„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”.
„Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć.
Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię.
Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy.
W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie.
Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje.
Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy.
Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo.
Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania?
Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
Opinia
Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje oczekiwania i czy przede wszystkim mi się podobała? No cóż, mój stosunek do niej jest ambiwalentny, gdyż zdecydowanie nie jest to książka dla każdego. Jeśli ktoś miał ochotę poczytać sobie o świadomym śnieniu, eksterioryzacji, astralu, jasnowidzeniu, telepatii,UFO, itp. to może o tej pozycji zapomnieć. Ona nie jest o tym. Po drugie jest to lektura stricte naukowa, napisana bardzo akademickim językiem, więc przeciętny czytelnik po jej ukończeniu będzie wyczerpany materiałem przez jaki musiał przebrnąć. Paradygmat newtonowsko-kartezjański, okołoporodowe matryce perinatalne, filogenetyczny, holistyczny, synestezja, itp. Z taką naukową nomenklaturą będzie się stykał czytelnik przez 600 stron tej pozycji, a będzie miał wrażenie, że stron było co najmniej dwa razy tyle. Wydaje mi się, że zagadnienia, którym poświęcona została książka, dałoby się opisać znacznie zwięźlej, ale autor podszedł do tematu bardzo poważnie. W skrócie całość można podsumować tak:
- nauka jest skostniała i szowinistyczna; nie dopuszcza do siebie innych teorii i zjawisk, które nie zgadzają się z jej ustalonym przez lata paradygmatem. Tym sposobem ludzkość stoi w miejscu, gdyż zagadnienia natury duchowej i umysłowej, które mogłyby przyczynić się do rozwoju cywilizacji, nie dochodzą "do głosu", tłamszone i całkowicie odrzucane przez świat nauki materialistycznej
- większość urazów psychicznych i cech naszych charakterów jest rezultatem sposobu w jaki przeszliśmy poród. Wszelkiego rodzaju odchyły, zboczenia, przyczyny samobójstw, orientacje seksualne, kompleksy, perwersje czy innego rodzaju problemy leżą w traumie wywołanej trudnymi warunkami porodu, których "wspomnienia" są zakodowane w naszej podświadomości
- wyżej wspomniane problemy można pokonać za pomocą terapii niekonwencjonalnej, zakładającej ozdrowienie przez kontakt z pierwiastkiem duchowym i mistycznym, a także przez ponowne przeżycie traumy porodu i jej przepracowanie. Rozwoju na płaszczyźnie duchowej można dokonać poprzez relaksację, ćwiczenia oddechowe, medytację, udział w obrzędach religijnych czy terapię wspieraną psychodelikami (w kontrolowanym środowisku przez facylitatora). Te wszystkie zagadnienia mniej lub więcej składają się na pojęcie psychologii transosobowej, której propagatorem jest autor książki.
I to w zasadzie tyle. Książka sama w sobie jest bardzo ciekawa, jeśli interesuje kogoś podobna tematyka. Skomplikowane założenia, definicje i twierdzenia są takie tylko na początku. Każdy, kto uważa się za inteligentnego człowieka na pewno da sobie radę z tym tekstem, ale trzeba się przygotować na to, że nie jest to lektura lekka i napisana przystępnym językiem.
Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to