Ogień przebudzenia

Okładka książki Ogień przebudzenia
Anthony Ryan Wydawnictwo: Mag Cykl: Draconis Memoria (tom 1) fantasy, science fiction
713 str. 11 godz. 53 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Draconis Memoria (tom 1)
Tytuł oryginału:
The waking fire
Data wydania:
2017-07-05
Data 1. wyd. pol.:
2017-07-05
Data 1. wydania:
2016-07-07
Liczba stron:
713
Czas czytania
11 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374808279
Tłumacz:
Małgorzata Strzelec
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ogień przebudzenia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Ogień przebudzenia i

W poszukiwaniu białego smoka



841 1 378

Oceny książki Ogień przebudzenia

Średnia ocen
7,2 / 10
633 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
543
230

Na półkach: , , , , , , , , , , , , , , ,

Fabuła / Zwroty akcji 6/10
Bohaterowie 6/10
Świat przedstawiony 7/10
Narracja / Styl / Humor 5/10
Przesłanie / Problematyka 5/10
Klimat / Subiektywne odczucia 6/10

Autor albo stara się, ale mu nie wychodzi - albo ma talent, ale mu się nie chce... nie jestem pewna które. Tu był taki potencjał. Zarąbisty świat, ciekawa historia, dobre koncepty postaci (jeśli kontynuuję czytanie serii, zrobię to głównie dla Hilemore'a). Nawet przez większość książki naprawdę fajnie i lekko się czytało/słuchało. Problem w tym, że... no we wszystkich szczegółach zasadniczo. Fabuła generalnie fajna, ale czym dalej w las tym więcej "kszoków" - takich idiotyzmów jakie autor sadził w drugiej połowie książki to nawet w "Eragonie" nie było. Nie piszę jakie, żeby nie spojlerować. Postaci fajnie pomyślane, ale już opisy ich zachowania i motywacji... no na papierze mają sens, ale autor nijak nie umie ich opisać. Przez większość czasu czytelnik sam musi sobie dopowiadać - aha, on postanowił zrobić to bo musiał pomyśleć o tym i o tym. Z tej książki dałoby się zrobić dwie tej samej objętości. Dało się poczuć że autor leciał przez wątki byle jak najszybciej, nie poświęcając czasu na porządne połączenie wątków, lub rozbudowanie charakterystyki postaci. No i do tego ilość deus ex machin bolała.
Dalej. Świat super, ale znowu nierozbudowany, w sumie o dwóch głównych potęgach wiemy tyle, że są i jakie mają ustroje. Imiona i nazwy potwornie sztampowe. Natomiast jeśli chodzi o strony konfliktu, znowu, autor chciał ale mu nie wyszło - w tym wypadku: chciał (chyba) stworzyć skomplikowany moralnie świat, bez "tych dobrych". Niestety - i nie wiem czy to była pomyłka, czy to autentyczne nienajciekawsze poglądy autora, ale korpo-dystopia której służą główni bohaterowie, prezentowana jest zasadniczo jako "ci dobrzy", kij z tym że, obok bardzo problematycznego systemu polityczno-ekonomicznego (spoko no, nie muszę się zawsze zgadzaĉ z autorem), ta strona jest też aktywnie hiper-imperialistyczna (i w gruncie rzeczy większość problemów wynika z tego imperializmu i eksploatacji - bardzo aktualny temat, którego autor trochę... nie pogłębił?). Ci źli (natywne ludy podbitego kontynentu) są absolutnie źli, koniec kropka, nie dostajemy nawet sugestii "a może my też tu zawiniliśmy...?". Znowu: musimy sobie dopowiadać. Dodatkowo, jedyna znacząca postać która potępia obydwa systemy i chciałaby wprowadzenia autentycznej demokracji jest bez przerwy opisywana jako "radykał zaślepiony swoją ideologią" - który oczywiście powoli ugina się do woli wspaniałej wolnomyślącej bohaterki reprezentującej korpo-wcale-nie-villaina. Mam fashbacki z Atlasa Zbuntowanego :/. A tak serio - to mam wrażenie, że autorowi chodziło o to, że rewolucja której chce typo ma być z zamiaru krwawa, a bohaterka w sumie powoli zaczyna uważać że zarządcy korposu też są niefajni i działa na własną rękę - ale znowu... czytelnik takie rzeczy sam sobie musi podopowiadać.

Fabuła / Zwroty akcji 6/10
Bohaterowie 6/10
Świat przedstawiony 7/10
Narracja / Styl / Humor 5/10
Przesłanie / Problematyka 5/10
Klimat / Subiektywne odczucia 6/10

Autor albo stara się, ale mu nie wychodzi - albo ma talent, ale mu się nie chce... nie jestem pewna które. Tu był taki potencjał. Zarąbisty świat, ciekawa historia, dobre koncepty postaci (jeśli kontynuuję...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1967 użytkowników ma tytuł Ogień przebudzenia na półkach głównych
  • 1 156
  • 777
  • 34
418 użytkowników ma tytuł Ogień przebudzenia na półkach dodatkowych
  • 272
  • 38
  • 34
  • 27
  • 22
  • 14
  • 11

Inne książki autora

Anthony Ryan
Anthony Ryan
Pisał niemalże od zawsze i jak sam mówi, pisanie prac było jedyną rzeczą, w której osiągał dobre wyniki w szkole. Po dwudziestce pomyślał, że mógłby zająć się tym na poważnie i…rozpoczął honorowe kolekcjonowanie kartek z wydawniczymi odmowami. Zmęczony i rozgoryczony odrzuceniem przez branżę wydawniczą swoją pierwszą powieść Raven’s Shadow wydał w selfpublishingu. I to przyniosło mu upragniony kontrakt wydawniczy. Kolejne książki wydaje we współpracy z wydawnictwem Pinguin. Po podpisaniu kontraktu porzucił karierę w brytyjskiej służbie cywilnej i zajął się pisaniem na pełen etat. Dzięki temu ma możliwość całkowitego oddania się procesowi tworzenia i zdarza się, że spędza na tym cały dzień nie zauważając zupełnie upływu czasu. W przeciwieństwie do wielu autorów, nie słucha w czasie pisania muzyki. Bo zanurzony w świecie własnej wyobraźni, zwyczajnie jej nie słyszy. Z uporem tworzy konspekty swoich powieści, które później z wirtuozerią ignoruje, bo do głowy przychodzą mu znacznie lepsze pomysły. Interesuje się sztuką, historią, nauką oraz uporczywym poszukiwaniem perfekcyjnej pinty piwa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Książę Głupców Mark Lawrence
Książę Głupców
Mark Lawrence
Nekromancja ma to do siebie, że jest dość nieprzyjemna. Ożywia zmarłych i pozwala im zaciskać martwe palce na szyjach lekkomyślnych książąt. Trupy te jednak nie są jedynym zmartwieniem Jalana, który zamiast chędożyć, pić na umór i uprawiać niebezpieczny hazard, następuje na wyjątkowo wrażliwe palce i wplątuje się pomiędzy swoją babkę, Czerwoną Królową, a ciemne siły, zagrażające nie tylko jednemu królestwu. Przyznajmy to przed sobą, główny bohater, książę Jalan, nie jest bohaterem pozytywnym. To nierób i tchórz, wielbiciel kobiecych wdzięków stopniu obsesyjnym, który zraża do siebi co drugiego - potrafiącego przejrzeć jego uroczą fasadę - człowieka. Jalan nie dąży do żadnego celu - nie, przepraszam, jego celem jest zazwyczaj damska bielizna i wygodne życie. Niestety dla świata - to on staje się "wybrańcem mocy" i wraz z Wikingiem Snorrim przemierza szlaki Rozbitego Imperium, starając się nie narazić się zbytniej liczbie najemników, truposzy, jak i próbując odwrócić zaklęcie, które na niego przypadkiem nałożono. Jalana nie da sie lubić... ale czy na pewno? Ponieważ czytamy powieść z jego punktu widzenia, po pewnym czasie zaczynamy pałać sympatią do tego lekkoducha. Nie jest zły do szpiku kości, nie zna się w ogóle na ludziach, ale mam wrażenie, że jego przeżycia na szlaku i na mroźnej Północy, zmienią go, przynajmniej w "jakimś" stopniu. Ta zmiana juz sie powoli zaczyna... książę nie jest taki sam pod koniec tego tomu, jak gdy go zaczynał. Pomysł na Rozbite Imperium dość ciekawy. To nasz stary dobry świat po katakliźmie, który trzasnął w Ziemię tysiąc lat temu i sprawił, że technologie zostały zapomniane, ludzi myślą, że pociągi to drążące skały potwory, manekiny to magiczni strażnicy, a magia... magia jakimś sposobem działa, siejąc zamęt. Zostało w Imperium wykoślawione nazewnictwo dawnych wieków, niektórzy powrócili do dawno zapomnianych wierzeń i kultury przodków, ale... wszystko cofnęło się także o tysiąc lat wstecz. Powieść jest niesamowicie zabawna. Humor sytuacyjny, słowny, rubaszny, czasami niskich lotów, ale także ironiczny - czego tu nie ma. Ale nie dajcie się zwieść - to zdecydowanie nie lekka śmieszna historyjka. Bliżej "Księciu Głupców" do mrocznej odmiany fantastyki, krew leje sie gęsto, oderwane członki fruwają w powietrzu, często sie patroszy. Uwielbiam komizm tej książki zmieszany z brutalnością, nadaje to specyficznego smaku całości. Trochę obawiałem się lektury, spoglądając na liczne negatywne recenzje. Jednak to nie pierwszy raz, kiedy czytanie recenzji nie dało pożądanego rezultatu. Książka idealnie wpasowała sie w mój gust. Chaos, antybohater, przemoc i humor - mieszanka wydająca się niestrawną, w rzeczywistości będąca ciachem z wiśnią.
Lorian - awatar Lorian
ocenił na 8 1 rok temu
Ostrze zdrajcy Sebastien de Castell
Ostrze zdrajcy
Sebastien de Castell
Osobiście przy książce bawiłem się fenomenalnie, głównie dlatego że bardzo lubię gatunek Płaszcza i Szpady. Główni bohaterowie to niemalże Trzej Muszkieterowie, którzy ciągle sobie dogryzają. Dialogi są fajne, humorystyczne i pełne ciętego języka. Akcja dzieje się nieustannie, bohaterowie co chwilę wpadają w jakieś gorsze tarapat, a wszystko dzieje się w świecie przesyconym nikczemnością i złem (nie nazwałbym tego dark fantasy, ale książka ma sporo pomysłów na ukazanie ludzkiego zepsucia). Zresztą postacie jak na Płaszcz i Szpadę przystało chętnie ryzykują życiem, kierują się honorem nawet jeśli niewiele im go zostało i bez problemu mówią o zabijaniu, jeżeli tylko ktoś na to zasługuje. Sam świat jest low fantasy, pojawia się tu sporadyczna magia, a vibe kulturowy wydaje się bazować na renesansie (zdaje się, że pistolety skałkowe nie są aż tak powszechne). Fabuła jest przyjemna, sporo tu zwrotów akcji, sporo też retrospekcji które moim zdaniem są opisane na tyle dobrze, że nie psują czytania (ale uwaga, bo potrafią pojawiać się co drugi rozdział). Narracja jest pierwszoosobowa z oczu głównego bohatera Falcio. Mamy dworskie intrygi, mamy trudną historię Falcia, mamy podróż po gościńcu i pościg po mieście objętym ulicznymi walkami. Postacie są interesujące i charyzmatyczne, a antagoniści to prawdziwi sadyści. Problem dla mnie tkwił w wątku romansowym - który dla mnie pojawia się trochę znikąd i za szybko się rozwija (choć na razie nie zostaje rozwiązany); oraz finał - który pędzi na łeb na szyję tak bardzo, że niektóre ważne wydarzenia dostają co najwyżej parę zdań opisu. Rozwiązanie fabuły nie jest niesatysfakcjonujące, a sam bawiłem się dobrze przy zakończeniu, ale niektórym może nie pasować takie szaleńcze tempo. Podsumowując gorąco polecam miłośnikom Płaszcza i Szpady (zresztą nie ma aż tak wielu alternatyw), dobrej akcji, przygody i humoru. Wiadomo, że nie jest to niewiadomo jak wartościowa literatura, ale jeśli ktoś szuka przyjemnej książki przygodowej , to polecam.
Weles - awatar Weles
ocenił na 8 1 rok temu
Cesarstwo popiołów Anthony Ryan
Cesarstwo popiołów
Anthony Ryan
Zakończenie trylogii Draconis Memoria Anthoniego Ryana, czyli opowieści o świecie, w którym ludzkość czerpie moc z krwi smoków. Autor nie oszczędza czytelników, pokazując brutalne konsekwencje ludzkiej chciwości i żądzy władzy. W ostatnim tomie wyraźnie widać przesłanie - cywilizacja, która igra z naturą, musi liczyć się z jej gniewem, który może skończyć się upadkiem ludzi. Steampunkowy klimat świata pozostaje jednym z najmocniejszych elementów, autor bardzo precyzyjnie opisuje maszyny, wynalazki i okręty powietrzne. Czuć rozmach, dym, żar metalu i...zapach krwi. Na przestrzeni trzech książek, autor wprowadza bardzo wiele postaci o interesującej przeszłości oraz kierujących nimi motywach. Pomimo tego, że niektórzy bohaterowie (i to kluczowi dla zwycięstwa) zostali dość płytko przedstawieni, pewne wątki mogłyby być ukazane bardziej szczegółowo (zwłaszcza w zakończeniu trylogii) przez co lektura epilogu może dać poczucie niedosytu, to wciąż uważam, że w całej trylogii została ujęta naprawdę dobra i wciągająca historia. Trudno mi ocenić, który tom z całości był najlepszy, ponieważ wszystkie trzy były utrzymane na równym poziomie...cichutko jednak skłaniam się ku drugiej części, przedstawiającej także perspektywę innego rodzaju bohatera, któremu czytelnik zaczyna kibicować trochę wcześniej, niż sądził, że będzie. Przykro mi, że moja przygoda z Clayem, Lizanne i Corrickiem Hilemore dobiegła końca. Pod koniec uroniłam nawet kilka łez, co zdarza mi się bardzo rzadko ;) Z całą pewnością sięgnę po inne pozycje z twórczością Ryana, zwłaszcza że Parias spogląda na mnie z półki.
Lilith - awatar Lilith
ocenił na 10 4 miesiące temu
Ściana Burz Ken Liu
Ściana Burz
Ken Liu
"Ścianę Burz" najłatwiej będzie opisać poprzez wyliczenie rzeczy, które poszły lepiej lub gorzej względem pierwszej części cyklu autorstwa Kena Liu. Tom drugi oceniam gorzej od jego poprzednika, ale bynajmniej nie wynika to z większego nagromadzenia elementów, które przeszkadzały mi podczas lektury "Królów Dary". Przede wszystkim, każdy narzekający na natłok słabo zarysowanych postaci w pierwszym tomie, tutaj powinien zostać zaspokojony. Ken Liu wreszcie kreuje ciekawych bohaterów drugo- i trzecioplanowych. Więcej miejsca poświęca też tym, których zaprezentował wcześniej. Najbardziej zyskuje na tym Jia, ale wreszcie zauważeni mogą zostać też wszyscy członkowie świty Kuniego Garu. Choć "Królów Dary" czytałem niespełna dwa miesiące temu, gdy zaczynałem lekturę "Ściany Burz" nie miałem zielonego pojęcia, kim byli Rin Coda czy Cogo Yelu. W zasadzie, nadal nie mam pojęcia. Obaj stali się dla mnie zupełnie nowymi postaciami, które kojarzę wyłącznie z ich działaniami opisanymi w ramach drugiego tomu serii. Ponadto, akcja była znacznie bardziej spójna niż w "Królach Dary". W całości obracała się wokół dwóch głównych wątków. Napięcie rosło zaś stopniowo aż do samego finału. Dużo kolorytu zdobyli wreszcie bogowie Dary - po części dlatego, że autor znacznie rzadziej przedstawiał ich motywacje, a po części ze względu na pewne przewartościowanie ich możliwości dokonane w drugiej połowie powieści. Z drugiej strony, nie wszystko poszło tak, jak bym tego oczekiwał. Mój zapał do czytania torpedowały bardzo długie retrospekcje. W pierwszej części książki nie były one jeszcze zbyt irytujące, jako że służyły przede wszystkim przedstawieniu nowej, skrywającej tajemnice postaci. Później jednak ogromne partie kilkudziesięciu stron tekstu, umieszczone w środku szybko rozwijającej się akcji, miały na celu wyłącznie przedstawienie bardzo szerokiego kontekstu dla wydarzeń, których charakter i efekty zostały już wcześniej dobrze zarysowane. Ken Liu począł też popadać w dość daleko posuniętą szablonowość przy opisywaniu scen akcji. Za każdym razem powtarza się ten sam w zasadzie schemat: zbliża się konfrontacja, przywódcy jednej ze stron dają się wciągnąć w pułapkę i jednocześnie (nierzadko wbrew swojemu charakterowi) bagatelizują ewentualne zagrożenie, przeciwnik dzięki niecodziennej taktyce lub nowemu wynalazkowi zdobywa przewagę i ją wykorzystuje, a potem cała zabawa może zacząć się od nowa. Z perspektywy czytelnika zupełnie znika w ten sposób element zaskoczenia i - co za tym idzie - lektura jest jeszcze trudniejsza do przełknięcia. Koniec końców "Ściana Burz" to solidna pozycja, choć posiadająca swoje problemy. Z pewnością nie żałuję jej przeczytania, tym bardziej, że zakończenie daje możliwość na wykreowanie bardzo ciekawych wątków w części trzeciej. Czekam!
Patryk158 - awatar Patryk158
ocenił na 6 4 lata temu
Plaga mieczy Miles Cameron
Plaga mieczy
Miles Cameron
W poprzednim tomie otrzymaliśmy kulminacje i rozstrzygnięcie całej masy wątków, natomiast w tym tomie śledzimy następstwa po tych wydarzeniach, przegrupowanie sił nie tylko w cesarstwie, czy królestwie, ale i w innych częściach świata, walkę z następstwami, jakimi są zaraza, problemy logistyczne, czy finansowe, przygotowywanie się do tych ostatecznych strać itp. Ogólnie te w.w rzeczy są dość dobrze wyważone i poświęcono im odpowiednią ilość czasu, więc większość nie nudzi. Jednak historia w tym tomie jest o wiele spokojniejsza, przez co na pewno nie oceniłbym tej część wyżej niż tom poprzedni, a tak wynika ze średniej ocen. Jest tu też znacznie więcej magii i elementów ze świata fantasy, niż mogłoby się wydawać po pierwszym tomie, gdzie otrzymaliśmy średniowieczny religijny świat z kilkoma wstawkami magicznymi. Podoba mi się przemiana Czerwonego Rycerza i widać, że wydarzenia które się wydarzyły do tej pory miały duży wpływ na przemianę wewnętrzną tej postaci, podobnie, ale za to nie podoba mi się, w jaką stronę poszedł wątek siostry Amicji, po tym jak przez 3 tomy zmierzało to w całkiem inną stronę... W dalszym ciągu jest sporo dialogów, które ciężko zrozumieć, lub przypisać kwestię do danej postaci, nie wiem czy to wina tłumaczenia, czy umiejętności autora. Został tylko jeden tom, więc zobaczymy, czy uda się to wszystko godnie domknąć.
Christo - awatar Christo
ocenił na 7 4 lata temu
Grom i szkwał Jacek Łukawski
Grom i szkwał
Jacek Łukawski
Przeczytałem kolejny tom cyklu „Kraina martwej ziemi”, drugi tom zatytułowany jest „Grom i szkwał”. Oczywiście dalej mamy martwe ziemie, i czarodziejska moc jaka jest związana. Niby ta złowroga magia słabnie jak dowiedzieliśmy się z pierwszej części, ale wciąż są miejsca, które osłabienia nie ruszyły i są tak samo mocne, jak dziesiątki, czy może nawet setki lat wcześniej. To pozwala Arthornowi snuć spekulacje jaki martwica miała i ma wpływ na budowle, tam gdzie niegdyś była cywilizacja, tam natura sieje spustoszenie. Nawet ruiny najwyższych budynków opanowały rośliny, co przypomina troszkę krajobraz postapokaliptyczny. No i jak na przyzwoitą fantastykę przystało pojawiły się smoki, w sumie jakoś nie zauważyłem, czy te bestie zmutowały, czy po prostu smoki pod kątem typowo ewolucyjnym poradziły sobie z martwicą, na pewno plusem było to, że nie było tam przez wiele lat jedynego drapieżnika, który może im zagrozić, człowieka. W twórczości Sapkowskiego, chodzi oczywiście o „Sagę o wiedźminie”, mamy opisanie polowanie na zielonego smoka, ale, że mieli pecha drogę im zastąpił smok złoty, który ma zdolność przemiany w człowieka, jak wiemy był to Borch Trzy Kawki. Ale, że nie samą martwą ziemią funkcjonuje to uniwersum mamy opisane inne wydarzenia, konkretnie oblężenie zamku Wondertel, te opisy batalistyki wojennej nie różnią się zbytnio od tego co da się znaleźć również w powieściach historycznych. Jedni oblegali, drudzy się bronili, nikt nie używał tutaj magii, widać magowie mało interesowali się polityką, albo po prostu jednym i drugim zabrakło złota, żeby sowicie magów opłacić, żeby zrobili porządne fajerwerki, które rozniosły by niejedną armię lub skruszyły najgrubsze nawet mury. Jedyne czego dowiedzieliśmy się, że ci którzy oblegali byli zdrajcami. To zmusiło Arthorna do ucieczki z Wondertel, do bezpiecznie niebezpiecznej Krainy Martwej Ziemi i sprawia, że akcja się rozkręca i jest ciekawie. Dowiedzieć się można, że czyha jeszcze jakaś potężna, uśpiona siła, z której istnienia nikt nie zdaje sobie sprawy. A to niewątpliwie oznacza, że trzeci, ostatni tom trylogii warty jest przeczytania, a czytelnik dowie się co w ramach starego, sprawdzonego w niejednej książce fantasy schematu Tolkienowskiego autor nam czytelnikom zaproponuje. Książka jest ciekawa, warta przeczytania, koncepcja martwicy i tego co można w niej znaleźć jest interesująca. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 3 lata temu
Pieśń i krzyk Jacek Łukawski
Pieśń i krzyk
Jacek Łukawski
Rzecz jasna kontynuuję czytanie trylogii „Kraina martwej ziemi”. Książka zatytułowana „Pieśń i krzyk” jest trzecią i ostatnią częścią tej opowieści fantasy. Oczywiście jak zwykle, wracamy na Martwicę, tyle, że rola terytoriów na których magia która stworzyła martwice upadła się zmienia. Potencjał na to, że będą nadal dzikimi pustkowiami się zmienia. Problem tylko w tym, że zainteresowanych na przejęcie nowych ziem nie brakuje, bo na przykład są ciekawe złoża, może jakieś zapomniane skarby, nowe tereny do zaludnienia zawsze się przydadzą. A to niechybnie oznacza tylko jedno wojna wisi w powietrzu. Czyli można powiedzieć, że mamy niezłe zamieszanie w regionalnej polityce. Oczywiście pojawiają się ci sami bohaterowie, w tym Arthern, siłą rzeczy został uwikłany w intrygi polityczne, popadł w niełaskę królowej Azure, a na tereny Martwicy wraca tym razem jako niewolnik, co trudno uznać za przyjemną perspektywę. Można odnieść wrażenie, że to swego rodzaju nawiązanie do twórczości Andrzeja Ziemiańskiego, do cyklu ”Achaja”, kiedy to księżniczka Achaja stała się ofiarą intryg politycznych i musiała znieść twardy los służby zwykłego żołnierza, a potem przeżyć lata w niewoli, żeby w końcu się wyzwolić i trafić do królestwa Arkach, udowadniając, że jest twardą zawodniczką, nie bała się wejść w starcie z Virionem, dla prawie 100 % ludzi to pewna śmierć. No i została cesarzową nowego Imperium, które podbiło dwa pozostałe. Tutaj specyfika jest inna, Arthern, mimo, że dla fabuły tego uniwersum postacią jest ważną, nie miał szans odegrać tak ważnej roli jak Achaja. Monarchowie mu na to zwyczajnie nie pozwolili, ale i tak nie ma czego żałować, bo jego losy są barwne, ciekawe, niezwykle interesujące. Książka pt. „Pieśń i krzyk” jest doskonała jako zwieńczenie cyklu. Czytelnik nie będzie zawiedziony, bowiem autor ma bardzo ciekawe koncepcje literackie w stylu klasycznego fantasy oczywiście. Na pewno stosuje ciekawe, barwne opisy, czytanie książki wciąga i jest bardzo satysfakcjonujące. Zdecydowanie polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 3 lata temu
Zawiść John Gwynne
Zawiść
John Gwynne
​„Zawiść” Johna Gwynne’a to dla mnie jedno z najciekawszych odkryć ostatnich miesięcy. Pisarz nie próbuje na nowo definiować kanonu fantasy, lecz świadomie korzysta ze sprawdzonych wzorców, by zaoferować nam lekturę niezwykle angażującą. To solidna, konkretna proza, która przywraca wiarę w moc klasycznych historii o walce światła z mrokiem. ​ Opowieść zabiera nas na Ziemie Wygnane – krainę usianą ruinami po dawnej wojnie z olbrzymami. Spokój krainy jest jednak kruchy: powracające białożmije i krwawiące głazy zwiastują powrót starożytnego konfliktu między Jasną Gwiazdą a Czarnym Słońcem. W samym centrum tych wydarzeń dorasta Corban. Jego droga od marzyciela pragnącego zostać wojownikiem do uczestnika wielkiej historii została nakreślona niezwykle przekonująco, choć los nie szczędzi mu brutalnych lekcji dorosłości. ​ Największą zaletą Gwynne'a jest jego pisarska uczciwość – zamiast udziwniać świat na siłę, skupia się na precyzji i wielowątkowości. Początek może być wyzwaniem- ogromna liczba postaci i dworów bywa dezorientująca, a brak spisu bohaterów jest tu odczuwalny. Nie każda postać otrzymała też pełny rys psychologiczny, co przy tak dużej skali jest zrozumiałe, jednak Corban (zwłaszcza w relacji ze swoim wilkunem) natychmiast budzi sympatię. ​ Mimo, że ekspozycja w pierwszym tomie bywa niespieszna, finał uderza z siłą, która całkowicie zaciera wspomnienie o spokojniejszym początku. Moim jedynym zastrzeżeniem jest nieco zbyt słabo zarysowany ciężar nadchodzącej zagłady, przez co momentami umykała mi powaga sytuacji. Znakomity początek serii. Ta historia pokazuje, że solidny warsztat i spójna narracja bronią się same, bez szukania innowacji na siłę.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na 8 2 miesiące temu

Cytaty z książki Ogień przebudzenia

Więcej
Anthony Ryan Ogień przebudzenia Zobacz więcej
Anthony Ryan Ogień przebudzenia Zobacz więcej
Więcej