Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii

Okładka książki Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii
Stanislav Grof Wydawnictwo: Wydawnictwo A nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
670 str. 11 godz. 10 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Beyond The Brain
Data wydania:
2010-07-05
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Liczba stron:
670
Czas czytania
11 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389978301
Tłumacz:
Ilona Szewczyk
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii

Średnia ocen
7,4 / 10
67 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1082
805

Na półkach:

Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje oczekiwania i czy przede wszystkim mi się podobała? No cóż, mój stosunek do niej jest ambiwalentny, gdyż zdecydowanie nie jest to książka dla każdego. Jeśli ktoś miał ochotę poczytać sobie o świadomym śnieniu, eksterioryzacji, astralu, jasnowidzeniu, telepatii,UFO, itp. to może o tej pozycji zapomnieć. Ona nie jest o tym. Po drugie jest to lektura stricte naukowa, napisana bardzo akademickim językiem, więc przeciętny czytelnik po jej ukończeniu będzie wyczerpany materiałem przez jaki musiał przebrnąć. Paradygmat newtonowsko-kartezjański, okołoporodowe matryce perinatalne, filogenetyczny, holistyczny, synestezja, itp. Z taką naukową nomenklaturą będzie się stykał czytelnik przez 600 stron tej pozycji, a będzie miał wrażenie, że stron było co najmniej dwa razy tyle. Wydaje mi się, że zagadnienia, którym poświęcona została książka, dałoby się opisać znacznie zwięźlej, ale autor podszedł do tematu bardzo poważnie. W skrócie całość można podsumować tak:
- nauka jest skostniała i szowinistyczna; nie dopuszcza do siebie innych teorii i zjawisk, które nie zgadzają się z jej ustalonym przez lata paradygmatem. Tym sposobem ludzkość stoi w miejscu, gdyż zagadnienia natury duchowej i umysłowej, które mogłyby przyczynić się do rozwoju cywilizacji, nie dochodzą "do głosu", tłamszone i całkowicie odrzucane przez świat nauki materialistycznej
- większość urazów psychicznych i cech naszych charakterów jest rezultatem sposobu w jaki przeszliśmy poród. Wszelkiego rodzaju odchyły, zboczenia, przyczyny samobójstw, orientacje seksualne, kompleksy, perwersje czy innego rodzaju problemy leżą w traumie wywołanej trudnymi warunkami porodu, których "wspomnienia" są zakodowane w naszej podświadomości
- wyżej wspomniane problemy można pokonać za pomocą terapii niekonwencjonalnej, zakładającej ozdrowienie przez kontakt z pierwiastkiem duchowym i mistycznym, a także przez ponowne przeżycie traumy porodu i jej przepracowanie. Rozwoju na płaszczyźnie duchowej można dokonać poprzez relaksację, ćwiczenia oddechowe, medytację, udział w obrzędach religijnych czy terapię wspieraną psychodelikami (w kontrolowanym środowisku przez facylitatora). Te wszystkie zagadnienia mniej lub więcej składają się na pojęcie psychologii transosobowej, której propagatorem jest autor książki.

I to w zasadzie tyle. Książka sama w sobie jest bardzo ciekawa, jeśli interesuje kogoś podobna tematyka. Skomplikowane założenia, definicje i twierdzenia są takie tylko na początku. Każdy, kto uważa się za inteligentnego człowieka na pewno da sobie radę z tym tekstem, ale trzeba się przygotować na to, że nie jest to lektura lekka i napisana przystępnym językiem.

Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

652 użytkowników ma tytuł Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii na półkach głównych
  • 539
  • 100
  • 13
68 użytkowników ma tytuł Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii na półkach dodatkowych
  • 37
  • 12
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Stanislav Grof
Stanislav Grof
Psychiatra z byłej Czechosłowacji, osiadły w USA, swoją pracę badawczą nad terapeutycznym zastosowaniem psychodelików rozpoczął w Pradze. Od 1967 roku kontynuuje badania w USA na Uniwersytecie Johna Hopkinsa i w Merylandzkim Ośrodku Badań Psychiatrycznych, gdzie pracuje nad wykorzystaniem psychodelików w terapii nerwic i uzależnień oraz u osób umierających na raka. Obecnie pracuje w Instytucie Esalen (Kalifornia), gdzie opracowuje założenia terapii holotropowej. Jest autorem takich głośnych książek jak Realms of the Human Unconscious, LSD Psychoteraphy czy Beyond Death.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Psychologia kwantowa Robert Anton Wilson
Psychologia kwantowa
Robert Anton Wilson
Wyjaśnię tytuł. Użycie tutaj terminu kwantowa nawiązując do wniosków z eksperymentów natury fizycznej ma tutaj jedno główne zadanie. Sugeruje Tobie i właściwie... cała książka jest swobodną przygodą intelektualną (nie jest przecież podręcznikiem psychologii poznawczej i nie ma kategorii publikacji naukowej; jest jak napisałem swobodną dyskusją, bez której nie mamy do czynienia z rozwojem i zrozumieniem, a tylko odtwarzaniem wiedzy wymaganej przez małpę nad nami do odtworzenia), która pragnie zwrócić Twoją uwagę na to, że MAPA TO NIE TERYTORIUM!. ŻE MODEL TEORETYCZNY TO NIE RZECZYWISTE DOŚWIADCZENIE, ITD. W naszym doświadczeniu rzeczywistości mamy do czynienia z nieodłączną triadą obserwator - obiekt obserwowany - akt obserwacji. Nie da się tego rozdzielić. Nasze spostrzeżenia, wrażenia, rezultaty eksperymentu, itd zależą od innych czynników, przyjętego modelu itd. Te mapy, modele poznawcze stosujemy zależnie od sytuacji. W moim odczuciu zrozumienie tej książki to głównie zrozumienie, że światło jawi nam się eksperymentalnie jako X, a przyjmując inny model jako Y. To w końcu, która wykształcona małpa ma racje? Właśnie nie w tym rzecz, gdyż każdy model (oczywiście są bardziej sensowne i mniej) jest użyteczny w jakimś ograniczonym kontekście i bezużyteczny w innym. Użyto innych narzędzi, uzyskano pozornie różne rezultaty, niby siebie wykluczające. Za dużo czasu ludzie tracą na walki EGO. Szczególnie wielcy profesorowie, będący raczej odtwarzaczami niż osobami pełnymi gnozy. Także Tytuł jak najbardziej trafny, ale może drażnić małpki, które potrzebują etykiety "naukowy" do pieszczenia swojego EGO. W książce nie widzę żadnej szarlatanerii, bo żyjemy w czasach, gdy ogłasza się NAUKOWĄ PANDEMIĘ bez twardych danych na podstawie liczb uzyskanych testem metodologicznie nie dającym prawa do wyciągania wniosku o enigmatycznej chorobie, która ominęła wszelkie rygory metodologii naukowej. Książki Wilsona uczą w moim przekonaniu plastyczności i czujności umysłowej. Budują wrażliwość na dostrzeganie ułomności umysłowych, różnic percepcji, itd. Jego książki dały mi bardzo duże zrozumienie ludzkich zachować, dzięki czemu totalnie nieprzygotowany wymaganymi przez prowadzących tekstami jakoś miałem na wrocławskim SWPS'ie same 5. Z metodologii praktycznej ponadprogramową 6tkę. Także książka jak najbardziej wartościowa, ale nie ma statusu tekstu naukowego, o czym chyba niektórzy zapominają. To jak filozoficzna pogawędka przy herbacie. To nie jest pozycja dla wytresowanych wykształciuchów poszukujących 0-1 prawd, jednej prawidłowej odpowiedzi oraz drogi. Dzięki jego książkom można rozładować niemal każdą kłótnie zastanawiając się w jaki sposób np. dwie osoby operacjonalizują sobie pewne pojęcia. W jaki sposób postrzegają zagadnienie. Okazuje się często, że używając podobnych słów mówią o zupełnie czymś innym. Przykład KARA ŚMIERCI. Dla jednych morderstwo dla innych zadośćuczynienie. Jak mają się dogadać? Brak mianownika. I nad tym jako mediator się pracuje. Nad ujednoliceniem przekazu, aby najpierw dwie strony mówiły o tym samym, a nie obrzucały się gównem. Jak ktoś lubi zamiast tego szkolną tresurę przez, którą później np. środowisko lekarskie się kompromituje nie używając mózgu tylko robiąc co każą to spoko. Dla mnie takie rozważania to absolutne diamenty na drodze własnego rozwoju. Dodam jeszcze, że infantylni naukowcy wierzą, że metoda naukowa oddziela właśnie ludzki umysł oraz ułomności od tego co intersubiektywnie weryfikowalne, bezsprzecznie właściwe. Mądry człowiek korzysta z wielu map dopełniając swoje zrozumienie, a dzieci walczą na szabelki w piaskownicy o miano posiadacza jedynej "naj naj naj naukowej" mapy.... O tym jest ta książka. Osobiście czytałem ją z 6-7 razy za każdym razem łapiąc się, że nie najlepiej rozumiałem treść. Każdorazowo byłem zadowolony i dziś nie dziwi mnie to, że wykształcone osoby mogą być nieskuteczne, atakować innych, wierzyć w swoje metody pomimo żenującej skuteczności (jak choćby radio i chemio terapia)... Naprawdę to przestaje dziwić, bo rozumie się torowanie percepcji, gierki ego, tresurę itd. Bije do medycyny zachodniej bardzo ogólnikowo, bo jest świetnym przykładem wykształconego debilzmu. Myli się marketing z nauką, leczenie ze sprzedażą bezpośrednią, a na końcu redukcjonizm myli się ze wspaniałym wyspecjalizowaniem. Na końcu ważne są rezultaty, a nie walki o mapy/modele.
Jarek Jarecki - awatar Jarek Jarecki
ocenił na 10 4 lata temu
Filozofia Wieczysta Aldous Huxley
Filozofia Wieczysta
Aldous Huxley
Filozofia wieczysta to ciekawy i ważny głos w kwestii religijności. Bóg immanentny i transcendentny, jednocześnie nieodpowiadający wyobrażeniom poszczególnych religii. Ale Huxley i tak popiera te religie i ich obrzędy jako nabierające obiektywizmu poprzez psychiczne nagromadznie energii w miejscach kultu pozwalające mniej wtajemniczonym duchowo na pośredni kontakt z "Tym". "Teraz wystarczy, iż powiemy, że pogarda obrazoburcy dla sakramentów i symboli, będących rzekomo maskaradą dla głupców, jest całkowicie nieusprawiedliwiona." Segment dotyczący triady Sheldona (mesomorph, endomorph, ectomorph) jest intrygujący jednak sama teoria została już zdebunkowana naukowo. Nawet z codziennej obserwacji można zauważyć że cechy charakterologiczne i ustroju ciała nie zawsze się pokrywają, co więcej jednostki mogą zmieniać cielesny somatyp. Nie widzę mimo to przeciwskazania żeby korzystać z metody Sheldona jako pewnych zlogizowanych ram w celu zauważenia pewnych prawidłowości, tak jak ciekawie zrobił to Huxley zauważając ujścia religijności dopasowane do somatypów i prawidłowość postępu cywilizacyjnego który naciska na przejawianie somatotonii z ubytkiem dla kontemplatorów jak już w czasach autora w radiu, reklamie, kapitalizmie, wychowaniu hitlerowskim. Ciekawie jak Huxley jednocześnie podważył prawdę poszczególnych religii samą w sobie jednak zatwierdzając je jako środek; jednocześnie podważając popularny "dobroludzizm" - "Humanista o dobrych intencjach oraz kingsley'owski chrześcijanin, którzy wyobrażają sobie, że mogą być posłuszni wobec drugiego przykazania, nie poświęcając czasu na pomyślenie choćby o tym, jak najlepiej mogą kochać Boga całym sercem, duszą i umysłem sa ludźmi zaangażowanymi w niemożliwe do zrealizowania przedsięwzięcie nieustannego nalewania z naczynia nigdy nie napełnianego." Problem z bogiem Huxleya mógłby być taki, że skąd mamy wiedzieć bez tradycyjnych religii jakie ma on oceny moralne którymi mielibyśmy się kierować w życiu doczesnym? Rozumiem że bierzemy tu punkty wspólne różnych religii o współczuciu, wyrzeczeniu, miłości bóstwa i bliźniego, ascezie, celu życia jako poznaniu swojego kosmicznego rodowodu. Ale nie jest dla mnie do końca jasne jak wg autora punkty wspólne pośrednich środków mają wyznaczać moralność. A może takiego boga można wręcz zredukować do quantum mocy Nietzschego/można wola u Poe? Z kolei to prowadzi do kolejnego problemu tożsamego z wierzącymi w boga Spinozy. W bogu Spinozy cienka jest granica między ateizmem, i przyciąga on de facto wygodnych ateistów którzy z jakichś osobistych powodów nie chcą się tak określać. Dużo odniesień do buddyzmu czy innych tradycji kulturowych obcych europejczykowi (ale do katolicyzmu też są) co na plus. Książkę polecam, fajnie pogrupowane rozdziały, czasem trochę monotonnie jak w ćwiczeniu kontemplacji.
Artur  Gordon - awatar Artur Gordon
ocenił na 8 2 lata temu
Typy psychologiczne Carl Gustav Jung
Typy psychologiczne
Carl Gustav Jung
TYPY PSYCHOLOGICZNE EKSTRAWERSJA – „(…) typowa postawa wyrażająca się w skupieniu zainteresowania na obiekcie zewnętrznym.” INTROWERSJA – „(…) jest przeciwieństwem ekstrawersji, oznacza ruch libido do wewnątrz.” DOZNAWANIE – „jest czymś w rodzaju postrzegania, które wie, że coś jest.” MYŚLENIE – „mówi nam czym to coś jest.’ CZUCIE – „stwierdza jaką to ma dla nas wartość, określając czy to przyjmiemy, czy odrzucimy.” INTUICJA – „mówi nam w jaki sposób to coś mogłoby się rozwinąć, jakie tkwią w tym możliwości.” 8 typów (opisałem po krótce słowami Junga): 1. Ekstrawertyczny typ myślowy – „(…) dążenie do tego by ogół swej ekspresji życiowej uzależnić od wniosków natury intelektualnej (…) Typ ten użycza decydującej siły nie tylko samemu sobie, lecz także swemu otoczeniu postawionemu w obliczu obiektywnej faktyczności, czy też (…) ujmującej ją formuły intelektualnej. To właśnie podług tej formuły mierzy dobro, zło, piękno i brzydotę. Słuszne jest wszystko co odpowiada formule, niesłuszne wszystko to co jej oponuje”. 2. Ekstrawertyczny typ czuciowy – „(…) najsilniej tłumi swe myślenie, ponieważ to właśnie myślenie najlepiej nadaje się do zaburzania czucia (…) myślenie ekstrawertycznego typu czuciowego, o ile tylko jest funkcją samodzielną zostaje wyparte (…) nie jest ono wyparte w całości, lecz tylko o tyle, o ile jego niezłomna logika zmusza do wysnuwania wniosków, które nie odpowiadają uczuciu”. 3. Ekstrawertyczny typ doznaniowy – „Żaden inny typ nie dorównuje mu pod względem realizmu (…) Zbiera on w swym życiu realne doświadczenia (…0 To czego doznaje (…) służy jako drogowskaz wskazujący nowe doznania, wszystkie zaś nowości pojawiające się w kręgu jego zainteresowań zdobywa w drodze doznania – ma to służyć celowi, jakim jest właśnie owo doznanie (…) Na niższym szczeblu rozwoju (…) człowiek hołdujący namacalnej rzeczywistości, nie przejawiający skłonności do refleksji i dominacji (…) radosny towarzysz zabaw, niekiedy wyrafinowany esteta”. 4. Ekstrawertyczny typ intuicyjny – „(…) zawsze przebywa tam, gdzie dane są możliwości. Jest on wyczulony na to co dojrzewa zarodku i niesie obietnice w przyszłości. Nie umie się odnaleźć w stosunkach stabilnych, istniejących już od dawna, dobrze ugruntowanych, powszechnie uznawanych za to ograniczonych pod względem wartości (…) Przedstawicielami tego typu jest wielu kupców, przedsiębiorców, agentów, polityków i tak dalej (…) Nikt poza nim tak dobrze nie umie dodawać ducha bliźnim, nikt jak on nie umie napawać innych entuzjazmem (…) Gdyby mógł się skupić na jednej sprawie, zebrałby owoce swej wytrwałości, on jednak zbyt szybko jest zmuszony porzucić świeżo zasiane pola i ruszyć w pogoń za nowymi możliwościami – plon bez trudu zbierać mogą inni (…) Pożąda wolności i swobody”. 5. Introwertyczny typ myślowy – „(…) powołuje się na czynnik subiektywny (…) zastrzega sobie prawo do krytyki poznania w ogóle (…) W decydującej mierze poddany wpływowi idei, które jednak nie wynikają z tego co obiektywnie dane, lecz z subiektywnego podłoża. Człowiek taki (…) będzie podążał za swymi ideami, lecz do wewnątrz (…) Im bardziej wyrazisty jest ów typ, tym bardziej skostniałe są jego przekonania, w tym mniejszym stopniu jest podatny na argumenty innych”. 6. Introwertyczny typ doznaniowy – „Z pryzmatem introwertycznego czucia spotkałem się głównie u kobiet. Przysłowie – cicha woda brzegi rwie – przede wszystkim odnosi się do niewiast tego rodzaju (…) Przedstawiciele tego typu najczęściej wydają się osobami chłodnymi i wskazującymi rezerwę, powierzchowny osąd odmawia im wszelkiego uczucia. Jest to jednak z gruntu fałszywe, uczucia nie są tu bowiem co prawda ekstensywne, są za to intensywne. Rozwijają się one sięgając w głąb”. 7. Introwertyczny typ doznaniowy – „(…) typ irracjonalny, albowiem w swym osądzie tego co się stało, nie orientuje się podług sadów rozumu, lecz raczej podług tego co właściwie się dzieje (…) orientuje się podług intensywności subiektywnego komponentu doznania wyzwolonego obiektywnym bodźcem (…) typ ten z oporami poddaje się rozumieniu obiektywnemu – tak jak zresztą najczęściej nie jest w stanie pojąć samego siebie (…) Z reguły zadowala się własnym wnętrzem i banalnością rzeczywistości, które jednak nie zdając sobie sprawy, traktuje w sposób archaiczny”. 8. Introwertyczny typ intuicyjny – „(…) mistyczny marzyciel i wizjoner z jednej strony, z drugiej zaś fantasta i artysta (…) Człowiek intuicyjny z reguły poprzestaje na postrzeganiu, postrzeganie i kształtowanie postrzegania stanowi dlań problem najważniejszy, jeśli jest twórczym artystą. Fantasta zaś zadowala się oglądem, któremu daje się kształtować to znaczy determinować (…) Jeśli człowiek ów nie jest artystą to często wiedzie żywot zapoznanego geniusza, zmarnowanej wielkości, kogoś w rodzaju na poły szaleńca, postaci jako żywo nadającej się na karty powieści psychologicznych (…) w znacznej mierze opiera się na samej wizji (…) człowiek ten sprawia, że on sam i jego życie stają się symboliczne, a chociaż są przystosowane do wewnętrznego, wiecznego sensu zdarzeń, nie są przystosowane do aktualnej faktycznej rzeczywistości. w ten sposób pozbawia się on możliwości wywierania wpływu na rzeczywistość, ponieważ staje się niezrozumiały i taki też pozostaje”. Dalej Carl G. Jung pisze tak: „Zamieszczając tu niniejsze opisy, nie chciałbym jednak żadną miarą, robić wrażenia, że typy te występują w tak czystej postaci stosunkowo często.” Otwierając podręcznik do psychologii np. Zimbardo „Kluczowe koncepcje – psychologia osobowości”, możemy przeczytać: „Minęły już czasy (…), gdy budowano szeroko zakrojone teorie osobowości, które usiłowały wyjaśniać wszystko co ludzie robią". Oprócz typów psychologicznych Junga, w przestrzeni funkcjonują jeszcze inne podziały na typy jako klucze czytania osobowości, najstarszy i chyba najbardziej popularny to ten Hipokratesa (ok. 400 lat p.n.e): 1. przewaga krwi - typ sangwiniczny (sanguis - krew), 2. przewaga żółci - typ choleryczny (chole - żółć), 3. przewaga śluzu - typ flegmatyczny (phlegma - flegma), 4. przewaga czarnej żółci - typ melancholiczny (melas chole - czarna żółć). Inny choć mało popularny, a równie interesujący jest podział zaproponowany przez Marlene Miller na style myślenia: 1. Konceptualista 2. Rozjemca 3. Myśliciel 4. Znawca I tak dalej … I jeszcze słówko o samej książce Junga - jest rozwlekła.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na 7 2 lata temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 26 dni temu
Drzwi percepcji. Niebo i piekło Aldous Huxley
Drzwi percepcji. Niebo i piekło
Aldous Huxley
Pozycja, która pozostawiła gorzko-słodki posmak. Słodkości nadał talent do operowania słowem, metaforami oraz wiedza autora z zakresu sztuki. Więcej jednak chyba w tym dziele goryczy. Doceniam chęć udokumentowania ciekawego eksperymentu i opis subiektywnych przeżyć. Za dużo jednak tam gloryfikacji substancji psychoaktywnych, jedynie z małymi wzmiankami o ich niebezpieczeństwie. Można zgodzić się z autorem, że wielu twórców wspomagało się najróżniejszymi substancjami, a wizje były przelewane na płótno czy papier. Jednak czy tak miałaby wyglądać nasza droga? Społeczeństwo somy czy mokshy, jak by pewnie preferował Aldous? Nasuwa się pytanie: czy już nie żyjemy w takim świecie? Poza ogromnym użyciem wielu substancji psychoaktywnych uznanych za nielegalne, mamy ogromny (i rosnący coraz bardziej) rynek środków psychotropowych. Czy naszym celem jest oddanie się odurzeniu, otępieniu i uzależnieniu? I czy stan odurzenia musi być wywołany przed substancje, a nie przed zdarzenia? Moim zdaniem to opis ucieczki przedstawiony na kolorowym, magnetycznym obrazku. Pierwszy rozdział wywołał sporo irytacji, ale Niebo i Piekło przyniósł rekompensatę i wartość w sprawnych i oryginalnych nawiązaniach do sztuki. "Przestrzeń wciąż tam była, ale straciła swoje nadrzędne znaczenie. Umysł zajęty był nie odległościami i miejscami a byciem i znaczeniem." "To do świata zewnętrznego budzimy się każdego poranka w naszym życiu, to miejsce, gdzie chcąc nie chcąc musimy usiłować żyć." "Dla kontrastu, jak zadziwia nas powaga Natury oraz jej cisza, kiedy stajemy z nią twarzą w twarz, nierozproszeni, przed nagim grzbietem lub wśród pustkowia pradawnych wzgórz." "Naszym celem jest odkrycie, że zawsze znajdowaliśmy się tam gdzie powinniśmy. Niestety wyjątkowo utrudniamy sobie to zadanie." 5.5 dla całości.
Marique - awatar Marique
ocenił na 6 3 miesiące temu
Polityka ekstazy Timothy Leary
Polityka ekstazy
Timothy Leary
Książka mająca swoją kontrkulturową moc. Wizjonersko zapowiada, że "narkotyki staną się religią XXI wieku". Lata 60-te XX wieku, hippisi, rewolucyjne ruchy społeczne, pychodelia. Całe spektrum ciekawych zagadnień. Książka nie wznawiana, a wydana w 1998 roku [po 30 latach od amerykańskiego wydania]. Z tego co się orientuję inne książki "proroka" Timothy'ego Leary'ego wydaje "Okultura" Dariusza Misiuny, być może i na "Politykę ekstazy" przyjdzie jeszcze odpowiedni moment. Póki co pozostaje omówienie z czasopisma "Plastik", które od razu dostrzegło jej wielki potencjał: Zbiór rozporoszonych artykułów, esejów i wywiadów najsłynniejszego i najbardziej wpływowego psychodelicznego proroka czekał na swe polskie wydanie 30 lat. Różnorodność zebranych tu tekstów - od relacji z naukowych eksperymentów, poprzez rozerotyzowany wywiad dla „Playboya" i desocjalizującą, konktrkulturową agitkę na zapowiadających new age, natchnionych filozofią Wschodu, balansujących pomiędzy mistyką, a nauką proroctwach kosmicznej ewolucji ludzkiego gatunku skończywszy - ukazuje pełnię aktywności Leary'ego z jego heroicznego okresu. Dzieło wówczas wywrotowe, dziś jest już klasycznym źródłem do dziejów współczesnej kultury, a dokładniej nieocenionym dokumentem czasów psychodelicznej rewolty i rozkwitu kontrkultury lat 60-tych, ale też jako rzecz z psychodelikami w roli głównej zachowuje jątrzący charakter. Również, a może głównie dlatego, iż zza barwnego sztafażu epoki, raz po raz wyziera nuta odwiecznego buntu głodnej kreatywnej jednostki przeciw narzuconym projektom władzy i społeczeństwa. Chwilami „Polityka ekstazy" - jak lojalnie uprzedza wydawca - tchnie atmosferę „science fiction minionej ery". Nie tylko z racji wizjonerskich wzlotów Leary'ego widzącego w psychodelikach wrota do zbawiennego skoku ewolucyjnego i jego pogodnej naiwności wobec wszystkiego, co łączy się z kulturę rocka. Psychodeliki, wtedy wyraz kontestacji, buntu, wehikuł duchowych wzlotów i wewnętrznych poszukiwań, dziś w znacznej mierze są jeszcze jednym środkiem hedonistycznego ekscesu, głupkowatego odjazdu. "Dragi są religią XXI wieku" zapowiada Leary. Stały się zaledwie rozrywką. Jest ich jeszcze więcej i nie stanowią już zagrożenia dla znienawidzonych przez Leary’ ego "gier politycznych ludzi w okresie przekwitania". Tak jak w przypadku rocka - zwyciężyła konsumpcja. Na szczęście, pomimo tej romantycznej aury z myszką, "Polityki ekstazy" nie konsumuje się tak łatwo i przyjemnie, gorzka to lektura ze świadomością, że kolejny bunt został sprzedany i dziś pozostaje jedną z atrakcji wszechobecnego rynku szybkich uciech. Spisek to czy dekadencja rodzaju ludzkiego? [ autor: Rafał Księżyk ]
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii