-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać381 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Biblioteczka
2025-09-28
2025-09-14
🎀 Jakiś czas temu moje serce pękło podczas czytania „Napisz mnie po swojemu”, czyli wydanej ostatnio w Polsce powieści Tillie Cole – autorki „Tysiąca pocałunków” 💕
🎀 „Napisz mnie po swojemu” to historia dwójki bardzo młodych ludzi, których losy splatają się w najmniej oczekiwanym momencie – jednocześnie przerażającym, jak i przepełnionym nadzieją 🥹
🎀 Nasi główni bohaterowie 👉🏻 June i Jesse 👈🏻 idą przez życie z bagażem doświadczeń, bólu i... niespełnionych marzeń. Mimo że ich relacja rodzi się szybko, to rodzi się z rozmów, wspólnych chwil i słów, które mają większe znaczenie, niż mogłoby nam się wydawać.
🎀 „Napisz mnie po swojemu” to opowieść o pierwszej, prawdziwej miłości, która, mimo że momentami niełatwa, to budzi nadzieję.
🩷 Gdy zaczęłam czytać tę historię, nastawiłam się na to, że będzie ona po prostu zwykłą młodzieżówką. Mimo że styl Tillie Cole wciąga od pierwszych stron, to czegoś mi brakowało – coś nie do końca mi grało 🤔
🩷 Gdzieś w połowie historii pogodziłam się z myślą, że „Napisz mnie po swojemu” będzie dla mnie historią „po prostu okej”. Dobrą, ale nie taką, która zostaje w sercu na dłużej 🤷🏽♀️ Taka kolej rzeczy – uznałam, że może jestem już za stara na młodzieżówki 🙈
👀 Okazało się jednak, że bardzo się myliłam 🥹🩷
🎀 Końcówka tej powieści uderzyła we mnie z pełną siłą. Zaskoczyła mnie — i to bardzo. Prawdę mówiąc, piszę te słowa, wciąż płacząc. Tillie Cole po raz kolejny udowodniła, że potrafi rozszarpać serce czytelnika na kawałki i zostawić go z bólem, żeby jakoś się pozbierał 😭😭😭
🎀 Powodów do łez było wiele... Mam wrażenie, że moje serce rozpadło się tak samo jak serca June i Jessego... 😭
🎀 Emocje, których dostarczyła mi ta historia, są nie do opisania. Prawdę mówiąc, określiłabym swój stan podczas czytania ostatnich stron jako: zrozpaczona i zalana rzewnymi łzami...
🎀 I właśnie dlatego „Napisz mnie po swojemu” dostaje ode mnie zasłużone 7/10 ✨️
🩷 Jeśli macie ochotę na płacz: polecam! ✨️
🎀 Jakiś czas temu moje serce pękło podczas czytania „Napisz mnie po swojemu”, czyli wydanej ostatnio w Polsce powieści Tillie Cole – autorki „Tysiąca pocałunków” 💕
🎀 „Napisz mnie po swojemu” to historia dwójki bardzo młodych ludzi, których losy splatają się w najmniej oczekiwanym momencie – jednocześnie przerażającym, jak i przepełnionym nadzieją 🥹
🎀 Nasi główni...
2025-04-20
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
[współpraca reklamowa z Dom Wydawniczy Rebis]
👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett, we wspólną podróż – testamentem zobowiązuje ją do realizacji zadań…
👉 Zadań, które tak naprawdę są dziecięcymi marzeniami jej córki 👈
📝 Brett podczas odczytywania testamentu, zamiast pakietu większościowego firmy i stanowiska dyrektora, otrzymuje listę marzeń, które spisała w dzieciństwie, a których realizacji oczekuje zmarła matka.
👉 No i już tutaj pojawiły się u mnie pierwsze zgrzyty… To, co znalazło się na tej liście, jest dla mnie pewnego rodzaju żartem. Tak, dokładnie tak. Żartem.
❗ Nie można, nie wolno, nie należy tak łatwo i tak naiwnie “rządzić” cudzym życiem. A to zrobiła matka Brett. Przyświecała jej piękna idea – chciała, aby jej córka odnalazła siebie… ❗ Jednak ja nie godzę się na to, do czego ją zobowiązała. O ile część marzeń z listy, była przyjemna, słodka, o tyle niektóre (zwłaszcza pierwsze❗) nie powinny się na takiej liście znaleźć…
💔 Również spore niezadowolenie wywołał u mnie wątek romantyczny wpleciony w całą historię. Zacznijmy od tego, że cały romans, który występuje w “Liście marzeń” jest wyjątkowo bezbarwny, nijaki i pozbawiony polotu… Moim zdaniem mocno naciągany 😐
👉 Autorka postanowiła nas zaskoczyć… Budowała napięcie między bohaterami, tylko po to, by nagle zmienić zdanie i zrobić coś, co nas – czytelników – zszokuje.
❗ Niestety, czasami schemat jest najlepszym rozwiązaniem... Tego wątku romantycznego nie kupuję w ogóle.
👀 Czy jednak ta książka była słaba? Zła? 🤷♀️
👉 Nie. Nie była.
🥰 Naprawdę się wciągnęłam. Pochłaniałam stronę po stronie, ciekawa co będzie dalej. Przeczytałam ją w zaledwie 4 godziny! ☀ Warsztatowo było świetnie, koncepcja całej opowieści była ujmująca, czułam, że bohaterowie są z krwi i kości.
🌼 Było naprawdę dobrze. “Lista marzeń” jest piękną historią o miłości matki do córki i o tym, że czasami porzucamy nasze marzenia, bo boimy się zmian.
👉 Jednakże nie jest to historia, po której skończeniu piszczałabym z zachwytu.
❤ Polecam, ale nie krzyczę: czytajcie!
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
[współpraca reklamowa z Dom Wydawniczy Rebis]
👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett,...
2025-04-25
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
🦇 Czytaliście “Draculę”?
Czas na chwilę szczerości 👉 ja nie czytałam 😅 Ale planuję to zmienić! 🤞Dlatego, że jestem właśnie po lekturze kolejnego retellingu powieści Brama Stokera – jakoś łatwiej mi sięgnąć po retelling niż oryginał 😂
👉 Pogadajmy o “Kiedy nadciąga mgła” – Julie C. Dao 🖤
👀 Lubicie duszne historie? Opowieści, które momentami zaciskają szpony na naszej szyi i wywołują dreszczyk ekscytacji?
💥 Ja uwielbiam!
👉 I właśnie taką historią jest “Kiedy nadciąga mgła”.
🖤 Poznajemy Lucy Westenra, zadziorną i kokieteryjną kobietę, która w oryginalnej powieści została towarzyszką Hrabiego Draculi. 👀 Zagłębiamy się w jej zawiłą psychikę, analizujemy jej mroczne myśli i próbujemy zrozumieć ból, który w całości wypełnia jej serce i duszę.
🖤 Lucy to specyficzna bohaterka – nie dla każdego. Ja ją polubiłam, widziałam w niej dziewczynę, która nie mogła odnaleźć się w świecie pełnym samotności – pustym bez babci i ojca.
💔 Żałoba zmienia ludzi – Lucy doprowadziła na skraj szaleństwa.
🖤 Cała historia przesiąknięta jest bólem i stratą. A także szczyptą (miejscami zbyt dużą) naiwności. 🦇 Lucy, spragniona uwagi, a także wolności, podejmuje głupie decyzje. Pod osłoną ciemności oddaje się bestii, która wielokrotnie dopuściła się okrucieństwa.
👉 Lucy, zafascynowana, dalej brnie w ciemność…
🎧 Słuchałam tej książki w audiobooku i uznaję ją za naprawdę przyjemną lekturę. Bawiłam się dobrze. Odpowiadała mi konstrukcja bohaterów i przedstawione wydarzenia. Natomiast mam ogromny problem z tempem akcji – w moim odczuciu, cała ta historia jest nadmiernie rozwleczona, momentami zbyt wolna i mdła.
👀 Mimo wszystko “Kiedy nadciąga mgła” jest porządną historią – na pewno sięgnę po kontynuację! 🖤 Szczerze ją również polecam, ale tylko jeśli macie ochotę na swego rodzaju przystawkę, przed głównym daniem w postaci innej powieści o głębokim i gotyckim klimacie.
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
🦇 Czytaliście “Draculę”?
Czas na chwilę szczerości 👉 ja nie czytałam 😅 Ale planuję to zmienić! 🤞Dlatego, że jestem właśnie po lekturze kolejnego retellingu powieści Brama Stokera – jakoś łatwiej mi sięgnąć po retelling niż oryginał 😂
👉 Pogadajmy o “Kiedy nadciąga mgła” – Julie C. Dao 🖤
👀 Lubicie duszne historie? Opowieści, które momentami...
2025-03-18
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem Must Read]
Trzy tygodnie temu miała miejsce premiera “Wschodu słońca w dniu dożynek”. Trzy tygodnie temu, wieczorną porą, z mocno bijącym sercem, sięgnęłam po opowieść Haymitcha Abernathy’ego. Trzy tygodnie temu, przy kłującym blasku nocnej lampki, przeczytałam jego historię…
💔 Trzy tygodnie temu pękło mi serce.
Książki Suzanne Collins towarzyszą mi od nastoletnich lat. Początkowo były one dla mnie tylko rozrywką, wciągającą i zachwycającą. Jednakże im starsza jestem, tym więcej lekcji wynoszę z tych historii.
W Internecie spotkałam się z opinią, jakoby Collis pisała tylko wtedy, gdy chce zwrócić uwagę na konkretny problem. Muszę zgodzić się z tym stwierdzeniem. Najnowsza powieść z uniwersum “Igrzysk śmierci” jest swego rodzaju metaforą otaczającego nas świata: szerzącej się propagandy politycznej, skrajnych poglądów, a przede wszystkim upadku moralności.
“Wschód słońca w dniu dożynek” to niezwykła historia. Ujmująca. Prosta w swoim przekazie, a jednocześnie metaforyczna. Przyznam szczerze, że ta książka mnie złamała.
Szlochałam na niej. Zaciskałam zęby ze złości. Prychałam z rozgoryczenia. A przede wszystkim klęłam na niesprawiedliwość świata.
Bo widzicie, “Wschód słońca w dniu dożynek” to nie tylko kolejna opowieść o Igrzyskach, o niesprawiedliwości, o nienawiści, o smutku i żałobie.
To historia człowieka, który zatonął w bólu i bezsilności.
To historia chłopca, który latami cierpiał widząc kolejne wschody słońca.
Aż pewnego dnia, słońce w końcu nie wzeszło...
[Współpraca reklamowa z wydawnictwem Must Read]
Trzy tygodnie temu miała miejsce premiera “Wschodu słońca w dniu dożynek”. Trzy tygodnie temu, wieczorną porą, z mocno bijącym sercem, sięgnęłam po opowieść Haymitcha Abernathy’ego. Trzy tygodnie temu, przy kłującym blasku nocnej lampki, przeczytałam jego historię…
💔 Trzy tygodnie temu pękło mi serce.
Książki Suzanne...
Czy wstyd i pożądanie mogą być dwiema stronami tej samej historii? Otóż tak – i właśnie taką opowieścią jest "Queer".
Słyszałam o niej wiele: że jest smutna, brudna, niesmaczna. Nie mogę się z tym jednak zgodzić. Dla mnie ta książka jest przede wszystkim bolesna.
Lee – alter ego autora – to mężczyzna zagubiony, błąkający się po Meksyku w poszukiwaniu miłości, wspólnoty i choćby najmniejszego punktu zaczepienia. Jego historia to opowieść o pożądaniu, które potrafi być destrukcyjne; o samotności przeradzającej się w rozpacz; o pragnieniu bliskości, które balansuje na granicy wstydu i upokorzenia.
Burroughs przedstawia to wszystko bezlitośnie, bez odrobiny sentymentalizmu. Są tu smutek, desperacja, närkõtyčẓ̌ne wizje i mroczny humor, a jednocześnie wyrafinowana literacka gra, w której autor nie oszczędza ani bohaterów, ani czytelników. Dlatego Lee jawi się jako ktoś żałosny i desperacko pragnący miłości, a jego uczucia są podszyte wstydem, winą i chęcią ucieczki od samego siebie.
To opowieść, która naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Smutna, szczera i momentami wręcz bolesna, a jednocześnie tak ludzka, że trudno było mi przejść obok niej obojętnie. Lee budził we mnie ogromne współczucie – nie zawsze go rozumiałam, czasem nawet irytował, ale jego samotność i desperacka potrzeba miłości poruszyły mnie bardziej, niż się spodziewałam.
To jedna z tych historii, które zostają z człowiekiem na dłużej. Jeśli lubicie literaturę, która zmusza do refleksji, zdecydowanie warto przeczytać “Queer”.
Czy wstyd i pożądanie mogą być dwiema stronami tej samej historii? Otóż tak – i właśnie taką opowieścią jest "Queer".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSłyszałam o niej wiele: że jest smutna, brudna, niesmaczna. Nie mogę się z tym jednak zgodzić. Dla mnie ta książka jest przede wszystkim bolesna.
Lee – alter ego autora – to mężczyzna zagubiony, błąkający się po Meksyku w poszukiwaniu miłości, wspólnoty i...