Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Neapol'44

Tłumaczenie: Janusz Ruszkowski
Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
7,72 (89 ocen i 18 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
15
8
38
7
21
6
6
5
5
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365696
liczba stron
216
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
joly_fh

Norman Lewis trafił do Włoch jako oficer komórki brytyjskiego wywiadu dołączonej do sztabu Amerykańskiej Piątej Armii. Młody Brytyjczyk nie spodziewał się, że rok później będzie wyjeżdżał z dziennikiem pełnym wspomnień o niezwykłym mieście i jego mieszkańcach. Kiedy Lewis przybył do Neapolu, sytuacja – podobnie jak w reszcie kraju – poważnie się komplikowała. Kampania włoska trwała, Mussolini...

Norman Lewis trafił do Włoch jako oficer komórki brytyjskiego wywiadu dołączonej do sztabu Amerykańskiej Piątej Armii. Młody Brytyjczyk nie spodziewał się, że rok później będzie wyjeżdżał z dziennikiem pełnym wspomnień o niezwykłym mieście i jego mieszkańcach.

Kiedy Lewis przybył do Neapolu, sytuacja – podobnie jak w reszcie kraju – poważnie się komplikowała. Kampania włoska trwała, Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci wszędzie tropili faszystów, a cywile musieli zmierzyć się z problemami wojennej codzienności. Brakowało żywności, mafia rosła w siłę, a czarny rynek był jedynym ratunkiem dla głodnego miasta. Jednak neapolitańczycy, dla których jedzenie było ważniejsze nawet od miłości, wykazywali niezwykłą zdolność radzenia sobie w każdej sytuacji. W dniach poprzedzających wyzwolenie wyjedli wszystkie tropikalne ryby z miejskiego akwarium, a kiedy w nielegalnym obrocie pojawił się makaron, zorganizowali wyścigi w jedzeniu spaghetti.

Dziennik z rocznego pobytu młodego Anglika w Italii to galeria nietuzinkowych postaci i zapis niezwykłych zdarzeń z miasta, w którym ludzie pomimo wojny i okupacji żyli pełnią życia.

 

źródło opisu: Czarne, 2014

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1306

Nie taka wojna straszna, jak ją malują?!?

Norman Lewis – brytyjski reporter, autor powieści i książek podróżniczych. Twórca niezwykłego dziennika z pobytu w ogarniętej wojenną zawieruchą Italii, „Neapolu’44. Pamiętnika oficera wywiadu z okupowanych Włoch”. Trafiając do tegoż miasta jako młody, niezbyt doświadczony oficer komórki brytyjskiego wywiadu, przyłączonej do sztabu amerykańskiej 5. Armii, zapewne nawet nie przypuszczał, iż pod koniec swego pobytu w tym urokliwym miejscu napisze w ten sposób: Mnie rok pobytu wśród Włochów napełnił takim podziwem dla ich kultury i człowieczeństwa, że gdybym mógł się urodzić jeszcze raz i wybrać miejsce urodzenia, byłyby to Włochy… Czy to możliwe, zakochać się w okupowanym kraju, którego częścią składową wtedy była śmierć, choroby, głód, cierpienie, kradzieże i mafia? Tak, bo ta zjawiskowa kraina nawet w latach 1943-1944 roku roztaczała wokół siebie ten sam czar, który do dziś przyciąga w tamte rejony rzesze turystów. Kto się tam pojawi, ten wie, że będzie wracał. Norman Lewis też się zauroczył, choć początki były trudne i wcale nie zapowiadały takiej fascynacji…

Oficer Norman Lewis pojawił się w Neapolu we wrześniu 1943 roku, kiedy kampania włoska była w toku. Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci notorycznie tropili faszystów, a cywile każdego dnia walczyli o normalność. Mimo to w mieście było dość spokojnie, oficerowie czuli się zagubieni, momentami wręcz bezradni, niepotrzebni. Nie mieli pojęcia, gdzie czai się nieprzyjaciel i czy wojna nadal trwa. Ktoś...

Norman Lewis – brytyjski reporter, autor powieści i książek podróżniczych. Twórca niezwykłego dziennika z pobytu w ogarniętej wojenną zawieruchą Italii, „Neapolu’44. Pamiętnika oficera wywiadu z okupowanych Włoch”. Trafiając do tegoż miasta jako młody, niezbyt doświadczony oficer komórki brytyjskiego wywiadu, przyłączonej do sztabu amerykańskiej 5. Armii, zapewne nawet nie przypuszczał, iż pod koniec swego pobytu w tym urokliwym miejscu napisze w ten sposób: Mnie rok pobytu wśród Włochów napełnił takim podziwem dla ich kultury i człowieczeństwa, że gdybym mógł się urodzić jeszcze raz i wybrać miejsce urodzenia, byłyby to Włochy… Czy to możliwe, zakochać się w okupowanym kraju, którego częścią składową wtedy była śmierć, choroby, głód, cierpienie, kradzieże i mafia? Tak, bo ta zjawiskowa kraina nawet w latach 1943-1944 roku roztaczała wokół siebie ten sam czar, który do dziś przyciąga w tamte rejony rzesze turystów. Kto się tam pojawi, ten wie, że będzie wracał. Norman Lewis też się zauroczył, choć początki były trudne i wcale nie zapowiadały takiej fascynacji…

Oficer Norman Lewis pojawił się w Neapolu we wrześniu 1943 roku, kiedy kampania włoska była w toku. Mussolini nie zamierzał się poddać, alianci notorycznie tropili faszystów, a cywile każdego dnia walczyli o normalność. Mimo to w mieście było dość spokojnie, oficerowie czuli się zagubieni, momentami wręcz bezradni, niepotrzebni. Nie mieli pojęcia, gdzie czai się nieprzyjaciel i czy wojna nadal trwa. Ktoś przebąkiwał, że nastąpiło zawieszenie broni, ale nikt niczego nie był pewny: nadal jesteśmy odizolowani. Gdzieś z pewnością toczą się bitwy, ale wiemy o nich jedynie tyle, ile podsłuchamy w kolejce do kuchni, pisał. Żołnierze robili co chcieli, nikt się nimi nie interesował. Panowało przekonanie, że życie w Neapolu będzie mało pracowite, monotonne, a momentami pewnie nawet nudne. Nie dziwi zatem, iż Brytyjczyk zaczął sam sobie organizować zajęcia – zabrał się za podziwianie najbliższej okolicy (m.in. konstrukcji świątyni Neptuna). Kiedy przeniósł się do Albanelli - na południowym brzegu Sele, odniósł wrażenie, iż ta piękna okolica, praktycznie nienaznaczona wojną, to subtelny melanż krajobrazów: sadów jabłkowych obsypanych rumianymi owocami, winnic i gajów oliwnych zamieszkanych przez roje cudownych niebieskich pasikoników. Włochy w jego relacji nie po raz pierwszy jawią się czytelnikowi niczym spokojna kraina mlekiem i miodem płynąca, a opowieść Lewisa jest tak zaskakująca w zestawieniu z tym, co działo się na naszych frontach, że aż trudno uwierzyć, iż tu toczyła się ta sama krwawa, wyniszczająca wojna co w Polsce: Nadal nie widać czołgów ani artylerii, poza kilkoma działkami przeciwlotniczymi, ani żadnych oznak przygotowań do obrony, donosił. Zamiast krajobrazów splamionych krwią, autor przedstawił malownicze pustkowia, sady i warzywniki pełne owoców zapewniające jedzenie na wyciągnięcie ręki... Sielankę przerwał dość niespodziewanie odgłos kampanii wojennej: Kiedy siedzieliśmy przed chatą, czytając, opalając się i bez zapału sącząc kwaśne wino, odnieśliśmy wrażenie, że pomruk odległej kanonady, słyszalnej od wczesnego ranka, nagle się przybliżył… Jak to możliwe, iż podczas gdy Polacy ginęli tłumnie na polu walki, alianci w Neapolu radośnie biesiadowali? Nie do końca, choć ich pobyt we Włoszech czasami rzeczywiście przypominał raj na ziemi… Norman Lewis ukazał w swoim reportażu także dramatyczne momenty, których był świadkiem, np. kiedy Battipaglia, włoska Guernica, w kilka sekund została zrównana z ziemią. Mówiono, że prawie nikt nie przeżył i że w ruinach nadal leżą trupy. Jako dowód wspominano przykry zapach i roje much, panoszących się po nieuprzątniętych ulicach: gdy rozmawiałem ze starcem, poczułem jakąś nierówność pod butem, a przestępując z nogi na nogę, zerknąłem w dół i uświadomiłem sobie, że to, co wcześniej wziąłem za stary worek, w rzeczywistości było zwęglonymi i zgniecionymi zwłokami niemieckiego żołnierza…

Nadszedł czas, kiedy dość beztroska atmosfera w Neapolu uległa zmianie: brakowało wody pitnej, soli, mydła; miasto przepełnione było smrodem spalenizny, ludzie szukali czegokolwiek do jedzenia – często nawet jadalnych roślin, z którymi poradziłby sobie ich układ trawienny. Widoki też częściowo się przeobraziły: teraz często morze było po prawej, ruiny po lewej stronie... Na szczęście klimat wciąż był łaskawy - bezchmurne niebo wczesnojesiennej aury nie dawało się we znaki. Ludzie, którzy utracili cały dobytek, w tym także ubrania, pojawiali się na ulicach w dość zaskakujących stylizacjach: mężczyzna w starym smokingu, pumpach i wojskowych butach albo kobiety w koronkowych sukniach, wyglądające jakby były zrobione z firanek. Ale jakie to ma znaczenie, kiedy sytuacja w mieście przypominała teraz tę ze średniowiecza? Ze zniszczonych kanałów ściekowych wionął nieznośny odór, pojawił się brud, z nim choroby (dur, malaria) i matactwa różnego rodzaju. Także te natury moralnej - cmentarz stał się neapolitańskim zaułkiem kochanków, nieletnie dziewczynki przeobrażały się wulgarne prostytutki (w Neapolu stale lub dorywczo prostytuowały się wtedy czterdzieści dwa tysiące kobiet), a pewien ksiądz oferował kradzione z neapolitańskich katakumb przedmioty. Każdy chciał żyć godnie, za jaką cenę – nie miało to znaczenia: Dotąd naiwnie wierzyłem, ze można przywyknąć do smutku i cierpienia. Teraz zrozumiałem, że myliłem się, (…) przeżyłem nawrócenie, ale na pesymizm, wyznawał przygnębiony Lewis. Pojawiła się mafia i plaga złodziei, sięgających dosłownie po wszystko, co mogło mieć jakąkolwiek wartość - słupy telegraficzne, kable telefoniczne, włazy kanalizacyjne, instrumenty muzyczne czy kolekcja rzymskich kamei. Z wojskowych magazynów ginęły dostawy zaopatrzenia, które kupowane były przede wszystkim przez włoskich cywilów dysponujących gotówka. Kwitł czarny rynek skutecznie obniżający zdolność bojową (cywil mógł kupić przykładowo: karabin maszynowy, lekki czołg, penicylinę, której brakowało w szpitalach wojskowych). Niestety, mimo prób walki z tym powszechnym przestępstwem, podobnie jak i z cięższymi, większość procesów była farsą. Prokuratorzy często nie zapoznawali się nawet z aktami sprawy, nie wiedzieli, komu stawiali zarzuty, a do więzienia trafiały płotki zamiast grubych ryb…

Wojna sprawiła, że neapolitańczycy byli spragnieni cudów (na Zielone Świątki - ‘Pasqua di Rose’ - oczekiwano np. że krew świętego Januarego rozpuści się - od tego cudu uzależniali pomyślność ich miasta). Ludzie przeżywali zbiorowe halucynacje, a ich wierzenia bywały niekiedy bardziej realne od rzeczywistości: Wojna cofnęła neapolitańczyków do średniowiecza. Kościoły pełne są figur, które mówią, krwawią, oblewają się potem, kiwają głowami i wydzielają uzdrawiające płyny (…), relacjonował Lewis. Na ulicach z czasem pojawił się również ‘pazzariello’ – starożytny błazen, a w niektórych domach odbywały się wyścigi w jedzeniu spaghetti, dzięki pojawieniu się na czarnym rynku potrzebnych do tego dania produktów. Autor pisał także o tym, kto ukrywał się za tajemniczym pseudonimem ‘wujek z Rzymu’ i dlaczego neapolitańskie pogrzeby zawsze urządzano z pompą, co przez to rozumiano i jak sobie radzono, kiedy kraj naznaczony wojną został pozbawiony luksusów. Zdradził również, jak walczono z syfilisem, dlaczego neapolitańczycy woleli jedzenie od miłości i co robili Włosi, kiedy spotykali go na ulicy (był postrzegany jako właściciel ‘złego oka’-  jettatore’).

„Neapol’44” to niezwykła, bardzo dokładna relacja bardzo wrażliwego obserwatora, ukazująca ludzkie dramaty na konkretnych przykładach. Bez zbędnej ckliwości, bez sentymentalizmu, po męsku, Norman Lewis opisywał sytuacje, których był uczestnikiem. Zawsze skrótowo, sygnalizując jedynie temat, ale to wystarczało i spełniało swoją rolę. Zaskoczyła mnie umiejętność dostrzeżenia drobnostek i mnogość poruszanych przez niego zagadnień, dających pełen obraz miasta. Co ciekawe, pewnie nieświadomie aczkolwiek skrupulatnie udokumentował zmiany, jakie zachodziły w nim samym. Czytelnik ma okazję podglądać, jak dzień po dniu rodziło się jego uczucie do Italii, jak z każdą chwilą rozumiał coraz lepiej mentalność jej mieszkańców, jak wreszcie pokochał ją samą. I choć nie wszyscy go lubili, bo był uczciwym służbistą, nie przyjmował łapówek ku wielkiemu zaskoczeniu Włochów, kwestionował wątpliwie moralne rozkazy dowódców, to miał w tym mieście także wielu przyjaciół i piękne wspomnienia z związane z tym miejscem na ziemi. I choć wojna bez wątpienia odcisnęła na jego psychice trwały ślad, to trzeba pamiętać, że Włosi pomimo okupacji robili wszystko by żyć normalnie, czyli pełnią życia, bo tylko tak potrafili... Ten dziennik to kolaż złożony z portretu napotkanych ludzi i zwiedzonych miejsc; uczuć pozytywnych i dramatycznych okraszonych wojną; wreszcie z bogatych w informacje zapisów dotyczących Neapolu: jego klimatu, położenia, wierzeń, zwyczajów, obyczajów, itp. Jednym słowem gratka – Neapol podczas wojennej zawieruchy w pigułce - nie tylko dla pasjonatów historii, ale i wszystkich miłujących Włochy całym sercem jak Norman Lewis lub tych, którzy chcą się przekonać, skąd się bierze ta powszechna fascynacja. Polecam, warto.

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Agnieszka Biczyńska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (375)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1392
Mateusz | 2014-10-17
Przeczytana: 17 października 2014

Z reguły jestem pesymistycznie nastawiony do anglosaskiego postrzeganie spraw Europy kontynentalnej. W tym wypadku na szczęście ten pesymizm nie ma racji bytu. Ciekawy pamiętnik, choć bez wybitnych uwzniośleń literackich. Prosto napisany, jak to mówi mój przyjaciel "jak dla chłopa", a mimo to czyta się bardzo przyjemnie. Sporo obrzydzenia wzbudzał we mnie wątek wszechobecnych prostytutek i gwałtów, wpływu biedy na zachowanie ludzi... choć nie mógłbym wymagać od autora by historię wojny pokolorował w jaskrawych barwach.

Polecam, warto przeczytać :)

książek: 832
czytankianki | 2014-06-11
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 16 maja 2014

Pamiętnik Lewisa jest w moim odczuciu bezsprzecznie fascynującą lekturą. Z jednej strony podglądamy młodego żołnierza, który stara się dobrze wypełniać obowiązki i jednocześnie pomagać Sycylijczykom, z drugiej obserwujemy niezwykle żywotne społeczeństwo, które wykorzystuje wszystkie możliwe środki (od uroku osobistego po zabobony), aby przetrwać oraz – mimo niesprzyjających okoliczności – umilić sobie trudne życie. Podczas lektury daje się czasem wyczuć rozgoryczenie i złość autora na przełożonych, niekiedy jest to autentyczne przerażenie skutkami bezsensownych przepisów. Widać też, jak stopniowo zaczyna podziwiać Włochów za ich człowieczeństwo i kulturę, za zaradność i hart ducha. Co dziwne, Lewis nie pisze nic o swoim życiu prywatnym, choć jak się okazuje, podczas pobytu we Włoszech był mężem Włoszki. Niezwykła książka, zdecydowanie jedna z najlepszych (jeśli nie najlepsza), jaką ostatnio czytałam.

Pełen tekst tu:
http://czytankianki.blogspot.com/2014/06/neapol44.html

książek: 417
maradiego | 2015-03-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 marca 2015

Rekomendacje: lubimyczytac; wyd.Czarne dawały nadzieję. Po przeczytaniu: słabo. Bo tak: styl pisania ozięble angolski; wojna w tym czasie i w tym miejscu ponura i straszna jednocześnie. Jedyna ciekawa obserwacja to fakt, że mieszkańcy południa Włoch obcych tolerują średnio. Nieważne czy to Niemcy, rodacy z Północy czy Alianci. Tolerują bo musza, jak okupantów . Dlatego nie dziwi Vito Genovese w "składzie" desantu pod Neapolem; Lucky Luciano robiący interesy na Sycylii. To przecież rodowici południowcy, nie mający nic wspólnego z "nieistniejącą" organizacja przestępczą, zwaną przez dziennikarzy MAFIA.

książek: 1266
MariannaJ | 2016-12-09
Przeczytana: 23 października 2016

Bardzo ciekawa i poruszająca lektura. Wspomnienia Normana Lewisa z czasów służby w Neapolu i okolicznych wioskach czyta się trochę jak połączenie "Paragrafu 22" z serialem "M.A.S.H.". Jest i śmiesznie, i strasznie. Typowo angielskie poczucie humoru Lewisa, czyli dużo sarkazmu i umiejętności znajdowania komizmu w najbardziej beznadziejnych czy paskudnych sytuacjach, z pewnością pomogło autorowi nie zwariować. W swoich krótkich notatkach Lewis świetnie pokazuje absurdalność wojny, a także zajmująco opisuje realia życia w Neapolu w ostatnich latach II wojny. Choć wiele zachowań i tradycji jest mu obca, choć ma ciągle wrażenie, że Włochy cofnęły się do czasów średniowiecza, potrafi nie tylko odnaleźć się wśród mieszkańców, ale i pokochać ten kraj. Czytałam tę krótką książkę z zainteresowaniem, a nie raz zdarzyło mi się roześmiać w głos i jednocześnie pokręcić głową z niedowierzaniem. Polecam tym, których ciekawią osobiste wspomnienia z mniej znanego polskiemu czytelnikowi...

książek: 271
Monika | 2017-10-04
Na półkach: Przeczytane, Włochy, 2017
Przeczytana: 04 października 2017

Nic nie wiedziałam o wojnie we Włoszech. Tematu zaledwie dotknęłam oglądając Malenę i chyba dlatego sięgnęłam po Neapol '44. Ukazał mi się obraz wojny pokazanej bez patosu i udręczenia. Historia opowiedziana językiem faktów z nutą ironii. Uważny obserwator jakim jest autor z dystansem opisuje Włochów z ich słabościami i zaletami. Uwagi o Amerykanach i Kanadyjczykach rzuconych w sam środek wojennej zawieruchy każą inaczej spojrzeć na światowy wymiar II wojny światowej. Koniecznie muszę poszerzyć moją wiedzę o istocie tej wojny dla Włochów. Sprawdzę również, czy są dostępne inne pozycje tego autora.

książek: 312
haLina | 2014-06-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 czerwca 2014

Doskonały, gęsty od emocji opis wojenno-powojennych Włoch. Bardzo prawdziwie pokazuje brzydotę i głupotę wojny, ale przede wszystkim co bieda również ta wojenna może robić z ludźmi. Książka jest pesymistyczna ale mimo to zabawna; gorzka ale wzruszająca. Niezła odrutka na banał obchodów D-dey.

książek: 276
Maja | 2015-04-05

W 1943 roku Norman Lewis został przydzielony do 312. sekcji FSS, którą dokoptowano do sztabu amerykańskiej 5. Armii zmierzającej właśnie do Salerno. Amerykańscy przyjaciele Lewisa już na samym początku ich znajomości dali mu przedsmak tego, czym jest wojna we Włoszech i czym różni się ona od wojny w północnej części kontynentu. Najpierw jankescy pokerzyści pozbawili go całej wygranej z poprzedniego roku, a następnie uznali, że ich racje żywnościowe są zbyt nudne i monotonne i postanowili za pomocą karabinów maszynowych upolować dorodną włoską krowę, by zakończyć swoje dzieło zniszczenia, zestrzeliwując trzy spitefire'y sprzymierzonych wojsk brytyjskich. Absurd? Z naszego punktu widzenia tak, z punktu widzenia neapolitańczyków takie zachowania nie uchodziły za nic szczególnego. To dopiero Neapol nadał słowu „absurd” zupełnie nowe znaczenie.

Lewis spędził we Włoszech ponad rok. Co kilka dni sumiennie sporządzał w swoim dzienniku stosowne notatki i po latach wydał je pod tytułem...

książek: 974
anetapzn | 2014-04-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 22 kwietnia 2014

Mamy rok 1943, II wojna światowa toczy się w najlepsze, Mussolini i Hitler pełni zapału szaleją. Młody Brytyjczyk, Norman Lewis, reporter, autor niniejszej książki, trafił w samo oko okupacyjnych walk, przybył do Włoch, do Neapolu, jako oficer komórki brytyjskiego wywiadu dołączonej do sztabu amerykańskiej 5. Armii. Rok póżniej opuszczał Italię. Pokłosiem pobytu we Włoszech jest gęsto zapisany wspomnieniami, uwagami brulion i niniejsza książką.
Wspomnienia Lewisa to przede wszystkim fascynująca i nietuzinkowa mieszanka piękna paskudnego miasta, jakim był i jest Neapol, piękna nadal istniejącej mimo wojny włoskiej kultury oraz wszystkich okropieństw i koszmarów jakie były związane z okupacyjnym horrorem. Książka ta, to także kalejdoskop ukazujący wyjątkową mieszankę ludzkich typów i charakterów, które w okowach troczącej się wojny, jeszcze zyskały na swojej intensywności. Lewis ukazuje także swoistą anarchię w wojsku, brak jakiejkolwiek informacji, czy wojna trwa, czy maja czekać,...

książek: 1363
sorensdaughter | 2014-06-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2014
Przeczytana: 25 czerwca 2014

Opis okresu wojny na terenie Neapolu z ręki brytyjskiego żołnierza.
Moja wiedza ogólna o Włochach, obyczajowości i historii - dość znikoma, więc ta książka to dla mnie nowość. Lewis opisuje dużo szczegółów z upartością kronikarza - bombardowania, niemieccy żołnierze, włoskie wioski, romanse, plotki, donosicielstwo, jedzenie, zemsty, kobiety i znowu jedzenie. Wszystko jest ważne. I bezsens wojny. Ciekawe spostrzeżenia autora i to irracjonalne poczucie, że tam wojna wyglądała zupełnie inaczej niż w Polsce, to chyba inna wojna...
Bardzo to dobre i cieszę się, że ten reportaż mnie znalazł, ale nie wciągnął mnie. Lewis mi się jawił jako człowiek, który był i widział i czuł, a jednak pozostał na zewnątrz, w dystansie. To reportaż, relacja - niby wszystko w dobrym gatunku i na swoim miejscu, ale mnie zabrakło "chemii" - tak zupełnie subiektywnie.

książek: 935
Mar_tine | 2017-11-07
Przeczytana: 07 listopada 2017

Doskonała! Trafiłam na nią zupełnym przypadkiem, szukając książek o Neapolu, a okazała się fascynującą książką nie tylko o tym mieście, ale i o konsekwencjach wojny, ludzkich reakcjach na katastrofy (te ludzkie i te naturalne)oraz opisanym z dużą wrażliwością życiu cywilów włoskich w ostatnich miesiącach wojennych. Lewis krytycznie patrzy też na poczynania wojsk alianckich i absurdy tamtej rzeczywistości, które jak zwykle najokrutniej odbijały się na najsłabszych. Bardzo wciągająca lektura!

zobacz kolejne z 365 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd