Najnowsze artykuły
ArtykułyPrzeczytaj premierowy fragment powieści „Ulotna prawda Lily Temple”
LubimyCzytać1
ArtykułyTrzy dni, setki autorów, tysiące książek. Poznańskie Targi Książki 2026 zapraszają
LubimyCzytać1
ArtykułyVermeer, morderca z Helu i kłamstwa, którymi żyjemy. 8 książek na ten tydzień
LubimyCzytać4
ArtykułyCzytamy w weekend. 6 marca 2026
LubimyCzytać417
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Magdalena Dzieżyk-Socha

Pisze książki: fantasy, science fiction
Magdalena Dzieżyk-Socha autorka książki Wybrana przez bogów w kategorii fantasy, science fiction.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
5,3/10średnia ocena książek autora
8 przeczytało książki autora
3 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Wybrana przez bogów Magdalena Dzieżyk-Socha 
5,3

Książki oparte na mitologii greckiej od zawsze robiły niemałe wrażenie na czytelnikach. Fabuła obracająca się wokół różnorakich bóstw, które nieustannie ingerują w życie śmiertelników, dostarcza mnóstwa wrażeń oraz sprawia, że nawet największe gaduły mogą zaniemówić. Choć sama nie jestem aż tak wielką fanką, nie mogę im odmówić uroku. To właśnie ten element sprawił, iż zamarzyłam poznać losy Caro i odkryć, co takiego dla niej przygotowano. Nie spodziewałam się jednak, że ta skromna objętościowo książka będzie w stanie doprowadzić mnie do histerycznego śmiechu. Ale zacznę od początku…
PROSZĘ PAŃSTWA, A TERAZ SKROIMY TROCHĘ ROMANSU, WSYPIEMY SZCZYPTĘ FANTASTYKI, ZALEJEMY TO LITREM OLEJU NAPĘDOWEGO, ABY ZDĄŻYĆ WSZYSTKO WCISNĄĆ PRZED ZAKOŃCZENIEM.
Totalny mętlik w głowie – właśnie tak mogę podsumować swój stan, kiedy tylko odłożyłam książkę na bok. I nie towarzyszył mi on dopiero przy samym końcu, bo jeszcze na początku lektury czułam, że przestaję ogarniać to, co się w „Wybranej przez bogów” wydarzyło. Choć ma ona niecałe dwieście stron, autorka zagwarantowała multum wrażeń bohaterce, prawie nie dając jej chwili na złapanie głębszego oddechu. A to zaowocowało tym, że wiele wątków nie zostało dobrze rozwiniętych. Pojawiające się dosłownie na moment, wyskakujące niemal zza krzaka nie miały szans na wygodniejsze rozłożenie się na kartach. Musiały ustępować miejsca innym, które także rzadko kiedy mogły liczyć na dłuższe posiedzenie. Czułam, jakby zostawały wprowadzane tylko po to, by popchnąć akcję do przodu, przy okazji wypełniając powstałe luki. A co za tym poszło? Totalny harmider! Również zdarzały się fabularne potknięcia, gdzie logika zarzucała płaszcz na plecy i po prostu wychodziła, nawet się nie odwracając. Przykład? Główna bohaterka zgubiła paszport na lotnisku. Został on odnaleziony przez mężczyznę, z którym później spędzała sporo czasu. Tak się złożyło, że ten podczas pewnej ważnej chwili wypowiedział jej oba imiona, co ją wyraźnie zdziwiło. Pragnę jedynie przypomnieć, że zanim oddał Caro dokument, musiał do niego zajrzeć, by odkryć, kto jest właścicielem. A każdy zdaje sobie sprawę z tego, co tam odnalazł, prawda? Inny przykład? Caro udała się na „wycieczkę” z wrogiem, lecz jakimś cudem zdołała mu zbiec i… na tym koniec. Normalnie po czymś takim człowiek czuje się roztrzęsiony, przerażony, każde drgnięcie firanki czy szum suszarki przyprawia o szybsze bicie serca, a tutaj totalne wyluzowanie. Nie podobało mi się to. Było to totalnie odrealnione. Mogłabym wymieniać i wymieniać, lecz wtedy już bym za wiele zdradziła. Jednakże najmocniej zabolało ukazanie trudnego tematu, jakim jest gwałt. Samo wypowiedzenie tego słowa bywa kłopotliwe, a tutaj zostało użyte, by ukazać tragedię, jaka wydarzyła się w przeszłości. Nieraz czytałam, jak autorom ciężko było przedstawić takowy wątek. Pracowali nad tym z różnymi specjalistami tak, by wyglądał autentycznie. Pani Magdalena Dzieżyk-Socha – w moim odczuciu – podeszła do tego na totalnym luzie. Aż za luźno. Zawsze przy tego typu momentach czuć ładunek emocjonalny, a tutaj? Autorka poruszyła temat, ukazała dramatyczny moment, by za chwilę bez wahania przejść do porządku dziennego, jakby to się właściwie nie wydarzyło. Niemiłosiernie mnie to uwierało i nie dawało spokoju! To sprawiło, że zaczęłam szperać po Internecie. Poszukiwałam jakichkolwiek informacji o tej pani, byle tylko potwierdzić swoją tezę, jakoby ta dopiero co stawiała pierwsze kroki w tym światku, przez co zdarza jej się przewracać nawet na prostej, gładkiej drodze. Widziałam ją jako nastoletnią dziewczynę, która to wzoruje się na swoich rówieśniczkach, publikujących twory na popularnym portalu na literę „W”, gdzie wielu wie, że takowe nie zawsze są na wysokim poziomie. I ta myśl towarzyszyła mi do kropki kończącej „Wybraną przez bogów”, co jednak nie wpłynęło na to, że co rusz zamykałam książkę, głośno wzdychając.
Skoro wcześniej wspomniałam o mitologii greckiej, wypadałoby do niej nawiązać.
Losy Caro w jakimś stopniu zależały od widzimisię bóstw, a mitologia nauczyła nas tego, że ci bywają nieprzewidywalni. Dziewiętnastolatka, naznaczona przez przodkinię, miała za zadanie raz na zawsze rozprawić się z odwiecznym wrogiem, który deptał jej po piętach. No i tutaj liczyłam na mocniejsze wtargnięcie tych wielkich, lecz to… nigdy nie nadeszło. Nutka mitologii przewijała się przez tę historię, lecz miewałam nieodparte wrażenie, że i tutaj autorka działa po omacku. Napełnia jedynie dłonie wodą ze źródła, choć mogłaby zebrać ją czymś zgoła solidniejszym. Nie powiem, był tutaj ciekawy pomysł. Wyczuwałam coś zgoła innego. Coś, co mogło udźwignąć fabułę i nadać jej żywszych barw. Była szansa na to, że greckie korzenie zdołają nieźle namieszać, lecz wszystko spłynęło, niczym krople deszczu po szybie. A to prawie niewybaczalne.
JESTEM ŚLICZNA, NA BRAK ADORATORÓW NIE NARZEKAM, ALE TAK WŁAŚCIWIE NIE WIEM, CO MNIE NA TYM ŚWIECIE CZEKA.
Życie Caro nigdy nie było usłane różami. Pozbawiona wsparcia matki, która stała się zapatrzona w nowego męża, nieprzychylnego jej córce, mogła jedynie liczyć na Ryana, najlepszego przyjaciela. No i na mężczyznę ze snów, który wkradał się do nich od ładnych paru lat. Dziewiętnastolatka doskonale wiedziała, że jego obecność musi coś znaczyć, a kiedy dziwnym zbiegiem okoliczności odkryła, kim on jest, postanowiła zaryzykować i go odnaleźć. W chwili, kiedy ich ścieżki się skrzyżowały, już nic nie było takie samo…
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile razy błagałam, aby ktoś skończył moje męki i odizolował ode mnie tę dziewczynę. Choć do pożegnania -naście pozostało jej tak niewiele, miałam nieodparte wrażenie, że mam przed sobą krnąbrne dziecko, które ma pstro w głowie. Owszem, dziewczynie zdarzały się przebłyski inteligencji, jednak i tak co rusz mnie załamywała. W jednej chwili rozpaczała, że jest w wielkim niebezpieczeństwie, by parę sekund później cieszyć się, bo może iść na wystrzałowe zakupy. Czy ktoś, kto czuje oddech nieprzyjaciela na karku, ma czas myśleć o czymś tak przyziemnym? Jednak najgorsze było w tym wszystkim to, jak postrzegali ją inni. Wystarczyła dosłownie chwila, aby mężczyźni padali Caro do nóg i wyznawali dziewczynie miłość. Rozumiem, że została wykreowana na urokliwą damę, ale czy trzeba robić z panów aż tak nieogarniętych? W ogóle nieraz odczuwałam, że tutejsi przedstawiciele płci męskiej różnili się od siebie jedynie imionami. Ten sam tok rozumowania, te same życiowe priorytety… Brakowało mi tutaj różnorodności, przy której dałoby się określić, kogo można polubić, a kogo znienawidzić, a tu klops. Sam wybranek serca bohaterki, Arnie, ani odrobinę nie przypominał dorosłego faceta. Mocno po trzydziestce, pozornie najpoważniejszy z całej tej zgrai powinien stanowić przykład dla pozostałych, ale nawet on w obecności Caro zachowywał się jak ktoś, kto pierwszy raz ma styczność z kobietą. W ogóle cała ta ich relacja, to magicznie wybuchające płomienne uczucie – nie widziałam tego. Ledwo co się odnaleźli, a tu nagle deklaracje uczuć i wizje wspólnej przyszłości. Rozumiałam, że ich losy były ze sobą powiązane, jednak nawet w tanich romansach takie sprawy nie dzieją się w tak ekspresowym czasie. Tym samym kolejny raz mam prawo myśleć, czyja twórczość była inspiracją.
Od ładnych paru lat antagonista to dla mnie nie nikt inny, jak inteligentny człowiek, który doskonale wie, jak siać postrach wśród tłumów. Przebiegły, wykradający resztki odwagi, mącący w głowach tylko po to, by umacniać swoją pozycję. Wielu pragnących jego śmierci przegrywa z nim batalię, by wreszcie objawił się ktoś, z kim nie będzie miał łatwo. W „Wybranej przez bogów” również możemy się na takowego natknąć. Długowieczny, pragnący zemsty na rodzie Caro, nie zamierzał spocząć, nim jej nie dorwie i… No właśnie: co dalej? Pojawiał się i znikał. Robił troszkę szumu i na tym kończyła się jego wszechpotężna rola. Gdzie tu ukazanie tej duszonej w sobie nienawiści? Gdzie ten roznoszący człowieka gniew, który pragnie się uwolnić i zmieść jego przyczynę z powierzchni ziemi? Nie kupowałam tego. Nawet ci kreskówkowi antagoniści bywają o niebo sprytniejsi i kreatywniejsi.
O kunszcie pisarskim autorki mogę powiedzieć jedno: wahania nastrojów. Choć przez większość czasu powstrzymywałam się przed porzuceniem lektury, to jednak pojawiały się przebłyski, przy których dało się na moment zatrzymać. Pani Magdalenie za sam pomysł na fabułę należą się brawa, bo czuło się w tym coś świeżego, jednak oklaski cichną, gdy przypomni się, że potencjał nie został wykorzystany. Bo gdyby tak rozwinąć niektóre wątki, lepiej je zarysować, dzięki czemu książka nabrałaby lepszych kształtów? Cóż, naprawdę szkoda, że do tego nie doszło.
Podsumowując. Nic nie boli bardziej od tego, że liczyło się na udaną przygodę czytelniczą, a ta – niestety – nie nadeszła. Myślałam, że „Wybrana przez bogów” pozytywnie mnie zaskoczy i wręczy multum wrażeń, a jedynie zasponsorowała udrękę. Pojawiło się wiele nieścisłości, absurdalnych zdarzeń, a bohaterowie zostali przerysowani. Wierzę jednak w to, że faktycznie autorka jest młodą, początkującą pisarką i postanowi popracować nad sobą, by kiedyś zaskoczyć poziomem kolejnej powieści. Trzymam kciuki za jej rozwój w tej dziedzinie, wyczekując wieści.
Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
Wybrana przez bogów Magdalena Dzieżyk-Socha 
5,3

Przeważnie jest tak, że po deszczu, wychodzi słońce. Wiecie ptaszki śpiewają, jednorożce biegają po tęczy i ktoś wygrywa w totolotka. Czasem jednak odbywa się to w drugą stronę... Londyńska pogoda, ucieka nam autobus do pracy i skończyło nam się mleko do kawy. Tak w skrócie to własnie mnie spotkało, podczas czytania tej książki. "Wybrana przez Bogów" jest takim właśnie deszczem. I śniegiem. I przebłyskiem słońca by za chwilę, przywalić nam w twarz tsunami, albo inna katastrofą pogodową...
Tak właściwie to oprócz tego, że mamy opis książki - i dzięki Zeusowi, że go mamy! - to w sumie możemy powiedzieć o niej nie wiele dobrego. Chyba nigdy nie czytałam czegoś co było poprowadzone tak bardzo chaotycznie. Miałam wrażenie jakby ślepy "odczytywał" mapę głównej bohaterce a ona w radosnych podskokach robiła jeszcze co innego. Dorzućmy do tego inteligencje głównej bohaterki, która zobaczywszy z czym ma do czynienie, wzięła pierwszy lepszy samolot do Nigdziebądź i nie oglądając się za siebie zmieniła imię na Juan Dolores Papito Gonzales Ramirez II i zaczęła hodować alpaki, okazyjnie zajmując się uprawą marchwi. Nie mam pojęcia, ani bladego ani zielonego ani nawet burgundowego z domieszką czerwieni rubinu, co kierowało autorką, która stworzyła to dzieło.
Zaczynając od początku (dosłownie); okładka to koszmar. Kropka. Dziewczyna na okładce wygląda jakby była święta (albo śnięta, co kto lubi) a ten policzki... Grafik płakał - mam cholerną nadzieję, że tak było! - jak projektował. Caro nie da się polubić w żaden sposób. Tutaj nawet żarty o blondynce się nie sprawdzają, bo po za momentami przebłysku... CZEGOŚ.... przez większą część czasu była irytująca, rozkapryszona i tępa. Jej problemy, rozwiązania tychże i cała logika - która nota bene uciekła zaraz za Inteligencją - nie trzymały się kupy. Miałam wrażenie, że autorka miała milion pomysłów na trudności z jakimi ma się zmierzyć owa dziewczyna, ale już absolutny brak pomysłu na ich rozwiązanie. Każda nowa przeszkoda wyskakiwała dosłownie z czarnej dziury, by spowodować jeszcze większy mętlik. To jak węzeł gordyjski, tylko jego to można chociaż mieczem przeciąć mi po problemie. Tutaj nie mamy tego komfortu.
Błędy językowe, koszmarki i nieład. Jedyny plus w tym wszystkim, że mamy 200 stron do przebrnięcia. I choć pomysł nie był zły, biorąc pod uwagę fakt szału jaki jest na książki, których akcja ma bohaterów zaczerpniętych z mitologii, zabrakło... wszystkiego. Szkoda bo mógł to być nasz polski Percy Jackson a tak mamy przewodnik "Dlaczego dwieście stron to czasem zbyt dużo".
Sylwiam "Sirroco" Stinia



























