rozwiń zwiń

Życie symboliczne

Okładka książki Życie symboliczne
Carl Gustav Jung Wydawnictwo: Wydawnictwo KR nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Das symbolische Leben
Data wydania:
2015-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Język:
polski
ISBN:
9788393717880
Tłumacz:
Robert Reszke
Średnia ocen

                7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Życie symboliczne w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Życie symboliczne

Średnia ocen
7,9 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
926
831

Na półkach: ,

„Kiedy intelekt nie służy życiu symbolicznemu, staje się diaboliczny – sprawia, że człowiek zapada na nerwicę”. CGJ

Bardzo przystępne dla laików zapisy z wykładów, jakich Jung udzielił lekarzom. Ogólny zarys jego metod i praktyki, plus sporo ciekawostek i odpowiedzi na różnego rodzaju pytania, które równie dobrze mogliby chcieć zadać czytelnicy jego twórczości.

Wspomnienia pracy z Freudem oraz spotkań z Einsteinem; o niemyślących ludziach; o problemach spowodowanych ślepą wiarą w naukę (scjentyzm); o otrzymaniu błogosławieństwa od papieża; dlaczego potrzebujemy religii i dlaczego najrzadziej psychologa odwiedzają katolicy, a najczęściej żydzi i protestanci – i wiele innych ciekawych zagadnień.

Nie do końca można potraktować ten tom jako wstęp do myśli jungowskich, ale ze względu na prostotę dobrze jest zaliczyć go gdzieś na początku (po „O rozwoju osobowości”, „Człowiek i jego symbole” i „Typach psychologicznych”). Ostatnie sto stron to zbiór nieciekawych wstępów do prac innych badaczy.

------------------------------------------------

„Następna dająca się wyodrębnić funkcja to myślenie. Jeśli spytacie filozofa, czym jest myślenie, to uzna on je za coś bardzo skomplikowanego – dlatego nigdy nie pytajcie o to filozofa; on jeden nie wie, czym jest myślenie, wszyscy inni wiedzą. Kiedy powiecie do kogoś „No, proszę tylko pomyśleć”, to człowiek ów dokładnie wie, o co chodzi, filozof – nigdy. Ujmując sprawę najprościej, myślenie mówi mi, czym coś jest. Myślenie nadaje nazwę rzeczy, dodaje do tego jeszcze jakieś pojęcie, ponieważ myślenie to postrzeganie plus osąd. (Psychologia niemiecka mówi tu o apercepcji)”.

„Kto żyje głównie z myślenia – nie jest skory do zmian”.

„Dr Howe: Jak wielka jest kula czterowymiarowej jaźni? Nie mogłem się powstrzymać, by samemu udzielić odpowiedzi; powiedziałem, że kula jest wielka jak wrzechświat.
CGJ: To kwestia filozoficzna; aby móc udzielić odpowiedzi na to pytanie, musimy obficie czerpać z teorii poznania. Świat to stworzony przez nas obraz. Tylko ludzie naiwni roją sobie, że świat jest taki, jak im się wydaje. Obraz świata to dokonywana przez Jaźń projekcja, tak jak sama Jaźń jest introjekcją świata. Ale tylko bardzo specyficzny umysł filozofa wzbija się ponad zwykły obraz świata, w którym istnieją rzeczy statyczne i izolowane. Gdybyśmy sami chcieli się wzbić ponad ten obraz, musielibyśmy wywołać coś na kształt trzęsienia ziemi w umyśle przeciętnego człowieka, cały kosmos zostałby poruszony, najświętsze przekonania i nadzieje zostałyby wyrzucone z posad, ja zaś nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy dążyć do takiego chaosu. Nie byłoby to dobre ani dla pacjentów, ani dla lekarzy; być może dobrze to robi filozofom”.

„Wkrótce opublikuję książeczkę poświęconą tylko jednemu motywowi symbolicznemu – powiadam wam, włosy wam staną dęba na głowie, kiedy to przeczytacie. Musiałem studiować nie tylko literaturę chińską i hinduistyczną, lecz również sanskrycką, a także średniowieczne rękopisy łacińskie, nie znane nawet specjalistom – żeby do nich zajrzeć, trzeba by się udać do British Museum. Dopiero kiedy zdobędzie się aparat w postaci tylu paralelizmów, można zacząć stawiać diagnozy i wyrokować, który sen jest organiczny, a który nie. Dopóki ludzie nie posiadają tej wiedzy, dopóty będę dla nich po prostu magikiem. Powiada się, że chodzi o un tour de passe-passe. To samo mówiło się w Średniowieczu. Zadawano wtedy pytanie: „Jak możesz widzieć, że Jowisz ma satelity?”. Gdyby zaś odpowiedziano, że przecież jest teleskop – hm, czymże jest teleskop dla średniowiecznej publiczności?
Bynajmniej nie chcę się tu popisywać. Zawsze czuję się niezręcznie, kiedy koledzy pytają mnie: „Jak pan dochodzi do takiej diagnozy czy do takich wniosków”, a ja im odpowiadam: „Wyjaśnię to, jeśli mi pozwolicie powiedzieć, co musielibyście wiedzieć, by to zrozumieć”. Sam się o tym przekonałem, kiedy gościliśmy w Zurychu sławnego profesora Einsteina. W owym czasie, kiedy pracował on nad teorią względności, często go widywałem. Wielokrotnie bywał u mnie w domu, a wtedy zawsze próbowałem wycisnąć z niego wszystko na temat teorii względności. Nie jestem wielkim talentem matematycznym; szkoda, żeście nie widzieli, jak się biedaczek pocił, aby mi wyjaśnić, czym jest względność. Po prostu nie miał pojęcia, jak to ugryźć, ja zaś widząc, jak się stara, miałem wrażenie, że zapadam się na kilka sążni pod ziemię i czułem, że jestem o, taki mały. Ale następnego dnia Einstein wypytywał mnie o psychologię. To była moja godzina zemsty.
Specyficzna wiedza to wielki ciężar dla tego, kto ją posiadł. W pewnym sensie wiedzie ona człowieka za daleko, tak że już nic nie potrafi wyjaśnić”.

„Wyobrażamy sobie że dawne ludy były ograniczone, lecz one były równie inteligentne, jak my”.

„Rysunek 10 przedstawia przypadek pewnego małżeństwa. Do mych pesymistycznych wywodów diagram ów wnosi powiew optymizmu. Tutaj panuje doskonała harmonia; ale popełnicie błąd, przyjmując, że ta harmonia to raj. Ci ludzie po jakimś czasie zaczną się kłócić, ponieważ są po prostu zbyt harmonijni. Doskonała harmonia rodzinna, opierająca się na partycypacji, doprowadzi niebawem do nader gwałtownych prób jej rozerwania – tylko po to, by czuć, że jedno nie rozumie drugiego. Jeśli zbadacie psychologię przeciętnego małżeństwa, przekonacie się, że większość problemów polega na zręcznym wymyślaniu prowokujących tematów rozmów, do czego nie ma najmniejszych powodów”.

„Kiedyś rozmawiałem z dyrektorem dużego amerykańskiego zakładu poprawczego dla dzieci; powiedział mi coś bardzo interesującego. Mają tam dwie kategorie dzieci. Większość z nich po przyjęciu do zakładu czuje się znacznie lepiej niż przedtem – te dzieci rozwijają się naprawdę dobrze i normalnie, z czasem przezwyciężają złe skłonności. Druga grupa dzieci – mniejszość – dostaje histerii, gdy tylko próbuje zachowywać się uprzejmie i normalnie. To urodzeni przestępcy, nie można ich zmienić. Takie dzieci są normalne wtedy, gdy czynią zło”.

„Stara chińska księga mądrości powiada: „Mistrz mówi jeden raz”. Mistrz nie wybiega naprzeciw ludzi, to na nic się nie zda. Ci, którzy zechcą słuchać, zrozumieją, ci zaś, co nie chcą zrozumieć, nie posłuchają”.

„Czyż świat nie składa się przede wszystkim z rodziców i dziadków? Problemy mają dorośli, dajmy spokój biednym dzieciom. Jeśli u dziecka pojawi się nerwica, odpowiadają za nią rodzice”.

„Jeśli zaś chodzi o kwestię doskonałości: dążenie do niej to wzniosły ideał. Dlatego mówię: „Dążcie raczej do tego, co możecie urzeczywistnić, zamiast gonić za czymś, czego nigdy nie osiągniecie. Pamiętajcie o powiedzeniu: «Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg»”. Nikt nie może być dobry. To złudzenie. Jedyne, co możemy czynić, to w pokorze dążyć do tego, by osiągnąć samospełnienie i być możliwie pełnymi ludźmi – a i to jest wystarczająco trudne”.

„Dlatego sam Bóg jest Zbawcą i Lekarzem; to lekarz, który wybawia od chorób, który zajmuje się zaburzeniami duszy; jest to dokładnie to, co określamy mianem „psychoterapii”. Jeśli nazywam religię systemem psychoterapeutycznym, to nie chodzi tu o zabawę w słówka. Ba, religia jest najbardziej precyzyjnie funkcjonującym systemem psychoterapeutycznym – kryje się za tym prawda o wielkim znaczeniu praktycznym”.

„Czwarty etap terapii przeniesienia określam mianem obiektywizacji obrazów nieosobniczych – stanowi on ważną część procesu indywiduacji. Ma on na celu uwolnienie świadomości od obiektu, tak aby człowiek nie szukał gwarancji swego szczęścia czy wręcz życia w czynnikach leżących poza nim – nieważne, czy chodzi tu o osoby, idee czy okoliczności – lecz by zrozumiał, że wszystko zależy od tego, czy posiadł swój skarb, czy nie. Jeśli posiadł podziemne złoto, wtedy środek ciężkości znajdzie się w człowieku, a nie w jakimś obiekcie, od którego jest zależny. Do celu, którym jest osiągnięcie stanu uwolnienia, prowadzą wschodnie praktyki medytacji – służą temu również nauki Kościoła. W różnych religiach skarb ów projektuje się na postacie świętych, jeśli jednak chodzi o współczesnego, oświeconego człowieka, to takie hipnotyzowanie wydaje się nie do utrzymania na dłuższą metę. Bardzo wielu ludzi nie umie dziś wyrażać wartości nieosobniczych w symbolach historycznych”.

„Pewnego razu prowadziłem terapię młodego artysty, który miał poważne problemy ze zrozumieniem tego, co oznacza aktywna imaginacja. Imał się on wszystkich środków – daremnie. Jego problem polegał na tym, że nie umiał myśleć. Muzycy, malarze czy inni artyści to często ludzie, którzy w ogóle nie umieją myśleć, ponieważ nie potrafią świadomie ruszyć głową. Mózg tego pacjenta też pracował wyłącznie na własny użytek; człowiek ów miał swe idee artystyczne, ale nie potrafił ich zastosować na płaszczyźnie psychologicznej, toteż nie miał zdolności rozumienia”.

„Zawsze byłem pod wrażeniem, że istnieje zaskakująco wiele indywiduów, które – jeśli nie staną w obliczu bezwzględnej konieczności – nie robią użytku z własnego rozumu, a mimo to nie są to ludzie głupi; podobnie zdumiewał mnie fakt, że istnieje równie wielu osobników, którzy wprawdzie posługują się własnym rozumem, lecz czynią to w sposób doprawdy idiotyczny. Z równie wielkim zaskoczeniem odkryłem, że wielu inteligentnych, prężnych umysłowo ludzi – o ile można to stwierdzić – żyje tak, jak gdyby nigdy nie nauczyli się korzystać z własnych narządów zmysłowych, nie widzieli tego, co mieli przed nosem, nie słyszeli słów krzyczanych im prosto do uszu, nie postrzegali rzeczy dotykanych czy smakowanych, żyli bez świadomości własnego ciała. Inni znowu robili wrażenie, że żyją w tak osobliwym stanie świadomości, jakby stadium, w którym właśnie się znajdują, było ostateczne, i miały pozostać takie na zawsze. Ludzie ci, wydawało się, nie mają fantazji, uzależnieni są wyłącznie od swych postrzeżeń zmysłowych. Nie istniały dla nich szanse ani możliwości, w ich dniu dzisiejszym nie było obietnicy jutra. Przyszłość była dla nich zaledwie powtórką przeszłości”.

„Środkami pomocniczymi, za sprawą których świadomość orientuje się w rzeczywistości, są zatem cztery funkcje. Doznawanie (czyli postrzeganie zmysłowe) powiada, że coś istnieje; myślenie stwierdza, czym to coś jest; czucie mówi, czy to jest przyjemne, czy nie; intuicja podaje, skąd to przychodzi i dokąd zmierza.
Oczywiście te cztery cechy charakterystyczne zachowania ludzkiego to jedynie cztery możliwości spośród wielu innych (jak choćby siła woli, temperament, wyobraźnia, pamięć itd.). W żadnym wypadku nie należy ich absolutyzować, ponieważ są one jednak proste, doskonale nadają się do klasyfikacji. Uważam je za szczególnie pomocne w sytuacji, gdy dzieciom mam tłumaczyć zachowanie rodziców czy żonom zachowanie ich mężów i na odwrót – są one przydatne także gwoli zrozumienia własnych przesądów”.

„Zazwyczaj wysuwa się przypuszczenie, iż jakiś bystry filozof czy prorok w prehistorycznych czasach „wynalazł” podstawowe idee mitologiczne, w które później „uwierzył” łatwowierny i bezkrytyczny lud. Można też usłyszeć, iż propagowane przez żądny władzy stan kapłański opowieści nie są „prawdziwe”, lecz stanowią wyraz „myślenia życzeniowego”. Ale słowo „wynaleźć” oznacza także „znaleźć”, a zatem tkwi w nim sens dotarcia do czegoś, czego się poszukuje, zakłada się zatem, iż ten, kto szukał, miął niejakie poczucie tego, co stanowiło przedmiot jego poszukiwań”.

„Podkreślam to, ponieważ w naszej epoce miliony ludzi straciły zaufanie do wszelkiego rodzaju religii, której już nie rozumieją. Gdyż życie bez religii płynie sobie dalej bez jakichkolwiek zaburzeń, nikt właściwie nie zauważa tej straty, jeśli jednak człowiek cierpi z tego powodu, zaczyna poszukiwać jakiejś drogi wyjścia, zaczyna się zastanawiać nad sensem życia, nad jego przyprawiającymi o zawrót głowy bolesnymi doświadczeniami. To znamienne, że (jak podpowiada mi doświadczenie) z porad psychologa częściej korzystają Żydzi i protestanci niż katolicy. Nic w tym dziwnego, ponieważ Kościół katolicki zawsze czuł się odpowiedzialny za cura animarum (troskę o zbawienie duszy). Ale w naszym scjentystycznym stuleciu pytania, z jakimi ongiś udawano się do duszpasterzy, zadaje się psychiatrom. Ludzie czują jednak, że byłoby im łatwiej, gdyby tylko potrafili uwierzyć w sens życia, w Boga i nieśmiertelność – upiór nadchodzącej śmierci często ponagla do takich refleksji. Ponieważ nie możemy dojrzeć Boga na niebieskim tronie przez radioteleskop, ponieważ nie jesteśmy już pewni, czy nasi umiłowani rodzice unoszą się gdzieś w pobliżu nas w formie mniej lub bardziej cielesnej, ludziom wydaje się, iż takie wyobrażenia są absurdalne. Ale przecież koncepcje tego rodzaju już od prehistorycznych czasów towarzyszą życiu człowieka, a i dzisiaj przy wielu okazjach pojawiają się na powierzchni świadomości”.
„Człowiek współczesny zacznie zapewne tłumaczyć, że to wszystko dzieje się bez naszego udziału, być może będzie się też upierał, że są to sprawy nie dowiedzione przez naukę, ba, być może wyrazi ubolewanie, że zagubił gdzieś owe przekonania. Ale mamy tu przecież do czynienia ze sprawami niewidzianymi i niepoznawalnymi; Bóg to coś, co przerasta świadomość ludzką, nieśmiertelności też niepodobna udowodnić, dlaczego mielibyśmy się jednak pozbawiać takich poglądów, które okazały się pomocne akurat w czasie kryzysów, nadając sens naszemu życiu? Wielu zgodziłoby się ze mną, gdybym po prostu stwierdził, iż wyobrażenia takowe to całkiem prawdopodobne złudzenia, lecz ludzie ci nie zdają sobie sprawy, że ich negatywna postawa jest równie trudna do udowodnienia co prawdziwość twierdzeń religijnych. Znamy jednak celny argument empiryczny przemawiający za kultywowaniem idei, których dowieść nie podobna – okazało się bowiem, że są one zbawienne. Człowiek koniecznie potrzebuje wyobrażeń i przekonań, które nadadzą sens jego życiu, a jemu samemu pomogą znaleźć sobie miejsce we wszechświecie. Człowiek może znosić najgorsze męczarnie, jeśli tylko będzie przekonany, że mają one sens”.

„Chrześcijanie często zadają pytanie, dlaczego Bóg nie przemawia do nich tak, jak mówił kiedyś. Kiedy słyszę takie pytania, zawsze przypominam sobie rabbiego, którego spytano, jak to się dzieje, że Bóg, który ongiś tak często pokazywał się ludziom, dzisiaj się już nie pojawia. A na to odparł rabbi: „Dzisiaj nikt już nie umie pochylić się tak nisko”.

„Próbowano zatem zbadać, na jak wiele kompleksów czy oznak kompleksów cierpią ludzie. Najmniej kompleksów można było spotkać w wypadku praktykujących katolików, znacznie więcej kompleksów odkryto u protestantów, najwięcej – u Żydów”.

„Na tym polega tajemnica Kościoła katolickiego: sprawia on, że człowiek może prowadzić w jakiś sposób sensowne życie. Jeśli, na przykład, można codziennie uczestniczyć w ofierze, jeśli można mieć udział w substancji bóstwa, jeśli dzień w dzień powtarza się ofiarę Chrystusa. To, co tu mówię, to rzecz jasna tylko słowa, ale dla człowieka, który naprawdę żyje, jest to cały świat. To nawet więcej niż świat, ponieważ nadaje on sens życiu, ponieważ wyraża to pragnienie duszy, wyraża podstawowe fakty naszego życia nieświadomego. Gdy mędrzec powiada: „Jesteś naturze winny śmierć”, to właśnie to ma on na myśli”.

„Kiedy intelekt nie służy życiu symbolicznemu, staje się diaboliczny – sprawia, że człowiek zapada na nerwicę”. CGJ

Bardzo przystępne dla laików zapisy z wykładów, jakich Jung udzielił lekarzom. Ogólny zarys jego metod i praktyki, plus sporo ciekawostek i odpowiedzi na różnego rodzaju pytania, które równie dobrze mogliby chcieć zadać czytelnicy jego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

432 użytkowników ma tytuł Życie symboliczne na półkach głównych
  • 375
  • 53
  • 4
34 użytkowników ma tytuł Życie symboliczne na półkach dodatkowych
  • 15
  • 9
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Carl Gustav Jung
Carl Gustav Jung
Carl Gustav Jung (ur. 26 lipca 1875 w Kesswil w Szwajcarii, zm. 6 czerwca 1961 w Zurychu) – szwajcarski psychiatra i psycholog. Był twórcą psychologii głębi, na bazie której stworzył własną koncepcję nazywaną psychologią analityczną (stanowiącą częściową krytykę psychoanalizy). Wprowadził pojęcia nieświadomości zbiorowej, synchroniczności oraz archetypu, które odegrały także wielką rolę w naukach o kulturze.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zapomniany język. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów Erich Fromm
Zapomniany język. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów
Erich Fromm
„Jeżeli prawdą jest, że zdolność do dziwienia się jest początkiem mądrości, to prawda ta stanowi smutny komentarz do mądrości współczesnego człowieka. Mimo wszystkich zalet wynikających z osiągnięcia wysokiego stopnia literackiej i powszechnej edukacji – utraciliśmy ów dar dziwienia się czemukolwiek”.( s.9) Erich Fromm, zapomniany język, wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów. Przekł. J. Marzecki. Biblioteka Myśli Współczesnej. PIW. Warszawa 1994. Erich Fromm w Zapomnianym języku: • wprowadza Czytelnika w świat języka symbolicznego; • konfrontuje Freuda z Jungiem; • pisze o historii interpretacji snów; • odwołuje się do mitów, baśni, rytuałów i powieści; • wybiera: mit o Edypie, o stworzeniu świata, bajkę o Czerwonym Kapturku, • skupia się na rytuale szabatu i Procesie Kafki. Nieprzypadkowo Fromm - to moralista, filozof, psycholog, twórca psychoanalizy humanistycznej, intelektualista o wybitnych zdolnościach i wyjątkowym autorytecie moralnym. Jak napisze: „Kiedy śpimy, budzimy się do innej formy istnienia. Śnimy.” I doda, że we śnie jesteśmy autorami fabuły, nie stosujemy się do żadnych praw logiki, pomijamy takie kategorie, jak: czas i przestrzeń, nic nas nie ogranicza. Miałem sen …- może powiedzieć Każdy. Język symboliczny, a w głównej mierze język snów pozostaje w kręgu zainteresowań Fromma. Najprostsza definicja symbolu to: „coś, co oznacza coś innego”.Fromm nie byłby sobą, gdyby myśli nie rozwinął. [zobacz: s. 17] Interpretacja baśni o Czerwonym Kapturku zamyka się zdaniem: „Bajka ta, w której głównymi postaciami są trzy pokolenia kobiet (myśliwy w końcu – to konwencjonalna postać ojca, bez większego znaczenia)…”s. 208 Czytasz „zapomniany język” Fromma i marzenia senne nie mają żadnych tajemnic, łącznie z interpretacją baśni i mitów. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Typy psychologiczne Carl Gustav Jung
Typy psychologiczne
Carl Gustav Jung
TYPY PSYCHOLOGICZNE EKSTRAWERSJA – „(…) typowa postawa wyrażająca się w skupieniu zainteresowania na obiekcie zewnętrznym.” INTROWERSJA – „(…) jest przeciwieństwem ekstrawersji, oznacza ruch libido do wewnątrz.” DOZNAWANIE – „jest czymś w rodzaju postrzegania, które wie, że coś jest.” MYŚLENIE – „mówi nam czym to coś jest.’ CZUCIE – „stwierdza jaką to ma dla nas wartość, określając czy to przyjmiemy, czy odrzucimy.” INTUICJA – „mówi nam w jaki sposób to coś mogłoby się rozwinąć, jakie tkwią w tym możliwości.” 8 typów (opisałem po krótce słowami Junga): 1. Ekstrawertyczny typ myślowy – „(…) dążenie do tego by ogół swej ekspresji życiowej uzależnić od wniosków natury intelektualnej (…) Typ ten użycza decydującej siły nie tylko samemu sobie, lecz także swemu otoczeniu postawionemu w obliczu obiektywnej faktyczności, czy też (…) ujmującej ją formuły intelektualnej. To właśnie podług tej formuły mierzy dobro, zło, piękno i brzydotę. Słuszne jest wszystko co odpowiada formule, niesłuszne wszystko to co jej oponuje”. 2. Ekstrawertyczny typ czuciowy – „(…) najsilniej tłumi swe myślenie, ponieważ to właśnie myślenie najlepiej nadaje się do zaburzania czucia (…) myślenie ekstrawertycznego typu czuciowego, o ile tylko jest funkcją samodzielną zostaje wyparte (…) nie jest ono wyparte w całości, lecz tylko o tyle, o ile jego niezłomna logika zmusza do wysnuwania wniosków, które nie odpowiadają uczuciu”. 3. Ekstrawertyczny typ doznaniowy – „Żaden inny typ nie dorównuje mu pod względem realizmu (…) Zbiera on w swym życiu realne doświadczenia (…0 To czego doznaje (…) służy jako drogowskaz wskazujący nowe doznania, wszystkie zaś nowości pojawiające się w kręgu jego zainteresowań zdobywa w drodze doznania – ma to służyć celowi, jakim jest właśnie owo doznanie (…) Na niższym szczeblu rozwoju (…) człowiek hołdujący namacalnej rzeczywistości, nie przejawiający skłonności do refleksji i dominacji (…) radosny towarzysz zabaw, niekiedy wyrafinowany esteta”. 4. Ekstrawertyczny typ intuicyjny – „(…) zawsze przebywa tam, gdzie dane są możliwości. Jest on wyczulony na to co dojrzewa zarodku i niesie obietnice w przyszłości. Nie umie się odnaleźć w stosunkach stabilnych, istniejących już od dawna, dobrze ugruntowanych, powszechnie uznawanych za to ograniczonych pod względem wartości (…) Przedstawicielami tego typu jest wielu kupców, przedsiębiorców, agentów, polityków i tak dalej (…) Nikt poza nim tak dobrze nie umie dodawać ducha bliźnim, nikt jak on nie umie napawać innych entuzjazmem (…) Gdyby mógł się skupić na jednej sprawie, zebrałby owoce swej wytrwałości, on jednak zbyt szybko jest zmuszony porzucić świeżo zasiane pola i ruszyć w pogoń za nowymi możliwościami – plon bez trudu zbierać mogą inni (…) Pożąda wolności i swobody”. 5. Introwertyczny typ myślowy – „(…) powołuje się na czynnik subiektywny (…) zastrzega sobie prawo do krytyki poznania w ogóle (…) W decydującej mierze poddany wpływowi idei, które jednak nie wynikają z tego co obiektywnie dane, lecz z subiektywnego podłoża. Człowiek taki (…) będzie podążał za swymi ideami, lecz do wewnątrz (…) Im bardziej wyrazisty jest ów typ, tym bardziej skostniałe są jego przekonania, w tym mniejszym stopniu jest podatny na argumenty innych”. 6. Introwertyczny typ doznaniowy – „Z pryzmatem introwertycznego czucia spotkałem się głównie u kobiet. Przysłowie – cicha woda brzegi rwie – przede wszystkim odnosi się do niewiast tego rodzaju (…) Przedstawiciele tego typu najczęściej wydają się osobami chłodnymi i wskazującymi rezerwę, powierzchowny osąd odmawia im wszelkiego uczucia. Jest to jednak z gruntu fałszywe, uczucia nie są tu bowiem co prawda ekstensywne, są za to intensywne. Rozwijają się one sięgając w głąb”. 7. Introwertyczny typ doznaniowy – „(…) typ irracjonalny, albowiem w swym osądzie tego co się stało, nie orientuje się podług sadów rozumu, lecz raczej podług tego co właściwie się dzieje (…) orientuje się podług intensywności subiektywnego komponentu doznania wyzwolonego obiektywnym bodźcem (…) typ ten z oporami poddaje się rozumieniu obiektywnemu – tak jak zresztą najczęściej nie jest w stanie pojąć samego siebie (…) Z reguły zadowala się własnym wnętrzem i banalnością rzeczywistości, które jednak nie zdając sobie sprawy, traktuje w sposób archaiczny”. 8. Introwertyczny typ intuicyjny – „(…) mistyczny marzyciel i wizjoner z jednej strony, z drugiej zaś fantasta i artysta (…) Człowiek intuicyjny z reguły poprzestaje na postrzeganiu, postrzeganie i kształtowanie postrzegania stanowi dlań problem najważniejszy, jeśli jest twórczym artystą. Fantasta zaś zadowala się oglądem, któremu daje się kształtować to znaczy determinować (…) Jeśli człowiek ów nie jest artystą to często wiedzie żywot zapoznanego geniusza, zmarnowanej wielkości, kogoś w rodzaju na poły szaleńca, postaci jako żywo nadającej się na karty powieści psychologicznych (…) w znacznej mierze opiera się na samej wizji (…) człowiek ten sprawia, że on sam i jego życie stają się symboliczne, a chociaż są przystosowane do wewnętrznego, wiecznego sensu zdarzeń, nie są przystosowane do aktualnej faktycznej rzeczywistości. w ten sposób pozbawia się on możliwości wywierania wpływu na rzeczywistość, ponieważ staje się niezrozumiały i taki też pozostaje”. Dalej Carl G. Jung pisze tak: „Zamieszczając tu niniejsze opisy, nie chciałbym jednak żadną miarą, robić wrażenia, że typy te występują w tak czystej postaci stosunkowo często.” Otwierając podręcznik do psychologii np. Zimbardo „Kluczowe koncepcje – psychologia osobowości”, możemy przeczytać: „Minęły już czasy (…), gdy budowano szeroko zakrojone teorie osobowości, które usiłowały wyjaśniać wszystko co ludzie robią". Oprócz typów psychologicznych Junga, w przestrzeni funkcjonują jeszcze inne podziały na typy jako klucze czytania osobowości, najstarszy i chyba najbardziej popularny to ten Hipokratesa (ok. 400 lat p.n.e): 1. przewaga krwi - typ sangwiniczny (sanguis - krew), 2. przewaga żółci - typ choleryczny (chole - żółć), 3. przewaga śluzu - typ flegmatyczny (phlegma - flegma), 4. przewaga czarnej żółci - typ melancholiczny (melas chole - czarna żółć). Inny choć mało popularny, a równie interesujący jest podział zaproponowany przez Marlene Miller na style myślenia: 1. Konceptualista 2. Rozjemca 3. Myśliciel 4. Znawca I tak dalej … I jeszcze słówko o samej książce Junga - jest rozwlekła.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na 7 2 lata temu
Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii Carl Gustav Jung
Symbole przemiany. Analiza preludium do schizofrenii
Carl Gustav Jung
Zaczyna się bardzo niemrawo. Przebijamy się przez setki przykładów z tekstów religijnych, wierszy, utworów, opisów rzeźb i obrazów, jak to u Junga, i dopiero w pobliżu połowy książki klaruje się sedno: libido jako energia psychiczna (życiowa), (a nie czysto seksualna) błąd Freuda, psychologiczna symbolika kazirodztwa, związek libido z wiarą, sztuką i wewnętrznym rozwojem, potrzeba odcięcia uczuciowej pępowiny od rodziców, początki schizofrenii. Wolałbym przeczytać ten tom przed "Aionem". I jak zwykle przypominam niezaznajomionym z twórczością Junga, aby zaczęli od "Człowiek i jego symbole", "O rozwoju osobowości" oraz "Typy psychologiczne". --------------------------------------------------- „Mit jest bowiem tym, o czym jeden z Ojców Kościoła powiada: „W co wszędzie, zawsze i wszyscy wierzą” (Wincenty z Lerin), a zatem człowiek, który – jak mu się wydaje – żyje bez mitu lub poza mitem, jest wyjątkiem. Ba, jest to człowiek wręcz wykorzeniony, który nie ma prawdziwej więzi ani z przeszłością, z życiem przodków (które zawsze żyje w nim), ani z istniejącym w danym czasie społeczeństwem ludzkim”. „W mgnieniu oka uprzytamniamy sobie, że tu, na tym miejscu, gdzie się teraz znajdujemy, gdzie jesteśmy czymś zajęci, gdzie dokądś pędzimy, już dwa tysiące lat temu kwitło życie, trwała podobna krzątanina, choć w nieco innej formie, że ludźmi targały podobne namiętności, mimo że i oni przekonani byli o wyjątkowości swego bytu”. „(…) Wgląd tego rodzaju powiada nam bowiem, że podstawowe konflikty targające człowiekiem są zawsze takie same – niezależnie od miejsca i czasu. To, co przepełniało Greków dreszczem, jest ciągle jeszcze prawdziwe, ale my będziemy się mogli o tym przekonać dopiero wtedy, gdy wyrzekniemy się podłego złudzenia późniejszych czasów, które każą nam mniemać, że jesteśmy inni – na przykład bardziej moralni – niż Starożytni. Po prostu udało nam się zapomnieć, że z ludźmi Antyku wiąże nas nierozerwalna więź. W ten sposób staje przed nami otworem droga do zrozumienia ducha Starożytności – droga, której wcześniej nie znaliśmy – droga wewnętrznego współodczuwania z jednej strony, z drugiej zaś droga intelektualnego zrozumienia. Przedzierając się przez zawalone gruzem fundamenty własnej duszy, poznajemy żywy sens kultury antycznej i właśnie w ten sposób zdobywamy ów stały punkt znajdujący się poza właściwą nam sferą – punkt wyjścia, skąd możemy rozpocząć proces obiektywnego pojmowania prądów Starożytności”. „Dla indywiduum zajmującego postawę typową dla współczesności jest nie do pomyślenia, by sen zsyłał jakiś istniejący niezależnie od nas bóg, czy też by sen proroczo przepowiadał przyszłość. Jeśli jednak owo starożytne ujęcie przełożymy na język psychologii, wówczas otrzyma ono bardziej zrozumiałą formę, to znaczy: marzenie senne powstaje z nieznanej nam części duszy i zajmuje się przygotowaniem nadchodzącego dnia i związanych z nim wydarzeń. Dawna wiara powiada, że do śniącego przemawia językiem symbolicznym bóstwo lub demon, a wykładacz snów musi przetłumaczyć tę zagadkową mowę. Jeśli zechcemy ująć to bardziej współcześnie, powiemy, że marzenie senne jest serią obrazów z pozoru paradoksalnych i nonsensownych, zawiera ono jednak materiał myślowy, który – o ile tylko zostanie przetłumaczony – zdradzi jasny sens”. „Język tworzony jest przez myślenie i [język] tworzy myślenie” Piotr Abelard „W tym miejscu można wysunąć zarzut, że skłonności dzieci do mitologizowania zaszczepiło im wychowanie. Ale zarzut ten jest zbyteczny, bo czyż ludzie kiedykolwiek oderwali się od mitu? Każdy człowiek miał oczy i wszystkie zmysły, by spostrzec, że świat jest martwy, zimny i nieskończony, nigdy jeszcze nie widział Boga, nigdy też nie musiał wnioskować o jego istnieniu pod presją świadectwa własnych zmysłów. Wręcz przeciwnie, człowiek musiał odczuć nader silną potrzebę wewnętrzną, która można wyjaśnić jedynie na podstawie irracjonalnej siły instynktu, aby wydać z siebie owe religijne treści wiary, których absurdalność podkreślał już Tertulian. A zatem owszem, można ukrywać przed dzieckiem treści dawnych mitów, niepodobna jednak zabronić mu odczuwania potrzeby mitologii, nie mówiąc już o możliwości odebrania mu zdolności do tworzenia jej. Można powiedzieć, że gdyby się udało za jednym zamachem wyplenić ze świata wszystkie tradycje, to następne pokolenie na nowo zaczęłoby tworzyć całą mitologię i historię religii. Tylko niewielu indywiduom udaje się w epoce buty intelektualnej odrzucić bagaż mitologii; zbiorowość nigdy się jednak od niej nie uwolni. Całe Oświecenie na nic się tu nie zda – co najwyżej zniszczy formę przejawu, która i tak przemija, nigdy jednak nie wyrwie z korzeniami twórczego popędu”. „Na podstawie różnorodnych doświadczeń wiemy, że jeśli ktoś chętnie opowiada swe fantazje lub marzenia senne, to bardzo często chodzi tu nie tylko o pilne, lecz również aktualne nader przykre problemy osobiste”. „Chrześcijaństwo dzięki wiekowej pracy edukacyjnej do tego stopnia okiełznało zwierzęcą popędowość Starożytności i następujących po niej wieków barbarzyństwa, że można było uwolnić duży potencjał sił popędowych i wykorzystać go do wzniesienia zrębów cywilizacji. Skutki tego procesu wychowania ujawniły się zrazu w fundamentalnej zmianie postawy, czyli w ucieczce od świata i dążeniu do zaświatów – obie te cechy znamionują pierwsze wieki chrześcijaństwa. W epoce tej poszukiwano tego, co wewnętrzne, abstrakcji duchowej. Od natury stroniono. Przywołam w tym miejscu wspomniany przez Bruckhardta fragment z Wyznań św. Augustyna: „Oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, wysoko wzniesione morza, szeroko rozlane rzeki. Ocean otaczający ziemie, obroty gwiazd. A obok siebie samych obojętnie przechodzą””. „Za sprawą przemieszczenia centrum uwagi ze świata wewnętrznego na świat zewnętrzny poznanie natury nieskończenie się pogłębiło w porównaniu z dawniejszym stanem wiedzy, lecz wprost proporcjonalnie do tego obniżył się poziom poznania i znajomości świata wewnętrznego. Zainteresowanie religijne, które w normalnym stanie rzeczy powinno być czynnikiem najsilniejszym, przeto i decydującym, odwróciło się od świata wewnętrznego, a formy dogmatyczne istnieją w naszym dzisiejszym świecie jedynie na zasadzie dziwacznych, niezrozumiałych przeżytków, i są łatwym łupem dla krytykanctwa wszelkiej maści. Nawet psychologia współczesna tylko z największym wysiłkiem może dopominać się o prawo duszy do istnienia, tylko z największym mozołem może przedstawiać wiarygodne dowody na potwierdzenie tego, że dusza jest formą bytu, że posiada dające się zbadać właściwości, a zatem może być przedmiotem nauki empirycznej; psychologia współczesna dwoi się i troi, by wykazać, że dusza nie wegetuje na garnuszku świata zewnętrznego, lecz że również posiada autonomiczne wnętrze, że nie przedstawia li tylko świadomości „ja”, lecz zasadniczo jest bytem, co do którego istnienia można wnosić nie wprost. Nastawieniu takiemu mit, to znaczy dogmat kościelny, jawi się jako zbiór wypowiedzi absurdalnych, ponieważ nieprawdopodobnych. Racjonalizm współczesny ma żyłkę oświeceniową, zachowuje się zatem tak, jak gdyby jego tendencje obrazoburcze przyczyniły się wręcz do poprawienia stanu moralności. Ludzie zadowalają się dziś powszechnie niezbyt inteligentnym ujęciem, które każe im wierzyć, iż wypowiedź dogmatyczna oznacza konkretną niemożliwość, ale prawie nikomu nie przyjdzie do głowy, że może ona stanowić symboliczny wyraz pewnej treści ideowej. Bo przecież nie podobna tak od razu powiedzieć, na czym polega ta idea, to zaś, czego „ja” nie wie, po prostu nie istnieje. Dlatego ta oświecona głupota nie uznaje nieświadomego bytu psychicznego”. „Już teraz możemy powiedzieć na podstawie materiału, jaki mamy tu do dyspozycji, że naszym zdaniem w wypadku tej ofiary niewątpliwie chodzi o zerwanie więzi z matką, czyli o wyrzeczenie się wszystkich więzi i ograniczeń, jakie dusza z okresu dzieciństwa przeniosła w wiek dorosły”. „Wybornie i zbawiennie dla siebie postępujesz, jeśli… w dalszym ciągu zdążasz ku doskonałości ducha, której nierozsądnie jest tylko życzyć sobie, skoro od ciebie zależy jej osiągnięcie. Nie trzeb wznosić rąk ku niebu ani błagać stróża świątyni, by pozwolił nam zbliżyć się do samego ucha posągu – jak gdybyśmy mogli być wtedy łatwiej wysłuchani przez bóstwo: Bóg jest w pobliżu ciebie, jest On z tobą, jest w tobie samym. Powiadam ci, Lucyliuszu: przebywa w nas święty duch, który widzi i pilnuje wszystkich naszych złych i dobrych uczynków. Nikt zaiste nie może być mężem prawym bez Boga. A czyż zdoła ktoś wznieść się bez pomocy Boga ponad przypadek? On ci to daje wzniosłe i szlachetne rady. W każdym prawym człowieku «Bóg jakiś mieszka, choć wcale nie mamy pewności, jaki»” Seneka „Nasze rozumowanie pokazuje, że wprowadzonemu przez Freuda terminowi „libido” bynajmniej nie brak konotacji seksualnych, ale że wyłącznie i jednostronnie seksualną definicję tego pojęcia należy odrzucić. Appetitus i compulsio to cechy wszystkich popędów i automatyzmów. Tak jak nie można dosłownie traktować metafor seksualnych na poziomie językowym, tak też nie należy w ten sposób traktować odpowiednich analogii w procesach popędowych, symptomach i marzeniach sennych. Seksualna teoria automatyzmów psychicznych to przesąd, którego nie sposób utrzymać. Już sam prosty fakt, że ogółu zjawisk psychicznych nie podobna wywodzić z j e d n e g o popędu, zabrania nam definiowania libido w sposób jednostronny”. „Refleksja ta prowadzi nas do pojęcia libido, które rozszerza się, przechodząc w pojęcie z a m i e r z e n i a w ogóle. Jak pokazuje przytoczony wcześniej cytat z pracy Freuda, tak naprawdę zbyt mało wiemy o naturze instynktów ludzkich i ich dynamice psychicznej. Byśmy mogli zaryzykować i przyznać pierwszeństwo jakiemuś jednemu popędowi. Zachowalibyśmy się zatem ostrożniej, gdybyśmy mówiąc o libido, rozumieli przez to pewną wartość energetyczną, która może się przejawiać w dowolnej dziedzinie – na przykład władzy, głodu, nienawiści, seksualności, religii itd. – a mimo to nie musi ono być jakimś specyficznym popędem, jak trafnie mówi Schopenhauer: „Wola jako rzecz sama w sobie różni się całkowicie od swego przejawu i jest zupełnie wolna od wszystkich jego form, w które wchodzi dopiero, kiedy się pojawia, które dotyczą więc tylko jej przedmiotowości, a jej samej są zaś obce””.
Graven - awatar Graven
ocenił na 7 4 lata temu
Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii Marie-Louise von Franz
Alchemia. Wprowadzenie do symboliki i psychologii
Marie-Louise von Franz
Ciekawa i jednocześnie inspirująca lektura, z której można wynieść wiele dobrego. Jeśli ktoś lubi symbolikę, meandry umysłu, religijne abstrakcje i inne cuda nieświadomości to książka na pewno się mu spodoba. Jest to zbiór wykładów, gdzie omawiane są wybrane teksty alchemiczne - od starożytnego Egiptu, przez Grecję, Arabię czy średniowieczną Europę. Książka zawiera także dużo obrazów alchemicznych, które ciekawie ilustrują opisywane działania. Nie jest to łatwa lektura. Jeśli jednak alchemia rzeczywiście tak poprawnie została rozszyfrowana i jest wprost odniesieniem do psychologii na zasadzie opisu zjawisk innym językiem i formą niż znaną nam obecnie to w końcu można coś z niej zrozumieć. Wszystko ma tutaj na pewno ręce i nogi. A część zjawisk psychologicznych w odniesieniu do bioenergii człowieka pokrywa się z tym, co piszą inni (nawet obecnie) i jest prawdą. Tym bardziej książka wydaje się przedstawiać cenną wiedzę, w której można momentami się odnaleźć wprost bezpośrednio. Warto też nadmienić, że autorka na początku wyjaśnia czym różni się alchemia od religii i dlaczego ją uzupełnia. Dlaczego alchemia jest niejako pełniejsza niż jakakolwiek religia, tradycja czy inne, uporządkowane motywy i dlaczego mogła być tak w ostateczności odepchnięta na dalszy tor. Bardzo fajnie to wszystko składa się w jedną całość.
Michał - awatar Michał
ocenił na 7 6 lat temu
Autoanaliza Karen Horney
Autoanaliza
Karen Horney
O psychoanalizie, stosunkach pacjenta z psychoanalitykiem oraz możliwości wykorzystania narzędzi psychoanalizy, by przypatrywać się własnej osobie. Mimo iż psychoanaliza zaczęła się właśnie od Freuda analizującego samego siebie (podobnie było z Jungiem), środowisko zawodowych psychoanalityków usiłuje nas przekonać, pewnie m. in. ze względów ekonomicznych, że do badania psychiki konieczny jest doświadczony specjalista. Karen Horney zadaje temu twierdzeniu kłam i pokazuje, że autoanaliza nie tylko jest możliwa, lecz także bardzo pomocna w trakcie profesjonalnej terapii, a nawet konieczna w przypadku każdego człowieka, który pragnie rozwijać swoją osobowość. To był mój pierwszy kontakt z panią Horney, która zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Wybaczam usilną próbę odróżnienia się od Freuda, Junga i Adlera - "neurotyczna struktura charakteru" jest po prostu autorską nazwą "kompleksu psychicznego". Za to bardzo spodobało mi się szczere wyznanie, że psychoanalityk nie zawsze wie, skąd coś wie i czasem nawet nie jest w stanie wyjaśnić, jak na coś wpadł. -------------------------------------------- „Skłonności narcystyczne, stanowiąc pożywkę dla pragnienia wewnętrznego rozwoju, równocześnie utrudniały jego realizację. Jak określił to jeden z pacjentów, „skłonności narcystyczne prowadzą do rozwinięcia fałszywego «ja»”. Rozwijanie fałszywego „ja” odbywa się zawsze kosztem „ja” rzeczywistego, które traktowane jest z pogardą, w najlepszym razie jak ubogi krewny. Z mojego doświadczenia wynika, że im szybciej ulatnia się fałszywe „ja”, tym większe zainteresowanie przejawia pacjent swoim „ja” prawdziwym i tym bardziej dojść do głosu może jego motywacja, tak że wyzwala się z wewnętrznych okowów, by żyć pełnią życia na tyle, na ile pozwalają okoliczności. W moim przekonaniu chęć rozwijania swego wewnętrznego potencjału należy do tych dążeń, które opierają się dalszej analizie”. „Ludzie tacy godzinami zajmowali się bólem żołądka, swoim wyglądem, krzywdą, którą ktoś im wyrządził, konstruując skomplikowane i donikąd nie prowadzące „psychologiczne wyjaśnienia”, jeszcze zanim zetknęli się z psychoanalizą. Tacy ludzie używają, a właściwie nadużywają psychoanalizy po to, by dalej krążyć po starych orbitach; dzięki niej mogą podtrzymywać iluzję, że to, co robią jest uczciwym i sumiennym badaniem własnego wnętrza. Dlatego sytuacje tego rodzaju trzeba traktować jako przykład ograniczeń autoanalizy, a nie związanych z nią niebezpieczeństw”. „Jak wspomniałam wcześniej, psychoanaliza ma nie tylko wartość kliniczną jako sposób leczenia nerwic, ale także czysto ludzką, ponieważ zawiera w sobie możliwości pomocy konkretnym ludziom w ich rozwoju wewnętrznym. Oba wymienione cele można realizować także na inne sposoby; psychoanalizę wyróżnia to, że stara się je osiągać, opierając się na głęboko ludzkim zrozumieniu drugiego człowieka – przy czym nie chodzi tu o zwykłe współczucie, wyrozumiałość czy intuicyjne uchwycenie zależności różnych czynników, a więc nieodłączne atrybuty towarzyszące każdej próbie zrozumienia drugiego człowieka, ale o sięgnięcie głębiej i podjęcie wysiłku mającego na celu otrzymanie dokładnego obrazu całej osobowości danej osoby. Osiąga się to za pomocą specjalnych technik umożliwiających wydobycie na powierzchnię czynników nieświadomych, gdyż, jak pokazał to wyraźnie Freud, nie sposób otrzymać takiego obrazu, nie biorąc pod uwagę nieświadomych sił naszej osobowości. Dzięki Freudowi wiemy, że siły te skłaniają nas do działań, reakcji i emocji często odmiennych od tego, czego świadomie pragniemy, wpływając nierzadko destrukcyjnie na nasze dotychczas poprawne relacje ze światem. Te nieświadome czynniki istnieją w każdym człowieku i – podkreślmy to – nie zawsze prowadzą do zaburzeń. Dopiero pojawienie się zaburzeń powoduje, że należy je ujawnić i rozpoznać. Nieważne, jakie nieświadome siły rodzą w nas chęć malowania lub pisania – nie zaprzątamy sobie nimi głowy, jeśli nie potrafimy wyrazić siebie w malarstwie lub twórczości literackiej mnie więcej tak, jak tego chcemy. Nieważne, jakie nieświadome czynniki rodzą w nas miłość lub oddanie drugiej osobie – nie obchodzą nas one dopóty, dopóki wnoszą w nasze życie zadowolenie i satysfakcję. Musimy natomiast koniecznie wziąć je pod uwagę, jeśli dobrze wykonana praca, nawiązanie satysfakcjonującego związku z drugą osobą czy sukces, którego rozpaczliwie oczekiwaliśmy, rodzą w nas tylko pustkę i rozczarowanie lub jeśli nasze próby osiągnięcia lub realizacji czegoś w życiu spełzają na niczym, a my, mimo usilnych starań, by przerwać złą passę, czujemy niewyraźnie, że nie da się wytłumaczyć wszystkich naszych niepowodzeń okolicznościami zewnętrznymi. Krótko mówiąc, jeśli sytuacja wskazuje na to, że coś wewnątrz nas utrudnia nam realizację naszych zamierzeń, musimy przyjrzeć się naszym nieświadomym motywom działania”. „Stosunek pacjenta do zmiany często ulega przeobrażeniom. Pacjent niejednokrotnie rozpoczyna terapię, oczekując w skrytości ducha cudownego uzdrowienia, co oznacza zazwyczaj nadzieję, że wszystkie jego kłopoty znikną bez konieczności zmiany czegokolwiek czy nawet bez konieczności pracy nad sobą. Na skutek tego przypisuje psychoanalitykowi magiczną moc i najczęściej obdarza go bezkrytycznym podziwem. Z czasem, kiedy uświadamia sobie, że jego nadziei nie da się spełnić, najczęściej całkowicie wycofuje wcześniejsze „zaufanie” do analityka. Jeżeli analityk jest takim samym człowiekiem jak on, to jak może mu pomóc? Co więcej, zaczyna dochodzić do głosu jego własne poczucie beznadziei. Dopiero kiedy (jeśli w ogóle) wyzwoli w sobie energię spontanicznej i samodzielnej pracy nad sobą, jest w stanie uznać swój rozwój za sobie tylko przypisane zadanie, a psychoanalityka za kogoś, kto jedynie podaje mu pomocną dłoń. Zadania, przed którymi staje pacjent w czasie analizy, najeżone są trudnościami, ale niosą ze sobą także wiele korzyści. Wyrazić siebie z całkowitą szczerością to zadanie trudne, ale i wspaniałe. To samo można powiedzieć o uzyskanym wglądzie i o zmianie. Psychoanaliza jako jeden z możliwych środków pomocniczych w rozwoju wewnętrznym nie jest zatem łatwą drogą. Wymaga od pacjenta dużej dozy determinacji, samodyscypliny i pełnej zaangażowania walki. Pod tym względem terapia psychoanalityczna nie różni się od innych sytuacji życiowych, które pobudzają nas do rozwoju. Stajemy się silniejsi, pokonując trudności, jakie napotykamy na naszej drodze”. „Wyjątkowo łatwo zignorować objawy niemające na pozór nic wspólnego z psychiką, takie jak bóle głowy, rozstroje żołądka czy zmęczenie. Prawdę powiedziawszy, można zaobserwować dwie przeciwstawne postawy w stosunku do tego rodzaju zaburzeń, obie równie skrajne i jednostronne. Pierwsza polega na przypisywaniu bólów głowy pogodzie, zmęczenia – przepracowaniu, rozstroju żołądka – nieświeżej żywności lub wrzodom, bez brania pod uwagę na przykład czynników psychicznych. Taka postawa może być wynikiem zwykłej ignorancji, ale także charakterystyczną cechą neurotyczną osób, które nie potrafią znieść jakiejkolwiek myśli o tym, że w ich osobowości może kryć się jakaż skaza lub niedoskonałość. Na drugim biegunie mamy przekonanie, że każde zaburzenie organizmu ma swe korzenie w psychice. W wypadku takich osób nie wchodzi w grę wyjaśnienie, że mogą być zmęczone, ponieważ pracują ponad siły, lub ich przeziębienie było skutkiem kontaktu z osobą chorą, gdyż przede wszystkim nie są w stanie pogodzić się z myślą, że mogą wywierać na nich wpływ jakiekolwiek czynniki zewnętrzne. Jeżeli coś im się przytrafia, to widocznie oni sami to spowodowali, a jeśli jakiś objaw ma swe korzenie w psychice, potrafią go usunąć”. „Wniosek płynący z tych rozważań to banalna prawda, że jeśli pragnie się analizować siebie, nie wolno zatrzymać się tylko na tym, co najbardziej widoczne. Trzeba korzystać z każdej okazji, by poznać bliżej tą nieznaną nam lub znaną z grubsza osobę, którą jesteśmy my sami. Powyższe zdanie to nie tylko figura retoryczna; większość ludzi wie bardzo mało o sobie i bardzo powoli dowiaduje się, jak wielka jest ich ignorancja. Jeśli ktoś chce poznać Nowy Jork, nie patrzy na miasto wyłącznie z wierzchołka Empire State Building. Idzie na Broadway, odwiedza Central Park, opływa statkiem Manhattan, wsiada w autobus na Fifth Avenue i przygląda się z bliska wielu innym miejscom. Sposobności lepszego poznania siebie pojawiają się same i z pewnością je zauważymy, pod warunkiem że naprawdę będziemy chcieli dowiedzieć się więcej o tej niezwykłej personie, która żyje naszym życiem”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 8 3 lata temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 1 miesiąc temu
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii Stanislav Grof
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii
Stanislav Grof
Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje oczekiwania i czy przede wszystkim mi się podobała? No cóż, mój stosunek do niej jest ambiwalentny, gdyż zdecydowanie nie jest to książka dla każdego. Jeśli ktoś miał ochotę poczytać sobie o świadomym śnieniu, eksterioryzacji, astralu, jasnowidzeniu, telepatii,UFO, itp. to może o tej pozycji zapomnieć. Ona nie jest o tym. Po drugie jest to lektura stricte naukowa, napisana bardzo akademickim językiem, więc przeciętny czytelnik po jej ukończeniu będzie wyczerpany materiałem przez jaki musiał przebrnąć. Paradygmat newtonowsko-kartezjański, okołoporodowe matryce perinatalne, filogenetyczny, holistyczny, synestezja, itp. Z taką naukową nomenklaturą będzie się stykał czytelnik przez 600 stron tej pozycji, a będzie miał wrażenie, że stron było co najmniej dwa razy tyle. Wydaje mi się, że zagadnienia, którym poświęcona została książka, dałoby się opisać znacznie zwięźlej, ale autor podszedł do tematu bardzo poważnie. W skrócie całość można podsumować tak: - nauka jest skostniała i szowinistyczna; nie dopuszcza do siebie innych teorii i zjawisk, które nie zgadzają się z jej ustalonym przez lata paradygmatem. Tym sposobem ludzkość stoi w miejscu, gdyż zagadnienia natury duchowej i umysłowej, które mogłyby przyczynić się do rozwoju cywilizacji, nie dochodzą "do głosu", tłamszone i całkowicie odrzucane przez świat nauki materialistycznej - większość urazów psychicznych i cech naszych charakterów jest rezultatem sposobu w jaki przeszliśmy poród. Wszelkiego rodzaju odchyły, zboczenia, przyczyny samobójstw, orientacje seksualne, kompleksy, perwersje czy innego rodzaju problemy leżą w traumie wywołanej trudnymi warunkami porodu, których "wspomnienia" są zakodowane w naszej podświadomości - wyżej wspomniane problemy można pokonać za pomocą terapii niekonwencjonalnej, zakładającej ozdrowienie przez kontakt z pierwiastkiem duchowym i mistycznym, a także przez ponowne przeżycie traumy porodu i jej przepracowanie. Rozwoju na płaszczyźnie duchowej można dokonać poprzez relaksację, ćwiczenia oddechowe, medytację, udział w obrzędach religijnych czy terapię wspieraną psychodelikami (w kontrolowanym środowisku przez facylitatora). Te wszystkie zagadnienia mniej lub więcej składają się na pojęcie psychologii transosobowej, której propagatorem jest autor książki. I to w zasadzie tyle. Książka sama w sobie jest bardzo ciekawa, jeśli interesuje kogoś podobna tematyka. Skomplikowane założenia, definicje i twierdzenia są takie tylko na początku. Każdy, kto uważa się za inteligentnego człowieka na pewno da sobie radę z tym tekstem, ale trzeba się przygotować na to, że nie jest to lektura lekka i napisana przystępnym językiem.
Spiderdog86 - awatar Spiderdog86
ocenił na 7 4 lata temu

Cytaty z książki Życie symboliczne

Więcej
Carl Gustav Jung Życie symboliczne Zobacz więcej
Więcej