-
Artykuły
Wielkanocna chwila odpoczynku z literaturą – okazje na ebooki do -95% i ranking top tytułów
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać38 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać442
Biblioteczka
2026-03-23
2026-03-07
2026-02-21
Moja zajawka na góry zaczęła się dopiero na studiach – studiowałam geologię, więc to się musiało tak skończyć. Odkąd mieszkam na Dolnym Śląsku, to w góry jeżdżę dość często, nie tylko w Sudety. Jedyne pasma, których jeszcze nie odwiedziłam, to chyba Beskid Niski, Sądecki i Makowski. Nie mogłam przejść więc obojętnie obok „Górskich rozmów”. Uwielbiam przewodniki, które ułatwiają mi planowanie tras i odkrywanie ciekawych zakątków. Tutaj sięgamy nieco głębiej, odkrywając przeszłość, przyrodę i mieszkańców. Niejednokrotnie autor podejmował w rozmowach tematy nieoczywiste, dzięki którym na znane miejsca możemy spojrzeć z zupełnie innej perspektywy.
Tomasz Habdas wybrał na swoich rozmówców prawdziwych pasjonatów. Osoby, które w pełni oddają się „swoim” górom – zaangażowane w promocję i rozwój regionu oraz badania naukowe. Podczas lektury mogłam poczuć się, jakbym siedziała obok i przysłuchiwała się rozmowie z gospodynią schroniska, burmistrzem miasteczka, założycielem Tatromaniaka, bestsellerowym pisarzem czy przewodnikami. Każdy rozdział kończyłam bogatsza o fascynującą wiedzę, z zaznaczonymi na mapie nowymi miejscami do odkrycia. Nawet osoby, które myślą, że dobrze znają jakieś pasmo, odkryją fakty i ciekawostki, o których nie miały pojęcia.
Rozmowy są szczere, momentami spontaniczne i nieco znaczące z głównego tematu, lecz dzięki temu autentyczne. Autor nie zrobił z nich suchych wywiadów – udało mi się zachować ich atmosferę wypełnioną miłością do gór. Doceniam też bardzo różnorodność podejmowanych tematów i to, że czasem góry były tylko tłem do opowiedzenia ważnej historii. O wojnach, które prowadzono w bezpośrednim sąsiedztwie, o mieszkańcach, którzy pozostawili swoje dziedzictwo na tych ziemiach, o zwierzętach, które nocą przemierzają te same szlaki. Bo góry to znacznie więcej niż turystyczne szlaki i piękne widoki.
Dzięki „Górskim rozmowom” przeniosłam się w niemal każdą część polskich gór, bez wychodzenia spod koca na wygodnym fotelu. Wróciłam z tych krótkich podróży z głową pełną inspiracji do kolejnych wycieczek, a gdy piszę te słowa, to spędzam urlop po raz pierwszy w Beskidzie Wyspowym. Dla każdego, kto pozostawił część swojego serca nieco wyżej nad poziomem morza, książka Tomka na pewno będzie doskonałą lekturą w oczekiwaniu na eksplorowanie kolejnych kilometrów szlaków. Bardzo polecam ❤️
Moja zajawka na góry zaczęła się dopiero na studiach – studiowałam geologię, więc to się musiało tak skończyć. Odkąd mieszkam na Dolnym Śląsku, to w góry jeżdżę dość często, nie tylko w Sudety. Jedyne pasma, których jeszcze nie odwiedziłam, to chyba Beskid Niski, Sądecki i Makowski. Nie mogłam przejść więc obojętnie obok „Górskich rozmów”. Uwielbiam przewodniki, które...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-07
Gdyby jeszcze kilkadziesiąt lat temu zapytać o to osoby rozważające emigrację, przypuszczam, że większość wskazałby na Stany Zjednoczone. Dziś z pewnością takich osób jest mniej, choć myślę że nadal chętnych i marzących o stałym lub chociaż czasowym wyjeździe do USA nie brakuje. Magdalena Żelazowska, zafascynowana tematem emigracji i sama mająca doświadczenie kilku lat spędzonych w Nowym Jorku, dzieli się w swojej książce fascynującymi historiami naszych rodaczek, które za oceanem spełniły swoje marzenia, zdobyły sławę, fortunę i satysfakcję z życia.
Autorka wybrała najistotniejsze fragmenty ich biografii i złożyła z nich inspirujące opowieści o odwadze, uporze i ciężkiej pracy. Nierzadko zaczynały się one jednak od wielu wyrzeczeń oraz niepewności towarzyszącym trudnym początkom na obcej ziemi. Z współczesnymi bohaterkami Magda przeprowadziła rozmowy, w których skupiła się na ich pasjach, działaności i sukcesach. Zaczynając od historii Heleny Modrzejewskiej, śledzimy dzieje emigrantek i zmieniające się realia życia w Stanach na przestrzeni kilkuset lat, aż do dziś.
Bardzo podobało mi się to, jak różnorodne były losy przedstawionych w książce kobiet. Po zapoznaniu się z jedną historią, od razu miałam ochotę czytać kolejną. To z pewnością również zasługa przyjemnego w odbiorze stylu pisania autorki. Rozdziały poświęcone bohaterkom przeplata rozważaniami i wieloma celnymi uwagami o emigracji, zwłaszcza z kobiecego punktu widzenia. Stanowią idealne dopełnienie, dzięki któremu z całej lektury wyłania się fascynujący obraz kobiecej siły i determinacji.
Komu polecam sięgnąć po „Polki w Ameryce”? Na pewno wszystkim poszukującym inspirujących historii. Albo tym, którzy znają takie sławy jak Pola Negri, Tamara Łempicka i Urszula Dudziak oraz ich dzieła, ale nie wiedzą zupełnie nic o ich życiu. Książka jest pięknie wydana, dlatego będzie doskonałym prezentem, zwłaszcza na zbliżający się Dzień Kobiet. Bo choć to lektura dla wszystkich, to myślę, że kobiety szczególnie ją docenią.
Gdyby jeszcze kilkadziesiąt lat temu zapytać o to osoby rozważające emigrację, przypuszczam, że większość wskazałby na Stany Zjednoczone. Dziś z pewnością takich osób jest mniej, choć myślę że nadal chętnych i marzących o stałym lub chociaż czasowym wyjeździe do USA nie brakuje. Magdalena Żelazowska, zafascynowana tematem emigracji i sama mająca doświadczenie kilku lat...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-01
Moja relacja z zimą od kilku lat mocno się komplikuje. Kiedyś uwielbiałam tę porę roku, ale pogoda, która raczą nas ostatnio zimowe miesiące, skutecznie mnie do niej zniechęca. Z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam po „Jak przetrwać zimę”, choć poradników raczej nie czytam.
„Podróżując po najmroźniejszych zakątkach świata – od Norwegii po Japonię – autorka odkrywa, że mieszkańcy tych miejsc nie walczą z zimą, lecz ją celebrują”. To zdanie z opisu książki szczególnie zwróciło moją uwagę i zachęciło mnie do lektury. Kari Leibowitz jest psycholożką, która sama miłośniczką zimy kiedyś nie była. Zmieniło się to, gdy podczas studiów wyjechała do norweskiego Tromso, a przez kolejne lata odkrywała magię zimy w innych częściach dalekiej Północy. Z humorem dzieli się z osobami czytającymi swoimi doświadczeniami, łącząc poradnikowy charakter książki z podróżniczymi relacjami, co urozmaica lekturę.
Widać, że zmiana nastawiania do zimy, to temat, któremu autorka z dużym zaangażowaniem poświęca się całą sobą i to na nim skupia swoją pracę naukową. W swoim tekście używa naukowych terminów, które jednak w przystępnych słowach tłumaczy. Powołuje się na fascynujące badania naukowe, o których z wyjątkowo dużym zainteresowaniem czytałam. Całą książkę pochłaniałam zaciekawiona, dawkując sobie lekturę i z niecierpliwości do niej wracając. Styl autorki jest lekki i przystępny w odbiorze. Leibowitz piszę z wyczuciem, zrozumieniem i wrażliwością.
Doceniam takie podejście, które jeszcze bardziej zachęca do wprowadzenia w życie zaproponowanych przez autorkę zimowych praktyk. Są one bardzo różnorodne, wymagające mniejszych lub większych nakładów sił, do wykonania w domowym zaciszu lub na zewnątrz. Zima to czas wyciszenia, zwolnienia, skupienia się na sobie, który jak żadna inna pora roku zachęca do rytuałów. Leibowitz niejednokrotnie udowadnia, że to okres, który możemy celebrować, mimo ciemności i niesprzyjającej pogody za oknem.
„Jak przetrwać zimę” to napisany z czułością poradnik, kryjący w sobie znacznie więcej, niż suche porady. Autorka czerpie inspirację z doświadczenia społeczności północnych krajów, gdzie wyjątkowo surowa i ciemna zima jest czasem, na który większość osób z niecierpliwością czeka. Wierzę, że każdy wyniesie z tej lektury mnóstwo wartościowych lekcji, a ponadto uwierzy w siłę nastawiania, które ma móc odmienić każdy aspekt naszej codzienności, nie tylko negatywne podejście do zimy.
Moja relacja z zimą od kilku lat mocno się komplikuje. Kiedyś uwielbiałam tę porę roku, ale pogoda, która raczą nas ostatnio zimowe miesiące, skutecznie mnie do niej zniechęca. Z tym większym zainteresowaniem sięgnęłam po „Jak przetrwać zimę”, choć poradników raczej nie czytam.
„Podróżując po najmroźniejszych zakątkach świata – od Norwegii po Japonię – autorka odkrywa, że...
2026-02-01
2026-01-11
2026-01-16
2026-01-16
2025-12-31
2025-12-27
2025-12-25
2025-12-22
2025-12-12
2025-12-12
Po najnowszy kryminał Agnieszki Jeż sięgnęłam właśnie ze względu na to, gdzie osadzona została fabuła. 10 lat temu zaginął Staszek, cieśla zamieszkały w Kościelisku. Jego zaginięcie dopiero po trzech miesiącach zgłosiła żona – Anna, która za miłością przyjechała na Podhale z Mazowsza. Mężczyzna nigdy się nie odnalazł, więc sprawą zainteresowali się funkcjonariusze z Archiwum X. Z początku śledztwo idzie dość opornie, jednak przypadkowe znalezisko ukryte przez lata w cieniu tatrzańskich szczytów rzuca światło na głęboko skrywane tajemnice.
W tej historii kryminał łączy się bardzo naturalnie z historią obyczajową. Bo zanim zagłębimy się wraz ze śledczymi w całą sprawę, to poznajemy Staszka i Annę – młodych i niedoświadczonych ludzi, którzy dają się porwać emocjom zakochania. Podejmują decyzję o wspólnym życiu, tak naprawdę niewiele o sobie wiedząc. Gdy za zamkniętymi drzwiami góralskiej chaty problemy z alkoholem prowadzą do przemocy domowej, wszystko musi pozostać w środku. Bo najważniejsza jest rodzina, a przecież ta Staszka i Anny oraz ich dwójki dzieci według wszystkich świadków była przeciętną, „normalną” rodziną.
Autorka w dobrych momentach przeplata wydarzania przeszłości z aktualnym śledztwem. Powoli buduje napięcie, zdradza kolejne tajemnice i próbuje zwodzić osoby czytające. Choć zadanie ma trudne, bo krąg podejrzanych jest tu bardzo wąski. Udało się także Agnieszce Jeż wykorzystać miejsce osadzenia akcji, co szczególnie doceniam, bo głównie dlatego zdecydowałam się na lekturę. Możemy, towarzyszyć bohaterom na szlaku, poznać tatrzańskie legendy, a dzięki jednej ze starszych postaci również gwarę góralską. Najistotniejsze dla autorki było jednak poruszenie tematu przemocy domowej, przez lata tematu tabu wśród podhalańskiej społeczności
„Śmierć w skalnym lesie” to powieść, która spodoba się zarówno miłośnikom rozwiązywania zagadek kryminalnych, jak i fanom obyczajowych historii skupionych na odkrywaniu rodzinnych tajemnic. A już na pewno tym, których w przerwie od górskich wypadów lubią wracać w znane i uwielbiane miejsca na kartach książek.
Po najnowszy kryminał Agnieszki Jeż sięgnęłam właśnie ze względu na to, gdzie osadzona została fabuła. 10 lat temu zaginął Staszek, cieśla zamieszkały w Kościelisku. Jego zaginięcie dopiero po trzech miesiącach zgłosiła żona – Anna, która za miłością przyjechała na Podhale z Mazowsza. Mężczyzna nigdy się nie odnalazł, więc sprawą zainteresowali się funkcjonariusze z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
„Kuchnia” to trzy opowiadania (a właściwie dwa m, gdyż jedno składa się z dwóch części). Dwie historie, o stracie, ale też dwie historie o nadziei. Po śmierci babci, swojej ostatniej krewnej, Mikage zostaje na świecie zupełnie sama. Jedynym miejscem, które nadaje jej życiu sens, jest kuchnia. Niespodziewanie z pomocą przychodzą młody znajomy babci wraz z matką. Ze stratą najbliższych zmagają się również Satsuki oraz Hiiragi. Oni natomiast odnajdują sens i siłę w oczekiwaniu na tajemnicze spotkanie zapowiedziane przez spotkaną przypadkiem kobietę.
Muszę przyznać, że obie te historie niezwykle mnie ujęły. Mamy w nich mnóstwo trudnych emocji, które autorka oddaje bardzo naturalnie i nienachalnie, więc również czytelnika potrafią one dotknąć do głębi. Tym bardziej, że przeżycia bohaterów są dla wielu z nas bliskie. Dzięki temu jeszcze mocnej możemy utożsamić się Mikage, Satsuki, Hiiragim oraz postaciami drugoplanowymi. Pośród ich bólu i cierpienia Yoshimoto przemycam nam również promyki nadziei. Przestawia piękne, choć niepozbawione trudów, relacje z drugim człowiekiem, przynoszące ukojenie i spokój. Czyni to prostymi słowami, które trafiły wprost do mojego serca.
Krótkie formy literackie często potrafią przekazać maksimum treści i tak jest również tutaj. Nie ma zbędnych dialogów, a każdy fragment historii ma znaczenie. Po lekturze zaledwie 144 stron odczuwałam dużą satysfakcję – zostałam przeprowadzona przez całe spektrum emocji i zdążyłam zżyć się z bohaterami. Mimo tego, że spędziłam z nimi tak mało czasu, a także mimo reprezentowania innego kręgu kulturowego. Istnieją bowiem takie przeżycia, które wszędzie na świecie bolą lub cieszą tak samo.
Książka została wydana w 1988 roku, więc niektóre poruszane tematy (zwłaszcza ten dotyczący transpłciowości jednej z bohaterów) nie zestarzały się zbyt zbyt dobrze. Warto mieć datę wydania na uwadze podczas lektury, aby nie zepsuć sobie pozytywnych doświadczeń z poznawania tej historii i docenić wykreowane postaci.
„Ale życia nie można sobie wybrać, każdemu przeznaczone jest pewne z góry określone. Szczęście to życie, w którym, jeśli to możliwe, człowiek nie czuje, że jest sam”.
Jeśli azjatycka literatura piękna trafia w wasze czytelnicze gusta, to koniecznie dodajcie „Kuchnię” na wasze listy do przeczytania. W Japonii ten tytuł to już kultowa pozycja, więc tym bardziej warto go poznać. Książka Banany Yoshimoto to jednak również lektura dla wszystkich poszukujących w książkach emocji, pięknych relacji i nadziei. Nadziei na to, że choć w życiu przychodzi nam mierzyć się z niewyobrażanymi trudnościami, to zawsze w końcu wychodzi słońce.
„Kuchnia” to trzy opowiadania (a właściwie dwa m, gdyż jedno składa się z dwóch części). Dwie historie, o stracie, ale też dwie historie o nadziei. Po śmierci babci, swojej ostatniej krewnej, Mikage zostaje na świecie zupełnie sama. Jedynym miejscem, które nadaje jej życiu sens, jest kuchnia. Niespodziewanie z pomocą przychodzą młody znajomy babci wraz z matką. Ze stratą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to