Rosyjski pisarz, uważany za jednego z twórców i przywódców rosyjskiego symbolizmu. Znany tłumacz literatury francuskiej i ormiańskiej. Tworzył dzieła historyczne (Ognisty Anioł) i urbanistyczne, a także eseje, opowiadania i powieści.
Briusow był określany mianem starszych symbolistów (pierwsze pokolenie zwolenników nowej poezji). W 1894 roku pod jego redakcją zostały opublikowane zbiory utworów "Symboliści rosyjscy". W przeciwieństwie do pozostałych symbolistów, nie godził się z tezą, że cechą zasadniczą nowego prądu są treści mistyczne. Twierdził, że zadaniem literatury jest wyjawienie indywidualności artysty. W jego koncepcji symbolizm jest wyłącznie poezją nastrojów.
Po 1900 roku program estetyczny poety uległ przekształceniu. Uznany za wodza symbolizmu rosyjskiego Briusow nadal negował jego treści mistyczne. Jego postulatem było "przetwarzanie rzeczywistości". W okresie dojrzałym, pod wpływem parnasizmu i neoklasycyzmu, zreformował swoją poetykę. Jego wiersze pozbawione zostały emocjonalnej bezpośredniości. Jego poezja była nacechowana retoryką i patosem, stosował kontrastowe przeciwstawienia.
7,1/10średnia ocena książek autora
780 przeczytało książki autora
1 514 chce przeczytać książki autora
7fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Kocham literaturę rosyjską z tego powodu sięgnęłam po książkę Walerego Brusiowa pt." Ognisty anioł". . Akcja powieści rozgrywa się w XVI wieku w Niemczech. Z początku myślałam ze autorem książki jest Niemiec, ponieważ wszystko jest tak dokładnie opisane.
Główną bohaterką książki jest Renata młoda dziewczyna, która jest nawiedzana przez Diabła - pięknego Anioła Madiela, który jest niezwykle piękny ma niebieskie oczy i złote włosy oraz wspaniałą posturę. Pewnego dnia zakochuje się w niej rycerzu Ruprecht. W trakcie ich pierwszego spotkania Renata opowiada mu swoją historię, opowiada mu swojej miłości do hrabiego Henryka von Otterheima. Po pewnym czasie Renata spotyka ponownie hrabiego Henryka i wyznaje mu miłość ten jednak nie odwzajemnił jej uczucia. Zrozpaczona Renata prosi Ruprechta aby zabił Henryka i wezwał go na pojedynek.
W książce najbardziej podobają mi się odwołania do Mistrza i Małgorzaty w obu dziełach mamy motyw sabatu oraz diabła. Co więcej jest również motyw faustowski. Jednakże w powieści Bułhakowa miłość ma siłę uzdrawiającą, stanowiącą podporę dla człowieka w najtrudniejszych chwilach. Natomiast Briusow jest raczej chłodnym racjonalistą. Bardzo ciekawy jest takze wątek w którym Ruprecht poznaje Mesfistofelesa oraz Fausta kiedy wywołują oni piękną Helenę. Książka opisuje także proces sądzenia czarownicy przez inkwizycję.
Mój ulubiony fragment z książki: (słowa Renaty)
"-A może wcale się nie dziwię. A może cieszę się z tego że Henryk mnie nienawidzi. I płaczę nie nad nim tylko nad sobą. Nie żal mi, ze go tracę, lecz wstyd mi i przykro, ze mogłam tak go kochać, tak mu się oddawać. Sama go nienawidzę! Teraz wiem dokładnie to, czego juz dano się domyślałam. Jest tylko człowiekiem, zwykłym człowiekiem, którego można uwieść i którego można zgubić, a ja dotknięta obłędem wyobrażałam sobie ze jest moim aniołem. Nie, nie Henryk to tylko hrabia Otterheim, niedoszły wielki mistrz swego zakonu, a mój Madiel przebywa w niebiosach, wiecznie czysty, wiecznie przepiękny wiecznie niedostępny!"
Zaczynam od drugiego tomu serii, kto mi zabroni?
„Opowieści niesamowite z języka rosyjskiego” były dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Nie dość, że ręką bądź co bądź mistrzów zostały spisane, to było kilka z nich, które – o zgrozo! – dreszczyk złowieszczy po plecach wywołać u mnie zdołały. Ale z drugiej strony dziwić się nie ma czemu, bo wyprawa zaczyna się z tzw. grubej rury, czyli od czarownicy, która wprawdzie piecze smaczne makowe ciasteczka, ale diabła chowa w szafie i dybie na niewinną duszyczkę prześlicznej Maszy. W puszkinowskiej wsi gagatek lekko sobie postępuje, oddając młodą duszyczkę (wraz z jej mateczką) na pastwę demona, zaś w pewnej kamienicy zachłanny młodzian sprzysięga się ze złym, byle by nasycić swą chciwość (w ogóle to porzucam grę w karty, dziękuję bardzo). W innym znów opowiadaniu – uwaga – studenci filozofii, retoryki i teologii zmierzyć się muszą z demoniczną siłą czającą się w trumnie stojącej w kaplicy (finał „Wija” Gogola aż się prosi o filmową ekranizację). A im dalej w las, tym straszniej i dziwniej… Malajski mag, który zajmuje się nekromancją (a wszystko to, moi drodzy, w miłosnym celu!),zaś w fenomenalnym „Bobku” Fidora D., niczym w „Lincolnie z Bardo” pewnego amerykańca, wsłuchujemy się w żale truposzy i wpadamy w stupor słysząc te wszystkie ich bezeceństwa…
Zmierzamy jednak do wspaniałego wybuchy fajerwerków: zaczyna się niepozornym „Maleńkim człowiekiem” (kruszynką i biedakiem, którego żałowałem straszliwie),by olśnić „Bajką o ciele martwym nie wiadomo od kogo przynależącym” niejakiego W.Odojowskiego, która wprowadziła mnie w nastrój zupełnie nie wisielczy.
Wspaniałe wznowienie, okraszone notami o autorach oraz podsumowujące całość posłowiem niezawodnego Macieja Płazy, który łączy, wyjaśnia i punktuje jak zwykle celnie, mądrze i z przytupem.
Absolutnie polecam!