Absolwent Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Filolog, poeta, satyryk, artysta kabaretowy, konferansjer, dramaturg, scenarzysta, librecista, tłumacz, felietonista, kompozytor, reżyser teatralny i wykonawca swoich piosenek. Autor ponad 2000 tekstów piosenek. Debiutował na początku lat sześćdziesiątych w kabarecie i teatrze studenckiego klubu Hybrydy. Współpracował z kabaretami Dudek, Owca i Dreszczowiec. Przez lata związany ze sceną Teatru Ateneum, na której stworzył legendarne spektakle „Brel”, „Wysocki" „Hemar - piosenki i wiersze” „Młynarski- recital” . Uznawany jest za twórcę nowej formy artystycznej – felietonów śpiewanych. Jego piosenki, pisane m.in. dla Skaldów, Hanny Banaszak, Kaliny Jędrusik, Haliny Kunickiej, Andrzeja Zauchy, Zbigniewa Wodeckiego, Alicji Majewskiej, Ewy Bem, Maryli Rodowicz, Edyty Geppert, Michała Bajora, Krystyny Prońko czy Ireny Santor stały się ponadczasowymi przebojami. Odznaczony Złotym Medalem „Gloria Artis”, Złotym Krzyżem Zasługi oraz tytułem Mistrza Mowy Polskiej.
7,2/10średnia ocena książek autora
394 przeczytało książki autora
462 chce przeczytać książki autora
15fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Wybór poezji, właściwie piosenek Młynarskiego, z lat 1964-1983. Wyboru dokonał sam autor, a tom opatrzył przedmową. Cóż można o tych utworach powiedzieć – mistrzostwo absolutnie! Szalona inteligencja, przewrotna pointa, drugie dno i ukryte znaczenia; Młynarski jak nikt potrafił swymi utworami „mrugać okiem” do słuchacza i widza.
Oprócz tytułowego „Róbmy swoje” w tym tomie można znaleźć utwory-legendy, klasyki takie jak „W Polskę idziemy”, „W co się bawić?”, „Ballada o Dzikim Zachodzie”, „Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę!” czy „Przyjdzie walec i wyrówna”, a także wiele mniej znanych utworów Młynarskiego.
Literacka rozkosz i przyjemność w najczystszej postaci!
To robię w słabszych momentach życia: sięgam po literaturę pocieszenia. Pocieszenia, czyli dystansu. I natychmiast przychodzą do mnie pytania, różne, dziwne i zwyczajne. A wśród nich i takie: czy era Mistrzów się skończyła, czy może tylko trudno wyłowić nam ze zgiełku mediów, którymi dociera do nas potok literatury tych, którzy władają słowem i rymem jak Mistrz Młynarski czy Mistrz Przybora…
Jeśli gdzieś tam są, nowi Mistrzowie z pewnością wychyną z mroków internetu i zabłysną na firmamencie historii polskiej literatury, jak błyszczy dziś Wojciech. A błysk jego dzieł oświetla marność słówek, którymi bawimy się na co dzień, marnując ich sensy, wypalając ich moc, nadużywając siły.
Taki ostry kontrast: my unicestwiamy nasz język publiczną debatą na emocje, a tu – tyle łagodnego dystansu do emocji miłości i jej zrywów. Tyle tu obserwacji tej namiętności wspólnej i tym lewa, i tym z prawa i tym Q+…
Geniuszowi starcza ironia, celny wers, przymrużenie oka, tajemniczy, ledwo zauważalny uśmiech, a nawet tylko zawieszenie głosu, dokładnie tam, gdzie trzeba.
Polska miłość? Polskie życie.