Wezwał nas honor

Okładka książki Wezwał nas honor
H. Paul Honsinger Wydawnictwo: Drageus Publishing House Cykl: Man of War (tom 1) fantasy, science fiction
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Man of War (tom 1)
Tytuł oryginału:
To Honor You Call Us
Data wydania:
2014-12-03
Data 1. wyd. pol.:
2014-01-01
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364030406
Tłumacz:
Justyn Łyżwa
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wezwał nas honor w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wezwał nas honor

Średnia ocen
6,9 / 10
136 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
231
202

Na półkach:

Całkiem fajna space opera.

Wezwał od honor od H. Paula Honsingera ma wszystkie elementy, za które lubimy ten gatunek. Jest tu masa akcji, fajnie przedstawione walki, zarówno w mikro jak i w makro skali, ciekawie wykreowany świat oraz bohaterowie, których można szybko polubić.

Poza wątkiem dotyczącym walki ludzkości z złowrogą rasą obcych, sporo miejsca autor poświęca funkcjonowaniu okrętu, którym dowodzi nasz protagonista. Osobiście te fragmenty książki były dla mnie nawet bardziej zajmujące niż starcia zbrojne. Nasz bohater musiał z czasem doprowadzić okręt i załogę do porządku po poprzednim niekompetentnym dowódcy, to w jaki sposób radził sobie buntami, awariami czy szkoleniem podległych mu osób zostało naprawdę ciekawie przedstawione.

Interesującym pomysłem autora jest też to, że w trakcie abordaży nie walczy się tylko na pistolety czy karabiny, ale czasem też za pomocą broni białej, szabla u boku naszego oficera nie jest zatem tylko ładnym dodatkiem.

Jeśli chodzi o wady powieści to w sumie jedyne co troszkę mi przeszkadzało to sposób w jaki niejednokrotnie nasz bohater i jego załoga radzili sobie z znacznie silniejszym przeciwnikiem. Pewne rozwiązania fabularne są trochę naciągane, dobrze przynajmniej, że autor starał się je jakkolwiek uwiarygodnić. Powieść powiela wiele znanych schematów typowych dla space opery i nie ma raczej tutaj nic specjalnie odkrywczego, warto to mieć na uwadze. Szkoda też, że nie został rozwinięty wątek problemów psychicznych kapitana Robichaux, zostaje on wspomniany w książce tylko raz i nigdy do niego nie wracamy.

Podsumowując, jak najbardziej polecam ten tytuł jako dobrą, niezobowiązującą rozrywkę. Ode mnie 7/10.

Całkiem fajna space opera.

Wezwał od honor od H. Paula Honsingera ma wszystkie elementy, za które lubimy ten gatunek. Jest tu masa akcji, fajnie przedstawione walki, zarówno w mikro jak i w makro skali, ciekawie wykreowany świat oraz bohaterowie, których można szybko polubić.

Poza wątkiem dotyczącym walki ludzkości z złowrogą rasą obcych, sporo miejsca autor poświęca...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

293 użytkowników ma tytuł Wezwał nas honor na półkach głównych
  • 180
  • 113
69 użytkowników ma tytuł Wezwał nas honor na półkach dodatkowych
  • 38
  • 6
  • 6
  • 6
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zgiełk wojny Kennedy Hudner
Zgiełk wojny
Kennedy Hudner
Rok temu postanowiłem poszukać sobie książek z bitwami okrętów, które nie poruszają się po wodzie i doszedłem do wniosku, że nada się do tego lektura militarnego science fiction i za sprawą polecenia trafiłem na tą pozycję. Okładka od razu krzyczy o swojej militarno-fantastyczno-naukowej zawartości. Jest kosmos, jest planeta i są okręty, a z tle coś wybucha. Trudno ją nazwać przepiękną, ale wygląda estetycznie oraz spełnia swoje zadanie informacyjne. Początek powieści jest spokojny. Poznajmy wtedy główną intrygę, ważne osoby związane z tym światem oraz oczywiście główną bohaterkę, Emily Tuttle i jej najbliższych towarzyszy i moim zdaniem ekspozycje fabularne wypadają naprawdę porządnie, a wraz z nimi upchano dość fabuły, by nie czuć nudy. Postaci jest dużo, ba, na kartach książki padają dziesiątki imion i nazwisk, w tym żołnierze, technicy, czy oficerowie poszczególnych stron konfliktu, ale śmierć zbiera wśród nich krwawe żniwo. Niemniej konstruowanie bohaterów oceniam na plus, bo nie wydaje się, by ktokolwiek był nad wyraz doskonały, nawet Tuttle popełnia błędy i przy okazji miałem wrażenie, że wszyscy zachowują się raczej po ludzku, a nie jak konstrukty literackie. Główną obsadę szczerze polubiłem. Sama opowieść jest wartka i szybko wzrasta napięcie, a po jego wyładowaniu rozpoczyna się wir pełnych akcji oraz dramatów bitew kosmicznych, zarówno między okrętami, jak i na ich pokładach, przerywanych chwilami na złapanie oddechu oraz przeanalizowanie sytuacji. Należy przy tym nadmienić, że autor mocno się skupia na wątkach militarnych, niewiele zostawiając miejsca na przedstawienie losu cywilnych mieszkańców swojego kosmosu, ale tyle się działo, że nie bardzo mi to przeszkadzało. Poziom detali w opisach wydał mi się wystarczający, by wiedzieć co jak działa, jak poruszają się i walczą podczas bitew okręty oraz jakie są stosunki polityczne. Jeśli idzie o słowa „science fiction” to tutaj dominuje ten drugi wyraz, z czego ja byłem zadowolony. Tak jak oczekiwałem Zgiełk Wojny skupia się na bitwach, więc nie wymyśla żadnych niesamowitych technologii, ani nie zrzuca na umysł ciężkich tematów, poza tragedią wojny. Są za to statki bombardujące się laserami oraz rakietami i wspomagające dronami, które autor musi bardzo lubić, bo mają sporą listę funkcjonalności w tym uniwersum. Reasumując, powieść naprawdę mnie wciągnęła i nie mogłem się oderwać, bo jak zaczynała się bitwa, to chciałem się dowiedzieć jak się skończy oraz kto w niej zginie. Osobiście polecam.
Galliusz - awatar Galliusz
ocenił na 8 5 lat temu
Kraniec nadziei Rafał Dębski
Kraniec nadziei
Rafał Dębski
Czytałam i wciąż po głowie tłukła mi się myśl 'hej, to taki Star Trek zmieszany z Mass Effect'. Nooo pooowiedzmy. Aidan jest dowódcą niszczyciela, ma status niewolnika i jest najbardziej krnąbrnym człowiekiem, jakiego w książce spotkacie (no, może poza KIMŚ). W wyniku rozkazu Cesarza on i kilku kompanów po fachu trafiają w wir walki z Republiką, a później znajdują tajemnicze coś. Do tej pory nie mam pojęcia co, może w kolejnym tomie coś więcej powiedzą. Na fizyce znam się słabo (ale coś wiem), na prawach rządzących Kosmosem jeszcze mniej, więc trafiają do mnie opisy naukowe. Mogą być napisane brednie, a ja i tak tego nie wyłapię. Całkiem całkiem wyszły mu opisy walki i użycie różnego rodzaju broni. W końcu trafiła mi się książka, gdzie autor napisał, że "w Kosmosie nie ma góry, dołu, prosto czy w bok - liczy się kąt odniesienia" iii tak, właśnie, statki nie muszą latać gęsiego, mogą zaatakować z każdej strony. Przede wszystkim zwykle Imperia mają korzenie z USA albo jakiś europejskich koalicji. A tu? Ha! Brazylia i hiszpańskie klimaty. Przynajmniej ze strony Cesarstwa, gdyż Republika jest idealną kopią Brytanii z czasów kolonialnych. Nawiązań do naszej, ziemskiej historii, jest w pizdu. Fajnie, ale jednocześnie niefajnie (Cezar zawsze umiera, spoiler). Tło historyczne nie jest jakoś szczególnie zarysowane. Ot, wiemy, że są trzy siły w Kosmosie - Cesarstwo, Republika i piraci. Na razie poznamy tylko dwie i jedynie z czasu obecnego. Nie liczcie na to, że dowiecie się coś więcej o historii powstawania tych sił, poza ogólnikami nie ma nic. Postacie, pomimo iż podobały mi się, przyznaje, że są przeciętne. Zachowują się jak wojsko niskich lotów - siłę i potęgę i sam "charakter" pokazuje się poprzez wulgaryzmy jak i agresywne zachowanie. Słowo "pierdolić" spotkamy we wszystkich przypadkach i rodzajach, nie wspominając już o kurwach czy innych chujowych dupach. Zrozumiem, jak jedna, dwie postacie bluzgają, ale prawie każda? Takie meh. Chyba jedynie Sułtan i Inkwizytor nie biorą udziału w show "20 zakazanych słówek". Także nawet nie potrafię powiedzieć coś więcej o poszczególnych postaciach niż "oficerowie, w Kosmosie, klną jak szewc'. Przyznaję, że dowiedziałam się, iż antymateria jest dodatnia. Tyle. Książka stawia na akcję, ciągle coś się dzieje, a ja chciałabym bardziej zarysowanie realiów Kosmosu. No jest to typowa opera mydlana w Kosmosie. Czy warto? Pfff, ja tam nie uważam czasu z książką za stracony, ale nie spodziewajcie się nie wiadomo jak wspaniałego dzieła. Czy sięgnę po kolejny tom? Dostałam go, także przeczytam.
Regalia_Lenzi - awatar Regalia_Lenzi
ocenił na 7 6 lat temu
Czarna kolonia Arkady Saulski
Czarna kolonia
Arkady Saulski
„Czarna Kolonia” to debiutancka powieść Arkadego Saulskiego wydana przez wydawnictwo Drageus Publishing House, a przy okazji moje trzecie zetknięcie z powieścią z gatunku SF! Jest to moje drugie zetknięcie z książkami wyżej wymienionego autora, w dodatku to jego debiut i muszę przyznać, że wypadł nieźle. Nie czytałem za bardzo SF, więc dla mnie pomysł z wskrzeszeniem życia na Marsie jest interesujący. Gdybym miał jak inni komentujący zestawić debiut pana Arkadego z książkami innych autorów to mógłbym powiedzieć, że pierwszy tom Kronik to bardziej „fiction” niż „science”, ale w związku z tym historia nic na tym nie traci. Drugoplanowe oraz epizodyczne postacie są interesujące, mają swoje cele, okazują różne emocje. Ktoś spiskuje. Ktoś strzela, generalnie nie ma nudy! Przede wszystkim należy pogratulować autorowi za to, że już w debiucie ukazał nam akcje z różnych stron „konfliktu” oraz dość sprawnie poruszał się po Ziemi oraz kosmosie. Co jakiś czas oprócz zmian perspektyw otrzymujemy kawałki wywiadów z różnymi ludźmi, którzy niekiedy komentują to co się dzieje. Ci co grali w S.T.A.L.K.E.R Czyste Niebo oraz Mass Effect pewnie ucieszą się z nazwisk „Lebiediew” oraz „Shephard”. Od razu uprzedzam, że to nie są postacie z gier, tylko noszą ich godność Pora na małe narzekanie! Po pierwsze, główna bohaterka może i jest ciekawie napisana, ale na moje oko praktycznie z każdej akcji wychodziła cało. Nieudana próba pobicia oraz gwałtu za małe piętno na niej odcisnęło przez co nie współczułem zbytnio. Mam nadzieje, że jak kiedyś pojawi się „remaster” powieści to autor trochę się nad nią poznęca! Po drugie pewna scena zamiast wywołać u mnie napięcie, tylko rozśmieszyła, nie powiem między kim się wydarzyła, ale zacytuje z pamięci dialogi. „ – Nie ruszaj się! Albo cię zabije! – Nie zabijesz mnie! Znam ja takich jak ty! – Nie ruszaj się! Zabije cię! – Nie zabijesz mnie!” W oryginale mogło to wyglądać nieco inaczej, ale sens jest praktycznie ten sam. Podsumowanie! Jak na debiut historia wypadła nieźle. Pomysł terraformacji Marsa może wydawać się absurdalny, ale z drugiej strony czy SF to nie miejsce, gdzie można pisać historii o sprawach, które muszą być realne? Książkę znam w wersji słuchanej, muszę kupić w papierowej i gratuluję autorowi świetnego lektora jakim jest pan Roch Siemianowski! Ocena: 7+/10
Karol Król - awatar Karol Król
ocenił na 7 5 lat temu
Ciemna materia Ian Douglas
Ciemna materia
Ian Douglas
,,— A więc... wygraliśmy? Nastąpiła chwila wahania. — Wygraliśmy — powiedział w końcu Dillon. — Ale cena była wysoka, kurewsko wysoka…" Gdy już myślę, że pan Douglas nie wymyśli ciekawszej obcej rasy, to i tak wchodzi cały na biało i mówi ,,potrzymaj mi kawę”! Grdoch w ogólnym rozrachunku nie są oryginalni. Chyba ze wszystkich innych ras, które pojawiły się do tej pory są najmniej złożeni, ale może dlatego tym bardziej przerażający. Bo tu nie chodzi już o podbicie i nagięcie ludzi do swojej woli (lub alternatywnie eksterminowanie naszej rasy) – dla Grdoch ludzie są… rzeźnym bydłem. Tak po prostu. I tylko tyle. Nie spodziewałam się, że ta seria będzie lekko (nawet jeśli na moment) flirtować z horrorem, ale może właśnie dobrze, że pojawiła się ta mała przypominajka, że tak naprawdę cholera wie, co możemy spotkać w kosmosie. I kolejny raz rozważania Douglasa ,,co by było gdyby” drapieżna, nastawiona stricte na przetrwanie i żarłoczna rasa osiągnęła poziom technologiczny pozwalający jej na podróże międzygwiezdne robią świetną robotę. Choć tym razem nie chodzi tylko o to, że Grdoch są ,,trochę znajomi, ale nie do końca” – a o to, jaki niepokój wzbudzają. I szczerze? Jestem w stanie uwierzyć, że kogoś przeczytanie akurat tego tomu skłoniłoby do refleksji odnośnie przejścia na wegetarianizm. Z drugiej jednak strony możemy patrzeć tylko przez pryzmat naszej własnej moralności… przez soczewkę tego, co dla nas jest normalne. Ale cytując Morticię Addams: Normalność jest iluzją. To, co jest normalne dla pająka, dla muchy jest chaosem. Inną sprawą jest też to, że cały ten tom ma trochę cięższy klimat, bo tym razem Gray – mający za sobą pasmo praktycznie samych spektakularnych zwycięstw – dostaje porządnego prawego sierpowego prosto w pysk. Bo może i wygrali bitwę, ale tym razem to było pyrrusowe zwycięstwo. Grupa bojowa? Zdziesiątkowana – w tym okręt flagowy w totalnej ruinie. Do tego pozostaje świadomość, że Grdoch gdzieś tam są… ale gdzie? I jak wielu ich jest? Kolejny wróg i twardy orzech do zgryzienia w naprawdę już długiej liście problemów ludzkości.
TerraEpsilon - awatar TerraEpsilon
ocenił na 8 9 miesięcy temu
Pokój światów Paweł Majka
Pokój światów
Paweł Majka
Debiutancka powieść autora, opowiada o zemście za zamordowanie żony i dzieci głównego bohatera. Niby standard, tylko zemsta jest zmorą przyjmującą postać czarnowłosej kobiety, która wczepia się w duszę głównej postaci, która do drużyny wciąga dodatkowo boga losu z "dziwną córką", głupiego Jasia (dosłownie), wielkoluda zauroczonego cyganką i rewolwerowca, który strzela zawsze celnie ... o ile nie jest trzeźwy. Wszyscy pracują dla Marsjanina, który wyrusza na wyprawę w celu odzyskania artefaktów z rozbitego statku kosmicznego gdzieś na Syberii. ;-) Mało porąbane? ;-) No to - na początku XX wieku Marsjanie zaatakowali Ziemię "mitbombami", które powodują ożywianie wierzeń i legend. Na Ziemi pojawiają się bogowie, na równi z postaciami z legend (przykładowo: pod Krakowem żyje prawdziwy smok, na kopcu rządzi "Wanda co nie chciała Niemca"). Później okazuje się, że pomiędzy legendami, a literaturą wcale tak dużej różnicy nie ma, więc dlaczego by nie spotkać postaci literackich ... zresztą niektórych literatów również (podobno w 2 tomie pojawia się więcej literatów ;-) ). Akcja jest prowadzona dość prosto, ale autor ją urozmaica prowadząc akcję równolegle z historią wcześniejszą. Główny bohater chce się zemścić na 6 osobach. Na początku książki "zostało trzech" ... w trakcie poznajemy historie zemsty na wcześniejszych, jak i wiązania się np. ze wspomnianym bogiem losu. Czyta się całkiem sprawnie. Historia nie jest jakoś mocno skomplikowana, chociaż wprowadzane kolejne postacie dość mocno urozmaicają przygody. Do tego całe mnóstwo nawiązań do legend, mitów, wierzeń i przypowieści - czasami w dość przewrotny sposób (parsknąłem śmiechem po "numerze z rzucanym za siebie lusterkiem" i tym co w tego wynikło). Postacie często wprowadzane są bez ich przedstawiania - zabawą bywa próba odgadnięcia "kto zacz" na podstawie opisów lub rozmów. Jest to typowa literatura rozrywkowa i nie próbuje być niczym więcej. Ale czyta się fajnie. ;-)
Goldsun - awatar Goldsun
ocenił na 8 4 lata temu
Inwit Michał Cholewa
Inwit
Michał Cholewa
Marcin Wierzbowski, obecnie już sierżant, kontynuuje swoją wojskową karierę w szeregach Dowództwa Operacji Specjalnych pod dowództwem znanego już pułkownika Brisbane'a. Ten ostatni, jak i jego podkomendni, nie są specjalnie lubianymi żołnierzami (nawet przez swoich), lecz są za to niezwykle skuteczni. Dlatego pułkownik Brisbane wraz z Wierzbowskim i innymi zostają wysłani na planetę Liberty. Na tej planecie ludziom udało się powstrzymać SI, a w jej pobliżu znajdują się bardzo ważne kopalnie, na które chrapkę mają także Stany Zjednoczone. W powietrzu wisi konflikt zbrojny pomiędzy Unią a Stanami. Po raz kolejny Brisbane i jego OESy muszą wykonać niemal misję niemożliwą. Autor po raz kolejny przez szereg różnych zasłon ukrył prawdziwy sens działań pułkownika. Dopiero w epilogu dowiadujemy się, o co w tym wszystkim chodziło. Takie zabiegi czynią z książki niezwykle trudną w odbiorze i w samym czytaniu. Ja sam na przeczytanie 508 stron potrzebowałem dziesięciu dni oraz dwunastu posiedzeń. Wynik taki plasuje "Inwit" na 283 miejscu wśród 373 książek Przeczytanych na tronie. Mimo swej trudności książkę tę, jak i całą serię, warto poznać, gdyż pan Cholewa nie podaje odpowiedzi na tacy, lecz trzeba się przekopać przez te wszystkie zasłony, które autor zastosował. Jednak poznanie prawdy wynagradza to całe wcześniejsze cierpienie. Polecam. https://www.facebook.com/czytamnatronie/ https://www.instagram.com/czytamnatronie/
Czytam_Na_Tronie - awatar Czytam_Na_Tronie
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Wezwał nas honor

Więcej
H. Paul Honsinger Wezwał nas honor Zobacz więcej
Więcej