rozwiń zwiń

Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny

Okładka książki Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny
Tom Hillenbrand Wydawnictwo: Smak Słowa Cykl: Xavier Kieffer (tom 1) kryminał, sensacja, thriller
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Xavier Kieffer (tom 1)
Tytuł oryginału:
Teufelsfrucht: Ein kulinarischer Krimi
Data wydania:
2016-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2016-09-22
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364846724
Tłumacz:
Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny



książek na półce przeczytane 505 napisanych opinii 76

Oceny książki Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny

Średnia ocen
6,5 / 10
178 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
893
270

Na półkach: ,

Lubię jedzenie. Uwielbiam kryminały. Dlatego gdy usłyszałam o kryminale kulinarnym, wiedziałam że muszę go mieć. Byłam ciekawa jaki będzie, nie mogłam się doczekać lektury. To miało być moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem, nie miałam pojęcia czego się spodziewać. W ten oto sposób w moje ręce wpadł Diabelski owoc Toma Hillenbranda.

Xavier Kieffer to były mistrz kuchni, któremu wszyscy wróżyli ogromną karierę, a on wybrał małą lokalną restaurację, w której mógł spokojnie oddawać się swojej pasji. Pewnego dnia w jego lokalu umiera paryski krytyk kulinarny, a Xavierowi bacznie przygląda się policja. Mężczyzna zaczyna prowadzić prywatne śledztwo, w międzyczasie trafiając na nieznany owoc, który może okazać się źródłem problemów.

Wydawnictwo reklamuje książkę tekstem „To nie jest kolejny krwawy kryminał”. Zgadzam się z tym zdecydowanie. Oczywiście pojawiają się ofiary, jednak ich śmierć nie jest opisana ze szczegółami, krew nie tryska na ściany, nie odrzucała mnie brutalność morderców, ich brak zahamowań. Głównym wątkiem była sprawa diabelskiego owocu, próba rozwikłania zagadki jego pochodzenia i działania, a także fakt jakie korzyści mógł przynieść dla wielkich koncernów spożywczych.

W swojej książce Hillenbrand porusza temat modyfikowania jedzenia przez wielkie koncerny spożywcze, oszukiwania klientów, sztucznej produkcji jedzenia. Konsumenci często są nieświadomi co jedzą, nie czytają opisów na opakowaniach, ślepo wierzą firmom. A te bezlitośnie podają nam śmieciowe papki, tnąc koszty, idąc na ilość, a nie jakość. Główny bohater Diabelskiego owocu sprzeciwia się takiemu postępowaniu, chcąc zachować wysoki standard swoich potraw, nawet jeżeli gotuje w małej lokalnej restauracji, która nie ma na swoim koncie nagród i prestiżowych gwiazdek.

Diabelski owoc to pierwsza powieść Toma Hillenbrada, zapalonego kucharza hobbysty. Uważam jego debiut za całkiem niezły. Książka stanowiła dla mnie idealną odskocznię po wcześniejszej mrocznej lekturze. Napisana w lekkim stylu, bez pompatyczności, zawierająca opisy pysznych dań – istny smaczek dla poszukiwaczy przyjemnej, niewymagającej lektury, wciągającego kryminału, jednak pozbawionego krwawych detali. Druga część już czeka na mojej półce!

Recenzja pochodzi z mojego bloga:
http://licencja-na-czytanie.blogspot.com

Lubię jedzenie. Uwielbiam kryminały. Dlatego gdy usłyszałam o kryminale kulinarnym, wiedziałam że muszę go mieć. Byłam ciekawa jaki będzie, nie mogłam się doczekać lektury. To miało być moje pierwsze spotkanie z tym gatunkiem, nie miałam pojęcia czego się spodziewać. W ten oto sposób w moje ręce wpadł Diabelski owoc Toma Hillenbranda.

Xavier Kieffer to były mistrz kuchni,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

362 użytkowników ma tytuł Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny na półkach głównych
  • 218
  • 140
  • 4
80 użytkowników ma tytuł Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny na półkach dodatkowych
  • 54
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Tom Hillenbrand
Tom Hillenbrand
Urodzony w 1972 roku, studiował politykę europejską, był wolontariuszem w szkole dziennikarskiej im. Georga von Holtzbrincka i kierownikiem działu w Spiegel Online. Zapalony kucharz hobbysta i smakosz, podczas wielomiesięcznego pobytu w Luksemburgu w ramach praktyk z Unii Europejskiej zakochał się w Wielkim Księstwie. Mieszka w Monachium. "Diabelski owoc" to jego pierwsza powieść. Dużym sukcesem okazał się thriller SF pt. "Drohnenland" (Kraina dronów) wydany w 2014. Autor zdobył nim prestiżową Kurd Lasswitz-Preis. Kolejne książki o tematyce fantastyczno-naukowej ("Hologrammatica" i "Qube") również zostały nominowane do niemieckich nagród literackich, przy czym ta pierwsza zdobyła DSFP, nagrodę fandomu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Najdłuższa noc Marek Bukowski
Najdłuższa noc
Marek Bukowski Maciej Dancewicz
Ciemne, krakowskie zaułki, które niczym nie przypominają tych ze współczesnej pocztówki. Lokalna społeczność - zróżnicowana etnicznie, z różnych warstw społecznych, a przede wszystkim: z różnymi sekretami, które lepiej by nie zostały odkryte. I morderstwa - oczywiście, że są też morderstwa. Brutalne, powtarzające się, owiane szaleńczym niepokojem. Jeśli zastanawiasz się, czego może brakować Ci w polskich kryminałach, to wysoce prawdopodobne jest, iż brakuje Ci w nich belle époque. Pięknej epoki tajemnic. Niech Was nie zwiedzie tytuł - "Najdłuższą noc" w rzeczywistości czyta się zaskakująco szybko. Dzięki krótkim rozdziałom możemy śmiało obiecywać sobie, że "ten będzie ostatnim", a historia przemyka nam w dosłownie kilka chwil (czyt. kilka godzin). Tempo przyspiesza, bohaterowie nie próżnują, a kolejne odkrycia w ramach rozwiązywanej, misternie uplecionej zagadki wychodzą na światło dzienne. Po nitce do kłębka. 🧶 W chwilach wytchnienia czytelnik może zajrzeć do przeszłości głównego bohatera, który w pobocznym wątku rozgrywa swoje wydarzenia z czasów przed przyjazdem (powrotem) do Krakowa. Na ciekawskich czeka porcja faktów z początków sztuki kryminalistyki, a także kwestii zmian społecznych bądź emancypacji kobiet - dobre punkty zaczepienia do zgłębiania tematu na własną rękę, już po zakończeniu lektury. Z polskimi powieściami często bywa tak, że gdy nie przypadną nam do gustu, to z dużo większą skłonnością poddajemy je skrupulatnej krytyce. Z drugiej jednak strony, gdy trafimy na udany tytuł, sympatia szybciej i łatwiej rośnie w naszych sercach. Nie to, że dobre, to jeszcze na dodatek: nasze, polskie. "Nasza" "Najdłuższa noc" polskich autorów zdecydowanie MOŻE sprostać oczekiwaniom - gdy nie są zbyt wygórowane, potrafi nawet zaskoczyć. 💡
Yoassia - awatar Yoassia
oceniła na 7 3 lata temu
Biurwa Sylwia Kubryńska
Biurwa
Sylwia Kubryńska
https://pikkuvampyyrinkirjamaailma.blogspot.com/2019/12/220-sylwia-kubrynska-biurwa.html Mam ciekawą przypadłość znajdowania niecodziennych książek zupełnie przypadkowo. Jako że od zawsze pracuję w biurze, a przez dwa lata egzystowałam w urzędzie, temat papierkowej pracy jest mi bliski. Pewnego dnia przeglądając Instagram, zobaczyłam zdjęcie pewnej zielonej książki i pomyślałam, że muszę ją mieć. Sylwia Kubryńska za pomocą "Biurwy" uzmysłowiła mi, co w pracy jest ważne - "żeby nie było spiny i żeby było wiadome". So true. "Biurwa" to relacja kobiety, która zmaga się z urzędniczą posadą. Wiecie, mnóstwo segregatorów, jeszcze więcej pieczątek, ludzie od niczego, inspektorzy do spraw żadnych, powaga urzędu i absurd ważnych sytuacji. Wśród tego wszystkiego nasza bohaterka Ewa - matka dwójki dzieci i partnerka na pół gwiazdka, która o byciu żoną może tylko pomarzyć. Autorka w krzywym zwierciadle przedstawiła pracę w urzędzie, co doskonale rozumiem, ale... Chciałabym w takim urzędzie pracować, naprawdę. Moje doświadczenie stukało głośno obcasami, kiedy czytałam tę książkę. Dlaczego? Otóż dlatego, że według lektury praca w biurze polega na jedzeniu serniczka, zmienianiu butów, kłamaniu, jedzeniu serniczka, tuszowaniu przewinień, jedzeniu serniczka, chodzeniu od pokoju do pokoju i ponownym jedzeniu serniczka. Rozumiem takie przedstawienie sytuacji, ale nie spodziewałam się aż tak stereotypowego i nieprawdziwego obrazu urzędniczej posady. Urzędnicy są tak piętnowani ot tak, że rozpowszechnianie kolejnego absurdalnego obrazu nie wydaje się wskazane. Wielu ludzi sądzi, że urzędnik siedzi za pieniądze podatników i nie chce im pomóc, bo musi wypić kawkę. Zazwyczaj, jeśli ktoś nie chce nam pomóc, to po prostu nie może i ma ku temu ważny powód, jakim jest nasze absurdalne i często sprzeczne prawo. Wielokrotnie byłam w sytuacji, gdy chciałyśmy w jakiś sposób pomóc petentowi, ale nasz urząd nie miał do tego uprawnień, a prawo związywało nam ręce. Mówienie, że "nikt nie jest od tego" jest także nie na miejscu, ponieważ w praktyce każdy jest od wszystkiego. Często jedna osoba w urzędzie pełni tak różne funkcje i ma tak skrajne obowiązki, że głowa mała. Do tego ktoś inny ma podobny zakres zadań, ale jednak inny, bo tak trzeba, bo takie są wytyczne, bo tak ustalono prawo. Dlatego często wydaje nam się, że nikt nie jest od owego tego, czymkolwiek ono jest. To plus czynnik ekonomiczny to główne powody szybkiego wypalenia pracy każdej biurwy. Do książki wkradła się także mała nieścisłość. Nasza bohaterka podobno całymi dniami nie ma nic do roboty, a zaraz okazuje się, że pracę zabiera do domu i pracuje nawet podczas kąpieli. Po lekturze zdałam sobie sprawę, że bardzo, ale to bardzo zabrakło chociaż kilku słów o petentach, bo to własnie oni sprawiają, że praca w urzędzie ma smaczek. Jeszcze nie wiem, czy są oni powodem miłości czy nienawiści, ale na pewno są kluczowi w pracy urzędnika. "Biurwa" ma jednak więcej plusów niż minusów. Najważniejszym z nich jest humor, połączony z dystansem i dramaturgią. Książka kipi od ironii, sarkazmu i cynizmu, co osobiście uwielbiam. Narracja poprowadzona jest w taki sposób, że buduje napięcie przed każdym, jakże ważnym wydarzeniem w urzędzie... A przecież nigdy nie wiadomo, jakie ważne wydarzenie będzie miało miejsce kolejnego dnia w tym jakże dynamicznym miejscu pracy. Żartobliwe docinki podsycały detale, które autorka naprawdę świetnie wychwyciła. Kolejna para butów w urzędniczej szafie, obraza o nowy - używany mebel w pokoju, lokalizacja gabinetu, rewia mody urzędniczek i inne niuanse. Idealnie przedstawiła też serce pracy w urzędzie, czyli humor burmistrza. Wierzcie mi, to jest istotny czynnik, wpływający na życie (a etat już na pewno!) każdej biurwy. Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy zapytano mnie, w jakim humorze przyszedł dziś kierujący urzędem. To była niewiadoma, wokół której kręciło się funkcjonowanie wszystkich pracowników. Szef (inspektor, dyrektor, burmistrz, starosta czy ktokolwiek inny) ma także moc zlecania czegoś. Czego? To już trzeba samemu do tego dojść. Trzeba coś zrobić - wymyśl coś, zrób coś. Co? Nikt nie wie. Ale ważne, żeby to coś zrobić. Zaskoczyła mnie poruszona kwestia zarobków. Wszystkim wydaje się, że urzędnicza pensja to wygrana w Lotto, ale w rzeczywistości najczęściej jest to najniższa krajowa lub niedużo wyższa kwota. Jeśli jest to już jakaś konkretna liczba, to zakres obowiązków w stosunku do niej jest niewspółmierny i na tym samym stanowisku w jakiekolwiek firmie zarobicie więcej. Autorka przedstawiła kwestię wypłaty i ewentualności przedłużenia umowy o pracę. "Biurwa" to książka nie tylko o pracy w urzędzie. Jestem pewna, że sporo osób, podejmujących jakąkolwiek pracę biurową, odnajdzie tutaj cząstkę swojego życia. Praca w urzędzie i praca w biurze to dwa osobne tematy, ale ostatecznie każdy chce, "żeby nie było spiny i żeby było wiadome". Motto każdego pracownika biurowego, niezależnie od branży. Ponadto, z bohaterką mogą utożsamiać się pracujące rodzicielki, a w szczególności matki samotnie wychowujące dzieci. Introwertyczne spojrzenie Ewy pozwala zrozumieć myśli zapracowanej matki Polki - chęć spędzenia z dziećmi czasu, potrzeba większego zarobku, aby utrzymać całą rodzinę, a także tlące się marzenie o ciekawej pracy, która nadałaby życiu więcej sensu i celu. "Biurwę" serdecznie polecam. Sprawdzi się idealnie jako słodko - gorzka lektura na jeden, góra dwa wieczory.
Sara Satukirja - awatar Sara Satukirja
oceniła na 7 6 lat temu
Czarne światło Marta Guzowska
Czarne światło
Marta Guzowska
Mroczny thriller Marty Guzowskiej z fabułą, która zdecydowanie nadawałaby się do serialu “Kości”. Małe miasteczka mają to do siebie, że zazwyczaj to one są centrum niewyobrażalnych dla ludzi historii. Dawno nie czytałam polskich kryminałów, dlatego “Czarne światło” jest lekką odmianą na tym bookstagramie. Marta Guzowska opisała naprawdę dobrze całą historię. Jeśli chodzi o bohaterów - Mario Ybl (czytajcie jego nazwisko tak, jak chcecie) zaskoczył mnie swoją cynicznością i poziomem sarkazmu (uwierzcie mi na słowo, że ten facet nie potrafi powstrzymać się od złośliwych komentarzy). Dosłownie wszędzie zauważa głupotę ludzi, czego również nie jest w stanie nie oceniać. Adam - współpracownik antropologa - jest osobą zapatrzoną w swoją pracę i zdecydowanie człowiekiem naiwnym. Dziewczyna profesora (choć każdy nazywa go jego narzeczoną) - Pola, ma w sobie więcej cierpliwości niż przedszkolanki, naprawdę. Codziennie znosi postękiwania mężczyzny, zajmuje się jego terapią. Przez większość książki dosłownie zastanawiałam się czemu ona nie rzuciła Mario i nie wyjechała. Skoro opisywanie głównych bohaterów mam już za sobą (nie wysilę się, by wspomnieć o Rudej, Maurycym i całej reszcie, bo popsułabym Wam największą zabawę) to może warto teraz zająć się okładką. Cóż, jest ona na pewno nietuzinkowa - buszuję w książkach od dawna, a z taką jeszcze się nie spotkałam. Można więc powiedzieć, że Paweł Panczakiewicz wykonał porządną grafikę. Teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić Was do tej książki Marty Guzowskiej. “Czarne światło” zdecydowanie jest dobrym kryminałem wartym uwagi i powinien zachwycić fanów tego gatunku.
anboooks - awatar anboooks
ocenił na 6 3 lata temu
Zagadka w bieli J. Jefferson Farjeon
Zagadka w bieli
J. Jefferson Farjeon
Gdybym musiała określić tę książkę tylko jednym przymiotnikiem, użyłabym tego: urocza. Do tego mam wydanie z oryginalną retro okładką, znacznie moim zdaniem lepszą niż w drugiej wersji, jaką wydawca dla niej wybrał, gdyż znakomicie oddającą klimat tego staroświeckiego angielskiego kryminału. Jak pisze we wstępie polski wydawca (Zysk), dziesięć lat temu wydawnictwo British Library postanowiło przypomnieć niektóre powieści kryminalne z okresu tzw. Złotego Wieku, tj. czasu między I a II wojną światową. Jedną z nich była właśnie ta książka, która w krótkim czasie osiągnęła status bestsellera. I wcale się temu nie dziwię. Jest tu wszystko za co kochamy Agathę Christie (przepraszam wszystkich lepiej ode mnie oczytanych w angielskim kryminale, ale mi nasunęło się to właśnie proste skojarzenie): lekkość pióra, brytyjski (czyli raczej nieoczywisty) dowcip oraz klimat, przede wszystkim klimat. Akcja zaczyna się w przedziale pewnego pociągu zmierzającego (w każdym razie w założeniu) do Manchesteru, w dniu Wigilii, gdy od kilku dni śnieg sypie tak gęsto, że kończy się to utknięciem pociągu na jednej ze stacji. Każdy z bohaterów ma swoje plany, jednak wszystkie one staną się tak samo nieaktualne w obliczu pogodowego kataklizmu. Po dość spontanicznie podjętej decyzji o opuszczeniu pociągu, wszyscy trafiają do pustego domiszcza, w którym jednak płonie ogień w kominkach a na stole czeka świeżo zaparzona herbata. Tymczasem śnieg za oknem sypie coraz mocniej, jakby starając się nadążyć za tempem w jakim gęstnieje atmosfera wewnątrz dworu. Tak, pojawią się w tej historii morderstwa. Będą jednak bardzo wyważone i estetyczne, jak to w brytyjskim kryminale retro. Akcja, rozciągnięta raptem na kilkanaście godzin, będzie toczyć się z brytyjską flegmą, co jednak nie oznacza braku napięcia. Tego dostarczą relacje między poszczególnymi bohaterami – postaciami bardzo różnymi i całkiem niekiedy barwnymi, jak niejaki Smith (człowiek „z gminu”) czy sześćdziesięcioletni „starzec” Edward Maltby, członek Królewskiego Towarzystwa Parapsychologicznego. Przeurocze i przesympatyczne. Przeczytałam w jeden wieczór, pragnąc więcej, w tym również śniegu, nawet i w nadmiarowej ilości. Po świętach (i przedświętach oraz poświętach) z typowo szczecińską zimową pogodą (czyli plus sześć, mgła i mżawka, szlag by to trafił) z radością przyjęłabym każdą malutką zaspę, choćby miała kryć (brytyjsko estetyczne, nie zapominajmy o detalach!) zwłoki.
momarta - awatar momarta
oceniła na 8 1 rok temu
Przepisy na miłość i zbrodnię Sally Andrew
Przepisy na miłość i zbrodnię
Sally Andrew
Powieść Sally Andrew „Przepisy na miłość i zbrodnie” trafiła do mnie przypadkowo. Zaczęłam ją czytać bez przekonania, ale po około trzydziestu-czterdziestu stronach akcja mnie wciągnęła, by potem trzymać w napięciu do końca, mimo iż nie pędzi ona z zawrotną prędkością. Główna bohaterka, Tannie Maria, mieszka w południowoafrykańskim miasteczku. Jest kobietą po przejściach i wdową, której śmierć męża wcale nie zmartwiła, gdyż mężczyzna znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Tannie prowadzi w lokalnej gazecie kulinarną rubrykę i bardzo przykłada się do swojej pracy. Uwielbia gotować i wierzy w to, że jedzenie nie tylko zaspokaja głód, ale również koi duszę, a nawet może pomóc kogoś w sobie rozkochać. Pewnego dnia wraz z koleżankami z pracy kobieta zostaje uwikłana w kryminalną intrygę. Postanawia odkryć, kim jest zabójca pięknej kobiety, nie mając świadomości, że w ten sposób wplącze się w niebezpieczną przygodę, a także pozna pewnego przystojnego policjanta… Perypetie Tannie śledzi się z zainteresowaniem, tym bardziej, że nie tylko opowiada ona o swojej codzienności i udziale w śledztwie, ale dzieli się z czytelnikami różnymi przemyśleniami. Nieraz to tematy lekkie, żartobliwe… Innym razem bardzo poważne. Należy do nich przemoc wobec kobiet, która w miasteczku nie należy do rzadkości. Intrygujący jest klimat powieści – momentami, przede wszystkim w drugiej części, przypominała mi ona książki Fannie Flagg, zwłaszcza wówczas, gdy poczucie humoru łączy się z powagą oraz podczas opisów szalonych perypetii bohaterów. Są tu też, zwłaszcza na początku, słabsze fragmenty, jednak całość czyta się przyjemnie i z emocjami. Atmosferę na pewno podgrzewają też ciekawe kreacje postaci oraz nieprzewidywalność akcji.
allison - awatar allison
ocenił na 7 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Diabelski Owoc. Kryminał kulinarny