Tron z żelaza

Okładka książki Tron z żelaza
Angus Watson Wydawnictwo: Fabryka Słów Cykl: Czas żelaza (tom 3) fantasy, science fiction
730 str. 12 godz. 10 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Czas żelaza (tom 3)
Tytuł oryginału:
Reign of Iron
Data wydania:
2016-06-29
Data 1. wyd. pol.:
2016-06-29
Data 1. wydania:
2015-09-03
Liczba stron:
730
Czas czytania
12 godz. 10 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379641789
Średnia ocen

                7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Tron z żelaza w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Tron z żelaza

Średnia ocen
7,4 / 10
454 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
238
113

Na półkach:

Dotarcie do końca trylogii „Czasu żelaza „ było niezłą przygodą. Krwawą, momentami mroczną i obrzydliwą, w dużej mierze jednak pełna epickich bitew i niesamowitych wydarzeń. Mamy tu tło historyczne, którym jest podbój Brytanii przez Juliusza Cezara, jest to jednak powieść fantasy, jak sam autor pisze niewiele wiemy o czasie żelaza i okresie podbojów Juliusza Cezara. To znaczy wiem to co nam przedstawił sam Cezar w swoich pamiętnikach ale jest to jednostronna relacja. Brytowie nie potrafili pisać a przynajmniej nie pozostawili z tego okresu żadnych relacji. Autor wierzy, ze Juliusz nigdy tak naprawdę do Brytanii nie dotarł a jego pamiętniki to zmyślone historie. A skoro Cezar mógł zmyślać to czemu nie stworzyć fantastycznej historii o królowej brytyjskiej, druidach i fantastycznych bohaterach broniących wyspy przed okrutnym najeźdźcom. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawe książka i dobrze się jej slucha, czyta pewnie też. Musze jednak przyznać że niektóre wątki były irytujące a niektóre brutalne i momentami wręcz obrzydliwe, no ale być może epoka żelaza taka była i autor bazował się na historycznych relacjach z Rzymskich kaźni i sposobów znęcania sie i mordowania ludzi.
Pewnie sięgnę po kolejne książki Angusa Watsona ale narazie muszę chyba odpocząć od tak brutalnego świata.

Dotarcie do końca trylogii „Czasu żelaza „ było niezłą przygodą. Krwawą, momentami mroczną i obrzydliwą, w dużej mierze jednak pełna epickich bitew i niesamowitych wydarzeń. Mamy tu tło historyczne, którym jest podbój Brytanii przez Juliusza Cezara, jest to jednak powieść fantasy, jak sam autor pisze niewiele wiemy o czasie żelaza i okresie podbojów Juliusza Cezara. To...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1093 użytkowników ma tytuł Tron z żelaza na półkach głównych
  • 585
  • 499
  • 9
262 użytkowników ma tytuł Tron z żelaza na półkach dodatkowych
  • 206
  • 17
  • 13
  • 12
  • 5
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Angus Watson
Angus Watson
Książka Angusa Watsona "Czas Żelaza" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy. W wieku lat dwudziestu kilku Angus Watson miał już za sobą liczne i różnorodne doświadczenia zawodowe, od operatora wózka widłowego po bankiera inwestycyjnego. Odkąd ukończył 30 lat wykonywał rozmaite zlecenia jako pisarz freelancer: na potrzeby artykułu do „Telegraph” szukał Wielkiej Stopy w Ameryce, nurkował z niemiecką flotą w Scapa Flow, aby napisać do „Financial Timesa”, pływał wśród lwów morskich u wybrzeży Wysp Galapagos na potrzeby artykułu dla „The Times”. Teraz, przekroczywszy czterdziestkę, Angus jest szczęśliwym mężem Nicoli i wychowuje w Londynie swojego synka Charliego. Będąc fanem zarówno powieści historycznych, jak i epickiej fantasy, zwiedzając brytyjskie forty w ramach wykonywania zlecenia dla „Telegraph”, wpadł na pomysł napisania powieści fantastycznej osadzonej w realiach epoki żelaza, a koncept fabularny rozwinął, przemierzając starożytne brytyjskie szlaki podczas pracy nad kolejnymi artykułami. Możecie zaczepić go na Twitterze (@GusWatson) lub odwiedzić jego stronę internetową (www.guswatson.com).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Obietnica krwi Brian McClellan
Obietnica krwi
Brian McClellan
„Obietnica krwi” uderza z siłą wystrzału z muszkietu, wrzucając czytelnika w świat, gdzie korony upadają z hukiem, a magia nierozerwalnie wiąże się z zapachem spalonego prochu. Zamiast mozolnego budowania napięcia, akcja startuje od krwawego przewrotu stanu. Marszałek polny Tamas obala monarchę, gilotynuje arystokrację i próbuje ulepić republikę z chaosu, podczas gdy sąsiednie mocarstwa tylko czekają, aż nowa władza potknie się o własne nogi... Ciekawym walorem tej historii stanowi unikalny system magii. Elitę stanowią magowie prochowi – żołnierze zażywający proch strzelniczy niczym stymulant, by wyostrzyć zmysły i siłą woli zakrzywiać trajektorię kul w locie. Nadaje to starciom trochę takiej filmowej dynamiki, w której snajper potrafiący posłać pocisk na kilometr przez środek burzy robi większą robotę niż cały zastęp rycerzy. Fabuła zręcznie żongluje trzema perspektywami. Śledzimy losy zmęczonego marszałka, który woli walkę od polityki; jego syna, wybitnego strzelca zmagającego się z traumą oraz Adamața – detektywa z fotograficzną pamięcią. Ten ostatni wnosi do książki noir-owy klimat, tropiąc zdrajców w mrocznych zaułkach płonącego miasta. Mimo, że początek cyklu bywa momentami kanciasty, fabuła pędzi od pierwszej strony. Relacje między bohaterami wydają się czasem uproszczone, a postacie kobiece mogłyby dostać więcej miejsca, jednak klimat rewolucji przemysłowej wymieszanej z magią skutecznie to nadrabia. Powstała brudna, męska przygoda, w której stare bóstwa budzą się tylko po to, by przekonać się, że świat nauczył się już obsługiwać armaty.....
Joanie - awatar Joanie
ocenił na 8 25 dni temu
Jesienna republika Brian McClellan
Jesienna republika
Brian McClellan
Finalny tom Magów Prochowych stanowi rzetelne i satysfakcjonujące domknięcie trylogii, w którym z dużą sprawnością splotły się wszystkie rozpoczęte wcześniej wątki. Akcja nie zwalnia tempa, rzucając czytelnika prosto w wir ostatecznej walki o losy Adro, gdzie polityczne intrygi ustępują miejsca otwartej wojnie i starciom o niemal mitycznej skali... Kluczowym elementem tej części cyklu pozostają postaci, których ewolucja w obliczu upadającego świata została nakreślona z dbałością o psychologiczny autentyzm. Marszałek Tamas jawi się tu już nie tylko jako genialny strateg, ale przede wszystkim jako człowiek przytłoczony ciężarem własnej rewolucji, zmuszony do konfrontacji z jej krwawymi skutkami. Równolegle śledzimy losy Taniela i Ka-poel, których relacja oparta na wzajemnym zaufaniu i niemych porozumieniach stanowi emocjonalny rdzeń książki, oferując chwilę wytchnienia od huku muszkietów. Nawet wątek detektywistyczny Adamata, który wcześniej bywał nieco odseparowany, tutaj zyskuje na znaczeniu, spajając całość w spójną i logiczną strukturę. Styl narracji pozostaje konkretny i nastawiony na akcję, co sprawia, że finał czyta się z narastającym napięciem. Niektóre rozwiązania fabularne mogą wydawać się momentami zbyt pomyślne dla głównych postaci, jednak ogólny rozmach i konsekwencja w budowaniu świata sprawiają, że jest to zakończenie godne tak szeroko zakrojonej opowieści. Kawał świetnej prozy, skutecznie łączącej militarną precyzję z ludzkim dramatem, pozostawiając po lekturze poczucie pełnego domknięcia historii.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na 7 25 dni temu
Czerwony rycerz Miles Cameron
Czerwony rycerz
Miles Cameron
7.5/10 To jeden z tych tytułów, które jakoś przemknęły pod moim radarem, przez co przypuszczalnie nie sięgnęłabym po nie sama z siebie... I rany, jak wiele bym straciła! Wiele humoru, akcji i intrygujących bohaterów, ale również, co tu kryć... trudu i znoju. Nie jest to bowiem ani lekka ani łatwa lektura, a wszystko ze względu na jej objętość (ponad 800 stron!) i obfitość. Kojarzycie te memy, z cyklu “pierwsze trzy tomy trochę się dłużą, ale potem to dopiero jazda!”? Tutaj nie jest może aż tak ekstremalnie, ale próg wejścia w tę historię będzie pewnie nie do przejścia dla niektórych, ba! Ja również miałam momenty zwątpienia, ale koniec końców wygrałam tę (odrobinę nierówną, ale jakże satysfakcjonującą) walkę z książką i z samą sobą... I nie żałuję ani chwili poświęconej na tę historię. Od pierwszych stron czytelnik bombardowany jest jest tyleż fascynującym, co dość przytłaczającym world-buildingiem. Smakowita mieszanka historycznych realiów z fantastycznymi rasami, rozbudowanym systemem wierzeń i magią, dostarcza świetnych doznań, ale nawet najlepsze dania mogą wywołać w nadmiarze poczucie przesytu... Przeskoki między postaciami, lokacjami i stronami konfliktu również nie ułatwiają wgryzienia się w klimat, ze względu na ich mnogość oraz tempo - czasami nawet kilka zmian POV na przestrzeni kilku stron! Istne szaleństwo, któremu po prostu trzeba było się poddać. Na szczęście towarzyszył temu wszystkiemu niezwykle lekki i zaskakująco humorystyczny styl, dający narracji pewną świeżość i poczucie “nie brania siebie tak zupełnie serio”, co przy tych wszystkich szczegółach znacznie pomogło utrzymać immersję. I choć do samego końca imiona nieco mi się myliły, a część wątków urywa się w nie tych momentach, które ja bym wybrała, to jestem więcej niż chętna czytać dalej... Za jakiś czas ;)
Sandra Emes - awatar Sandra Emes
ocenił na 8 10 dni temu
Królowie Dary Ken Liu
Królowie Dary
Ken Liu
Można pisać dobre rzeczy o tej książce, można napisać też parę złych. I każda uwaga pewnie się obroni. Czy jest to wielowątkowa, dynamiczna i wciągająca historia o wojnie w aż do bólu inspirowanym historią orientu fantastycznym świecie? A no jest, nie będę się z tym faktem kłócił. Czy ma swoje bolączki i mankamenty, jedne na widoku, a inne głęboko ukryte, a no ma. Ja dziś mam ochotę napisać w zasadzie tylko o jednej z nich i nie jest to tak przeze mnie nadmiernie wykorzystywany argument braku oryginalności (choć i w pewnych aspektach tej powieści i taki zarzut by się obronił). Napiszę o czymś, co nie rzuciło mi się w oczy od razu, ale narastało wraz z lektura, by w końcu zabłysnąć tak mocno, że aż do końca książki sprawiało, że musiałem mrużyć oczy. To oczywiste, że każdy autor rozgrywa historię po swoim "sznurku" i wg. własnego planu. W dobrych książkach autor jest jednak w stanie tak zamaskować ten fakt, że Czytelnik ma wrażenie jakby historia rozgrywała się sama, że bohaterowie mają wpływ na to co się dzieje, a my widzimy ścieżki jakie przed nimi stoją, wybory i alternatywne kierunki. Ken Liu w ogóle jakby w ogóle nie jest tego świadomy. Jego bohaterowie robią to co robią, bo tak chce autor i basta. W dodatku często wynik działań jego bohaterów jest zero-jedynkowy, albo się uda (dany fortel, manewr wojskowy, decyzja państwowa, czy osobista), albo się nie uda. A przecież w życiu (zarówno tym realnym, jak i fantastycznym) tak nie ma, często konsekwencje działań są nieoczywiste, lub objawiają nam się po pewnym czasie - ale nie w "Królach Dary". I tu jest jednak kwestia przychodzi mi na myśl, jakby powiązana z tym co już napisałem. Autor nie próbuje Czytelnikowi sprzedać różnych możliwych "ścieżek" co skutkuje tym, że decyzje, które podejmują bohaterowie nie mają znamion dylematu chociażby i moralnego. I tu zakończę przykładem: jeden z głównych bohaterów, w tym momencie będący jednym z władców, zastanawia się co zrobić z Panią generał, która w swojej prowincji przejawia zbyt dużą autonomię. Pozwolić jej na to, chwaląc ją oficjalnie za przejawianie inicjatywy, czy też ukarać, utemperować jej zapędy. Zauważmy, że decyzję bardzo ważną dla wyniku wojny, gdyż to jak zareaguje Pani generał, może zaważyć na wygranej, lub porażce. Bohater podejmuje decyzję po krótkiej rozmowie z doradcą (która w sumie nie ma żadnego znaczenia), że da kredyt zaufania Pani generał, ponieważ właśnie takich władcą chciałby być. I koniec. Jedziemy dalej. Udało się, zapominamy o całej sprawie. Takie rzeczy mnie uwierały, bo po pierwsze nie podejmuje się strategicznych decyzji "bo takim władcą chciałbym być", ale analizuje się przede wszystkim charakter takiej Pani generał, możliwe konsekwencje, jednej i drugiej decyzji. Różne warianty danej decyzji, może jakieś nieszablonowe podejście? Może jakaś burza mózgów z doradcą? No a gdy już ta decyzja zapadłą, to może jakieś nieoczywiste jej konsekwencje? Może coś czego bohaterowie nie przewidzieli się wydarzy? Nie. Ken Liu tego nie robi! Może na upartego znalazłoby się 2 czy 3 jakieś małe wydarzenia, gdzie moglibyśmy mówić o nieoczywistym pociągnięciu historii. Jednak ostatecznie całą książka cierpi na syndrom tego o czym napisałem powyżej. I może większości Czytelnikom to wszystko jedno. Ja jednak jest wymagającym "książko-pożeraczem", ale nawet gdybym nim nie był, to i tak kuło by mnie to w oczy.
Konrad - awatar Konrad
ocenił na 6 4 miesiące temu
Ogień przebudzenia Anthony Ryan
Ogień przebudzenia
Anthony Ryan
Fabuła / Zwroty akcji 6/10 Bohaterowie 6/10 Świat przedstawiony 7/10 Narracja / Styl / Humor 5/10 Przesłanie / Problematyka 5/10 Klimat / Subiektywne odczucia 6/10 Autor albo stara się, ale mu nie wychodzi - albo ma talent, ale mu się nie chce... nie jestem pewna które. Tu był taki potencjał. Zarąbisty świat, ciekawa historia, dobre koncepty postaci (jeśli kontynuuję czytanie serii, zrobię to głównie dla Hilemore'a). Nawet przez większość książki naprawdę fajnie i lekko się czytało/słuchało. Problem w tym, że... no we wszystkich szczegółach zasadniczo. Fabuła generalnie fajna, ale czym dalej w las tym więcej "kszoków" - takich idiotyzmów jakie autor sadził w drugiej połowie książki to nawet w "Eragonie" nie było. Nie piszę jakie, żeby nie spojlerować. Postaci fajnie pomyślane, ale już opisy ich zachowania i motywacji... no na papierze mają sens, ale autor nijak nie umie ich opisać. Przez większość czasu czytelnik sam musi sobie dopowiadać - aha, on postanowił zrobić to bo musiał pomyśleć o tym i o tym. Z tej książki dałoby się zrobić dwie tej samej objętości. Dało się poczuć że autor leciał przez wątki byle jak najszybciej, nie poświęcając czasu na porządne połączenie wątków, lub rozbudowanie charakterystyki postaci. No i do tego ilość deus ex machin bolała. Dalej. Świat super, ale znowu nierozbudowany, w sumie o dwóch głównych potęgach wiemy tyle, że są i jakie mają ustroje. Imiona i nazwy potwornie sztampowe. Natomiast jeśli chodzi o strony konfliktu, znowu, autor chciał ale mu nie wyszło - w tym wypadku: chciał (chyba) stworzyć skomplikowany moralnie świat, bez "tych dobrych". Niestety - i nie wiem czy to była pomyłka, czy to autentyczne nienajciekawsze poglądy autora, ale korpo-dystopia której służą główni bohaterowie, prezentowana jest zasadniczo jako "ci dobrzy", kij z tym że, obok bardzo problematycznego systemu polityczno-ekonomicznego (spoko no, nie muszę się zawsze zgadzaĉ z autorem), ta strona jest też aktywnie hiper-imperialistyczna (i w gruncie rzeczy większość problemów wynika z tego imperializmu i eksploatacji - bardzo aktualny temat, którego autor trochę... nie pogłębił?). Ci źli (natywne ludy podbitego kontynentu) są absolutnie źli, koniec kropka, nie dostajemy nawet sugestii "a może my też tu zawiniliśmy...?". Znowu: musimy sobie dopowiadać. Dodatkowo, jedyna znacząca postać która potępia obydwa systemy i chciałaby wprowadzenia autentycznej demokracji jest bez przerwy opisywana jako "radykał zaślepiony swoją ideologią" - który oczywiście powoli ugina się do woli wspaniałej wolnomyślącej bohaterki reprezentującej korpo-wcale-nie-villaina. Mam fashbacki z Atlasa Zbuntowanego :/. A tak serio - to mam wrażenie, że autorowi chodziło o to, że rewolucja której chce typo ma być z zamiaru krwawa, a bohaterka w sumie powoli zaczyna uważać że zarządcy korposu też są niefajni i działa na własną rękę - ale znowu... czytelnik takie rzeczy sam sobie musi podopowiadać.
Annonimowa - awatar Annonimowa
oceniła na 6 8 miesięcy temu
Ostre cięcia Joe Abercrombie
Ostre cięcia
Joe Abercrombie
Trudno określić „Ostre cięcia” mianem pełnoprawnej antologii i nie sądzę, by książka ta spełniła rolę, jaką w dorobku większości autorów pełnią podobne zbiory - formy zachęcenia czytelników, którzy do tej pory nie mieli styczności z twórczością pisarza i wykreowanym przezeń uniwersum. To zdecydowanie i przede wszystkim pozycja dla fanów, znających pierwszą trylogię z cyklu „Pierwsze prawo” i trzy dodatkowe książki („Zemsta najlepiej smakuje na zimno”, „Bohaterowie” oraz „Czerwona kraina”), i fakt ten daje o sobie znać już od samego początku, w opowiadaniu „Piękny drań”, gdzie mamy możliwość poznania młodego, próżnego i wciąż sprawnego fizycznie pułkownika Glokty tuż u progu wydarzeń, które kompletnie przewartościują jego życie. Doskonale wiemy, co nastąpi później, i finał opowiadania stanowi mało zaskakującą, acz przygnębiającą zapowiedź tego, o czym już doskonale wiemy - to swoiste studium pychy przed upadkiem działać może na emocje głównie (lub tylko) tych, którzy znają wymiar zbliżającej się katastrofy. Tyle, że to, o czym mówi opowiadanie, doskonale znamy już ze wspomnień Glokty i innych bohaterów pojawiających się licznie w poprzednich książkach, a z drugiej strony dla nieznających ich będzie to kilka scenek rodzajowych z życia pojedynkujących się na pałacowym dziedzińcu młodych szlachetków. Podobny charakter ma finałowe „Stworzyłem potwora”, gdzie mamy możliwość poznania Logena Dziewięciopalcego w zenicie bestialstwa, które uczyniło go przerażającą legendą, ale - znów - w zasadzie nie dowiadujemy się niczego, czego byśmy już nie wiedzieli (może odrobinę więcej o Bethodzie). Podobnie jest zresztą w większości opowiadań, które okazują się formą uzupełnienia wątków i przywołania mniej lub bardziej istotnych - z szerszej perspektywy - epizodów z życia bohaterów wcześniejszych powieści. W „Robocie głupiego” powraca znana z „Bohaterów” „dwunastka” Gnata, z Cudną i Whirrunem z Bligh na czele, w jednym z pobocznych zadań polegających na odzyskaniu magicznego MacGuffina. Ściślej do „Bohaterów” nawiązuje „Wczoraj, niedaleko wioski zwanej Barden”, gdzie stajemy się świadkami jeszcze jednej z bezsensownych, krwawych potyczek, a w rolach głównych - obok (ech!) Bremmera dan Gorsta - pojawiają się postaci miejscowych wieśniaków oraz idealistycznego młodego żołnierza Unii, świeżo upieczonego ojca, z których perspektyw przedstawione jest całe zajście. „Też mi desperatka” opowiada o wcześniejszych losach Płoszki Południe, znanej z „Krwawej krainy”, tu będącej jeszcze wyjętą spod prawa bandytką o imieniu Dym, uciekającą przed dawnymi kamratami. I ponownie - obrazek z przeszłości, o której masa wzmianek pojawiała się w powieści, której była główną bohaterką. „Piekło” z kolei nawiązuje do oblężenia Dagoski opisanego w „Zanim zawisną”, gdzie tuż przed zdobyciem jej przez Gurkhulczyków przebywa inny z bohaterów „Krwawej krainy”, Temple, i to z jego perspektywy obserwujemy dramat płonącego miasta oraz ginących w męczarniach mieszkańców. A w „Niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie” mamy możliwość zobaczyć, jak efekt motyla wywołany przez kampanię zemsty Monzy Murcatto („Zemsta najlepiej smakuje na zimno”) doprowadza do niefortunnych przypadków zwykłych ludzi - urzędników, prostytutek czy szeregowych żołnierzy. W ogóle większość z zawartych tu opowiadań przypomina strukturą rozdziały z pełnowymiarowych powieści, które na zasadzie „sztafety” ukazują wąską i osobistą perspektywę na śmierć, chaos i pożogę wywołane przez niebaczących na efekty uboczne wodzów, królów i magów - demiurgów tego świata. Spośród tej kategorii opowiadań wyróżnia się stylizowany na pean tekst opisujący światłość i świetność Nicomo Coski, spisany przez Sworbrecka, ale i ten bawi głównie dzięki znajomości kontekstu tego, jakim łajdakiem i oczajduszą był w istocie ów najemnik. Tak więc większość historii to prezent dla fanów - przystawka, która w momencie ukazania się mogła zaspokoić apetyty oczekujących na kolejne książki wielbicieli uniwersum i w tej formie sprawdza się przyzwoicie, choć mało zaskakująco. Jest jednak w tym zbiorze coś, co polecić można zdecydowanie świeżym czytelnikom. Cykl historii o perypetiach Shevedieh, pakującej się w ciągłe tarapaty (lub w nie wciąganej) złodziejce, i jej partnerce Javre, zwanej Lwicą z Hoskoppu - wojowniczej kapłance o nieokiełznanej chuci i magicznym mieczu wykutym z upadłej gwiazdy. Swoją drogą postać ta jako żywo wydaje się pod wieloma względami pierwowzorem Viggi z „Diabłów”... Przeplatające pozostałe opowiadania wycinki z ich przygód (zawarte w historiach „Drobne przysługi”, „Ucieczka z miasta”, „Dobrana para”, „Troje to tłum” i „Czasy są ciężkie dla wszystkich”) to prawdziwa uczta dla wielbicieli fantasy łotrzykowskiego, a para wręcz przypomina żeński, niepokorny odpowiednik Fafryda i Szarego Kocura, z domieszką energii duetu w stylu Xeny i Gabrielle z serialu o „Wojowniczej księżniczce” - oczywiście wszystko w charakterystycznym stylu Abercrombiego, gdzie niepoprawny i często niewybredny humor miesza się z brudną, ponurą i wulgarną fantastyką (a i tak chyba najlżejszą w jego dorobku). Opowiadania te, co prawda, umieszczone są w kontekście innych wydarzeń rozgrywających się na przestrzeni około 14 lat tego uniwersum, a Javre i Shev napotykają lub współpracują ze znanymi postaciami („konfrontacja” Javre z Whirrunem z Bligh, znanym również jako Whirrun Rąbnięty, to beczka śmiechu), ale nie przeszkadza to cieszyć się opowieściami o tej parze (której czasem przeszkadza, a czasem pomaga love interest Shev - zmysłowa i niebezpieczna łotrzyca Carcolf), wiecznie się przekomarzającej, lecz lojalnej wobec siebie do tego stopnia, że żadna z nich nie zostawi drugiej, nawet gdy wszystko zaczyna się walić, a ich szanse na przetrwanie nie pozostawiają złudzeń. Zbiór więc głównie dla fanów, ale z zawartością, która może przypaść do gustu także tym, którzy dotąd nie poznali twórczości Abercrombiego. Wydaje mi się, że niegłupim pomysłem byłoby wydanie wszystkich opowieści o Shev i Javre w osobnym tomie. Ba, marzy się nawet kontynuacja ich przygód w przyszłości... A tymczasem moja przygoda z twórczością Abercrombiego dobiegła końca. Ogromnie się cieszę, że znów - po wielu, wielu latach - trafiłem na literaturę fantasy, która sprawiła, że z radością sięgałem po kolejne książki, chłonąc je z emocjami, przywiązując się do bohaterów i przeżywając ich losy, które Abercrombie prowadził w nieoczekiwanych kierunkach lub kończył w zaskakujący sposób. Teraz pozostaje czekać na kolejne - a w międzyczasie znaleźć coś, co wypełni lukę, jaką pozostawia po sobie uniwersum „Pierwszego prawa”... Mimo że w przypadku „Ostrych cięć” lekko zrzędziłem, to nie możecie się nie domyśleć, że twórczość Abercrombiego - w całości i nawet w mniejszych, jak w tym zbiorze, kawałkach - gorąco polecam!
Rafał Jasiński - awatar Rafał Jasiński
ocenił na 7 13 dni temu

Cytaty z książki Tron z żelaza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Tron z żelaza


Video

Video