Gwiezdne wrota — o serii „Wehikuł Czasu”
Zmęczenie teraźniejszością? Nic prostszego. Oto Wehikuł Czasu, który przeniesie cię zarówno do przeszłości, jak i do przyszłości. Wystarczy jedynie otworzyć książkę. I czytać.
Materiały wydawnictwa
Nie igra się z tym, co raz się wydarzyło i co dopiero się wydarzy
Maszyna czasu, jak głosi od niepamiętnych lat science-fiction, to rzecz, której pożąda się niejako naturalnie (kto nie chciałby spróbować przeżyć życia raz jeszcze, nauczony już na własnych błędach?), ale która jest jak zatruty owoc. Bo przestroga płynąca z niezliczonych opowieści snutych i na kartach książek, i na kinowym ekranie, brzmi jednoznacznie: nie igra się z tym, co raz się wydarzyło i z tym, co dopiero się wydarzy. I nie chodzi tu o żaden determinizm, ani o niepisane reguły, w myśl których nie narusza się materii czasu, lecz o niemożność przewidzenia zwykle poważnych konsekwencji wywołanych często egotyczną nieodpowiedzialnością.
Teraźniejszość wydaje się bowiem bardzo delikatnym, kruchym konstruktem powstałym na fundamentach przeszłości i sięgającym ku przyszłości, a runąć wszystko może jak domek z kart, nawet jeśli tylko cofnęlibyśmy się do wczoraj i kupili na śniadanie bułki zamiast chleba. A już nawet nie zaczynajmy gadki o wszyskich tych paradoksach, które twórcy wygodnie ignorują. Innymi słowy, nawet jeśli będziecie mieli dostęp do maszyny czasu, zamknijcie te drzwi na kłódkę, bo narobicie bałaganu.
Po cokolwiek byśmy nie sięgnęli, będzie to jackpot
Ale istnieje bezpieczny sposób na obcowanie z minionym i to nawet bez konieczności wykupienia ubezpieczenia turystycznego od podróży, choć udacie się hen daleko. Od ponad pół dekady Dom Wydawniczy Rebis prezentuje bowiem klasyki gatunki w ramach serii Wehikuł Czasu, głównie, ale nie tylko, z kręgu anglosaskiego, które, przenosząc czytelnika w przyszłość, wysyłają go ku przeszłości. Albo odwrotnie. Niekoniecznie muszą to być sentymentalne pielgrzymki dla starych wyg, które raz jeszcze chcą posmakować literatury z dawnych, lepszych lat, niegdyś będącej budulcem ich młodzieńczych fascynacji i powodem ekscytacji zarazem, ale także odkrywcze wyprawy dla tych, co jeszcze tych pozycji nie czytali. Wybór jest konsekwentny i decyduje klucz jakościowy oraz istotność danego tytułu dla science-fiction jako takiego. Czyli po cokolwiek byśmy nie sięgnęli, będzie to jackpot. Przyjrzyjmy się jednak choć paru najciekawszym pozycjom.
Oczywiście jest to kwestia czysto subiektywna, bo ilu czytelników, tyle ulubionych książek, ale po otwarciu drzwi Wehikułu Czasu naszym oczom ukazały się „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa, które żywot swój rozpoczęły jako opowiadanie, potem rozwinięte do rozmiaru powieści, i nagrodzone Nebulą. Rzecz opowiada o niepełnosprawnym umysłowo Charliem, który bierze udział w eksperymencie medyczno-naukowym mającym na celu podniesienie jego możliwości intelektualnych.
Na powieść składają się jego zapiski, co jest fantastycznym zabiegiem stylistycznym, gdyż jego ortografia, gramatyka, składnia i zasób słownictwa zmienia się z biegiem czasu i efektami badań. Do dzisiaj jest to najlepiej sprzedająca się powieść z serii, która dobiła do wyniku aż trzydziestu pięciu tysięcy egzemplarzy (łączny nakład całej linii wydawniczej to dwieście siedemdziesiąt sześć tysięcy sztuk książek). Ale to nie jedyna propozycja godna naszej uwagi.
Bynajmniej. Świetny jest też „Koniec dzieciństwa” Arthura C. Clarke’a, książka o inwazji obcej cywilizacji, która zaprowadza pokój na Ziemi, tyle że kosztem naszej tożsamości jako ludzi. Nie da się przejść obojętnie obok „Dnia Tryfidów” Johna Wyndhama, zwłaszcza na kilka przed premierą filmu „28 lat później” Danny’ego Boyle’a, dla którego książka ta była przed laty inspiracją do stworzenia słynnej serii. A skoro o filmach mowa, nie mogło u Rebisu zabraknąć i „Odysei kosmicznej 2001”, również pióra Arthura C. Clarke’a, powstałej przy pracy nad scenariuszem filmu Stanleya Kubricka o tym samym tytule.
Znalazły też tutaj swoje miejsce żelazne klasyki znane też czytelnikom spoza kręgu fantastyki naukowej, jak nieśmiertelne „Rok 1984” i „Folwark zwierzęcy” George’a Orwella, czy też „My” rosyjskiego pisarza Jewgienija Zamiatina, najstarsza powieść z omawianej oferty, napisana przed stu laty z okładem, będąca dystopicznym klasykiem i głośnym głosem sprzeciwu wobec ideologii totalitarnych. Pominąć nie można także „Wiecznej wojny” Joego Haldemana, która zgarnęła bodaj wszystkie liczące się nagrody, a która opowiada o starciu z Tauranami, przybyszami z kosmosu, oglądanym oczyma żołnierza uwięzionego w niejakiej pułapce czasu.
Powieść Haldemana to zarówno komentarz do trwającego ówcześnie konfliktu wietnamskiego, ubrany w szaty space opery, jak i pacyfistyczny manifest, istna powieść antywojenna. Moim osobistym faworytem jest z kolei „Ostatni brzeg” autorstwa Neila Shute’a, o ostatnich miesiącach życia osiadłych w Australii ludzi tuż po wojnie nuklearnej, kiedy pył promieniotwórczy jeszcze nie zdążył dotrzeć tak daleko na południową półkulę. Czyżby do czasu?

Wehikuł Czasu, czyli jest w czym wybierać
Książek wchodzących w skład serii jest pół setki, stąd nie sposób wymienić wszystkich, ale jest w czym wybierać. Mimo ich różnorodności tematycznej, wszystkie mają spójną i ciszącą oko oprawę graficzną — okładkami zajął się ilustrator, scenograf i designer Igor Morski — i są bez wyjątku dobre, bardzo dobre lub świetne. A najnowszą propozycją serii jest „Poranek dnia zagłady” C. L. Moore, dystopia odpowiadająca na pytanie, co by było, gdyby po wojnie nuklearnej to Ameryka przechyliła się na stronę totalitaryzmu? Bohaterem książki jest Howard Rohan, podwójny agent balansujący między wygodnym życiem a rewolucyjnymi ideałami. Jako że książkę napisano w 1957 roku nie ma się co doszukiwać analogii do współczesnej sytuacji politycznej Stanów Zjednoczonych, ale, cóż, może nie na darmo seria nosi tytuł Wehikuł Czasu?
Książki z serii „Wehikuł Czasu” są dostępne w sprzedaży.
Artykuł powstał we współpracy z wydawcą.
Tagi i tematy
komentarze [15]
Panie redaktorze, Bartku Czartoryski, bo zakładam, że to waści pisał ów tekst reklamowy. Jak na przedstawiciela portalu związanego z czytaniem, zdaje się iż nie doczytał waść pewnej rzeczy. Pod koniec tekstu pada zdanie "A najnowszą propozycją serii jest „Poranek dnia zagłady” C. L. Moore’a ". Czy już wiadomo o co chodzi? Bo tu, zdaje się jest pominięty ze szczególnym...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej
