rozwiń zwiń

Ostatni stoik

Okładka książki Ostatni stoik
John Galsworthy Wydawnictwo: Książka i Wiedza Seria: Koliber literatura piękna
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Koliber
Tytuł oryginału:
A Stoic
Data wydania:
1976-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1976-01-01
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Izabela Czermakowa
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatni stoik w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ostatni stoik

Średnia ocen
6,3 / 10
54 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
129
116

Na półkach: ,

Kto by pomyślał, że ostatni stoik zmarł na początku XX wieku w Liverpoolu…

„Ostatni stoik” Galsworthy’ego opowiada historię Sylvanusa Heythorpa, 80-latka przewodzącego zarządowi Wyspiarskiego Towarzystwa Żeglugi. Jego horacjańskie opanowanie i polot pozwala mu ugłaskać akcjonariuszy i utrzymać pozycję w zarządzie. Do czasu...

Heythorp jest bowiem typem makiawelicznego Brytyjczyka-zdobywcy, który przez całe życie nie ograniczał swoich zapędów. Przyniosło mu to fortunę za młodu i upadek na starość. Na pieniądzach mu nie zależy, ale chce zapewnić byt wnuczce z pierwszego małżeństwa. Przez to decyduje się na przywłaszczenie procentu z transakcji zakupu statków. Jak można się domyślić, samowola starca nie podoba się młodemu akcjonariuszowi Ventnorowi, gdy ten nie może go ani zastraszyć, ani ugrać niczego dla siebie.

„Ostatni stoik” to opowiadanie jak w miniaturze. Jeden zakup jest okazją dla zobrazowania portretu nie tylko życia Sylvanusa, ale i ducha kończącej się właśnie wiktoriańskiej epoki, w której pieniądz z procentu i lokaty był najważniejszy. Wdowa po synu Sylvanusa wdzięczy się do każdego, kto pożyczy jej choćby najmniejszą kwotę. Akcjonariusze z minimalnym wkładem kłócą się o dywidendy, jakby od tego zależało ich życie. Wbrew pozorom to właśnie Heythorp ma najzdrowszy stosunek do pieniędzy, które równają się niezależności. Szczególnie gdy jest się starcem.

Przesłanie książki to jednak postać Phyllis, wnuczki bohatera. Jej czystość i niewinność urzeka zgorzkniałego Heythorpa. Jest to być może ostania osoba, którą szczerze kocha. A Phyllis pieniądze nie obchodzą, nawet brzydzą. Zapędy syna przyjaciela Heythorpa, który odsprzedał mu statki, budzą w niej zgorszenie, bo jej matka chce to wykorzystać jako okazję do wyciśnięcia frajera z funtów. To ona wypowiada może najpopularniejsze słowa tej książki:

„Pieniądze są w ogóle straszne. Gdybyśmy mogli żyć jak ptaki! Albo żeby człowiek mógł wystawić talerz na noc, a rano znaleźć na nim wszystko, co mu będze tego dnia potrzebne”

Niestety świat tak nie działa. Phyllis dowie się o tym niedługo po śmierci dziadka, którego skandal ujrzy niedługo światło dzienne na spotkaniu akcjonariuszy Wyspiarskiego Towarzystwa Żeglugi.

https://www.instagram.com/metakonteksty/

Kto by pomyślał, że ostatni stoik zmarł na początku XX wieku w Liverpoolu…

„Ostatni stoik” Galsworthy’ego opowiada historię Sylvanusa Heythorpa, 80-latka przewodzącego zarządowi Wyspiarskiego Towarzystwa Żeglugi. Jego horacjańskie opanowanie i polot pozwala mu ugłaskać akcjonariuszy i utrzymać pozycję w zarządzie. Do czasu...

Heythorp jest bowiem typem makiawelicznego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

137 użytkowników ma tytuł Ostatni stoik na półkach głównych
  • 88
  • 47
  • 2
56 użytkowników ma tytuł Ostatni stoik na półkach dodatkowych
  • 42
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Classic Stories of World War I Richard Aldington, Paul Alverdes, Stacy Aumonier, James Warner Bellah, Joseph Conrad, Georges Duhamel, John Galsworthy, Ernest Hemingway, Leo V. Jacks, Charles Edward Montague, Walter Frederick Morris, William Somerset Maugham, John W. Thomason Jr., H. M. Tomlinson, William Townend, Edith Wharton, James B. Wharton, Ared White, Karl Wilke
Ocena 5,0
Classic Stories of World War I Richard Aldington, Paul Alverdes, Stacy Aumonier, James Warner Bellah, Joseph Conrad, Georges Duhamel, John Galsworthy, Ernest Hemingway, Leo V. Jacks, Charles Edward Montague, Walter Frederick Morris, William Somerset Maugham, John W. Thomason Jr., H. M. Tomlinson, William Townend, Edith Wharton, James B. Wharton, Ared White, Karl Wilke
Okładka książki Bezprawna fantastyka. Antologia fantastycznych opowiadań klasyków literatury Guillaume Apollinaire, Anton Czechow, Arthur Conan Doyle, Anatole France, John Galsworthy, Jerome K. Jerome, Mór Jókai, Rudyard Kipling, Ignacy Krasicki, Jack London, Prosper Mérimée, Gustav Meyrink, Adam Mickiewicz, Bolesław Prus, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Henri Rosny, Henryk Sienkiewicz, Lew Tołstoj, Mark Twain, Oscar Wilde, Konrad Zieliński
Ocena 7,3
Bezprawna fantastyka. Antologia fantastycznych opowiadań klasyków literatury Guillaume Apollinaire, Anton Czechow, Arthur Conan Doyle, Anatole France, John Galsworthy, Jerome K. Jerome, Mór Jókai, Rudyard Kipling, Ignacy Krasicki, Jack London, Prosper Mérimée, Gustav Meyrink, Adam Mickiewicz, Bolesław Prus, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Henri Rosny, Henryk Sienkiewicz, Lew Tołstoj, Mark Twain, Oscar Wilde, Konrad Zieliński
John Galsworthy
John Galsworthy
Brytyjski powieściopisarz, nowelista, poeta i dramaturg, przedstawiciel realizmu krytycznego, w literaturze angielskiej, tradycyjnie nazywany „epikiem ery wiktoriańskiej”, uznany za życia za jednego z najwybitniejszych pisarzy przełomu XIX i XX wieku. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1932; z uzasadnienia komisji otrzymał ją „za wielką sztukę prozatorską której szczytem jest Saga rodu Forsyte’ów, wielotomowa powieść rzeka autora, nad którą pracował przeszło 20 lat twórczej aktywności. Za życia pisarstwo Galsworthy’ego cieszyło się ogromnym uznaniem, współcześnie zaś spotyka się ono ze skrajnymi opiniami historyków literatury: podczas gdy jedni widzą w nim twórcę miernego, drudzy podkreślają jego wybitny talent pisarski. Naczelną cechą prozy Galsworthy’ego jest skłonność do współczucia wobec ludzkiej krzywdy i zatracania wartości, stąd Saga rodziny Forsyte’ów stała się swego czasu jednym z ważnych dokumentów społeczeństwa angielskiego w czasie gwałtownego rozwoju gospodarczego. Autorytet noblisty w kwestiach etycznych sprawił, że Winston Churchill konsultował z nim reformy, tuż przed ogłoszeniem ich w parlamencie. Pisarz odrzucał awangardowe i estetyzujące tendencje w najnowszej prozie, przyjmował postawę jawnie antymodernistyczną, poczuwając się do roli nauczyciela moralności. Joseph Conrad nazwał go „humanitarnym moralistą”, zaś Stanisław Helsztyński – doceniając bezstronność pisarza – powiedział, iż „w szaty proroka nigdy się nie stroi, nad niczym szat nie rozdziera”. Uważa się, że Galsworthy był ostatnim wielkim twórcą starej szkoły pisania powieści, a przy tym kontynuatorem nurtu realizmu krytycznego zapoczątkowanego przez takich pisarzy, jak Herbert George Wells, Arnold Bennett oraz George Bernard Shaw. Na początku XX wieku noblista ściągnął na siebie krytykę artystycznej awangardy, zwłaszcza Virginii Woolf i Jamesa Joyce’a, którzy zarzucali mu konserwatyzm, „zdradę sztuki pisarskiej” oraz zainteresowanie „zewnętrznymi pozorami” zamiast „istotą rzeczy”. W krótki czas potem pisarstwo Galsworthy’ego popadło w zapomnienie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom pani Tellier Guy de Maupassant
Dom pani Tellier
Guy de Maupassant
Zasłużony mecenat Flauberta; najwyższej światowej klasy nowelistyka. Utwory mądre, oryginalne, koherentne, wnikliwe. Mimo że pochodzą z etapu twórczości Francuza, który umownie nazywa się paryskim (czyli jeszcze nie naturalizm, i nie rollercastery w stylu „Horli”), to już wtedy Maupassant przedstawił się światu jak Fidiasz krótkiej formy. Gorzką nutę miesza z pełnym absurdu humorem, jakby Molier przemieszał się z Balzakiem. Dramaty społeczno-rodzinne doprawia postaciami takimi jak Fredrowski Cześnik (np. urzędnik Boissel ze „Spadku”, który każdemu dałby po pysku, ale powstrzymuje się, żeby nikogo nie zabić). GdM oczywiście nie zostawia żadnego komentarza, żadnego Tołstojowego programu naprawczego, zamiast tego kreśli opracowanie ludzkich ułomności, w tym wypadku mieszczańskiego urzędnictwa. SPADEK 9/10 Historia rodziny, która otrzyma spadek po bogatej ciotce, jeżeli para młoda w ciągu trzech lat doczeka się potomka, inaczej bajońska suma przejdzie na rzecz organizacji charytatywnych. GdM fenomenalnie obrazuje degeneracje życia rodzinnego i zawodowego oraz zmiany zachowań bohaterów w obliczu nadchodzącego „bankructwa”. Pikanterii scenariuszowi dodaje fakt, że w zasadzie warunek otrzymania spadku sprowadza się do krótkiej fizjologicznej czynności, co przywodzi dodatkowych frustracji. Bohaterów oczywiście nie zamartwia los rodzica, dobrobyt ewentualnego potomka, ani nawet czy samo małżeństwo ma jakiś niefinansowy sens. Kontrolowani jakby wyższą wolą podporządkowują swoje życie egoizmowi, ale – to największy dramat w „Spadku” – żaden z nas się temu nie dziwi i obserwujemy to wszystko współwinni z głównymi bohaterami, knując jak zjeść ciastko i mieć ciastko jednocześnie. Po drodze doświadczymy zalążków dyskusji mających miejsce w dzisiejszej humanistyce: o kryzysie męskości i przemocy domowej, a sam „Spadek” możemy traktować jako antenata współczesnych korpo-stories. NASZYJNIK 7,5/10 20-stronicowa igraszka, w której czytelnik wpada w typową pułapkę bajkowego schematu myślenia, w którym występki (w tym przypadku chciwość) zostają ukarane, a cnotliwość unosi rękę w znaku victorii. Rozbioru tego utworu mógłby bez trudu dokonać słynny rozkładacz bajek, Władimir Propp. W zakończeniu noweli jednak nie ma podziału nagród między cnotliwymi; jest przykra, jakże prawdziwa, ironia losu. Bajka przełamana finałem z życia wziętym, podsumowując. Morał sprowadzić można też do jakże wymownego: nie opłaca się być uczciwym i biednym. DOM PANI TELLIER Utwór tytułowy skomentował sam wydawca w opisie, jak i gremium czytelników w sekcji komentarzy. Z lenistwa nie będę się już produkował, dodam tylko na marginesie, że to kolejny utwór Francuza, który kompozycyjnie przypomina mi bajkę: trzy damy jak trzy świnki.
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 8 1 rok temu
Więzy ciała David Herbert Lawrence
Więzy ciała
David Herbert Lawrence
Zbiór 6. opowiadań francuskiego poety, pisarza, skandalisty, zwalczanego przez cenzurę i zwalczającego zakłamanie. Tę prozę wyróżnia niezwykle kunsztowny język, doskonale nakreśleni bohaterowie oraz spora dawka zmysłowości. W niektórych opowiadaniach świat przedstawiony został celowo uproszczony. Czas i miejsca zdarzeń są w nich niedookreślone. Nie wiemy dokładnie, gdzie i kiedy dzieją się wydarzenia. Taki zabieg nadaje opowiedzianym historiom uniwersalny charakter. Ważne stają się głównie ich przesłania. To, co zostało w nich opisane, mogło/może zdarzyć się gdziekolwiek i kiedykolwiek wśród ludzi. I na pewno się zdarzy/zdarzyło. Wszystkie utwory zamieszczone w tym zbiorze, w czasach gdy je wydano, były bardzo odważne. Oprócz "Człowieka, który umarł" (pisałam o tym opowiadaniu wcześniej) najbardziej moją wyobraźnię poruszyło, przesycone egzotyką opowiadanie pt. "Kobieta, która odjechała". Autor ukazuje w nim zderzenie dwóch światów: cywilizacji białych kapitalistów oraz Indian zamkniętych w odizolowanych enklawach wolności/niewoli. Indianie żyją poza czasem, w świecie obrzędów i rytuałów kultywowanych od pokoleń. Ich rozpaczliwa walka o odzyskanie znaczenia, przeciwstawianie się białemu najeźdźcy, ukazuje jak różne i niedostępne dla siebie są te światy. Pisarz bardzo krytycznie odnosi się tutaj do kapitalizmu i kolonializmu. Czytając tę historię, nie mogłam uciec od refleksji na temat natury człowieka. Myślałam: ile pięknych, kolorowych i niepowtarzalnych światów zostało unicestwionych przez pazerność, ekspansywność oraz brak szacunku dla innych kultur? Jaką wartość ma wymuszone i wyświechtane słowo "przepraszamy", z trudem wyartykułowane przez możnych tego świata, do potomków Aborygenów, Inuitów i innych bezlitośnie tępionych nacji? Od powstania utworów Lawrence'a minęło sporo czasu. Uważam, że są one nadal warte poznania, a ich przesłania pozostają wciąż aktualne. Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania. Nazwisko autora na literę L. Realizacja wyzwania, w tym przypadku, zaowocowała poznaniem wyjątkowo interesującej prozy.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 8 2 lata temu
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę Jose Cabanis
Igranie z nocą. Bitwa o Tuluzę
Jose Cabanis
To niby dwie mikropowieści, ale odebrałam je jako jedną całość opisującą miłosne zmagania pięknej Gabrieli i zakochanego w niej narratora. Imię Gabriela pięknie mi się kojarzy przez powieść Jorge Amado, gdzie była to dziewczyna przecudna i słodko pachnąca; po prostu światło i miód dla serca każdego mężczyzny. Gabriela od Cabanisa również jest istotą niezwykłej urody i przeraźliwej sile oddziaływania na męski świat. Bierze sobie zresztą z tego świata garściami – co chce, kogo chce i na ile chce. Zdradza męża, zdradza wszystkich swoich chłopaków, zdradza narratora. Przy tym kłamie, kręci, oszukuje, zwodzi, kaprysi, nie dotrzymuje słowa. Jednym słowem z rozmysłem używa całego arsenału pięknej, zwodniczej i nieuchwytnej Francuzki. Jest przy tym powierzchowna, mimo wykształcenia i erudycji i egoistyczna, lekceważy tych, którzy ją zdobyli a łapie się na lep kłamstewek i blag obcych ludzi. Może kluczem do jej osobowości jest zbyt szybkie uleganie nudzie? To już problem jej kochanka, który opisuje ten burzliwy i nieprzewidywalny związek. Problem chyba faktycznie wielki i skomplikowany - jak każda nieszczęśliwa miłość, bo bohater, mimo pełnej świadomości wad swej dziewczyny, niemal nie jest w stanie wyzwolić spod jej magnetycznego wpływu. Hmm, gdyby była brzydka, ta historia nawet by się nie zadziała… Sam narrator to bardzo ciekawa i trochę złamana życiem postać. Niby nic złego nie dzieje się w jego spokojnym życiu, które toczy się we Francji w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w wygodnym mieszczańskim domu pełnym pamiątek po przodkach. On sam jest pisarzem a jednym z problemów, jaki wniósł w jego życie huragan zwany Gabrielą, jest niemoc twórcza. A miałby o czym pisać! Nosił się z pomysłem na powieść o bitwie pod Tuluzą a w międzyczasie czytelnik odkrywa, że nie byłaby to fikcja, a opowieść o jego pradziadkach! Ten człowiek jest zresztą cały czas zanurzony w przeszłości, zatopiony we wspomnieniach o rodzicach, o własnym dzieciństwie, o dawnym domu pachnącym babcinym ciastem i spokojnym dobrobytem. Może stąd to przywiązanie do Gabrieli, którą pierwszy raz zobaczył jeszcze jako mały chłopiec? Albo cały ten smutek i niespełnienie, jakie go otaczają to wyraz dekadencji i żałoby za czasem minionym, powojenną zmianą wartości i utratą znaczenia własnej klasy społecznej. Miło było poczytać coś z Francji, ale nie traktującego o rewolucji, rozumie, oświeceniowych szałach, antyklerykalizmie, krytyce społecznej i tym całym soc-kombo w galijskim wydaniu. Ta książka to po prostu opowieść o trudnej miłości kobiety i mężczyzny. Trochę nudna, trochę powolna, ale przywracająca godność gatunkowi literackiemu zwanemu romansem.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 4 miesiące temu
Victoria Knut Hamsun
Victoria
Knut Hamsun
„Victoria” to jedna z tych książek Hamsuna, które z pozoru wyglądają na klasyczną, XIX-wieczną tragiczną miłość rodem z romantyzmu – a jednak czyta się ją zupełnie inaczej, niż sugerowałaby fabuła streszczona w dwóch zdaniach. Historia pozornie prosta: syn młynarza i córka posiadacza ziemskiego. Klasowa przepaść, wzajemne pożądanie, upokorzenia, dumna odmowa podporządkowania się konwenansom, cierpienie obojga i tragiczne zakończenie. Można by powiedzieć – kolejny raz „miłość ponad podziałami, która kończy się źle”. Ale Hamsun robi z tego coś znacznie bardziej drapieżnego i niejednoznacznego.Największą siłą powieści (i powodem, dla którego daję solidne 8/10) jest to, że Hamsun ani przez moment nie staje po stronie „słusznej” lewicowej wrażliwości, mimo że temat krzyczy o takie odczytanie. Mamy tu: zero ckliwego litowania się nad „uciśnionymi”, brak jakiejkolwiek gloryfikacji prostego ludu jako moralnie lepszego, brak romantyzowania biedy i „naturalności” chłopskiego pochodzenia, brak oskarżania arystokracji / bogatych jako klasy z definicji zepsutej. Hamsun po prostu patrzy na swoich bohaterów z pewnego dystansu – okrutnego, ale uczciwego. Victoria jest histeryczna, próżna, kapryśna i okrutna. Johannes jest egoistyczny, megalomański, słaby i teatralny. Oboje są tragiczni, ale żadne z nich nie jest „ofiarą systemu” w tym ckliwym, współczesnym sensie. Są ofiarami własnych charakterów, pychy, nieumiejętności życia i tej chorej, koncepcji miłości, którą sami sobie wmówili. To właśnie ta odmowa wpisania się w lewicową narrację o „uciśnionych kontra ciemięzcy” sprawia, że książka po ponad 120 latach wciąż zachwyca. Hamsun nie pociesza czytelnika, nie głaszcze po głowie żadnej ze stron sporu klasowego, nie daje łatwej moralności. Po prostu pokazuje ludzi takich, jacy są – paskudni, słabi, wzniosły i żałośni jednocześnie. Językowo to wciąż ten sam Hamsun – krótkie, cięte zdania, niesamowita zdolność do pokazywania stanów wewnętrznych w kilku słowach, pejzaże, które są prawie postaciami. Końcówka potrafi naprawdę zaboleć, ale nie dlatego, że jest melodramatyczna, tylko dlatego, że jest sucha i bezlitosna.Słabsze strony? Momentami Johannes irytuje swoją pozerstwem i egzaltacją tak bardzo, że trudno mu współczuć. Niektórzy czytelnicy uznają to za wadę książki – ja uznaję za celowy zabieg. Podsumowując: Bardzo dobra, gorzka, niepokorna powieść. Hamsun nie klęka przed ideologią lewicową – i właśnie dlatego „Victoria” w 2026 roku wciąż potrafi zachwycić. Za ten intelektualny i moralny kręgosłup – duży szacunek.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Ziemia tragiczna Erskine Caldwell
Ziemia tragiczna
Erskine Caldwell
No muszę powiedzieć, że tu Caldwell "mię zajemponował", bo stworzył dziełko niebanalne i wartościowe. Temat wydaje się zwyczajny i mocno w literaturze eksploatowany - historia biednej rodziny ze wsi, która zwabiona obietnicami dobrze płatnej pracy przybywa do miasta i słabo sobie radzi. To "słabo" stanowi raczej eufemizm, bo sytuacja tych ludzi jest wręcz tragiczna. Mieszkają na rozpadającym się osiedlu da biedoty, w którym od miesięcy zalegają z opłatami czynszowymi, ojciec jest od dawna bezrobotny i jakiś taki słaby na ciele i umyśle, matka choruje i zmaga się z alkoholizmem, młodsza córka, odkrywszy uroki płatnej miłości, hula po mieście i świetnie się bawi jako trzynastoletnia prostytutka - to są sceny zdecydowanie nie dla współczesnej wrażliwości i myślenia o opiece nad dziećmi. Starsza córa wydaje się jakimś oparciem dla rodziców, bo czasem wpada coś ugotować i podrzucić parę dolarów, w dodatku ma w miarę przyzwoitego chłopa, który o nią dba. Wszystko bez nadziei, jakichkolwiek wskazówek, drogowskazów moralnych czy w ogóle jakiegoś planu sięgającego dalej niż do wieczora. Byle cokolwiek zjeść, wypić kielicha jak jest okazja i pofiglować w łóżku - z kimkolwiek pod ręką - sąsiadką, koleżanką córki czy przygodną dziewuchą z zamtuza. Więc niby kolejna czarna obyczajówka, jednak jest w niej sporo godnych uwagi momentów. Jeden z nich to znów system, który bezlitośnie "tasuje" ludzi, wykorzystuje ich naiwność i nakłania do emigracji zarobkowej, a jak już wyciśnie z nich ostatnie poty - pozbywa się ich bez najmniejszych ceregieli. Pachnie "Gronami gniewu", chociaż w znacznie mniej monumentalnym i bardziej humorystycznym wydaniu. Ten czarny, groteskowy humor bardzo podnosił jakość czytania i dawał mi momenty niemal gromkiego śmiechu, mimo smętnych okoliczności życia bohaterów. Rozmowy ojca rodziny z pracownicą opieki społecznej to czysty absurd i zderzenie dwóch światów, które nie mają szans na spotkanie i porozumienie. Spence ni w ząb nie rozumie czego taka ładna panienka od nich chce i dlaczego się smuci z powodu ucieczki z domu młodszej córki. Z kolei młoda, wymuskana i naiwna do bólu społecznica przemawia do niego górnolotnym językiem z podręczników, niby po angielsku ale jakby w "klingońskim" i też ni w ząb nie rozumie, jak można tak żyć jak te bidoki. I ta wojna wreszcie (mowa o I WW) jest tak realna, jakby była jednym z głównych bohaterów opowieści. Pokazano, jak przeorała amerykańskie społeczeństwo i jak wielu narobiła krzywd. Nasz Spence został zwerbowany do roboty w fabryce prochu podtrzymującej wojenną gospodarkę i przez jakiś czas czuł się jak krezus. Po wojnie zakład zamknięto, ludzie poszli na bruk, a ci mniej zaradni zostali z niczym. Przez karty książki przewijają się weterani walk, którzy cudem uniknęli śmierci i polegli, których rodziny zostały na lodzie po utracie ojca, czy brata. Nie wróżę rodzinie Spence'a wielu sukcesów w przyszłości, zwłaszcza, że ten mógłby postarać się bardziej dla wydobycia się z dna, zamiast powtarzać w nieskończoność, że dla ludzi z jego wykształceniem nie ma pracy w "tymkraju". Jednak nie wszystko da się zwalić na indywidualny charakter - problem "pasów rdzy" i braku pojęcia, co robić z ludźmi masowo tracącymi robotę z powodu zamykanych dużych fabryk, jest i nam dobrze znany i wciąż aktualny nie tylko w Ameryce.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 7 4 miesiące temu
Jaśnie pani i generał George Meredith
Jaśnie pani i generał
George Meredith
Zdaniem Meredith komedia to walka między rozumem i pasją, a ta krótka opowieść jest tego doskonałym przykładem. „Jaśnie pani i generał” to krótka komedia brytyjskiego pisarza George’a Meredith. W jego twórczości widać wpływy Moliera. Jak u Francuza, zawiłość i zwroty akcji prowadzą do pozytywnego zakończenia z morałem. Lady Camper, nowa sąsiadka emerytowanego żołnierza Wilsona Opla, jest jakby wcieleniem komedii. Zakusy podstarzałego generała są szybko ucinane przy akompaniamencie polotu, którego Opel nawet nie rozumie. Fabuła rozwija się dzięki córce Opla i siostrzeńcowi Camper – ich miłość i małżeństwo są warunkiem zamążpójścia kobiety. Zanim jednak do tego dochodzi, Wilson Opel ma powiedziane, że jego obiekt westchnień ma 70 lat. Jak na prawdziwego dżentelmena przystało, nie może przecież złamać raz danego słowa, więc dalej gra w przegraną grę... Po serii szyderczych karykatur z nierozumnym Oplem na czele, Lady Camper wyznaje, że tak naprawdę może w istocie zostać panną młodą (bo ma tylko 40 lat), ale samolubstwo generała ją odpycha. Skupiając się na swoim romansie, nie zauważył bowiem, że jego córka zakochała się w siostrzeńcu Lady Camper, dodatkowo żałując jej posagu. Siła komedii, jej spryt i przenikliwość – a więc i Lady Camper działającej w jej imieniu – zmienia podejście generała i pozwala na happy end. Książka jest przyjemna, w sam raz na długie popołudnie. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 8 miesięcy temu
Dom na wzgórzu Erskine Caldwell
Dom na wzgórzu
Erskine Caldwell
Okładka wydaje się nieco myląca, bo dama na niej odziana jest według mody chyba sprzed Wojny Secesyjnej, tymczasem wszystko toczy się już w dawno rozpoczętym XX wieku. Osią akcji jest nieszczęśliwe małżeństwo młodej Lucjany z przedstawicielem starego, zdegenerowanego i podupadającego rodu na amerykańskim południu. Pamiątki przeszłości to wielka buta i duma z rodowego nazwiska i obyczaje rodem wprost z poprzedniej epoki. A teraźniejszość to plantacja okrojona do minimum, dom w kompletnej ruinie, matka nienawidząca synowej i potężne długi obciążające majątek – bo gospodarz każdą wolną chwilę spędza na hazardzie i pakuje się ryzykowne przedsięwzięcia. Mimo tych oznak katastrofy, główny bohater żyje tak, jakby czas zatrzymał się w połowie XIX wieku. Trzyma swą czarnoskórą służbę w prymitywnych chatach i za nic ma fakt, że wyzwolenie Murzynów nastąpiło już lata temu. Każe się traktować jak wielkiego pana i roztacza wokół siebie niewyobrażalną pogardę dla ludzi spoza swego kręgu, którzy umieją zapracować na swoje utrzymanie. Kuzyn zarabiający jako prawnik budzi w nim protekcjonalne lekceważenie, a zarządcę swej posiadłości, pracującemu niemal za kromkę chleba, nazywa wprost „Białym Murzynem” Sama bierna, rozmemłana Lucjana o charakterze wiecznej uległej ofiary i cierpiętnicy, raczej nie odbiega zapatrywaniami od reszty swej nowej rodziny. Współczujemy jej za teściową z piekła rodem i męża pół-impotenta, jednak widać, że ta dziewczyna nie urodziła się, żeby robić cokolwiek dobrego dla innych. Jedyny jej kłopot to zła sytuacja osobista, a kłopoty ze służbą, długami męża, opłakanym stanem plantacji to już nie problem dla jej ślicznej małej główki. Kto raz przeczytał coś z Caldwella, znajdzie tu wszystko, co tego pisarza obchodziło - realistyczne obrazy Południa, krytykę niesprawiedliwości społecznej, niechęć do białych suprematorów i rozczarowanie Ameryką. Literacko wydaje mi się, że porównania z Faulknerem czy Hemingwayem są nieco na wyrost. Ale za to ekstatycznie fetowano go w bloku wschodnim – bo to jednak zdobycz, taki Amerykanin, którego jedną z recept na uzdrowienie społecznych nierówności we własnym kraju była wielka miłość do ZSRR. Czemuż tam nie osiadł na stałe? Chętnie bym poczytała Jego pamiętniki spod Władywostoku...
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 5 miesięcy temu
Romantycy Konstanty Paustowski
Romantycy
Konstanty Paustowski
Istnienie w młodym Kraju Rad takiej prozy jak Paustowskiego, a nawet istnienie samego pisarza, który chyba dożył swych dni aż do naturalnego końca - nie w gułagu ani w więzieniu, świadczy o tym, że Rosjanom nie całkiem zamgliły się oczy krwią i rewolucyjnym zgiełkiem, ale że zostało w ich sercach małe okienko na liryzm i romantyzm. Ba, zaczytywała się w nim sama Nadieżda Krupska - co prawda nie w "Romantykach" ale w "Kara Bugaz", ale zdanie "Madki Rewolucji" to nie byle co! A książka tak pasuje do sowieckiej rzeczywistości jak siodło na krowie. Pełno tam uroczych opisów spotkań towarzyskich artystycznej cyganerii, dyskusji o muzyce i literaturze, picia wina w zadymionych tawernach, przepięknych lirycznych obrazów morza i egzotyki krymskich miast, pełnych Tatarów, Greków, Żydów i marynarzy ze wszystkich stron świata. Nie brakuje też miłości - wzniosłej, niebanalnej, bogatej w ukradkiem ronione łzy, trzymanie się za ręce, intymne zwierzenia i głębokie spoglądanie w głąb duszy.... dwóm kobietom. Moskwa widziana oczami bohatera - literata Maksymowa to miasto piękne, nieujarzmione i niepokonane, owiane tajemniczą aurą wieczności, niczym toskańskim sfumato i pełne urokliwych zaułków. I żadnej polityki! Ani słowa o rewolucji, walkach frakcyjnych, rozgrabianiu majątków, aresztowaniach! Gdzieś tam w akcji przewija się pewien eserowiec, ale to wszystko. Nawet gdy przychodzi I Wojna, jest widziana przez Maksymowa jako bezosobowe zło, które przynosi ból, zniszczenie i tyfus, lecz bez obwiniania o ten cały brud i chaos jakiegokolwiek narodu. Udział w działaniach wojennych czyni Maksymowa przedwcześnie postarzałym inwalidą i odziera go z młodzieńczych złudzeń. Gdzie pożegluje dalej, nie wiemy. I wyszło na to, że jestem mniej romantyczna niż Rosjanie z lat 20 zeszłego wieku. Parę razy miałam ochotę huknąć - weź się człowieku w garść, odstaw wino i machorkę, zaparkuj gdzieś na dłużej, ożeń się z którąś lub rzuć obie i skup się na pisaniu albo rób coś "po dorosłemu"! No ale rosyjski inteligent nie może tak po prostu założyć zarękawków i przycupnąć gdzieś w zakurzonym biurze, to pewnie byłoby zbyt nudne. Większość z nas po dwudziestce nieco nudnieje i utyka w kapciach na zliczaniu rat kredytu i planowaniu rodzinnych obiadków i wakacji dla dzieciaków. Ciekawe, czy Maksymow kiedyś dotrze do takiej drobnomieszczańskiej przystani? Wątpię.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na 6 8 miesięcy temu
Greta Minde Theodor Fontane
Greta Minde
Theodor Fontane
Czy idea potrafi zasłonić braki opowiadania? „Greta Minde” Theodore Fontane’a jest tego doskonałym przykładem. Fabuła zastana in media res jest dość typowa – miłość młodej Grety i Valtina jest skazana na porażkę przez surowość obyczajów protestanckich Niemiec XVI wieku. Oboje kochanków jest wychowywana przez macochy. Szczególnie Greta nie uświadczyła miłości ze strony Trudy – żony swojego przyszywanego brata Gerdta. Prezentują oni sztywne ramy moralności i wiary protestanckiej, w których uczucie jest niewskazane. Greta, jako córka katoliczki, traktowana jest w domu jak obca. Ciągłe niesprawiedliwości popychają kochanków do ucieczki z Tagermünde. Tutaj typowość się kończy. W ciągu 3 lat Greta i Valtin dołączają do wędrownej teatralnej trupy. Valtin na łożu śmierci każe Grecie wrócić do rodziny i prosić ją o wybaczenie dla własnego dobra i ich dziecka. Pokora Grety nie ujmuje brata, dodatkowo odmawia jej prawa do spadku. Stanowisko to niesłusznie podtrzymuje rada miasta, w której Gerdt zasiada. Greta w poszukiwaniu sprawiedliwości kradnie dziecko jego i Trudy, podpala Tagermünde i ginie w pożarze z bratankiem i swoim dzieckiem. Fabuła „Grety Minde” brzmi jak przypowieść. Pod warstwą urywanych wątków i krótkich scen Fontane ukrył krytykę skostniałego porządku Prus. Złość Grety, przywodząca na myśl tragedie greckie, jest przez narratora uświęcona, a przynajmniej nie krytykowana. Ma to też znaczenie w kontekście udzieleniu kobiecie prawa do emocji – czegoś nieoczywistego w niemieckich poradnikach savoir-vivre’u jeszcze w momencie tworzenia „Grety Minde” (1880). Jej złość będąca reakcją na życie pełne niesprawiedliwości nie przynosi zmiany – ostatnie słowa książki opisują zmianę obsady roli Anioła z „Sądu Ostatecznego” w najnowszym występie trupy. Nikt nie zauważył nieobecności Grety Minde. Tak, jak świat nie zauważył jej tragedii. Moje początkowe problemy z tą książką szybko zostały przezwyciężone. Okrucieństwo i realna emocjonalność Grety Minde, która nie pozwala sobą pomiatać Trudzie, pod względem realizmu plasuje dzieło Fontane’a bardzo wysoko. Jest to mocna literatura klasy B, którą mogę szczerze polecić. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 10 miesięcy temu
Los człowieka Michaił Szołochow
Los człowieka
Michaił Szołochow
Przypadkowe spotkanie dwojga ludzi w trakcie podróży przez bezkresną Rosję staje się okazją do opowiedzenia losu rosyjskiego człowieka na przełomie dwóch wojen światowych. Opowieść o losie człowieka, któremu nie dane było cieszyć się życiem, rodzina, przyjaciółmi. Przejmujący opis przypadkowości wypadków w trakcie wojny, przed którymi stawiany jest główny bohater. Przez chaotyczność działań wojennych, mimowolne uwięzienia, wzajemna nieufność towarzyszy niedoli , niepewności każdej chwili życia, po wzloty i upadki nadziei, autor ukazał człowieka w szponach bezgranicznej machiny wojny pozbawionej emocji i empatii. Obnażył kruchość ludzkiej egzystencji w konfrontacji z rzeczywistością wojenną, gdzie los pojedynczej jednostki, skazanej na walkę o przetrwanie w odmętach barbarzyństwa wojny, gdzie zatracają się granice ludzkiej godności, wydaje się skazany na klęskę. W pożodze wojennej, gdzie nie ma miejsca na czułość, po utracie wszystkiego co najcenniejsze, całej rodziny i dóbr materialnych, gdzie zdeptano współobywateli i własny kraj , ten sam bohater, właśnie jako przedstawiciel jedynie słusznego narodu, niesie w sobie organicznie nieusuwalną cząstkę człowieczeństwa, która zachowuje w nim element ludzki, przejawiający się atencja i chęcią opieki nad bezdomnym dzieckiem. Krótkie, przejmujące opowiadanie wojenne, bezbłędnie przejrzyście opisujące bezsens i tragizm wojny, z podkreśleniem niezachwianej godności , integralności charakteru i właściwie ugruntowanej postawie moralnej człowieka radzieckiego. Kto czyta nie błądzi. Kto przeżył wojnę zapłacze. Kto przeżył PRL ten zrozumie.
Ablazja - awatar Ablazja
oceniła na 6 5 miesięcy temu
Kordian i cham Leon Kruczkowski
Kordian i cham
Leon Kruczkowski
Wydany w 1932 roku „Kordian i cham” jest powieściowym debiutem Leona Kruczkowskiego, wówczas przeszło trzydziestoletniego nauczyciela przedmiotów ścisłych, socjalisty z przekonania. Polityczna proweniencja autora jest w tym przypadku dość ważna, chociażby ze względu na fakt, że w 1962 roku Kruczkowski uznał swoją powieść za dokument polityczno-literacki „(...) okresu, w którym powstała, okresu walki polskich mas ludowych z władzą kapitalistyczno-obszarniczą”. Niech jednak nikogo nie zmyli ta komunistyczna nowomowa – „Kordian i cham” to książka zaskakująco uniwersalna. Dzieje się tak, bo mamy tutaj do czynienia z historią chłopskiej niedoli w przededniu wybuchu powstania listopadowego. I to napisaną w oparciu o rzeczywisty pamiętnik, czyli „Opis życia wieśniaka polskiego” autorstwa Kazimierza Deczyńskiego. Zresztą Deczyński jest również głównym bohaterem powieści. A obraz Królestwa Kongresowego, który znajdziemy w książce Kruczkowskiego, nie napawa optymizmem. To kraj zacofany, mający za nic prawa chłopów, może poza „prawem” do odrabiania pańszczyzny. Panowie włościanami gardzą, kler nimi manipuluje, a patrioci, którzy szczerze chcieliby Polski uwolnionej spod carskiego jarzma, zupełnie nie potrafią wytłumaczyć tej niepiśmiennej i wylęknionej masie, dlaczego też powinna chwycić za broń i walczyć za Polskę. Bo nowy kraj ze snów powstańców to wciąż Polska panów i dworków, a nie wolnych chłopów. I to nie jest tak, że powstańcy są tutaj postaciami negatywnymi. Wręcz przeciwnie – to idealiści, których bunt jest poniekąd słuszny. Tyle tylko, że nie do końca biorą pod uwagę potrzeby ok. 80% społeczeństwa. W tym chociażby rzeczonego Kazimierza Deczyńskiego. A sama książka? To powieść dokumentalno-historyczna. Wiele tutaj nazwisk, faktów czy wręcz cytatów z literatury podmiotu. Do tego bardzo naturalistyczny obraz stosunków panujących na wsi oraz garść rozliczeń, głównie z tradycją napoleońską, klerem oraz dworem. Język jest kwiecisty, archaiczny, momentami mocno gwarowy. Bohaterowie – z drobnymi wyjątkami – niezbyt zróżnicowani. Całość niekiedy sprawia wrażenie chaotycznej, jakby autor chciał poruszyć w swojej książce jak najwięcej zagadnień społecznych. Ponadto chwilami rzeczywiście można odczuć dość mocne wychylenie autora w lewą stronę spektrum politycznego, ale generalnie trudno się nie zgodzić ze społecznymi obserwacjami „Kordiana i chama”. Nie wiem, może to wina wydania, ale nie czytało mi się tej powieści łatwo, szczególnie jej pierwszej części. Poza tym autor czasami trochę za daleko odpływa w fantazję, chociażby w kontekście losów chłopa Bartosza Głowackiego czy nawet samego Deczyńskiego, który w powstaniu ostatecznie dosłużył się stopnia podporucznika. Ale jak ktoś chciałby sięgnąć po dosyć ambitną, lecz zapomnianą obecnie książkę historyczną, „Kordian i cham” jest w moim odczuciu dobrym wyborem.
Tristero - awatar Tristero
ocenił na 6 10 miesięcy temu

Cytaty z książki Ostatni stoik

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ostatni stoik