-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać388 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Cytaty z tagiem "transport" [16]
Wybrać powątpiewanie jako filozofię życia to jak wybrać bezruch jako środek transportu.
Lotniska - atmosfera, otwarta przestrzeń i świadomość, że połączone są niewidzialnymi nićmi pajęczyny oplatającej naszą planetę, tu spotyka się cały świat.
[...] kiedy przeznaczamy środki na ochronę zdrowia, to nie tracimy pieniędzy, lecz inwestujemy je w ludzki dobrobyt; kiedy tego nie robimy, to nie czynimy oszczędności ani nie prowadzimy odpowiedzialnej polityki fiskalnej, ale narażamy bezpieczeństwo obywateli i obywatelek. Pandemia koronawirusa powinna nauczyć nas przynajmniej tej jednej rzeczy. Podobnie jest z finansowaniem transportu publicznego - to inwestycja w czystsze powietrze, mniej zakorkowane miasta, w większą przestrzeń dla ludzi oraz walkę z kryzysem klimatycznym. To także jedna z dróg radzenia sobie z nierównościami społecznymi. Wprowadzenie tanich lub bezpłatnych możliwości podróżowania jest dużym ułatwieniem dla biedniejszych części społeczeństwa. I sposobem przekonania tych ludzi, że próby zapobieżenia kryzysowi klimatycznemu nie muszą oznaczać wyrzeczeń.
- A ja mogę mieć pewność, że wcześniej nie uciekniesz z tej planety?
- Całkowitą. Infrastruktura transportu na Marsa jest wciąż kiepsko rozbudowana.
- Masz rację, jest z nią jeszcze gorzej niż z tą w Berlinie.
(...) jeśli chcemy znacząco zmniejszyć, a tym bardziej powstrzymać zmiany klimatyczne, nie mamy wyboru: musimy ograniczyć konsumpcję produktów zwierzęcych. (...) wszystkie istniejące na świecie samochody, autobusy, ciężarówki, pociągi, statki, samoloty i rakiety (...) produkują mniej gazów cieplarnianych niż przemysłowa hodowla zwierząt.
Nie ma takiej łodzi, która mogłaby przewieźć mój honor.
Niemniej wybierają takie czy inne ubranie, produkt albo środek transportu, nie pomożemy planecie. Nie mamy takiej mocy. Nie jesteśmy aż tak ważni, aż tak istotni w ekonomicie zbawienia Ziemi.
W czasie wojen punickich zaczęła się tworzyć nowa warstwa społeczna, która w krótkim czasie wzbogaciła się na dostawach wojennych. Do grupy tej należeli obywatele bardzo bogaci, ale nie wchodzący w skład arystokracji senatorskiej. Na równi z nobilami należeli oni z punktu widzenia podziału majątkowo-wojskowego do centurii jazdy (equites). Nazwa tych 18 centurii – ekwici – przeszła na nową warstwę społeczną, która ukształtowała się w końcu III i w początkach II w. p.n.e. Podboje rzymskie w rejonie Morza Śródziemnego otworzyły zupełnie nowe możliwości wzbogacania się. Triumfy święcił przede wszystkim kapitał lichwiarski. Ekwici pożyczali pieniądze zarówno ludności prowincjonalnej, która często nie była w stanie zapłacić obowiązujących podatków, jak również władcom państw niezależnych i ich otoczeniu. Procenty ściągane od tych pożyczek były olbrzymie, nie obowiązywały tu ograniczenia dotyczące Italii. Rozwijający się coraz bardziej handel morski stworzył wielkie możliwości dla ekwitów, którzy łączyli się w potężne spółki kupieckie (negotiatores). Posiadały one statki handlowe przewożące do Rzymu atrakcyjne towary z prowincji i krajów jeszcze niezależnych. Ekwici zajmowali się tylko handlem na wielką skalę i transportem morskim. Kupcy-detaliści mieli rangę społeczną znacznie niższą i należeli do plebsu miejskiego. Najważniejszym jednak źródłem dochodów ekwitów stała się dzierżawa podatków z prowincji.
-Przepraszam, to mój transport. Mężczyzna w czerwonej puchówce, z idealnie przystrzyżoną brodą, cierpliwie czekał, aż zrobi mu miejsce. -Wam się zawsze wydaje, że macie prawo do wszyst kiego. —Nam? -Facetom, panom wszechświata, władcom niewieścich serc. A jedyne, do czego macie pełne prawo, to zdecydować, czy wolicie na śniadanie jajecznicę, czy jajko na miękko. -Preferuję owsiankę. Na wodzie, broń Boże na mleku. -O tym mówię! - uniosła się. - Wieczne niezadowolenie, eskalowanie roszczeń.
Generał Komar zabrał się do roboty. Zlecił podwładnym znalezienie miejsca, które najlepiej nadawałoby się na tajny szpital. Wybrano dawną i kompletnie zrujnowaną bazę niemieckich hydroplanów w Dziwnowie na wyspie Wolin, zabezpieczoną minami w liczbie 100 tysięcy i setkami bomb. Ekipa remontowa oceniła, że potrzebuje co najmniej roku, by odbudować zniszczone bloki i koszary, by doprowadzić elektryczność oraz kanalizację. Co najmniej roku, a i to pod warunkiem niezaburzonych dostaw i sporych funduszów. Robotnicy dostali na to wszystko cztery tygodnie i pomoc ze strony wojska.
Żeby utrzymać całą akcję w tajemnicy, musieli w pierwszej kolejności rozebrać most nad Dziwną. Transporty niezbędnych materiałów, w tym żywności, odbierali z pokładu promu, który bez przerwy kursował w tę i z powrotem – między lądem a wyspą.
(...)
Gdy miesiąc później remont dobiegał końca, pierwszy statek z rannymi partyzantami był już w drodze – wyruszył z albańskiego portu w Durrësi. Przerobiony na pływający szpital Kościuszko, z siedmiuset pięćdziesięcioma pasażerami na pokładzie, zacumował w Świnoujściu w nocy z 25 na 26 lipca 1949 roku. Osoby mieszkające w pobliżu mola zostały na czas tajnej operacji wysiedlone. Na przybyszów czekały dwa plutony żołnierzy, czternastu lekarzy różnych specjalności, siedemnaście pielęgniarek i osiemnaście osób personelu pomocniczego. Wszyscy złożyli wcześniej przysięgę, że nie puszczą pary z ust. Gdyby puścili, groziłoby im dwadzieścia pięć lat za kratami.