Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Z niecierpliwością oczekiwałam na drugi tom dylogii od Sławka. Pierwszy, ku mojemu zaskoczeniu, nie potrafił wyjść mi z głowy, co skutkowało, że musiałam podnieść jego ocenę. Miał coś w sobie takiego, że mimo upływu czasu wciąż do niego wracałam. Miałam nadzieję, że drugi tom będzie równie dobry, co poprzednik.
I był... Ale nieco gorszy!
Super było wrócić do obozu, bohaterów i ducha skautingu. Odetchnęłam z ulgą, kiedy pojawił się Jim, bo chyba najbardziej skardł moje serce w pierwszym tomie. Klimat książki jest przedstawiony w taki sposób, że samemu chciałoby się wylądować na miejscu bohaterów. Autor ma lekkie i przyjemne w odbiorze pióro, przez co powieść czyta się szybko i nim człowiek się spostrzeże, to ją kończy.
Jednak mam wrażenie, że czegoś tu zabrakło. Wszystko działo się jakoś wolno, zabrakło mi trochę pokazania więcej z harcerstwa, jakiś zadań, nutki rywalizacji między grupami lub większej współpracy. Niektóre wątki były z kolei zrobione szybko, czytelnik nie zdążył dobrze się zaangażować, a już się kończyły. Trochę szkoda, bo naprawdę wtedy lektura byłaby on top 🙌🏻!
Niemniej jednak naprawdę polecam tę młodzieżówkę, szczególnie dla fanów harcerstwa, skautingu, motywu lasu, obozu. Ja już do młodzieży nie należę, a bawiłam się naprawdę dobrze.
Autorowi życzę dalszych sukcesów wydawniczych i czekam na kolejne książki!

Z niecierpliwością oczekiwałam na drugi tom dylogii od Sławka. Pierwszy, ku mojemu zaskoczeniu, nie potrafił wyjść mi z głowy, co skutkowało, że musiałam podnieść jego ocenę. Miał coś w sobie takiego, że mimo upływu czasu wciąż do niego wracałam. Miałam nadzieję, że drugi tom będzie równie dobry, co poprzednik.
I był... Ale nieco gorszy!
Super było wrócić do obozu,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Tę książkę zna wiele osób. Ja poznałam ją dopiero teraz. Miałam ochotę na coś wzruszającego, coś co chwyci za serce, co sprawi, że zapłaczę. Czy spełniła moje oczekiwania? Po części tak. Nie chcę za bardzo rozwodzić się nad fabułą, bo mam wrażenie, że tę powieść znają niemal wszyscy. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z twórczością autora, jak i pierwsza książka z tego gatunku. Z początku trudno było mi się wbić przez narrację, za którą nie przepadam, ale szybko się to zmieniło. Książka jest napisana prostym językiem, czyta się ją szybko, wręcz można powiedzieć, że się przez nią płynie.
Co tu dużo mówić, poza tym, że jest piękna, wzruszająca i potrzebna? Jak pokazuje pozornie proste codzienne czynności, jednocześnie ukazując stratę, tęsknotę i to, jak człowiek pokazuje się w zupełnie innym świetle przed ludźmi, a w środku przeżywa katusze?
Ove to człowiek, którego nie da się nie lubić. Choć przyznam, że nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, widząc jego niechęć do otoczenia wokół. Dodatkowy plus za relacje z kotem.
"Mężczyzna imieniem Ove" to książka, którą każdy powinien przeczytać choć raz. Zdecydowanie zachęca też do sięgnięcia po inne książki autora. Na koniec najważniejsze pytanie. Czy sprawiła, że się popłakałam? No nie. I tutaj niestety jedyny zawód, bo czekałam do ostatnich stron na to, żeby te oczy mi się spociły. Ale nie zmienia to faktu, że to był przyjemnie spędzony czas i na pewno ta książka zostanie ze mną na długo.

Tę książkę zna wiele osób. Ja poznałam ją dopiero teraz. Miałam ochotę na coś wzruszającego, coś co chwyci za serce, co sprawi, że zapłaczę. Czy spełniła moje oczekiwania? Po części tak. Nie chcę za bardzo rozwodzić się nad fabułą, bo mam wrażenie, że tę powieść znają niemal wszyscy. Dla mnie to było pierwsze spotkanie z twórczością autora, jak i pierwsza książka z tego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wróciłam do jednej z lepszych serii, jaką w ostatnim czasie miałam przyjemność czytać. "Popioły" i "Pochodnie" zmiotły mnie z planszy, ale zanim zaczęłam czytać trzeci tom słyszałam, że jest on nieco gorszy od poprzedniczek. Dlatego weszłam w niego z czystą głową.
Słowo, które idealnie opisuje tę książkę to: chaos.
Losy Lai, Eliasa i Krwawego Krogulca opisane są z różnych części krainy, choć poniekąd przeplatają się ze sobą. Jednak akcja - mimo, że zwalnia - sprawiała, że nie do końca wiedziałam co się dzieje. Sami bohaterowie czasem zachowywali się irracjonalnie i wprowadzali zamieszanie wokół siebie, przez co nie potrafiłam pojąć decyzji, które czasem podejmowali. Niby działo się dużo, ale mimo wszystko czułam, że ślimaczy się to wszystko.
Najciekawiej czytało mi się perspektywę Krogulca, czego się absolutnie nie spodziewałam. Nie sądziłam, że tak bardzo polubię jej postać i z niecierpliwością oczekiwałam na kolejne rozdziały z nią. To, jak zdeterminowaną i silną kobietą się stała, po tym co ją spotkało... Uwielbiam takie bohaterki!
Tak naprawdę ostatnie sto stron wbiło mnie w fotel i nie mogłam się oderwać. Chaos, chaos, chaos w czystej postaci, ale zdecydowanie autorka umie w tego typu historie i całość zakończyła się spójnie, pozostawiając niedosyt przed ostatecznym tomem. Nie mogę się już doczekać, a jednocześnie boję się cholernie o to, co mnie tam czeka!
Choć "Żniwiarz" wypada ciut słabiej na tle poprzedniczek, to nadal jest genialną fantastyką, która zaskakuje, której nie chce się odkładać i której rozdziały kończą się tak, że nie wiesz co czeka Cię na kolejnych stronach i w jaki sposób zakończą się konkretne wątki. Nie zastanawiaj się - sięgaj po tę serię, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś!

Wróciłam do jednej z lepszych serii, jaką w ostatnim czasie miałam przyjemność czytać. "Popioły" i "Pochodnie" zmiotły mnie z planszy, ale zanim zaczęłam czytać trzeci tom słyszałam, że jest on nieco gorszy od poprzedniczek. Dlatego weszłam w niego z czystą głową.
Słowo, które idealnie opisuje tę książkę to: chaos.
Losy Lai, Eliasa i Krwawego Krogulca opisane są z różnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Dom Bestii" to książka, która jest debiutem autorki, co kompletnie mnie zaskoczyło. Świat przedstawiony w powieści jest rozbudowany, spójny i z wieloma elementami, które momentami były dla mnie skomplikowane do ogarnięcia. Bohaterowie przestawienie w książce są wykreowani bardzo dobrze, a ich charaktery opisane tak, że czytelnik może wykreować sobie w głowie sympatię lub antypatię niemalże od samego początku. Poza tym książka jest cudnie wydana - w środku znajdziemy ilustracje, które obrazują poszczególne sceny dziejące się na przestrzeni historii, co dodatkowo ułatwia osobie czytającej wbić się w książkę jeszcze mocniej.
Jeśli chodzi o fabułę - po przeczytaniu całości nogę śmiało stwierdzić, że jest to przyjemna lektura, połączenie horroru, fantastyki i romansu to coś, czego jeszcze nie czytałam. Jest napięcie, są bogowie, gotycki klimat i sceny walki. Alma to bohaterka, która zmienia się na przestrzeni lat, a jej więź i relacja z Asterem jest niesamowicie ciekawa i zainteresowaniem śledziłam dalsze ich losy, choć były momenty, gdzie mrużyłam oczy zastanawiając się, do czego końcowo ich to doprowadzi.
Momentami książka mi się dłużyła, szczególnie pierwsza połowa i ciężko było mi przebrnąć przez początek, gdzieś w środku historii tempo również zwalniało, ale w ogólnym odbiorze muszę stwierdzić, że po przeczytaniu 250 stron zaczęłam z zainteresowaniem śledzić dalsze losy Almy i jej drogi do płaszczyzny cieni.
Dla fanów takich klimatów polecam z czystym sercem. Choć mam wrażenie, że nie wszystko dokładnie zrozumiałam i momentami czułam zagubienie to finalnie bawiłam się dobrze i jestem ciekawa kolejnych książek autorki. Zwłaszcza oprawionych tak, jak "Dom Bestii"!

"Dom Bestii" to książka, która jest debiutem autorki, co kompletnie mnie zaskoczyło. Świat przedstawiony w powieści jest rozbudowany, spójny i z wieloma elementami, które momentami były dla mnie skomplikowane do ogarnięcia. Bohaterowie przestawienie w książce są wykreowani bardzo dobrze, a ich charaktery opisane tak, że czytelnik może wykreować sobie w głowie sympatię lub...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Skończyłam wczoraj "Jesień, by ci wybaczyć", skuszona pozytywnymi opiniami. I jeśli pisałabym opinię wczoraj to zdecydowanie ocena byłaby wyższa. Jednak, kiedy przespałam się z tym i zaczęłam myśleć o jej treści, plot twiście i nieprawdopodobieństwach, które tam znajdziemy to troszkę ten zapał opadł.
Ale nawet mimo tych niedociągnięć bawiłam się na niej dobrze.
Zagadka kryminalna w romansie to coś, czego chyba jeszcze nie czytałam, a co naprawdę mi się spodobało. To, jak Lou i Camelia próbowali rozwiązać tajemnicze wskazówki zostawione przez Rorego to chyba najciekawszy element książki. I ogólnie zamysł na historię mógłby być naprawę świetny, ale było kilka rzeczy, które jednak kuły w oczy.
Pierwsza rzecz to fakt, że po trochę domyśliłam się tego plot twistu, a przynajmniej była to jedna z teorii, więc nie miałam zaskoczenia na sto procent.
Druga, relacja Camelii i Lou była naprawdę świetna i super czytało mi się o tym, jak się zmienia, ALE nie za bardzo podobał mi się fakt, że Camelia mówiła jedno, a robiła drugie. Przecież nienawidziła Lou za to co jej robił, za upokorzenia, prześladowania, plotki, które rozpuszczał. Chciała się zemścić za wszelką cenę. No i tutaj myślę, że można było trochę inaczej to poprowadzić.
Trzecie, było trochę głupotek, tak absurdalnych, że aż śmiesznych (ucieczka, rozwiązanie plot twistu), ale mam świadomość, że to fikcja literacka i może w tamtym uniwersum takie rzeczy są powszechne 🤪.
Jedna jeszcze uwaga, książka powinna mieć oznaczenie 18+ w moim mniemaniu. Fragment próby tajnego stowarzyszenia był zbyt mocny i nawet ja czułam niesmak czytając go.
Będę kontynuować tę serię, bo czyta się ją szybko, lekko i ciekawie. Jestem ciekawa, co autorka przygotowała na resztę dziewczyn.
7,5/10 🌟

Skończyłam wczoraj "Jesień, by ci wybaczyć", skuszona pozytywnymi opiniami. I jeśli pisałabym opinię wczoraj to zdecydowanie ocena byłaby wyższa. Jednak, kiedy przespałam się z tym i zaczęłam myśleć o jej treści, plot twiście i nieprawdopodobieństwach, które tam znajdziemy to troszkę ten zapał opadł.
Ale nawet mimo tych niedociągnięć bawiłam się na niej dobrze.
Zagadka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Carissa kolejny raz udowadnia, że umie w pisanie książek. "Zabić wampirzego najeźdźcę" to nowelka serii Królestwa Nyaxii. Przyznam szczerze, że nie miałam w planach jej czytać, zwykle nie sięgam po nowelki. Jednak skusiło mnie mnóstwo pozytywnych opinii. I był to strzał w dziesiątkę.
Historia wciąga od pierwszych stron, czytelnik wczuwa się w klimat panujący w krainie, wątek romantyczny nie jest nachalny i myślę, że dla fanów wampirów ta seria będzie idealna.
Sylina i Atrius skradli moje serce. Z przyjemnością czytało mi się o ich drodze po Galei, o tym, jak zmienia się ich relacja, jak zaczynają darzyć się szacunkiem, mimo, że Sylina dostała wyraźne rozkazy.
Sam motyw chodzenia po niciach był niezwykle ciekawy i niespotykany w książkach, co tylko potęgowało moją ciekawość i chęć poznawania historii. Magia Syliny była jedyna w swoim rodzaju i z zainteresowaniem czytałam o jej jasnowidzeniu.
Główni bohaterowie mieli swoje niepowtarzalne charaktery, które zapadają w pamięć i na pewno zostaną ze mną na długo.
Zabrakło mi jedynie ukazania wampirów bardziej... wampirzych. Jakoś mało mi było i pod tym względem czuję niedosyt. Chciałabym faktycznie zobaczyć więcej siły, magii, wytrwałości. Niby było to powiedziane, jednak same słowa mi nie wystarczyły.
Dostajemy też smaczki ze świata "Żmii", dlatego z tego co mi wiadomo, najlepiej nowelkę przeczytać po dwóch pierwszych tomach.
Seria Królestwa Nyaxii to mój nowy ulubieniec i polecam ją z czystym sercem! Więc jeśli jeszcze się zastanawiacie to jest to właśnie ten moment, kiedy możecie przestać i zapoznać się z tą serią 🦇.

Carissa kolejny raz udowadnia, że umie w pisanie książek. "Zabić wampirzego najeźdźcę" to nowelka serii Królestwa Nyaxii. Przyznam szczerze, że nie miałam w planach jej czytać, zwykle nie sięgam po nowelki. Jednak skusiło mnie mnóstwo pozytywnych opinii. I był to strzał w dziesiątkę.
Historia wciąga od pierwszych stron, czytelnik wczuwa się w klimat panujący w krainie,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po świetnym pierwszym tomie stwierdziłam, że nie wytrzymam i od razu sięgnęłam po drugi. Bałam się, że nie zrówna się z poprzedniczką, ale na całe szczęście mogłam odetchnąć z ulgą. Drugi tom jest równie emocjonujący co pierwszy i nie pozwala czytelnikowi się nudzić.
Fabuła rozpoczyna się od razu po zakończeniu "Popiołów", kiedy to Laia i Elias uciekają z Serry. Czeka jednak na nich długa droga, a zarówno komendatka, jak i Cesarz chcą ich dorwać, zwłaszcza chłopaka. Przed bohaterami długa i trudna droga, bowiem - jak pamiętamy - Elias złożył Lai przysięgę i zamierza jej dotrzymać. Jednak najbardziej strzeżone więzienie w Imperium jest tysiące mil od miasta, a żołnierze depczą im po piętach. Dodatkowo otrzymujemy w tej części pov Heleny, która otrzymuje od Cesarza misję, która może ją zniszczyć. Było to wszystko szalenie ciekawe, tak samo jak dopasowywanie kolejnych fragmentów układanki, do której doprowadzano bohaterów.
Właściwie od początku dostajemy akcję, która brnie sprawnie do przodu, nie dając momentu wytchnienia. Znów miałam to uczucie stresowania się przez połowę lektury, dodatkowo dochodziło też niedowierzanie, szok i wzruszenie. Ostatnie 150 stron czytałam z zapartym tchem, nie mogąc oderwać się chociażby na chwilę.
Muszę przyznać, że z początku nie sądziłam, że ta seria tak bardzo mi się spodoba, jest to na pewno jedna z lepszych, jakie było mi dane czytać. Kocham! Przede mną jeszcze dwa tomy, a już obawiam się książkowego kaca po skończeniu tej fantastycznej historii.
ZDECYDOWANIE POLECAM! Kolejny raz. I jestem przekonana, że będę polecać kolejne książki autorki. 🤩

Po świetnym pierwszym tomie stwierdziłam, że nie wytrzymam i od razu sięgnęłam po drugi. Bałam się, że nie zrówna się z poprzedniczką, ale na całe szczęście mogłam odetchnąć z ulgą. Drugi tom jest równie emocjonujący co pierwszy i nie pozwala czytelnikowi się nudzić.
Fabuła rozpoczyna się od razu po zakończeniu "Popiołów", kiedy to Laia i Elias uciekają z Serry. Czeka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Powiem Wam tak, sięgając po tę książkę nie spodziewałam się aż tylu emocji, miałam totalnie inne oczekiwania i oh God, jakie to było dobre!
Ale po kolei.
Po pierwsze - całą książkę się autentycznie STRESOWAŁAM. Zwłaszcza czytając pov Lai. Bałam się strasznie co się tam może wydarzyć i zapartym tchem przewracałam kolejne strony.
Po drugie - od samego początku mamy akcję, właściwie nie dopatrzyłam się ani jednego momentu nudy. Autorka przeskakuje żwawo z wątku do wątku, nie pozwalając emocjom na chwilę wytchnienia.
Po trzecie - kreacja świata i bohaterów. Kraina, Imperium i zasady w niej panujące, było to na maxa ciekawe. Postacie nie były sztampowe, wątek romantyczny rozwija się powoli, przeszłość Eliasa i przyszłość Lai to coś, czego chcę więcej w kolejnych częściach.
Podsumowanie? Interesująca historia, trzymająca w napięciu, stresująca, ultra ciekawa kreacja świata. Emocji nie brakuje! Ciężko było mi ją odłożyć, ciągle przewijała mi się w myślach, a niestety w ostatnim czasie nie miałam możliwości usiąść z książką na dłużej. Kiedy ją skończyłam zaczęłam zastanawiać się, czy nie sięgnąć od razu po kolejny tom, bo nie mogę przestać o niej myśleć! Jak na młodzieżówkę fantasy 14+ to jestem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczona.
Polecam zapoznać się z tą serią, ja już nie mogę doczekać się dalszego ciągu historii Lai i Eliasa, a z tego co słyszałam to im dalej w las tym lepiej 😈

Powiem Wam tak, sięgając po tę książkę nie spodziewałam się aż tylu emocji, miałam totalnie inne oczekiwania i oh God, jakie to było dobre!
Ale po kolei.
Po pierwsze - całą książkę się autentycznie STRESOWAŁAM. Zwłaszcza czytając pov Lai. Bałam się strasznie co się tam może wydarzyć i zapartym tchem przewracałam kolejne strony.
Po drugie - od samego początku mamy akcję,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać, dlatego też nie będę dawać tu jej opisu. Jestem z resztą chyba ostatnią osobą na bookmediach, która tej serii nie czytała, choć filmy zna na pamięć 🙈. Bardzo długo zajęło mi, żeby w końcu przebrnąć przez Komnatę, ściślej mówiąc aż cztery podejścia 😱. Nie dziwię się, że zajęło mi to tyle czasu (od recenzji pierwszego tomu już trochę minęło 😅), bo ta część jako film też jest moją najmniej ulubioną. Ale w końcu się udało i wiem, że kolejne to już będzie "z górki" i sama przyjemność 😁.
Ale żeby nie było, że tak krytykuję, to koniec końców naprawdę dobrze się bawiłam. Fajnie widzieć różnice między książką i filmem, co na pewno jeszcze bardziej będzie widoczne w kolejnych tomach, choć szkoda, że nie wykorzystano niektórych scen w adaptacjach.
Komnata Tajemnic nie zostanie moim ulubieńcem, co widziałam już od dawna, ale jestem dumna, że w końcu się zebrałam i ją skończyłam. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po Więźnia Azkabanu i poznam książkową wersję mojej ulubionej postaci 🐺🌕.

Tej książki nie trzeba nikomu przedstawiać, dlatego też nie będę dawać tu jej opisu. Jestem z resztą chyba ostatnią osobą na bookmediach, która tej serii nie czytała, choć filmy zna na pamięć 🙈. Bardzo długo zajęło mi, żeby w końcu przebrnąć przez Komnatę, ściślej mówiąc aż cztery podejścia 😱. Nie dziwię się, że zajęło mi to tyle czasu (od recenzji pierwszego tomu już...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Przyszła jesień, która kojarzy mi się z książkami CoHo. Dlatego właśnie sięgnęłam po "Hopeless", która już dosyć długo leżała na moich półkach. Poza tym wysokie opinie na LC sprawiły, że miałam co do niej duże oczekiwania. Niestety, nie zostały one spełnione.
Książki Hoover mają to do siebie, że przepełnione są emocjami, które mają wpłynąć na czytelnika. Pełno w nich traumatycznych przeżyć, smutku i takiej "gęstej" atmosfery trzymającej w napięciu. Ta pozycja nie wzbudziła we mnie emocji, o które autorka tak walczy przez całą lekturę. Po 150 stronach domyśliłam się wszystkiego, choć do końca miałam nadzieję, że coś mnie zaskoczy. Nie potrafiłam też zrozumieć dlaczego pomimo tak wielkiej bomby rzuconej na Sky, dziewczyna nie dostała jakiegoś załamania nerwowego, tylko raptem wszystko wracało na właściwe tory. Tym bardziej, że miała 17 lat, w tym wieku przy szalejących hormonach je jest łatwo ujarzmić burzę w swojej głowie, a już na pewno nie po takich przeżyciach, których ona doznała.
Holder też jakoś nie wzbudził mojej sympatii. Miałam wrażenie, że na siłę chciał udowodnić, że on jest wyjątkowy i odczaruje "nieczułość" Sky, którą miała do innych chłopaków przed nim. Jakoś było to wszystko takie sztuczne i kompletnie mnie nie kupiło.
Jak już mówiłam, zakończenie absolutnie mnie nie zaskoczyło, nie poczułam tych wszystkich emocji, o które autorka tak walczyła. Mimo, że książka jest stosunkowo krótka to straszliwie mi się dłużyła. Liczyłam na to, że powieść znajdzie się w topce, jeżeli chodzi o całą twórczość CoHo, którą naprawdę lubię czytać, jednak tym razem - z bólem serca muszę przyznać - że był to zawód. Nawet pomimo tych ciężkich tematów innych strasznych rzeczy, które autorka opisuje, spodziewałam się czegoś więcej.
Mam też drugą część, której niestety na chwilę obecną nie zamierzam czytać, zwłaszcza, że to po prostu ta sama historia opowiedziana ze strony Holdera.
Sama nie wiem co powinnam dodać na koniec, nie wiem czy ją polecam, czy nie. Może spodobałaby mi się bardziej, gdybym była młodsza. Dlatego warto samemu się przekonać, czy jest to lektura właśnie dla Was.

Przyszła jesień, która kojarzy mi się z książkami CoHo. Dlatego właśnie sięgnęłam po "Hopeless", która już dosyć długo leżała na moich półkach. Poza tym wysokie opinie na LC sprawiły, że miałam co do niej duże oczekiwania. Niestety, nie zostały one spełnione.
Książki Hoover mają to do siebie, że przepełnione są emocjami, które mają wpłynąć na czytelnika. Pełno w nich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po świetnym pierwszym tomie nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po kontynuację "Królestwa Nyaxii". Zacierałam ręce, aby powrócić dobrego świata, zwłaszcza po zakończeniu "Żmii". Jednak im dłużej czytałam tym bardziej uświadamiałam sobie, że niestety nie przebije to pierwszego tomu.
Może to fakt, że przy pierwszej części nie było czasu na nudę. Cała otoczka turnieju sprawiała, że ciągle się coś działo i czytało się to z zapartym tchem. Tutaj jednak, pomimo intryg, podróży, tajemniczej magii, polityki, wszystko zostało rozwleczone i najzwyczajniej w świecie miałam wrażenie, że książka się nie kończy. Nie miałam już momentów, kiedy odkładałam książkę, że chcę do niej natychmiast wrócić. Zabrakło mi w niej wątków, które mogły być bardziej dopieszczone kosztem tych wszystkich opisów i przemyśleń, które były niepotrzebne. Oraya straciła swój pazur, Raihn swoją tajemniczość, która była mocno wyczuwalna w pierwszym tomie. Po wydarzeniach w "Żmii" liczyłam na więcej nienawiści ze strony Orayi po tym, co się stało. Oczywiście, po kilku kluczowych wydarzeniach akcja nabrała tempa i książka zaczęła być dużo przyjemniejsza w odbiorze i wkręciłam się w nią bardziej, jednak nie pobiła pierwszej części serii.
Mimo tego, że "Popioły" nieco mnie zawiodły to wciąż jest to świetna rozrywka i dostajemy ciekawe wątki, zarówno z przeszłości Raihna jak i Vincenta, które czytałam z przyjemnością i zaciekawieniem. Moim zdaniem, przy tej objętości jednak autorka mogła skupić się bardziej na innych wątkach, niż te, które dostajemy w książce.
Polecam i tak zapoznać się z tą serią, zwłaszcza, że podobno trzeci tom znów wraca na dobre tory i ciekawi mnie jak wypadnie tam historia Mishe, którą uwielbiam 🧡

Po świetnym pierwszym tomie nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po kontynuację "Królestwa Nyaxii". Zacierałam ręce, aby powrócić dobrego świata, zwłaszcza po zakończeniu "Żmii". Jednak im dłużej czytałam tym bardziej uświadamiałam sobie, że niestety nie przebije to pierwszego tomu.
Może to fakt, że przy pierwszej części nie było czasu na nudę. Cała otoczka turnieju...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Autorka wraca z drugim tomem serii #texting. Tym razem historia toczy się wokół Zoe - przyjaciółki Delii z pierwszego tomu - i Caleba - ex chłopaka Delii. Bohaterowie zostają współlokatorami i jak już czytałam kilka książek z tym motywem, tak - niestety akurat ta historia mnie nie porwała.
Zacznę od pozytywów. Książkę czyta się w błyskawicznym tempie, głównie przez pojawiające się w niej wiadomości tekstowe, które Zoe i Caleb ze sobą wymieniają. Dodatkowo historia jest zabawna i pełna słownych potyczek między bohaterami. Zdarzały się momenty, kiedy uśmiechałam się od ucha do ucha. Nie jest to zbyt zobowiązująca lektura, raczej luźna rozrywka między bardziej wymagającymi książkami, aby nieco się odmóżdżyć i przeczytać lekki romans.
Niestety, jednak przez ten fakt zabrakło mi głębi w tej historii. Nie czułam tej chemii pomiędzy Zoe i Calebem, a ich interakcje ograniczały się do wspólnego gotowania, SMSowania i mnóstwa podtekstów. Brakowało mi jakiegoś rozbudowania tego wszystkiego, żeby to było bardziej wiarygodne, żeby było w tym więcej emocji. Lubiłam historię Delii i Zacha, jednak przy tonie drugim nie poczułam głębszych uczuć do bohaterów. Nawet motyw zwierzaka został tu spłycony, a jako kociara liczyłam na więcej!
Podsumowując, książka jest lekka i przyjemna w odbiorze, ale nie ma podjazdu do pierwszej części serii. Czy polecam się z nią zapoznać? Jako przerywnik między bardziej ambitnymi książkami - może. I wiem, że sama w sobie znajdzie swoich zwolenników, jednakże w moim przypadku niezbyt mnie zachwyciła, a szkoda

Autorka wraca z drugim tomem serii #texting. Tym razem historia toczy się wokół Zoe - przyjaciółki Delii z pierwszego tomu - i Caleba - ex chłopaka Delii. Bohaterowie zostają współlokatorami i jak już czytałam kilka książek z tym motywem, tak - niestety akurat ta historia mnie nie porwała.
Zacznę od pozytywów. Książkę czyta się w błyskawicznym tempie, głównie przez...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W końcu znalazłam czas, aby sięgnąć po kolejny tom mojej ulubionej serii. A że przede mną była historia, na którą czekałam z utęsknieniem, historia tego superśmieszka Gibsiego to przysłowiowo tuptałam nóżkami na tę część. I wiecie co?
Trochę się zawiodłam!
Niestety, pomimo że uwielbiam Gerarda i Claire to uważam, że ten tom był bardziej mdły i przegadany od swoich poprzedników. Przez znaczną większość książki nie działo się nic poza podchodami głównych bohaterów, rozdziały zarówno z perspektywy Gerarda jak i Claire skupiały się głównie na Gibsonie, a ja czytałam i czytałam z nadzieją, że zaraz do czegoś dojdziemy. Dopiero gdzieś po 65% książki akcja nabrała tempa no i nie ukrywam, że byłam zaskoczona tym, co przytrafiło się Gibsiemu, co skrywał list i straszne było to, jak ten biedny chłopak był traktowany i co przeżywał przez większość swojego życia. No ale wiedziałam też, że ten plot twist będzie mocny z poprzednich książek autorki, która - trzeba przyznać - świetnie umie przedstawić traumy i zszokować czytelnika.
Pomimo mojej największej sympatii do bohaterów i całej serii uważam, że przy tym tomie wszystko trochę opadło, charakter Claire był nijaki, bo wszystko kręciło się u niej wokół Gerarda, a jeśli o niego chodzi to brakowało mi Gibsa z poprzednich tomów, jego poczucia humoru, przez który płakałam ze śmiechu i ogólnie tej wesołkowatości.
Niemniej uwielbiam tę serię i będę ją kontynuować, choć nie ukrywam, że po "Taming 7" nie mam absolutnie ochoty czytać o perypetiach Lizzie, która wypadła fatalnie i nie wiem, czy będę w stanie ją polubić po jej zachowaniu, które zaprezentowała w tej książce.
Jeśli jeszcze nie znacie serii Boys of Tommen to poraz kolejny ZACHĘCAM do poznania jej, bo zdecydowanie warto!

W końcu znalazłam czas, aby sięgnąć po kolejny tom mojej ulubionej serii. A że przede mną była historia, na którą czekałam z utęsknieniem, historia tego superśmieszka Gibsiego to przysłowiowo tuptałam nóżkami na tę część. I wiecie co?
Trochę się zawiodłam!
Niestety, pomimo że uwielbiam Gerarda i Claire to uważam, że ten tom był bardziej mdły i przegadany od swoich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Och, co to była za książka!
Długo się zastanawiałam co mam czytać, naszła mnie ochota na jakieś romantasy i tak oto ta pozycja pojawiła mi się na Legimi. Nie miałam żadnych oczekiwań, ale muszę przyznać, że zaskoczyłam się bardzo pozytywnie!
Książka wciąga od pierwszych stron. I najlepsze jest to, że nie sposób się od niej oderwać. Czytałam ją w każdej wolnej chwili, wracałam do niej myślami i nie mogłam się doczekać, kiedy znów po nią sięgnę. Czy to nie kwintesencja dobrej ksiazki?
Bohaterowie to miód na moje serce. Oraya to świetnie wykreowana postać, silna, żyjąca w świecie, którego nienawidzi i który nienawidzi jej. Żyjąca u boku Króla, który niegdyś przygarnął ją pod swoje skrzydła i nauczył jak przetrwać w świecie pełnym wampirów.
Dziewczyna bierze udział w turnieju, który ma pomóc jej ugruntować swoją pozycję w królestwie. Będzie zmuszona zmierzyć się z najokrutniejszymi wojownikami z trzech różnych domów. Jednym z uczestników jest Raihn, wampir, z którym Oraya musi zawrzeć sojusz, jeśli chce przeżyć turniej. Jednak droga dobrego jest arcytrudna, bo wrogowie czają się przecież na każdym kroku.
Przyznam, że przez tę powieść się płynie i traci nie tylko rachubę czasu, ale także kolejne strony. Akcja nie zwalnia, cały czas się coś dzieje i nie ma miejsca na nudę. Jedyny zarzut, jaki mam to braki w opisach sytuacji politycznej i samej krainy. Gdyby to zostało bardziej rozbudowane to nie miałabym wątpliwości co do końcówej oceny książki.
Jednak całościowo muszę powiedzieć, że jeśli kolejne tomy będą tak samo dobre, lub nawet lepsze to będzie to mój nowy ulubieniec 🖤.
Polecam, szczególne dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z romantasy 🗡️.

Och, co to była za książka!
Długo się zastanawiałam co mam czytać, naszła mnie ochota na jakieś romantasy i tak oto ta pozycja pojawiła mi się na Legimi. Nie miałam żadnych oczekiwań, ale muszę przyznać, że zaskoczyłam się bardzo pozytywnie!
Książka wciąga od pierwszych stron. I najlepsze jest to, że nie sposób się od niej oderwać. Czytałam ją w każdej wolnej chwili,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Finałowy tom historii Heleny i Jessa wiązał się z dużymi oczekiwaniami, zwłaszcza po udanym pierwszym i drugim tomie, które czytałam z zapartym tchem. Tym bardziej pamiętając, jak zakończyła się druga część. I właśnie od tych wydarzeń zaczyna się ten tom. Jest dynamicznie, potem akcja troszkę zwalnia, ale generalnie przez całą historię coś się dzieje. Determinacja Jessa i Heleny aby w końcu dowiedzieć się co i kto stoi za tajemnicza śmiercią ich rodzeństwa, ich rozwijająca się relacja, przeciwności, które ciągle czyhają na ich drodze i przez które ich związek stoi pod znakiem zapytania. Możnaby rzec, że wszystko było na swoim miejscu. Jednak mimo tego, czegoś mi w tej historii zabrakło. Przez całą książkę snułam domysły kto mógł przyczynić się do straszliwej zbrodni i co chwilę zmieniałam zdanie co do tej kwestii. A co dostałam? No cóż, na pewno nie spodziewałam się takiego zakończenia i nie ukrywam, chyba to mnie najbardziej w tym wszystkim rozczarowało. Na ostatnich 40 stronach dowiadujemy się prawdy, która moim zdaniem była jak napisana na kolanie. Jakoś nie trzymało mi się to kupy, a przede wszystkim mój zapał całkiem opadł, ponieważ spodziewałam się jednak bardziej spektakularnego zakończenia. I właśnie głównie ten fakt przeważył na ocenie całej książki. Oczywiście było kilka mniejszych potknięć, do których m ożnaby się doczepić, jak choćby fakt, że sama Trish straciła swój charakter z poprzednich tomów. Niemniej jednak, gdyby nie to zakończenie, moja ocena byłaby dużo wyższa.
Czy polecam tę serię? Zdecydowanie tak. I nie mogę się doczekać już kolejnych tomów. Historia rodem z Romea i Julii miała naprawdę świetny potencjał i pomysł na nią bardzo mi się podobał. Dlatego z czystym sercem - polecam!

Finałowy tom historii Heleny i Jessa wiązał się z dużymi oczekiwaniami, zwłaszcza po udanym pierwszym i drugim tomie, które czytałam z zapartym tchem. Tym bardziej pamiętając, jak zakończyła się druga część. I właśnie od tych wydarzeń zaczyna się ten tom. Jest dynamicznie, potem akcja troszkę zwalnia, ale generalnie przez całą historię coś się dzieje. Determinacja Jessa i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie ukrywam, przebierałam nóżkami na najnowszą książkę Laury. Po mojej ukochanej dylogii "Tamtego lata" nie mogłam się doczekać, aż przeczytam jej najnowszą powieść. Ale kiedy już skończyłam ją czytać to musiałam się z tym przespać, bo kompletnie nie wiedziałam jak mam ją ocenić. Dalej do końca nie wiem, bo oczekiwania były ogromne, a z bólem serca muszę powiedzieć, że niestety było kilka rzeczy, które zaważyły na mojej opinii.
Nie da się ukryć, że ITGN to kompletnie coś innego. Dużo mroku, bólu, negatywnych emocji, krzywdy - wszystko to towarzyszyło naszym głównym bohaterom przez całą powieść. Demony przeszłości nie dawały wytchnienia, przypominając im o traumie i tragedii, z którą muszą się mierzyć od lat. Ciężko czytało się o tych wszystkich złych emocjach, które krążyły wokół Lavender i Kaia. Bo kiedy już zaczynało być choć trochę dobrze, to autorka wyrzucała pod ich nogi kolejne kłody, a na światło dzienne wychodziły fakty, które były jak sól na świeże rany.
Jest kilka rzeczy, które niestety mnie raziły, między innymi długie rozdziały, których osobiście bardzo nie lubię w książkach, no ale to już kwestia gustu. Druga rzecz to rzekomy slow burn jako jeden z motywów w książce, a którego absolutnie nie poczułam, wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że te wszystkie uczucia są za szybko. Tak naprawdę nie wiem też co sądzić o głównych bohaterach, nie potrafię określić jakie żywię wobec nich uczucia. Jednakowoż bardzo polubiłam postać Juliana, która była jak chodzący promyk słońca, sama chciałabym mieć takiego kumpla jak on.
Samo zakończenie było dla mnie dosyć zaskakujące i nie ukrywam, dzięki niemu moja ocena książki skoczyła, niemniej jednak ITGN nie zostało moim nowym ulubieńcem i wciąż dylogia TL jest on top 🔝.
Myślę, że książka jest warta przeczytania i na pewno wielu osobom przypadnie do gustu o wiele bardziej. Ja życzę autorce kolejnych sukcesów książkowych i czekam niecierpliwie na kolejne jej powieści, bo mimo wszystko nadal uwielbiam jej pióro 💜.

Nie ukrywam, przebierałam nóżkami na najnowszą książkę Laury. Po mojej ukochanej dylogii "Tamtego lata" nie mogłam się doczekać, aż przeczytam jej najnowszą powieść. Ale kiedy już skończyłam ją czytać to musiałam się z tym przespać, bo kompletnie nie wiedziałam jak mam ją ocenić. Dalej do końca nie wiem, bo oczekiwania były ogromne, a z bólem serca muszę powiedzieć, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Najnowsza powieść autorki "Okna skąpanego w mroku" to książka, której nie mogłam się doczekać i przebierałam nóżkami czekając na jej premierę. "Okno" okazało się fantastyczną dylogią, dlatego poprzeczka postawiona była wysoko. Niestety, wybrałam najgorszy moment na czytanie, bo dopadł mnie zastój i zajęło mi to mnóstwo czasu. Niemniej jednak z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że autorka potrafi zaskoczyć czytelnika i mimo niechęci do samego czytania bawiłam się na niej świetnie!
Gillig wprowadza człowieka w mroczny, tajemniczy, gotycki świat, pełen ukrywających się w lasach potworów i klimat pełen niepokoju. Sam motyw wieszczek, przepowiedni i omenów był dla mnie czymś nowym z racji, że nie czytam za dużo fantastyki. Jednak wprowadziło to powiew świeżości i dzięki temu chcę więcej takich książek.
Historia jest tak skonstruowana, że ani na chwilę nie czułam znudzenia czy znużenia, z każdym kolejnym rozdziałem byłam ciekawa co się wydarzy, a największe show skradł nie kto inny, jak pewien uroczy, zabawny gargulec.
Autorka jak zwykle zakończyła książkę w ten sposób, żeby zaskoczyć czytelnika i tym sposobem już nie mogę się doczekać na drugi tom.
"Rycerz i ćma" to naprawdę dobra lektura, jednak nie pobiła "Okna skąpanego w mroku". Niemniej jednak twórczość Rachel jest jak najbardziej godna uwagi i z niecierpliwością będę czekać na kolejne jej książki. Zdecydowanie polecam Wam zapoznać się z obiema tymi historiami.
Na koniec jeszcze chciałabym zaznaczyć, że wydanie specjalnie jest CUDOWNE i będzie przepięknie prezentować się na mojej półce 😍.

Najnowsza powieść autorki "Okna skąpanego w mroku" to książka, której nie mogłam się doczekać i przebierałam nóżkami czekając na jej premierę. "Okno" okazało się fantastyczną dylogią, dlatego poprzeczka postawiona była wysoko. Niestety, wybrałam najgorszy moment na czytanie, bo dopadł mnie zastój i zajęło mi to mnóstwo czasu. Niemniej jednak z czystym sumieniem mogę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Cóż ja mogę więcej powiedzieć, niż to, że ja kocham tę serię ponad wszystko? Bałam się, że po Saving ta historia nie porwie mnie tak mocno, jak to było u Johnnego i Shannon, jednak Redeeming przewiał wszystkie wątpliwości. To, jak autorka pozwala nam wejść w głowę Joeya i spróbować pokazać nam jak ciężka jest walka z wszystkimi demonami, z którymi musiał uporać się praktycznie sam jest tak łamiąca i chwytająca za serce, że ja nie mam więcej pytań. Strach, ból, ogromne poczucie winy, ciągła walka o przetrwanie, system samoobronny i brak zaufania to tylko część tego, z czym nasz bohater musiał się mierzyć. Nie ujmując przy tym również Aoife, która próbując ratować ze wszystkich sił miłość swojego życia była gotowa poświęcić naprawdę wiele. To, jak nasi bohaterowie zmieniają się, próbując być lepsza wersją siebie jest kwintesencją tej całej serii. Po tym wszystkim, co musieli przejść czułam się w końcu spokojna, kiedy czytałam epilog i moje serce nie musiało już galopować w nierównym tempie, byle tylko dowiedzieć się, w jaki sposób skończy się ta historia. Przede mną jednak kolejna książka z serii, która może na nowo sponiewierać moje biedne serduszko, jednak nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła zanurzyć się w świat Gerarda i Claire.
Jak zawsze, zachęcam, polecam, CZYTAJCIE TE KSIĄŻKI. Nie zapomnijcie jednak zapoznać się z TW na początku, bo te powieści naprawdę bolą.

Cóż ja mogę więcej powiedzieć, niż to, że ja kocham tę serię ponad wszystko? Bałam się, że po Saving ta historia nie porwie mnie tak mocno, jak to było u Johnnego i Shannon, jednak Redeeming przewiał wszystkie wątpliwości. To, jak autorka pozwala nam wejść w głowę Joeya i spróbować pokazać nam jak ciężka jest walka z wszystkimi demonami, z którymi musiał uporać się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Powtarzam się już, ale ja kocham serię BOT. Powrót do tych książek to jak powrót do domu, choć to stwierdzenie jest co najmniej nie na miejscu w tym wypadku. Niemniej jednak chodzi mi tu o pozytywne znaczenie.
Jednakowoż strasznie, okrutnie bolało mnie serce, kiedy to czytałam. Znów. Znów bolały mnie wszystkie wnętrzności przeżywając jeszcze raz to samo, tylko z perspektywy Joeya. Patrząc na to co przyjmował na klatę każdego dnia, bolało mnie to jeszcze bardziej, niż za pierwszym razem w B13/K13. Pierwsza część Redeeming podobała mi się o wiele bardziej, niż jej poprzedniczki, czyli Saving. Aoife przestała mnie w końcu irytować i tym akcentem znowu ta seria może stanąć na piedestale najlepszej serii w moim życiu. Nie mogłam się oderwać od czytania, nie mogłam przestać myśleć o tej książce i wracałam do niej w każdej wolnej chwili. Uwielbiam tych bohaterów, całą otoczkę pomimo tego syfu, który ciąży na barkach tych wszystkich młodych ludzi. Że mimo tego jak bardzo świat potrafi ich skopać, oni wciąż wstają jak Feniks z popiołów i próbują dźwigać swój syzyfowy głaz na nowo. Cóż ja mogę więcej dodać oprócz tego, że jeśli ktoś jeszcze nie czytał tych książek to powinien natychmiast to nadrobić? Ja nie jestem w stanie zrobić nic innego, niż od razu zabrać się za drugą część. Te książki UZALEŻNIAJĄ. Wierzcie mi, naprawdę warto się w nie wgłębić.

Powtarzam się już, ale ja kocham serię BOT. Powrót do tych książek to jak powrót do domu, choć to stwierdzenie jest co najmniej nie na miejscu w tym wypadku. Niemniej jednak chodzi mi tu o pozytywne znaczenie.
Jednakowoż strasznie, okrutnie bolało mnie serce, kiedy to czytałam. Znów. Znów bolały mnie wszystkie wnętrzności przeżywając jeszcze raz to samo, tylko z perspektywy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

W końcu sięgnęłam po finałowy tom serii Maxton Hall i, o matko, jak ja się cieszę, że w końcu mam to za sobą 😖.
Nie jest to seria "pierwszej świeżości", dlatego już jakiś czas temu widziałam przeróżne opinie o tym tomie. Nie chciałam się na nic nastawiać, dlatego bez żadnych oczekiwań podeszłam do tej pozycji. I co?
Pierwsza połowa była jeszcze okej, czytało się ją szybko i z zaciekawieniem. Ale drugie pół książki okrutnie męczyłam, stała się nudna, przewidywalna, a kilka nowych wątków, które autorka wprowadziła było zupełnie niepotrzebnych, nie wnosiły nic nowego, były tylko zapchaj dziurą. Wątek Ruby i Jamesa poszedł na boczne tory, nie czułam już tej chemii między nimi, tej iskry co w pierwszym tomie. Nie interesowały mnie POV reszty pobocznych postaci. Koniec końców wszystkie wątki dostały swój happy and, a sama końcówka i plot twist były jak pisane na kolanie, na szybko, byle skończyć. Autorka poszła niestety w złą stronę i szkoda, bo uwielbiam jej książki! Jednak tutaj wyszedł w moim odczuciu niewypał. Poszczególne rozdziały przelatywałam wzrokiem, byle tylko zmęczyć te 350 stron. Szkoda, bo trylogia miała potencjał i można było zrobić z tego coś super.
Pierwszy tom nadal pozostaje moim ulubionym, później już wszystko zaczęło podupadać.
Nie wiem sama, czy mogę ją polecić czy nie, jeśli nie macie nic lepszego do czytania to możecie sięgnąć z ciekawości, jednak nie oczekujcie niczego spektakularnego.

W końcu sięgnęłam po finałowy tom serii Maxton Hall i, o matko, jak ja się cieszę, że w końcu mam to za sobą 😖.
Nie jest to seria "pierwszej świeżości", dlatego już jakiś czas temu widziałam przeróżne opinie o tym tomie. Nie chciałam się na nic nastawiać, dlatego bez żadnych oczekiwań podeszłam do tej pozycji. I co?
Pierwsza połowa była jeszcze okej, czytało się ją szybko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to