<b>Posthumanistyczny człowiek</b>
Jacek Dukaj roztacza wizję powolnego odchodzenia od epoki pisma, a także oralnej, które łączy przekazywanie przeżyć istot przez rożne media i symbole. Po piśmie mamy dzielić się samymi przeżyciami, jednak droga do tego stanu, jak i samego tekstu o tym samym tytule nie jest prosta. Po drodze mamy pięć innych esejów, które tak jak nasze czasy, prowadzą do po piśmie.
Jacek Dukaj zajmował się w latach 2013-2019 różnymi tematami, które łączy w Po piśmie jako swojej wielkiej narracji w stylu Juwala Noach Harari’ego, czy Richarda Dawkinsa. Jednak podstawową wyróżnikiem myśli J. Dukaja jest jego nieantropocentryczna perspektywa. Ułatwia to jego abstrakcyjne i filozoficzne podejście, które jednak nie każdego zadowoli.
<b>Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem</b>
W pierwszym z tekstów „Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem” w sumie J. Dukaj krytykuje materialistyczne połączenie umysłu z ciałem. Obarcza za to winą Kartezjusza, który umieścił ludzką duszę w szyszynce. Jednak to tylko rdzeń, w tle opisuje relacje ciała z umysłem, a szczególnie jak technologia wpływa na te relacje.
Jednym z podstawowych zalet tego tekstu jest możliwość zapoznania się z filozoficznym stylem J. Dukaja w nadchodzących esejach. Można przyswoić papier, nawąchać się go, a przede wszystkim przyjąć go w racjonalnej kulturze pisma. Po przyzwyczajeniu się do niego można nareszcie płynąc i odczuwać w postaci postpiśmiennego audiobooka. Z racjonalnej analizy można się oddać ze zrozumieniem, a może właśnie przeżyć uniesienie proroka tego, co po piśmie.
Każdy z esejów Dukaja ma specyficzny język. W końcu „Nie jest łatwo wysłowić te domysły. Nie bez kozery filozofowie tworzą swoje prywatne języki, pełne piętrowych neologizmów i gier etymologicznych”. I dokładnie to J. Dukaj robi w każdym tekście. Czasem niektóre określenia wracają, czasem być może trzeba się zatrzymać, być może nie każdy będzie w stanie w pełni odczuć przekazu J. Dukaja, ale tylko tak długo, jak będziemy ograniczeni do przekazu symbolicznego, liter, dźwięków i znaków kulturowych.
Choć następne teksty też eksplorują realny i spekulatywny wpływ technologii na człowieka to wydaje się, że ten tekst ten najbliższy jest współczesności. Problemy filozoficzne wokół relacji ciała i umysłu J. Dukaj na pewno eksplorował w swojej futorologicznej beleterystyce. Jednak tutaj niby średniowieczny mnich kompilujący historyczne i współczesne przykłady przedstawia, jak zmiany dzieją się na naszych oczach.
Wojna umysłu z ciałem objawia się przez najróżniejsze elementy. Mamy Zombie Boya, który traktuje swoje ciało instrumentalnie, niczym w przedstawieniu krtani jako tylko instrumencie. Mamy avatary w grach i utożsamianie, ale nie tylko z nimi, bo jak zauważa Robert Sawyer w WWW.Wzrok utożsamianie sięga tam gdzie nasza świadomość. Czy to na pojazdy, którymi się poruszamy, czy to narzędzia, czy też zwykłe hinduskie awatary – może być przedłużeniem umysłu. Jednak J. Dukaj podchodzi do tego dużo bardziej intelektualnie i filozoficznie.
„Trzecią Wojnę światową ciała z umysłem” znajdziecie także w miesięczniku „Znak” nr 700/2013 bez różnic (online na stronie jeden tekst miesięcznie bezpłatnie po zalogowaniu).
<b>Szczęśliwi uprawiacze nudy</b>
W swoim drugim tekście J. Dukaj przedstawia nam wizję świata bez pracy. Co gdyby być może ziściła się wizja Aarona Bastaniego z W Pełni Zautomatyzowanefo Luksusowego Komunizmu? Co gdyby człowiek po prostu się zdelaboralizował? Co wtedy człowiek by robił? Jak by się nudził? Ale przede wszystkim, kim by był?
Dla J. Dukaja problem braku pracy to przede wszystkim problem tożsamościowy. Roztacza on wizję tego, że tradycyjnie to właśnie praca jest źródłem tożsamości. W końcu w postmodernizmie i neoliberalizmie inne tożsamości i sensy są przestarzałe, prawda? Po odebraniu pracy jedynym wysiłkiem może być sztuczna gamifikacja świata, niczym w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie w Social Credit Sysem, Dukaj widzi postulowane przez siebie Ministerstwo Sensu Życia.
Inna opcją na sens jest po całkowitym zredukowaniu wysiłku jest inny człowiek. W jego przypadku zawsze mamy błędy, pomyłki i trud. Nie da się go w końcu całkowicie zrozumieć i sam akt komunikacji zawsze będzie musiał być wysiłkiem. Jednak nawet w dzisiejszym świecie to nie jest dominujący generator sensu.
Poza pracą wysiłku lub zajętości mogą wymagać wszelkie oblicza kultury. Jak napisał Scott McCloud w Zrozumieć komiks – wszystko, co bezpośrednio nie prowadzi do rozmnażania lub przeżycia, to kultura. To ona pozwala zabić nudę, ale też właśnie z niej się wywodzi. I to z niej i jej zajętości można wytworzyć inny sens.
Jednak pytanie, czy takie podejście to cały możliwy sens? Czy ewolucja bibliotek, tworzenie centr kultury, to oddolne tworzenie Ministerstwa Sensu Życia (Wartości)? Czy może już istnieje w postaci Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo w końcu w Polsce nieprzeciętnie dużo osób żyje historią. Zauważył to także prof. Marcin Kula w swoim O co chodzi w historii.
Pokazuje to problem filozoficznego podejścia J. Dukaja. Możemy bez końca prowadzić dyskusje, bo mimo przykładów, konkretnych teorii, możemy dodawać kolejne, krążyć i nigdy do niczego nie dojść. To zaleta i wada tej książki, a wiele jeszcze przed nami. W końcu do tego i innych problemów autor wróci nieco inaczej w „Po piśmie”.
„Szczęśliwych uprawiaczy nudy” znajdziecie także w „Przeglądzie Politycznym” nr 153/ 2019 bez różnic.
<b>Do kresu nadziei</b>
Kiedy skończy się nadzieja? Ale nie umrze, po prostu przestanie być potrzebna. Kiedy, krótko mówiąc, zaczniemy żyć, jak pączki w maśle. Bo robot, Big Data lub Logos będzie wszystko o nas wiedział.
Czy Nowy wspaniały świat to utopia? Czy też po prostu konieczność? Już dziś prawdopodobnie nie jesteśmy zawsze świadomi, jak bardzo algorytmy kształtują nasze gusta, czy po prostu spełniają nasze nieuświadomione potrzeby. Jednak wydaje mi się, że J. Dukaj nie zadał chyba w tym tekście jednego ważnego pytania – czy te wpływy spełniają realne potrzeby, czy je kształtują. Na szczęście w „Po piśmie” się nad tym reflektuje.
Trudno kontynuować te rozmyślania samemu, ale można dać skojarzenia do niektórych fragmentów:
„Skoro przedstawicielom Homo sapiens do szczęścia potrzeba nadziejowania, to zanim i ten brak w pełni poczują, dostaną na tacy nadzieję przykrojoną do każdej unikatowej osobowości. Idealną wyważoną porcję tęsknoty. Kupkę frustracji, by było na czym wyhodować satysfakcję”.
Gdy to przeczytałem trudno nie odnieść nieco dystopijnego wrażenia. Być może to kwestia perspektywy ludzi pisma, ale nie dla każdego taka wizja musi być tak pesymistyczna. W Trylogii Żniwa śmierci (Kosiarzy) Neala Shustermana dostajemy zgodną z tym cytatem wizję przyszłości. Jedynym zgrzytem w wielkim projekcie Thunderheada są Kosiarze, którzy są jedynym źródłem śmierci. Od ludzi dla ludzi.
Jest to bardzo interesujące, że wizję utopii pod dobrą sztuczną inteligencją się normalizują, a źródło dystopii leży gdzie indziej. Prawdopodobnie od 2001: Odyseji kosmicznej (1968, reż. Stanley Kubrick) to ona była zawsze tym negatywnym elementem, ale widać naprawdę zbliżamy się do wizji J. Dukaja.
Innym dający skojarzenia cytatem jest:
„Augmented Reality przejmie od prawa funkcję strażnika naszych przeżyć. Nie usłyszymy, nie zobaczymy, nie poczujemy tego, czego do siebie nie dopuścimy. W żaden sposób nie będziemy zmieniać innych ludzi, wpływać na nich, przymuszać ich do czegokolwiek. Dostosowywanie rzeczywistości społecznej do naszych preferencji nastąpi pomiędzy naszym umysłem a drugim człowiekiem”.
Choć trudno wyobrazić sobie cokolwiek w kulturze oddającego idealnie tę liberalną utopię, to jest w tym fragmencie bardzo dużo do rozpakowania. Choćby w Black mirror dostaliśmy lekkie (sic!) przedstawienie tego elementu w odcinku White Christmas, gdzie można było kogoś zablokować z życia.
W nieco bardziej dystopijnie i społecznym wydaniu można znaleźć ten motyw w Psycho-Passie. System prewencji przestępstw skorelowany jest tam m.in. ze stresem, dlatego wszechobecne stresogenne elementy (w tym miejsca zbrodni) są ukrywane przed przechodniami. Bardzo podobne, ale dużo bardziej zaawansowane usprawnienia wzroku zapewnia Oryginał od Brandona Sandersona i Mary Robinette Kowal, gdzie wszystko co widzimy jest modyfikowane.
Nieco inaczej i w bardziej ekstremalnej formie oferuje nam to również B. Sanderson w Idealnym stanie, który skupia się na braku wpływu na innych ludzi. W swoim przesłaniu pozostaje też w sferze pisma i chyba sprzeciwia się predykcjom J. Dukaja.
Jak widać z racji na abstrakcyjny i filozoficzny charakter tego tekstu można by zagłębiać się dalej i dalej w przykładach, nie tylko z poziomu fikcji, ale także naukowej. Takie ad infinitum nie prowadzi jednak do niczego i lepiej przejść dalej.
„Do kresu nadziei”, które było pierwotnie wystąpieniem na TeKa Refleksji w Sopocie w 2016, najdziecie w przerobionej formie z oralnej na piśmienną tylko w Po piśmie.
<b>Sztuka w czasach sztucznej inteligencji</b>
Tutaj tytuł wydaje się mówić sam przez się. Jednak i to J. Dukaj potrafi skomplikować. Z jednej strony mamy problem czym jest dla niego sztuczna inteligencja, a z drugiej sam problem odbioru sztuki i pytanie po co ją uprawiać?
Bo z jednej strony mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, czyli Big Data, a można by wręcz, że ze społeczną inteligencją ludzką. Używanie narzędzi, szczególnie cyfrowych, tworzenie pod publikę, jest bardziej tworem zbioru narzędzi (sztucznej inteligencji), czy człowieka autora? Dziś jeszcze jesteśmy w „fetyszu autentyczności”, jednak Śmierć autora Rolanda Bartha zwiastuje rozluźnienie tej relacji.
Ostatecznie gdy autor naprawdę przestanie mieć znaczenie, to czy będzie nim naprawdę postludzka inteligencja, czy sam człowiek nie będzie miało znaczenie. Bowiem w epoce po piśmie znaczenie będzie miało tylko przeżycie. J. Dukaj tutaj i w „Po piśmie” skutecznie przedstawia tą ewolucje i zostawia nas właśnie z pytaniem – po co człowiek miałby uprawiać sztukę, skoro sztuczna inteligencja pewnie zrobi to lepiej?
To pytanie idealnie wpasowuje się w kontekst końca pracy „Szczęśliwych uprawiaczy nudy”, asymptotycznego końca nadziei „Do kresu nadziei”. Coraz bardziej widać powiązania między tymi tematami, a zawsze w nich pozostaje pytanie dotyczące człowieczeństwa. Jeśli zabrać ciało, co zostanie z człowieka? Jeśli zabrać pracę, co zostanie z człowieka i jego sensu? Czy człowiek musi nadal uprawiać sztukę, by nim być? Kto dziś maluje portrety realistyczne, gdy ma fotografie?
Może to być odpowiedź. Nawet w świecie wiecznej srebrnej tacy, sam sposób jej przyjmowania może być sztuką? Tak samo jak zanikają stare zawody, zanikają starsze formy sztuki, a jednak wciąż pojawiają się wciąż nowe formy zajętości. Po prostu ludzie naprawdę nie lubią zmian, mimo że to jedyny trwały element ich żyć.
„Sztukę w czasach sztucznej inteligencji” znajdziecie opublikowaną w „Gazecie Wyborczej” 4 listopada 2017 z nieco innym Postscriptum, lub bez zmian online w „Teologii politycznej” w ramach „Teologia Polityczna Co Tydzień” numer 363.
<b>Żyj mnie</b>
To szczerze chyba najciekawszy tekst ze wszystkich. Opowiada on o idei przedstawionej w bardzo prosty sposób przez Umbert Eco w cytacie „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jednak mimo prostoty tego zdania, to co się za nim kryje jest nie tylko bardzo skomplikowane, ale i mroczne.
J. Dukaj udowadnia to na chyba najmroczniejszym przykładzie, czyli Heart of Darkness (pl. Jądro Ciemności) Josepha Conrada. Lubię bardzo dokładne analityczne omówienia lub retellingi dzieł. Pozwalają one na zapoznanie się z dziełem w nowym i często szerszym kontekście, szczególnie jeśli ktoś ich nie przeczytał.
Zatem J. Dukaj daje nam dwa interesujące kierunki – piętrowego człowieczeństwa, a także więcej Jądra Ciemności. W tym szczycie rozważań o człowieczeństwie stwierdza, że bycie człowiekiem to po prostu udawanie. Skoro potrafimy przeżywać w nas innych ludzi, to czym różni się to od przeżywania samych siebie. Czy przeżycie nie okazuje się ważniejsze? A to prowadzi nas bezpośrednio do całej idei „Po piśmie”.
Dlatego nie chce pisać więcej, bo byłoby to zwyczajnie trudne. Jest to tak dobry tekst od psychoanalizy po samo Jądro Ciemności, że najlepiej „Żyj mnie” zgodnie z tytułem po prostu przeżyć. Dobrze jest też w trakcie lektury znać angielski, bo tekst pisany był oryginalnie pod ten język i pojawiają się ustępy z Heart of Darkness (choć jako pomoc jest tłumaczenie).
„Żyj mnie” znajdziecie w docelowej angielskiej wersji w Conradology. A Celebration of the Work of Joseph Conrad, (https://commapress.co.uk/books/conradology). Z kolei wersje po polsku z Po piśmie w kwartalniku „Książki” numer 3/2017 (dziś „Książki. Magazyn do czytania” nie mylić z Magazyn Literacki „Książki”).
<b>Po piśmie</b>
W tytułowym eseju „Po piśmie” J. Dukaj przedstawia nam ewolucję transferu przeżyć. Zaczyna od kultury oralnej, kultury transferu personalnego, po nim mamy intelektualną kulturę pisma, która skupia się często na samym transferze (co potwierdza sam fakt istnienia tego tekstu), by skończyć na kulturze postpiśmiennej, kulturze bezpośredniego transferu przeżyć.
Według J. Dukaja to w jakim typie kultury żyjemy definiuje nasz sposób myślenia w sposób podobny, jak język je kształtuje. Współczesny człowiek pisma nie zrozumie do końca człowieka słowa mówionego, tak samo mimo prób najpewniej nie zrozumiemy człowieka postpiśmiennego. J. Dukaj jednak stara się przedstawić proces przemian i przede wszystkim – sam koncept tego co po piśmie.
Jest to z pewnością bardzo śmiała teza, do której jesteśmy przekonywani. To tutaj w mniejszym lub większym stopniu spotykają się wszystkie pomysły poprzednich esejów i rozbłyskują w synergii. Nie bez powodu cała druga połowa tej książki to tylko „Po piśmie”. Jest to wielka narracja, która stara wyjaśnić świat na nowo, pokazać w nowym świetle to co oczywiste i nas pochłonąć.
Mimo wciągającego filozoficznego języka, nie musimy się zgadzać z J. Dukajem. Jego filozoficzne podejścia ostatecznie jest bardzo abstrakcyjne. Jego myślenie opiera się o bardzo dużo założeń, a przede wszystkim bywa bardzo totalne. Być może kiedyś wizję J. Dukaja się spełnią, być może opisywane procesy naprawdę zachodzą, ale przed naprawdę jeszcze daleka droga.
Możemy się zaskoczyć. Ostatnio w świecie pojawiło się zaskakująco dużo czarnych łabędzi – Pandemia Koronawirusa i boom AI. W tym kontekście Po piśmie w całości jest niezwykle bogatym i aktualnym punktem odniesienia, mimo powstania przed oboma tymi wydarzeniami. To zaleta filozofii i dobrej fikcji spekulatywnej. I to jeden z powodów dla którego warto właśnie przeczytać, przesłuchać lub przeżyć Po piśmie.
Czy ma znaczenie, że można czegoś tutaj nie zrozumieć? Wątpię, w końcu J. Dukaj sprzedaje nam przede wszystkim przeżycie uczty intelektualnej; przeżycie, że go czytamy; przeżycie wspólnoty ludzi, którzy mieli w rękach jego książkę, lub cokolwiek innego wymyślimy. Przeżycie być może po piśmie już całkowicie archaiczne, ale dziś w przejściowym postmodernizmie bardzo aktualne. Choć może flow nie nadejdzie, a z nim zabraknie przyjemności, ale jak zawsze pozostaje pytanie, czy to akurat ma znaczenie?
Jacek Dukaj: „Po piśmie napisałem do Po piśmie”.
Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy.
Opinia
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”?
Jest Marlow, jest Korporacja, jest statek, jest też podróż statkiem w głąb lądu. Są tubylcy, są plemiona ludożerców, jest pęd za kością słoniową. Jest też Kurtz. Człowiek, o którym Marlow tyle słyszał podczas wyprawy.
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”? A może to inna powieść?
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest Marlow, jest Korporacja, jest statek, jest też podróż statkiem w głąb lądu. Są tubylcy, są plemiona ludożerców, jest pęd za kością słoniową. Jest też Kurtz. Człowiek, o którym Marlow tyle słyszał podczas wyprawy.
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”? A może to inna powieść?