-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Pamiętasz swoją pierwszą czytankę? Wygraj "Elementarz współczesny"
Pamiętacie swoją naukę czytania? Kto pomagał Wam w poznawaniu literatury? Jaka książka była Waszą pierwszą? Powspominajcie z nami! Opiszcie swoje początki ze światem liter. Opowiedzcie, jak zostaliście czytelnikami. Czekamy na teksty o długości do 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Elementarz współczesny. Czytam sobie
Autor : Anna Boboryk
Regulamin
- Konkurs trwa od 4 do 11 września 2015 włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i Wydawnictwo Egmont.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [82]
Gratuluję :-)
Gratuluję :-)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuję i wzajemnie!:)
Dziękuję i wzajemnie!:)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamDziękuję i gratuluję pozostałym laureatom :)
Dziękuję i gratuluję pozostałym laureatom :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamGratulacje.
Gratulacje.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Serdecznie dziękuję za wyróżnienie i nagrodę. Książka na pewno bardzo nam się przyda! :-)
Gratuluję pozostałym laureatom:-).
Serdecznie dziękuję za wyróżnienie i nagrodę. Książka na pewno bardzo nam się przyda! :-)
Gratuluję pozostałym laureatom:-).
Dziękujemy za wszystkie nadesłane prace. Zdecydowaliśmy się nagrodzić:
Aghama
CicheBaBum
Jędrol
emil
BartłomiejNieBartosz
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Dziękujemy za wszystkie nadesłane prace. Zdecydowaliśmy się nagrodzić:
Aghama
CicheBaBum
Jędrol
emil
BartłomiejNieBartosz
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
jest tyle dobrych prac.. pewnie ciężko wyłonić pięciu laureatów ;)
jest tyle dobrych prac.. pewnie ciężko wyłonić pięciu laureatów ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKonkurs został zakończony, laureatów podamy w piątek.
Konkurs został zakończony, laureatów podamy w piątek.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW który piątek? ;)
W który piątek? ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Zamiłowanie do czytania rozwinęła moja mama, która codziennie wieczorem czytała mi bajki z obrazkami. Oczywiście, na początku bardziej interesowały mnie same ilustracje, czytać nie umiałam i jedyne, co byłam w stanie zrobić, to słuchać głosu mamy i przenosić jej ton w świat mojej wyobraźni.
Po jakimś czasie mama zaczęła uczyć mnie literek i czytania. Nie chodziłam do przedszkola, jedynie do zerówki. Tam kolejną motywacją do czytania było zdobywanie „szóstek” do dzienniczka czytelniczego. Miałam przynieść z domu własną książeczkę i przygotować się z czytania jakiegoś jej fragmentu. Te „szóstki” bardzo mi się podobały, a jako, że chciałam być najlepsza i mieć ich najwięcej, najczęściej siedziałam przy biurku Pani i wymawiałam nieporadnie słówka.
Szłam do pierwszej klasy bardzo ładnie nauczona z liter. Co nie znaczy, że to koniec mojej ewolucji. Byłam bardzo nieśmiała i mama postanowiła zwalczyć nieśmiałość poprzez wysyłanie mnie na konkursy recytatorskie. Lata podstawówki to były ciągłe stresy i wyzwania, non-stop konkursy, akademie, apele, w które mnie angażowali. Musiałam bezbłędnie opanować litery, słowa, wymowę.
Ponadto lubiłam czytać lektury, bo byłam z natury ciekawa wszystkiego. Poza lekturami mama podsuwała mi jej książki z dzieciństwa (które uważam za dużo lepsze niż obecne), zabierała mnie wieczorami do biblioteki, a po jakimś czasie sama nauczyłam się buszować w tym niezwykłym miejscu.
Zamiłowanie do czytania rozwinęła moja mama, która codziennie wieczorem czytała mi bajki z obrazkami. Oczywiście, na początku bardziej interesowały mnie same ilustracje, czytać nie umiałam i jedyne, co byłam w stanie zrobić, to słuchać głosu mamy i przenosić jej ton w świat mojej wyobraźni.
Po jakimś czasie mama zaczęła uczyć mnie literek i czytania. Nie chodziłam do...
Elementarz Falskiego i Litery w 1 klasie sp;)
Elementarz Falskiego i Litery w 1 klasie sp;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie wiem dlaczego, ale jako dziecko lubiłam czytanki smutne lub straszne. Jako 3-4 latka uwielbiałam "Nie płacz koziołku", zaraz potem przeszłam na "Brzydkie kaczątko" i uwielbiałam fragmenty o sponiewieranym pisklęciu (ku rozpaczy mojej mamy). A kiedy moja pełna niepokoju mama zabroniła mi czytać takie bajki prosiłam brata, żeby mi czytał, najlepiej coś odlotowo przerażającego. A że mój starszy brat lubi przeginać przeczytał mi oryginalną wersję "Jasia i Małgosi" Braci Grimm! Tak się spłakałam, że i mój brat miał szlaban na wychodne z kolegami i ja skończyłam karierę z dziecinnymi thrillerami!
Nie wiem dlaczego, ale jako dziecko lubiłam czytanki smutne lub straszne. Jako 3-4 latka uwielbiałam "Nie płacz koziołku", zaraz potem przeszłam na "Brzydkie kaczątko" i uwielbiałam fragmenty o sponiewieranym pisklęciu (ku rozpaczy mojej mamy). A kiedy moja pełna niepokoju mama zabroniła mi czytać takie bajki prosiłam brata, żeby mi czytał, najlepiej coś odlotowo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Mimo 25 lat na karku jestem najmłodszy wśród rodzeństwa. Moja rodzina jest raczej starego szablonu, gdzie radosne nowiny przynoszono znacznie częściej, a i na wsi z życiem lepiej było; świeże mleko od krowy, jajka od kur... jednak nie o tym chcę pisać.
Jak to na wsi - rodzina miała dla mnie niewiele czasu. Rodzice pracowali w polu lub przy zwierzętach w oborze, rodzeństwo miało spory kawałek do szkoły (wracali zmęczeni i wściekli), a babci oczy to młode już nie były - nie miał mi kto czytać. Jako dziecko kochałem książki, co prawda mama mi na wieczór trochę poczytała, ale i to nieczęsto. Więc cierpiałem, cierpiałem i to bardziej od Wertera (lub czytelników jego „Cierpień...”). I w końcu odnalazłem lek na ten ból - ukradłem siostrze karteczki z obrazkami i odpowiadającym im pierwszymi literkami (pamiętam, że przy „a” był rysunek arbuza) i sam rozpocząłem edukację w kwestii czytania.
Było ciężko, nawet bardzo. Ile razy rzuciłem je w kąt podirytowany - to się nawet filozofom nie śniło! Jednak praca się opłaciła i niebawem nauczyłem się czytać. Rodzice i rodzeństwo zadowoleni, bo nie męczyłem ich już „Panem Samochodzikiem...”; babcia zresztą też - byłem łobuzem, więc miała więcej spokoju i czasu dla siebie. Lecz najradośniejszą osobą w rodzinie i tak byłem ja – zniszczyłem granicę, dzielącą mnie od świata literackich podróży i przygód... ;)
Mimo 25 lat na karku jestem najmłodszy wśród rodzeństwa. Moja rodzina jest raczej starego szablonu, gdzie radosne nowiny przynoszono znacznie częściej, a i na wsi z życiem lepiej było; świeże mleko od krowy, jajka od kur... jednak nie o tym chcę pisać.
Jak to na wsi - rodzina miała dla mnie niewiele czasu. Rodzice pracowali w polu lub przy zwierzętach w oborze, rodzeństwo...
Samodzielne nauczenie czytania zawsze budzi mój podziw. Gratuluję!
W mojej rodzinie sama nauczyła się czytać ciocia, kiedy wujek nie chciał jej czytać dowcipów z "Przekroju". A ponad pół wieku później zrobiła to moja córka. Śmialiśmy się, że "Czyta z ochotą, gdzie król chodzi piechotą", bo swoje książeczki zabierała w każdy kąt i "czytała" tzn. opowiadała sobie ich treść. Pewnego dnia na wakacjach siostrę żony zdziwiło, że dziewczynki tak grzecznie siedzą wokół mojej córeczki. Podsłuchała i zaskoczona odkryła, że ona czyta i to nawet nieco starszej od niej kuzynce. Miała chyba pięć lat.
Samodzielne nauczenie czytania zawsze budzi mój podziw. Gratuluję!
W mojej rodzinie sama nauczyła się czytać ciocia, kiedy wujek nie chciał jej czytać dowcipów z "Przekroju". A ponad pół wieku później zrobiła to moja córka. Śmialiśmy się, że "Czyta z ochotą, gdzie król chodzi piechotą", bo swoje książeczki zabierała w każdy kąt i "czytała" tzn. opowiadała sobie ich treść....
Schody nie miały barierek. Mama wolała żebym sama nie chodziła na strych. Mogłabym spaść, zrobić sobie coś złego, zakończyć życie w mocno efektownych okolicznościach. Nie było na to rady, trzeba było wymykać się tam pod osłoną wieczoru. Kiedy nikt nie wsłuchiwał się w dzwięk moich kroków, kiedy mogłam myszkować w pudłach po brzegi wypełnionych słowami. Starymi ksiazkami przesiąknietymi zapachem trawionego przez czas papieru i zanurzać dłonie w pajęczyny zdań.
Pewnego razu znalazłam coś, co wstrząsneło sercem siedmio- może ośmiolatki. Wertując kartki starego zeszytu babci na kolana wypadła mi kartka. Żółta, zapisana niebieskim, wyblakłym pismem. Wykaligrafowany wiersz. Właściwie refren piosenki. Wtedy nie wiedziałam.
"Czerwone maki na Monte Cassino
Zamiast rosy piły polską krew.
Po tych makach szedł żołnierz i ginął,
Lecz od śmierci silniejszy był gniew.
Przejdą lata i wieki przeminą.
Pozostaną ślady dawnych dni
I wszystkie maki na Monte Cassino
Czerwieńsze będą, bo z polskiej wzrosną krwi."
Czemu ten wiersz poruszył we mnie tak głębokie struny i jaka magia kryła się za tym urzeczeniem do dziś się zastanawaim.
Nauczyłam się go na pamięć.
Pomiętą kartkę nosiłam w kieszeni.
Miłości do książek nie nauczyła mnie mama ani babcia.
Miłości nauczyły mnie maki.
Schody nie miały barierek. Mama wolała żebym sama nie chodziła na strych. Mogłabym spaść, zrobić sobie coś złego, zakończyć życie w mocno efektownych okolicznościach. Nie było na to rady, trzeba było wymykać się tam pod osłoną wieczoru. Kiedy nikt nie wsłuchiwał się w dzwięk moich kroków, kiedy mogłam myszkować w pudłach po brzegi wypełnionych słowami. Starymi ksiazkami...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNo,więc jak to dzieci już mają ,lubią się przechwalać.U mnie w przedszkolu wszystkie się chwaliły,że umieją czytać,pisać,liczyć i wiązać buty.Ja nie umiałam,toteż po powrocie do domu po tym feralnym dniu,od razu się rozpłakałam,że jestem najgorsza z całej klasy.Mamusia uwierzyła i pomogła mi nauczyć sie czytać i liczyć,a także pisać( w końcu jest polonistką).Pierwszą czytanką była książka ,,Bajki znane i mniej znane''. Tak byłam ambitna iż w końcu całą książkę znałam na pamięć.Chyba nie każdy w wieku 6 lat zapisał sterty zeszytów z obliczeniami i przeróżniastymi dyktandami.Jak poszłam do szkoły to się okazało,że jako jedyna umiem płynnie czytać.Tak zrodziła się pasja......:-)
No,więc jak to dzieci już mają ,lubią się przechwalać.U mnie w przedszkolu wszystkie się chwaliły,że umieją czytać,pisać,liczyć i wiązać buty.Ja nie umiałam,toteż po powrocie do domu po tym feralnym dniu,od razu się rozpłakałam,że jestem najgorsza z całej klasy.Mamusia uwierzyła i pomogła mi nauczyć sie czytać i liczyć,a także pisać( w końcu jest polonistką).Pierwszą...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejW tajniki czytania wprowadzała mnie moja mama, pamiętam różowy elementarz - "Mam sześć lat". Pierwszą książką, którą przeczytałam była szkolna lektura - " Pilot i ja". Książką, którą przeczytałam najszybciej - „ Harry Potter i Komnata tajemnic”, a moją ulubioną zdecydowanie - „ Ania z Zielonego Wzgórza”. Większość dzieciństwa spędziłam biegając po podwórku, w czytaniu ograniczałam się do tego co wymagali w szkole. Jednak z ciekawością poznawałam historię „Psa, który jeździł koleją” czy losy uczniów Akademii Pana Kleksa. Przełom nastąpił dokładnie w trzynaste urodziny. Były wakacje, nudziłam się, zabrałam się za szukanie czegoś do poczytania, ale choć książek w domu było dużo to raczej niewiele takich, które zainteresowałyby nastolatkę. Kosztowało mnie to trochę zachodu ale w końcu z siostrą u boku zaciągnęłam tatę do najbliższej biblioteki. Założyłam konto i to był strzał w dziesiątkę. Limit wypożyczeń wynosił 5 książek, a nie mijał tydzień i już miałam tam ochotę wrócić. Od tego czasu zdarzyło mi się że czytałam 3 książki w tym samym czasie. Złapałam bakcyla. Szczególnie umiłowałam sobie bohaterki Lucy Maud Montgomery, "Pamiętnik księżniczki” i serię „ Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”. Dzisiaj będąc studentką, nie wyobrażam sobie by na święta i wakacje, gdy mam wolną chwilę nie odwiedzić biblioteki.
W tajniki czytania wprowadzała mnie moja mama, pamiętam różowy elementarz - "Mam sześć lat". Pierwszą książką, którą przeczytałam była szkolna lektura - " Pilot i ja". Książką, którą przeczytałam najszybciej - „ Harry Potter i Komnata tajemnic”, a moją ulubioną zdecydowanie - „ Ania z Zielonego Wzgórza”. Większość dzieciństwa spędziłam biegając po podwórku, w czytaniu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejEXPRESS WIECZORNY był naszą codzienną gazetą. To na nim uczyłam się czytać jako niespełna pięciolatka. Podchodziłam do babci lub rodziców i pytałam, jaka to jest litera. Składanie liter poszło mi szybko i tak w wieku pięciu lat umiałam czytać ... gazety. Nazwa Ezpress Wieczorny sugerowała mi, że ... należy czytać wieczorem i tak to wieczorne czytanie zostało mi do dzisiaj! Moją ulubioną książką, którą mam do dzisiaj, przeczytaną wiele razy, były "Dzieci z Bullerbyn". Do dzisiaj marzę, by mieszkać w takiej małej społeczności, jaka jest "bohaterką" tej książki. Duże miasto mnie przytłacza, a DZIECI Z BULLERBYN mieszkają w świecie moich marzeń.
EXPRESS WIECZORNY był naszą codzienną gazetą. To na nim uczyłam się czytać jako niespełna pięciolatka. Podchodziłam do babci lub rodziców i pytałam, jaka to jest litera. Składanie liter poszło mi szybko i tak w wieku pięciu lat umiałam czytać ... gazety. Nazwa Ezpress Wieczorny sugerowała mi, że ... należy czytać wieczorem i tak to wieczorne czytanie zostało mi do dzisiaj!...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Każda (lub prawie każda) dziewczynka chce czuć się KSIĘŻNICZKĄ! O to poczucie dzielnie dbał mój tata czytając książeczki do snu lub zajmując moją uwagę w momencie wyjazdu mojej mamy na długie (bo babskie) zakupy. Wśród wielu wspomnień, jedno mam całkiem wyraźne - podczas mojej czwartej w życiu Wigilii, aby nie zostać rozdeptaną przez szalejący tłum w kuchni, tata zabrał mnie do pokoiku na stryszku żeby poczytać mi „Pięcioro dzieci i coś”. Leżałam mu na ramieniu wpatrując się w czarne szlaczki na białych kartkach i zastanawiałam się, jakim cudem coś tak nie atrakcyjnego może opowiadać o niesamowitych przygodach i odległych krainach? Jakim cudem takie brzydkie esy floresy mogą całkowicie zastąpić obrazki i przenosić w zupełnie inny świat, pozwalając, bym stała się częścią tej historii.
Niecałe półtora roku później miałam już swoją kartę biblioteczną a wszystkie panie tam pracujące znały mnie z imienia. Nieodzownym elementem każdej wycieczki do miasta był gmach biblioteki, w którym byłam przynajmniej raz w tygodniu. Książki pochłaniałam zaraz po śniadaniu, powrocie ze szkoły, po obiedzie, kolacji i dobranocce. Do czasu aż przyszło mi czytać lektury w gimnazjum, które zdecydowanie nie leżały w moim literackim guście…
Podsumowując, moją przygodę z książkami zawdzięczam mamie, która książki kupowała, tacie, który je czytał i paniom bibliotekarkom, które wypożyczały mi wielkie tomy i zawsze służyły radą :)
Każda (lub prawie każda) dziewczynka chce czuć się KSIĘŻNICZKĄ! O to poczucie dzielnie dbał mój tata czytając książeczki do snu lub zajmując moją uwagę w momencie wyjazdu mojej mamy na długie (bo babskie) zakupy. Wśród wielu wspomnień, jedno mam całkiem wyraźne - podczas mojej czwartej w życiu Wigilii, aby nie zostać rozdeptaną przez szalejący tłum w kuchni, tata zabrał...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Każda (lub prawie każda) dziewczynka chce czuć się KSIĘŻNICZKĄ! O to poczucie dzielnie dbał mój tata czytając książeczki do snu lub zajmując moją uwagę w momencie wyjazdu mojej mamy na długie (bo babskie) zakupy. Wśród wielu wspomnień, jedno mam całkiem wyraźne - podczas mojej czwartej w życiu Wigilii, aby nie zostać rozdeptaną przez szalejący tłum w kuchni, tata zabrał mnie do pokoiku na stryszku żeby poczytać mi „Pięcioro dzieci i coś”. Leżałam mu na ramieniu wpatrując się w czarne szlaczki na białych kartkach i zastanawiałam się, jakim cudem coś tak nie atrakcyjnego może opowiadać o niesamowitych przygodach i odległych krainach? Jakim cudem takie brzydkie esy floresy mogą całkowicie zastąpić obrazki i przenosić w zupełnie inny świat, pozwalając, bym stała się częścią tej historii.
Niecałe półtora roku później miałam już swoją kartę biblioteczną a wszystkie panie tam pracujące znały mnie z imienia. Nieodzownym elementem każdej wycieczki do miasta był gmach biblioteki, w którym byłam przynajmniej raz w tygodniu. Książki pochłaniałam zaraz po śniadaniu, powrocie ze szkoły, po obiedzie, kolacji i dobranocce. Do czasu aż przyszło mi czytać lektury w gimnazjum, które zdecydowanie nie leżały w moim literackim guście…
Podsumowując, moją przygodę z książkami zawdzięczam mamie, która książki kupowała, tacie, który je czytał i paniom bibliotekarkom, które wypożyczały mi wielkie tomy i zawsze służyły radą :)
Każda (lub prawie każda) dziewczynka chce czuć się KSIĘŻNICZKĄ! O to poczucie dzielnie dbał mój tata czytając książeczki do snu lub zajmując moją uwagę w momencie wyjazdu mojej mamy na długie (bo babskie) zakupy. Wśród wielu wspomnień, jedno mam całkiem wyraźne - podczas mojej czwartej w życiu Wigilii, aby nie zostać rozdeptaną przez szalejący tłum w kuchni, tata zabrał...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNauczyłam się czytać w jeszcze w przedszkolu. Pierwsze wspomnienie z literami i jedno z pierwszych, które w ogóle pamiętam dotyczy czytanki z naszego przedszkolnego podręcznika i opowiadało o księżniczce w zamku. Mam w głowie tę stop klatkę, na której widzę czerwony stolik, czerwone okładki książek, obrazek zamku z szarego kamienia i ogromne litery. Nigdy nie zapomnę jak skończyłam czytać jako jedna z pierwszych i podbiegłam do stolika obok żeby zobaczyć jak idzie moim kolegom i koleżankom. Nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie potrafią składać płynnie słów. Nie mogłam wyjść z podziwu, że to takie trudne dla nich. Od tamtego czasu czytanie jest dla mnie jak oddychanie – naturalne, płynne. Od tych pierwszych czytanek lubię czytać, potem zaczęłam to kochać, zwłaszcza kiedy rzucałam w kąt lektury typu „Anaruk, chłopiec z Grenlandii” a wybierałam coś co bardziej mnie interesowało, np. „Pippi Pończoszanka” lub „Mary Poppins”. Fascynowało, a właściwie dalej fascynuje, mnie to miłe łaskotanie podniecenia w brzuchu przy otwarciu nowej powieści, nowej historii, nowego świata.
Nauczyłam się czytać w jeszcze w przedszkolu. Pierwsze wspomnienie z literami i jedno z pierwszych, które w ogóle pamiętam dotyczy czytanki z naszego przedszkolnego podręcznika i opowiadało o księżniczce w zamku. Mam w głowie tę stop klatkę, na której widzę czerwony stolik, czerwone okładki książek, obrazek zamku z szarego kamienia i ogromne litery. Nigdy nie zapomnę jak...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNie przypominam już sobie, co było pierwsze: "Elementarz" Falskiego, drewniane klocki z wyciętymi i polakierowanymi literami w różnych kolorach z jednej strony czy..."Przekrój". Pamiętam dobrze, że tradycją się stało czytanie przeze mnie ostatniej strony tego tygodnika na głos przy niedzielnym obiedzie ("Humor zeszytów", "O Wacusiu" i wierszyków L.J.Kerna) jeszcze na długo przed pójściem do szkoły. Nikt mnie specjalnie czytać nie uczył - przyszło to jakoś samo. A z "Elementarza" zapamiętałem nie tylko kalambury w stylu: "Ala ma Asa a As ma Alę", ale też i to, że ludzie czasem mówią obok siebie, zamiast do siebie (trzeba to skleić - nie, to trzeba przyszyć)...
Nie przypominam już sobie, co było pierwsze: "Elementarz" Falskiego, drewniane klocki z wyciętymi i polakierowanymi literami w różnych kolorach z jednej strony czy..."Przekrój". Pamiętam dobrze, że tradycją się stało czytanie przeze mnie ostatniej strony tego tygodnika na głos przy niedzielnym obiedzie ("Humor zeszytów", "O Wacusiu" i wierszyków L.J.Kerna) jeszcze na długo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoja nauka czytania odbywała się pod okiem starszej siostry,a książką,która mi w tym pomogła był Elementarz Falskiego.Siostra uczyła się czytać ,ja podglądałam i jakoś poszło.Szybciej czytałam niż ona,chyba jakaś wewnętrzna potrzeba rywalizacji i chęć by czytać samodzielnie bajki mi w tym pomogła.Pierwsza książeczka,którą przeczytałam samodzielnie to był "Byczek Fernando"Fajna,optymistyczna opowieść dla dzieci,którą pamiętam po dziś dzień.
Moja nauka czytania odbywała się pod okiem starszej siostry,a książką,która mi w tym pomogła był Elementarz Falskiego.Siostra uczyła się czytać ,ja podglądałam i jakoś poszło.Szybciej czytałam niż ona,chyba jakaś wewnętrzna potrzeba rywalizacji i chęć by czytać samodzielnie bajki mi w tym pomogła.Pierwsza książeczka,którą przeczytałam samodzielnie to był "Byczek...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNajbardziej w świat literatury zostałam przez rodziców i moją wychowawczynię. Moja mama przynosiła mi ogromne ilości małych książeczek do czytania. Początkowo ich nie rozumiałam, ale mając 6,5 roku zaczęłam dostrzegać inaczej świat książek. Dzięki czytanej przez wychowawczynię w klasie pierwszej książki lektury "Śpiew kolibrów. Baśń Indian z Peru". Wanda Markowska, Anna Milska zrozumiałam jako uczennica klasy jaką ogromną wartość ma pierwszą przeczytaną książka w oczach małego dziecka czyli mnie.
Najbardziej w świat literatury zostałam przez rodziców i moją wychowawczynię. Moja mama przynosiła mi ogromne ilości małych książeczek do czytania. Początkowo ich nie rozumiałam, ale mając 6,5 roku zaczęłam dostrzegać inaczej świat książek. Dzięki czytanej przez wychowawczynię w klasie pierwszej książki lektury "Śpiew kolibrów. Baśń Indian z Peru". Wanda Markowska,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Moją pierwszą książeczką, jaką przeczytałam, był 'Supeł' z serii 'Poczytaj mi mamo'.
Najpierw czytała mi ją mama, każdego wieczoru przed pójściem spać.
Aż kiedyś coś się stało...
Mama, zmęczona dniem w pracy, co kilka zdań omijała wers czy dwa.
Z pełnym oburzeniem zajrzałam jej przez ramię, stuknęłam palcem w kartkę i powiedziałam: 'A tego nie przeczytałaś!'
No i wydało się! Umiem czytać! Nie ma więc potrzeby, żeby mama czytała...
Ale i tak czytała.
Moją pierwszą książeczką, jaką przeczytałam, był 'Supeł' z serii 'Poczytaj mi mamo'.
Najpierw czytała mi ją mama, każdego wieczoru przed pójściem spać.
Aż kiedyś coś się stało...
Mama, zmęczona dniem w pracy, co kilka zdań omijała wers czy dwa.
Z pełnym oburzeniem zajrzałam jej przez ramię, stuknęłam palcem w kartkę i powiedziałam: 'A tego nie przeczytałaś!'
No i wydało...
muszę wyznać, że moje Małe Krnąbrne Ja okresu wczesnoszkolnego, niezbyt sobie ceniło umiejętność czytania. Może i te stosy oprawionych kartek, zapełniony całymi ciągami liter, zawierały w sobie ciekawe historie, ale komu by się chciało spędzać całe dnie nad jedną zapisaną opowieścią, kiedy na dworze i trzepak jest, i guma, i klasy? Siostra, co prawda, próbowała rozniecić w moim upartym dziecięcym serduszku miłość do książek. Ale kiedy rzuciłam Akademię Pana Kleksa, pokłóciłam się z Pippi i przebiegłam na przełaj Dolinę Muminków tak, że nawet Plastuś załamywał ręce, także i ona musiała spisać mnie na straty. Niespodziewanie jednak zdarzył się cud. Coś naprawdę niezwykłego, MAGICZNEGO (w dosłownym tego słowa znaczeniu). Otóż, któregoś pięknego letniego dnia otrzymałam list. Nie taki zwykły list, lecz magiczny. Bo z Hogwartu. Nieco spóźniony (miałam wtedy ok. 13 lat). I tak odkryłam, że nie jestem mugolem. Miesiącami uczyłam się zaklęć i warzenia eliksirów. Brałam udział w Turnieju Trójmagicznym. Walczyłam w Bitwie o Hogwart. Zaniosłam nawet białe lilie na grób Severusa. To był jeden z piękniejszych okresów mojego dzieciństwa. Dzięki ukończeniu z wyróżnieniem Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie dziś mogę już poza murami uczelni, na co dzień, korzystać ze swojej magicznej umiejętności czytania.
muszę wyznać, że moje Małe Krnąbrne Ja okresu wczesnoszkolnego, niezbyt sobie ceniło umiejętność czytania. Może i te stosy oprawionych kartek, zapełniony całymi ciągami liter, zawierały w sobie ciekawe historie, ale komu by się chciało spędzać całe dnie nad jedną zapisaną opowieścią, kiedy na dworze i trzepak jest, i guma, i klasy? Siostra, co prawda, próbowała rozniecić w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Rodzice czytali mi książeczki od wczesnego dzieciństwa, więc świat literek był dla mnie zawsze niezwykle interesujący – zwłaszcza, gdy mama nie chciała powiedzieć co jest napisane obok rysunków Gwidona Miklaszewskiego, publikowanych wtedy w Dzienniku Zachodnim, a które tak mi się podobały.
Z mozołem przepisywałam wszystkie napisy, jakie udało mi się znaleźć, począwszy od słowa „brulion”, które to było pierwszym w moim brulionie. „Pewex”,” Mięso 500g”, „Wars classic” to tylko niektóre literki, które złożyłam w słowa nie bardzo je rozumiejąc. Zrozumiałam natomiast, że kartki na mięso to coś, czego ruszać mi absolutnie nie wolno, tak samo jak drogocennej kawy, więc doszłam tylko do ”Kaw…” gdy zauważyłam, że coś wylatuje z opakowania.
Czytać nauczyłam się w przedszkolu z elementarza pod tytułem „Mam 6 lat”. Szybko załapałam o co chodzi i namiętnie czytywałam mamie teksty typu: „ Tata rak i mama rak. A tam mamy tatarak” podobno robiłam to do znudzenia, marząc żeby tata już wrócił z pracy i mógł również posłuchać. W przedszkolu pierwsza miałam rękę w górze by odpowiedzieć pani na pytanie „jaka to literka?” i codziennie po przedszkolnym obiedzie z „Mam 6 lat” pod pachą pędziłam, by jak najszybciej zasiąść do lektury. W końcu znudzona mama wpadła na pomysł, by pod pretekstem zniszczenia zabronić przynoszenia książki z przedszkola do domu i podsuwała mi trudniejsze teksty, czyli ukochaną przeze mnie serię „Poczytaj mi mamo” Wymęczone, przetarte egzemplarze są ze mną do dziś. Myślę, że staną się również pierwszymi czytankami mojego synka, nieco młodszego niż ja wtedy przedszkolaka. Żałuję, że mój kolorowy PRL-owski elementarz nie przetrwał próby czasu, ale w brulionie jest jeszcze sporo miejsca na zapiski.
Rodzice czytali mi książeczki od wczesnego dzieciństwa, więc świat literek był dla mnie zawsze niezwykle interesujący – zwłaszcza, gdy mama nie chciała powiedzieć co jest napisane obok rysunków Gwidona Miklaszewskiego, publikowanych wtedy w Dzienniku Zachodnim, a które tak mi się podobały.
Z mozołem przepisywałam wszystkie napisy, jakie udało mi się znaleźć, począwszy od...
Czytam odkąd skończyłam 3 latka. Moja mama tak się przykładała do nauczenia mnie czytania, bo sama zawsze czytała książki i chciała mi tę pasję przekazać - udało się :-)
Co do pierwszej czytanki... Pinokio ! Dostałam ją od chrzestnej i była (jest nadal) ze mną przez całe życie. Piękne wydanie w twardej oprawie z kolorowymi ilustracjami. Do dziś pamiętam ten zapach świeżych kartek, który unosił się wokół mnie, gdy odwracałam stronę. Czytałam, czytałam, każdego dnia po trochę, i znów od nowa, i znów.
Historia drewnianego pajaca przejęła mnie ogromnie a dziś, gdy o tym myślę, to wiem, że najbardziej byłam wtedy przejęte tym, że CZYTAM i mam SWOJĄ książkę. Później było ich jeszcze wiele, ale ta jest moim dzieciństwem. Przeprowadzałam się już w życiu kilka razy, mój Pinokio w pomarańczowej twardej oprawie zawsze jest ze mną.
Czytam odkąd skończyłam 3 latka. Moja mama tak się przykładała do nauczenia mnie czytania, bo sama zawsze czytała książki i chciała mi tę pasję przekazać - udało się :-)
Co do pierwszej czytanki... Pinokio ! Dostałam ją od chrzestnej i była (jest nadal) ze mną przez całe życie. Piękne wydanie w twardej oprawie z kolorowymi ilustracjami. Do dziś pamiętam ten zapach świeżych...
Może to dziwnie zabrzmi, dość nietypowo. Ale poznałam literki w wieku ok. 5-6 lat. Gdzie? w łazience. Zawsze bardzo mnie ciekawiło, co takiego napisane jest na pralce. Pełno cyferek i jakieś słowa. Musiałam je poznać! Przesiadywałam w łazience długie godziny i czytałam, a przynajmniej próbowałam. Później było coraz lepiej! do tego stopnia, że znałam każdy program w pralce:) Moje ulubione wtedy słowa to "wirowanie" "wypompowywanie" "syntetyczne" :D
Może to dziwnie zabrzmi, dość nietypowo. Ale poznałam literki w wieku ok. 5-6 lat. Gdzie? w łazience. Zawsze bardzo mnie ciekawiło, co takiego napisane jest na pralce. Pełno cyferek i jakieś słowa. Musiałam je poznać! Przesiadywałam w łazience długie godziny i czytałam, a przynajmniej próbowałam. Później było coraz lepiej! do tego stopnia, że znałam każdy program w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Późno zaczęłam czytać. Pewnie, w pierwszej klasie było to obowiązkowe, ale mnie to średnio interesowało. Dlatego miałam problemy ze składaniem liter w słowa. Nie pomagały prośby, groźby i ćwiczenia. Nie pomagały "Dzieci z Bullerbyn", "Muminki" i "Pan Samochodzik". Pomogły komiksy z Kaczorem Donaldem i to dopiero na wakacjach między pierwszą a drugą klasą. Później samo poszło. Bastablowie, Tajemniczy opiekun, Mary Poppins, Mary i Colin. Byłam dzieckiem, które nie dość, że czytało najlepiej w klasie, to czytało nie tylko lektury. Niestety, żaden komiks nie przetrwał dorastania, przeprowadzek, niekontrolowanych wiosennych porządków.
Mam za to swoją pierwszą, najpierwsiejszą książkę, jeszcze z obrazkami.
I tylko dodam, że pismo obrazkowe opanowałam dużo wcześniej ;)
Późno zaczęłam czytać. Pewnie, w pierwszej klasie było to obowiązkowe, ale mnie to średnio interesowało. Dlatego miałam problemy ze składaniem liter w słowa. Nie pomagały prośby, groźby i ćwiczenia. Nie pomagały "Dzieci z Bullerbyn", "Muminki" i "Pan Samochodzik". Pomogły komiksy z Kaczorem Donaldem i to dopiero na wakacjach między pierwszą a drugą klasą. Później samo...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nauki czytania nie pamiętam za dobrze, a jeżeli jej nie pamiętam tzn że obyło się to bez bólu :)
Książki odkąd pamiętam zawsze wybierałam sobie sama, mama zaprowadzała mnie do księgarni i zawsze cierpliwie czekała aż znajdę coś dla siebie.
Najtrwalej w pamięć wbiła mi się czytanka o kocie czarownicy. Autora nie pamiętam ale dalej mam przed oczami prawie każdy obrazek ze stron. Z perspektywy czasu widzę że ta czytanka poszła ze mną dalej przez życie, ponieważ zamiłowanie do "magii" pozostało ;)
Nauki czytania nie pamiętam za dobrze, a jeżeli jej nie pamiętam tzn że obyło się to bez bólu :)
Książki odkąd pamiętam zawsze wybierałam sobie sama, mama zaprowadzała mnie do księgarni i zawsze cierpliwie czekała aż znajdę coś dla siebie.
Najtrwalej w pamięć wbiła mi się czytanka o kocie czarownicy. Autora nie pamiętam ale dalej mam przed oczami prawie każdy obrazek ze...
Wpadł mały znaczek do umysłu mego
Świeżego, młodego, wciąż nieświadomego.
Znaczenia szlaczków nie znałam wcale
Ale już pomysł był na literakową galę.
Elementarze już kolorowe
Zachwycały me oczy zdrowe
Kusiły swą tajemniczością
zagadkowością.
Cóż innego mi robić zostało?
Zgłębiać tę magię wypadało.
Z mamą, tatą, babcią, dziadkiem
Siadałam wspólnie by poznać magię
Dotąd jeszcze mi nieznaną,
Ale tak cenną i wyczekiwaną!
Wpadł mały znaczek do umysłu mego
Świeżego, młodego, wciąż nieświadomego.
Znaczenia szlaczków nie znałam wcale
Ale już pomysł był na literakową galę.
Elementarze już kolorowe
Zachwycały me oczy zdrowe
Kusiły swą tajemniczością
zagadkowością.
Cóż innego mi robić zostało?
Zgłębiać tę magię wypadało.
Z mamą, tatą, babcią, dziadkiem
Siadałam wspólnie by poznać magię
Dotąd...