rozwińzwiń

To nie bajka...

Okładka książki To nie bajka... autora Denis Diderot,
Okładka książki To nie bajka...
Denis Diderot Wydawnictwo: Książka i Wiedza Seria: Koliber literatura piękna
137 str. 2 godz. 17 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Koliber
Data wydania:
1969-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1969-01-01
Liczba stron:
137
Czas czytania
2 godz. 17 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Tadeusz Boy-Żeleński
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup To nie bajka... w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki To nie bajka...

Średnia ocen
7,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce To nie bajka...

Sortuj:
avatar
302
178

Na półkach: ,

137 stron

137 stron

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1157
312

Na półkach: ,

Oświecenie nie na darmo nosi taką nazwę. Jestem pod wrażeniem niezwykle postępowych poglądów autora. Niektórych nawet dzisiaj mogą bulwersować. Tylko archaiczny język i sposób pisania trochę przeszkadza w czytaniu.

Oświecenie nie na darmo nosi taką nazwę. Jestem pod wrażeniem niezwykle postępowych poglądów autora. Niektórych nawet dzisiaj mogą bulwersować. Tylko archaiczny język i sposób pisania trochę przeszkadza w czytaniu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
715
627

Na półkach:

Czytałem na razie "Dwaj przyjaciele z Bourborne". Oliwier i Feliks, kuzyni, wychowywani razem rozdzielają się gdy jeden poślubia ukochaną.

Czytałem na razie "Dwaj przyjaciele z Bourborne". Oliwier i Feliks, kuzyni, wychowywani razem rozdzielają się gdy jeden poślubia ukochaną.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

52 użytkowników ma tytuł To nie bajka... na półkach głównych
  • 31
  • 21
12 użytkowników ma tytuł To nie bajka... na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Denis Diderot
Denis Diderot
Francuski pisarz, krytyk literatury i sztuki, filozof i encyklopedysta okresu Oświecenia. Najbardziej znanym dziełem Diderota jest Kubuś Fatalista i jego pan (Jacques le Fataliste et son maître, wyd. 1796),a najbardziej znaną powieścią Zakonnica (La Religieuse, wyd. 1796). Jest on twórcą nowatorskiej teorii dramatu mieszczańskiego, umieszczającej utwory dramatyczne między komedią i tragedią, co miało być bliższe rzeczywistości. Teorię opisał w dziełach: Rozmowy o synu naturalnym (Entretiens sur « Le fils naturel », 1757) i O poezji dramatycznej (De la poésie dramatique, 1759). Jego Jacques le fataliste et son maitre (dekretem z 1804 roku) oraz Encyclopedie ou dictionnaire raisonne des sciences umieszczone zostały w index librorum prohibitorum. Denis Diderot stał się inicjatorem, naczelnym redaktorem i jednym z głównych twórców Encyklopedii (1751–1772),która zebrała dorobek myśli społecznej, filozoficznej i moralnej europejskiego oświecenia. Sam napisał szereg artykułów z dziedziny filozofii, sztuki i rzemiosła. To monumentalne dzieło współtworzył z nim matematyk Jean le Rond d’Alembert. Prace nad Encyklopedią rozpoczął w roku 1745 i prowadził je przez 27 lat. Nie było to łatwe, gdyż kilkakrotnie był aresztowany i osadzony w więzieniu z powodów religijnych. Poglądy Diderota ewoluowały od teizmu, poprzez deizm do otwartego, materialistycznego ateizmu, połączonego z sensualizmem i determinizmem witalistycznym. Swoje poglądy religijne wyłożył w Liście o ślepcach (Lettre sur les aveugles à l'usage de ceux qui voient, 1749). Postulował pierwszeństwo nauk eksperymentalnych przed spekulatywnymi, akcentował też względność ludzkiego poznania i sprzeczność różnych dziedzin wiedzy. Diderot uważał, że natura człowieka została zdemoralizowana przez niewłaściwy ustrój i brak kultury, dlatego postulował oświecenie ludu i odbudowę zasad moralnych poprzez silne więzi społeczne i reformę władzy we Francji. Politycznie był początkowo zwolennikiem absolutyzmu oświeconego. Potępił jednak absolutne rządy, kiedy caryca Katarzyna II – pozornie zainteresowana liberalną myślą – odrzuciła jego projekt reformy szkolnictwa wyższego w Rosji. Jego poglądy ewoluowały w kierunku demokratyzmu. Był przeciwnikiem kolonializmu i despotyzmu. Domagał się utworzenia parlamentu – reprezentanta suwerennego ludu i instytucję sprawującą kontrolę nad władzą wykonawczą. W kwestii gospodarki opowiadał się po stronie leseferyzmu, bogacenie się jednostek uznawał za przejaw dobrobytu ogółu. Popierał wolny handel i powszechną oświatę; sprzeciwiał się ograniczaniu prawa własności. Zauważał jednak, że sukcesy w tej sferze funkcjonowania państwa nie rozwiążą problemów społecznych, jakie spowodują rozwój techniki i kapitalistyczny wyzysk. Diderot zajmował się też krytyką malarstwa, a swoje poglądy przedstawił w esejach Salons (1759–1781).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kandyd Prostaczek Voltaire
Kandyd Prostaczek
Voltaire
W ramach tygodnia francuskiego i poleceń pewnego youtubera, postanowiłem zobaczyć coś tego Voltera - tak u nas szkalowanego jakby on nic innego nie robił tylko niszczył Polskę (że on w ogóle miał czas na pisanie tych książek to duże zdziwienie). I chciałem sam sprawdzić na ile go się da czytać. Ja nie wiem czy ja byłem jakimś wyjątkiem czy może to jakiś miesiąc mnie nie było w szkole - ale kompletnie nie kojarzę tego kandyda ani prostaczka w kanonie omawianych lektur a sporo znajomych do tego się odwoływało gdy jakiejś przy okazji o tym rozmawiałem - może na rozszerzeniu z polskiego?... Co do samej formy książki - te książki Ex libris mają coś takiego bardzo zachęcającego aż bym jakąś sobie kupił tak mi się ten format podoba - i te połączenia niebieskiego i bieli bardzo ładnie się prezentuje --- Kandyd czyli optymizm - francuskie "Candide" oznacza optymizm. Ogólnie w pewien sposób miałem wrażenie, że autor w pierwszych rozdziałach mocno nabija się z niemieckich nazw (co jako Polaka jakoś mnie tym bardziej bawi - i chyba to rzecz wspólna z francuską publiką Woltera) - co mnie zdziwiło ale nie wiem na ile zamierzone. Wątek Abarsko - Bułgarski mnie kompletnie zaskoczył że tak można ukrywać francuzów i prusaków, i że cenzura to puści. Abarowie chyba to oboczność Awarowie. Ten Pangloss muszę przyznać mnie trochę denerwował - i z tego co zrozumiałem to jest satyrą filozofii optymizmu Liebniza. Chyba postać i koniec anabaptysty Jakuba jest podobny. Ogólnie potem jak się zaczynają podróże to mi się takie xviii wieczna podróż do okoła świata się kojarzyła. Przez te kolejne lokacje. Jednocześnie aż się zdziwiłem ile Wolter tu upchał wydarzeń historycznych - i wojnę 7 letnią, trzęsienie ziemi w Lizbonie, przykłady inkwizycyjnych auto da fe, redukcję jezuickie i ich walki z saopaulonistami. I te dziwne kłótnie u jezuitów z bratem kunegundy. To kwestie z Eldorado mnie zaskoczyły - i jakoś zgrabnie potem to wpływa ciekawie na fabułę. A nawet jeszcze dał radę tu wcisnąć Eldorado! W Wenecji bardzo urzekł mnie wątek polski gdzie wśród pięciu koronowanych z roszczeniami do tronów - aż dwóch aspiruje do tronu polski! I Leszczyński i August III - razem z potencjalnymi królami anglii, korsyki a i car rosji i sułtan turecki potencjalny się znalazł! Tak od połowy jak wszyscy się łatwo spotykają - zupełnie jakby liczba ludzi wynosiła mniej więcej liczbę ludności Łomży - i przez to ciągle znajomych spotykają. I te magiczne wskrzeszanie ubitych postaci (oprócz tego jedynego fajnego anabaptysty Jakuba z Holandii). Ciekawy wydźwięk w paru miejscach jest nabijanie się Woltera z prowincjonalnej szlachty niemieckiej, jej przywiązania do herbów i tytułomanii - tak mi się ona nie kojarzyła bo się nigdy nad tym nie zastanawiałem. --- Prostaczek - tak jak poprzednio ciekawy z mojej perspektywy wziął Westfalie za początek tak tutaj Bretanie. I do tego ląduje tam Huron z anglikami. Ogólnie Wolter miał jakąś lekkość w absurdzie co przy w osadzeniu w xviii i tamtejszych problemów (które mnie ciekawią) jest nawet wciągające. Okazuje się (OCZYWIŚCIE) że Huron jest cudownie ocalonym synem brata przeora - wciagają go by przyjął chrzest (z dużymi problemami - w fabule jest potrzebna do tego młoda dama która się "ulubiła" w sakramentach). Zaskoczył mnie Wolter że używał jakieś słowo , według przypisu, z hurońskiego. trovander to kochać według tego. Ciekawą scenę komediową było, że przez te że ta dama (panna Saint-Yves) przekonała do chrztu, rodzina Hurona uczyniła ją chrzestną matką, co potem pokrzyżowało plany Huronowi by ją poślubić - bo to się nie godzi z chrzestną. Widzimy potem odparcie Anglików przez francuzów z Huronem na czele, potem wysyłają go do Paryża. Zaczynamy wraz tym wątki hugenockie-jansenickie - gdzie widać, że Wolter sympatyzuje z protestantami czy nie katolikami, szczególnie w kontekście ich prześladowań, ale podrzuca wątpienie czy sukniarz i inny kowal powinni być tak silni i wytrwali w swej wierze przeciwstawiając się władzy, kiedy to duża część sporów jest o bardzo nikłe rzeczy. Przygoda na wersalu kończy się w Bastylii gdzie będzie na nauce od jansenisty jak i sporach z nim - uczyć się dalej niedawno przyjętej wiary. Dalsze ruchy zdjęcia jego kajdan bardziej próbuje panna Saint-Yves Tutaj ogólnie dalej mamy wątek romansu, znajomości dworzańskich specyfik (takich jak to że spowiednik sprzątaczek u możnowładców ma czasem najwięcej wpływów). I Saint-Yves staje przed dylematem moralnymi. Książka bardzo mi się podobała do momentu gdy nasz huron dotarł do Paryża - powiedzmy potem ten wątek jansenizmu jeszcze dla mnie był wartościowy bo sobie w końcu porządnie doczytałem o nich (ciekawe - to swoista można powiedzieć belgijski biskup Ypres (to to samo co bitwa wielkiej wojnie),który doszedł do wniosków jak kalwini z łaską etc., ale bez odrzucania katolickich kwestii takich jak sakramenty - z znanych osób nawet Blaise Pascal bronił jansenizmu - habsburgowie mile patrzyli w swoich niderlandach na nich bo byli równowagą dla jezuitów). Potem trochę to wszystko poszło trochę w dramę i już się bardziej męczyłem. Tak czy siak opowiadanie bardzo zgrabne - połaczenie hurona z bretończykiem bardzo urocze!
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na87 miesięcy temu
Babbitt Sinclair Lewis
Babbitt
Sinclair Lewis
Kiedy nam się wydaje, że dobrze przez nas poznany świat staje się bezsensowny a potrzeba buntu rozpiera nasze ego jak nigdy dotąd, to mamy nadzieję na wymknięcie się spod bezpiecznych skrzydeł konformizmu. Jednak aby już na zawsze przełamać monotonię istnienia i cieszyć się szerokością i swobodą życia, to musimy ponieść ogromne koszty wcielenia się w tę jakże wymagającą poświęcenia rolę domowego rewolucjonisty. Ucieczka to wyzwanie. Pozostawienie za sobą nudy domowych pieleszy oznacza wysiłek. Czy wieczna rutyna musi przegrać z marzeniami? Byłem tego tak bardzo ciekaw, że aż przeczytałem tę przypominającą obyczajową satyrę powieść. Warto było. Tytułowy Babbitt okazał się na wskroś znudzony życiem, ale dla mnie jego potyczki nie wydały się już tak bardzo bezbarwne. Sinclair Lewis błysnął żartem pośrednika handlu nieruchomościami i rzeczywiście sprzedał mi radość i optymizm. Chociaż towarzyszące jego bohaterom społeczne realia są w naszych tchnących egalitaryzmem czasach mocno staroświeckie, to jednak znaczyły dla mnie tyle, co dobry morał tej czasami zabawnej opowieści. "Babbitt" ze swoją górnolotną galanterią i atmosferą nieskończonej doskonałości zapewnił mnie o tym, że życie mamy tylko jedno i niekoniecznie musimy je zmarnować nad dumaniem nad tym, czego nam w nim brak. Podczas lektury momentami mi się zdawało, że zamiast wybitnego dzieła noblisty, mam przed sobą przykład przedrzeźniania amerykańskiej "dulszczyzny". Ale co w tym złego? Nic. Przynajmniej się dobrze ubawiłem przenosząc się w czasy prohibicji i kultu standaryzacji na miarę Henry'ego Forda. Standaryzować można wiele rzeczy. Ale sposobu myślenia nie jest łatwo wtłoczyć w utarte ramy. To właśnie spotkało Idealnego Obywatela średniej klasy. Wrodzona iskra i dryg do działania spowodowały zapłon pogrążonych w uśpieniu pokładów, nieznanej dotąd przeciętnemu karierowiczowi etyki. Dzięki temu mogłem się przyjrzeć filozofii kapitalistycznego biznesu z początku XX wieku i porównać z ludzkimi pragnieniami, wynikającymi z naturalnych skłonności każdego czującego człowieka. Przez chwilę zatrzymałem się w niepewności przed manią samouwielbienia i samozadowolenia protagonisty Lewisa. Czy na pewno mogło mi się to spodobać? Ależ tak, jeśli tylko może to służyć demaskacji fałszywej cnotliwości. Warto się samemu przekonać, czy Babbitt złożył ostatecznie w ofierze swoje życie bogini Nowoczesnej Przydatności. A może też przyda się sprawdzić, czy nie ma w nim ani krzty romantyzmu? W końcu jest on klasycznym typem śpieszącego do pracy Amerykanina a jego egzystencja pulsuje w rytmie całkiem praktycznych powodów związanych z zarabianiem pieniędzy. W natłoku codziennych drobiazgów Babbitt znalazł czas na to, żeby okazać nam swój niepokój o to, czy zmierza ku zawrotnemu bogactwu, czy też podąża w kierunku przeraźliwego ubóstwa. Jaki dobrobyt lub biedę mam na myśli, to zostawiam już waszej ciekawości.
czytający - awatar czytający
ocenił na76 lat temu
Tonio Kröger i inne opowiadania Thomas Mann
Tonio Kröger i inne opowiadania
Thomas Mann
W nowelach Manna niewiele się dzieje, akcja toczy sie niespiesznie, brak w nich dramatycznych zwrotów akcji - a jednak są piękne. Ich bohaterami są ludzie odrębni, inni od wszystkich, nadwrażliwi. Nieco zapomniany obecnie (u nas) pisarz wywarł swego czasu duży wpływ na polską literaturę, a jego wizyta w latach międzywojennych była dla rodzimych twórców ważnym wydarzeniem. Pięć noweli z tego zbiorku idealnie pokazuje rozwój talentu Manna na przestrzeni 30 lat. Pierwsza powstała jeszcze w XIX wieku, ostatnia tuż przed narodzinami III Rzeszy. Najbardziej znana, tytułowa, opowiada o samotności artysty który, kochając ludzi "blondwłosych i zwyczajnych", jest od nich diametralnie różny i pół życia minie nim się z tym pogodzi i zrozumie, że ceną jego talentu i wyjątkowości jest samotność i niedopasowanie. Tonio Kröger to alter ego pisarza, który również był mieszanką wybuchową temperamentnej latynoskiej matki i przyziemnego solidnego ojca-Niemca. I tak samo jak Tonio był biseksualny (jednak w przeciwieństwie do swojego bohatera założył rodzinę i spłodził sześcioro dzieci). Kończący książkę "Mario i czarodziej" napisany w czasie kiedy we Włoszech triumfował już faszyzm, a w Niemczech za trzy lata mieli przejąc władzę hitlerowcy, pokazuje jak łatwo charyzmatyczna jednostka może narzucić tłumowi swoją wolę, zmanipulować go i zmusić do niechcianych nawet działań. Narrator jest jednym z obezwładnionych przez "czarodzieja" - jedyna iskierka nadziei to ludzie tacy jak Mario, który potrafił wyrwać się spod jego wpływu. "Mario i czarodziej" dobitnie ukazuje poglądy pisarza, który odważnie wypowiedział się przeciw nazizmowi, przez co w 1933 musiał na zawsze opuścić ojczyznę. A mnie, tym razem, najbardziej spodobała się krótka i niepozorna "Katastrofa kolejowa", świetna jest. Tonio i opowiadanie o psie mocno mnie znużyły. Wybór opowiadań niemieckiego noblisty: 6/10
Agata - awatar Agata
oceniła na620 dni temu
Przygody Józefa Andrewsa Henry Fielding
Przygody Józefa Andrewsa
Henry Fielding
Ile jeszcze niespodzianek kryje stara szafa! Tym razem odnalazłam Józinka Andrewsa, opisanego pieśnią: "such a pure and gentle boy, that no one could his company deny!", a językiem współczesnych memów: "syn koleżanki twojej starej". Tytułowy Józef to młodzieniec nisko urodzony, oddany na służbę do bogatych państwa ale dobry i urodziwy jak mało kto, obdarzony słodyczą charakteru, pięknym głosem i niewzruszonymi zasadami moralnymi. Józef kocha się w uroczej i niestety, też ubogiej Fanny ale na drodze do ich szczęścia stają drapieżne kuguarzyce, które czynią zakusy na józiową cnotę. I już myślałam, że pachnie to wszystko okołooświeceniowym erotycznym świństwem ("Justyna, czyli nieszczęścia cnoty" się kłaniają...) ale poszliśmy inną drogą. Odrzuciwszy seksualne awanse swojej Pani, wypędzony ze służby Józef jest zmuszony do wędrówki przez bezdroża Anglii w poszukiwaniu lepszego losu. Napotyka oddanego przyjaciela - pastora, a zaraz po nim dołącza do gromadki ukochana Fanny. I zaczyna się karuzela z przygodami - bohaterowie w trakcie tułaczki między zapyziałymi gospodami, popadają w coraz to inne tarapaty; raz mają pieniądze, to je tracą, raz ich ktoś okrada a zaraz ktoś inny ratuje z opresji, prawie tracą życie a Fanny to nawet i cnotę, a za chwilę znów są na wozie - i tak do szczęśliwego końca ich perypetii. Taka wielka draka w angielskiej dzielnicy w starym stylu. Nie jest to powieść łotrzykowska, bo Józef to poczciwy ciołek i chodząca cnotka, chociaż bić się potrafi. Na pewno jest to ostra satyra na osiemnastowieczne angielskie społeczne układy, wzmocniona dodatkowo przepysznymi prześmiewczymi rysunkami J. Hogartha. Pod względem społecznikowskiego zacięcia blisko tej prozie do Dickensa, pod względem komizmu i krytyki społecznej - do Thackeraya. A pod względem zgodności ze swoją epoką - w książce roi się od kwiecistych dygresji, górnolotnych metafor i barokowych wtrętów. Ale nie brakuje też subtelnych kawałków, które mnie rozbawiły do łez - na przykład kiedy pewien pan odkrył w swoim ciele "pewne symptomy niewierności, po których trzeba się udać do medyka". No taki to obraz epoki widziany oczami postępowego pisarza, zwolennika teorii oświeceniowych i wroga kołtuństwa. Gdybym podobną konstrukcję (zwłaszcza zakończenie wyskakujące jak królik z kapelusza) znalazła we współczesnej powieści, uznałabym ją za czystą grafomanię. Ale jeśli mieszka ona w literaturze sprzed ponad 270 lat - kupuję i proszę o więcej!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na71 rok temu
Dola człowiecza André Malraux
Dola człowiecza
André Malraux
Nie wiem w jakim wymiarze można traktować tę powieść jako powieść agitującą komunizmowi. Wydaje się to skrajnie powierzchowne. Nie ma w tej powieści niczego, co faktycznie utwierdzałoby czytelnika w przekonaniu, że - mówiąc kolokwialnie - komunizm jest dobry. Komunizm, tak jak zresztą każdy ruch o charakterze - mniej lub bardziej - rewolucyjnym, musi mieć charakter ideowy; tzn. wiadomym jest, że ludziom, którzy chcą zmieniać ogólny porządek świata przyświecają idee sprawiedliwości, równości, braterstwa, itd. Nigdzie jednak autor nie przemyca myśli, jakoby komunizm mógł te wszystkie idee faktycznie zrealizować; nie ma miejsca, w którym partia komunistyczna wygrywa i wszystko płynie "mlekiem i miodem". Jeżeli już to Malraux schlebia wszelkim - ogólnie rzecz biorąc - aktywnym postawom względem rzeczywistości (w tym również rewolucyjnym, jako zamykającym spektrum). Można powiedzieć, że autor pochwala (jeśli już) próby zmiany, aktywność ludzi, którzy chcą wpływać na otaczający ich świat; chcących być podmiotem, a nie wyłącznie przedmiotem historii. Widziałem opinię jednego z użytkowników, który stwierdził, że "czyny bohaterów książki są usprawiedliwiane", jako przykład padł zamach dokonany przez Czena. W mojej opinii wybrzmiewa coś niemal przeciwnego. Czen bowiem, co sugeruje autor, posuwa się do tego czynu (samobójczego zamachu) niemal z przyczyn egoistycznych. Jego czyn będzie miał znaczenie dla "towarzyszy" - to oczywiste, jednakże przede wszystkim czyn ten nada znaczenia (i sensu) JEGO życiu. Czen robi to przede wszystkim dla siebie, dla sensu własnego życia. Katow ostatecznie nie dociera do Czena, ażeby ostrzec go, że jego kolejna próba najprawdopodobniej nie wypali, lecz czy ktokolwiek ma wątpliwości co do tego, że Czen powstrzymałby się, gdyby Katow rzeczywiście przedstawił mu swoje argumenty? To był czyn fanatyczny, niemalże w pełni egoistyczny. Katow kierował się osobistą zemstą (osobistymi traumami),Clappique był oportunistą, który tak naprawdę nie wiedział sam w co właściwie się wplątuje, Hemmelrich sam nie wiedział czego do końca chce, zdawał się być zupełnie zagubiony, rozdarty (w liście do May sam wspomina, że dopiero praca jako monter w elektrowni w końcu pozwoliła mu pracować nie myśląc wyłącznie o tym aby "zdechnąć"),stary Gisors, nałogowy palacz opium, który był zupełnie wycofany z jakichkolwiek wojen ideologicznych, wspierał syna wyłącznie "duchowo". Na koniec Kyo, jako jedyny był ideowcem, który jednakże był "spoza środowiska", nie miał faktycznego interesu w uczestnictwie w tym rewolucyjnym ruchu. Jedyne co, to przyświecała mu młodzieńcza idea zmian i wpływu (choć i tak może być przedstawiany jako największky agitator komunizmu). Czy naprawdę ktoś uważa, że takie właśnie "figury", czy też twarze ruchu rewolucji komunistycznej wykreowałby ktoś, kogo celem byłoby ślepe agitowanie komunizmowi? Moim zdaniem jest to powieść przede wszystkim egzystencjalna. W wycinkach z żyć bohaterów pokazuje ich przede wszystkim jako ludzi (nawet "partnerka" Ferrala - Waleria, mimo że pojawia się bardzo rzadko, to daje się poznać przede wszystkim jako człowiek "z krwi i kości") którzy mierzą się z własnym losem w tych - bez podziału na sympatie polityczne - z pewnością nieprzyjaznych czasach. Jest to powieść o ludziach, którzy chcą działać, chcą lepszego jutra dla siebie i innych. Roztrząsamy problemy bohaterów, rozterki, które wydarzają się w sytuacjach absolutnych - na skraju życia i śmierci; porażki i zwycięstwa. Powieść jest z całą pewnością niejednowymiarowa, pozwalająca na mnogość odniesień. Jeżeli ktoś sprowadza ją do miana powieści propagandowej, to widocznie nie przeczytał tej powieści w jakimkolwiek skupieniu. Uważam, że jest ona - powiedzmy - "uczciwa intelektualnie". Kiedyś przeczytałem o tym, że w momencie kiedy czytamy jakąś książkę, od razu można rozpoznać, czy dany pisarz jest - wyłącznie - pisarzem czy też literatem. Po przeczytaniu "Doli człowieczej" stwierdzam, że bez wątpienia Malraux jest literatem i to przez wielkie "L".
Igor Baran - awatar Igor Baran
ocenił na81 miesiąc temu
Ostatni stoik John Galsworthy
Ostatni stoik
John Galsworthy
Kto by pomyślał, że ostatni stoik zmarł na początku XX wieku w Liverpoolu… „Ostatni stoik” Galsworthy’ego opowiada historię Sylvanusa Heythorpa, 80-latka przewodzącego zarządowi Wyspiarskiego Towarzystwa Żeglugi. Jego horacjańskie opanowanie i polot pozwala mu ugłaskać akcjonariuszy i utrzymać pozycję w zarządzie. Do czasu... Heythorp jest bowiem typem makiawelicznego Brytyjczyka-zdobywcy, który przez całe życie nie ograniczał swoich zapędów. Przyniosło mu to fortunę za młodu i upadek na starość. Na pieniądzach mu nie zależy, ale chce zapewnić byt wnuczce z pierwszego małżeństwa. Przez to decyduje się na przywłaszczenie procentu z transakcji zakupu statków. Jak można się domyślić, samowola starca nie podoba się młodemu akcjonariuszowi Ventnorowi, gdy ten nie może go ani zastraszyć, ani ugrać niczego dla siebie. „Ostatni stoik” to opowiadanie jak w miniaturze. Jeden zakup jest okazją dla zobrazowania portretu nie tylko życia Sylvanusa, ale i ducha kończącej się właśnie wiktoriańskiej epoki, w której pieniądz z procentu i lokaty był najważniejszy. Wdowa po synu Sylvanusa wdzięczy się do każdego, kto pożyczy jej choćby najmniejszą kwotę. Akcjonariusze z minimalnym wkładem kłócą się o dywidendy, jakby od tego zależało ich życie. Wbrew pozorom to właśnie Heythorp ma najzdrowszy stosunek do pieniędzy, które równają się niezależności. Szczególnie gdy jest się starcem. Przesłanie książki to jednak postać Phyllis, wnuczki bohatera. Jej czystość i niewinność urzeka zgorzkniałego Heythorpa. Jest to być może ostania osoba, którą szczerze kocha. A Phyllis pieniądze nie obchodzą, nawet brzydzą. Zapędy syna przyjaciela Heythorpa, który odsprzedał mu statki, budzą w niej zgorszenie, bo jej matka chce to wykorzystać jako okazję do wyciśnięcia frajera z funtów. To ona wypowiada może najpopularniejsze słowa tej książki: „Pieniądze są w ogóle straszne. Gdybyśmy mogli żyć jak ptaki! Albo żeby człowiek mógł wystawić talerz na noc, a rano znaleźć na nim wszystko, co mu będze tego dnia potrzebne” Niestety świat tak nie działa. Phyllis dowie się o tym niedługo po śmierci dziadka, którego skandal ujrzy niedługo światło dzienne na spotkaniu akcjonariuszy Wyspiarskiego Towarzystwa Żeglugi. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na61 rok temu
Romantycy Konstanty Paustowski
Romantycy
Konstanty Paustowski
Istnienie w młodym Kraju Rad takiej prozy jak Paustowskiego, a nawet istnienie samego pisarza, który chyba dożył swych dni aż do naturalnego końca - nie w gułagu ani w więzieniu, świadczy o tym, że Rosjanom nie całkiem zamgliły się oczy krwią i rewolucyjnym zgiełkiem, ale że zostało w ich sercach małe okienko na liryzm i romantyzm. Ba, zaczytywała się w nim sama Nadieżda Krupska - co prawda nie w "Romantykach" ale w "Kara Bugaz", ale zdanie "Madki Rewolucji" to nie byle co! A książka tak pasuje do sowieckiej rzeczywistości jak siodło na krowie. Pełno tam uroczych opisów spotkań towarzyskich artystycznej cyganerii, dyskusji o muzyce i literaturze, picia wina w zadymionych tawernach, przepięknych lirycznych obrazów morza i egzotyki krymskich miast, pełnych Tatarów, Greków, Żydów i marynarzy ze wszystkich stron świata. Nie brakuje też miłości - wzniosłej, niebanalnej, bogatej w ukradkiem ronione łzy, trzymanie się za ręce, intymne zwierzenia i głębokie spoglądanie w głąb duszy.... dwóm kobietom. Moskwa widziana oczami bohatera - literata Maksymowa to miasto piękne, nieujarzmione i niepokonane, owiane tajemniczą aurą wieczności, niczym toskańskim sfumato i pełne urokliwych zaułków. I żadnej polityki! Ani słowa o rewolucji, walkach frakcyjnych, rozgrabianiu majątków, aresztowaniach! Gdzieś tam w akcji przewija się pewien eserowiec, ale to wszystko. Nawet gdy przychodzi I Wojna, jest widziana przez Maksymowa jako bezosobowe zło, które przynosi ból, zniszczenie i tyfus, lecz bez obwiniania o ten cały brud i chaos jakiegokolwiek narodu. Udział w działaniach wojennych czyni Maksymowa przedwcześnie postarzałym inwalidą i odziera go z młodzieńczych złudzeń. Gdzie pożegluje dalej, nie wiemy. I wyszło na to, że jestem mniej romantyczna niż Rosjanie z lat 20 zeszłego wieku. Parę razy miałam ochotę huknąć - weź się człowieku w garść, odstaw wino i machorkę, zaparkuj gdzieś na dłużej, ożeń się z którąś lub rzuć obie i skup się na pisaniu albo rób coś "po dorosłemu"! No ale rosyjski inteligent nie może tak po prostu założyć zarękawków i przycupnąć gdzieś w zakurzonym biurze, to pewnie byłoby zbyt nudne. Większość z nas po dwudziestce nieco nudnieje i utyka w kapciach na zliczaniu rat kredytu i planowaniu rodzinnych obiadków i wakacji dla dzieciaków. Ciekawe, czy Maksymow kiedyś dotrze do takiej drobnomieszczańskiej przystani? Wątpię.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na68 miesięcy temu
Żywe kamienie Wacław Berent
Żywe kamienie
Wacław Berent
Zamiast sięgnąć po wydanie Biblioteki Narodowej, poszedłem na żywioł. A ten żywioł mnie porwał, przemielił i pozostawił w stanie długotrwałego oszołomienia. Powieść Berenta okazała się bowiem złożonym, wielopoziomowym arcydziełem, do którego odbioru przeciętny człowiek współczesny, ze swoimi prymitywnymi narzędziami i zaściankowym wykształceniem, po prostu nie jest przygotowany. A mimo to lektura była fascynująca. Berent wykreował autorską wersję schyłkowego średniowiecza, w którym ścierają się różne wizje świata, w którym z tak sprzecznych prądów jak chrześcijaństwo, dziedzictwo antyku, mistycyzm czy etos rycerski wykuwa się nowa europejska kultura, z człowiekiem nieodmiennie rozdartym pomiędzy niedającymi się pogodzić tęsknotami. I ta wariacja na temat średniowiecza jest wielkim atutem powieści, daleka od spłyconego, jednowymiarowego wizerunku, jaki zazwyczaj rysuje się w literaturze. Berent okazał się apologetą żarliwym i diablo sprawnym, choć nie wszystkim przypadnie do gustu fakt, iż zamiast na fabułę, nacisk położył na warstwę problemową „Żywych kamieni”. Ta zaś, jak już skromnie nadmieniłem, w dużej części raczyła mi zapewne umknąć. Nie sposób jednak nie odnotować przedstawienia w powieści szeroko pojętej sztuki jako pierwiastka wznoszącego życie na wyższy poziom, ba – jako alternatywnego narzędzia zbawienia, odpowiedzi na właściwy człowiekowi niepokój i jako środka do ukojenia poczucia pustki oraz niespełnienia. Koncepcja to oczywiście nienowa, podobnie jak konstatacja, że cenę za tę boską właściwość sztuki płaci artysta, ale na kolana powala forma, w jakiej Berent myśl tę wyraził. I tu na pierwszy plan wysuwa się przepyszna stylizacja językowa, archaizacja kreująca klimat średniowiecznego grodu tak dobitnie, że można wraz z waganty bruk jego wycierać, za mieszkiem gonić. Nieodłącznym elementem tego pięknego języka jest patos, którego zresztą na co dzień jestem zapiekłym wrogiem, ale u Berenta jest on całkowicie na miejscu w tym udrapowanym w dużych partiach na epos tekście. Człowiek uczy się całe życie, toteż snuję już śmiały projekt kolejnego podejścia do „Żywych kamieni”. Następnym razem nie będę już taki głupi, żeby udawać, że nie jestem głupi, i solidnie się do lektury przygotuję. Czytanie wielkiej literatury bez znajomości kontekstu jest bowiem trochę jak uprawianie miłości bez udziału osób drugich.
utracjusz - awatar utracjusz
ocenił na97 lat temu
Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na101 miesiąc temu

Cytaty z książki To nie bajka...

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki To nie bajka...