👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett, we wspólną podróż – testamentem zobowiązuje ją do realizacji zadań…
👉 Zadań, które tak naprawdę są dziecięcymi marzeniami jej córki 👈
📝 Brett podczas odczytywania testamentu, zamiast pakietu większościowego firmy i stanowiska dyrektora, otrzymuje listę marzeń, które spisała w dzieciństwie, a których realizacji oczekuje zmarła matka.
👉 No i już tutaj pojawiły się u mnie pierwsze zgrzyty… To, co znalazło się na tej liście, jest dla mnie pewnego rodzaju żartem. Tak, dokładnie tak. Żartem.
❗ Nie można, nie wolno, nie należy tak łatwo i tak naiwnie “rządzić” cudzym życiem. A to zrobiła matka Brett. Przyświecała jej piękna idea – chciała, aby jej córka odnalazła siebie… ❗ Jednak ja nie godzę się na to, do czego ją zobowiązała. O ile część marzeń z listy, była przyjemna, słodka, o tyle niektóre (zwłaszcza pierwsze❗) nie powinny się na takiej liście znaleźć…
💔 Również spore niezadowolenie wywołał u mnie wątek romantyczny wpleciony w całą historię. Zacznijmy od tego, że cały romans, który występuje w “Liście marzeń” jest wyjątkowo bezbarwny, nijaki i pozbawiony polotu… Moim zdaniem mocno naciągany 😐
👉 Autorka postanowiła nas zaskoczyć… Budowała napięcie między bohaterami, tylko po to, by nagle zmienić zdanie i zrobić coś, co nas – czytelników – zszokuje.
❗ Niestety, czasami schemat jest najlepszym rozwiązaniem... Tego wątku romantycznego nie kupuję w ogóle.
👀 Czy jednak ta książka była słaba? Zła? 🤷♀️
👉 Nie. Nie była.
🥰 Naprawdę się wciągnęłam. Pochłaniałam stronę po stronie, ciekawa co będzie dalej. Przeczytałam ją w zaledwie 4 godziny! ☀ Warsztatowo było świetnie, koncepcja całej opowieści była ujmująca, czułam, że bohaterowie są z krwi i kości.
🌼 Było naprawdę dobrze. “Lista marzeń” jest piękną historią o miłości matki do córki i o tym, że czasami porzucamy nasze marzenia, bo boimy się zmian.
👉 Jednakże nie jest to historia, po której skończeniu piszczałabym z zachwytu.
❤ Polecam, ale nie krzyczę: czytajcie!
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
[współpraca reklamowa z Dom Wydawniczy Rebis]
👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett,...
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
[współpraca reklamowa z Dom Wydawniczy Rebis]
👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett, we wspólną podróż – testamentem zobowiązuje ją do realizacji zadań…
👉 Zadań, które tak naprawdę są dziecięcymi marzeniami jej córki 👈
📝 Brett podczas odczytywania testamentu, zamiast pakietu większościowego firmy i stanowiska dyrektora, otrzymuje listę marzeń, które spisała w dzieciństwie, a których realizacji oczekuje zmarła matka.
👉 No i już tutaj pojawiły się u mnie pierwsze zgrzyty… To, co znalazło się na tej liście, jest dla mnie pewnego rodzaju żartem. Tak, dokładnie tak. Żartem.
❗ Nie można, nie wolno, nie należy tak łatwo i tak naiwnie “rządzić” cudzym życiem. A to zrobiła matka Brett. Przyświecała jej piękna idea – chciała, aby jej córka odnalazła siebie… ❗ Jednak ja nie godzę się na to, do czego ją zobowiązała. O ile część marzeń z listy, była przyjemna, słodka, o tyle niektóre (zwłaszcza pierwsze❗) nie powinny się na takiej liście znaleźć…
💔 Również spore niezadowolenie wywołał u mnie wątek romantyczny wpleciony w całą historię. Zacznijmy od tego, że cały romans, który występuje w “Liście marzeń” jest wyjątkowo bezbarwny, nijaki i pozbawiony polotu… Moim zdaniem mocno naciągany 😐
👉 Autorka postanowiła nas zaskoczyć… Budowała napięcie między bohaterami, tylko po to, by nagle zmienić zdanie i zrobić coś, co nas – czytelników – zszokuje.
❗ Niestety, czasami schemat jest najlepszym rozwiązaniem... Tego wątku romantycznego nie kupuję w ogóle.
👀 Czy jednak ta książka była słaba? Zła? 🤷♀️
👉 Nie. Nie była.
🥰 Naprawdę się wciągnęłam. Pochłaniałam stronę po stronie, ciekawa co będzie dalej. Przeczytałam ją w zaledwie 4 godziny! ☀ Warsztatowo było świetnie, koncepcja całej opowieści była ujmująca, czułam, że bohaterowie są z krwi i kości.
🌼 Było naprawdę dobrze. “Lista marzeń” jest piękną historią o miłości matki do córki i o tym, że czasami porzucamy nasze marzenia, bo boimy się zmian.
👉 Jednakże nie jest to historia, po której skończeniu piszczałabym z zachwytu.
❤ Polecam, ale nie krzyczę: czytajcie!
IG/TT: @ksiazkowe_opowiesci
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to[współpraca reklamowa z Dom Wydawniczy Rebis]
👉 Koncepcja konstruowania listy marzeń, nie jest mi obca. Ba! Miałam już przyjemność kilkukrotnie sięgać po książki z takim motywem.
☀ Dlatego pogadajmy o “Liście marzeń” Lori Nelson Spielman.
🌼 Cała powieść zapowiadała się, jako coś pięknego: matka, już po swojej śmierci, “zabiera” córkę, Brett,...