Oni albo my! Stany Zjednoczone kontra Chiny i koniec pięciu stuleci dominacji Zachodu Piotr Plebaniak 7,6

ocenił(a) na 449 tyg. temu Sporym dylematem dla mnie jest to, jak ocenić tę książkę. Z jednej strony wpisuje się ona jak ulał w to, co się obecnie dzieje na świecie - posunięcia Trumpa, wojnę handlową, rozpad sojuszy. To gra nie tylko o dominację na świecie, o utrzymanie (lub ponowne zdobycie - w przypadku Chin) mocarstwowej roli, ale i o [kurczące się] zasoby. W tej książce znajdziemy m.in. wyjaśnienie roli Tajwanu, roli ropy i innych surowców (w tym na Ukrainie) oraz potencjalne strategie i taktyki wojny Chin z Zachodem. Autor zwraca uwagę, że nasza rzeczywistość stawia nas przed zmianą dawnych paradygmatów, tradycyjnego pojmowania wojny na rzecz wojny hybrydowej, prowadzonej często podprogowo tak, aby osłabić przeciwnika, zniszczyć jego systemy decyzyjne, a nawet doprowadzić go do samozniszczenia. I byłoby dobrze, gdyby autor skoncentrował się na geopolityce... Niestety spora część książki (cała część II, III i IV) to filozofowanie autora na tematy różne, w tym zalegające mu widocznie na wątrobie. Jest tu nie tylko o mentalności Chińczyków i koncepcjach wojny, budowaniu imperiów (w telegraficznym skrócie o tym, na temat o którym czytałam kilka opasłych tomisk),ale i mnóstwo prawicowego bełkotu, obwiniającego tradycyjnie feministki, zielonych i imigrantów o wraże działania i zamach na naszą wspaniałą cywilizację. Zamiast przykładów konkretnych działań Chin dowiaduję się np. o tym, że Onet “programuje Polki” do rozwiązłości, że jestem "plebsem, który wszędzie musi chodzić z buta" (sformułowanie dosłowne, za autorem, a to a propos “ideologii” miast 15-minutowych). W słowie “Murzyn” też autor nie widzi nic złego, a kolonializm nie był zbrodniczym systemem wyzysku i ludobójstwa, tylko niósł kaganek postępu i cywilizacji, który teraz próbuje zniszczyć dekolonializm. Bardzo dużo autor ma do powiedzenia nt. kobiet - np. że aborcje są jedną z metod antykoncepcji, a "całe zjawisko jest przejawem kultury braku odpowiedzialności i samokontroli." Owa odpowiedzialność i samokontrola dotyczy rzecz jasna tylko kobiet (podobnie jak antykoncepcja). I takich kwiatków jest tu więcej. Nie ma to nic wspólnego z racjonalnym dyskursem, ani z faktami, jako że dowodów i źródeł tych rewelacji oczywiście brak - są to po prostu poglądy autora, a autor wyrażając je, posługuje się pogardliwą retoryką i typowymi chwytami z radykalnie prawicowych mediów. A co Ideologia "woke" i Gwiezdne wojny mają do sprawy Chiny vs USA? To wie tylko Plebaniak.
Mamy tu też ewidentne błędy czy bzdury, takie jak stwierdzenie, że jezuici byli zakonem monastycznym i że to oni wykradli z Chin tajemnicę wytwarzania jedwabiu, w VI wieku n.e.. Tyle tylko, że jezuici nie byli żadnym zakonem monastycznym, a zostali powołani do życia w XVI wieku… Inny kwiatek: istnienie genu (sic!) "warunkującego zdolność do integracji w społeczeństwa europejskie", którego rzekomo brakuje mieszkańcom Sahelu - no każdy genetyk czytając to przewróciłby się z wrażenia. Brak źródeł, o czym już wspomniałam - jakaś bibliografia na końcu jest podana, ale autor sam pisze, że są to wybrane pozycje. Na podstawie jakich kryteriów? Podany w książce link do dodatkowych zasobów niestety prowadzi donikąd… Nie wiem więc, jak stworzył te swoje koncepcje Plebaniak, bo stosuje on ogromne uproszczenia, a cytuje głównie sam siebie. Sprawia to wrażenie cherry-picking, pod tezę, a całość nie do końca trzyma się kupy. Autor bowiem z jednej strony pisze o tym, jakie wspaniałe są nasze zachodnie ideały i wartości (wolność? równość? demokracja?) i o tym, że trzeba ich bronić, a z drugiej strony krytykuje ich przejawy takie jak prawa kobiet, społeczności LGBT czy polityka migracyjna. Jakże typowo dla “prawaka” (że posłużę się retoryką autora) - wolność, ale bez przesady, i pod warunkiem, że dotyczy uprzywilejowanych (czyli białych i bogatych mężczyzn).
W książce jest też dużo o energii, popycie na nią i źródłach. Autor rozpisuje się o paliwach kopalnych, jakby nie istniał w ogóle problem katastrofy klimatycznej (ta zasłużyła jedynie na złośliwą wzmiankę o "aktywistach przyklejających dupy do asfaltu"),a największe zagrożenie cywilizacyjne nasz mądrala upatruje w tym, że zabraknie nam ropy. Niechybnie. Zapewne tak samo myślą decydenci udający, że z klimatem się nic nie dzieje i myślący tylko o tym, żeby położyć łapę na kolejnych złożach.
Generalnie autor nie jest dla mnie zbyt wiarygodny, z uwagi na powyższe. Nigdzie nie znalazłam też informacji o Plebaniaku, które potwierdzałyby, że jest on wiarygodnym ekspertem od tematyki chińskiej - a jest raczej sinologiem-amatorem, propagatorem tzw. psychohistorii (która przez szanujących się naukowców jest uznawana za pseudonaukę). Poza tym Plebaniak ma fatalny styl - już to używa skomplikowanych wyrażeń i zdań, zawiłej argumentacji, już to przerzuca się na język kolokwialny, co robi wrażenie chaosu i niezrozumienia całości tego, co autor miał na myśli. W niektórych momentach naprawdę nie wiedziałam o co chodzi. Czytając pierwszy rozdział, w którym jest dużo o półprzewodnikach, można odnieść wrażenie, że faktycznie współczesna technologia niczym nie różni się od magii - nie idzie z tego zrozumieć nic.
Podsumowując: można z tej książki wyciągnąć pewną wiedzę, i tu polecam część pierwszą oraz części V, VI i VII (z wyj. ostatniego eseju),ponieważ w tych częściach Plebaniak przedstawia konkrety, a nie filozofuje, a jego diagnozy są - moim zdaniem - trafne, patrząc na obecne wydarzenia na świecie. Może być to pomocne w zrozumieniu absurdalnych - wydawałoby się - posunięć decydentów z USA i nie tylko. Środek książki natomiast można sobie podarować, z uwagi na jego mocno dygresyjny charakter oraz ideologiczne skrzywienie. I zalecam jednak sprawdzanie informacji zawartych w tej pozycji.