Victorian Psycho

Okładka książki Victorian Psycho
Virginia Feito Wydawnictwo: Mova literatura piękna
197 str. 3 godz. 17 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Victorian Psycho
Data wydania:
2026-03-11
Data 1. wyd. pol.:
2026-03-11
Data 1. wydania:
2025-02-13
Liczba stron:
197
Czas czytania
3 godz. 17 min.
Język:
polski
ISBN:
9788384174036
Tłumacz:
Urszula Gardner
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Victorian Psycho w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Victorian Psycho

Średnia ocen
6,2 / 10
103 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
331
271

Na półkach: , , , , ,

Najpierw ustalmy fakty. Książka jest bardzo atrakcyjnie wydana. Szczytowe osiągnięcie przerostu formy nad treścią. Gdybym postawiła ją na półce i nigdy nie przeczytała, miałabym większą satysfakcję z jej posiadania, niż teraz, kiedy już poznałam jej treść. To nie jest ani pastisz literatury gotyckiej, ani horror ekstremalny. To próba przemycenia pod przykrywką tzw. literatury pięknej chorych, obrzydliwych i szkodliwych treści. Czytanie tej książki nie przyniosło mi ani satysfakcji intelektualnej, ani rozrywki. I w którym miejscu to jest przewrotnie zabawne? Chora psychicznie młoda kobieta, morderczyni, ofiara przemocy w dzieciństwie, mordowane i przedmiotowo traktowane dzieci w epoce wiktoriańskiej i jeszcze trochę więcej przemocy i płynów ustrojowych. Śmiechu było co niemiara, Oprah Winfrey też się śmiała...

Najpierw ustalmy fakty. Książka jest bardzo atrakcyjnie wydana. Szczytowe osiągnięcie przerostu formy nad treścią. Gdybym postawiła ją na półce i nigdy nie przeczytała, miałabym większą satysfakcję z jej posiadania, niż teraz, kiedy już poznałam jej treść. To nie jest ani pastisz literatury gotyckiej, ani horror ekstremalny. To próba przemycenia pod przykrywką tzw....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

345 użytkowników ma tytuł Victorian Psycho na półkach głównych
  • 223
  • 113
  • 9
56 użytkowników ma tytuł Victorian Psycho na półkach dodatkowych
  • 22
  • 18
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Virginia Feito
Virginia Feito
Dzieciństwo spędziła w Londynie i Paryżu, a następnie studiowała w Queen Mary University of London. Mieszka w Madrycie.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kierunek zemsta Riley Sager
Kierunek zemsta
Riley Sager
Romanse, romanse i jeszcze raz romanse ile można 😂 Nawet mnie, zagorzałą romansiarę, naszła ochota na coś innego. I wtedy trafiłam na książkę, która już od zapowiedzi głośno mnie wołała. Warto zaznaczyć, że to moja pierwsza książka autora, a poprzednie podobno są o wiele lepsze. Mamy nocną podróż pociągiem, śnieżną burzę, zamkniętą przestrzeń i grupę ludzi z mroczną przeszłością. Do tego kobieta z własnym planem zemsty i 13 godzin, żeby przeżyć. Brzmi dobrze i w sumie dobrze się to czyta. Najfajniejsze było to, że naprawdę często zmieniałam zdanie co do tego, kto jest mordercą. W pewnym momencie podejrzewałam już wszystkich 😅 Były plot twisty. Niektóre trafione, inne trochę mniej, ale ogólnie fabuła potrafi wciągnąć. Z drugiej strony nie było tu dla mnie jakichś większych emocji. To taka książka, którą czyta się szybko i przyjemnie, ale raczej nie zostaje w głowie na długo. No i oczywiście, uciekając od romansów i tak na niego trafiłam 😂 Co prawda nie jest to główny wątek, ale jest. Widocznie nie ma dla mnie ratunku. Podsumowując: fajna, lekka historia z klimatem zamkniętej zagadki. Na tyle lekka na ile pozwalają jej morderstwa 😂. Nie wybitna, ale idealna na wieczór, kiedy chce się po prostu dobrze spędzić czas. Oczywiście chętnie sprawdzę inne książki autora 👀 Ocenka? No taką mocną 6⭐ chętnie dam.
Pozeraczka  Ksiazek - awatar Pozeraczka Ksiazek
ocenił na 6 1 dzień temu
Kobieta z pokoju jedenastego Ruth Ware
Kobieta z pokoju jedenastego
Ruth Ware
Moja relacja z książkami Ruth Ware jest dość skomplikowana. Za każdym razem intryguje mnie początek, akcja dobrze się rozkręca, ale gdzieś po drodze tempo nieco siada. Wtedy zaczynam nabierać podejrzeń, a zwroty akcji - nawet jeśli się pojawiają, nie niosą już ze sobą większego zaskoczenia. Jednocześnie styl, język i same historie wymyślane przez autorkę są na tyle przyjemne i wciągające, że jej książki czyta się po prostu dobrze. I bardzo podobnie było tym razem. Bohaterka, Lo, znana z Kobieta w kabinie dziesiątej - powraca jako dziennikarka turystyczna. Dziesięć lat po wydarzeniach na Aurorze zostaje zaproszona do ekskluzywnego hotelu. Co ciekawe, do zabójstwa nie dochodzi ani podczas jej pobytu, ani nawet w tym miejscu. Trup pojawia się dopiero w kolejnym hotelu, w którym Lo planowała zatrzymać się tylko na jedną noc, jednak okoliczności zmuszają ją do pozostania tam dłużej. To o tyle interesujący zabieg, że sama zbrodnia, a wraz z nią główna zagadka i intryga, pojawiają się stosunkowo późno. Miałam wrażenie, że dobra jedna trzecia książki była już za mną. Muszę jednak przyznać, że to, co najbardziej ujęło mnie w pierwszej części przygód Lo, tutaj niemal nie istnieje. Mam na myśli klimat - ten specyficzny, duszny nastrój. W Kobieta w kabinie dziesiątej akcja rozgrywała się na małej, wręcz klaustrofobicznej przestrzeni, gdzie każdy mógł być zamieszany w morderstwo, a zaufanie komukolwiek wydawało się ryzykowne. W Kobieta z pokoju jedenastego początek sugeruje coś podobnego: hotel, zamknięta grupa gości, ograniczona przestrzeń. Jednak wraz z rozwojem fabuły akcja przenosi się do pociągów, na lotniska i do kolejnych miejsc, przez co świat znacznie się rozszerza, a napięcie wyraźnie słabnie. Podobnie jest z bohaterami. Na początku, razem z Lo, przyglądamy się wszystkim i każdy wydaje się potencjalnie podejrzany. Z czasem jednak lista możliwych sprawców znacząco się kurczy, co odbiera historii część tajemniczości. Koniec końców książka nie zaskakuje, Lo momentami potrafi irytować, a sama intryga okazuje się dość prosta. Mimo tego jest to lekki thriller, który dobrze sprawdzi się jako niezobowiązująca lektura na kilka wieczorów.
sznurowka - awatar sznurowka
oceniła na 7 17 dni temu
Lokatorka Freida McFadden
Lokatorka
Freida McFadden
Jak zawsze świetna. Freida nigdy mnie nie zawodzi. Od razu po przeczytaniu lokatorki sięgnęłam po "dobrą koleżankę ". Obie książki pochłonęłam w jeden dzień. Gdyby nie urlop wynik byłby mniej spektakularny. Co byście zrobili gdyby brakowało Wam kasy? Gdyby Wasze życie zawodowe legło w gruzach? Dwójka młodych ludzi, kochająca się para postanawia w związku z tym wynająć jeden z pokoi by podreperować swój budżet. Jednak nie zdają sobie sprawy z tego jak toksyczna osobę sprowadzana pod swój piekny, czysty i pełen miłości dach. Jednak nie nie jest takie jakby się wydawało. Książka jest pisana z perspektywy mężczyzny, który tak jak szczerze kocha swą narzeczoną tak nienawidzi nowej lokatorki, pomimo tego że dziewczyna jest atrakcyjna i wydawałoby się że była przecież taka miła kiedy przyszła oglądać mieszkanie. Tylko czy nasz główny bohater napewno widzi świat takim jaki jest? Czy może sam popada w obłęd, który niszyczy jego świat, związek i życie ludzi dookoła? A może za wszystkim wcale nie stoi lokatorka? No książka jest świetna. Nie byłam w stanie się od niej oderwać. Wciąż tylko zastanawiałam się "o co tu chodzi?! Do diaska". Zakończenie? Wciągające, nie mogłam odłożyć tej książki dopóki nie zobaczyłam końca. Usatysfakcjonowało mnie. Uważam że było logiczne (pomimo tego co mówią o tej książce w bookmediach). Chętnie zobaczyłabym jak potoczyły się dalsze losy jednej z bohaterek. Także polecam. Moja ocena mocne 8/10. Lub 4/5. Instagram: @dozaczytania
Anna Filipowicz - awatar Anna Filipowicz
ocenił na 8 1 dzień temu
Dzieci lodu Tom Rob Smith
Dzieci lodu
Tom Rob Smith
Lato 2023 roku. Niespodziewana inwazja obcych zmienia świat w miejsce walki o przetrwanie. Ludzkość dostaje tylko jedną szansę — w ciągu 30 dni dotrzeć na Antarktydę, jedyne miejsce, gdzie można ocaleć. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autora i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem. Książkę czyta się bardzo szybko — tym bardziej, że uwielbiam klimaty postapokaliptyczne, wizje końca świata i elementy nadprzyrodzone. Autor prowadzi narrację dwutorowo — mamy teraźniejszość, w której bohaterowie próbują przetrwać na Antarktydzie, oraz wydarzenia sprzed 20 lat, kiedy dopiero uciekali przed zagładą. Wspomnienia bohaterów świetnie uzupełniają fabułę i pozwalają lepiej zrozumieć ich decyzje oraz emocje. Akcja jest dynamiczna i wciągająca — nie ma tu miejsca na nudę. Widać, że autor bardzo przyłożył się do stworzenia tego świata. Choć jest to fikcja literacka, gdzieś z tyłu głowy pojawia się myśl, że pewne elementy tej historii mogłyby się wydarzyć. Może niekoniecznie życie na Antarktydzie, ale nagła utrata dostępu do technologii i konieczność przetrwania w skrajnych warunkach — to już brzmi znacznie bardziej realnie. Z jednej strony mamy brutalną walkę o przetrwanie, z drugiej — powrót do korzeni i prostych rozwiązań. Autor pokazuje, że można funkcjonować bez wielu rzeczy, które dziś wydają nam się niezbędne, a które w rzeczywistości często bardziej nam szkodzą niż pomagają. Bohaterowie zostali wykreowani bardzo ciekawie — są charyzmatyczni, zdeterminowani i gotowi na wszystko, by ocalić siebie oraz swoich bliskich. Nawet tytułowe „dzieci lodu” mają własne zdanie, emocje i potrafią odróżnić dobro od zła, co dodaje historii głębi. Zakończenie? Muszę przyznać, że mnie zaskoczyło — i to bardzo pozytywnie. Zdecydowanie polecam tę książkę wszystkim fanom postapokaliptycznych historii i mocnych, emocjonujących opowieści.
myszaczyta - awatar myszaczyta
oceniła na 7 8 dni temu
Czarne ptaki Bartosz Szczygielski
Czarne ptaki
Bartosz Szczygielski
„Czarne ptaki” to czytelnicza przygoda, w której już sam wybór, od którego miejsca ją rozpocząć, może urosnąć do rangi wyzwania – szczególnie dla tak niezdecydowanej osoby jak ja. Książka ma bowiem dwie okładki - tam, gdzie spodziewał*byś się odwrotu książki z zarysem fabuły czeka na Ciebie właśnie ta druga. To idealna droga do oczopląsu i frustracji – bo jak można dokonać tak ważnego wyboru samemu!? Nie wiedząc, co się wybiera i w co się pakuje! Nie było łatwo, oj… nie było. Ale w końcu (między łykiem kawy a „no weź się ogarnij, to nie może być aż tak trudne”) zapadła decyzja. I jestem z niej bardziej niż bardzo zadowolona. W mojej wersji tej pierzastej przygody na pierwszy plan wysuwa się Arek i jego pożal się Boże przyjaciel – Kamil. Na początku, nie powiem, jest całkiem przyjemnie – polana w lesie, poranek po całonocnej imprezie, skacowane towarzystwo. Pożegnalne ognisko maturzystów, klasa C, rocznik 1992. Autor leniwie, aczkolwiek boleśnie, umieszcza swoich bohaterów w niegroźnej sytuacji, w której okropnym w skutkach błędem może być co najwyżej nieprzemyślane zjedzenie sałatki po ostrym chlaniu. Z perspektywy czytelnika jest natomiast zdecydowanie lepiej. Dzięki autorowi taki Milenials jak ja ma szansę wrócić do pięknych wspomnień: lat szkolnych, plakatów idoli na ścianach, dylematów nastolatka, pierwszych miłości, polonezów na ulicach, pary jeans za miliony, gazety „Bravo”, butelki Coli urastającej do rangi bóstwa i waluty przed denominacją. Do tego lekkie pióro i zabawne dialogi. Bajka. W brzuszku robi się jakoś tak ciepło, błogo i nostalgicznie. Ale, ale! Im dalej w … las (o proszę, jak ładnie się to łączy z początkiem historii) tym wydarzenia stają się coraz mniej przyjemne i zabawne, a okoliczności sprzyjające. Finisz jest już tak dramatyczny, że mdłości po niefortunnym zmieszaniu procentów z sałatką urastają do rangi sennego marzenia. Mamy tu miłość, zdradę, melinę pełną naćpanych nastolatków, włam, kopanie grobów, lokalnych gangsterów, okradanie trupa i zemstę zaserwowaną z półobrotu i totalnego zaskoczenia. Z każdą stroną jest coraz bardziej krwawo i nieprzyjemnie. Z rozdziału na rozdział Arek stacza się po równi pochyłej, stopniowo tracąc ostatnie złudzenia, które jakimś cudem udało mu się dotąd zachować — mimo ojca alkoholika i życia w skrajnym ubóstwie. UWAGA! WAŻNE! Skoro jest para przyjaciół, nie może zabraknąć też dziewczyny. Wiadomo – źródłem zamieszania musi być przecież pierwiastek damski. W tym przypadku Ewa – dziewczyna Kamila i utalentowana pasjonatka rysunku. Trójkąt Bermudzki przy tej trójce to niewinny instrument, na którym można sobie leniwie pobrzdąkać. W skrócie – są emocje. I zakończenie, które nie zwiastuje niczego dobrego. Szybki obrót książką, zmiana dekoracji, czasu akcji i voilà – na scenę wkracza Małgorzata. I robi to z fenomenalnym przytupem! Babka już w pierwszym rozdziale gasi jakiegoś randomowego zwyrola jak Popularnego w masywnej popielnicy z ciętego kryształu. STOP! Najwyższy czas wyjść z lat 90 tych i wskoczyć w te współczesne. Ogarnij się, Kulka! A zatem: nasza Małgorzata ma wiele twarzy - co chwilę przedstawia się komuś innym imieniem. Trochę to confusing, ale wreszcie ogarnęłam temat. Mamy też dzianego biznesmena z młodą, sympatyczną i zapatrzoną w niego asystentką. Całe towarzystwo spotyka się przy okazji licytacji, która odbywa się w rezydencji na odludziu. Jest trochę tajemniczo, w końcu robi się nawet groźnie. Totalne pustkowie, noc, utrata łączności z ochroną… co może pójść nie tak? W tych nietypowych okolicznościach z naszej Małgorzaty wychodzi jakiś superszpieg i fighterka w miniówce. Pozostaje tylko pytanie – jaki ma cel i dlaczego tak jej zależało, żeby się tu znaleźć? Zbliżając się do końca drugiej historii nerwowo wyczekiwałam obiecanego punktu wspólnego. Ciśnienie rozsadzało mnie od środka, nerwy nosiły na wszystkie strony. „Te historie miały się łączyć!” – wkurzałam się. „Jasne, widzę punkty wspólne, ale to wciąż za mało! A za kilka stron koniec!?” – powtarzałam w myślach skubiąc przy tym nerwowo skórki przy paznokciach. Aż wreszcie doczekałam się TEJ chwili - momentu, w którym spłynęło na mnie zrozumienie. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Całość jawiła się przede mną niczym misterna, dobrze i przemyślanie skonstruowana układanka. Cel został osiągnięty. Zmierzając powoli do końca powiem tak: mojemu sercu zdecydowanie bliżej jest do historii Arka. Głównym powodem jest tu czas akcji i podróż sentymentalna do czasów dzieciństwa. Autor decyduje się zagrać na czułych nutach, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Arek jako postać jest fajnym, dobrym, poczciwym chłopakiem. I książkowym przykładem na to, że jesteśmy sumą ludzi, którymi się otaczamy. To równanie od początku nie było dla niego korzystne, o czym dotkliwie przekonał się na własnej skórze. Małgorzata natomiast zbiera plusy za charakter i prezencję. Z ogromną satysfakcją śledziłam jej śmiałe poczynania, aż po zakończenie, które łamiąc mi serce wyjaśniło wszystko. Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.
kulka_czyta - awatar kulka_czyta
oceniła na 7 2 dni temu
Brat Ania Ahlborn
Brat
Ania Ahlborn
"𝚆𝚒𝚣𝚢𝚝𝚊 𝚞 𝙼𝚘𝚛𝚛𝚘𝚠ó𝚠 𝚝𝚘 𝚙𝚘𝚍𝚛óż 𝚠 𝚓𝚎𝚍𝚗ą 𝚜𝚝𝚛𝚘𝚗ę." 📖Domek na odludziu należący do rodziny Morrowów skrywa wiele brzydkich tajemnic. Na jego czele stoi żądna krwi Mamuśka, która na cel opatruje sobie młode bezbronne kobiety. Tutaj każdy ma swoje zadanie i zna swoje miejsce. Brutalne porwania, morderstwa, oskórowania, zakopywanie w ziemi. Michael czuje, że nie pasuje do reszty rodziny. Jego serce pragnie wolności. Kiedy poznaje Alice postanawia uciec z nią do lepszego świata. Jednak rodzina jest najważniejsza, od niej nie da się uciec. Zwłaszcza od takiej... 📋W tym roku postanowiłam robić DNFy. Straciłam bardzo dużo czasu z książkami, które nie były tego warte. Gdybym była konsekwentna porzuciłabym "Brata" po około 150 stronach. Jednak cały czas miałam nadzieję, że dostanę to o czym wszyscy pisali zachwalając tę książkę. Pierwsza część fabuły była jakby za mgłą. To taka teoria bez praktyki. Niby mamy pokręconą rodzinę, która zabawia się w bogów pozbawiając życia młode dziewczyny ale to jest taki fakt. Wszystko dzieje się za zamkniętymi drzwiami a ja lubię szczegóły i jak jestem w sercu akcji. Zabrakło mi tego napięcia, uczuć skrzywdzonych bohaterów oraz wiadomości jaka zupa została ugotowana z części ciał zamor.dowanych (wybaczcie musiałam 😁). Autorka bardziej skupiła się tutaj na relacjach braterskich Raya i Michaela. To taki trochę love& hate. Poznajemy Michaela, który jak się okazuje został przygarnięty przez rodzinę i zajął miejsce Raya. To jemu się wszystko wybacza, to on jest kochany przez siostry podczas gdy Ray staje się czarną owcą w rodzinie. Na szczęście moja nadzieja nie umarła i dostałam to czego oczekiwałam. Druga część jest bardziej krwawa i brutalna. Mrok tej rodziny ciągnie się od pokoleń. Jest jak wirus w krwiobiegu. Mamuśka krzywdząc inne dziewczyny daje upust swoim własnym krzywdom jakim doznała w dzieciństwie. Ta rodzina jest tak patologiczna i wypaczona, totalnie oderwana od rzeczywistości skupiona wyłącznie na polowaniu i zabijaniu dla przyjemności oraz o zgrozo chęci zjedzenia. Główny bohater Michael to postać niezwykle irytująca wykazująca cechy osoby zaburzonej. Z jednej strony pragnie uwolnić się od tego koszmaru z drugiej pozostaje niewzruszony na terror i krzywdy, które stosuje na nim Ray. I to właśnie dzięki Ray'owi ta historia jakoś się kręci. Czarny charakter, który wybija się na tle nijakiej reszty. Motyw przewodni tej książki to oko za oko, ząb za ząb. Ray tracąc swoją ukochaną siostrę Lauralynn wymyśla perfidną intrygę przeciwko Michaelowi mającą prowadzić do jego całkowitej autodestrukcji. Choć domyśliłam się jaka jest historia Michaela końcówka była i tak dla mnie zaskoczeniem. Bardzo dobrym zaskoczeniem. Druga część książki zdecydowanie góruje nad pierwszą ale koniec końców spodziewałam się czegoś lepszego. Niemniej jednak ta opowieść nadal pozostaje brutalna więc raczej dla czytelników o mocnych nerwach.
w_krainie_ksiazkary - awatar w_krainie_ksiazkary
ocenił na 6 1 miesiąc temu
We wrześniu ściany krwawią Carissa Orlando
We wrześniu ściany krwawią
Carissa Orlando
We wrześniu ściany krwawią” to horror, który nie musi pytać bohaterki, którego miesiąca nie lubi najbardziej🙃 A jednak to, co najbardziej uderza, to nie krew na ścianach, lecz to, jak szybko zaczynamy ją traktować jak część codzienności. Carissa Orlando daje coś więcej niż strach. Daje emocje, które osiadają pod skórą. Margaret nie jest typową bohaterką nawiedzonego domu; ona uczy się z nim żyć, tak jak my uczymy się żyć z własnymi traumami. Z początku drżą nam ręce przy każdej postaci z rozwaloną głową, ale z czasem… przyzwyczajamy się. Dokładnie tak jak ona. I właśnie to jest najbardziej przerażające. Gdy Hal ucieka, bo już nie może znieść „towarzystwa”, a córka wraca, nie wiedząc, że dom od lat "oddycha" duchami, robi się niebezpiecznie nie dlatego, że straszy potwór z piwnicy, ale dlatego, że pękają więzi, które trzymały tę rodzinę w pionie. Dom staje się nie tyle nawiedzony, co emocjonalnie przepełniony: winą, samotnością, lękiem, kontrolą. To opowieść o kobiecie, która zbyt długo próbowała dostosować się do koszmaru, aż stał się jej rytmem dnia. Horror splata się tu z cichą, duszną refleksją o tym, ile jesteśmy w stanie znieść, zanim powiemy „dość”. Najbardziej poruszają mnie właśnie takie historie, gdy mrok nie kończy się na samym strachu, lecz otwiera drzwi do całej palety intymnych, życiowych przemyśleń. Orlando tworzy grozę nie tylko po to, by wstrząsnąć czytelnikiem, lecz by go zatrzymać i zmusić do myśli: z czym ja żyję na co dzień, udając, że to normalne? I dlatego ta książka działa - tak straszy, jak i uwiera. W najlepszym możliwym sensie. Dobre to było, czytajcie!🔥
Typiaraodkryminalow - awatar Typiaraodkryminalow
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Pochowaj nasze kości w ziemi o północy Victoria Schwab
Pochowaj nasze kości w ziemi o północy
Victoria Schwab
Emocjonalnie bardzo dużo się dzieje. Z każdą z bohaterek sympatyzowałam od początku. Po cichu liczyłam na happy end lottie I Sabine. Do momentu aż nie zaczęły być widoczne oznaki jej gnicia. Jej historia jest smutna , pewnie ze z jednej strony wolałabym żeby po prostu były nieśmiertelne. Jednak to odebrało by moc całej historii. Widzimy upadek Sabine. Powstanie Lottie, jej trudną historię, potrzebę miłości towarzystwa która koniec końców doprowadziła ją do śmierci. I mamy Alice która dopiero się "urodziła " . Ma przed sobą całe życie i to od niej zależy gdzie pojdzie. Kibicuje jej z całego serca . Zna mroczne historie swoich towarzyszek więc może wybrać inaczej. Całościowo historia mnie po prostu pochłonęła jakbym przeniosła się w każde z tych miejsc i była cichym obserwatorem. No i na koniec Giada mimo że w patrzeniu na całość historii była z nami krótko to wprowadziła takie światło że kiedy zgasło zrobiło się zupełnie ciemno 🥹 Jedyne czego mi trochę brakowało to perspektywy Sabine na koniec. Tak długo jej narracja mi towarzyszyła że jej brak był odczuwalny. Z ciekawości co działo się w jej umyśle kiedy odeszła Lottie, kiedy zaczęła polować na jej dziewczyny. I na sam koniec co sprawiło ze uwierzyła Alice, ściągnęła zbroję . Po części stała się zbyt pewna siebie, może to była pycha. Myśl że nic jej nie zagrozi bo wpływa w innych w 100% i ma wgląd do ich myśli. Albo po prostu przestała być ostrożna a wszelkie człowieczeństwo z niej odeszło i został tylko głód.
Paulina Trzmielewska - awatar Paulina Trzmielewska
oceniła na 10 19 dni temu

Cytaty z książki Victorian Psycho

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Victorian Psycho