Końcówka poprzedniego roku przyniosła miłośnikom polskiej fantastyki przedświąteczny prezent w postaci kolejnej części przygód Białego Wilka. Czy jednak warto było tyle czekać? I tak, i nie.
Historia opowiada o losach młodego Geralta, czyli nieopierzonego chłystka, któremu się wydaje, że ukończony trening oznacza, że teraz sam jeden będzie mógł zawojować świat. Już na początku swojej wędrówki poznaje Prestona Holta, doświadczonego wiedźmina, który przyjmuje go pod swoje skrzydła. Oferuje mu też ciekawy układ - Geralt przezimuje u niego, a później będzie wykonywać zlecenia w jego imieniu, jako że Preston nie jest już tak sprawny, jak kiedyś.
Bardzo podoba mi się skupienie na pierwszych zleceniach Białego Wilka. Dość ciężko byłoby kontynuować losy Geralta przez wzgląd na zakończenie sagi, zatem spojrzenie w jego przeszłość było nieuniknioną koniecznością. Paradoksalnie, o przygodach niedoświadczonego zabójcy potworów czyta się lepiej niż o jego poszukiwaniach Ciri. Poznajemy Geralta jako przemądrzałego chojraka, który dopiero poznaje się na swoim fachu. Czasem coś mu się uda osiągnąć kosztem ogromnego wysiłku fizycznego, ale częściej będzie nawalać. Równocześnie już na tym etapie zaczną się w nim kształtować pewne znajome przyzwyczajenia oraz postawy wobec określonych sytuacji.
Sapkowski kontynuuje tu formułę, którą zaczął w "Sezonie Burz" - zamiast skupiać się na jednej intrydze, woli scalić parę krótkich pobocznych historii głównym motywem, który będzie migał przez całą opowieść, by na końcu mieć swoją kulminację. Tutaj takimi elementami są postać wiedźmina Prestona Holta, który staje się dla Geralta mentorem, oraz pewne wydarzenie z przeszłości wiedźminów z Kaer Morhen. Przez większość czasu jednak śledzi się wędrówkę Geralta od zlecenia do zlecenia, podczas której Biały Wilk poznaje nowe postacie. Dużo lepiej jednak, moim zdaniem, wypadłoby to, gdyby Sapkowski napisał po prostu kolejny tom opowiadań. Mam też nieodparte wrażenie, że Sapkowski chciał wykorzystać tę książkę jako duży lore dump, czyli odpowiedzenie na wiele pytań, które od lat nurtowały czytelników. Zdradza m. in. początki powstania wiedźminów, prawdziwe imię Eskela oraz to, dlaczego każdy koń Geralta nazywa się Płotka. Jednocześnie olewa przy tym gry i produkcje Netflixa, zamiast tego tworząc własny kanon.
Niestety przy tym objawia się wręcz niezdrowa fascynacja Sapkowskiego do wszelkich dziwnych nazw postaw szermierczych czy łacińskich zwrotów, które czytamy w listach pisanych przez różne postacie oraz przy opisach walk. Nie przeszkadza to zbyt mocno podczas czytania, jeśli tylko nie musicie dokładnie wyobrażać sobie każdej sceny, zwłaszcza podczas opisów walk, oraz sprawdzać znaczenie każdego słowa. Osobiście ignorowałem te wyrażenia i po prostu czytałem dalej, zwłaszcza że mimo wszystko tę powieść pochłania się dość szybko i lekko.
Na osobne miejsce w piekle zasługuje wydanie od Supernowy. Niby trzyma się w ręku książkę, a ma się wrażenie, że to jest zbitek warstw papieru toaletowego. Kartki są bardzo cienkie. Książka wygina się we wszystkie strony. Gdy się przejedzie palcem po boku kartek, to wyczuje się, jak krzywo są one pocięte. Litery od nawet niewielkiej wilgoci potrafią się lekko rozmazać, a palce zostawiają wyraźne ślady. A to wszystko za 40 zł (bez kosztów wysyłki), by kilka dni po premierze powiedzieć, że jednak będą jeszcze inne wydania, w tym to z twardą okładką, kosztującą drugie tyle.
Podsumowując: nie jest to zła książka i na pewno zadowoli ona skrajnych fanów uniwersum Wiedźmina. Są tu dobrze znane motywy, jak i cała garść nowości dla osób głodnych poszerzenia swojej wiedzy o świecie przedstawionym. Jednocześnie nie jest to nic wybitnego. “Rozdroże kruków” stanowi solidną rozrywkę, miło wypełnia czas i dość szybko się czyta, ale nic poza tym. Ja sam raczej nie zaliczyłbym się do największych miłośników tej marki, zaś nad elementy światotwórcze przedkładam wciągającą fabułę i ciekawe postacie, tym niemniej przygody młodego Geralta były dla mnie bardzo przyjemne w odbiorze.
Końcówka poprzedniego roku przyniosła miłośnikom polskiej fantastyki przedświąteczny prezent w postaci kolejnej części przygód Białego Wilka. Czy jednak warto było tyle czekać? I tak, i nie.
Historia opowiada o losach młodego Geralta, czyli nieopierzonego chłystka, któremu się wydaje, że...
Rozwiń
Zwiń