„Czarne ptaki” to czytelnicza przygoda, w której już sam wybór, od którego miejsca ją rozpocząć, może urosnąć do rangi wyzwania – szczególnie dla tak niezdecydowanej osoby jak ja. Książka ma bowiem dwie okładki - tam, gdzie spodziewał*byś się odwrotu książki z zarysem fabuły czeka na Ciebie właśnie ta druga. To idealna droga do oczopląsu i frustracji – bo jak można dokonać tak ważnego wyboru samemu!? Nie wiedząc, co się wybiera i w co się pakuje! Nie było łatwo, oj… nie było. Ale w końcu (między łykiem kawy a „no weź się ogarnij, to nie może być aż tak trudne”) zapadła decyzja. I jestem z niej bardziej niż bardzo zadowolona.
W mojej wersji tej pierzastej przygody na pierwszy plan wysuwa się Arek i jego pożal się Boże przyjaciel – Kamil. Na początku, nie powiem, jest całkiem przyjemnie – polana w lesie, poranek po całonocnej imprezie, skacowane towarzystwo. Pożegnalne ognisko maturzystów, klasa C, rocznik 1992. Autor leniwie, aczkolwiek boleśnie, umieszcza swoich bohaterów w niegroźnej sytuacji, w której okropnym w skutkach błędem może być co najwyżej nieprzemyślane zjedzenie sałatki po ostrym chlaniu. Z perspektywy czytelnika jest natomiast zdecydowanie lepiej. Dzięki autorowi taki Milenials jak ja ma szansę wrócić do pięknych wspomnień: lat szkolnych, plakatów idoli na ścianach, dylematów nastolatka, pierwszych miłości, polonezów na ulicach, pary jeans za miliony, gazety „Bravo”, butelki Coli urastającej do rangi bóstwa i waluty przed denominacją. Do tego lekkie pióro i zabawne dialogi. Bajka. W brzuszku robi się jakoś tak ciepło, błogo i nostalgicznie. Ale, ale! Im dalej w … las (o proszę, jak ładnie się to łączy z początkiem historii) tym wydarzenia stają się coraz mniej przyjemne i zabawne, a okoliczności sprzyjające. Finisz jest już tak dramatyczny, że mdłości po niefortunnym zmieszaniu procentów z sałatką urastają do rangi sennego marzenia. Mamy tu miłość, zdradę, melinę pełną naćpanych nastolatków, włam, kopanie grobów, lokalnych gangsterów, okradanie trupa i zemstę zaserwowaną z półobrotu i totalnego zaskoczenia. Z każdą stroną jest coraz bardziej krwawo i nieprzyjemnie. Z rozdziału na rozdział Arek stacza się po równi pochyłej, stopniowo tracąc ostatnie złudzenia, które jakimś cudem udało mu się dotąd zachować — mimo ojca alkoholika i życia w skrajnym ubóstwie. UWAGA! WAŻNE! Skoro jest para przyjaciół, nie może zabraknąć też dziewczyny. Wiadomo – źródłem zamieszania musi być przecież pierwiastek damski. W tym przypadku Ewa – dziewczyna Kamila i utalentowana pasjonatka rysunku. Trójkąt Bermudzki przy tej trójce to niewinny instrument, na którym można sobie leniwie pobrzdąkać. W skrócie – są emocje. I zakończenie, które nie zwiastuje niczego dobrego.
Szybki obrót książką, zmiana dekoracji, czasu akcji i voilà – na scenę wkracza Małgorzata. I robi to z fenomenalnym przytupem! Babka już w pierwszym rozdziale gasi jakiegoś randomowego zwyrola jak Popularnego w masywnej popielnicy z ciętego kryształu. STOP! Najwyższy czas wyjść z lat 90 tych i wskoczyć w te współczesne. Ogarnij się, Kulka! A zatem: nasza Małgorzata ma wiele twarzy - co chwilę przedstawia się komuś innym imieniem. Trochę to confusing, ale wreszcie ogarnęłam temat. Mamy też dzianego biznesmena z młodą, sympatyczną i zapatrzoną w niego asystentką. Całe towarzystwo spotyka się przy okazji licytacji, która odbywa się w rezydencji na odludziu. Jest trochę tajemniczo, w końcu robi się nawet groźnie. Totalne pustkowie, noc, utrata łączności z ochroną… co może pójść nie tak? W tych nietypowych okolicznościach z naszej Małgorzaty wychodzi jakiś superszpieg i fighterka w miniówce. Pozostaje tylko pytanie – jaki ma cel i dlaczego tak jej zależało, żeby się tu znaleźć?
Zbliżając się do końca drugiej historii nerwowo wyczekiwałam obiecanego punktu wspólnego. Ciśnienie rozsadzało mnie od środka, nerwy nosiły na wszystkie strony. „Te historie miały się łączyć!” – wkurzałam się. „Jasne, widzę punkty wspólne, ale to wciąż za mało! A za kilka stron koniec!?” – powtarzałam w myślach skubiąc przy tym nerwowo skórki przy paznokciach. Aż wreszcie doczekałam się TEJ chwili - momentu, w którym spłynęło na mnie zrozumienie. Puzzle wskoczyły na swoje miejsce. Całość jawiła się przede mną niczym misterna, dobrze i przemyślanie skonstruowana układanka. Cel został osiągnięty.
Zmierzając powoli do końca powiem tak: mojemu sercu zdecydowanie bliżej jest do historii Arka. Głównym powodem jest tu czas akcji i podróż sentymentalna do czasów dzieciństwa. Autor decyduje się zagrać na czułych nutach, za co jestem mu bardzo wdzięczna. Arek jako postać jest fajnym, dobrym, poczciwym chłopakiem. I książkowym przykładem na to, że jesteśmy sumą ludzi, którymi się otaczamy. To równanie od początku nie było dla niego korzystne, o czym dotkliwie przekonał się na własnej skórze. Małgorzata natomiast zbiera plusy za charakter i prezencję. Z ogromną satysfakcją śledziłam jej śmiałe poczynania, aż po zakończenie, które łamiąc mi serce wyjaśniło wszystko.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Muza.
Opinia
„Martwy sezon” to jedna z tych książek, które naprawdę trudno odłożyć - wciąga od pierwszych stron i nie pozwala złapać oddechu aż do samego końca. Autorka świetnie buduje napięcie, zamykając bohaterów w kameralnym gronie podejrzanych, gdzie każdy może być winny. Najbardziej urzekł mnie gęsty, duszny klimat oraz wszechobecny brak zaufania, który sprawia, że czytelnik sam zaczyna podejrzewać absolutnie wszystkich. Momentami książka jest jednak zbyt brutalna, co nie każdemu może przypaść do gustu. Mimo to całość czyta się genialnie - styl jest lekki, a akcja dynamiczna. Zakończenie wydało mi się nieco przekombinowane, jakby autorka chciała zbyt mocno zaskoczyć czytelnika. Mimo drobnych zastrzeżeń to zdecydowanie pozycja godna polecenia, zwłaszcza dla fanów thrillerów z klaustrofobiczną atmosferą.
„Martwy sezon” to jedna z tych książek, które naprawdę trudno odłożyć - wciąga od pierwszych stron i nie pozwala złapać oddechu aż do samego końca. Autorka świetnie buduje napięcie, zamykając bohaterów w kameralnym gronie podejrzanych, gdzie każdy może być winny. Najbardziej urzekł mnie gęsty, duszny klimat oraz wszechobecny brak zaufania, który sprawia, że czytelnik sam...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to