Legenda Marie Lu 7,6

ocenił(a) na 113 tyg. temu Jedyne czego teraz pragnie June to zemsta. Ma piętnaście lat, a jej starszy brat właśnie został zamordowany przez największego złoczyńcę kraju — Daya. Całym sercem go nienawidzi i jej jedynym celem jest odegranie się na nim.
Day, młody chłopak, który jest gotowy złamać wszystkie zasady aby ochronić swoją rodzinę. Czy to możliwe, żeby nie był on takim potworem za którego uważa go June? Czy istnieje prawdopodobieństwo iż ktoś inny jest winny? Jedno w tej historii jest pewne — tylko jedno z nich może stać się legendą.
Już dawno temu przekonałam się, że rekomendowane książki przez media społecznościowe, szczególnie te bardzo popularne, najczęściej nie są dla mnie niczym szczególnym. W większości przypadków jestem nimi rozczarowana, ponieważ po tak dobrych opiniach, w gruncie rzeczy spodziewasz się czegoś d o b r e g o. I być może to był mój błąd. Mając na uwadze prześwietne opinie oraz ciekawy opis, sięgnełam po "Legendę", jednocześnie nie mając świadomości iż sięgam po jedną z najgorszych, najdenniesjszych i najmniej dla mnie ciekawych pozycji w ostatnich latach.
Zacznę od tego, że styl pisania Marie Lu jest dla mnie tragiczny. Autorka ani razu nie sprawiła, ze odczuwałam jakąkolwiek ciekawość co do dalszego ciągu wydarzeń. Nudziłam sie niemiłosiernie, nie mogłam w ogole sie wciągnąć w fabułę. Wiele razy spotykałam się z dużą ilością powtórzeń, na przykład w jednym miejscu jest 4 razy powtórzone zostało słowo "czarny". Poza tym, akcja jest zwyczajnie n u d n a. Nie ma żadnych emocji, napięcia. Wszystko dzieje się jakby zbyt szybko, bez namysłu czy pomysłu. Znajdziecie tu schemat na schemacie, nic co mogłoby zaskoczyć. Męczyłam się z tą pozycją prawie miesiąc. A ma ona jedynie 300 stron. Prawie nigdy mi się to nie zdarza, lecz tutaj nie czułam absolutnie żadnej chęci żeby wracać do tej powieści.
Bohaterowie są denni, niedopracowani, nieoryginalni. Nie wiem co miałabym innego na ich temat do powiedzenia, ponieważ oprócz kilku suchych informacji, nie wiem o nich prawie niczego. Nie wzbudzają we mnie żadnego, absolutnie żadnego współczucia, ani nawet jakichkolwiek innych emocji. Bawią mnie jakże wielkie rozterki głównych bohaterów, których "inteligencję" próbuje nam na siłę wepchnąć Autorka. Brak im charakteru, osobowości, czy nawet interesującej historii, która sprawiłaby iż czytelnik sie z nimi zżyje. Nie jestem w stanie powiedzieć, że nawet w malutkim stopniu ich polubiłam i choć mają oni bardzo duży potencjał nie posiadają w sobie zupełnie niczego wyjątkowego. Brak im duszy, realizmu czy nawet dobrego rozbudowania ich osobowości :(
Chciałabym powiedzieć o tej książce coś dobrego. Naprawdę. Lecz mam absolutnie pustkę w głowie, a jedyne odczucia jakie posiadam po jej przeczytaniu są negatywne. Choć LEGENDA ma wiele, wiele ciekawych wątków, które można by wspaniale oraz interesująco rozbudować, Autorka nie zadała sobie tego trudu. Nie wiem nawet, czy można stwierdzić iż ta pozycja jest zbyt krótka, bo no błagam jeśli miałaby być dłuższa chyba wyrzuciłabym ją przez okno (nie sądźcie, że żartuję). Mamy tu materiał na idealnych szarych bohaterow, na intrygi i zwroty akcji, które wbiłyby czytelnika w fotel. Ale ja tego nie znalazłam. Być może ta trylogia jest znacznie lepsza z kolejnym tomem. Może ja sama nie jestem zwyczajnie fanką twórczości Marie. Ale absolutnie nie mogę z czystym sercem Wam jej polecić. Nie sądzę, że sięgnę również po następne części, bo najwyraźniej nie są one dla mnie.