Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj

Okładka książki Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj
Joseph Conrad Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
168 str. 2 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Heart of Darkness
Data wydania:
2017-10-26
Data 1. wyd. pol.:
2017-10-26
Liczba stron:
168
Czas czytania
2 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308064177
Tłumacz:
Jacek Dukaj
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj i

Stulecie mroku



1955 14 299

Oceny książki Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj

Średnia ocen
6,7 / 10
238 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
629
242

Na półkach:

Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”?
Jest Marlow, jest Korporacja, jest statek, jest też podróż statkiem w głąb lądu. Są tubylcy, są plemiona ludożerców, jest pęd za kością słoniową. Jest też Kurtz. Człowiek, o którym Marlow tyle słyszał podczas wyprawy.
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”? A może to inna powieść?

Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”?
Jest Marlow, jest Korporacja, jest statek, jest też podróż statkiem w głąb lądu. Są tubylcy, są plemiona ludożerców, jest pęd za kością słoniową. Jest też Kurtz. Człowiek, o którym Marlow tyle słyszał podczas wyprawy.
Czy „Serce ciemności” to to samo co „Jądro ciemności”? A może to inna powieść?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

533 użytkowników ma tytuł Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj na półkach głównych
  • 311
  • 215
  • 7
133 użytkowników ma tytuł Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj na półkach dodatkowych
  • 97
  • 12
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Joseph Conrad
Joseph Conrad
Pisarz i publicysta polskiego pochodzenia, tworzący w języku angielskim. Publikując na obczyźnie używał pseudonimu Joseph Conrad, który stworzył ze swojego pierwszego i trzeciego imienia. Syn pisarza, tłumacza i działacza patriotycznego Apolla Korzeniowskiego, w 1862 wraz z rodzicami zesłany do Wołogdy, gdzie zmarła matka. Ojciec po ułaskawieniu osiadł w Krakowie, zmarł tam w 1869. Opiekę nad młodym Józefem objął wuj, Tadeusz Bobrowski. Po ukończeniu szkół w Krakowie, przyszły pisarz wyruszył do Marsylii, gdzie w 1874 rozpoczął służbę na morzu. W 1886 uzyskał obywatelstwo brytyjskie i osiadł w Anglii, rozpoczynając działalność literacką, mimo wielu lat życia w niedostatku nie przestawał pisać i choć zwrócił na siebie uwagę już w debiucie - "Szaleństwo Almayera", a późniejszymi tytułami zasłużył na uznanie takich pisarzy jak Herbert George Wells, czy Henry James, to dopiero niezaliczana do najwyższych osiągnięć pisarskich Conrada powieść "Los" przyniosła mu sławę i pewną poprawę warunków materialnych. Twórczość autora "Jądra ciemności" zgodnie uważana jest jako zapowiedź krytyki postkolonialnej jak i "nowo przybyłych". Za życia Conrad był podziwiany za bogactwo swojej prozy i za odmalowywanie niebezpiecznego życia na morzu oraz egzotycznych miejscach (pomimo tego, że nauczył się płynnie mówić po angielsku dopiero, gdy miał 20 lat). Jednakże jego początkowa sława mistrzowskiego gawędziarza opisującego pełne kolorytu przygody na morzu maskowała jego fascynację jednostką w starciu z niezmienną obojętnością natury, częstą ludzką podłością oraz wewnętrznymi bitwami między dobrem i złem. Dla Conrada morze było przede wszystkim tragedią samotności. Był pisarzem o niezwykłych umiejętnościach i przeszywających przemyśleniach, ale przede wszystkim posiadał niezachwianą osobistą perspektywę - coraz powszechniej jest uznawany za jednego z największych pisarzy tworzących po angielsku. Proza Josepha Conrada od ponad stu trzydziestu lat wywiera wpływ na największych artystów. "Jądro ciemności", "Lord Jim" czy "Nostromo" stały się inspiracją dla takich mistrzów, jak T.S. Eliot, Francis Ford Coppola, Bob Dylan czy Czesław Miłosz. Trudno bowiem znaleźć pisarza, który równie przenikliwie potrafiłby opisać kondycję ludzką na styku kultur, w przecięciu tego, co stereotypowo uznajemy za cywilizowane i barbarzyńskie, oczywiste i obce. Ten wielki ironista podważa dogmaty, dystansuje się od ideologii i prawd absolutnych, pozostawiając swoich bohaterów samotnych w rękach ślepego losu. Jedyne, co może ich uratować od klęski, to wierność zobowiązaniom, odpowiedzialność, współczucie, a także banalna, jak by się wydawało, trzeźwość w ocenie sytuacji. Czy to jednak wystarczający oręż w starciu z „pełnokrwistym mięsem życia”? Człowiekiem Conrada targają sprzeczności, ludzka słabość zmienia się w krzyk buntu, który milknie wobec nieprzewidywalności losu i dzikości natury. Porażka wydaje się nieunikniona, a po niej zostaje tylko pustka.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Po piśmie Jacek Dukaj
Po piśmie
Jacek Dukaj
<b>Posthumanistyczny człowiek</b> Jacek Dukaj roztacza wizję powolnego odchodzenia od epoki pisma, a także oralnej, które łączy przekazywanie przeżyć istot przez rożne media i symbole. Po piśmie mamy dzielić się samymi przeżyciami, jednak droga do tego stanu, jak i samego tekstu o tym samym tytule nie jest prosta. Po drodze mamy pięć innych esejów, które tak jak nasze czasy, prowadzą do po piśmie. Jacek Dukaj zajmował się w latach 2013-2019 różnymi tematami, które łączy w Po piśmie jako swojej wielkiej narracji w stylu Juwala Noach Harari’ego, czy Richarda Dawkinsa. Jednak podstawową wyróżnikiem myśli J. Dukaja jest jego nieantropocentryczna perspektywa. Ułatwia to jego abstrakcyjne i filozoficzne podejście, które jednak nie każdego zadowoli. <b>Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem</b> W pierwszym z tekstów „Trzecia Wojna światowa ciała z umysłem” w sumie J. Dukaj krytykuje materialistyczne połączenie umysłu z ciałem. Obarcza za to winą Kartezjusza, który umieścił ludzką duszę w szyszynce. Jednak to tylko rdzeń, w tle opisuje relacje ciała z umysłem, a szczególnie jak technologia wpływa na te relacje. Jednym z podstawowych zalet tego tekstu jest możliwość zapoznania się z filozoficznym stylem J. Dukaja w nadchodzących esejach. Można przyswoić papier, nawąchać się go, a przede wszystkim przyjąć go w racjonalnej kulturze pisma. Po przyzwyczajeniu się do niego można nareszcie płynąc i odczuwać w postaci postpiśmiennego audiobooka. Z racjonalnej analizy można się oddać ze zrozumieniem, a może właśnie przeżyć uniesienie proroka tego, co po piśmie. Każdy z esejów Dukaja ma specyficzny język. W końcu „Nie jest łatwo wysłowić te domysły. Nie bez kozery filozofowie tworzą swoje prywatne języki, pełne piętrowych neologizmów i gier etymologicznych”. I dokładnie to J. Dukaj robi w każdym tekście. Czasem niektóre określenia wracają, czasem być może trzeba się zatrzymać, być może nie każdy będzie w stanie w pełni odczuć przekazu J. Dukaja, ale tylko tak długo, jak będziemy ograniczeni do przekazu symbolicznego, liter, dźwięków i znaków kulturowych. Choć następne teksty też eksplorują realny i spekulatywny wpływ technologii na człowieka to wydaje się, że ten tekst ten najbliższy jest współczesności. Problemy filozoficzne wokół relacji ciała i umysłu J. Dukaj na pewno eksplorował w swojej futorologicznej beleterystyce. Jednak tutaj niby średniowieczny mnich kompilujący historyczne i współczesne przykłady przedstawia, jak zmiany dzieją się na naszych oczach. Wojna umysłu z ciałem objawia się przez najróżniejsze elementy. Mamy Zombie Boya, który traktuje swoje ciało instrumentalnie, niczym w przedstawieniu krtani jako tylko instrumencie. Mamy avatary w grach i utożsamianie, ale nie tylko z nimi, bo jak zauważa Robert Sawyer w WWW.Wzrok utożsamianie sięga tam gdzie nasza świadomość. Czy to na pojazdy, którymi się poruszamy, czy to narzędzia, czy też zwykłe hinduskie awatary – może być przedłużeniem umysłu. Jednak J. Dukaj podchodzi do tego dużo bardziej intelektualnie i filozoficznie. „Trzecią Wojnę światową ciała z umysłem” znajdziecie także w miesięczniku „Znak” nr 700/2013 bez różnic (online na stronie jeden tekst miesięcznie bezpłatnie po zalogowaniu). <b>Szczęśliwi uprawiacze nudy</b> W swoim drugim tekście J. Dukaj przedstawia nam wizję świata bez pracy. Co gdyby być może ziściła się wizja Aarona Bastaniego z W Pełni Zautomatyzowanefo Luksusowego Komunizmu? Co gdyby człowiek po prostu się zdelaboralizował? Co wtedy człowiek by robił? Jak by się nudził? Ale przede wszystkim, kim by był? Dla J. Dukaja problem braku pracy to przede wszystkim problem tożsamościowy. Roztacza on wizję tego, że tradycyjnie to właśnie praca jest źródłem tożsamości. W końcu w postmodernizmie i neoliberalizmie inne tożsamości i sensy są przestarzałe, prawda? Po odebraniu pracy jedynym wysiłkiem może być sztuczna gamifikacja świata, niczym w Chińskiej Republice Ludowej, gdzie w Social Credit Sysem, Dukaj widzi postulowane przez siebie Ministerstwo Sensu Życia. Inna opcją na sens jest po całkowitym zredukowaniu wysiłku jest inny człowiek. W jego przypadku zawsze mamy błędy, pomyłki i trud. Nie da się go w końcu całkowicie zrozumieć i sam akt komunikacji zawsze będzie musiał być wysiłkiem. Jednak nawet w dzisiejszym świecie to nie jest dominujący generator sensu. Poza pracą wysiłku lub zajętości mogą wymagać wszelkie oblicza kultury. Jak napisał Scott McCloud w Zrozumieć komiks – wszystko, co bezpośrednio nie prowadzi do rozmnażania lub przeżycia, to kultura. To ona pozwala zabić nudę, ale też właśnie z niej się wywodzi. I to z niej i jej zajętości można wytworzyć inny sens. Jednak pytanie, czy takie podejście to cały możliwy sens? Czy ewolucja bibliotek, tworzenie centr kultury, to oddolne tworzenie Ministerstwa Sensu Życia (Wartości)? Czy może już istnieje w postaci Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo w końcu w Polsce nieprzeciętnie dużo osób żyje historią. Zauważył to także prof. Marcin Kula w swoim O co chodzi w historii. Pokazuje to problem filozoficznego podejścia J. Dukaja. Możemy bez końca prowadzić dyskusje, bo mimo przykładów, konkretnych teorii, możemy dodawać kolejne, krążyć i nigdy do niczego nie dojść. To zaleta i wada tej książki, a wiele jeszcze przed nami. W końcu do tego i innych problemów autor wróci nieco inaczej w „Po piśmie”. „Szczęśliwych uprawiaczy nudy” znajdziecie także w „Przeglądzie Politycznym” nr 153/ 2019 bez różnic. <b>Do kresu nadziei</b> Kiedy skończy się nadzieja? Ale nie umrze, po prostu przestanie być potrzebna. Kiedy, krótko mówiąc, zaczniemy żyć, jak pączki w maśle. Bo robot, Big Data lub Logos będzie wszystko o nas wiedział. Czy Nowy wspaniały świat to utopia? Czy też po prostu konieczność? Już dziś prawdopodobnie nie jesteśmy zawsze świadomi, jak bardzo algorytmy kształtują nasze gusta, czy po prostu spełniają nasze nieuświadomione potrzeby. Jednak wydaje mi się, że J. Dukaj nie zadał chyba w tym tekście jednego ważnego pytania – czy te wpływy spełniają realne potrzeby, czy je kształtują. Na szczęście w „Po piśmie” się nad tym reflektuje. Trudno kontynuować te rozmyślania samemu, ale można dać skojarzenia do niektórych fragmentów: „Skoro przedstawicielom Homo sapiens do szczęścia potrzeba nadziejowania, to zanim i ten brak w pełni poczują, dostaną na tacy nadzieję przykrojoną do każdej unikatowej osobowości. Idealną wyważoną porcję tęsknoty. Kupkę frustracji, by było na czym wyhodować satysfakcję”. Gdy to przeczytałem trudno nie odnieść nieco dystopijnego wrażenia. Być może to kwestia perspektywy ludzi pisma, ale nie dla każdego taka wizja musi być tak pesymistyczna. W Trylogii Żniwa śmierci (Kosiarzy) Neala Shustermana dostajemy zgodną z tym cytatem wizję przyszłości. Jedynym zgrzytem w wielkim projekcie Thunderheada są Kosiarze, którzy są jedynym źródłem śmierci. Od ludzi dla ludzi. Jest to bardzo interesujące, że wizję utopii pod dobrą sztuczną inteligencją się normalizują, a źródło dystopii leży gdzie indziej. Prawdopodobnie od 2001: Odyseji kosmicznej (1968, reż. Stanley Kubrick) to ona była zawsze tym negatywnym elementem, ale widać naprawdę zbliżamy się do wizji J. Dukaja. Innym dający skojarzenia cytatem jest: „Augmented Reality przejmie od prawa funkcję strażnika naszych przeżyć. Nie usłyszymy, nie zobaczymy, nie poczujemy tego, czego do siebie nie dopuścimy. W żaden sposób nie będziemy zmieniać innych ludzi, wpływać na nich, przymuszać ich do czegokolwiek. Dostosowywanie rzeczywistości społecznej do naszych preferencji nastąpi pomiędzy naszym umysłem a drugim człowiekiem”. Choć trudno wyobrazić sobie cokolwiek w kulturze oddającego idealnie tę liberalną utopię, to jest w tym fragmencie bardzo dużo do rozpakowania. Choćby w Black mirror dostaliśmy lekkie (sic!) przedstawienie tego elementu w odcinku White Christmas, gdzie można było kogoś zablokować z życia. W nieco bardziej dystopijnie i społecznym wydaniu można znaleźć ten motyw w Psycho-Passie. System prewencji przestępstw skorelowany jest tam m.in. ze stresem, dlatego wszechobecne stresogenne elementy (w tym miejsca zbrodni) są ukrywane przed przechodniami. Bardzo podobne, ale dużo bardziej zaawansowane usprawnienia wzroku zapewnia Oryginał od Brandona Sandersona i Mary Robinette Kowal, gdzie wszystko co widzimy jest modyfikowane. Nieco inaczej i w bardziej ekstremalnej formie oferuje nam to również B. Sanderson w Idealnym stanie, który skupia się na braku wpływu na innych ludzi. W swoim przesłaniu pozostaje też w sferze pisma i chyba sprzeciwia się predykcjom J. Dukaja. Jak widać z racji na abstrakcyjny i filozoficzny charakter tego tekstu można by zagłębiać się dalej i dalej w przykładach, nie tylko z poziomu fikcji, ale także naukowej. Takie ad infinitum nie prowadzi jednak do niczego i lepiej przejść dalej. „Do kresu nadziei”, które było pierwotnie wystąpieniem na TeKa Refleksji w Sopocie w 2016, najdziecie w przerobionej formie z oralnej na piśmienną tylko w Po piśmie. <b>Sztuka w czasach sztucznej inteligencji</b> Tutaj tytuł wydaje się mówić sam przez się. Jednak i to J. Dukaj potrafi skomplikować. Z jednej strony mamy problem czym jest dla niego sztuczna inteligencja, a z drugiej sam problem odbioru sztuki i pytanie po co ją uprawiać? Bo z jednej strony mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, czyli Big Data, a można by wręcz, że ze społeczną inteligencją ludzką. Używanie narzędzi, szczególnie cyfrowych, tworzenie pod publikę, jest bardziej tworem zbioru narzędzi (sztucznej inteligencji), czy człowieka autora? Dziś jeszcze jesteśmy w „fetyszu autentyczności”, jednak Śmierć autora Rolanda Bartha zwiastuje rozluźnienie tej relacji. Ostatecznie gdy autor naprawdę przestanie mieć znaczenie, to czy będzie nim naprawdę postludzka inteligencja, czy sam człowiek nie będzie miało znaczenie. Bowiem w epoce po piśmie znaczenie będzie miało tylko przeżycie. J. Dukaj tutaj i w „Po piśmie” skutecznie przedstawia tą ewolucje i zostawia nas właśnie z pytaniem – po co człowiek miałby uprawiać sztukę, skoro sztuczna inteligencja pewnie zrobi to lepiej? To pytanie idealnie wpasowuje się w kontekst końca pracy „Szczęśliwych uprawiaczy nudy”, asymptotycznego końca nadziei „Do kresu nadziei”. Coraz bardziej widać powiązania między tymi tematami, a zawsze w nich pozostaje pytanie dotyczące człowieczeństwa. Jeśli zabrać ciało, co zostanie z człowieka? Jeśli zabrać pracę, co zostanie z człowieka i jego sensu? Czy człowiek musi nadal uprawiać sztukę, by nim być? Kto dziś maluje portrety realistyczne, gdy ma fotografie? Może to być odpowiedź. Nawet w świecie wiecznej srebrnej tacy, sam sposób jej przyjmowania może być sztuką? Tak samo jak zanikają stare zawody, zanikają starsze formy sztuki, a jednak wciąż pojawiają się wciąż nowe formy zajętości. Po prostu ludzie naprawdę nie lubią zmian, mimo że to jedyny trwały element ich żyć. „Sztukę w czasach sztucznej inteligencji” znajdziecie opublikowaną w „Gazecie Wyborczej” 4 listopada 2017 z nieco innym Postscriptum, lub bez zmian online w „Teologii politycznej” w ramach „Teologia Polityczna Co Tydzień” numer 363. <b>Żyj mnie</b> To szczerze chyba najciekawszy tekst ze wszystkich. Opowiada on o idei przedstawionej w bardzo prosty sposób przez Umbert Eco w cytacie „Kto czyta książki, żyje podwójnie”. Jednak mimo prostoty tego zdania, to co się za nim kryje jest nie tylko bardzo skomplikowane, ale i mroczne. J. Dukaj udowadnia to na chyba najmroczniejszym przykładzie, czyli Heart of Darkness (pl. Jądro Ciemności) Josepha Conrada. Lubię bardzo dokładne analityczne omówienia lub retellingi dzieł. Pozwalają one na zapoznanie się z dziełem w nowym i często szerszym kontekście, szczególnie jeśli ktoś ich nie przeczytał. Zatem J. Dukaj daje nam dwa interesujące kierunki – piętrowego człowieczeństwa, a także więcej Jądra Ciemności. W tym szczycie rozważań o człowieczeństwie stwierdza, że bycie człowiekiem to po prostu udawanie. Skoro potrafimy przeżywać w nas innych ludzi, to czym różni się to od przeżywania samych siebie. Czy przeżycie nie okazuje się ważniejsze? A to prowadzi nas bezpośrednio do całej idei „Po piśmie”. Dlatego nie chce pisać więcej, bo byłoby to zwyczajnie trudne. Jest to tak dobry tekst od psychoanalizy po samo Jądro Ciemności, że najlepiej „Żyj mnie” zgodnie z tytułem po prostu przeżyć. Dobrze jest też w trakcie lektury znać angielski, bo tekst pisany był oryginalnie pod ten język i pojawiają się ustępy z Heart of Darkness (choć jako pomoc jest tłumaczenie). „Żyj mnie” znajdziecie w docelowej angielskiej wersji w Conradology. A Celebration of the Work of Joseph Conrad, (https://commapress.co.uk/books/conradology). Z kolei wersje po polsku z Po piśmie w kwartalniku „Książki” numer 3/2017 (dziś „Książki. Magazyn do czytania” nie mylić z Magazyn Literacki „Książki”). <b>Po piśmie</b> W tytułowym eseju „Po piśmie” J. Dukaj przedstawia nam ewolucję transferu przeżyć. Zaczyna od kultury oralnej, kultury transferu personalnego, po nim mamy intelektualną kulturę pisma, która skupia się często na samym transferze (co potwierdza sam fakt istnienia tego tekstu), by skończyć na kulturze postpiśmiennej, kulturze bezpośredniego transferu przeżyć. Według J. Dukaja to w jakim typie kultury żyjemy definiuje nasz sposób myślenia w sposób podobny, jak język je kształtuje. Współczesny człowiek pisma nie zrozumie do końca człowieka słowa mówionego, tak samo mimo prób najpewniej nie zrozumiemy człowieka postpiśmiennego. J. Dukaj jednak stara się przedstawić proces przemian i przede wszystkim – sam koncept tego co po piśmie. Jest to z pewnością bardzo śmiała teza, do której jesteśmy przekonywani. To tutaj w mniejszym lub większym stopniu spotykają się wszystkie pomysły poprzednich esejów i rozbłyskują w synergii. Nie bez powodu cała druga połowa tej książki to tylko „Po piśmie”. Jest to wielka narracja, która stara wyjaśnić świat na nowo, pokazać w nowym świetle to co oczywiste i nas pochłonąć. Mimo wciągającego filozoficznego języka, nie musimy się zgadzać z J. Dukajem. Jego filozoficzne podejścia ostatecznie jest bardzo abstrakcyjne. Jego myślenie opiera się o bardzo dużo założeń, a przede wszystkim bywa bardzo totalne. Być może kiedyś wizję J. Dukaja się spełnią, być może opisywane procesy naprawdę zachodzą, ale przed naprawdę jeszcze daleka droga. Możemy się zaskoczyć. Ostatnio w świecie pojawiło się zaskakująco dużo czarnych łabędzi – Pandemia Koronawirusa i boom AI. W tym kontekście Po piśmie w całości jest niezwykle bogatym i aktualnym punktem odniesienia, mimo powstania przed oboma tymi wydarzeniami. To zaleta filozofii i dobrej fikcji spekulatywnej. I to jeden z powodów dla którego warto właśnie przeczytać, przesłuchać lub przeżyć Po piśmie. Czy ma znaczenie, że można czegoś tutaj nie zrozumieć? Wątpię, w końcu J. Dukaj sprzedaje nam przede wszystkim przeżycie uczty intelektualnej; przeżycie, że go czytamy; przeżycie wspólnoty ludzi, którzy mieli w rękach jego książkę, lub cokolwiek innego wymyślimy. Przeżycie być może po piśmie już całkowicie archaiczne, ale dziś w przejściowym postmodernizmie bardzo aktualne. Choć może flow nie nadejdzie, a z nim zabraknie przyjemności, ale jak zawsze pozostaje pytanie, czy to akurat ma znaczenie? Jacek Dukaj: „Po piśmie napisałem do Po piśmie”. Książka przeczytana dzięki życzliwości Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Wola m.st. Warszawy.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na 10 5 dni temu
Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion Ziemowit Szczerek
Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion
Ziemowit Szczerek
Co za pokręcona i absurdalna fabuła, która w niezrozumiały sposób jest poukładana i logiczna! Szczerek pokazuje świat przyszłości, gdzie USA powróciła do polityki izolacji, Unia Europejska się rozpadła i na jej gruzach państwa germańskie utworzyły Neuropę - państwo fanatycznie kosmpolotityczne i ekologiczne, Rosja upadła, a Europa Wschodnia pogrążyła się w szaleństwie nacjonalizmu i czasem po prostu - szaleństwie. Wraz z głównym bohaterem odwiedzamy miejsca konflitów: Kosowo, Siedmiogród, Słowację Południową, Śląsk, Kraków, Warszawę, Hałyczynę, a także co jakiś czas dowiadujemy się co nieco na temat reszty państw Europy Wschodniej. Jednocześnie poznajemy społeczeństwo przyszłości: anarów, myszongów, separów, neoszalchtów, szwoli, czarnowojów, porożców itp. twory społeczne. Poznajemy Rzymską Republikę Polską, neosłowiańską Polskę, Europejską Republikę Śląską, Chłopię i Europejską Republikę Pomorza (o której jest najmniej informacji niestety). Poznajemy barwne (lub szare), wulgarne (niemal zawsze) i nic nieznaczące (czy rzeczywiście?) postaci. A w tle zawsze jest tajemniczy Siwy Dym, twór niezrozumiały, wymykający się prawom logiki, którego ani znaczenia ani celu nie zna nikt, a którego obecnośc zdaje się tylko kompilikować sytuację w Europie Wschodniej. Zdecydowanie warto przeczytać, jest to najlepsza (ale nie najszczęśliwsza, co to to nie) wizja przyszłości jaką zdarzyło mi się czytać. Edycja: po przeczytaniu wielokrotnie wracałem do tej książki, wertowałem jej strony, wyszukiwałem świetnych cytatów, wgłębiałem się w historię i wciąż myślałem nad tym co przeczytałem. Miałem tak po raz pierwszy w życiu. Myślę, że "Siwy dym" zasłużył na to by dostać moją pierwszą na tym serwisie ocenę 10/10. Jedyny minus jaki widzę w tej historii to to, że główny bohater nie trafił na Pomorze i nie opisał dokładnie co się tam działo, a to mnie najbardziej interesowało. Może (choć w to wątpię) powstanie kontynuacja i wtedy dowiemy się więcej co się działo na Pomorzu, w państwach bałtyckich, w Turcji i w reszcie państw bałkańskich.
doliwaq - awatar doliwaq
ocenił na 10 4 lata temu
Budowniczy ruin Herbert Rosendorfer
Budowniczy ruin
Herbert Rosendorfer
Oto smakowita ze wszech miar, ale wymagająca od nas kapki zacięcia i uwagi, by chwycić wszystkie wątki, powieść-abstrakt, nasycona nieograniczoną żadnymi przestrzeniami wyobraźnią Herberta Rosendorfera, przeobrażoną w literowy ciąg (SATOR AREPO…) i ubraną w zdania, które stają się wyprawą w miejsca przedziwne i z ludźmi dotąd niespotykanymi, że gdy wreszcie trafimy się do budowniczych ruin, zadajemy sobie pytanie, co my właściwie tu robimy. I dlaczego tak bardzo nam się to wszystko podoba. Streścić „Budowniczych” się nie da (byłoby to wariactwo). Można zacząć od podróży pociągiem z wagonem wypełnionym sześciuset zakonnicami i nieznajomym, który łapie narratora za nogi, po czym wynurza się spod siedzenia i zaczyna opowiadać (Einsteinik okazuje się być kryminalistą, ale na szczęście zostawia w przedziale podziurawiony zmyślnie kartonik). Można. Ale po co? To przecież sam początek, ba, pierwsza strona, a im dalej w las, tym więcej opowieści, a w nich znów następnych, które to przenoszą nas w kolejne i… i tak bez końca. Lekturze „Budowniczych” towarzyszył mi rechot (mój własny, donośny, całkiem niepohamowany) i nieprzemijające wrażenie zaskoczenia pomieszane z „oszałamiającym poczuciem wielości”. Toż to barkowy przesyt w złoconych ramach, krzykliwa melodrama plus kryminał, sensacja polityczna w warunkach postapokaliptycznego świata podziemi (!), nasycona zupełnie nieprawdopodobnymi rodowymi historiami (to dlatego w jednej z nich pewien szlachcic nieprzypadkowo czyta Potockiego). Szkatuł(k)a, w której po wielokroć umieszczono inne, a każda z nich wypełniona niedorzecznościami totalnie urokliwymi, które wciągają nas głębiej i głębiej, aż sami już nie wiemy, jak to wszystko może się skończyć. Rewelacja, TENET i OPERA. Absolutnie polecam – zwłaszcza że na koniec czeka posłowie Adama Lipszyca. ROTAS. Jedyny brak zdziwienia to okładka by Łukasz Piskorek i Fajne Chłopaki – już mi brak słów, żeby podziw wyrażać, więc kłaniam się nisko, perliście, zamaszyście. Plus doskonałe tłumaczenie Ryszarda Turczyna i mamy dzieło kompletne.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 8 1 rok temu
Inni ludzie Dorota Masłowska
Inni ludzie
Dorota Masłowska
Dorota Masłowska to pisarka wzbudzająca skrajne emocje, lecz pozostająca niewątpliwie mistrzynią w obserwowaniu Polaków. Dała temu wyraz w swoich wcześniejszych książkach, a w „Innych ludziach” tylko to potwierdza. Tym razem opisuje rzeczywistość w oryginalny sposób, bo w rytmie rapu, w który wpisane są losy mieszkańców brudnej, zmęczonej i pełnej frustracji Warszawy. Jak Iwona, która ma pozornie wszystko: nowocześnie urządzone przez słynnych architektów mieszkanie, syna i zapewniającego komfort ekonomiczny męża. Świetnie czuje się w Kambodży, gdzie w luksusowych hotelach karmi się wdzięcznością ludzi, rozdając im napiwki, bo wreszcie może poczuć się kimś ważnym i zadowolonym z siebie. W Polsce czuje się tylko nieszczęśliwa. Na zewnątrz piękna i elegancka, w środku to kłębek lęków. Szuka ucieczki w leki, przypadkowy seks i zakupoholizm, co pomaga tylko na chwilę, wyzwalając z czasem wyrzuty sumienia. Szuka więc dalej – na instagramowych profilach znajomych - w ich nowych samochodach i idealnych aranżacjach domów. Podziwia ich pełne sukcesu twarze i czuje, że to są prawdziwi szczęśliwcy, którym za wszelką cenę musi dorównać. Postanawia więc żyć jak oni. Razem z mężem pojadą do Australii albo Nowej Zelandii, wrzuci zdjęcia do sieci i będzie obsesyjnie śledzić, ilość polubień. Na drugim biegunie tej samej Warszawy spotykamy Kamila – młodego człowieka z patologicznego środowiska, niedoszłego rapera żyjącego na wieczny kredyt u dilera. Dla Iwony ta pozornie bliska relacja jest jedynie rozpaczliwą próbą wypełnienia dojmującej pustki i reakcją na emocjonalny chłód męża. Ich spotkanie to zderzenie dwóch osobnych światów, między którymi nie ma szans na żadną nić porozumienia. Brak wspólnego języka i emocjonalna próżnia sprawiają, że ich relacja - ograniczona wyłącznie do sfery seksualnej - pozostaje jałowa i pozbawiona szans na jakąkolwiek autentyczną więź. Kamil nie marzy o Kambodży - on marzy o tym, by w końcu wydać płytę i wyrwać się z dusznego bloku, w którym każdy dzień smakuje tak samo beznadziejnie. Choć dzielą ich pieniądze i pochodzenie, oboje wpadają w tę samą pułapkę fasadowości. Niezależnie od stanu konta, w świecie pokazanym przez Masłowską liczy się tylko to, co zewnętrzne i namacalne, co ma dawać choćby chwilowe złudzenie bycia kimś ważnym. Markowy but i ciuch, luzackie podejście do życia – to obowiązkowe rekwizyty, które trzeba wystawić na pokaz. Do tego rygor siłowni, mający rzeźbić ciało, które maskuje puste wnętrze. To świat zewnętrznego blichtru i wewnętrznego rozpadu, gdzie pod fasadą pozornej normalności pulsują niepewność i lęki. Masłowska przygląda się nie tylko dorosłym. Krytycznie patrzy na nastolatków, w których już teraz dostrzega zalążek przyszłej Iwony czy kolejnego Kamila. Problemy nie znikają przecież z czasem – one pęcznieją, sprawiając, że życie zaczyna boleć coraz bardziej. Młodzi nie szukają jednak ucieczki; pozbawieni motywacji, trwają w maraźmie, żyjąc z dnia na dzień bez wytyczonej ścieżki czy konkretnego celu. Karmiąc się jedynie doraźnymi impulsami i mglistymi marzeniami, bezwładnie dryfują przez życie jako ludzie o nieokreślonej tożsamości. Autorka bez skrupułów demaskuje wszechobecną bylejakość. Krytykuje miałkość egzystencji, poziom kształcenia, jakość kultury i metody wychowania – wystawia surową ocenę naszej staczającej się mentalności. Robi to niemal mimochodem, wtrącając kąśliwe uwagi o polityce, nauce czy postępującym zatarciu tożsamości we współczesnym świecie. To obraz rzeczywistości, która bezpowrotnie traci swój fundament. Masłowska pokazuje świat, w którym nastąpił całkowity zanik więzi i uczuć. Ludzie, choć blisko siebie, są rozdzieleni ekranami iPhone’ów. Zagubieni w rzeczywistości pozbawionej zasad i wartości, szukają ratunku w lekach, alkoholu i dragach. To lekarstwa, które tylko na moment pozwalają zapomnieć o wewnętrznych koszmarach. „Inni ludzie” to opowieść o wielkim braku - braku miłości, braku zakotwiczenia i braku języka, który potrafiłby nazwać nasze nieszczęście inaczej, niż przez wulgaryzmy lub reklamowy slogan. Autorka niczego nie upiększa. Zostawia nas w samym środku dusznej, warszawskiej atmosfery, z echem rapowanego bitu w uszach i niewygodnym pytaniem o to, czy tytułowi „inni” to w jakichś częściach nie my sami. To lektura skłaniająca to tego, by pod warstwą blichtru dostrzec to, co w nas najbardziej kruche i prawdziwe. Głównym bohaterem książki jest tu bez wątpienia język. Po raz kolejny Masłowska zachwyca umiejętnością posługiwania się nim oraz niezwykłą zdolnością przelewania na papier obrazów z otoczenia, układając je tym razem w raperskie rytmy i rymy. Błyskotliwie miksuje wulgaryzmy z poetycką frazą, wysuwając żywioł języka na plan pierwszy. Niełatwo dorównać jej w grze słownej i ironicznym dystansie - Masłowska dokonuje tu wirtuozerskiej sztuki, składając z językowego rynsztoka duszny, rapujący i przeszyty rozpaczą poemat.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na 8 29 dni temu
Niepamięć David Foster Wallace
Niepamięć
David Foster Wallace
David Foster Wallace pochodzi z tego gatunku twórców, których albo się kocha, albo nienawidzi. Nie dane było mi się w nim zakochać – na razie. A bardzo bym tego chciał, bo mielibyśmy sobie mnóstwo do powiedzenia. To pisarz, mogący dać oparcie, co brzmi paradoksalnie. Cała trudność tkwi jednak, w sumie jak zawsze, w języku. Wypada, wyjątkowo, zacząć od wad, a później piać z zachwytu. Nie brnąc dalej w stylistyczne zawijasy – Wallace to taki pisarz, który lubi dużo mówić. Czytając, odnosiłem wrażenie, że ktoś przepuszcza przez Wallace’a język, jak przez maszynkę do mięsa, a on wypuszcza z siebie długie paski zdań i akapitów, często niezbornych, pozornie nieskładnych i złożonych z nieprzystających do siebie słów. I tak pierwsze opowiadanie, Mister Squishy, jest wypchane nowomową z zakresu marketingu, obrzydlistwem, które „fachowcy” wlewają nam wprost do mózgów, a co w teorii sprowadza się do żerowania na najprostszych odruchach, opakowanych ładnym papierem języka. To także zgrabnie scharakteryzowana tragedia „specjalistów ds. marketingu” – w gruncie rzeczy istot do cna nieszczęśliwych, które po pracy nie potrafią rozmawiać o niczym jak o pracy, a ich wolny czas sprowadza się do masturbacji, przeskakiwania po kanałach telewizyjnych i snucia fantazji erotycznych z podtekstem władzy i poniżenia, z przełożonymi i współpracownikami w rolach głównych. Czyli samo dno korpo-pracy. To opowiadanie, mam wrażenie, obnaża moją pomieszaną z fascynacją niechęć. Pomysł świetny, Wallace obraca marketingowe narzecze w proch, ukazując pustkę, ale to tłumaczenie… Jakby w nadmiarze słów czegoś zabrakło. Jakby narracja Wallace’a rozbijała się na drobne kawałki – czasem zdania są od siebie odległe, czasem wygląda to na brak zgrabnego łącznika, finezyjnego „ale”. Czytałem opowiadanie w oryginale. Było lepiej, choć nie o niebo lepiej. Narzekanie czas zamknąć – nadszedł czas na czyste olśnienie autorem. Może popełniłem błąd, rozpoczynając romans z autorem właśnie od Niepamięci. Może na tle Krótkich rozmów z paskudnymi ludźmi czy Rzekomo fajnej rzeczy, której nigdy nie zrobię wypada lepiej. Ale czego nie ma w tych opowiadaniach, ile tu świeżości i pomysłów odbiegających od sztampy. Jest Kanał cierpienia, o dziennikarzu, który tworzy materiał o sztuce robionej z… własnego kału. To doskonałe nawiązanie do Gówna artysty Piera Manzoniego. Pytania o kondycję sztuki, moralność artysty czy może zupełnie inny rzut oka na korpo-wypalenie? A może metafora Stanów i amerykanizmu? Warto zwrócić uwagę na czas i miejsce powstawania artykułu, robi się jeszcze ciekawiej. I, jak to u Wallace’a, struktura zdania trudna, idealny materiał na rozstrój oka, a jednocześnie – frazy tak mocne, że bolą. Wallace zamiata czytelnika pod dywan, każe mu tam siedzieć i gorzko płakać nad kondycją świata. Jest mocno, jest ożywczo i do bólu ponuro. Struktury zdań wprowadzają czytelnika w świat rodem z sennych koszmarów Wallace’a, połączonych jednocześnie z dysfunkcjami nerwowymi bohaterów-autora, pomieszany, żeby było jeszcze trudniej, z analizą współczesności, nie tylko amerykańskiej. Chociaż jeśli Wallace chce – potrafi w kilka stron obrócić czytelnika w proch. Inkarnacje poparzonych dzieci są tego najlepszym przykładem. Około 700 słów (w polskim tłumaczeniu, nie jest to wynik dokładny) o chłopcu, który poparzył się (najprawdopodobniej) wylanym na siebie z garnka wrzątkiem, jego rodzicach i późniejszej egzystencji. W 700 słowach, co niezwykłe, zamknął Wallace cały mikroświat uczuć, emocji, wyrażanych często jednym, idealnie wręcz dobranym słowem. Mistrzowska miniatura, która opowiedziana w kilku słowach przez recenzenta wygląda na ponury banał; wystarczy jednak 5 minut poświęcone lekturze, może mniej. Opowieści z tomu Niepamięć można rozgryźć za pomocą fragmentu z najlepszego nie tylko moim zdaniem opowiadania Dusza to nie jest kuźnia: „W rezultacie tamten samotny, koszmarny panel pojawił się w oknie jako chwilowy peryferyjny błysk horrendalnej sceny, tak jak pojedyncze horrendalne przebłyski pojawiają się w złych snach – a prędkość, z jaką się pojawiają i znikają, i brak czasu na nabranie do nich dystansu, na przetrawienie tego, co się widzi, na wplecenie tego obrazu w tkankę całego snu, czyni przeżycie jeszcze gorszym i często takie błyskawiczne, peryferyjne mignięcie czegoś wyrwanego z kontekstu i straszliwego może stanowić najbardziej przerażającą część koszmaru, tę część, która najżywiej zostaje w pamięci i wraca w wyobraźni w dziwnych chwilach, na przykład kiedy szorujesz zęby albo wyjmujesz z szafki pudełko muesli na przekąskę, i znów wytrąca cię z równowagi, pewnie dlatego, że przez tę swoją momentalność we śnie zmusiło twój mózg do podświadomego nawracania do tego obrazu, żeby go jakoś rozgryźć lub inkorporować”. Opowiadania Wallace’a to właśnie te „horrendalne przebłyski”, „złe sny” z naszej rzeczywistości; mignięcia wyrwane z kontekstu koszmaru egzystencji, ożywione niezwykłą frazą i powracające w najmniej odpowiednich momentach. Wytrącające z równowagi polukrowanej i fałszywej codzienności koszmary, ujawniające podszewkę dojmująco smutną.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na 7 1 rok temu
451° Fahrenheita Ray Bradbury
451° Fahrenheita
Ray Bradbury
„451° Fahrenheita” Raya Bradbury’ego to jedna z tych powieści, które wybrzmiewają jeszcze długo po przeczytaniu. Choć została napisana w latach 50. XX wieku, jej treść wciąż brzmi niezwykle aktualnie. Porusza bowiem kwestie, które bezpośrednio dotykają naszego świata. Cenzura, powierzchowność społeczeństwa czy zanik samodzielnego myślenia to tylko niektóre z nich. Akcja książki rozgrywa się w przyszłości, w której czytanie książek jest zakazane, a strażacy zamiast gasić pożary zajmują się paleniem domów, w których odnaleziono zakazane lektury. Główny bohater, Guy Montag, jest jednym z nich. Strażakiem, który początkowo, bez głębszej refleksji, wykonuje swoją pracę. Z czasem zaczyna jednak zadawać pytania, a te, pozostawiając go bez sensownej odpowiedzi, nakazują mu wątpić w działania systemu, w którym żyje i co gorsza, dla którego wiernie pracuje. Wewnętrzna przemiana Montaga staje się tutaj symbolem przebudzenia i w pewnym sensie, symbolem poszukiwania prawdy w czasach zdominowanych przez ułudę szczęścia i bezrefleksyjną konsumpcję. Bradbury w swojej książce stworzył nie tylko świetną wizję totalitarnego państwa, ale także zmusił czytelnika do głębokiej refleksji nad szeroko pojętą kondycją człowieka. Autor doskonale pokazuje jak łatwo społeczeństwo może zatracić zdolność do krytycznego myślenia, gdy zostanie odcięte od kultury i wiedzy. Po jej przeczytaniu nie sposób nie myślec o tym jak wiele z tej fikcyjnej rzeczywistości, którą tu dostajemy, możemy odnaleźć w dzisiejszym świecie. Świecie pełnym ekranów, szybkich informacji, nietrwałych więzi i do granic spłyconych emocji. Bradbury nie moralizuje, nie ocenia, ale dosadnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że to od niego zależy, czy pozwoli, aby myślenie i wrażliwość zniknęły pod grubą warstwą obojętności. Czytając tę historię nie raz przechodził mnie dreszcz. Ba! Od pierwszej strony towarzyszyło mi swoiste poczucie niepokoju, które głęboko osiadło na moich ramionach i powraca za każdym razem, kiedy wspominam losy Montaga. Ponadto, chciałabym pochylić się nad stylem Autora. Jest prosty, bardzo obrazowy i niezwykle wymowny. Całość wręcz czyta się sama! Reasumując, „451° Fahrenheita" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy szukają niepokojącej i dającej do myślenia historii. Gwarantuję, że po jej przeczytaniu pozostanie w Was coś więcej niż przerażający i przejmująco aktualny obraz dystopii. Książka ta pozostawi po sobie coś więcej. Pozostawi uczucie niepokoju i mnóstwo pytań o naszą przyszłość jako ludzkości. Ja jestem pewna, że kiedyś jeszcze do niej wrócę, choćby dlatego, by po raz kolejny poczuć te emocje i doceniać prawo do poznawania świata przez literaturę 🤍 bo słowo ma moc, której nie da się spalić.
MagdaLena - awatar MagdaLena
oceniła na 9 5 dni temu
Listy do młodego kontestatora Christopher Hitchens
Listy do młodego kontestatora
Christopher Hitchens
𝐏𝐫𝐳𝐲𝐭𝐨𝐜𝐳ę 𝐬ł𝐨𝐰𝐚 𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫𝐚, 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐚 𝐫𝐞𝐤𝐨𝐦𝐞𝐧𝐝𝐚𝐜𝐣𝐚 𝐭𝐞𝐣 𝐤𝐬𝐢ąż𝐤𝐢 : "Nie za​chowałem na koniec żadnej specjalnej rekapitulacji ani apelu. Strzeż się wszystkiego, co irracjonalne, nie​za​leż​nie od tego, jak bardzo będzie cię kusić. Odrzucaj „transcendencję” i wszystkich, którzy będą cię na​ma​wiać do pod​po​rząd​kowania lub unicestwienia własnej jaź​ni. Nie ufaj współczuciu – wybieraj godność, własną i innych. Nie obawiaj się, że zostaniesz uznany za aroganckie​go lub samolubnego. We wszystkich ekspertach dostrzegaj ssaki. Nigdy nie przyglądaj się bez​czyn​nie niesprawiedliwości lub głupocie. Bierz udział w dyskusjach i sporach dla nich samych – w grobie będziesz mieć dość czasu, by się namilczeć. Bądź podejrzliwy względem własnych pobudek i wszelkich wymówek. Nie żyj dla innych w większym stopniu, niż​byś oczekiwał po nich, że będą żyć dla Ciebie. Zo​stawię Cię ze słowami György’ego Konráda, węgierskie​go dysydenta, który dochował za​sad w mrocznych czasach i prze​żył własnych prześladowców. Jest au​to​rem książek Antipolitics i The Loser oraz wielu krótkich esejów i dzieł prozą. (Gdy jego oj​czy​zna i społeczeństwo odzyskały nie​pod​ległość, przy​szli do nie​go i za​pro​po​nowa​li mu prezydenturę, na co od​po​wie​dział: „Nie, dziękuję”). Cytat ten pochodzi z 1987 roku, kiedy świat wy​da​wał się jesz​cze bardzo odległy : Żyj za​miast ro​bić karierę. Zdaj się na dobry smak. Życiowa wolność zrekompensuje Ci straty. […] Jeśli nie po​do​ba ci się styl innych, kul​ty​wuj własny. Po​znaj sztuczki reprodukcji, sam sobie bądź wydawcą, i to na​wet w rozmowie, a wtedy radość pracy wypełni twoje dni. Oby tak samo było z tobą; dbaj, żeby proch nie za​mókł przed czekającymi cię bitwami, i bądź czujny, byś potrafił rozpoznać, kiedy nadejdzie ich czas.
꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂ - awatar ꧁ᙏᗣᙃⱿꙆᗣ꧂
ocenił na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj

Więcej
Joseph Conrad Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj Zobacz więcej
Joseph Conrad Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj Zobacz więcej
Joseph Conrad Serce ciemności: spolszczenie Jacek Dukaj Zobacz więcej
Więcej