście do kina czy jeżdżenie pociągami, już nigdy nie spojrzę też tak samo na klaser ze znaczkami. Troszkę dziwnie czułam się natomiast patrząc jego oczyma na ludzi z niepełnosprawnością, ale to kwestia jednak mimo wszystko prawie stu lat różnicy. No i ciekawe miał spojrzenie na przemijanie oraz starość (nieznane mu przecież z autopsji) – nie ma rozpaczy i dramatu, tylko powolne rozpływanie się w powietrzu, przechodzenie w inną rzeczywistość, żeby gdzieś dalej krążyć w atmosferze.
Czekoladki się zjadły, trzeba coś napisać, ale co? Życie toczy się dalej, a na obiad jest znowu zupa jarzynowa z pływającym w środku smętnym kawałkiem kury. I trzeba iść do Lidla, bo skończył się ser... Meh.
To pozycja z rodzaju pozawijanej w kilkanaście warstw opakowania wytwornej bombonierki, którą dostało się w prezencie od nadzianej (hehe) koleżanki. Nie można po prostu zeżreć wszystkiego za jednym posiedzeniem jak paczki chipsów Lays, bo skutki byłyby żałosne dla całego organizmu. Trzeba raczej dawkować sobie po jednej, po aptekarsku, z niesamowitą ostrożnością.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajlepiej...
"Sklepy cynamonowe" i "Sanatorium pod Klepsydrą", dwa zbiory opowiadań, zabrały mnie w podróż do świata surrealizmu, magicznego realizmu i głębokiej refleksji nad ludzką egzystencją, kruchością istnienia i przemijaniem. Schulz wspaniale zaciera granice między jawą i snem, życiem i śmiercią, przeszłością i teraźniejszością, przekracza granice czasu i przestrzeni. Zachwyca poetycka proza, bogactwo metafor, oniryzm, sugestywna, opisowa narracja działająca na wyobraźnię.
Opowiadania Brunona Schulza to literatura ambitna i wymagająca. Literatura, która potrafi oczarować unikalnym stylem. Literatura, dla której warto wyjść ze strefy komfortu. Bo Bruno Schulz w niepowtarzalny sposób pisze o uniwersalnych i bliskich tematach: śmierci, która jest częścią naszego życia; głęboko skrywanych lękach i pragnieniach; poszukiwaniu sensu w świecie pełnym chaosu i niepewności; zawiłościach rodzinnych relacji, samotności, poczuciu wyobcowania i przemijaniu. Dla mnie popis literackiej wyobraźni i ciekawe czytelnicze doświadczenie.
"Sklepy cynamonowe" i "Sanatorium pod Klepsydrą", dwa zbiory opowiadań, zabrały mnie w podróż do świata surrealizmu, magicznego realizmu i głębokiej refleksji nad ludzką egzystencją, kruchością istnienia i przemijaniem. Schulz wspaniale zaciera granice między jawą i snem, życiem i śmiercią, przeszłością i teraźniejszością, przekracza granice czasu i przestrzeni. Zachwyca...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Sklepy cynamonowe” to poetycka medytacja nad światem, który przestał istnieć lub nigdy nie istniał naprawdę. To literatura, którą odczuwa się całym sobą: oczami, skórą, wspomnieniem dzieciństwa, zapachem starych mebli, szelestem papieru, cichym trzepotem firanek w upalne popołudnie. Bruno Schulz posługuje się językiem tak zmysłowym, tak nasyconym metaforą i snem, że każda strona „Sklepów cynamonowych” pulsuje życiem – nie tym realnym, ale tym głębszym, wewnętrznym, które zna tylko serce i pamięć. Jego świat – niby Drohobycz, niby małe żydowskie miasteczko w Galicji, staje się przestrzenią, w której czas przestaje płynąć liniowo. Gdzie rzeczy mówią, przedmioty oddychają, a ojciec zamienia się w ptaka i znika w przestrzeniach nieba jak mit.Ojciec, centralna postać zbioru, to ktoś więcej niż tylko członek rodziny. To demiurg, szaleniec, prorok, marzyciel. Postać z pogranicza rzeczywistości i mitu. Jego powolne odchodzenie, zarówno fizyczne, jak i duchowe, jego przemiany oraz wycofywanie się w stany wewnętrzne, to coś, co czytamy z rosnącym niepokojem, ale i tkliwością. Schulz nie opowiada o śmierci; on opowiada o zaniku. O znikaniu w sobie, w inności, w czasie, który nie przebacza. Kiedy ojciec odlatuje – dosłownie i metaforycznie, czujemy nie tylko stratę, ale i nieuchronność. Taki los spotyka wszystko, co ważne i kruche. A matka? Cicha, obecna jak mebel, jak powietrze. Nieobecna przez swoją zwyczajność. Kobiety Schulza są efemeryczne, często anonimowe, piękne i groźne, senne. To jednak ojciec „chory na wyobraźnię” kradnie świat i czyni z niego coś niepokojąco duchowego. „Sklepy cynamonowe” to także opowieść o dzieciństwie, ale nie jako etapie życia, lecz jako stanie umysłu. To pacholęce lata odczuwane intensywnie, niemal metafizycznie. Gdzie wszystko może się wydarzyć, a świat jest ogromny, tajemniczy i pełen sensów ukrytych w przedmiotach. Schulz odtwarza dziecięce zdumienie, lęki i fascynacje z tą samą intensywnością, z jaką niektórzy odtwarzają sny. Cynamonowe sklepy, do których narrator nigdy nie dociera, są symbolem pragnienia, które zawsze wymyka się z rąk, marzenia, które nigdy nie zostanie spełnione, świętości, która została tylko zasugerowana. To tęsknota za czymś większym, piękniejszym, głębszym; czymś, co czujemy, że istniało, ale już zniknęło. Czyż nie tak właśnie działa pamięć?
To, co czyni Schulza absolutnie wyjątkowym, to jego język. Każde zdanie jest jak wyrzeźbione w bursztynie – ciężkie od metafor, gęste od obrazów, nasycone zmysłami. Czasem trzeba czytać go powoli, bo słowa zdają się mieć swoją temperaturę, zapach, kształt. „Każde pojęcie, każda rzecz miała swój cień, miała inne jeszcze, głębsze znaczenie. Nic nie było jednoznaczne i pewne”.
To nie jest tylko narracja – to filozofia. Schulz nie ufa światu takim, jakim jest. On szuka tego, co pod spodem, co drga pod powierzchnią realności. Każde krzesło może być bramą, każdy korytarz przejściem do innego wymiaru. Jego Drohobycz staje się światem totalnym, świętym i dziwnym jednocześnie.
To, co najbardziej porusza w „Sklepach cynamonowych”, to nie tylko zachwyt nad językiem, nie tylko sentymentalna podróż do dzieciństwa. To przeczucie straty. Książka napisana z głębokiej samotności i melancholii. Schulz opisuje świat, który nie tylko odchodzi. On pisze o świecie, który nigdy nie był prawdziwie obecny. Być może wszystko, co opisuje, wydarzyło się tylko w duszy narratora. Być może to wszystko dojmujący sen.
I właśnie to boli najbardziej. Bo każdy z nas nosi w sobie takie cynamonowe sklepy – miejsca nieosiągalne, wspomnienia niedopowiedziane, ludzi, którzy byli, ale nie zostali. Schulz nie tylko je pokazuje; on mówi nam, że jesteśmy zbudowani z tej tęsknoty. I że to właśnie ona czyni nas ludźmi.Sklepy cynamonowe to arcydzieło. To tekst, który wnika do wnętrza, jak zapach zamknięty w starej szufladzie, jak głos z pacholęcych lat, którego nie da się już przywołać. Schulz pokazuje, że rzeczywistość to tylko cienka warstwa, a pod nią tętni świat o wiele bogatszy, straszniejszy i piękniejszy. To książka dla tych, którzy nie boją się poczuć. Którzy potrafią usiąść w ciszy i patrzeć na duszę przez szkło snu. Którzy tęsknią, chociaż nie zawsze wiedzą, za czym.
„Sklepy cynamonowe” to poetycka medytacja nad światem, który przestał istnieć lub nigdy nie istniał naprawdę. To literatura, którą odczuwa się całym sobą: oczami, skórą, wspomnieniem dzieciństwa, zapachem starych mebli, szelestem papieru, cichym trzepotem firanek w upalne popołudnie. Bruno Schulz posługuje się językiem tak zmysłowym, tak nasyconym metaforą i snem, że każda...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa świat patrzy dziecko, wyraża się językiem poety z dokładnością obiektywnego narratora, który patrzy przez szkło powiększające i opisuje wszystko ze szczegółami. Autor posługuje się językiem w sposób absolutnie wybitny, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Już pierwszy akapit sprawił że wzięłam głębszy wdech i poczułam że mam do czynienia z wielką literaturą. Wybitność niestety (a może sety) nie łączy się z łatwością odbioru i nie jestem w stanie stwierdzić, czy wszystko zrozumiałam. Najpewniej nie. Polecam jako test dla wyobraźni, jako gimnastykę dla mózgu, polecam jeśli ktoś się chce pozachwycać językiem polskim i całą paletą jego środków stylistycznych.
Zabawne jak człowiek się zmienia i dojrzewa, czytałam fragmenty w gimnazjum jako lekturę i nie zwróciłam na to najmniejszej uwagi.
Na świat patrzy dziecko, wyraża się językiem poety z dokładnością obiektywnego narratora, który patrzy przez szkło powiększające i opisuje wszystko ze szczegółami. Autor posługuje się językiem w sposób absolutnie wybitny, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Już pierwszy akapit sprawił że wzięłam głębszy wdech i poczułam że mam do czynienia z wielką literaturą. Wybitność...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając Sanatorium pod Klepsydrą Brunona Schulza, przed oczami miałem obrazy René Magritte’a.
Tak samo jak w malarstwie Magritte’a, Schulz tworzy słowem surrealistyczne, senne opowiadania. Oboje patrzą na świat z perspektywy snu, filozofii i absurdu.
W malarstwie Magritte’a zwykłe przedmioty nabierały nowego kontekstu, natomiast u Schulza zwykłe życie wypełnione jest mitologią, magią i innością.
Podobnie jak w Sklepach cynamonowych, Schulz powraca do tematu ojca, który i tutaj staje się postacią odrealnioną, tragiczną, utraconą.
Sposób, w jaki pisze Schulz, jest wyjątkowy, a jego język — niezwykle bogaty, teatralny i metafizyczny — sprawia, że nawet najprostsze czynności czy przedmioty opisywane są z wielką fascynacją i pietyzmem.
Sanatorium pod Klepsydrą to lektura specyficzna i wymagająca, którą warto czytać niespiesznie i z uwagą, delektując się każdym akapitem, bo satysfakcja po skończonej lekturze jest ogromna.
Czytając Sanatorium pod Klepsydrą Brunona Schulza, przed oczami miałem obrazy René Magritte’a.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak samo jak w malarstwie Magritte’a, Schulz tworzy słowem surrealistyczne, senne opowiadania. Oboje patrzą na świat z perspektywy snu, filozofii i absurdu.
W malarstwie Magritte’a zwykłe przedmioty nabierały nowego kontekstu, natomiast u Schulza zwykłe życie wypełnione jest...
To uczta słowa, nie ma powodu aby doszukiwać się tam większego sensu - jest tylko nostalgia i piękne, barwne słowa.
To uczta słowa, nie ma powodu aby doszukiwać się tam większego sensu - jest tylko nostalgia i piękne, barwne słowa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to