rozwiń zwiń

Ścieżki snów

Okładka książki Ścieżki snów
Marie-Louise von Franz Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
269 str. 4 godz. 29 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Way of the Dream
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
269
Czas czytania
4 godz. 29 min.
Język:
polski
ISBN:
9788389763839
Tłumacz:
Henryk Smagacz
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ścieżki snów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ścieżki snów

Średnia ocen
7,2 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
212
138

Na półkach:

Wiedza autorki bazuje na naukach Junga - psychologii głębi. Książka jest przekładem książkowym filmu dokumentalnego będącego dostępnym na YT. To co czyni ją przystępniejszą od książek Junga, jest jej opisowa budowa. Autorka przedstawia jakiś sen wybranego pacjenta i przedstawia jego interpretację. Pomimo, iż czarami wskazuje na pewne powtarzające się symbole czy scenariusze senne, zawsze każdy sen trzeba interpretować indywidualne w odniesieniu do śniącej osoby.

Wiedza autorki bazuje na naukach Junga - psychologii głębi. Książka jest przekładem książkowym filmu dokumentalnego będącego dostępnym na YT. To co czyni ją przystępniejszą od książek Junga, jest jej opisowa budowa. Autorka przedstawia jakiś sen wybranego pacjenta i przedstawia jego interpretację. Pomimo, iż czarami wskazuje na pewne powtarzające się symbole czy scenariusze...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

218 użytkowników ma tytuł Ścieżki snów na półkach głównych
  • 159
  • 56
  • 3
28 użytkowników ma tytuł Ścieżki snów na półkach dodatkowych
  • 15
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Ścieżki snów

Inne książki autora

Marie-Louise von Franz
Marie-Louise von Franz
Marie-Louise von Franz szwajcarska psychoanalityczka, autorka licznych publikacji z zakresu psychologi analitycznej. Studentka, a następnie wieloletnia współpracownica C.G.Junga, współredaktorka części jego prac.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Autoanaliza Karen Horney
Autoanaliza
Karen Horney
O psychoanalizie, stosunkach pacjenta z psychoanalitykiem oraz możliwości wykorzystania narzędzi psychoanalizy, by przypatrywać się własnej osobie. Mimo iż psychoanaliza zaczęła się właśnie od Freuda analizującego samego siebie (podobnie było z Jungiem), środowisko zawodowych psychoanalityków usiłuje nas przekonać, pewnie m. in. ze względów ekonomicznych, że do badania psychiki konieczny jest doświadczony specjalista. Karen Horney zadaje temu twierdzeniu kłam i pokazuje, że autoanaliza nie tylko jest możliwa, lecz także bardzo pomocna w trakcie profesjonalnej terapii, a nawet konieczna w przypadku każdego człowieka, który pragnie rozwijać swoją osobowość. To był mój pierwszy kontakt z panią Horney, która zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Wybaczam usilną próbę odróżnienia się od Freuda, Junga i Adlera - "neurotyczna struktura charakteru" jest po prostu autorską nazwą "kompleksu psychicznego". Za to bardzo spodobało mi się szczere wyznanie, że psychoanalityk nie zawsze wie, skąd coś wie i czasem nawet nie jest w stanie wyjaśnić, jak na coś wpadł. -------------------------------------------- „Skłonności narcystyczne, stanowiąc pożywkę dla pragnienia wewnętrznego rozwoju, równocześnie utrudniały jego realizację. Jak określił to jeden z pacjentów, „skłonności narcystyczne prowadzą do rozwinięcia fałszywego «ja»”. Rozwijanie fałszywego „ja” odbywa się zawsze kosztem „ja” rzeczywistego, które traktowane jest z pogardą, w najlepszym razie jak ubogi krewny. Z mojego doświadczenia wynika, że im szybciej ulatnia się fałszywe „ja”, tym większe zainteresowanie przejawia pacjent swoim „ja” prawdziwym i tym bardziej dojść do głosu może jego motywacja, tak że wyzwala się z wewnętrznych okowów, by żyć pełnią życia na tyle, na ile pozwalają okoliczności. W moim przekonaniu chęć rozwijania swego wewnętrznego potencjału należy do tych dążeń, które opierają się dalszej analizie”. „Ludzie tacy godzinami zajmowali się bólem żołądka, swoim wyglądem, krzywdą, którą ktoś im wyrządził, konstruując skomplikowane i donikąd nie prowadzące „psychologiczne wyjaśnienia”, jeszcze zanim zetknęli się z psychoanalizą. Tacy ludzie używają, a właściwie nadużywają psychoanalizy po to, by dalej krążyć po starych orbitach; dzięki niej mogą podtrzymywać iluzję, że to, co robią jest uczciwym i sumiennym badaniem własnego wnętrza. Dlatego sytuacje tego rodzaju trzeba traktować jako przykład ograniczeń autoanalizy, a nie związanych z nią niebezpieczeństw”. „Jak wspomniałam wcześniej, psychoanaliza ma nie tylko wartość kliniczną jako sposób leczenia nerwic, ale także czysto ludzką, ponieważ zawiera w sobie możliwości pomocy konkretnym ludziom w ich rozwoju wewnętrznym. Oba wymienione cele można realizować także na inne sposoby; psychoanalizę wyróżnia to, że stara się je osiągać, opierając się na głęboko ludzkim zrozumieniu drugiego człowieka – przy czym nie chodzi tu o zwykłe współczucie, wyrozumiałość czy intuicyjne uchwycenie zależności różnych czynników, a więc nieodłączne atrybuty towarzyszące każdej próbie zrozumienia drugiego człowieka, ale o sięgnięcie głębiej i podjęcie wysiłku mającego na celu otrzymanie dokładnego obrazu całej osobowości danej osoby. Osiąga się to za pomocą specjalnych technik umożliwiających wydobycie na powierzchnię czynników nieświadomych, gdyż, jak pokazał to wyraźnie Freud, nie sposób otrzymać takiego obrazu, nie biorąc pod uwagę nieświadomych sił naszej osobowości. Dzięki Freudowi wiemy, że siły te skłaniają nas do działań, reakcji i emocji często odmiennych od tego, czego świadomie pragniemy, wpływając nierzadko destrukcyjnie na nasze dotychczas poprawne relacje ze światem. Te nieświadome czynniki istnieją w każdym człowieku i – podkreślmy to – nie zawsze prowadzą do zaburzeń. Dopiero pojawienie się zaburzeń powoduje, że należy je ujawnić i rozpoznać. Nieważne, jakie nieświadome siły rodzą w nas chęć malowania lub pisania – nie zaprzątamy sobie nimi głowy, jeśli nie potrafimy wyrazić siebie w malarstwie lub twórczości literackiej mnie więcej tak, jak tego chcemy. Nieważne, jakie nieświadome czynniki rodzą w nas miłość lub oddanie drugiej osobie – nie obchodzą nas one dopóty, dopóki wnoszą w nasze życie zadowolenie i satysfakcję. Musimy natomiast koniecznie wziąć je pod uwagę, jeśli dobrze wykonana praca, nawiązanie satysfakcjonującego związku z drugą osobą czy sukces, którego rozpaczliwie oczekiwaliśmy, rodzą w nas tylko pustkę i rozczarowanie lub jeśli nasze próby osiągnięcia lub realizacji czegoś w życiu spełzają na niczym, a my, mimo usilnych starań, by przerwać złą passę, czujemy niewyraźnie, że nie da się wytłumaczyć wszystkich naszych niepowodzeń okolicznościami zewnętrznymi. Krótko mówiąc, jeśli sytuacja wskazuje na to, że coś wewnątrz nas utrudnia nam realizację naszych zamierzeń, musimy przyjrzeć się naszym nieświadomym motywom działania”. „Stosunek pacjenta do zmiany często ulega przeobrażeniom. Pacjent niejednokrotnie rozpoczyna terapię, oczekując w skrytości ducha cudownego uzdrowienia, co oznacza zazwyczaj nadzieję, że wszystkie jego kłopoty znikną bez konieczności zmiany czegokolwiek czy nawet bez konieczności pracy nad sobą. Na skutek tego przypisuje psychoanalitykowi magiczną moc i najczęściej obdarza go bezkrytycznym podziwem. Z czasem, kiedy uświadamia sobie, że jego nadziei nie da się spełnić, najczęściej całkowicie wycofuje wcześniejsze „zaufanie” do analityka. Jeżeli analityk jest takim samym człowiekiem jak on, to jak może mu pomóc? Co więcej, zaczyna dochodzić do głosu jego własne poczucie beznadziei. Dopiero kiedy (jeśli w ogóle) wyzwoli w sobie energię spontanicznej i samodzielnej pracy nad sobą, jest w stanie uznać swój rozwój za sobie tylko przypisane zadanie, a psychoanalityka za kogoś, kto jedynie podaje mu pomocną dłoń. Zadania, przed którymi staje pacjent w czasie analizy, najeżone są trudnościami, ale niosą ze sobą także wiele korzyści. Wyrazić siebie z całkowitą szczerością to zadanie trudne, ale i wspaniałe. To samo można powiedzieć o uzyskanym wglądzie i o zmianie. Psychoanaliza jako jeden z możliwych środków pomocniczych w rozwoju wewnętrznym nie jest zatem łatwą drogą. Wymaga od pacjenta dużej dozy determinacji, samodyscypliny i pełnej zaangażowania walki. Pod tym względem terapia psychoanalityczna nie różni się od innych sytuacji życiowych, które pobudzają nas do rozwoju. Stajemy się silniejsi, pokonując trudności, jakie napotykamy na naszej drodze”. „Wyjątkowo łatwo zignorować objawy niemające na pozór nic wspólnego z psychiką, takie jak bóle głowy, rozstroje żołądka czy zmęczenie. Prawdę powiedziawszy, można zaobserwować dwie przeciwstawne postawy w stosunku do tego rodzaju zaburzeń, obie równie skrajne i jednostronne. Pierwsza polega na przypisywaniu bólów głowy pogodzie, zmęczenia – przepracowaniu, rozstroju żołądka – nieświeżej żywności lub wrzodom, bez brania pod uwagę na przykład czynników psychicznych. Taka postawa może być wynikiem zwykłej ignorancji, ale także charakterystyczną cechą neurotyczną osób, które nie potrafią znieść jakiejkolwiek myśli o tym, że w ich osobowości może kryć się jakaż skaza lub niedoskonałość. Na drugim biegunie mamy przekonanie, że każde zaburzenie organizmu ma swe korzenie w psychice. W wypadku takich osób nie wchodzi w grę wyjaśnienie, że mogą być zmęczone, ponieważ pracują ponad siły, lub ich przeziębienie było skutkiem kontaktu z osobą chorą, gdyż przede wszystkim nie są w stanie pogodzić się z myślą, że mogą wywierać na nich wpływ jakiekolwiek czynniki zewnętrzne. Jeżeli coś im się przytrafia, to widocznie oni sami to spowodowali, a jeśli jakiś objaw ma swe korzenie w psychice, potrafią go usunąć”. „Wniosek płynący z tych rozważań to banalna prawda, że jeśli pragnie się analizować siebie, nie wolno zatrzymać się tylko na tym, co najbardziej widoczne. Trzeba korzystać z każdej okazji, by poznać bliżej tą nieznaną nam lub znaną z grubsza osobę, którą jesteśmy my sami. Powyższe zdanie to nie tylko figura retoryczna; większość ludzi wie bardzo mało o sobie i bardzo powoli dowiaduje się, jak wielka jest ich ignorancja. Jeśli ktoś chce poznać Nowy Jork, nie patrzy na miasto wyłącznie z wierzchołka Empire State Building. Idzie na Broadway, odwiedza Central Park, opływa statkiem Manhattan, wsiada w autobus na Fifth Avenue i przygląda się z bliska wielu innym miejscom. Sposobności lepszego poznania siebie pojawiają się same i z pewnością je zauważymy, pod warunkiem że naprawdę będziemy chcieli dowiedzieć się więcej o tej niezwykłej personie, która żyje naszym życiem”.
Graven - awatar Graven
ocenił na 8 3 lata temu
Zapomniany język. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów Erich Fromm
Zapomniany język. Wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów
Erich Fromm
„Jeżeli prawdą jest, że zdolność do dziwienia się jest początkiem mądrości, to prawda ta stanowi smutny komentarz do mądrości współczesnego człowieka. Mimo wszystkich zalet wynikających z osiągnięcia wysokiego stopnia literackiej i powszechnej edukacji – utraciliśmy ów dar dziwienia się czemukolwiek”.( s.9) Erich Fromm, zapomniany język, wstęp do rozumienia snów, baśni i mitów. Przekł. J. Marzecki. Biblioteka Myśli Współczesnej. PIW. Warszawa 1994. Erich Fromm w Zapomnianym języku: • wprowadza Czytelnika w świat języka symbolicznego; • konfrontuje Freuda z Jungiem; • pisze o historii interpretacji snów; • odwołuje się do mitów, baśni, rytuałów i powieści; • wybiera: mit o Edypie, o stworzeniu świata, bajkę o Czerwonym Kapturku, • skupia się na rytuale szabatu i Procesie Kafki. Nieprzypadkowo Fromm - to moralista, filozof, psycholog, twórca psychoanalizy humanistycznej, intelektualista o wybitnych zdolnościach i wyjątkowym autorytecie moralnym. Jak napisze: „Kiedy śpimy, budzimy się do innej formy istnienia. Śnimy.” I doda, że we śnie jesteśmy autorami fabuły, nie stosujemy się do żadnych praw logiki, pomijamy takie kategorie, jak: czas i przestrzeń, nic nas nie ogranicza. Miałem sen …- może powiedzieć Każdy. Język symboliczny, a w głównej mierze język snów pozostaje w kręgu zainteresowań Fromma. Najprostsza definicja symbolu to: „coś, co oznacza coś innego”.Fromm nie byłby sobą, gdyby myśli nie rozwinął. [zobacz: s. 17] Interpretacja baśni o Czerwonym Kapturku zamyka się zdaniem: „Bajka ta, w której głównymi postaciami są trzy pokolenia kobiet (myśliwy w końcu – to konwencjonalna postać ojca, bez większego znaczenia)…”s. 208 Czytasz „zapomniany język” Fromma i marzenia senne nie mają żadnych tajemnic, łącznie z interpretacją baśni i mitów. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii Stanislav Grof
Poza mózg. Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii
Stanislav Grof
Od zawsze interesowałem się zjawiskami paranormalnymi, nie tylko dlatego,że tematyka sama w sobie jest zajmująca, ale także dlatego, że w moim życiu spotkało mnie kilka rzeczy, które do tej dziedziny można zaliczyć. Postanowiłem sięgnąć po pozycję Stanislava Grofa, gdyż poleciła mi ją koleżanką, również fascynatka nieznanego i nieodkrytego. Czy książka spełniła moje oczekiwania i czy przede wszystkim mi się podobała? No cóż, mój stosunek do niej jest ambiwalentny, gdyż zdecydowanie nie jest to książka dla każdego. Jeśli ktoś miał ochotę poczytać sobie o świadomym śnieniu, eksterioryzacji, astralu, jasnowidzeniu, telepatii,UFO, itp. to może o tej pozycji zapomnieć. Ona nie jest o tym. Po drugie jest to lektura stricte naukowa, napisana bardzo akademickim językiem, więc przeciętny czytelnik po jej ukończeniu będzie wyczerpany materiałem przez jaki musiał przebrnąć. Paradygmat newtonowsko-kartezjański, okołoporodowe matryce perinatalne, filogenetyczny, holistyczny, synestezja, itp. Z taką naukową nomenklaturą będzie się stykał czytelnik przez 600 stron tej pozycji, a będzie miał wrażenie, że stron było co najmniej dwa razy tyle. Wydaje mi się, że zagadnienia, którym poświęcona została książka, dałoby się opisać znacznie zwięźlej, ale autor podszedł do tematu bardzo poważnie. W skrócie całość można podsumować tak: - nauka jest skostniała i szowinistyczna; nie dopuszcza do siebie innych teorii i zjawisk, które nie zgadzają się z jej ustalonym przez lata paradygmatem. Tym sposobem ludzkość stoi w miejscu, gdyż zagadnienia natury duchowej i umysłowej, które mogłyby przyczynić się do rozwoju cywilizacji, nie dochodzą "do głosu", tłamszone i całkowicie odrzucane przez świat nauki materialistycznej - większość urazów psychicznych i cech naszych charakterów jest rezultatem sposobu w jaki przeszliśmy poród. Wszelkiego rodzaju odchyły, zboczenia, przyczyny samobójstw, orientacje seksualne, kompleksy, perwersje czy innego rodzaju problemy leżą w traumie wywołanej trudnymi warunkami porodu, których "wspomnienia" są zakodowane w naszej podświadomości - wyżej wspomniane problemy można pokonać za pomocą terapii niekonwencjonalnej, zakładającej ozdrowienie przez kontakt z pierwiastkiem duchowym i mistycznym, a także przez ponowne przeżycie traumy porodu i jej przepracowanie. Rozwoju na płaszczyźnie duchowej można dokonać poprzez relaksację, ćwiczenia oddechowe, medytację, udział w obrzędach religijnych czy terapię wspieraną psychodelikami (w kontrolowanym środowisku przez facylitatora). Te wszystkie zagadnienia mniej lub więcej składają się na pojęcie psychologii transosobowej, której propagatorem jest autor książki. I to w zasadzie tyle. Książka sama w sobie jest bardzo ciekawa, jeśli interesuje kogoś podobna tematyka. Skomplikowane założenia, definicje i twierdzenia są takie tylko na początku. Każdy, kto uważa się za inteligentnego człowieka na pewno da sobie radę z tym tekstem, ale trzeba się przygotować na to, że nie jest to lektura lekka i napisana przystępnym językiem.
Spiderdog86 - awatar Spiderdog86
ocenił na 7 4 lata temu
Żelazny Jan Robert Bly
Żelazny Jan
Robert Bly
Książka „Żelazny Jan” autorstwa Roberta Bly’a to pozycja kultowa, która na początku lat 90. XX wieku stała się fundamentem tzw. mitycznego ruchu mężczyzn. Choć od jej premiery minęły dekady, wciąż budzi skrajne emocje – od uwielbienia po głęboką sceptyczność. Moja ocena to 6/10, co odzwierciedla fascynujący potencjał terapeutyczny, zderzony z dość hermetyczną i miejscami przestarzałą formą. Bly opiera swoją narrację na baśni braci Grimm o Żelaznym Janie – dzikim człowieku uwięzionym w klatce, który staje się mentorem młodego królewicza. Autor przekonuje, że współczesny mężczyzna stracił kontakt ze swoją „dziką” stroną, stając się istotą udomowioną, pasywną i odciętą od emocjonalnych korzeni. Głównym atutem książki jest próba przywrócenia wagi inicjacji oraz roli mentora (ojca, mędrca) w procesie dojrzewania. Bly słusznie zauważa, że brak zdrowych wzorców męskości prowadzi do zagubienia i frustracji. Największą barierą dla współczesnego czytelnika jest język publikacji. Bly operuje gęstą metaforą, aluzjami do mitologii i poezji, co sprawia, że wywód bywa mętny i mało konkretny. Dla kogoś, kto szuka pragmatycznych porad psychologicznych, „Żelazny Jan” może okazać się zbyt ezoteryczny. Ponadto, niektóre tezy autora o „miękkich mężczyznach” trącą dziś myszką i mogą być odczytywane jako przejaw lęku przed postępującą emancypacją kobiet, choć sam Bly wielokrotnie podkreślał, że nie jest to książka antykobieca, lecz pro-męska. Analizując mocne strony tej publikacji, należy przede wszystkim docenić głęboką i błyskotliwą analizę psychologii głębi oraz archetypów junga, które Bly z wielką sprawnością wyciąga na światło dzienne. Autor postawił niezwykle odważną i celną diagnozę dotyczącą „kryzysu ojcostwa”, która mimo upływu lat wciąż znajduje odzwierciedlenie w problemach współczesnych mężczyzn. Całość wzbogacają piękne literackie nawiązania do mitów i baśni z najróżniejszych zakątków świata, co nadaje książce unikalnego, niemal magicznego sznytu. Z drugiej strony nie sposób pominąć istotnych mankamentów, które rzutują na ostateczny odbiór dzieła. Lektura bywa trudna ze względu na momentami zbyt archaiczne i patriarchalne podejście do kwestii płci, co w dzisiejszym dyskursie społecznym może budzić opór. Czytelnik musi zmierzyć się z wyraźnym przerostem formy nad treścią, gdzie nadmiar poetyckich metafor często odbywa się kosztem konkretnej, rzetelnej analizy psychologicznej. Dodatkowo struktura książki jest na tyle specyficzna i zawiła, że wymaga od odbiorcy ogromnej dawki cierpliwości oraz determinacji, by nie pogubić się w gąszczu mistycznych odniesień.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Bohater o tysiącu twarzy Joseph Campbell
Bohater o tysiącu twarzy
Joseph Campbell
„Sen jest spersonalizowanym mitem, mit zdepersonalizowanym snem”. „Bohater o tysiącu twarzy” to niezwykła literacka przygoda, awanturnicza wręcz, która prowadzi do samego serca mitów świata, tam, gdzie one się rodzą i dojrzewają. Autor jest szczodry, obdarowuje nas nie tylko całkiem sporą dawką rzetelnej wiedzy, ale do tego pozwala wniknąć w mechanizmy ludzkiego myślenia, w podstawy naszego pragnienia wiary w cuda, spostrzec i rozważyć uniwersalność pewnych schematów, przewijających się zarówno w dawnych wierzeniach, jak i w nowożytnych religiach. Porównując je, dostrzegając szereg podobieństw i zbieżności, Joseph Campbell opracowuje model, archetyp mitycznego bohatera, podróżnika, niespokojnego poszukiwacza, łącząc najważniejsze elementy rozmaitych religii, co mogłoby, choć nie mam w to wielkiej wiary, wygasić antagonizmy między nimi. Praca jest naukowa, z pogranicza religioznawstwa, historii, antropologii kultury, psychologii, a nawet literaturoznawstwa i filmu. To bardzo szerokie opracowanie, perfekcyjnie zredagowane, podzielone na czytelne rozdziały, okraszone fotografiami i mnóstwem przypisów, cytatów, odniesień. Zajmuje całą naszą uwagę, wymaga pełnego zaangażowania i skupienia, dając w zamian wiele satysfakcji i olśnień. Wciąga i zachęca do spaceru ścieżką znanych już lektur, ale też do uzupełnienia wiedzy o te, których przy okazji tego tematu po prostu nie można pominąć. Wchodzimy więc do świata fantazji, które wszakże nie biorą się znikąd, a z naszej podświadomości, to „Królestwo człowieka pod podłogą względnie przytulnego pomieszczenia, które zwiemy naszą świadomością, kryje niewyobrażalne jaskinie Aladyna. W jaskiniach tych znajdują się klejnoty, ale zamieszkują je też niebezpieczne dżinny – niewygodne albo wyparte tam siły psychiczne, którym nie śmielibyśmy pozwolić ingerować w nasze życie”. Przyczajone, czekają więc na dogodny moment, by móc się wtrącić, wpłynąć na nasze decyzje, chyłkiem, jednak całkiem skutecznie. Książka oferuje nam zgrabne i jak najbardziej uprawnione połączenie mitologii i klasycznej psychoanalizy, zaś wyciągane z tego mariażu wnioski niejeden raz zaskakują. Operujemy symbolami powszechnie znanymi, które są pewnymi archetypami, rozumieć je musimy za to bardzo indywidualnie, przepuszczając przez osobistą historię. Poznajemy najważniejsze cechy wspólne mitologii i religii i poddajemy je skrupulatnej analizie/psychoanalizie. Podstawą jest przemiana, a u jej zarania zawsze stoi podróż, porzucenie znanej już rzeczywistości, w drodze zaś mierzenie się z trudnościami, walka z nadnaturalnymi istotami, przekraczanie swoich możliwości, znajdowanie niespodziewanych zasobów mocy i zdolności – czyli proces inicjacji, by móc powrócić tak zmienionym do dawnego świata, silniejsi, rozumniejsi, świadomi celów, wytyczanych dla dobra wszystkich współmieszkańców, świadomi, że jesteśmy w stanie je osiągnąć. Monomit ma bohatera, którego zwycięski powrót staje się wielką szansą dla lokalnej, a nawet szerszej społeczności, jak na przykład w przypadku Mojżesza czy Buddy. W pierwszej części opracowania zajmujemy się rozmaitymi wariantami przemiany bohatera, drugi natomiast nosi znamienny tytuł” „Cykl kosmogoniczny”, i bierze pod lupę zagadnienia ogólniejsze, dotyczące porządku świata, jego formowania się i powolnego zmierzania ku zagładzie, by w końcu rozpadł się całkiem, co może stanowić szansę na odrodzenie. Teoria teorią, jednak wyprawa w mityczne krainy, które dotąd nie budziły w nas głębszych, ontologicznych i egzystencjalnych skojarzeń, odnajdywanie w nich zupełnie nowych ścieżek interpretacji, które, chcąc nie chcąc, odnosimy także do siebie, jest niesamowitą przygodą, wzbogacającą i zadziwiającą. Pomaga nam lepiej zrozumieć osobiste motywacje, wywlec na światło dnia tłumione lęki, zracjonalizować je, oswoić. Śledzimy jak powstają wierzenia, jak ważną spełniają rolę, zarazem robimy też sobie coś w rodzaju autopsychoanalizy, odrzucając precz kolejne zasłony. Wspinamy się na świetlistą górę, albo po pniu drzewa życia, wyciągającego konary ku niebu – to środek Wszechświata, przez który przepływa życiodajna energia, jego symbole bywają rozmaite, za to jej odczytanie zawsze jedno. Mit musi być brutalny, ścierają się w nim siły dobra i zła, ich pierwotne esencje. Autor przytacza opowieści dobrze nam znane, z mitologii greckiej i, wtórnej wobec niej, rzymskiej, ale także motywy biblijne i te dla nas nowe, obce – afrykańskie, arabskie, z Indii i Chin. Nie waha się wspomagać fragmentami literatury czy nawiązywać do sztuki filmowej albo filozofii. Wszystko po to, by jak najpełniej zobrazować w złożoności, różnorodności pejzażu, obyczaju, kultury, wspólne jądro, myśl przewodnią, która wszystkie owe opowieści ze świata łączy. Niewątpliwie mamy do czynienia z pracą naukową, jednak napisaną z pasją, z wyobraźnią, z narracyjną wprawą i dużą umiejętnością objaśniania w przystępny sposób niełatwych treści. Zagłębiamy się więc w krainę baśni, królów, mędrców, gadających żab i minotaurów skrytych w krętych labiryntach, jednak widzimy w nich coś dużo, dużo więcej – odniesienie zarówno do świata jako całości w czasie i przestrzeni, i do tego naszego maleńkiego świata, skrytego w podświadomości, z której czasami się wychyla. To schronienie niepozorne i niepoznane, o którym łatwo zapominamy, ono zaś przypomina o sobie w snach, kiedy przestajemy być czujnymi strażnikami własnych myśli, i okazuje się wówczas, że ma do powiedzenia całkiem sporo. Dlaczego człowiekowi nawet teraz, w dobie technologicznego rozwoju i racjonalnego myślenia, wciąż potrzebne są mity, wiara… To autor także stara się wyjaśnić, kładąc nacisk na fakt, że dzisiaj potrzebujemy ich nawet bardziej niż kiedykolwiek, by mieć się czego uchwycić, by poczuć jedność z innymi, my, ludzie samotni w tej naszej chłodnej racjonalności, pozbawieni głębszych duchowych przeżyć, stęsknieni za wspólnotą idei, za więzią, nadzieją… Campbell pisał to z górką pół wieku temu, co powiedziałby dzisiaj, w XXI wieku, czasie depresji i spektrum autyzmu, wirtualnej rzeczywistości, narastającej wrogości i coraz większego wyobcowania? Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Ścieżki snów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ścieżki snów